Monika: Praca, wyjście z długów, miłość

Praca, dom, miłość, to wszystko dzięki Nowennie Pompejańskiej. Pierwszy raz powiedziała mi o tej cudownej nowennie moja Kochana Mama. Od pól roku szukałam satysfakcjonującej, dobrze płatnej pracy. Mama napisała: „Córciu, znalazłam dla Ciebie skuteczną nowennę”. Ucieszyłam się, zaczęłam odmawiać. Po Ok. Dwóch tygodniach dzwoni koleżanka z. Propozycją pracy nie do odrzucenia. Udało się, Maryia znalazła mi wspaniałą pracę:) zaczęłam polecać tę nowennę wszystkim w potrzebie. Koleżanka z pracy po wielu latach samotności, znalazła męża. Moja rodzina wyszła z ogromnych długów. Torbiele w piersiach zniknęły. Kupiliśmy upragniony dom. I otrzymaliśmy dzieciątko:) chwała Ci Piękna Pani!

To świadectwo zostało opublikowane

w czasopiśmie

„Królowa Różańca Świętego” nr 35

które można zamówić na stronie:

  • Niesamowite!!!! Bez tej nowenny nie potrafię już żyć!!!! Bez tego forum też, dzięki wszystkim którzy zostawiają świadectwa tutaj. Naprawdę dziękuję.

    • Wiesz, że ja też już nie potrafię żyć bez Pompejanki naprawdę 🙂 nie wyobrażam sobie życia bez Tej Nowenny odmawiam 8 NP mam 20 parę lat … oczywiście problemy i pokusy są wstyd się przyznać ale czasem upadam, lecz teraz wiem gdzie jest ratunek … ratunek jest w modlitwie 🙂 Nowenna nie jest na pewno magicznym zaklęciem teraz to wiem, ale ” uzależnia ” pozytywnie i działa we właściwy sposób i we właściwym czasie …. Nie wiem jak inni, mi podczas NP ” giną ” różańce pewnie to nie przypadek – nie zrażam się tym … Pamiętajcie zło nie śpi lecz gdy pozwolimy prowadzić się Mamie za rękę ona nas nigdy nie zostawi, trwajcie w modlitwie 🙂

    • Przecież to fejk. Zobacz wszyscy nagle jak w bajce o kopciuszku, mają cud miód i orzeszki. Serio, czy tak ludziom się dzieje? Trzeba zejść na ziemię.

      • AgnieszkaC troche wiecej wiary!Pan Bóg dając pewne doświadczenia daje również siłę aby im sprostać. Wiem coś o tym ponieważ mam 12 letnią ciężko chorą córeczkę. Mam również 4 zdrowych dzieci a z Nowenna jestem związana od 6 lat. W tym czasie otrzymaliśmy wiele łask polecając się Matce Bożej. Trzeba z ufnością i całkowitym. „Bądź wola Twoja…”polecać się jej kazdego dnia nie zależnie od tego w jakiej jesteśmy sytuacji.Bo Nowenna Pompejanska to nie jakaś czarodziejska różdżka po ktorej znikają wszystkie problemy i trudne sprawy w naszym życiu…to Totus Tuus jak mawiał Św Jan Paweł II…

    • Pamiętajmy że nie ma żadnych ram w które trzeba się zmieścić. Znam parę (ona wdowa, on kawaler, bardzo wierzący ludzie) którzy poznali się po 50. roku życia i wzięli ślub.

        • Ja sama jestem nie pierwszej daty i mam tyle problemów że do małżeństwa się nie nadaję, więc rozumiem frustracje… Stwierdzam tylko fakt że i po 50. człowiek może wyjść za mąż/ożenić się…

            • Człowieku, tylko stwierdziłam fakty, że można nawet w późnym wieku się żenić…. Może niektórzy tak wolą, bo wcześniej nie są gotowi? Dla Ciebie to marna karykatura ziemskiego szczęścia, a inny człowiek może będzie szczęśliwy że po tylu latach tulaczki odnalazł miłość drugiej osoby? Nie mierz innych swoją miarą, bo Twój wzrok zbyt daleko nie sięga. Twój komentarz lepiej by brzmiał gdybyś napisał/a że: Ty byś tak nie chciał/a żyć… a nie, takie wartościowanie: które życie jest bardziej marne a które mniej, czyja historia to „prawdziwe szczęście”, a czyja jest karykaturą ziemskiego szczęścia…
              Cóż to są Twoje wytyczne szczęścia, które możesz stosować w odniesieniu tylko do swojego życia. Ilu ludzi tyle historii, nigdzie nie jest powiedziane że TRZEBA wyjść za mąż, żenić się, w młodym wieku, nam po prostu społeczeństwo wpaja że tak trzeba, bo inaczej „uh, nikt cię nie chciał, to musi być z Tobą coś nie halo”. Serio, dajcie żyć…

            • Jeśli ja wyjdę za mąż w wieku 50 lat, będę się cieszyć, a nie myśleć że moje życie jest karykaturą ziemskiego szczęścia! Zabolalo mnie to, gdy to przeczytałam że późne wyjście za mąż jest karykaturą… Żadna prawdziwa miłość nie jest karykaturą. Karykaturą jest gdy młodzi, niedojrzali ludzie, egoisci wychodzą za mąż, żenia się, tacy co potem zostawiają rodziny, zdradzają itd. To jest karykatura miłości i małżeństwa, a nie to że ktoś późno wychodzi za mąż!! Pozdrawiam wszystkich forumowiczów, niech nam Bóg w głowach dobrze ustawia

            • Mój komentarz nie był skierowany do Ciebie osobiście. Po prostu większość ludzi wolałaby poznać swoją drugą połówkę w młodym wieku i być z tą osobą przez całe życie, dzielić z nią dobre i zle chwile i zdążyć mieć dzieci. Sytuację że ktoś chce założyć rodzinę dopiero po 50 -tce są dużym wyjątkiem od tej reguły.

            • Prawda jest taka że lepszy rydz niż nic a napewno za młodu chcieli mieć pełną rodzinę ale fakt faktem dobre i to na stare lata

            • …no ona była wdową także możliwe że miała dzieci ,była spełniona.

            • Dlaczego tak piszesz Aro? Może na dzieci w tym wieku jest już za późno, ale chociaż pragnienie bycia z kimś, posiadanie męża i przyjaciela zostanie zrealizowane. Nie można rozpatrywać tego w kategoriach gorsze-lepsze. Człowiek całe życie szuka ludzi, z którymi stworzy jakąś więź, twierdzenie, że tylko w młodym wieku to ma sens jest krzywdzące. Dla mnie osobiście takie historie są krzepiące i motywujące. Polecam piękny film dokumentalny „Odnaleziony walc”, historia trochę inna, ale pokazująca, że wiek człowieka nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o miłość.

            • Możemy sobie chrzanić ale powołaniem człowieka jest rodzicielstwo.

  • Zgadzam się z „wieską”. Najszczersza miłość ,to miłość dojrzała i najlepiej oparta na Bogu, a nie zawarte małżeństwa w młodych latach, bo tak trzeba, albo najwyższy czas, aby potem po 2, 6, czy 12 latach się rozpadły, bo emocje opadną.

    Nie wiem Aro, skąd pochodzisz, ale w większych i dużych miastach nikogo nie interesuje, czy ktoś wyszedł za mąż, czy nie.
    Może w mniejszych ludzie są zdołowani, bo tak jak napisała „wieska”, społecznie istnieje taki nakaz, aby wyjść za mąż/ ożenić się i mieć dzieci.
    Rozumiem, że miałaś marzenia i plany, ale nawet jak nic Ci z nich nie wyszło, to najgorsze co możesz zrobić, to to rozpamiętywać. A życie nadal się toczy i to jak w jaki sposób i czy, ze smutkiem czy uśmiechem, zależy od Ciebie.
    Zgorzknieniem ludzi nie przyciągniesz, mało kto to wytrzymuje w towarzystwie, a z komputer,czy telefon to słabi kompani, bo ile filmów czy koncertów można obejrzeć?
    Nie zadręczaj się tylko!

    • Na założenie rodziny jest określony czas. Wszyscy na około mają już swoje rodziny. Więc osoby samotne za wielu kompanow nie mają. Tak jakby samotność była zaraźliwa. Wszędzie innych interesuje czy wyszłaś za mąż czy nie i przez ten pryzmat jest się postrzeganym. A co to za różnica czy się jest uśmiechniętą ( najczęściej sztucznie) starą panną a nieusmiechnietą starą panną. I tak jest się starą panną. Czas robienia dobrej miny do złej gry, wiary że Bóg jest wszechmocny, dobry i każdemu pomaga mam już za sobą.

      • Ara masz racje są różne powołania duchowieństwo -nie zakładają rodziny nie mają dzieci,małżeństwo a reszta to patologia jestem częścią tej patologii stary kawaler,nie chciałem tak ale tak się ułożyło w sercu wiem że jestem powołany do ojcostwa.

          • Masz bardzo płytkie myślenie.Gdybym był do końca panem swojego losu gdzie by było miejsce dla Boga.Czasem w życiu tak się układa że mimo wszelakich starań i chęci układa się inaczej.Także pytanie nie do końca na miejscu:-(

            • Nie sądzę . Po prostu Cię nie znam i nic nie wiem o historii Twojego życia. Jedno jest pewne jako mężczyźnie jest Ci łatwiej bo możesz przynajmniej wykazać inicjatywę. Poza tym mogłeś to jakoś inaczej napisać.

      • Tak jak wcześniej pisałam przy innym świadectwie, ja modliłam się o męża prawie 10 lat. Został nim ostatecznie znajomy mi chłopak, a teraz, tuż przed 40 oczekujemy naszego pierwszego dzieciątka.
        Jedna ważna sprawa: jak się siedzi i czeka to się męża nie znajdzie, bo trzeba też trochę zadziałać, wyjść do ludzi itd.
        Mój mąż, kiedy jeszcze tylko byliśmy znajomymi, wiedział, że szukam męża, że się modlę o to, i to baaardzo dużo, powiedział mi kiedyś: ora już było, teraz czas na labora. I miał rację, chociaż w efekcie moim mężem to on został.
        Wspólnota, jakaś fundacja, kółko zainteresowań, może grupa sportowa, najlepiej wszystkie z takich dziedzin, gdzie będą raczej panowie niż panie. Nie przestawać się modlić, ale też Bogu pomóc i nie siedzieć w 4 ścianach narzekając, że męża nie zsyła „na nasze łono”…
        A z mężem działaliśmy razem, co przełożyło się na sympatię, na spokojne poznanie, a potem na miłość i małżeństwo.

  • I jeszcze z ostatniej chwili (otrzymałam z parafii, prośbę o modlitwę) – to jest prawdziwy dramat i tu możemy pomóc (to tez rodzaj indywidualnych ludzkich misji Aro, a różne są potrzeby w kraju i na świecie ) swoją szczerą modlitwą (Pisownia oryginalna):

    „Mam olbrzymia prosbe. Mojej kolezanki siostra jest bardzo chora, umiera. Ma bardzo agresywnego raka zoladka. Nie dostala nawet chemii bo jest za slaba Jedynie cud moze ja uratowac. Ma 3 dzieci i ma 36 lat, Agnieszka (…). Blagam o modlitwe jesli masz kontakty do ludzi ktorzy wierza i moga sie modlic to prosze z calego serca o pomoc. Wszystko dzieje sie bardzo szybko i tylko cud ja moze uratowac,prosze o modlitwe. Prosi Wiola ze Wspolnoty Jezusa Milosiernego ❤️❤️❤️”

    • Dobrze, że ma rodzinę, dzieci i jest w chorobie otoczona kochającymi osobami. Przynajmniej ma się za nią kto pomodlić. Nie mniej jednak i ja pomodlę się w jej intencji.

    • Drogie Panie, proponuję westchnienie za całą rodziną. Mąż, rodzice i ewentualne rodzeństwo przeżywają swoją tragedię, a dla dzieciaczkow choroba matki to koniec świata i pisze to z własnych doświadczeń sprzed 30 lat. Choruje całą rodzina.

    • Katarzyna przekaż Wioli niech sie modlą Koronka Wyzwolenia, tą ksiazeczke niech Agnieszce położą na żoładku, niech sie modlą non stop tą modlitwą, gromnice niech zapalą. Jezus sobie poradzi z tą chorobą.
      Mam kontakt z babcią, której wnuczka była chora na tą straszną chorobę,lekarze sami powiedzieli ze tylko cud może pomóc, dużo osób za Sandrę sie modliło, tu z forum takze, dałam babci Koronke Wyzwolenia , rodzina sie modliła ta modlitwą, kilka dni temu spotkałam babcie i pytam sie jak Sandra, a ta ze łzami w oczach zaczeła mnie przytulać ,ze jest dobrze, wyniki ma dobre, ze lekarze zrezygnowali z dalszego leczenia nie ma potrzeby.Teraz że płaczą, mają łzy radości i wdzięcznosci, dziękuja Bogu.
      Powiedz niech proszą Sw.Filomenę, nowennę odmawiają do tej Wielkiej Świetej,poczytać o Niej
      Pomodlę się za Agnieszkę

  • Dzięki za tą dyskusję przyznaję, że i ja pragnęła założyć rodzinę w młodym wieku. Nie wyszło. Jednak będę bardzo szczęśliwa jeżeli uda się to teraz albo nawet i później. Nawet gdyby okazało się, że już za późno na dzieci. Może małżeństwo w młodym wieku by mi nie wyszło? I ja westchne za chora Agnieszka. Proponuje modlić się też za jej bliskich. Dla dziecka choroba matki to koniec świata. Gdy miałam 8 lat zaczęła chorować moją mamą. To na szczęście nie był tak, choć mama była wtedy przekonana, że to na pewno rak. To, co przeżyłam jako dziecko chorej matki zostanie we mnie do końca życia.

  • Pomodliłam się za chorą Agnieszkę. Biedne dzieci, moja mama zmarła mając 35 lat i wiem coś o tym jak jest ciężko jak brakuje matki. Mam nadzieję, że Pan Bóg ulituje się nad tą rodziną.

  • Dziękuję Wam za włączenie się w modlitwę za Agnieszkę, sama też to czynię. Nie znam ani Jej, ani Wioli, która przesłała prośbę do wspólnoty w parafii, aby jak najwięcej osób pomogło wstawiając się modlitwą. Jezu Ty się zajmij! Po ludzku bezsilność.

  • >