Kasia: Instynkt macierzyński

W lipcu 2018 roku wzięłam ślub. Oboje wiedzieliśmy, ze w przyszłości chcemy mieć dzieci, ale na tamten moment czułam, że to jeszcze nie ten moment. Chciałam poznawać świat, podróżować. Mimo całej sympatii do dzieci czułam, że instynkt do macierzyństwa jeszcze się we mnie nie narodził. Tak minęły dwa lata. W końcu zapragnęłam dziecka. Choć to była decyzja spontaniczna. To był nasz urlop w górach. Tu również oświadczył mi się mój mąż. Pomyślałam, ze wspaniałe by było zajść w ciąże właśnie podczas pobytu w górach. Udalo się! O ciąży zorientowałam się stosunkowo szybko. Jednak ta druga kreska była mieszanką strachu. Nie byłam pewna czy jestem gotowa czy dam radę. Podczas pierwszej wizyty u ginekologa usłyszałam, ze coś jest nie tak. Ciąża może rozwijać się nieprawidłowo. Załamana przepłakałam tydzień poddawałam się badaniom krwi. Cała leku poszłam na drugą wizytę – nic z tego nie będzie usłyszałam. Brak zarodka. Dostałam skierowanie na łyżeczkowanie. Byłam załamana. Nie mogłam jeść. Całe dnie płakałam, modląc się o cud. W szpitalu miałam nadzieje, ze jednak ostateczne badanie pokaże ze wszystko jest ok. Usłyszałam jest zarodek. Lekarz badał mnie dość długo i usłyszałam ze niestety nie ma bicia serduszka, zarodek również jest zbyt mały. Wróciłam do pokoju. Bałam się , ze może jest jeszcze nadzieja, a stracę podczas zabiegu dziecko. Wracając do gabinetu zabiegowego pytałam, błagałam. Zabieg odroczono o 2 dni. Poczułam radość, chciałam walczyć, wróciłam do sali i zaczęłam się modlić do Św Rity. Jednak nagle wrócił lekarz – niestety badanie krwi wykazało, ze Bhcg spadła gwałtownie. Nie było już szans. Dostałam tabletki poronne. Czekając na poronienie wijąc się z bólu prosiłam Boga o pomoc. Weszłam do toalety trzymając się za brzuch prosząc by już to się skończyło. W tym momencie poroniłam. Kolka godzin później przeprowadzono zabieg łyżeczkowania. Wiem ze podczas pobytu w szpitalu czuwał nade mną Bóg. Jednak powrót do domu był załamaniem. Nie potrafiłam podnieść się psychicznie. Kłóciłam się z Bogiem, ObwiniałaM go o to, ze zabrał mi dziecko. Kilka dni później usłyszałam o nowennie pomoejanskiej. Od razu postanowiłam podjąć się modlitwy o to bym została mama. Wiedziałam, ze to jest ten moment, że jestem gotowa.Po skończonej części błagalnej usłyszałam w swojej głowie głos – daje Ci gwarancje, że jeszcze w tym roku będziesz w ciąży. Te słowa były wyraźne i pojawiły się tak nagle. Jestem obecnie w trakcie drugiej nowenny. Wierzę głęboko w sercu, ze właśnie zaczyna rozwijać się we mnie nowe życie. Wierzę, ze były to słowa od samego Pana. Z końcem roku postanowiłam wykonać test ciążowy. Wierzę, że Bóg dotrzyma danego słowa. Wierzę we wstawiennictwo Matki.

Hematytowa

dziesiątka

różańca - brelok

  • Szczesc Boze. Moze Ci to pomoze bo pewnie jak to w zyciu, najda Cie wątpliwości czy słyszałaś glos Boga i czy to prawda. Tez dwa razy w zyciu uslyszalam mocne slowa z Gory, ktore sie spelnily. dlatego daje Ci moje swiadectwo. Ufaj, wierz i czekaj, modl sie a jak bedziesz gotowa na Dar Milosci to na pewno dostaniesz z Gory Łaskę. Z Panem Bogiem.

  • Moje świadectwo było pisane w niepewności o to czy faktycznie w ciąży jestem, ale za to w wielkiej wierze w to. Co prawda w grudniu nie pojawiła się druga kreseczka, ale w styczniu już tak! Wizyta lekarska przede mną, ale wierzę, że tym razem z Bogiem u boku będzie wszystko dobrze. Jezu, Ty się tym zajmij.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!