Marcin: Otworzenie serca

Szczęść Bożę, dziś jest 29.09.2020 dzień Archaniołów. Właśnie wróciłem z porannej mszy na którą chodzę codziennie od kilku miesięcy. Odmówiłem 3 nowenny w intencji odzyskania miłości. Żadna z nich nie przyniosła oczekiwanego efektu. Wydawałoby się że w takiej sytuacji można stracić wiarę i zbuntować się przeciwko Bogu, Jezusowi czy Najświętszej Matce.
Nic jednak bardziej mylnego. Wręcz przeciwnie ten krzyż, te cierpienie i to że nie spełniło się to o co prosiłem otworzyło mi oczy na prawdziwą miłość. Miłość do Boga Ojca, najlepszego z najlepszych Ojców. Podczas odmawiania Nowenn otrzymałem ogrom łask, które bardzo zmieniły moje życie. Stałem się lepszym cżłowiekiem i dopiero teraz widzę ile jeszcze pracy przede mną.
Dziękuję każdego dnia za swój krzyż i za każde cierpienie jakie otrzymałem od Boga. Za każdą łzę rozpaczy dziękuję i jestem wdzięczny że zostałem wybrany, że mogłem doświadczyć takiego cierpienia. Przez to stałem się inny. Jestem spokojny, zrównoważony. Nawet trudne rozmowy czy niepowodzenia nie są w stanie mnie złamać i wyprowadzić z równowagi. Przyjmuję wszystko ze spokojem i zadumą. Codziennie dziękuję za przespaną noc, za poprzedni dzień i wszystkie cuda jakie się dzieję wokół mnie. Tak cuda. Bo zawsze kiedy się czegoś obawiam to Bóg to zmienia lub daje natchnienie jak stawić temu czoło.
Przestałem także prosić o znaki i na siłę się ich doszukiwać aby dowiedzieć się jak będzie w przyszłości. Teraz kontempluję wydarzenia i dostrzegam że dzieją się cuda. Takie małe i ciche. Przyjmuję każdy dzień z pokorą bo wiem że to najlepsze co mogło mnie spotkać niezależnie czy dostaję negatywną odpowiedź w sprawie formalnej, czy psuje się samochód. Także nawet najbardziej przykre słowa usłyszane od bliskich mi ludzi, których ostatni mi nie brakuje nie są w stanie złamać mojej wiary. A zamiast wdawać się w dyskusję modlę się za nich aby Bóg otworzył im oczy na to co naprawdę ważne w życiu. Tak jak mi otworzył.
Modlę się cały czas i każdego dnia kontempluje w kościele i adoruję Najlepszego Ojca Naszego. Ale teraz modlę się o łaski dla mojej ukochanej, tak ukochanej bo nadal bardzo kocham tę dziewczynę o którą się tak gorliwie modliłem wcześniej. Ale teraz modlę się aby Bóg wyrwał Ją z grzechu w jakim obecnie żyje. Nie proszę o odzyskanie Jej miłości ale aby Bóg dał mi Jej grzechy i Jej krzyż abym mógł dźwigać razem z Nią. Modlę się aby obecny chłopak się Jej oświadczył jeśli jest Jej przeznaczony aby nie żyli w grzechu. Modlę się o innych bliskich. Ale przede wszystkim dziękuję za to wszystko co dostałem od Boga. A dostałem bardzo wiele. Spokój, miłość do Boga, dobrych ludzi w koło mnie, ciche cuda które chronią mnie przed złem, Ducha Świętego i wewnętrzne natchnienie, które wskazuje jak mam żyć. Nawet za to że codziennie mogę karmić się Ciałem Chrystusa. Za to wszystko dziękuję.
Ale co najważniejsze, dziękuję za te wszystkie łaski, których jeszcze nie otrzymałem, bo wiem, że je otrzymam. Przecież Bóg sam powiedział „O cokolwiek poprosicie w imię Mojego Syna, to otrzymacie” a Bóg NIGDY nie oszukuje tych, co do Niego się modlą i proszą i ZAWSZE dotrzymuje słowa, więc dlatego wiem, że otrzymam wszystkie łaski, o które proszę tyle tylko, że w odpowiednim czasie. Wiem, że kiedyś poślubię tę dziewczynę i będziemy mieli cudowne dzieci i wychowamy je idąc ścieżkami Boga, przecież Bóg mi to obiecał. Dlatego całym sercem dziękuję za to i już to sobie wyobrażam.
Módlcie się o to aby w Waszych sercach była tylko miłość do Boga i nikogo innego, tak jak ja się modliłem a otrzymacie wszystko. Aby dostać to o co prosimy najpierw musimy uwierzyć, że to otrzymamy. Bo jak Bóg ma nam coś dać skoro nie wierzymy w Niego i w to że to otrzymamy.
Szczęść Boże i wszelkich niezbędnych dla nas błogosławieństw. Módlcie się o łaski na każdy dzień a resztę zostawcie Bogu.

Obejrzyj

nowy numer 48

"Królowej Różańca

Świętego"

  • ”Nie proszę o odzyskanie Jej miłości ale aby Bóg dał mi Jej grzechy i Jej krzyż abym mógł dźwigać razem z Nią.” Marcin, grzechy tej dziewczyny wziął już Jezus na krzyż. Ty nie musisz ich brać! Dużo dobra Ci życzę. Pamiętaj, że ta dziewczyna już ma Zbawiciela Jezusa i Anioła Stróża. Dużo dobra Ci życzę.

    • Ania, to chyba jest ten Marcin K, który przez kilka miesięcy wypisywał komentarze, w których opisywał swoją nieszczęśliwą miłość do Małgosi, która sobie odpuściła Marcina, gdy ten dopiero po czterech latach się obudził i raptem olśnienie, a dziewczyna po prostu ułożyła sobie życie. Szkoda mi MarcinaK, ale na własne życzenie zadaje sobie ból i męczy te Małgosię. Naprawdę to jest niepokojące. Modlimy się za Marcina, tylko to możemy.

      • Jeżeli to ten Marcin, to już nie chciałabym wchodzić z nim w dyskusję. Jeżeli to zbieżność imion (Marcin to bardzo popularne imię), pozostaje życzyć, by sprawy poukładały się w kierunku dla niego najlepszym. Nie musimy brać na siebie cudzych grzechów, bo to zrobił Jezus na krzyżu. Grzech należy oddawać Jezusowi i jego miłosierdziu, a nie brać na siebie. Marcin nie musi brać na siebie ani grzechów, ani krzyża tej dziewczyny, bo to nie jest jego rola i zadanie. Stąd mój pierwszy komentarz.

        • Raczej ten Marcin, bo styl pisania identyczny i ogólnie tak samo odbieram ten wpis i tamte komenty…

  • Marcin, jeśli jesteś tym internautą, który podpisywał się „Marcin” to mam taki apel: „Idź do psychologa i psychiatry” i daj spokój Małgosi. Weź na klatę Jej odmowę i pogódź się z tym, że ona już dokonała wyboru. Ty miałeś cztery lata na to, aby odwzajemnić jej uczucie, ale dopiero jak ona sobie odpuściła i związała się z inną osobą, to raptem wielkie love z twojej strony. No niestety to tak nie działa. Wiele osób tłukło Tobie do głowy: módl się, ale nie zafiksuj się. Daj spokój tej dziewczynie, idź swoją drogą, idź do psychologa, terapeuty, usuń się w cień. Ale oczywiście jak grochem o ścianę to wszystko się odbija… „wiem, że kiedyś poślubię te dziewczynę, będziemy mieli dzieci”… Te słowa niepokoją nie tylko mnie.
    Jeśli to nie Ty jesteś Marcinem K. to przepraszam. Ale niepokoję się o tego człowieka.

    • Nie zabierajcie wiary i nadzieji.Bóg rozsądzi tą sprawę . Też kochałam beznadziejnie 10 lat. I teraz nie jestem z tą osobą ale ją wspieram we wszystkim. Bóg ma plan ,i tak będzie jak zechce ale nie zabieramy nadzieji,marzeń i wiary w cuda.

      • Tylko że dziewczyna latała za tym chłopakiem cztery lata, a ten ją odrzucał. A gdy wreszcie się obudziła i sobie poszła, to chłop ją nęka. Oprócz wiary i nadziei trzeba również użyć mózgu, wiesz?

      • Ten chłopak jest zniewolony uczuciem, chorym uczuciem, i również zafiksowany na punkcie tej dziewczyny. Wyobraża sobie ślub i dzieci z tą dziewczyną i „wie, że ją poślubi, że będą mieli dzieci, że to sobie wyobraża, że weźmie jej grzechy i krzyże”. Albo jest w głębokiej depresji i to trzeba leczyć, albo zaczął fiksować i to też trzeba leczyć. Wcześniej kilka miesięcy dzień w dzień pisał o tej dziewczynie na forum w podobnym stylu. I wiesz co? Tyle osób chciało mi pomóc modliło się, pisało życzliwie, delikatnie, inni ostro, ale każdy chciał dla tego chłopa dobrze. To w końcu się obraził i przestał pisać na forum, ale pisze teraz teksty do redakcji. I nie, nie będę pisać, że się ułoży, bo po ludzku się nie ułoży. BÓG daje i rozum i wolną wolę.
        Znam dziewczyne, która chłopak też naciska, a ona już sobie życie ułożyła. I ta dziewczyna ucieka od tego chłopa jak najdalej, przeprowadziła się, zmieniła telefon, chodziła do psychologa, aby o nim zapomnieć. Pomyśl, co ona czuje? Jak ktoś ułożył sobie życie i odpuścił, i chce k kimś zapomnieć, to niech ta druga osoba to wbije do łba i da jej spokój. Gdyby byli przyjaciółmi, to jeszcze można mieć nadzieję jakąś, chociaż też nie bujać w oblokach. Ale ta dziewczyna jasno się określiła, zamknęła znajomość i ma innego chłopa, z którym poszła w tango. A ten pisze, męczy innych ludzi na forum, innych to w ogóle zrugal, jak ktoś życzliwie zwrócił uwagę i na ziemię sprowadził… No pewnie tylko glaskac i gadać „tak, wszystko będzie dobrze i ozenicie się”. Nie bo wtedy byśmy mu robili krzywdę. Jasne, Bóg osadzi, ale może właśnie Bóg przez to forum też do Marcina K mówi? I nikt nie pisze tego złośliwie, lecz pragnie go ostrzec i uchronić przed nieodwracalnymi błędami. Znam ich smak również, a jest gorzki jak piołun.

      • Wiesz czemu mnie to tak boli? Bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji, co tamta dziewczyna. Chodziłam za chłopakiem kilka lat od liceum przez całe studia, a ten mnie traktował podle, olewał, drwił, miał za dziewczynkę ze wsi, „za wysokie progi na jego nogi”. Trochę mi nadziei narobił, ale był z inną sympatią. Ja to przechorowałam depresją, bo siedem lat zmarnowałam. Odcięłam się, poznałam Jarka, który jest moim Mężem i bardzo go kocham. To mój przyjaciel na całe życie. I wtedy tamten chłopak cztery lata mnie męczył i dawał intencje, żebyśmy byli razem, a ja już byłam zaręczona, potem już pobraliśmy się. Przed ślubem znałam Jarka niecałe półtora roku i jesteśmy już ponad 10 lat po ślubie. A tamten chłopak nachodził i mnie i moją rodzinę i znajomi mi mówili, że fiksuje. Nawet już później zgłosiłam sprawę na policję, bo wystawał pod oknami i przychodził do mojej pracy. Wyprowadziliśmy się z Jarkiem, zmieniliśmy telefony, zabrobiliśmy znajomym i rodzinie informować tego gościa o moim życiu. Miał on kilka prób samobójczych w końcu jedną skuteczną… Ja po tym również depresję miałam i przechodzę do dzisiaj terapie u psychoterapeuty. Mam do końca życia ciężar, chociaż to nie jest moja wina. Ja sobie ułożyłam życie, a tamten sfiksował. I dlatego tak się oburzam, bo nie chce aby dziewczyna cierpiała jak ja, a chłopaka chce ustrzec.

  • Dobry wieczór Wszystkim, Szczęść Boże.
    Odzywam się na forum rzadko, odkąd zostałam niegrzecznie potraktowana przez administratorów strony (Ania wie, o jakiej sytuacji mówię – o tej zbiórce pieniędzy w czasie trwania epidemii). Ale bardzo często zaglądam na tę stronę, czytam świadectwa i komentarze pod nimi. Na co dzień powstrzymuję się od pisania, natomiast dzisiaj zabiorę głos.
    Panie Marcinie, kojarzę wspomnianego przez Marię „MarcinaK”, który udzielał się bardzo często pod świadectwami, opisując swoją historię, zawiedzione i niespełnione uczucie. Jeśli to nie Pan jest tym Marcinem, proszę wybaczyć każde słowo, którym mogłabym Pana urazić, zgorszyć czy też skrzywdzić. Jeśli zaś to Pan jest tym MarcinemK, pozwolę sobie zwrócić do Pana, a właściwie do Ciebie, bo myślę, że jesteś bardzo młody.
    Przede wszystkim pragnę podziękować za Twoje słowa, pisane z głębi serca. To piękne, że z każdym dniem, dzięki łasce wiary, dzięki Twojej modlitwie i wytrwałości, zaufaniu, które pokładasz w Panu Bogu, zbliżyłeś się i zbliżasz do Pana Boga. Życzę Tobie wszelkiego dobra i tego, aby wszystkie sprawy potoczyły się w kierunku dla Ciebie najlepszym. Pomodlę się również w Twojej intencji i mam nadzieję, że wraz z upływem czasu będzie u Ciebie coraz lepiej. 🙂
    Ale niepokoi mnie kilka zdań, które umieściłeś w liście. Liście bardzo pięknym, głębokim, poetyckim… Piszesz w jednym akapicie, że życzysz tej dziewczynie, aby chłopak się jej oświadczył, aby nie żyli w grzechu, a także to, że chcesz dźwigać jej grzechy, że zawsze będzie Twoją Ukochaną. W drugim akapicie piszesz, że wierzysz i wiesz, że pobierzecie się, będziecie mieli dzieci, że to sobie wyobrażasz… Nie pogniewaj się Marcinie, ale… zapędzasz się za daleko w swojej wyobraźni. Jasne, że gdy kogoś kochamy, to mimo woli nasze myśli krążą wokół umilowanej osoby i oczami wyobraźni widzimy ją obok siebie, przed ołtarzem. Jeśli jesteśmy z tą osobą w szczęśliwym, Bożym związku, to jak najbardziej takie marzenia mogą się krystalizować w naszej głowie, sercu i duszy. Ale jeśli jest to nieszczęśliwa, nieodwzajemniona miłość, to takimi myślami zadajemy sobie ogromny ból i wyrządzamy krzywdę… Bo chociaż Bóg może wszystko uczynić, to szanuje wolę drugiego człowieka. I nie wyciągnie na siłę drugiej osoby z grzesznego, toksycznego związku. Modlić się możesz i jest to piękna intencja – modlić się o to, aby druga osoba wyszła z grzesznej relacji i nawróciła się. Czasem lepiej jest się rozstać i żyć w pojedynkę, mając Boga w sercu i w komunii świętej, niż tkwić w grzesznej relacji, z dala od Pana Boga i sakramentów. Ale Ty jesteś zaangażowany emocjonalnie, uczuciowo w tę sprawę, więc im więcej i im dłużej będziesz się modlić w tej intencji, tym gorzej dla Ciebie. Proszę, porozmawiaj o tym z dobrym spowiednikiem, a najlepiej z kierownikiem duchowym, czy w Twoim przypadku właściwe i dobre dla Ciebie jest modlenie się w intencji tej dziewczyny. Czy przez tę modlitwę nie podtrzymujesz uczucia, czy ta modlitwa to nie jest taki „duchowy respirator”. Ale nie jestem w stanie tego stwierdzić, tylko sugeruję, abyś przedyskutował to z mądrym i Bożym człowiekiem!
    Gdy zatopisz się w świecie marzeń o tej dziewczynie, możesz utopić i stracić bezpowrotnie Twoje „TU I TERAZ”. Nie rozwiniesz się intelektualnie, emocjonalnie, duchowo, społecznie i być może nie zauważysz naprawdę super dziewczyny dla Ciebie! Nie twierdzę, że masz się odkochać i zakochać na nowo w tydzień, miesiąc czy rok, bo tylko Bóg wie, ile to by mogło Tobie zająć. Ale nie dajesz sobie prawa do szczęścia, do znajomości, przyjaźni, duchowego braterstwa. Pewnego dnia obudzisz się z ręką w noc…, że utraciłeś bezpowrotnie mnóstwo czasu.
    Mam wrażenie, że ta dziewczyna jest u Ciebie na wyższym miejscu, niż Bóg… Nie wiem, co masz w sercu. Tylko Bóg może Ciebie ocenić. Jednakże wydaje mi się, że ta dziewczyna stała się dla Ciebie takim „bożkiem”. Ty tego nie widzisz, ale ja czytając Twój list miałam takie wrażenie. Pomyśl o tym,co przed chwilą napisałam.
    Poza tym myślę, że ta dziewczyna nie jest tak głęboka i wartościowa, skoro żyje z tamtym człowiekiem w grzechu nieczystości… Chciałbyś naprawdę taką żonę i matkę dla swoich dzieci?
    I na sprawa, tamta dziewczyna (Małgosia?) możliwe, że już ostatecznie zamknęła etap waszej znajomości i Bóg już to wie… Może ona wie, jak cierpisz i celowo unika z Tobą konfrontacji?
    W każdym razie pomyśl nad tym i walcz o siebie! Zmykam już. 🙂
    Z Panem Bogiem. +:)

  • Zwróciliście uwagę, że Autor napisał ”dziś jest 29.09.2020 dzień Archaniołów”, a wpis został opublikowany 30.09. 2020! Wynika z tego, że czekał na publikację świadectwa dobę, kilka godzin? Ludzie wielokrotnie dopytywali na forum, kiedy ukaże się ich świadectwo, a tu publikacja zaledwie dobę po napisaniu. Dziwne, bardzo dziwne…

    • Witaj Aniu, z tej strony Agnieszka. Pozdrawiam Cię serdecznie. 🙂
      Myślę, że moderatorzy, administratorzy tej strony, bezmyślnie publikują wiele świadectw, również te kontrowersyjne, a te wartościowe są odkładane na półkę i czekają na swoją kolej…
      W przypadku świadectwa Marcina powiem tak: na pewno jest w nim wiele pięknych i mądrych myśli, ale „esencja” tego świadectwa ma cierpki smak… Jest chłopak, który cierpi z powodu niespełnionego uczucia, odrzucenia przez kobietę, która wybrała innego mężczyznę, inną drogę – Jego zdaniem grzeszną. Chłopak od pewnego czasu bardzo gorliwie praktykuje wiarę, chodzi na codzienną mszę świętą, modli się nowenną pompejańską, dostrzega wiele pięknych łask w swoim życiu, czuje przemianę serca każdego dnia. Ale z jednej strony pogodził się z tym, że Ukochaną odeszła, a z drugiej strony modli się tak, jakby ta modlitwa była magicznym zaklęciem – modlę się gorliwie, a wtedy moje życzenie się spełni i nie ma mowy, że będzie inaczej. Bo on to sobie wyobraża, że będzie z tą dziewczyną, że urodzą się ich dzieci, że będą razem żyli długo i szczęśliwie, wraz z Bogiem. Ale autor listu nie bierze pod uwagę tego, że dziewczyna ma wolną wolę i Bóg tę wolę szanuje. Bóg jest Wszechmocny, ale nie ingeruje na siłę w życie człowieka. Może oczywiście przemienić jego życie i serce, ale czyni to dyskretnie, z przyzwoleniem człowieka. I oczywiście, można się modlić o wyprowadzenie drugiej osoby z toksycznego i grzesznego związku, ale mam wątpliwości, czy autor świadectwa jest obiektywny… Czy na pewno tamten związek jest zły, grzeszny i skazany na porażkę, czy tak się autorowi wydaje? A nawet jeśli, to czy obecny chłopak tej dziewczyny ją do tego zmusił siłą, przywiązał do kaloryfera, stosował przemoc fizyczną, seksualną, psychiczną? Czy sami świadomie i dobrowolnie weszli w taki układ? Raczej to drugie. Jeśli dziewczyna tkwi w takiej sytuacji, to w pewien sposób jej to pasuje – co nie znaczy, że jest szczęśliwa. Ale jeśli w tym trwa, to niestety, ale… na własne życzenie…
      Autor świadectwa, ten Marcin, idealizuje dziewczynę i jeszcze chwila, a włoży ją do cukierniczki. A na siebie włoży worek pokutny i będzie tak tkwił w miejscu, pisał o swojej historii, modlił się o spełnienie tej miłości, ale to wszystko tylko będzie go bardziej raniło. Mam nieodparte wrażenie, że jest to MarcinK, na co zwróciła uwagę również Pani Maria. Znalazłam wpisy sprzed kilku miesięcy i również kilku tygodni, sygnowane MarcinK, i są one bardzo podobne stylem do tego świadectwa. Widziałam, że wiele osób próbowało wesprzeć Marcina – Kocham, też Ania, Muza, a także inne pojedyncze osoby. Zdania były podzielone, ale zdecydowana większość osób próbowała Marcina sprowadzić na ziemię – nie po to, aby go ranić, ale aby go obudzić i przetrzeć oczy,bo oczy serca nie zawsze wskazują właściwy kierunek. Wielu ludzi miało za sobą nieszczęśliwą miłość i chciało Marcina ustrzec przed popełnieniem błędów, które bardzo bolą – najbardziej po latach, gdy ma się świadomość utraty cennych, młodych i pięknych lat. Ja również mam taką znajomość za sobą – nie miłość, tylko zniewolenie uczuciem. I bardzo to odczuwam do dziś. Zrezygnowałam z wymarzonych studiów i pojechałam do obcego miasta za chłopakiem, który był dla mnie niedobry, niegrzeczny, a wręcz podły i toksyczny. Studiowałam na kierunku, na którym się męczyłam (mimo, że miałam super oceny, bo uczyłam się pilnie). Każdy uprzejmy gest z jego strony było jak trzęsienie ziemi. I ten chłopak mnie „trzymał” w ten sposób, jak pieska na smyczy. Nigdy nie byliśmy razem, ale cały czas miałam nadzieję – 11 lat, od drugiej klasy liceum, do prawie trzydziestki. W pewnym momencie zostałam tak brzydko potraktowana przez niego, że szkoda słów, aby o tym pisać. A ja zamiast „kopnąć go w cztery litery” i wyrzucić z głowy i serca, obwiniałam siebie za wszystko, widziałam w sobie tylko to, co złe, a jego idealizowałam. I kolejne cztery lata męczyłam się uczuciem, które mnie zniewoliło. Chciałam z tym chłopakiem pojednać się, modliłam się nowennami i Bóg wie tylko, co jeszcze robiłam, ile się modliłam, ile szukałam rozwiązań… Zylam w sposób biologiczny, ale duchowo byłam wrakiem. Na skutek silnego stresu popadłam w depresję, nerwicę, stany lękowe, utraciłam włosy (jestem zupełnie łysa…) i mój stan zdrowia obecnie pozostawia wiele do życzenia… Ponoszę zbyt wysoką cenę za uczucie, które okazało się mom zniewoleniem. Obecnie już mogę powiedzieć, że zamknęłam tamten rozdział, chociaż gdy tamten chłopak i jego rodzina pojawiają się w moich. snach, mam silne objawy nerwicy. Kilkanaście lat „w plecy”? Może nie do końca, ponieważ Bóg potrafi wyprowadzić dobro z każdej sytuacji. Ale dziś wiem, że Bóg zawrócił mnie z drogi, która nie była wybrana z Jego woli. Na wiele rzeczy jest już za późno. Nie ukończę studiów na uniwersytecie medycznym, nie odzyskam zdrowia w 100%,nie pozbędę się wspomnień, nie naprawię błędów w takim stopniu, w jakim bym pragnęła i prawdopodobnie nie wyjdę za mąż, a jeśli nawet, to nie będzie to mężczyzna, którego po latach zauważyłam, bo on (przynajmniej na razie) jest w relacji (nie jest to małżeństwo). Dlatego tak bardzo poruszyła mnie historia Marcina. Widzę w tej historii siebie…
      Marcinie, jeśli czytasz te słowa, to proszę z całego serca: odetnij się na jakiś czas od tej dziewczyny. Wybierz się na terapię – nawet w ramach NFZ. Pomyśl o wizycie u psychiatry, który być może zaleci Tobie odpowiednie leki, bo moim zdaniem masz depresję. Porozmawiaj z kapłanem, który Ciebie wysłucha i Tobą pokieruje. I spójrz na tę dziewczynę realnie. Bo dam głowę uciąć, że nie jest to Matka Boska ani Matka Teresa, tylko – przepraszam – dziewczyna z krwi i kości, o zachwianych i rozmytych wartościach, skoro świadomie i dobrowolnie weszła w konkubinat, a przynajmniej w relację, w której łamie się VI przykazanie.
      Z drugiej strony dziewczyna również miała swoje racje, nieznane dla nas, skoro wybrała inną osobę. Może nie jest tak wartościowa i wybrała chłopaka podobnego sobie? A może wprost przeciwnie, jest to sensowna, poukładana w wielu sprawach dziewczyna, ale nie chciała dłużej czekać na Marcina i czuć się upokorzona tym zabieganiem o jego uwagę i uczucie? A może trafiła na odpowiedniego człowieka, z którym planuje ślub i wesele? A może dziewczyna widzi w Marcinie cechy, które ją niepokoją, np: skłonność do zafiksowania się na jej punkcie? Od takich ludzi przeważnie uciekamy,ponieważ się boimy i nie wiemy, co może ta osoba zrobić, do czego się posunąć itp.
      Marcinie, jeśli jesteś bardzo młody, być może nie doceniasz daru młodości, daru życia, które masz obowiązek przeżyć jako człowiek prawy i szczęśliwy (patrz Wł. Tatarkiewicz). Na świecie jest wiele wspaniałych kobiet, które mogłyby zostać Twoimi żonami (oczywiście jedna z nich, a do Ciebie należy wybór). Nie zafiksuj się na jednej kobiecie, na którą czekasz świadomie i podświadomie, bo chociaż modlisz się o to, aby obecny chłopak oświadczył się tej dziewczynie, aby tylko nie żyli w grzechu, to sam siebie oszukujesz… Bo gdyby jednak się pobrali, przeżyłbyś to jako osobistą tragedię i przysłowiowy koniec świata. Więc naprawdę dla Twojego dobra zdystansuj się do tych marzeń i wyobrażeń o małżeństwie i wspólnych dzieciach z tą dziewczyną. Nie wiem, co ma dla Ciebie Bóg. Może zupełnie inną osobę, a może właśnie tą obecnie wybraną w marzeniach? Ale pozwól, aby to wszystko stało się z woli Bożej, gdy uleczysz swoje serce. Chociaż z własnego doświadczenia wiem, że gdy uciszysz serce i je uzdrowisz, uczucie zniknie z Twojego serca i otworzysz się na prawdziwą, piękną, wzajemną miłość. Tego Ci życzę z całego serca i pomodlę się za Ciebie, aby Bóg podarował Tobie łaskę spokoju, ulgi w cierpieniu i również łaskę mądrości, podjęcia Bożej decyzji.
      Proszę również o to każdą osobę, która czyta świadectwo Marcina i komentarze pod nim.
      Proszę również nie odbierać moich słów, a także słów innych ludzi, jako okrutnych i bezdusznych. My, którzy te słowa piszemy, bazujemy na cierpieniu własnym, cierpieniu naszych bliskich, a także na mądrości, którą zyskaliśmy po przepracowaniu niespełnionego i destrukcyjnego uczucia,które może bardzo wiele skomplikować w życiu, a nawet coś zniszczyć bezpowrotnie…
      Marcinie, pomyśl o tym i w pokorze przyjmij słowa pisane z ogromną troską o Ciebie.

      • Witaj Agnieszka, bardzo się cieszę, że czytam Cię na forum. Nic dodać, nic ująć- zarówno odnośnie doboru świadectw do publikacji, jak i Marcina. Chłopak robi sobie krzywdę, przykre.

        • Witaj Aniu. Bardzo się cieszę również, że wreszcie „się spisałyśmy”. 🙂 Ja również z radością zawsze czytam Ciebie na forum. Zatem do napisania i do poczytania. 🙂

      • Agnieszka, te Twoje słowa są kwintesencją tego, o czym rozmawiamy: ”Gdy zatopisz się w świecie marzeń o tej dziewczynie, możesz utopić i stracić bezpowrotnie Twoje „TU I TERAZ”. Nie rozwiniesz się intelektualnie, emocjonalnie, duchowo, społecznie i być może nie zauważysz naprawdę super dziewczyny dla Ciebie! Nie twierdzę, że masz się odkochać i zakochać na nowo w tydzień, miesiąc czy rok, bo tylko Bóg wie, ile to by mogło Tobie zająć. Ale nie dajesz sobie prawa do szczęścia, do znajomości, przyjaźni, duchowego braterstwa. Pewnego dnia obudzisz się z ręką w noc…, że utraciłeś bezpowrotnie mnóstwo czasu.” Takie uparcie się na konkretną osobę, może być właśnie odebraniem sobie prawa do szczęścia.

      • Agnieszko to co piszesz jest niesłychaną troską i to z własnego życia. Przeżyłaś coś strasznego ale wiara cię uzdrowiła nie ma co żałować straconych lat napewno znajdziesz dobrego faceta / on ciebie znajdzie. Marcinie czytaj tą wypowiedź Agnieszki tyle razy ile potrzeba do otwarcia twojego serca bo zamknąłeś je dla Boga. Agnieszko z takim sercem jakie masz to dziw że nie masz męża przecież potrafisz tak kochać i poświęcić się dla mężczyzny.

        • Dziękuję za te słowa, są dla mnie bardzo cenne i wzruszające. Ale mam nadzieję, że zachowam pokorę – oby Pan Bóg dał mi tę łaskę. Pragnę dzielić się słowem i moją historią, ale przy tym zachować Bożą naukę i nikogo nie skrzywdzić słowem ani czynem.
          Pozdrawiam serdecznie Tomku. 🙂 Z Panem Bogiem. +

  • Nie nam sądzić czyjeś intencje. Prośmy o co chcemy, od osądu jest Bóg, nie my. Nikt nie ma prawa Ci powiedzieć ,,módl się o co innego”. Nie. Nie ma nikt prawa tak dywagować i krytykować. Miłości i bliskości potrzebujemy wszyscy, a rozpacz po stracie ukochanej czy ukochanego jest cierpieniem, które trudno znieść. Módlmy się o wszystko, nie oceniamy innych. Modlitwa o miłość jest zawsze wysłuchana, czasem trzeba cierpliwości i wytrwałości w modlitwie. Wiara i modlitwa za pośrednictwem nowenny pompejańskiej czyni cuda – musimy zaufać. Módl się do Świętego Józefa o dobrą żonę.

    • Oczywiście, nikt nie mówi Marcinowi, że ma modlić się o inną sprawę. Może, oczywiście.
      Diko, tylko że my z forum kojarzymy Marcina, kojarzymy opisaną sprawę, a także burzliwe dyskusje pod świadectwami. Podkreślam – jeśli ten Marcin że świadectwa to MarcinK z dyskusji pod innymi świadectwami (a po stylu wypowiedzi jest to wysoce prawdopodobne), to wiedz, że wiele osób bardzo chciało Marcinowi pomóc modlitwą, mądrymi komentarzami, rozmową, dzieliło się swoją historią. Nie po to, aby zmuszać Marcina do zmiany intencji, ale aby mu otworzyć oczy i nakreślić inną perspektywę. Aby zastanowił się nad sobą i pozwolił również sobie pomóc.
      Dziewczynka chodziła za tym chłopakiem cztery lata, ale ten nie odwzajemniał uczucia, nie wiemy również jak ją traktował. Na pewno nie doceniał jej uczucia. Gdy ta definitywnie zamknęła etap znajomości z nim i spotkała chłopaka, z którym weszła w relację (dobrą czy złą, to już nie nam oceniać, a na pewno nie Marcinowi, który jest nieobiektywny), to Marcin się obudził i stwierdził, że ta dziewczyna była miłością Jego życia. Rozpoczął próby odzyskania tej dziewczyny, modląc się Nowenną Pompejańską i w ogóle bardzo uaktywnił się na tym forum. Przez kilka miesięcy niemalże dzień w dzień, czy tydzień w tydzień, pisał w komentarzach o swoim cierpieniu i szukał wsparcia. Ok, to zrozumiałe. Ale zaczęliśmy się o Marcina niepokoić, gdy zaczął pisać komentarze w stylu: „to ideał kobiety, to będzie moja żona i matka moich dzieci, ja wiem, że tak będzie, bo modlę się, a przecież Bóg mi to obiecał, znalazłem już idealną kandydatkę na żonę, nie będzie innej, będę jej aniołem stróżem, będę jej zawsze pomagał, nawet jak nie będziemy razem, wezmę jej cierpienie i jej grzechy na siebie, będę cierpiał za nią”itp. Pod wieloma świadectwami pisał słowa modlitwy” Jezu Ty się tym zajmij… „i opisywał, jakie znaki od Boga dostał. I pozostawał głuchy na jakiekolwiek rady, delikatne, subtelne, reagował z agresją, gdy ktoś mu napisał, żeby się nie zamykał na miłość, że życzymy mu po prostu wypełnienia woli Bożej, najlepszego Bożego rozwiązania. Widział tylko te słowa, które chciał wiedzieć. Odrzucał propozycję spotkania z kapłanem, psychologiem, a także rozmowy z kimś z forum. Zamknął się w szkatułce cierpiętnictwa. A być może Pan Bóg chciał mu pomóc właśnie przez to forum? Upomnieć go z miłością, podać pomocną dłoń.
      Uwierz mi Diko, że takim utwierdzaniem kogoś w przekonaniu, że modlitwa może wszystko (bo MOŻE!), czasem czyni człowiekowi ogromną krzywdę. Może on zafiksować się na czyimś lub jakimś punkcie, a to nie ma nic wspólnego z wytrwałością na modlitwie i z Bożą mądrością, lecz z uporem i duchowym zniewoleniem.

    • Dodam jeszcze, że nikt z nas nie twierdzi na 100%,że Marcin nie wymodli tej dziewczyny, bo nie jesteśmy Panem Bogiem. Ma prawo modlić się w swoich intencjach. Ale Bóg podaruje mu kobietę, żonę wtedy, gdy będzie na to gotowy. A na dzień dzisiejszy musi uporać się z własnym uporem i rodzierającym serce uczuciem, które nie buduje, nie umacnia, a rujnuje i osłabia. Tak to wygląda w podobnych sytuacjach i sama również wiele na ten temat wiem…

  • Myślę, że osoby udzielające się w tym temacie pod tym, czy poprzednimi wpisami nie życzą Marcinowi źle i nie chcą odbierać Mu nadziei. Chcemy go jedynie ostrzec przed błędami, które sami popełniliśmy lub popełniły je osoby z naszego otoczenia. Sama także mam za sobą uparcie się na konkretnego mężczyznę. Dziś bardzo tego żałuję. Pozostała świadomość, że straciłam dużo czasu, rozczarowanie samą sobą i dużo niesmaku. Dziś zadaję sobie pytanie – jak to możliwe, że byłam tak głupia. a jednak byłam. Prawdopodobnie nigdy nie wyjdę za mąż, nigdy nie zostanę mamą. Do końca życia będę żyła ze świadomością, że przez mój błąd mogłam przegapić moją szansę na spełnienie marzeń o mężu i dzieciach. Boję się, że sama zmarnowałam sobie życie. Oczywiście, trzeba żyć dalej, ale świadomość błędu i bezsensownego uporu pozostanie już zawsze. Właśnie dlatego piszę w komentarzach, ze jak ktoś nie chce być z drugim człowiekiem to żadne modły go do tego nie zmuszą. Tego doświadczyłam i przestrzegam przed tym innych. Nie popełniajcie tego błędu co ja. Nie warto. Mężczyzny, który z Wami być nie chce i tak nie przymusicie do związku z Wami, a pozostanie dużo bólu i rozczarowania.

    • Nic dodać, nic ująć. Aniu, dziękuję za Twój komentarz. Rozumiem Ciebie, a sama także wyciągnęłam wnioski z przeszłości i znam ból świadomości nieodwracalnego błędu…

  • A zwróciliście uwagę jak ogromną wiarę w Boga ma Autor. My się modlimy i liczymy, że Bóg nas wysłucha a Marcin jest pewny, uważam że to piękne i możemy pozazdrościć takiej wiary.
    A poza tym to jako kobieta oddałabym wszystko, aby ktoś kiedyś mnie tak pokochał. Ale to tylko moje zdanie.
    Niech nas wszystkich Bóg błogosławi

    • Wiktoria, przeczytaj posty Marcina K. Myślę, że Agnieszka ma bardzo celne refleksje i podpisuję się pod każdym jej zdaniem. Ja czułabym się osaczona gdyby ktoś żywił do mnie takie uczucia. Dla mnie to ogromne emocje i uczucia, ale jednak nie dojrzała miłość, z którą można czuć się bezpiecznie i pewnie.
      Być może Małgosia celowo unika kontaktu z Marcinem, bo wie o jego emocjach i uczuciach i chce uniknąć dawania mu nadziei na coś, czego ona nie chce. Być może dziewczyna stawia sprawę uczciwie, a Marcin nie przyjmuje tego do wiadomości.

    • Wiktoria, osaczane ofiary stalkingu także słyszą od osób, którym się skarżą na gehennę zgotowaną im przez chorego wielbiciela – ”jak ja bym chciała żeby ktoś tak mnie kochał”. Podkreślam – nie twierdzę, że Marcin jest stalkerem! Podaję tylko przykład, że intensywne, niekontrolowane emocje i uczucia to nie jest dojrzała miłość, na której można budować małżeństwo.

      • Tym bardziej, że ktoś nie przyjmuje do wiadomości tego, że miał kilka lat szansę, schrzanił sprawę i nie przyjmuje odmowy osoby, która nie miała i nie ma wobec tego człowieka żadnych zobowiązań! Dziewczyna poszła sobie w zupełnie innym kierunku, być może była już zmęczona czekaniem, spotkała kogoś, z kim chce spróbować stworzyć relację, być może na całe życie, poukładała sobie w głowie, być może z psychiatrą i psychologiem,być może wylała mnóstwo łez, a ktoś burzy jej spokój i codzienność. Pomyśl o tym. Ja wiem co to znaczy nosić poczucie winy za śmierć kogoś, kto sfiksował na moim punkcie…

          • Jasne. Nie wiedziałam, że masz takie przeżycia. Współczuję. Dobrze, że się dzielisz swoją historią, choć to pewnie trudne dla Ciebie. Może potrząśnie to Marcinem i innymi osobami w takiej sytuacji.

            • Dzielę się, bo już mogę… Ale będę w jakimś stopniu nosiła ciężar tej historii do końca życia. Tylko dlatego, że ułożyłam sobie życie z moim mężem, a nie chłopakiem, który był po prostu niedojrzały i chory… A swoje przechorowałam kilka lat. Dzięki Aniu, dziękuję za Twoją opowieść również i widzę, że tutaj kilka kobiet ma podobne przeżycia.

            • Tym bardziej dziękuję za Twoje podzielenie się tą historią.

            • Dziękuję za Twoje słowa na moje serce, taki balsam.

            • Witajcie Dziewczyny – Aniu, Mario, Agnieszko, i wszystkie inne osoby. Dyskusja ciekawa…

        • Maria czytając Twoje świadectwo zapada w pamięć „byc moze” czyli nie masz pojęcia o całości sytuacji. Podobnie jak ja i inni komentujący. Wiec moze czas najwyższy dac chłopakowi spokój bo może podobnie jak tamta dziewczyna nie chce jego tak on nie chce Waszej pomocy. Zwłaszcza ze czytajac niektóre komentarze mam wrażenie ze mogą one narobić dużo złego . Czy ktoś z Was zna tego chłopaka. I jak silny jest emocjonalnie? A jesli Wasze komentarze popchna Go do czegoś tragicznego? Czy zastanawialiście sie nad tym? Może warto.

          • Wika, wypowiadam się na podstawie własnych doświadczeń i uwierz mi – uświadomienie sobie, że czekało się ileś lat na człowieka, który relacji z nami nie chciał, boli znacznie bardziej niż usłyszenie na początku zafiksowania się – nie idź tą drogą, bo robisz sobie krzywdę. Dzielimy się tu tym, co same przeszłyśmy i uwierz mi bardzo żal mi tych lat, które straciłam czekając, a pretensje mogę mieć tylko do siebie. Tamten mężczyzna miał święte prawo do własnych planów, tylko ja zrozumiałam to za późno. Sama sobie zrobiłam krzywdę i dlatego piszę Marcinowi – nie powtarzaj mojego błędu. Marcin potrzebuje bez wątpienia pomocy psychologa i mądrego kierownika duchowego. Pozostanie w tym stanie, zamknięcie się w kaplicy swojego smutku, jak określiła to Muza to najgorsze co może teraz zrobić. Sam z tego stanu raczej nie wyjdzie, dlatego tak ważne, by otworzył się przed kimś, kto ma wiedzę i narzędzia jak mu pomóc.

          • Marcin wyidealizował Małgosię do tego stopnia, ze żadna kobieta z Małgosią na czele nie będzie w stanie temu sprostać. On chce nieść jej grzechy, a to już naprawdę niebezpieczne i niezgodne z wiarą, bo grzechy nas wszystkich już wziął Jezus na krzyż. Chłopak potrzebuje pomocy. Nikt go tu nie wyśmiewa. Wprost przeciwnie – Ludzie udzielający się w tym wątku radzą mu – pozwól sobie pomóc, nie rób sobie krzywdy. Ja już tą drogę przeszłam i mogę zaświadczyć – nie warto upierać się przy swoim, gdy ten drugi człowiek relacji z nami nie chce.

            • Dziewczyny pozwólcie autorowi świadectwa, jak i MarcinowiK iść swoją ścieżka, też popełniać błędy, bo tak uczymy się dojrzałości, tej duchowej też. Jeśli modli się to jest już w rękach Boga i napewno Pan Bóg ma dla niego swoją jedyną, indywidualna ścieżkę do całkowitego nawrócenia. Każdy z nas jest inny i Pan Bóg w inny sposób do nas dociera. Miło się czyta rady, ale przesada w doradzaniu ma odwrotny skutek od zamierzonego. Uszanujmy decyzję MarcinaK który zrezygnował z udzielania się na forum i oczekuje też tego od nas, byśmy o nim nie pisali. Błogosławionego popołudnia dla Wszystkich forumowiczow

            • Justyna, myślę, że osoby które tu się udzielają odnalazły w bohaterach tej historii siebie sprzed lat. Jasne, że Marcin (ten sam, czy dwóch innych) ma prawo do swojej decyzji i do swojego wyboru. Uczestnicy tej dyskusji chcieli go tylko przestrzec, by nie popełniał ich własnych błędów sprzed lat.

            • Tylko żeby nie obudził się ze świadomością zmarnowania lat i pretensją do Boga, że temu nie zapobiegł… To tyle…

            • To „niesienie grzechów” świadczy o głębokiej depresji autora świadectwa albo o braku racjonalnego myślenia i wiedzy teologicznej.

          • Wiko, nie znamy siebie osobiście, ale nasze wypowiedzi wiele mówią o nas i naszych historiach. I uwierz mi, że gdy przez kilka miesięcy dzień w dzień pojawiały się coraz bardziej niepokojące komentarze MarcinaK, to naprawdę zaczęliśmy się o niego bać i mu pomóc. Nikt go nie potępił i nie wyśmiał, lecz pragnął go naprowadzić na racjonalne myślenie. Przez kilka miesięcy tłumaczono temu chłopakowi: pomyśl, zastanów się, daj sobie czas i jej, odpuść, idź do psychologa, zapetlasz się i zniewalasz… Ale jak grochem o ścianę Wiko. Marcin przyjmował tylko to, co chciał, widział to, co chciał, słyszał to, co chciał. Bóg czasem mówi przez ludzi, więc może przez nas także coś chce Marcinowi powiedzieć? Maria natomiast przeżyła sytuację podobną, z perspektywy kobiety, która nie była w stanie odwzajemnić uczucia, i którą męczył zafiksowany adorator, który popełnił samobójstwo. Nie przez Marię, lecz z własną woli, a Marię postawił w bardzo przykrej, wręcz traumatycznej sytuacji. Pomyśl, jak może czuć się ta dziewczyna, ta Małgosia? Ma prawo do szczęścia, a ktoś nie daje jej spokoju, albo inaczej – z jej powodu nie daje spokoju sobie.. Marcin potrzebuje rozmowy, pomocy i modlitwy.

    • Wiktorio, piękna jest wiara co góry przenosi! Życzę nam wszystkim takiej wiary. Ale gdy zaczyna wkradać się w w życie obsesja, to trzeba drugiemu człowiekowi pomóc – powiedzieć nieraz ostro, ale z miłością. Bóg pragnie miłości, ale nie takiej, która urealnia się kosztem zdrowia fizycznego i psychicznego. Znamy z forum tę sprawę i skoro my niepokoimy się o autora, to co dopiero musi czuć tamta dziewczyna? Osaczenie i lęk. Chciałabyś, aby jakiś chłopak, może kiedyś Tobie bliski, ale teraz już nie, zafiksował się na Twoim punkcie, wymuszał miłość, stawiał Ciebie w bardzo trudnej sytuacji, wypisywał takie komentarze i świadectwa, że jest pewny na 100%,że będziesz jego żoną i matką jego dzieci, że inna opcja nie wchodzi w grę? No ja bym była przerażona i uciekałabym autostopem do Afryki, aby tylko uwolnić się od tego człowieka. I najlepsze, co można wtedy zrobić, to całkowicie odciąć się od tego człowieka, zmienić numer telefonu, adres e-mail, adres zamieszkania, zabronić znajomym wspólnym i rodzinie informować tę osobę o tym, co się u nas dzieje, a także pójść na spotkanie z psychologiem, aby przepracować tę sytuację. I nie dziwię się, że czasem niektórzy ludzie dostają zakaz zbliżania się do drugiej osoby. Miłość to dar ofiarowany w wolności serca i postawa szanująca wolność drugiego człowieka…

    • Jak się przeszło swoje w życiu – w dodatku podobną sytuację – i gdy widzi się własne błędy, to inaczej się widzi taką sprawę, takie wpisy…

  • Marcinie, życzę Tobie z całego serca – podobnie jak inne osoby – przede wszystkim otwarcie serca na mądrość Bożą i Jego wolę względem Ciebie i Małgosi. Może nie wszystkie komentarze są piękne, łagodne i dające nadzieję, jakiej byś oczekiwał, ale jestem pewna, że każda osoba pisząca pod tym świadectwem, miała wobec Ciebie jak najlepsze, szczere intencje, aby Ciebie przestrzec przed błędami, które same popełniły. „Nie bądź pewny, że masz czas, bo pewność niepewna”, jak mówił ksiądz Jan Twardowski. Parafrazując te słowa mogę powiedzieć „nie bądź pewny, że poślubisz tę dziewczynę, bo to nie zależy tylko od Ciebie, ani w 100% od Pana Boga”. On daje ludziom możliwość wyboru i ta kobieta ma prawo wybrać innego, obecnego mężczyznę. Pan Bóg kocha Ciebie nieprawdopodobnie mocno i nawet jeśli zbłądzisz, ale zmądrzejesz, podaruje Tobie jeszcze inne, piękne szanse i rozwiązania. Otwórz się na Jego wolę, nie zamykaj się w kaplicy nieszczęśliwej miłości, tylko wyjdź na zewnątrz i zaczerpnij powietrza, czyli zdrowego rozsądku. Prędzej czy później odkryjesz wolę Bozaoi wszystko zrozumiesz. Oby nie było za późno, gdy zdasz sobie sprawę, że uleciały Twoje piękne lata, a wraz z nimi inna kobieta, która była godna miłości… Pozwól żyć tej dziewczynie własnym życiem i jeśli ją naprawdę kochasz, pomódl się o wszelkie łaski dla niej i pozwól jej odejść, aby była szczęśliwa. To cholernie trudne, ale dopiero to świadczy o prawdziwej miłości. Zachowaj swoją godność! Jesteś dzieckiem Bożym i nie pozwól na to, abyś żebrał o miłość i zamykał serce na inne, wartościowe osoby. To mój ostatni zwrot do Ciebie, ponieważ wszystko już napisałam wcześniej. Z Panem Bogiem. +

  • Jeżeli ją kochasz to daj jej spokój. Twoja wiara i modlitwa o nią sprawią że poślubi swojego ukochanego i to będzie twoja nagroda bo ją kochasz ale ona ciebie nie kocha a to nie miłość twoja do niej tylko do Boga jest najważniejsza. Napewno będzie ci to wynagrodzone tylko pozwól jej cieszyć się miłością. Czasem bywa tak że jest poprostu za późno i już nie dostajemy drugiej szansy. To nie nasza wola tylko Boga a nasze modlitwy napewno będą wysłuchane tylko trzeba zachować zdrowy rozsądek.

  • Dziękuje za wyjątkowe świadectwo, ono jest dla mnie. Ono jest tak bardzo podobne do mojego życia, Marcin dzięki Tobie wiem ze jeszcze długa droga przede mną. Czasami są w głowie myśli, może uda się odzyskać miłość do L…. może mam receptę na moje niepowodzenia…. może jest zbyt mało we mnie pokory. Kiedy pojawią się w myślach ewentualne wątpliwości przypomnę sobie Twoje świadectwo. Proszę o modlitwę

  • Tak samo jak pozostali, myślę że to ten sam MarcinK, który udzielał się na forum. Po przeczytaniu tego świadectwa, jestem wręcz przekonana, że to chora osoba. Ktoś, kto wiele lat odrzuca uczucie, a potem nagle wręcz umiera z miłości, nie może być normalny. Ja Ci drogi Marcinie życzę zdrowia. A sobie życzę tego żebym nigdy na swojej drodze nie spotkała kogoś takiego jak Ty.

  • >