Regina: Za pięć dwunasta – Godzina Łaski

Wzięliśmy ślub w 2015 r., w 2016 r. – 10 miesięcy po ślubie – mąż zdradził mnie po raz pierwszy. 13 listopada 2017 r. jest dniem mojego nawrócenia – wówczas zaczęłam odmawiać moją pierwszą nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły (wówczas w ogóle zaczęłam się naprawdę modlić, modlić czując, a nie klepiąc bezmyślnie słowa, jak dotychczas). Od dnia nawrócenia odmówiłam niezliczoną liczbę nowenn i litanii w formie nowenn. Nie było modlitwy, której się nie chwyciłam. Oprócz jednej – oprócz Nowenny Pompejańskiej, którą – co prawda – rozpoczęłam w styczniu 2018 r., ale dałam radę odmówić tylko 40 dni. Aż do sierpnia 2020 r. 14 sierpnia 2020 r. – w dzień urodzin kolejnej kochanki mojego męża, o czym wówczas nie wiedziałam – rozpoczęłam swoją Nowenną Pompejańską. Obiecałam sobie wówczas, że jeszcze tylko ta modlitwa, że jeszcze tylko tej nie dopełniłam. We wrześniu mąż nawiązał kolejny romans. Jeździł wówczas na liczne rekrutacje do innego miasta, poznał na nich kolejną kobietę, u której spędzał po trzy godziny po każdej z rekrutacji. Mi wmawiał, że rekrutacje trwają po 7 godzin, ale ja wprost czułam, że jest coś nie tak. 5 października z tą ostatnią z kochanek (nie tą urodzoną 14 sierpnia, bo ta z 14 sierpnia ma troje dzieci, zdradza męża z kochankiem nr 1, a kochanek nr 2 to mój mąż – jest też ode mnie 12 lat starsza) widział się po raz ostatni – podobno z nią nie spał, bo była wierzącą dziewicą. Podobno. 6 października był ostatnim dniem nowenny – mąż zachorował wówczas na COVID-19. Dziękowałam Bogu, że jestem zdrowa i że ja mogę skończyć nowennę. 7 października – w święto Królowej Różańca – zachorowałam ja. Miałam test i zostałam udomowiona na 10 dni – i tak nie wychodziłam prawie 2 miesiące, aby nie narażać ludzi. Mąż dostał 20 dni, bo nie miał testu. Szalał, ale do kochanki nr 2 jeździć nie mógł. Potem dostał pracę w mieście kochanki nr 1. Nawiązał z nią kontakt. Miałam dość. Najpierw sam chciał się wyprowadzić do tego miasta, aby nie dojeżdżać, potem – gdy doszło do przemocy fizycznej wobec mnie 3 x – już sama błagałam, aby wziął tam pokój. Zaznaczając, że jeśli przestanie zdradzać, zerwie kontakty, jeśli zacznie mnie szanować, może pozostać. Nie chciał. Wyprowadził się 8 grudnia 2020 r., o godzinie 11:55. Na pięć minut przed Godziną Łaski. Całą Godzinę Łaski modliłam się płacząc po raz ostatni o uratowanie tego małżeństwa do końca tej godziny. Małżeństwo nie zostało odratowane, od 8 grudnia nie mamy żadnego kontaktu. Ani słowa. Ani do mnie, ani do naszego syna. Wiem, że Maryja wysłuchała mnie. Świadczą o tym dwa przykre wydarzenia w Jej naczelne święta. Wiem, że mnie wysłuchała, że wyprosiła u Boga łaskę, o którą prosiłam. Modliłam się o miłość, wierność i uczciwość małżeńską, o brak zdrad, o stworzenie małżeństwa na miarę pragnień Boga Ojca na to małżeństwo. Moja intencja była jedna i od zawsze ta sama. Tutaj nazwałam ją wieloma słowami, bo chciałam mieć pewność, że dobrze precyzuję intencję. Łaskę otrzymałam. Bóg widzi nas osobno. Zauważyłam, że mąż jeszcze tego dnia założył w telefonie Tinder (portal na szybki seks) – podczas pakowania walizki.
PS. Mój mąż jest osobą o narcystycznym zaburzeniu osobowości, jeśli ma to znaczenie. W naszym małżeństwie zawsze było współżycie. Istotą tego zaburzenia jest ciągle karmienie swojego ego licznymi podbojami. Mąż pisał z wieloma kobietami, jeszcze więcej kobiet uwodził. Nawet siedząc w domu podczas choroby – miał nieustanną potrzebę pisania z kobietami.
PS2. Zrobiłam i odmówiłam wszystkie modlitwy, jakie tylko mogłam. Wybaczyłam, co tylko się dało. JEŚLI MOJE MAŁŻEŃSTWO JAKIMŚ CUDEM ZOSTANIE KIEDYKOLWIEK ODRATOWANE (bo aktualnie zapowiada się na rozwód), TO WAM NAPISZĘ POD TYM ŚWIADECTWEM, ABYŚCIE ZOBACZYLI, ŻE MATKA BOŻA NAPRAWDĘ CZYNI RZECZY PRZEDZIWNE ZA POMOCĄ TEJ NOWENNY.

Nowenna 

do ojca Dolindo

20-28 kwietnia

  • Jesteś niezwykle silną kobietą! Twój mąż potrzebuje pomocy psychologa lub psychiatry, to wygląda na uzależnienie, do tego osobowość narcystyczna, jest pogubiony w swoich grzechach. Zadbaj o siebie, otaczaj się życzliwymi ludźmi, może terapia dla Ciebie też będzie pomocna, przy Bogu nie zginiesz. Zapoznaj się ze Wspólnotą Trudnych Malzestw Sychar- wejdź na ich stronę, jest też forum gdzie uzyskasz pomoc: kryzys.org, Otaczam modlitwą!

    • Dziękuję za odpowiedź. Niestety – mąż z pomocy psychoterapeuty nigdy nie skorzysta. Istotną cechą narcystycznego zaburzenia osobowości jest nieumiejętność dostrzeżenia swojej winy, przenoszenie wad na innych. To taki mechanizm obronny, aby psychika się nie rozpadła. Idąc tym tropem – mąż uważa, że ja mam problem. Twierdził, że jestem chorobliwie zazdrosna, gdy czułam, że coś jest nie tak, a gdy przedstawiałam mu niezbite dowody jego zdrad – potrafił powiedzieć, że to nieprawda (zaprzeczyć w oczy faktom), wpaść w straszną furię LUB stwierdzić, że zdrady są również moją winą, bo go nie rozumiem. Nasze małżeństwo to cykl nieustannych rozstań i powrotów. Mąż zawsze doprowadzał do rozstania (narcyz sam nie odejdzie, ale będzie robił wszystko, aby życie z nim stało się nie do zniesienia i partnerka sama go wyprosiła ze swojego życia), nazdradzał się (korespondowałam z jego kochankami) i wracał. Mąż cierpi również na coś w rodzaju nietypowej padaczki, która objawiła się w wieku 18 lat. Bierze trzy rodzaje leków psychotropowych. Moim zdaniem, to nie jest padaczka, tylko opętanie. Byliśmy raz u księdza egzorcysty, powiedział, że „nad mężem coś wisi”, pomodlił się nad nami i tyle. Do Wspólnoty Sychar nie chcę należeć, ponieważ nie chcę przeciągać tej agonii w nieskończoność. Wiem, że ludzie tam wciąż MAJĄ NADZIEJĘ, że ich małżeństwo się odrodzi, a ja właśnie tej nadziei już nie chcę mieć. Moja psychika jest zdewastowana, moje poczucie własnej wartości sięgnęło dna, mimo że:
      jestem młoda, wykształcona, oczytana, pracuję i nawet dobrze wyglądam. Gdy poznałam męża byłam pełną życia, pasji i radości kobietą. Mój mąż był mną zachwycony, bombardował mnie miłością. Jednak narcyz nie jest w stanie pokochać naprawdę, jego relacje są powierzchowne. Ja się niestety złapałam na te jego powtarzane dziesiątki razy dziennie „kocham”. Na to, jak mnie widział. Od idealizacji szybko przeszedł do dewaluacji. Osoby o tym zaburzeniu zmagają się w życiu z przeraźliwą pustką, nie mają empatii, uczuć wyższych i życie stabilne jawi im się jako wszechogarniająca nuda… Mąż wiele razy zmieniał: pracę, miejsce zamieszkania (14 miejsc zamieszkania w ciągu 7 latach), a my chodziliśmy z nim jak cyganie. Do momentu jego wyjazdu za granicę. Przyjeżdżał raz na kilka miesięcy i nasze małżeństwo jakby odżyło. Niestety – rok wspólnego zamieszkania znowu doprowadził do jego frustracji i nudy. Bardzo intensywnie modliłam się o uzdrowienie tego małżeństwa przed jego wyjazdem, a w dniu końca nowenny (16 lipca 2018 r. – Matki Bożej z Góry Karmel) mąż oznajmił, że wyjeżdża za granicę. Maryja naprawdę przemawiała do mnie pod wieloma świętami – zawsze tak samo. Zawsze wychodziło na rozłąkę i rozstanie z mężem. Nie zamierzam dłużej narzucać Bogu mojej woli i błagać Go nieustannie o przemianę męża i naprawdę małżeństwa. Zaakceptowałam już sytuację. Chcę tylko przestać czekać i mieć nadzieję, bo ból oczekiwania i łudzenia się jest nie do zniesienia.
      Pozdrawiam Was, kobiety. Jeśli macie za mężów dobrych ludzi, dziękujcie Bogu za nich codziennie. 🙂

      • Zgadzam sie z toba bo jestem w identycznej sytuacji. Jestes silna kobieta a zycie z narcyzem jest okropne. Niech cie Bog blogoslawi.

  • Problemy psychiczne Twojego męża wskazują na to, że nie jest on zdolny do zawarcia ślubu kościelnego. Co za tym idzie, ślub jest nieważny. Skontaktuj się z sądem kościelnym i poproś o rozmowę z którymś z księży tam pracujacych. Rozmowa taka nie jest równoznaczna ze złożeniem skargi i rozpoczęciem procesu. Chodzi w niej o to, by osoba kompetentna potwierdziła istnienie podstaw do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Jeszcze możesz być wolna i szczęśliwa z kimś innym.

  • Jak Maryja wysłuchała Ciebie skoro macie sie rozwiesc? Bo nie rozumiem. Intencja nie została wysłuchana.

    • A ja się zastanawiam jak ona się niby nawróciła skoro bierze pod uwagę rozwód, osoba prawdziwie nawrócona nie łamie przysięgi małżeńskiej, jeśli z ważnych przyczyn bycie razem jest zbyt trudne to od tego jest separacja.

      • „Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata.” (Łk 6, 42).
        W komentarzach przybliżyłam jak wyglądało nasze małżeństwo. Jedna wieczna separacja. 🙂 Dziesiątki nowenn, lata prób z mojej strony i multum jego zdrad. Mam czekać, aż mąż zarazi mnie i syna HIV albo inną chorobą? Albo mnie w furii zabije? Wie Pan/Pani czym jest złość (de facto stan absolutnej furii) osoby o zaburzeniu narcystycznym? Jak to wygląda z jej strony? Przecież nie napisałam, że zamierzam żyć w kolejnym związku. Rozwód to porażka, przy czym mój mąż twierdził, że zawsze ma do mnie powrót. Myślę, że takie formalne potraktowanie tej kwestii by go otrzeźwiło i przestałby pić krew moją i dziecka. Jak łatwo jest oceniać komuś, kto nie był w związku z psychopatą… Nie życzę!

        • Regina, mam duzy szacunek do Ciebie, ze trzymasz sie tak mocno mimo takiego okrutnego doswiadczenia. Widac, ze Matka Boza jest z Toba. Jestes jedna z nielicznych kobiet tutaj ( a czytam swiadectwa od 5 lat), ktore nie pozwola sie swoim mezom traktowac jak przedmiot ( maz zdradza, robi co chce a zona czeka z otwartymi ramionami). Masz szacunek do siebie i do syna i tutaj klaniam Ci sie w pas bo z takiej kobiety jak Ty wszystkie inne powinny brac przyklad. Zrobilas wszystko co możliwe, modlilas sie, oddalas sprawe w rece Matki Bozej. Ona Toba kieruje i jesli czujesz, ze to koniec to, to jest koniec. Sciskam mocno tak po ludzku.

          • Nie mam szacunku do siebie. Od 2016 roku byłam taką właśnie kobietą – czekającą z otwartymi ramionami. Wierzącą, że każda zdrada jest tą ostatnią. „Pomagał” też w tym trwać brak znacznych dowodów i wieczne zaprzeczanie i manipulacje męża na quasi-dowody zdrad. Oczywiście wszystko po czasie się potwierdzało. Wydaje mi się, że po odmówieniu tej Nowenny Pompejańskiej dostałam łaski. Jakie? Np. łaskę odejścia od męża. Wcześniej było to dla mnie do pomyślenia, żeby zerwać całkowicie z nim kontakt – a jednak. Udało się. Nie mamy absolutnie żadnego kontaktu od ponad miesiąca, a ja ani nie rozpaczam, ani nie tęsknię. W ostatecznym odejściu też pomógł wiek syna. Syn jest zwyczajnie starszy (przy ostatnim odejściu miał 2.5 roku), coraz więcej rozumie i zwyczajnie nie chce, aby powielił patologię rodziców i uważał, że małżeństwo to: wieczne zdrady ojca i wybaczanie matki. Tolerowanie tego. Dlaczego dziecko ma mieć zrujnowaną psychikę, niewłaściwy wzorzec domu rodzinnego – bo ja źle wybrałam małżonka? Absolutnie. Uważam, że winy złych wyborów, tak ważnych wyborów, powinni ponosić sami zainteresowani. Czyli małżonkowie. A nie dzieci. Trudno. Lepiej wychowywać się bez ojca niż z ojcem awanturnikiem, furiatem i permanentnym zdrajcą. Chcę przeciąć ten zaklęty krąg. Mój mąż jest z nieudanego małżeństwa (jego matka jest narcyzem, a ojciec alkoholikiem), ja także z nieudanego małżeństwa moich rodziców. Konsekwencje zbieramy do dziś. Nie wierzę w grzechy przechodzące z pokolenia na pokolenie, ale w konsekwencje tychże grzechów – owszem. Sama jestem przykładem złego wzorca, gdzie należy przebaczać wszystko i za wszelką cenę. Przebaczałam, próbowałam, przyjmowałam. Tyle że poprawy nie widać, a dziecko zaczęło się psuć – mieć problemy z psychiką, emocjami. O, nie. Wystarczy.

            • Chcę też powiedzieć, że od 2017 roku odmówiłam dziesiątki różnych modlitw:
              – około 10 nowenn do Matki Bożej Rozwiązującej (o węzeł zdrady; o to, co niszczy męża; o węzeł małżeński; o finanse (te akurat się polepszyły); o zdrowie dziecka (fizycznie jest dużo lepiej, za to psychicznie już nie) i szereg innych
              – nowenny do Boga Ojca, nowenna do Bożej Opatrzności
              – listy do św. Józefa, nowenny do św. Józefa, starożytna modlitwa do św. Józefa w formie nowenny
              – Litania Dominikańska, najstarsza i najpiękniejsza litania do Maryi – wiele razy, pojedynczo i w formie nowenn, po pierwszej z nich (16 lipca, w święto Matki Bożej) mąż oznajmił, że jedzie za granicę – nie mieszkał wówczas z nami, a ja jeździłam i zostawiałam róże dla Maryi w różnych kościołach i powielając nowennę na kartkach – sama to wymyśliłam
              – nowenny do wielu świętych, do św. Rity o miłość w małżeństwie nowennę odmówiłam około 10 razy, ponadto: do św. Antoniego (nasz patron, ślub był 13 czerwca), do św. Judy Tadeusza, modlitwy różne do Ojca Pio, do św. Charbela, do Jana Pawła II i do innych
              – koronki: do Krwi Chrystusa, do Najświętszych Ran, do Niepokalanego Serca Maryi, do Archaniołów, do św. Rity
              – 4 Godziny Łaski
              – raz byliśmy u egzorcysty
              Jednym słowem – modliłam się i wciąż się modlę. Ale łaskę UWOLNIENIA od ciągłego szaleństwa na punkcie ratowania tego małżeństwa otrzymałam po odmówieniu całej Nowenny Pompejańskiej. Już nie szaleję, już nie ratuję. Zaczęłam też się szanować. Kto to widział, żeby żona pisała z kochankami, a kochanka jeszcze (sama zamężna, z trójką dzieci – w tym z niemowlęciem, nie mam pewności czyim, 12 lat starsza, niezbyt urodziwa kobieta, a z relacji męża to jeszcze rozwiązła) radziła mi, abym nie cierpiała, bo cierpienie nie ma sensu i sama znalazła sobie pocieszyciela? Fragment rozmowy naszej:
              Kochanka: Bóg jest miłosierny. Bóg pani wybaczy. Proszę zostawić męża i mieć jakiegoś przystojniaka w zanadrzu, takie długotrwałe cierpienie nie ma sensu.
              Ja: Proszę powiedzieć to Jezusowi biczowanemu.
              Co ciekawe, wszystkie kochanki mąż określał jako bardzo wierzące, a one tłumaczyły mu, że nasze małżeństwo jest nieważne, dlatego może z nami sypiać. Nie wiem, czy to jakaś szatańska sztuczka, że kochanki podawały się za „wierzące”?

            • Widzisz Regina, Ty swoim swiadectwem cos mi udowodnilas. Ja blisko 40 letnia kobieta ( po slubie cywilnym i rozwodzie cywilnym), oszukana przez bylego meza ( klamal w twarz, zlamal mi serce) rozwodzilam sie po 4 miesiacach. Do slubu koscielnego nie doszlo. Nie potrafilam patrzec na mezczyzn przez 10 lat. Zamknelam sie w sobie. Bylam zla, ze inne kobiety maja dobrych mezow a ja musze sie rozwodzic. Byl slub cywilny wiec strata mala ale serce bolalo, czulam fizyczny bol rozywajacego serca. Teraz czuje, ze moglabym ponownie zaufac ( boje sie ale chyba potrafie) to Bog stawia mi na mojej drodze oszustow, klamcow i mezczyzn, ktorzy chca sie finansowo ustawic. Nie spotkalam na swojej drodze dobrego sercem mezczyzne. Niestety. Moje siostry mowia, ze juz nie spotkam, zebym pogodzila sie z samotnoscia i zyla dalej. Ja probuje odczytać wole Matki Bozej i samego Boga i nie potrafie. Mam byc z kims czy nie…?! Jednak wiem, wole byc sama niz z kims kto mnie niszczy. Nie moge stracic szacunek sama do siebie bo sie z tego nie podniose. Nie bede rowniez niczyja kochanka, konkubina czy jak to sie nazywa. Wiem, ze nie zbuduje szczescia na lzach innej kobiety i jej dzieci wiec jak nie wolny kawaler bez zobowiazan to nikt.

            • Myślę, że Bóg chce Pani powiedzieć przez Pani dzieje dokładnie to, co powiedział mi – tylko szybciej. „ZAUFAJ MI. PRZESTAŃ SIĘ MOTAĆ I ŻEBRAĆ O MIŁOŚĆ TAM, GDZIE JEJ NIE MA.” Albo – posługując się słowami Ojca Pio – „Nie bój się. Jezus się silniejszy niż całe piekło.” Do czego zmierzam? Ja też rozpaczliwie chciałam być z mężczyzną – jeszcze zanim poznałam męża. Całe życie jednak zmagałam się odrzuceniem ze strony mężczyzn. Do tego stopnia, że gdy jako 21-letnia dziewica (to już był ewenement w moich studenckich czasach, mam 28 lat) poznałam męża, który nie tylko mnie chciał, ale był mną zachwycony – poszłam jak w dym. Dałam z siebie wszystko, a nawet więcej. I „pięknie” na tym wyszłam. Gdzie wtedy był Bóg? Tam, gdzie Go zostawiłam. Na krzyżu, w zamkniętym kościele. Potem 5 lat walczyłam o małżeństwo – to cały okres jego trwania! Teraz już nie łaknę, nie pragnę, nie żebrzę. Może nasze historie z mężczyznami przypominają historie o Samarytance przy studni, tej, która miała pięciu mężów, a szósty nie był jej mężem? Adam Szustak pięknie zinterpretował to na jednym z filmów. Według jego interpretacji ta kobieta dostała list rozwodowy aż 5 razy, a aby go wówczas dostać, mąż musiał opisać w nim, że żona jest obrzydliwa i dlatego ją oddala oraz napisać, dlaczego jest obrzydliwa. Szustak stwierdził, że jej serce było zdewastowane. Co zrobił Jezus? Najpierw poprosił ją o wodę ze studni, a gdy ona się zdziwiła, że Żyd prosi o wodę Samarytankę, powiedział: «O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej».
              Wydaje mi się, że ja dostałam łaskę takiej „wody żywej”. Nie pragnę już mężczyzn, życia z nimi, widzę siebie osobno – nawet, jeśli to osobno miałoby trwać do końca życia, które nie wiem przecież ile potrwa. Przed nowenną to było nie do pomyślenia, żebym ja widziała siebie bez mężczyzny. Proszę się modlić o taką łaską. Może jeśli Pani serce będzie w takim stanie, że wystarczy mu miłość Boga, może właśnie wtedy Bóg postawi przy Pani mężczyznę, aby Panią dopełnił, a nie wypełnił? Życzę Pani tego. 🙂
              PS. Dla mnie znamienne jest to, że w przytoczonej historii, to Jezus pierwszy mówi do Samarytanki: „Daj mi pić”. Jak gdyby Bóg też potrzebował miłości człowieka. Nawet tego najbardziej życiowo pogubionego. Bóg wychodzi do człowieka i prosi o miłość. Może warto Go nią obdarzyć najpierw…? To już moja interpretacja (nie Szustaka). 🙂

            • Slyszalam to na youtube i wiem o czym mowisz.Moja historia zycia jest jednak bardziej rozbudowana. Nigdy nie żebrze o milosc, to jest wbrew mojej godnosci. Teraz bedac rok w Polsce spotkalam takich mezczyzn, z ktorymi nigdy nie chcialabym byc (nie bylo mnie w Polsce prawie polowe zycia). Wrocilam bo chcialam byc blizej rodziny i liczyłam, ze poznam mezczyzne o dobrym sercu. Wszystkie relacje od pierwszego dnia powierzlam Matce Bozej i one zaraz sie konczyly. Ja mam swoje lata wiec jesli nie teraz mam poznac tego od Boga to kiedy?! Odpowiedź jest jedna: nigdy., i ta odpowiedz teraz mam w sobie. Chce sie pogodzic z wola Boga i chce zeby mniej bolalo. My mamy inne doswiadczenia: Ty masz dziecko a ja nie mam nikogo ( czlowieka bliskiego). Ja rozumiem Ciebie i nie zmienie zdania, dobrze, ze napisalas swoje swiadectwo. Bo takich jak Twoje jest tutaj niewiele.

  • Bardzo mnie poruszyło Twoje świadectwo, bo sama przeżyłam coś takiego, ale z zupełnie innej perspektywy. 4 lata temu poznałam mężczyznę, pokochałam, ciągle wałczyłam o ten związek. Modliłam się za niego, odmawiałam m.in. Nowennę pompejańską (nawet kilka razy), modliłam się w Godzinę łaski… Końcem zeszłego roku dowiedziałam się, że ten mężczyzna zdradzał mnie z inną kobietą. Co więcej, okazało się, że kłamał o tym, że jego żona nie żyje. Ogrom kłamstwa i manipulacji jest tak duży, ja w dalszym ciągu nie mogę tego pojąć. Gdybym wiedziała, że ma żonę, to w życiu bym się z nim nie związała. Zdecydowanie zgadzam się, że osoby z osobowością narcystyczną potrzebują wielu podbojów. Pamiętam, jak ten mężczyzna chwalił się przede mną, ze spał z ponad 500 kobietami (kto coś takiego liczy…?!). Takich wykorzystywanych jak ja było na pewno więcej. Stoję teraz przed decyzjami, co z tą sytuacją zrobić – czy napisać list do jego żony i ją poinformować o tym wszystkim (bo nie wiem czy ona jest tego świadoma, nie wiem czy chciałaby wiedzieć czy może raczej nie, a nie chcę jej ranić dodatkowo), czy zgłosić sprawę na policję (niestety z dobroci serca pożyczyłam mu dużo pieniędzy, bo udawał, że był chory). Ech… ale w tym wszystkim, choć sytuacja ta budzi trudne emocje, to wiem, że to, jak się to skończyło to dla mnie błogosławieństwo. Bo to nie pozostawia mi żadnego pola do zastanawiania się, czy coś z tego, co mówił było prawdą, czy do postrzegania go jako cierpiącego człowieka.
    Życzę Ci bliskości Boga i opieki Matki Bożej, jakkolwiek Twoje życie dalej się potoczy, wszystkiego dobrego kochana!

    • Prosze napisać list, z miłością i krótki, ona ma prawo wiedzieć. Na policję porsze pójść – wbrew pozorom to moze pomoc przejrzeć na oczy temu człowiekowi.

  • Kobieto męża zmień. Przyjdzie kiedyś że będzie prosił żeby kochankę przenocować. Szkoda czasu, życia. Błąd popełniłaś że się z nim związałaś, powiedz to sobie sama. Taki facet to zwykła żałosna pokraka. Syna wychowaj i naucz że zdrady się nie wybacza, inaczej może się okazać że pójdzie w tatusia. Trzymaj nad tym piecze. Nie załamuj się, nigdy nie jest za późno żeby założyć życie od nowa, z kimś kto Cie będzie szanował. Życie w takim związku to nie życie. Pan Bóg i Maryja nie będą Ci mieć za złe, że tak postąpiłaś. Szanuj siebie, swoje życie, swoją intymnosc (nigdy nie wiesz co łajza przytarga do domu) i swoje dziecko. Ojciec niech płaci $ alimenty i zbyt dużo nie ingeruje w wychowanie. Jeszcze by się okazało że może zaszkodzić.
    Powodzenia kobieto. Pamiętaj, że mężczyzn jest wielu, a prawdziwy nie boi się pokochać kobiety z dzieckiem.

  • Przeżyłam to samo. Czytając Pani świadectwo, prawie tak jak bym czytała o sobie . Bardzo często myślę, o unieważnieniu małżeństwa.

  • Witam serdecznie . Jeśli chce Pani walczyć to może odmówić pompejańską w intencji uwolnienia uzdrowienia męża od tej choroby uzależnienia .pozdrawiam serdecznie Z Panem Bogiem

  • Daj sobie spokoj, chwała Bogu ze Cię uratował od takiego człowieka. Uzdrowienie z narcyzmu nie istnieje. Oni nie maja empatii. Lepiej unieważnij swoje małżeństwo, szkoda Twojego życia i godności. Co najważniejsze wytrwaj i nie pozwól mu na powrót bo ta relacja Cię zniszczy.

  • Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! Dziękuję za modlitwę. Napisałam, że intencja się wypełniła, jako że uważam, że Bóg widzi więcej i wie lepiej, czy może spełnić daną prośbę człowieka. Nowenna Pompejańska to nie jest lampa Alladyna. Może gdyby przy mnie pozostał, miałoby to fatalne skutki dla mojej psychiki, duchowości, dla mojego zbawienia…? Ja tak to widzę. Trudno się pogodzić, że wzięło się ślub z osobą niegodną, nieodpowiednią, ale moja przysięga była prawdziwa. Dlatego za każdym razem (a ta bujaczka trwa od 2017 r.) gdy myślę o procesie stwierdzenia nieważności małżeństwa, rodzi się we mnie poczucie jakiegoś fałszu. Popełniłam kardynalny błąd, ale moja przysięga była prawdziwa. Niestety – podejrzewam, że przyjdzie mi płacić za niego do końca życia – życiem w samotności właśnie.
    Dobrego dnia
    Regina – autorka świadectwa

    • Pani ślub JEST NIEWAŻNY. Proszę nie pisać o życiu w samotności, tylko iść do sądu kościelnego. Kiedyś też była w rozsypce z powodu tzw. męża. Skierowałam sprawę do sądu. Została orzeczona nieważność. Dzisiaj jestem wolną osobą. Doszłam do siebie. Zapomniałam o wszystkim. Żyję normalnie nie wracając do przeszłości. Trzymam kciuki.

      • Anna nie wprowadzaj w błąd. Nawet jeżeli kiedyś w przyszłości sąd kościelny stwierdzi nieważność ślubu to do tego momentu ten związek uważa się za ważny -taka jest wykładnia Kościoła. Jest w tym wielka mądrość. Do momentu (ewentualnego) otrzymania wyroku poztywnego każde wiązanie się z innym mężczyzną to po prostu zdrada i cudzołóstwo.

        • Zgadzam się z tym, że to sąd jest od wydawania wyroku. Natomiast już teraz można stwierdzić, że nieważność jest orzekana w oparciu o m.in. takie przyczyny, jakie w tym przypadku zaistniały. Inaczej: istnieje podstawa prawna, by powiedzieć już teraz, że ślub został zawarty w sposób nieważny. Oczywistym jest, że tylko wyrok sądu ten fakt potwierdzi i do czasu jego wydania ślub jest uważany za ważny. Jednakże w przypadku tak poważnych przyczyn wyrok można łatwo przewidzieć. Obrońca węzła małżeńskiego opowie się za nieważnością.

    • Twoja przysięga może i była, ale jego NIE. Bóg jest miłosierny, dobry i nigdy nie wymaga od nas więcej niż możemy znieść. Przede wszystkim Bóg daje też SZANSE. Uważam, że sama siebie skazujesz na nieszczęście i mękę (oczywiście możesz na ten moment ofiarowac w modlitwie to cierpienie np. za dusze czysccowe). Ale jaki to fałsz z Twojej strony, jeśli ktoś non stop oszukuje Ciebie? To jest aż (w mojej opinii, nie mam w zamyśle Pani obrazić) niezdrowe podejście. Nie możesz w pełni radować się w Panu jeśli będziesz cierpieć z powodu nieudanego małżeństwa. Bóg nie wymaga od Nas ciągłego cierpienia w imię zbawienia bo już ktoś za nas cierpiał na krzyżu – Jezus Chrystus. Życie daje nam trudy i oczywiście my musimy przyjąć je z pokorą, zawsze patrząc najpierw na Boga, ale uważam, że tutaj wpadasz w pułapkę. Możesz złożyć wniosek i zobaczyć co z tego wyjdzie, to zawsze Boży proces. Jeśli tak Bóg pokieruje i taka jego wola to otrzymasz stwierdzenie nieważnie zawartego małżeństwa, jeśli wola Boża jest taka że to małżeństwo było ważne to go nie otrzymasz i będziesz miała czarno na białym. Może pozwól Bogu o tym zdecydować?

  • Regina Podziwiam Twoja wiarę i zaufanie wobec Boga. Ja również mam problem w swoim małżeństwie dlatego Cię rozumiem, to wielki cios. Moja żona, która kochałem okazała się być kłamliwa, zdradliwa i bardzo podła osoba. Przez swoje egoistyczne, narcystyczne zachowanie, kłamstwa, psychiczne akcje i zdrady zniszczyła małżeństwo. To mnie też nawróciło. Też odmawiałem wiele nowenn w intencji jej i naszego małżeństwa. Niestety żadnej poprawy że strony żony. Robiłem co mogłem żeby ratować małżeństwo lecz nic z Tego. Żona całkiem poszła na całość i odeszła. Tyle złego co mi wyrządziła, że już nie potrafię jej w pełni wybaczyć, ani zaufać nie mówiąc o ponownym pokochaniu. Poza zdrada i licznymi wyzwiskami nie raz zostałem przez nią prowokowany, opluty, życzyła mi nieszczęścia i śmierci, także moja żona ma mi za złe że się modlę, i że dzieci nauczylem się modlić. Żona dostaje ataku agresji na samo słowo „sakrament małżeństwa” Straciłem nadzieję i na chwilę obecną zrozumiałem, że żona okłamała mnie przed ołtarzem (sama nie raz mi w oczy mówiła że kłamała w dniu ślubu) , i po rozwodzie cywilnym czas na wyjaśnienie tego i unieważnienie małżenstwa, ale to nie była dla mnie łatwa decyzja. Zamierzam pozbierać się z tego przykrego wydarzenia i trwając w modlitwie i blisko Jezusa układać sobie życie jeszcze raz.

    • Robercie, życzę Ci wszystkiego dobrego! Ja nie widzę możliwości ponownego „układania” sobie życia z kimś innym. Po prostu źle bym się czuła, a proces stwierdzenia nieważności małżeństwa do mnie nie przemawia, bo – jak napisałam wyżej – moja przysięga była prawdziwa. Nie oceniam i nie potępiam ludzi, którzy się na to decydują. Każdy ma swoją drogę i wobec każdego jest Boży Plan. Rozważam jednak możliwość rozwodu cywilnego, z prostej przyczyny – chcę zamknąć w końcu drogę mojemu mężowi (czy też „mężowi”) powrotów do mnie i do syna, bo zwyczajnie rozstraja dziecko takim ciągłym byciem z nami i odchodzeniem (cyklicznie, odchodzi średnio raz na rok i to na około roczne okresy), a i mnie zatruwa. Chciałabym, żeby syn miał chociaż matkę – właściwie tylko mnie ma, bo od 8 grudnia mąż po prostu nie odezwał się ani słowem (z zaufanego źródła wiem, że jest już w nowym związku z kobietą i w kilku innych relacjach seksualnych – z kobietami z Tindera). Mam nadzieję, że Bóg poukłada, Robercie, drogi naszych małżeństw. Na wszystko jest właściwy czas. Podobno osobowość narcystyczną bardzo rzadko można wyleczyć, a proces jest żmudny, długi i często przynosi znikome efekty. Ale Bóg jest Bogiem, Stwórcą tego świata, który na niebie utwierdził księżyc i pozawieszał gwiazdy – czym jest dla niego jedno zagubione dziecko? 🙂 Może jeszcze nie wszystko stracone. Może jeszcze trzeba nieco poczekać… Ja na razie pozwu rozwodowego ani nie napisałam, ani nie złożyłam. Wciąż łapię się słów Chrystusa, który powiedział: „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi”. Może Ty też się ich uchwyć? 🙂

  • Wygląda na to, że poslubilas chorego psychicznie człowieka. Zastanowiłabym się nad unieważnieniem ślubu. Pomódl się o poradę, co robić. Ks Dominik Chmielewski mówił o konieczności zwracania się do Boga jeśli chodzi o podjęcie decyzji. Nie wstydz się i otwarcie spytaj Pana Boga co masz zrobić. Po pierwsze zwróc uwagę na swoje uczucia, bo tak często Pan Bóg do nas mówi, przez nasze uczucia. Po drugie poczytaj Pismo Św, czasami człowiek tylko otworzy na przypadkowej stronie i ma gotowa odpowiedź. Po trzecie obserwuj co się dzieje wokół ciebie, Pan Bóg może mówić przez osoby które napotykasz, artykuly które przeczytasz itd. Polecam też Adoracje Najświętszego Sakramentu. Spróbuj.

  • Matka Boska nie działa jak ty tego chcesz ! Ona sprawia, że w twoim życiu dzieją się rzeczy dobre dla Ciebie. Jeśli przez cały okres małżeństwa mąż Cię zdradzał to czy to było dla Ciebie dobre ? Moim zdaniem nie ! Widocznie nikt tam wyżej nie chce abyś cierpiała i żyła z człowiekiem, który Cię nie szanuje.

  • W mojej opinii Twój mąż jest osobą niezdolną do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich wynikających z natury psychicznej. Oznacza to, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie. Jeśli masz jakieś namacalne dowody – zdjęcia jego rozmów np. z jego telefonu, kogoś kto widział gdzieś Twojego męża z kim innym itp.. Złóż pozew rozwodowy – z orzekaniem o winie lub bez chociaż wiem, że szybciej dostaniesz bez to w kurii lepiej wyglada z orzekaniem. Aczkolwiek oba wyroki można później złożyć w sądzie metropolitalnym. Następnie udaj się do zaufanego ksiedza, może w Twojej archidiecezji są prowadzone porady od prawnika kanonisty? I później napisz pozew do Sądu Metropolitalnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Tak bywa – nie wszyscy nadają się do małżeństwa i czasami takie rzeczy wychodzą już po ślubie.

  • Dziękuję Państwu za wszystkie komentarze. Nie wiem, dlaczego, ale napisałam kilka odpowiedzi, ale od wczoraj moje wpisy nie są dodawane.

  • Odpowiedź do M.: Mam liczne dowody zdrad, np. screeny moich rozmów z jego kochankami. Sęk w tym, że zamierzam rozwodzić się bez orzekania o winie. Dlaczego? Mąż na odchodnym już zapowiedział i przestrzegał, że mnie zniszczy, jeśli będę dochodzić jego winy. Znam go, wiem, do jakiej furii jest zdolny, zwyczajnie obawiam się zemsty. Narcyz, gdy jego publiczny, misternie budowany latami wizerunek, zostanie naruszony – uważam, że mógłby zabić. Proszę wierzyć, widziałam go w akcji, taki człowiek za najmniejszy krytyczny komentarz dostaje dzikiej furii, a co dopiero za cały proces obnażania prawdy o nim. I nawet nie zostałby za to ukarany, ponieważ bierze 3 rodzaje leków psychotropowych (wszystkie na padaczkę) i podejrzewam, że by się wyłgał. Zwłaszcza, że z wykształcenia jest magistrem prawa. Dlatego zamierzam się rozwieść szybko i „bezboleśnie”, minimalizując straty. Mi dochodzenie winy nie jest do niczego potrzebne – zarabiam na siebie, pracuję w zawodzie. Pytanie – czy wówczas mogę rozpocząć proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Kiedyś, gdy jeszcze brałam to pod uwagę, czytałam, że bazują na procesie cywilnym, więc pewnie nie.

    • Coś się Pani wydaje :). Sądu kościelnego nie interesuje to w jaki sposób odbył się rozwód cywilny. To są 2 zupenie odmienne kwestie. Gdyby sąd kościelny bazował na tym w jaki trybie nastapił rozwód kościelny, wówczas w wielu przypadkach nieważne małżeństwa musiałyby zostać uznane za ważnie zawarte. Przecież nie chodzi o to, żeby utrudniać ludziom stwierdzenie nieważności, ale o to by wydać wyrok zgodny ze stanem faktycznym. Znam ta procedurę z własnego doświadczenia. Rozwód odbył się bez orzekania o winie. Sądowi kościelnemu w nizym to nie przeszkadzało. Powiem więcej. Nawet nie trzeba dostać rozwodu cywilnego, by móc skierować sprawę do sądu kościelnego. Warunkiem jest udowodnienie w sądzie kościelnym, że pozew o rozwód wpynął do sądu cywilnego, co oznacza definitywny rozkład pozycia małżeńskiego. Robi się to w taki oto sposób: do sądu cywilnego wysyła Pani pozew o rozwód w kilku kopiach. Już nie pamiętam w ilu. W każdym razie jedną z tych kopii dostaje Pani z powrotem z pieczęcią sądu i adnotacją, że pozew został przyjęty. Taka właśnie kopia pozwu o rozwód wytarczy by złożyć skargę w sądzie kościelnym. Proszę się skontaktować z kurią i umówić na rozmowę z osobą z sądu. Może Pani także skorzystać z pomocy adwokata od prawa kościelnego, jednak jest to zbędny wydatek. Poza tym sąd raczej nieprzychylnie patrzy na adwokatów. Takie jest przynajniej moje odczucie. Mi powiedziano, że jeżeli jestem w stanie sama opowiedzieć o sytuacji to adwokat mi niepotrzebny. Piszę to dlatego, że spotkałam się z opiniami, że proces jest bardzo drogi ze względu na adwokata, a co za tym idzie, lepiej nie kierować skargi do sądu kościelnego.

  • Do M.: Uściślając – oczywiście nie uważam mojego męża za zabójcę, za osobę zdolną z premedytacją zabić, bo bym z nim nie była, ale za człowieka, który absolutnie nie panuje nad swoją narcystyczną złością – tak. Bardzo dużo czytałam o narcystycznym zaburzeniu osobowości i oni tak mają, gdy tylko naruszyć ich wizerunek. Reakcja jest nieadekwatna do komentarza na ich temat. Dlatego nie chcę fundować tego wszystkiego sobie i swojej zmaltretowanej psychice. Zwyczajnie nie zaryzykuję.

  • Kochana, jesteś cudowną i wierzącą osobą. Widocznie Bóg ma inne plany, nie mi oceniać. Ty otrzymałaś o wiele więcej… Wiarę, szczerą i dojrzałą. Głęboko wierzę że zostanie Ci to wynagrodzone.
    Mało kto tak potrafi walczyć o swoje małżeństwo. Może zmiana intencji o np nawrócenie kochanek byłaby właściwą? Nie chcę naprawdę oceniać nikogo ale tylko Bóg wie co mogłoby pomóc. Broń mnie Panie Jezu, nie namawiam nie sugeruję(zdaję sobie sprawę ze świętości małżeństwa) jednak jeśli mąż od początku(przed ślubem) nie podchodził do tego sakramentu poważnie i od zawsze miał zamiar tylko „bawić się” tobą, to zawsze masz prawo walczyć o unieważnienie małżeństwa u swojego Biskupa….znam takie przypadki. Z Bogiem Kochana jesteś naprawdę dzielna i cierpliwa.

    • Dziękuję za dobre słowa! 🙂 Nie mam zamiaru modlić się za kochanki męża – zwyczajnie szkoda mi energii na „coś” tak ulotnego (one ciągle się zmieniają). Nowenna Pompejańska była dla mnie nie lada wysiłkiem (pracuję zdalnie, przy małym dziecku, które przechorowało COVID i które boję się puścić do przedszkola), przymierzam się do kolejnej, ale takiej, która da łaski mnie i poszkodowanemu dziecku, a o te rozpustne osoby Bóg sam się upomni – w swoim czasie. Nie życzę nikomu źle. Wiem jednak, że wszelkie zło, które od nas wychodzi, niechybnie do nas wróci. Nie oceniam też osób, które modlą się o kochanki mężów, z pewnością mają bardzo dobre intencje i piękne serca. Ja zdecydowanie bardziej wolę swoją kolejną Nowennę Pompejańską ofiarować w intencji, która przysłuży się mnie i dziecku, bo my tu najbardziej jesteśmy poszkodowani.
      Niech Pani Bóg błogosławi i wszystkim, którzy przeczytali moją historię. 🙂

      • Może moja postawa wyda się komuś odstręczająca – Jezus kazał modlić się za nieprzyjaciół i tych, którzy nam szkodzą. Moja modlitwa zawsze jednak rozbudza we mnie niewyobrażalne pokłady nadziei, a ja nie chcę mieć żadnej nadziei w tematyce męża i jego kochanek. Chcę odzyskać godność, polepszyć swoje relacje z Bogiem i modlić się o coś, co jest w zgodzie ze mną, o coś, co pomoże mi odzyskać szacunek do siebie, a nie go jeszcze bardziej zrujnuje. Mówię o zdrowym szacunku, nie o pysze.
        „Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały.” (Mt 7, 6. 12-14).
        To moja aktualna dewiza życiowa. 🙂

  • Przez wiele lat (ponad 20 lat po ślubie) mam wrażenie, że to ja naprawiałam swoje małżeństwo, wszelkie kryzysy były na mojej głowie, przecież przyrzekałam m.in. że nie opuszczę aż do śmierci; rodziła się we mnie frustracja, wtedy nie wiedziałam, że jest to wynik takiego stanu rzeczy.
    Mój mąż to wykorzystywał, posuwał się coraz śmielej, aż znalazł sobie inną kobietę, zaczęła się przemoc, nastawianie dzieci przeciwko mnie. Nie miałam siły się nawet modlić, modliła się moja rodzina i przyjaciele, za co będę im zawsze wdzięczna i będę się i ja za nich modlić. Trwało to niecały rok; nie wiem co się stało? Mąż się „ocknął” ale mnie ta sytuacja zmieniła, zdałam sobie sprawę, że nie muszę z nim być jednocześnie będąc w małżeństwie i będąc żoną; zauważył to mój mąż, chyba przestraszył się tej mojej przemiany, być może zrozumiał, że jednak mogę odejść. Nie wiem tego. Zajęłam się swoim życiem a małżeństwo oddałam Bogu, żeby się nim zajął.
    Regino bardzo dobrze Ciebie rozumiem.

    • Pani Barbaro, brak doceniania kobiety, której bardzo zależy na dobru małżeństwa i na dobru rodziny nie świadczy o tym, że ta kobieta jest słaba czy nie warta. Świadczy to o braku szlachetności, okrucieństwie i braku serca mężczyzny, który tego docenić nie chce, być może nie potrafi. Mój mąż, gdy zobaczył, że milczę, że nie nawołuję do opamiętania, że nie zabiegam ani o kontakt, ani o pieniądze na dziecko – znowu zrobił to, co zawsze. Czyli próbuje nawiązać kontakt i robi sobie podjazd pod powrót. Czy odpowiadam? NIE. Tak jak Pani, zmieniło się moje nastawienie. Wcale nie musimy być żonami takich mężów-okrutników, Pismo Święte zezwala na życie w samotności takiej kobiety i równocześnie przedstawia szereg historii kobiet, które swoim zachowaniem czyniły wielkie rzeczy – same, bez pomocy mężczyzn. Myślę, że dostrzeżenie tego, że kobieta sama może być wartościowym człowiekiem i wieść dobre, pełne i szczęśliwe życie – zostało nam dane jako łaska Boża. Taka walka za wszelką cenę o małżeństwo, gdy mąż cudzołoży, bije, poniewiera, wyzywa od najgorszych – to też przyklaskiwanie poniekąd jego złu. Utwierdzanie go w grzechu. Myśli on sobie wtedy: „Mogę wszystko, cokolwiek zechcę, nawet największe okropieństwa, ona i tak mnie nie opuści, bo wiąże ją Sakrament.” A jego nie wiąże…? Małżeństwo to tandem – pojedzie tylko wtedy, gdy dwie osoby pedałują. Małżeństwo to całość. Jeśli mąż „nie działa”, to nie ma małżeństwa. Jedna osoba może się zapedałować. Uważam, że odłączenie się (chociażby mentalne, emocjonalne) od takiego męża jest dobrą i mądrą decyzją. I tylko tak małżeństwo może zostanie naprawione (jeśli ma zostać naprawione). Małżeństwo to przymierze z Bogiem. Ale dwojga ludzi. Gdy jedna osoba zrywa, zerwane zostaje małżeństwo. Jest już tylko mąż i żona – małżeństwa nie ma. Małżeństwo jest niczym rzeczownik, który ma tylko liczbę mnogą – okulary, nożyce, drzwi. Nie ten okular, nie ten nożyc, nie ten drzew, nie ten małżeń. Po prostu nie da się rozerwać. A jeśli nawet się spróbuje, to jest niegramatycznie – jest BŁĄD. Bardzo długo do tego dochodziłam.
      Samych cudowności Pani życzę. 🙂

  • Ja też nie byłam kryształowa, popełniałam błędy z których zdaję sobie teraz sprawę (nie tłumaczę tym męża), natomiast największym błędem było robienie czegoś za nas dwoje (naprawianie). Myślę że wynikało to ze strachu, że nie mam dokąd pójść wówczas z małymi dziećmi, stąd była moja taka postawa. Hmmm… przez te lata modliłam się o nasze małżeństwo… po tym co się wydarzyło ja bardziej do Boga przylgnęłam, może Maryja miała taki plan?
    Jestem szczęśliwa, chociaż wciąż boli…Boli bo zbyt idealizowałam to małżeństwo, nie byłam realistką, myśląc że małżeństwo to świętość. A to tak nie działa. Teraz jestem w momencie dbania o siebie, o swoją przyszłość, biorę taką ewentualność, że odejdę.
    Ja również życzę pani samych dobrodziejstw.

  • Ja podobnie przezylam…przez 20 lat nie dopuszczalam nawet myśli, ze mógłby mnie zdradzać, dla mnie małżeństwo to Sakramet, zbyt idealizowałam wszystko i nie byłam realistka. No i wyszło, tyle lat mnie oszukiwał… Boli mnie tez to, że tyle się mówi o uzależnieniach od alkoholu itd a to przemilczane, jest kilka artykułów na ten temat… Jeden tylko ksiądz mi powiedział, że mąż wpadł w nałóg.. To wszystko jest tak trudne, a ja tez jestem już wyczerpana…

    • Judyto, nie załamuj się! Im bardziej się poddajesz smutkowi, frustracji, rezygnacji – tym bardziej wychodzi to na Twoją niekorzyść. Nie warto się motać, walczyć, przeżywać coś, co nie jest zależne od nas samych. Zdrowie psychiczne bardzo łatwo stracić, a tak ciężko odzyskać. Człowiek sam odpowiada za siebie i za swoje postępowanie, nikt nie jest w stanie zmienić drugiego człowieka i nie powinien nawet próbować! Możesz za to zmienić swoje nastawienie do męża i do sytuacji zdrad. Co to da, że będziesz poddawała się marazmowi? On jest zaburzony, nie Ty. Dlaczego jego zaburzenia psychiczne mają Ciebie ciągnąć na dno? Zostaw to Komuś, kto nie takie rzeczy tworzył. Kto sprawiał, że zmarli wstawali z grobów, chromi wstawali z łóżek i brali swoje nosze, a z opętanych wyrzucał demony. „Módl się, ufaj i nie martw się” – jak mówił Ojciec Pio. Polecam z resztą książkę o tym samym tytule, opowiada o licznych cudach. 🙂 Ja w chwilach totalnej bezsilności powtarzam sobie: „Jezu ufam Tobie, zrobiłam wszystko, co mogłam – Ty się tym zajmij”. 🙂

    • Judyto nie wchodź w jego buty, mąż nie jest Twoim problemem, nie daj się ciągnąć w dół, zajmij się sobą i swoim życiem. Odsunięcie od męża wbrew pozorom może przynieść więcej zysków niż strat. Nie pytaj go o nic, nie podkreślaj jak ważne jest wasze małżeństwo, jeśli chcesz coś powiedzieć – nie mów nic, nie rozpoczynaj rozmów, mimo że Tobie teraz trudno uśmiechaj się i okazuj zadowolenie, wychodź na spacery, realizuj siebie, nabierz dystansu do swojej sytuacji, nie poddawaj się nigdy.
      Zobaczysz zmiany w mężu ale przede wszystkim w sobie. Powodzenia.

  • Dziękuję dziewczyny za dobre słowa. Odmówiłam również wiele modlitw, nowenny pompejańskie, pielgrzymki, byliśmy na terapii psychologa (starszy ksiądz, który mi powiedział, że jak ma tak ,,trudne przypadki” to sam bardzo przeżywa). Mieszkamy razem, ale myśle, że same dobrze wiecie jakie to życie. Odbudować szacunek do samej siebie, jest bardzo trudno. Dziękuję Wam Regina i Basia za mądre słowa otuchy, które naprawdę dodają siły…

  • Dzień dobry, może napiszę, co u mnie, bo widzę, że coś się zmieniło. Mąż przyjechał na urodziny dziecka, bardzo nalegał i wysyłał smsy – w końcu odpowiedziałam. I został na weekend. Przyjechał również na kolejny weekend i tak chce przyjeżdżać co tydzień (pracuje w innym mieście). Wyraziłam na to zgodę, chociaż jest to dla mnie niekomfortowe. Co do jego nastawienia do mnie: „Nie spieszę się do rozwodu, ale wrócić do ciebie nie zamierzam. Cenię sobie święty spokój”. To jego słowa. No cóż, nic dziwnego, nasz syn jest dzieckiem wymagającym absolutnej uwagi, a ja jeszcze przy nim pracuję zdalnie… Do tego mąż poinformował mnie, iż : w grudniu (gdy nie odzywaliśmy się do siebie) był zmuszony wykonać sobie badania na choroby weneryczne i na HIV (może dlatego skasował aplikację Tinder…) oraz że – jego zdaniem – żaden mężczyzna nigdy się mną nie zainteresuje, bo „żaden mężczyzna nie chce kobiety z dzieckiem i żaden mężczyzna nie chce mieć jednej kobiety, jak może mieć kilka, kiedy chce (z tej aplikacji erotycznej)”. Powiedział też, że „mężczyźni nie lubią dzieci, bo dzieci są głośne i są problemem, i będą bali się kobiety z dzieckiem, że może szuka ona sponsora.” No cóż. Ja nasze dziecko i siebie sama utrzymuję, o czym on wie, motywując to tym, że zarabiam więcej niż on (nieznacznie więcej). Czy mógłby mi ktoś poradzić, o co chodzi mojemu „mężowi”? Dlaczego wpada w szał na samą myśl, że ktoś mógłby się mną zainteresować, a sam nie zamierza do mnie wrócić? Dlaczego przyjeżdża do nas co weekend? Czy to jest w ogóle dobra decyzja? Dziecko bardzo się cieszy, że „ma tatusia”, ale po wyjeździe przeżywa, jest rozstrojone. I skąd się biorą kobiety, które oferują siebie podczas pierwszego spotkania? Czy seks nie powinien być zarezerwowany dla osoby, z którą czuje się więź? Już nie mówię o małżeństwie, bo mam taką traumę, że nawet jeśli wyjdę ze swojego „małżeństwa” i otrzymam „stwierdzenie jego nieważności” (cóż, w świetle ostatnich wydarzeń nie widzę już sensu się męczyć, niosłam ten krzyż tyle lat i nic doszło do tego, że zalała mnie gorycz i żal), to i tak w małżeństwie być nie chce. Jaki jest sens bycia w małżeństwie, skoro drugi człowiek PO ŚLUBIE może okazać się być demonem? Chyba lepiej się nigdy nie ożenić, niż nie dotrzymać przysięgi? Czy ktoś mądry i wierzący mógłby mi doradzić? Moja wiara w to, że jest wyjście z mojej sytuacji zaczyna się chwiać – chyba zbyt wiele złego doznałam od męża, żeby wierzyć, że będzie dobrze kiedykolwiek.

    • Przez te weekendy pięknie manipuluje Tobą i dzieckiem; obniża Twoją wartość jako człowieka a ty się temu z jakiś powodów poddajesz, stąd Twoje niespokojne odczucia.
      Znajdź źródło tych powodów, żeby móc z tym walczyć bo tak naprawdę nie walczysz z nim tylko sama ze sobą.
      Dlaczego utrzymujesz z nim tak częsty kontakt? Musisz? Postaraj się to uciąć jak najszybciej dla swojego dobra i zdrowia psychicznego.
      Wmawia Ci w perfidny sposób, że Ciebie (jeszcze z dzieckiem) nikt nie zechce; boi się Ciebie stracić a tym samym poniekąd traktuje jak swoją własność, nie pozwól na to bo to niszczy.
      Nie myśl o kobietach, które oferują siebie od razu na pierwszym spotkaniu i o podobnych sprawach to nie Twój problem.

      • Dziękuję za odpowiedź, Basiu! Tak, wiem, do czego to wszystko prowadzi, dlatego ucięłam mężowi już te przyjazdy. Umówiłam się też do adwokata na napisanie pozwu rozwodowego. Wiem, że rozwód to brama do piekła – jak mawiał Ojciec Pio – ale to małżeństwo od początku jego trwania jest obwarowane: licznymi zdradami, brakiem lojalności męża (wszelkie ważne decyzje dotyczące naszego życia ustala z matką, nie ze mną, matka też kupuje go drogimi prezentami – auto, nowe mieszkanie, pieniądze na biznes – wszystko na jego nazwisko) oraz totalnym brakiem szacunku co do mojej osoby. Wiem, że rozwód to porażka, za nic w świecie nie brałam go pod uwagę. Lata maltretowania mnie psychicznego oraz manipulacji i ran sprawiły jednak, że zadałam sobie pytanie: „Czy więcej uniosę? Czy chcę żyć? Bo jeszcze trochę i psychika mi trzaśnie”. Odpowiedź brzmi: „Nie, nie uniosę już ani kropli więcej, ani odrobiny, zrobiłam wszystko, co mogłam, on odchodził i wracał, odchodził i wracał, i przeciąć można to tylko w jeden sposób – formalny rozwód”. Liczę się z tym, że mąż „zmieni front”, gdy dojdzie do rozprawy. Żaden narcyz nigdy nie odda dobrowolnie swojej zabawki. W dodatku tak empatycznej i tak radykalnie wybaczającej jak ja. Ale chcę jeszcze trochę pożyć, mam dla kogo – dla mojego syna. I niech Bóg wybaczy mi ten rozwód, ale dłużej już tak się nie da.

          • Separacja nie wchodzi w grę – w separacji przewlekłej to my jesteśmy od początku małżeństwa. Schemat jest taki: mąż nie podejmuje zbudowania żadnej więzi, w ogóle nie interesuje go małżeństwo, żyje obok i zajmuje się tylko sobą, potem odchodzi, zdradza, wraca po jakimś czasie, mówiąc, że to nie były zdrady, bo „byliśmy w separacji, więc się nie liczy” i cykl zaczyna się od nowa. Separacja byłaby dla niego formalnym przyzwoleniem na jeszcze większe ekscesy. Zwyczajnie nie chcę, aby nasz syn miał taki wzór małżeństwa i sama już jestem na skraju tolerowania tego. Myślę, że najzdrowszym rozwiązaniem i zakończeniem tej serii niefortunnych zdarzeń jest rozwód.

            • Po Twoich rozmowach z Maryją Ty najlepiej wiesz co jest dla Ciebie dobre a przez to może być dobre dla męża. Może on musi wszystko stracić, żeby mógł zobaczyć swoje marne i grzeszne życie a odnaleźć to co tak naprawdę jest najważniejsze – zbawienie. Niezbadane i niezrozumiałe są drogi Pana, którymi nas prowadzi. Pan pozwala Twojemu mężowi zobaczyć w jakim kierunku podąża i tym daje mu szansę ratunku.
              Takie wybory przed jakimi stajemy nie są łatwe, przede wszystkim dla nas ludzi wierzących; trzeba mieć wtedy dużo ufności w Panu i mocno trzymać się jego płaszcza. To nie jest łatwe.
              Mocno chwytaj płaszcz…

            • Gdzieś przeczytałam, że Bóg nie zsyła na danego człowieka więcej, niż ten jest w stanie znieść. Ja chciałam unieść to więcej. Myślałam: „Dam z siebie wszystko, a nawet więcej”. No nie dam, bo już nie mam. Nie mogę dać czegoś, czego już nie mam, a i cała wiara zaczęła mi się chwiać jak łódź podczas sztormu. Naprawdę nie jestem w stanie dłużej tego ciągnąć, a dobrym objawem i owocem mojej nowenny jest to, że jestem pogodna i spokojna SAMA, a zlękniona, smutna i płaczliwa, gdy ON SIĘ POJAWIA. Może dlatego, że wraz z nim pojawiają się obelżywe i negatywne komentarze pod adresem mojej osoby? Proszę Was, kobiety, nie dajmy się za wszelką cenę upodlić tym naszym mężom. Nie chce mi się wierzyć, że tego chcieć może dla nas Bóg. Przecież wszystko, co stworzył, również kobietę i mężczyznę jako jedność, było DOBRE I PIĘKNE, a to, co mój mąż ze mną tworzy, nie jest ani dobre, ani piękne – to demoniczna patologia i ciągnięcie mnie za sobą w mrok.

            • Czy osoba, która ciągle odbiera negatywnie moje zdanie, mogłaby napisać – dlaczego jej zdaniem postępuje niewłaściwie? Jakaś rzetelna krytyka czy tylko samo „nie zgadzam się, bo nie”? 😉

            • PS. Ja też byłam radykalistą i uważałam, że małżeństwo jest nie tyle na całe życie, co na całą wieczność. Życie właśnie weryfikuje moje plany i mimo że nadal tak uważam – w praktyce nie jestem w stanie dłużej pozwalać się tak potwornie traktować. Kto tego nie zaznał, nie jest w stanie tego zrozumieć.

  • Bóg wie ile wycierpiałaś. Myślę że rozwód w takim przypadku to nie brama do piekła, ale ratowanie siebie. Podziwiam za twoją wytrwałość i wielkie serce, które potrafi wybaczać.

  • Kobiety, pewnie to przedwczesne, ale drgnęło coś w tę dobrą stronę. 19 marca jest wspomnienie świętego Józefa – to jego rok, a ja od 2018 r. piszę do niego listy i odmawiam różne nowenny. Módlcie się te, które macie problemy w małżeństwie. Może nie wszystko dla mnie stracone! PS. Zaczęło być lepiej, gdy kompletnie przestałam wierzyć. Tego nie rozumiem.

  • Piszę dla tych, którzy utracili nadzieję, aby wiedzieli, że Nowenna Pompejańska jest modlitwą cudów. Wygląda na to, że otrzymałam łaskę nieustannego wybaczania mężowi. Mąż wrócił do domu. Małżeństwo wciąż nie zostało uzdrowione, ale coś tam się przebudza. Zobaczymy, co dalej. Pozwu rozwodowego nie wycofałam, czekam na cud.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!