Katarzyna: Po rozstaniu

Jakiś czas temu weszłam w związek z mężczyzną, i choć przedtem pojawiali się w moim życiu inni, w tym konkretnym po raz pierwszy w życiu się zakochałam. Inteligentny, zdecydowany, zaangażowany i – co najważniejsze – wierzący. Pewne konkretne okoliczności sprawiły, iż widziałam Boską rękę w tym, że weszliśmy w ten związek. Dotychczas myślałam, że koncept „bratniej duszy” jest wymysłem stworzonym na potrzeby książek filmów, ale ten pogląd się zmienił po tym, jak go poznałam. Myślałam, że jest moim najlepszym przyjacielem, bo z nikim nie potrafiłam się tak głęboko porozumieć. Po raz pierwszy miałam wobec relacji poczucie ogromnej wyjątkowości. Niestety związek się rozpadł, ponieważ chłopak nie zdecydował się spełnić swojej obietnicy o przeprowadzce do miasta, w którym mieszkałam (dzieliło nas pół kraju, był to związek na odległość). Jak można się domyśleć, byłam tym faktem zdruzgotana przez parę ładnych miesięcy. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, miałam wrażenie, że wszystko co w związkach damsko-męskich piękne i wyjątkowe mam już za sobą, że od tej pory moje życie uczuciowe będzie zwykłą szarzyzną i przeciętniactwem, ponieważ nikt mi go nie zastąpi i że nikogo nie obdarzę już takim uczuciem. To przekonanie strasznie mnie przygębiało, więc zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską w intencji uleczenia złamanego serca i pozbycia się wrażenia niepowetowanej straty. Rozstanie miało miejsce już prawie pół roku temu, nowennę skończyłam przed Wigilią Bożego Narodzenia i chciałabym powiedzieć, że jest dobrze, ale mam wrażenie, że nie stało się absolutnie nic poza tym, co się zawsze dzieje po takim czasie – hormony wywołane zerwaniem przestały tak szaleć w mojej głowie i jestem w stanie spojrzeć nieco trzeźwiej na całą sytuację, dostrzec jego wady, których kiedyś nie zauważałam, przestać go idealizować. Ale mimo wszystko nadal mam wrażenie, że nie spotkam już nikogo, z kim połączy mnie taka więź porozumienia. Choć ten lęk mnie już nie paraliżuje, nadal jest bardzo wyraźny w moim życiu i chyba donikąd się nie wybiera, bo obserwując mężczyzn, którch teraz mam dookoła siebie, tylko się w tym smutnym przekonaniu utwierdzam. Także reasumując, nowenna nie została (jeszcze?) wysłuchana, tak jak zresztą poprzednia.

Dewocjonalia

i książki 

ze św. Józefem

  • Przede wszystkim gdyby on pragnął być z Tobą, to by nic nie stanęło na przeszkodzie. Ludzie pochodzący z dwóch różnych krajów, jeśli chcą być ze sobą, robią dosłownie wszystko by tak się stało. Więc gdyby jemu zależało tak prawdziwie na Tobie, przeprowadzka udałaby się. Taka prawda. A na tych wierzących faciów to trzeba uważać!

  • Rozumiem co czujesz bo przechodzę przez to samo. Mimo że od rozstania minął rok. Pozostało nam tylko wierzyć że Bóg ma plan wobec nas, że o nas nie zapomniał. I pewnego dnia Jezus wskaże nam drogę.

  • Módl się o posłuszne i pokorne pełnienie Woli Bożej. Niech to stanie się Twoją zasadnicza troską, a wszystko otrzymasz.

  • Widocznie Pan Bóg ma dla Ciebie lepszy plan 🙂 Ja też długo modlilam się o związek, który nie miał przyszłości. Te myślałam, ze jest cos między nami wyjątkowego. Dzięki Bogu – nie! Poznałam obecnego męża, wierzącego, jestem w stanie błogosławionym. I tez mieliśmy ogromny problem, ponieważ dzieliło nas prawie 200km. Ja za nic nie chciałam opuścić rodzinnych stron. On niestety nie mógł znaleźć odpowiedniej pracy gdzie ja mieszkałam. Klamka zapadła – to ja po ślubie zamieszkałam u niego. I żyje, mam sie świetnie 🙂 Zobaczysz, jeszcze będziesz bardzo szczęśliwa-tylko daj Panu Bogu działać. Z Bogiem 🙂

  • Kasiu tym najważniejszym, tym numerem 1 w którym masz być nieziemsko zakochana jest Bóg. To ma być Twoja największa miłość. Jeśli tak nie jest to on sie o to upomni, może właśnie to zrobił. Bóg ma dla ciebie plan – zaufaj mu. Może właśnie fakt że nie jesteście razem był spełnieniem planu a bycie z chłopakiem służyło Bogu do uzmysłowienia tobie tego co powinno być dla coebie ważne. Mam 42 lata i uwierz mi moja droga była bardzo kręta a wyprostowała sie w momencie jak poddałam sie w zupełności woli Bożej i uznałam Jego za miłość mojego życia. Teraz jestem szczęśliwą żoną a wkrótce zostane mamą. Pozdrawiam i życzę szczescia!

    • Dziękuję Wam wszystkim bardzo za słowa wsparcia i zrozumienia i przepraszam za opieszałość w odpowiedziach na komentarze. Jakoś dopiero teraz przyszło mi to do głowy… Także jeżeli ktokolwiek z poprzednich komentujących to czyta, jest mi niezmiernie miło!
      Chciałabym mieć do Boga zaufanie, ale ten stan trwa już bezzmiennie ponad pół roku i moja relacja z Bogiem, choć dosyć intensywna, jest w opłakanym stanie. Przypominam sobie jaka rok temu byłam szczęśliwa i spełniona zanim wszystko legło w gruzach, boję się, że to uczucie już nie wróci i zawsze będę taka… pusta w środku, opuszczona zarówno przez faceta, którego kochałam, jak i przez Boga.
      Odnośnie komentarza Moniki: Moniko, ten związek od początku był budowany na wierze i z uwzględnieniem przykazań przez dwóch wierzących i praktykujących katolików, więc raczej nie była to kwestia „zabrania mi bożka, żebym otworzyła oczy na Boga”. Ciężko jest też trwać w zaufaniu, kiedy mimo relacji z Bogiem człowiek napotyka taki mur z jego strony, kiedy wszystko się wali.

      I nie chcę żby ktokolwiek miał tu wątpliwości, bo pojawiły się one w jednym z komentarzy: NIE modlę się o jego powrót, bo już dawno temu wyłożyłam sobie całą sprawę na zdrowy chłopski rozum i zobaczyłam, jak w trudnych chwilach wyszły jego wady, poza tym wszyscy z mojego otoczenia mówią, że facet jest niedojrzały (choć dobrze się z tym ukrywał) i do poważnego związku się nie nadawał. Mimo wszystko ciągle trwam w dysonansie pomiędzy rozumem a emocjami i nie mogę się z tego wyplątać. Chcę się uwolnić emocjonalnie od tego, co było. Sprawia mi ból patrzenie na niektóre świadectwa ludzi, którzy otwarcie przyznają, że dotychczas styczności z Bogiem nie mieli, odmówili nowennę na zasadzie „jak trwoga to do Boga”, zostali wysłuchani i od tego momentu zaczęła się ich prawdziwa wiara. I niech mnie nikt źle nie zrozumie, absolutnie tego nie potępiam, to wspaniały sposób na powrót do Boga, jak każdy inny, chodzi mi jedynie o to, że choć od dłuższego już czasu staram się być wierna Bogu niezależnie od sytuacji życiowej, tak jakby dla Niego to nic nie znaczyło…

      Cóż, jeśli ktoś ten powyższy wywód przeczytał i chciałby może mnie nieco podnieść na duchu i porozmawiać, bo wierzy, że ma mi coś do powiedzenia, to niech skomentuje, wymienimy się mailami.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!