Agnieszka: Nowenna pompejańska w intencji zagrożonego życia i zdrowia dziecka

Mam dwie wspaniałe córeczki. Razem z mężem zawsze chcieliśmy jeszcze dziecko, marzyliśmy o synku z racji że mój mąż ma gospodarstwo i jako żona po cichu pragnęłam i modliłam się o chłopca. Jak już się zdecydowaliśmy praktycznie od razu zaszłam w ciążę. Mężowi powiedziałam w Boże Narodzenie był zdziwiony i szcześliwy bo mam dość stresującą pracę i nie spodziewaliśmy się że nam się tak szybko uda. W 12 tygodniu ciąży podczas usg lekarz zauważył powiększone NT 4,5 i natychmiast skierował mnie na badania prenatalne. One również wskazały wysokie ryzyko chorób genetycznych m.in. zespołu Downa na poziomie 1:4. Mój dotąd poukładany świat nagle się zawalił. Zawsze się modliłam, chodziłam do kościoła. Lubię wierzyć bo tak jest poprostu łatwiej żyć. Lekarz zaproponował mi inwazyjne badanie amniopunkcje by potwierdzić lub wykluczyć diagnozę. Byłam w totalnej rozsypce, nie wiedziałam co robić. Myśl o Nowennie Pompejańskiej przyszła nagle jakby głos z nieba. Rozpoczęliśmy wspólnie z mężem różaniec 13 marca. Często wstawalismy bardzo wcześnie by móc pogodzić modlitwę z pracą. Bardzo wierzyłam że Maryja to nasza ostatnia deska ratunku. Lekarz który przeprowadzał amniopunkcje stwierdził że maluszek jest na pewno bardzo chory widzi to na Usg a wynik miał być po Wielkanocy. Zostałam skierowana do szpitala tam usłyszałam że nasze dziecko chłopiec prawdopodobnie nie przeżyje obrzęk uogólniony, wada nerek, serca i szereg innych. Lekarz który nas badał powiedział że żyjemy w takim kraju że niestety takiej kobiecie jak ja lekarze nie mogą pomóc mowa tu o terminacji ciąży. Dostałam ulotkę do hospicjum. Nie potrafiłam opanować łez, bólu, strachu. Głowa pekała mi od różnych myśli. Przez chwilę zwątpiłam w sens modlitwy ale mój mąż był twardy i mówi że się nie poddajemy. Kolejny cios przyszedł w Wielką Sobotę dostałam telefon z kliniki z wynikiem amniopunkcji że nasze dziecko ma potwierdzony zespół Downa. Znowu łzy, panika a trzeba iść ze święconką dziewczynki czekają z koszyczkiem. Święta mimo wszystko minęły nam pięknie, uroczyście i spokojnie. W dzień zakończenia części błagalnej znów miałam zgłosić się na diagnostykę do szpitala. Nie miałam oczekiwań co do tej wizyty nie wiedziałam nawet czy dzieciątko żyje a tu pierwszy cud. Obrzęk ustąpił inne poważne wady też niewidoczne tylko te wskazujące zespółDowna brak kości nosowej, płaska twarz. Serduszko do kontroli przez specjalistę. Nie ma zagrożenia życia. Śmiech przez łzy, niedowierzanie. Co dalej? Kardiolog również wykluczył wadę serca. Dzisiaj jestem w 24tygodniu ciąży. Zakończyliśmy z mężem naszą pierwszą Nowennę Pompejańską i póki co nasz synek żyje i ma się dobrze. Ja rozpoczęłam kolejną gdyż nadal jego zdrowie jest zagrożone ale wierzę i mówię to wszystkim że zespół Downa również pokonamy bo mam po swojej stronie Matkę Bożą, św. Józefa i wielu innych świętych do których się modlę. Jako matka nie mogę odpuścić obiecałam to naszemu dziecku, sobie i Maryji i będę odmawiać różaniec tak długo jak będzie trzeba. Dziękuję Matko Nasza za każdy wspólny dzień, a Was drodzy czytelnicy proszę o modlitwę za nasze dzieciątko.

  • Macie taką wiarę, że Matka Boża na pewno Was wysłucha, to świadectwo umacnia, daje nadzieję, modlę się za Was, i proszę również o modlitwę, bo jesteśmy w podobnej sytuacji.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    1 - 9 sierpnia 

    Nowenna

    za uzależnionych