Monika: Życie w związku

Dwukrotnie odmowiona nowenna pompejanska,róże sw Rity jałmużna na zbożne cele i….nic .Nie proszę o wiele tylko o życie w związku sakramentalnym małżeńskim aby móc w pełni uczestniczyć w planie Bożym. Tracę wiarę jednak 3 lata poloznych próśb i oczekiwań łamią moją wiarę w Boga..niestety

Msza Święta

w Pompejach

- 25 maja 2021

  • „aby móc w pełni uczestniczyć w planie Bożym”
    Może więc, plan jest inny zupełnie, od tego, który sama wybierasz…? Trzy lata to długo. Wiem. Gdyż… Choruje od trzech lat. Bardzo mnie mało. Nie wiem jak kończy się moja opowieść, czy wyzdrowieje, czy nie…
    Wiem jedno. Kiedy rozpoczynam każdy kolejny dzień pozwalając Bogu, Maryi działać, nic nie narzucając, to – czy był to dzień lekki, czy pełen bólu, łez samotności – ja i tak na wieczór, jestem wdzięczna za Ich obecność i mam poczucie, że to było dobre…
    Może spróbuj? Z moich planów gruzy. Także – nie planuję. Oddaję się, z dnia na dzień. Nie czekam – to złe. Ja żyję tu i teraz. W takich okolicznościach. Tutaj jest Bóg. W każdej obecnej chwili.
    A jaki jest plan? Zapewne, Twój i mój – zupełne inny od tego, jaki nam się wydawał…
    Co proponuję? Więcej słuchać, patrzeć, mniej myśleć, mniej planować…
    Żyj. ☺! Ciesz się życiem. Bądź z ludzmi. Nie zamykaj się w swojej głowie, w swoim sercu. Daj sobie oddech. Naprawdę. Nie patrz ślepo w jeden punkt…
    Trzymaj się. Nie poddawaj. I uśmiechnij się do życia. ☺

  • To świadectwo jest niepełne, niejasne, tak naprawdę nie wiadomo o co w nim chodzi. Może autorko sprecyzujesz je nieco? Żeby prosty czytelnik miał okazję zrozumieć…

    • Ale czego nie rozumiesz? To proste, dziewczyna modli się od trzech lat o męża, prosi różnych świętych o pomoc i nic. Ja tu rozumiem wszystko, bo jestem w takiej samej sytuacji. Nowenny do Św Rity, Charbela, św. Rafała, św Walentego, cały rok codziennej litanii do Sw Józefa, kilka mszy św w tej intencji, dwie nowenny pompejańskie i wiele innych modlitw i nic. Czego nie rozumiesz?

        • Emko uwierz, żadna z nas nie czeka aż wybranek spadnie nam z nieba. My od lat żyjemy wśród ludzi, poznajemy nowych ludzi, pracujemy rozwijany się, jesteśmy otwarte… I dalej samotne. Życie nie zawsze układa się tak jak człowiek sobie wydarzy. Są kobiety które poznały przyszłych mężów nie wychodząc z domu. Są takie, które od lat są aktywne, otwarte i dalej same. W tej kwestii nie da się nic zrobić na siłę. Jedyne co można to żyć swoim życiem, być otwartą i modlić się oddając się i swoje pragnienie Bogu.

          • Tylko czy można mieć pretensje o to do Pana Boga? Autorka jak i Pani Iza mam wrażenie mają.

            • Jesteśmy tylko ludźmi Emko. Ja sama też płacze na modlitwie i mówie Bogu o swoim bolu. Czasami po latach modlitw człowiek musi wyrzucić z siebie ból i żal, musi się wyplakac. Bog o to naprawdę się nie obrazi. To, co napisałaś Emko można odnieść do każdej intencji i każdego bolu.

            • Moja modlitwa też nie została jeszcze wysłuchana. Sytuacja beznadziejna. Podzielam Wasz ból.

            • Emka, czemu się wypowiadasz o sprawach, o których nie masz pojęcia? Nie, nie ma spaść z nieba. I nie sądzę, żeby inne kobiety robiły jakieś nadzwyczajne rzeczy i dopiero wtedy kogoś „znajdowały”. Sądzę, że po prostu żyły, uczyły się albo pracowały, od czasu do czasu gdzieś wyskoczyły i tyle. Co, Twoim zdaniem, należy robic, żeby znaleźć tego kogoś?

            • To czy ja mam o czymś pojęcie czy nie to już nie Pani oceniać bo mnie Pani nie zna :)) Tak, właśnie chodzi mi o wyjście „do ludzi”. Albo … mój brat poznał swoją żonę przez portal randkowy. Można? Można! Bez wychodzenia z domu! Dodam że tworzą szczęśliwe małżeństwo. Trzeba w właśnie „coś” robić. Udanych Łowów ;))

            • Ale jednak Ty oceniasz, bo zakładasz z góry, że żadna z nas nic nie zrobiła, że tylko się modli i czeka na cud. Nie znasz życia innych ludzi, więc trochę ostrożniej z takimi ocenami.

            • Mysle że im czlowiek starszy tym gorzej znaleść kogoś wartosciowego. Nie wiem ile macie lat… ja mam 33. A mężatką jestem 11.

            • Emko, ja mam 39 lat i już nawet nie mam siły pisać, jak czuję się czytając takie rady i mądrości. Już nie będę enty raz powtarzać, że żyje wśród ludzi, jestem otwarta i nie zrobię nic na siłę bo akurat w tej kwestii robienie czegokolwiek na siłę przynosi opłakanym skutek. Zgadzam się z Iza.

            • Wiem. Nie wiem czemu tak się dzieje. Jedni skaczą z kwiatka na kwiatek a inni są sami. Ciężko radzić faktycznie. Życzę Wam tego jednego jedynego

            • Może to tylko złudzenie ,że „jestem otwarta”, może cytat Nałkowskiej „jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my”odkrywa pewną prawdę . Bez urazy.

            • Stary, dobry polonista- nie odpuści, gdy ktoś ma inne zdanie niż on. Gościu, znasz mnie z zaledwie kilku wpisów, a już wiesz, że nie jestem otwarta. Dostanę jedynkę, bo z Tobą polemizowalam pod innym świadectwem?

            • Nie wiem, wysnuwam tylko przypuszczenie,zakładam inne możliwości, szukam innych rozwiązań.Niestety, nie jestem polonistą,ale literatura i w ogóle dzieła kultury tworzone latami, wiekami odkrywają wiele prawdy o naturze człowieka. Z tego czerpię i z tego się uczę. A odrębny punkt widzenia i odmienne zdanie to bardzo cenna rzecz.

            • Można dyskutować, co rozumiemy jako otwartość. Fakt, nie chodzę w bluzkach z napisem szukam męża. Mam pracę, znajomych, wychodzę z domu, spotykam się z ludźmi, jeżdżę na wycieczki, nie stronie od internetu i to jest moja otwartość. W tej kwestii nie da się nic na siłę. Co jeszcze mogę Twoim zdaniem zrobić? Pytam poważnie.

            • Może powinnaś łamać schematy do których przyzwyczaiłaś otoczenie. Pokazać się z innej strony, zrobić coś czego nie robiłaś wcześniej.

            • Lepiej też Aniu nie bądź otwarta, niczym społeczeństwo otwarte gotowe na inżynieria społeczną, to zawsze się źle kończy 🙂
              Przestań szukać i wtedy zapewniam, że ktoś się pojawi, pytanie tylko czy sama będziesz gotowa na faceta z przeszłością, to strasznie trudne, wiem coś o tym niestety

            • Tak,tak,siedź w kącie ,a znajdą cię – jak mawiały nasze prababki.To było dobre w czasach balów dla debiutantek i w epoce Zosi z Pana Tadeusza,

            • Siedzenie w kącie jest sprzeczne z moją naturą, od zawsze chcę tworzyć coś dobrego dla innych, mam na myśli przyzwyczajenia, dzieci drugiej połówki, wywiadow ki, kolejne wyzwania, jakie życie stawia, a jest sporo tych wyzwań…. O gotowaniu i praniu nawet nie wspomn, Czy też Ania jest gotowa na te wszystkie kompromisy?

            • Dziękuję Emce, Gosi i gościowi. Doceniam Wasze rady. Ja myślę, że żadna z nas udzielających się tu singielek nie żyje w zamknięciu. Nie chciałabym kolejny raz pisać komentarza o identycznej treści. Żyję wśród ludzi i ciągle wierzę, że poznam człowieka, który pokocha mnie, a ja pokocham jego. W kwestii relacji damsko-męskich nie da się nic zdziałać na siłę. Metoda, która jednej osobie pomogła kogoś poznać u innej skończy się niepowodzeniem. Tu nie ma reguł, trzeba być otwartym, żyć swoim życiem, nie robić nic na siłę i nie tracić nadziei.

            • Sęk w tym, że otoczenie może się bardzo mylić. Nasze wraxenie w odbiorze czlowieks moze byc bsrdzo mylne. Przykład z zupełnie innej beczki, może nie na miejscu, ale ile razy otoczenie jest w szoku gdy ktoś podjął próbę samobójczą z powodu głębokiej depresji, a na zewnątrz zawsze był uśmiechnięty i wesoły? Być może chodzi Ci o to, że otoczenie może kogoś odbierać jako osobę zamkniętą, ponura itd. Tak faktycznie może być, mimo, iż człowiek wcale taki nie jest.

  • Moniko , całkowite zawierzenie się Matce Najświętszej , pozwól Bogu działać, pokora i jeszcze raz pokora.Tego Bóg od nas oczekuje, nie oczekuje od nas cierpienia fizycznego czy duchowego, ale pokory. Bo gdy jesteśmy pokorni to jesteśmy posłuszni, jak małe dzieci dla swoich rodziców, nawet jak im się to nie podoba to mama, tata każą więc tak musi być. Może po prostu nie zauważasz Bożej pomocy ,bo sama wszystko już zaplanowałaś. A Bóg to nie komputer. Ja odmawiam 5 nowennę i też mam pod górkę, bo mam duży problem z pokorą. Pomodlę się za Ciebie i o modlitwę za mnie też proszę.Będzie dobrze, nie ustawaj w modlitwie.

  • Zaczęła się tu dość bezpardonowa krytyka Autorów świadectw. Autorka napisała tyle, ile mogła. Być może to świadectwo jest dla jakiejś konkretnej osoby, która je przeczyta i dzięki temu uzyska pomoc. Fakt, że ja czegoś nie rozumiem, nie oznacza, ze świadectwo jest złe. Nie, ono może nie być dla mnie. Ono może być dla kogoś zupełnie innego i ta osoba je odczyta i zrozumie. Autorzy piszą tyle, ile w danym momencie napisać mogą. Tak to widzę.

    • Ja nie pisze złośliwie, jestem po prostu ciekawa z czym boryka się Autorka niniejszego świadectwa.
      Czytam świadectwa zamieszczane na tej stronie bo podnoszą mnie one na duchu. To nic złego że chcemy zrozumieć konkretną sytuację , prawda?

      • Emko, ja także regularnie zaglądam na stronę i czytam świadectwa. Fakt, niektóre są dość enigmatyczne, ale ich autorzy z sobie znanych względów nie chcą podawać szczegółów. Być może boją się krytyki, wyśmiania, niezrozumienia? Różne tu już były reakcje. Teoretycznie jesteśmy tu anonimowi, ale praktycznie nikomu nie jest miło jak ktoś odnosi się szyderczo do jego osobistych przeżyć (oczywiście nie pisze teraz personalnie o Tobie Emko). Czasem bezlitosna krytyka może bardzo poranić. Emko, mam nadzieję, że i Ty i ja przeczytamy tu jeszcze wiele pięknych świadectw. Myślę też, że to od nas forumowiczów i naszych reakcji zależy, czy ludzie będą się dzielić tym co trudne, nie zawsze chwalebne w ich życiu, czy też będą pisać enigmatycznie, by uniknąć osądzania, wyszydzenia i linczu (bo i takie sytuacje się zdarzały). Pozdrawiam Emko.

      • Emko, ja widzę sprawę tak – im więcej osądzających, złośliwych komentarzy (nie piszę teraz o Tobie – żeby było jasne), tym więcej świadectw enigmatycznych, bez szczegółów, w oparciu o które można kogoś wyszydzić, czy wyśmiać. Oczywiście, nie piszę, że zawsze trzeba się ze wszystkim zgadzać, ale kluczową kwestia jest język używany do komentowania. Czasem tu są poruszane sprawy naprawdę bardzo trudne, budzące ogromne emocje, dotyczące bardzo bolesnych spraw i tylko od języka zależy w jakim kierunku dyskusja się potoczy.

      • Ja będę się upierał, że lepiej czasami rozdać obrazki z Nowenną czy też opowiedzieć o Różańcu i Nowennie krewnym czy znajomym niż napisać kilka enigmatycznych zdań i uważać sprawę za załatwioną. Przypominam, że odmawiając NP zobowiązujemy się do następujących działań: 1.wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. 2. o ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego. 3. wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. A to można robić na setki sposobów nie tylko w internecie ale przede wszystkim w naszym codziennym życiu.

        • Wojtku, masz sporo racji. Bez wątpienia warto dzielić się owocami nowenny w swoim otoczeniu. Ja mam jeszcze taką myśl – czasem na złożenie świadectwa warto poczekać. Być może część osób czuje się zobowiązana złożyć świadectwo bezpośrednio po ukończeniu nowenny. Tymczasem, bywa i tak, że potrzeba dłuższej perspektywy czasowej by zobaczyć owoce i się nimi podzielić. Swoją pierwszą nowennę odmawiałam w listopadzie i grudniu 2016 r. i dopiero teraz jasno klarują mi się owoce, a minęło 2,5 roku. Inna sprawa – do składania świadectw czy na tej stronie czy w naszym otoczeniu niestety mogą zniechęcić złośliwe komentarze. Zwłaszcza jeżeli dla kogoś będzie to pierwsze świadectwo.

          • W w pełni się z Tobą Aniu zgadzam. Niestety nigdzie nie jest powiedziane, że to do czego się zobowiązujemy w NP będzie łatwe i proste do wykonania.

        • Jeszcze jedna myśl – czasem warto zaczekać ze złożeniem świadectwa choćby po to, by nie opowiadać o nowennie jako niemal o magicznym rytuale, dzięki któremu Maryja jest zobowiązana spełnić nasze prośby. Czasem dopiero po czasie dostrzegamy łaski, których podczas nowenny lub bezpośrednio po niej, nie widzieliśmy. Ja z każdą kolejną nowenną coraz mocniej doświadczałam, że niekoniecznie będzie tak, jak o to proszę, ale na taki wniosek potrzebowałam dłuższej perspektywy czasowej. Teraz jestem w trakcie nowenny, w której proszę by Maryja przeprowadziła mnie przez trudny dla mnie czas. Jak się sprawy potoczą? Nie wiem, ale ufam, że nasza Matka będzie ze mną i mnie nie opuści.

          • Mam Aniu podobne refleksje. Kilkanaście dni temu, robiąc porządki przed Wielkanocą znalazłem swoje listy do św. Józefa. Niektóre nawet z 2003r. Inne z 2009, 2011. Wszystkie oczywiście ze sprecyzowanym żądaniem skierowanym do św. Józefa, opatrzone datą realizacji. A co! Przeczytałem je z ciekawością i mogą napisać jedno – prawie nic z tego, o co prosiłem św. Józefa nie otrzymałem. A jednak św. Józef to nadal mój ukochany Patron, który mnie nie raz, nie dwa wysłuchiwał czasami po kilkunastu minutach od mojej szczerej modlitwy. Te listy uświadomiły mi dobitnie jakim byłem kiedyś „magikiem religijnym” ale, aby to zrozumieć potrzeba czasu – czasem i kilkunastu lat.

  • Nie prosisz o wiele tylko o zycie w związku małżeńskim? Ja myślę, że to wiele, odważę się napisać, jak nie najważniejsza rzecz w naszym życiu.. , bo w końcu sam Jezus powiedzial: Nie dobrze, aby meżczyzna żył sam. To jest mega ważną sprawa o którą TRZEBA się modlić. Mnóstwo ludzi pragnie drugiej osoby u swego boku, aby nie przejść przez życie samemu. Wiara, wiara, wiara…. a wszystko się spełni, czego Tobię jak i również sobie życzę, ponieważ modlę się w tej samej intencji. Pozdrawiam

  • Kochani ja też modlę się nowenna pompejańska w pewnej sprawie. Z doświadczenia wiem że nieraz nasze prośby się spełniają po czasie, wtedy gdy już nieraz tak naprawdę pogodzimy się z zaistniała sytuacją. Na owoce czasem czeka się długo. Zresztą sama geneza powstania nowenny i obietnica która złożyła Matka Boża nie brzmiała że owoce pojawiają się natychmiast. Uzdrowienie Fortunatelli nastąpiło po kilku miesiącach od jej zakończenia. 8 maja kończę swoją nowennę. Uwierzcie mi że zły mnie kusi na każdym kroku. Dziś na Eucharystii miałam zawroty głowy i jedna myśl żeby wyjść z kościoła i nie przystąpić do komunii bo bałam się że zemdleje. Relacja z osoba za którą się modlę jest coraz gorsza. Ale wiecie co, nie poddaje sie bo Matka Najświętsza jest ze mną. Z Panem Bogiem

  • Żeby kogoś poznać może trzeba po prostu się poddać i już za wszelką cenę gdzie się pójdzie nie szukać kogoś. Mieć w sobie spokój. A przy tym taką normalną otwartość na ludzi. Trzeba wychodzić tam gdzie się ludzie popoznająPotańcówki, dyskoteki powinny być dla takich ludzi normą. Tak jak idzie do pracy to w sobotę idzie potańczyć czy po prostu pobyć w klubie między ludźmi. Raz w to miejsce, raz w inne. Pobyć trochę, nie podoba się to np. po 2 godzinach wyjść. Wtedy może ludzie by tak nie rozpaczali w weekendy, że są sami.

    • Ciekawe z kim ma wyjść kobieta, której koleżanki są zamężne? Uważasz, że mąż będzie je puszczał na dyskoteki co tydzień, bo jej koleżanka szuka faceta? A z kolei iść samej, to zapomnij, powiedzą, że przyszłaś, bo szukasz okazji ( wiadomo do czego). Zatem niestety, ale błędne koło.

      • Izo, mam podobną myśl odnośnie klubów i dyskotek. Jasne, ze można się tam wybrać, ale nie co tydzień 🙂 Doceniam rady, zakładam, że większość jest dawana naprawdę w dobrej wierze. Nie chcę mnożyć komentarzy o identycznej treści. Wypowiedziałam się wyżej przy komentarzach Emki, Gosi i gościa.

        • też Aniu, Czasami bywam na dyskotekach, ale naprawdę rzadko, po pierwsze mam już 40+ a po drugie, nigdy nie przepadałam za takimi miejscami. Co do rad udzielanych tutaj, to irytują mnie porady od mężatek, które nie mają pojęcia co znaczy być samej i nie móc nic na to poradzić, jak to się mówi „syty głodnego nie zrozumie”. Mam wrażenie, że pod pozorem pomocy, rozpiera je jakaś duma pomieszana z chęcią zdołowania kobiety, której w przeciwieństwie do niej, się nie powiodło. Irytują mnie również porady od małolat w stylu ” facet nie jest najważniejszy' „żaden facet nie będzie moim bożkiem” albo „kiedyś na pewno go znajdę”. Też tak mówiłam, ale czas pokazał, że borykanie się w życiu samej nie jest łatwe i to wcale nie jest tak, że jak nie będę na siłę szukać, to on sam się znajdzie. Do tego dochodzą pytania „jak to możliwe, że taka kobieta jest sama”? Mam już dość i dlatego rzadko tu zaglądam, bo większość ludzi pisze chyba tylko po to, żeby zaistnieć a nie, żeby realnie pomóc i wnieść coś do dyskusji. Pozdrawiam.

          • Nie przepadam za dyskotekami i nigdy nie idę tam sama z powodów, o których napisałaś trzykropkowi. Raz na jakiś czas ze znajomymi, sama jak napisałam nigdy. Co do rad tutaj – są tu osoby, które faktycznie chcą pomóc np. nasza kochana Irena i kilka innych (nie chcę wymieniać żeby nikogo nie pominąć), ogromnie żałuję, że już nie odzywają się Hanka i Paul. Są też i takie, którym wydaje się, że mają remedium na samotność (głównie osoby sporo od nas młodsze). Fakt, gdy ”mądrych” lat udziela kobieta młodsza o 10 czy 15 lat, zwyczajnie boli. Zawsze podkreślam – sposób, który zadziałał u jednej osoby u innej może okazać się klapą.
            Zaraz mi się oberwie, ale bolą mnie głównie 4 typy wpisów:
            1) gdy komuś się wydaje, ze ma remedium na samotność, a go nie ma bo takie nie istnieje
            2) gdy czytam jak 25-latka określa swoje zamążpójście jak cud. Zawsze wtedy pytam, co musi czuć kobieta starsza o 15 lat.
            3) gdy czytam świadectwa o tym, jak kobieta modliła się o dobrego męża, poznała kogoś, a teraz razem mieszkają i planują ślub, albo wariant z ciążą pani jest w ciąży i planują ślub.
            4) przekonanie, że jako panna nic nie robię w kierunku zmiany mojej sytuacji
            Iza, myślę, że Cię rozumiem. Pozdrawiam w niedoli niechcianej samotności z nadzieją na zmianę sytuacji.

            • O tak, bardzo dokładnie opisałaś 4 irytujące typy. Z tego chyba dwa pierwsze najmocniej mnie wpieniają. Świadectw 20 kilkuletnich „starych panien”, to już nawet nie czytam, bo jak tu kiedyś pod jakimś świadectwem napisałam, to żaden cud, że 23 latka znajduje faceta, szczególnie w czasach kiedy ludzie w poważnie związki wchodzą po 30 i to grubo. Wierz mi, że naprawdę odechciewa mi się już zarówno czytania jak i samego modlenia się. Trzymaj się, wszystkiego najlepszego.

            • Wszystkiego najlepszego Iza, dużo dobra Ci życzę.

          • W moim odczuciu większość mężatek tutaj naprawdę chce nam pomóc. Czasem wychodzi niezręcznie, ale ja odnoszę wrażenie, że one naprawdę chciałyby nam pomóc. Dla mnie dołujące są złote rady głównie młodych dziewczyn i facetów i wpisy dwudziestoparolatek, że są same i już na pewno nigdy nie wyjdą za mąż . Na początku maja wdałam się tu w dyskusję z gościem około trzydziestki – gość był przekonany, że zna receptę na samotność. W takiej sytuacji faktycznie nic się nie poradzi – żadne argumenty do niego nie docierały.

            • Nie ma rady na samotność, bo bez pary są zarówno ci, którzy bywają wśród ludzi, jak i ci, którzy siedzą sobie w domu. Jeden znajdzie żonę/męża w sąsiedztwie, inny na drugim końcu Polski.

      • Jak któraś jest odważna to i sama wyjdzie, albo z jakimś kolegą, który szuka sobie kogoś innego. Widziałam dziewczyny, którego wychodziły same. Jak ktoś nie chce, to niech siedzi w domu, to jego wybór.

        • Bez sensu jest rozmowa z Tobą „trzykropku”. „Jak ktoś nie chce niech siedzi w domu” Głupszego tekstu dawno nie czytałam. Piszesz głupio, w momencie kiedy nie znasz sytuacji osoby, której usilnie próbujesz udzielić świetnych rad albo tylko udajesz, że próbujesz, bo tak naprawdę masz radochę, że możesz komuś dołożyć. Nie wiem nawet czy jesteś kobietą czy mężczyzną i ile razy byłaś czy byłeś na dyskotece w dodatku sama/sam. Ja natomiast wiem, że nawet jak jesteś w towarzystwie samych kobiet, to kwestią kilku chwil jest, że doczepi się jakiś koleś, który za bardzo nie lubi jak mu się odmawia i tylko możesz liczyć, że ktoś inny, obcy, stanie w twojej obronie i każe gościowi spadać. Więc nie udzielaj „świetnych rad”, jak nie masz nic merytorycznego do powiedzenia.

        • Przyznam, że i ja odebrałam ten wpis trzykropka jako próbę dołożenia singielkom. Trzykropku, ja szukam męża, a nie pana na jeden wieczór. Widzisz, w dyskotece na ogół można spotkać panów, o których napisała Iza, na jeden wieczór, nie napiszę wulgarnie wprost na co, bo wtedy wpis zostanie usunięty.

          • Dziewczyny, muzyka to moja ogromna pasja i od kilku lat w weekendy prowadzę dyskoteki w różnych klubach i wg. mnie dyskoteka to najgłupsze miejsce do szukania żony czy męża czy nawet partnera do poważnego związku. Gdyby było inaczej już pewnie sam byłbym dawno żonaty… Oczywiście nie wykluczam, że ktoś kogoś poznał na dyskotece i teraz są szczęśliwym małżeństwem ale to jest jak wygrana w totka.

        • Trzykropku, na dyskotece przyszłego męża raczej się nie spotka. Owszem, można tam pójść, ale tylko ze znajomymi potańczyć. Samotna kobieta w takich miejscach jest zaczepiana tak, jak napisała Iza.

          • Pójść to może jeszcze i można, gorzej byłoby bezpiecznie wrócić samej w środku nocy z takiej imprezki.

          • Wybaczcie, ale samotna kobieta w night clubie to niestety w większości panie do towarzystwa szukająca klienta. Nawet jak przyjdzie jakaś najporządniejsza to za taką zostanie uznana. Nigdy nie chodźcie tam same, bo na wejściu dostaniecie taką etykietę.

            • Witek, ja nawet nie miałam na myśli night clubów. Sama chodzę czasem ze znajomymi do szkoły tańca, która czasem w soboty robi imprezy dla swoich uczniów i zaproszonych przez nich gości. Jest miło, można się wytańczyć, ale sama bym nigdy się nie wybrała.

            • Najwyższy czas Witku żeby dziewczyny, kobiety same zaczęły wychodzić do klubów. Jak ktoś źle o nich myśli to tylko źle świadczy o tym człowieku, że tak szufladkuje ludzi. Nie żyjemy w Arabii Saudyjskiej, chociaż niektórzy tak się zachowują jakby tak było.

            • Witek, dokładnie o tym piszę. Jak kobieta idzie sama na dyskotekę, czy do klubu, to właśnie od wejścia ma etykietkę „szukam okazji”. Pomijam tu już fakt, że jest to zwyczajnie niebezpieczne. Najwidoczniej „trzykropek” nie ogarnia tematu.

            • Są różne sytuacje. Dziewczyna może umówić się z koleżanką, która odwoła w ostatniej chwili wyjście gdy tamta jest już w klubie. Czy jedna pozna chłopaka w klubie, a druga zostaje wtedy sama. Trzeba patrzeć jak dziewczyna wygląda, czy ma tapetę na twarzy, dekolt do pasa i tatuaże na całym ciele;) A jeżeli jest skromna to jest normalna. Tylko jak ktoś z takich krytykantów mówiąc nieładnie chował się całe życie w komórce pod matki sukienką, to teraz wszystkiego się boi. Dorosła kobieta to może mieć samochód, znać już bezpieczną taksówkę, i powrotu się nie boi.

            • Trzykropku, pozostaje Ci życzyć poznania dobrego męża w klubie. Ja takich miejsc po prostu nie lubię i mam do tego prawo. Czasem bywam w szkole tańca, a na kluby nie mam ochoty. Wole wypad w gory. Nie chcę też wracać do domu w nocy sama bo to kwestia elementarnego bezpieczeństwa. A spódnicy mamy nie trzymam już dawno. Trzymam sie rozsadku i nie zamierzam tego zmieniac.

            • Ile Ty masz lat? Bo chyba niewiele. Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że naprawdę mało wiesz o życiu za to w teorii jesteś „debeściarą”. Nie pisz o chowaniu się za spódnicą mamy w komórce, bo to jest już nawet nie śmieszne ale wręcz przykre, że oceniasz ludzi wcale ich nie znając i nie wiedząc jakie mieli w życiu przejścia i jaki mają charakter. Mając 20 -30 lat, sądzę że zwiedziłam więcej krajów niż Ty w ciągu całego swojego życia zobaczysz i wyobraź sobie, że nie podróżowałam schowana pod spódnica mamusi i Ty chcesz mi powiedzieć, że nie wiem o istnieniu taksówek? Albo, że nie wiem co to samochód? Nie ośmieszaj się. Tak jak już napisałam, syty głodnego nie zrozumie a Ty nie rozumiesz podstawowych rzeczy, że życie nie jest czarno – białe a teoria teorią a życie życiem. Nawet szkoda mi czasu na tłumaczenie Ci. Poza tym, jeden fakt, chodzenie samej do klubu jest po prostu niebezpieczne. O tabletce gwałtu, chociażby, słyszałaś? Ale na to na pewno też masz niezawodny sposób i wiesz co zrobic, żeby temu zapobiec. Powiem szczerze, że w pewien sposób nawet współczuję Twoim znajomym i rodzinie, bo mieć w towarzystwie kogoś takiego, kto zawsze wie lepiej i wymądrza sie na każdy temat i nic nie da sobie przetłumaczyć, to jest tragedia.

            • Trzykropek sobie poradzi z ewentualną pigułka gwałtu, pijanymi mężczyznami i samotnym powrotem w nocy na drugi koniec miasta gdy taksówki akurat nie będzie.

            • 😀 Dokładnie Aniu. Uważam również, że tak samo świetnie poradzi sobie z głodem na świecie i wynajdzie lek na raka.

            • Najbardziej przykre w komentarzach takich jak ten trzykropka, jest to, że postrzega się kobiety, które nie mają męża i mają problem z jego znalezieniem, jako swoiste ofermy. Za każdym razem szuka się winy w takiej kobiecie i postrzega się ją jako taką, która nie ma żadnej pasji, nic nie robi tylko pewnie ogląda w domu głupkowate seriale, czekając na swojego księcia na białym koniu! Przecież znalezienie męża/żony to bardzo poważna sprawa i jeśli ktoś myśli o tym jak o życiowym powołaniu, to dobrze wie, że szukanie odpowiedniego małżonka to kombinacja wielu czynników. Bardzo łatwo się ocenia i szufladkuje innych ludzi.

            • Trzykropek ma po prostu inne zdanie, nie sądzę, że z kogoś szydzi, czy chce dokuczyć. Nikt nie ma złotej recepty ot, taka wymiana myśli, ale temperatura dyskusji niepotrzebnie wzrasta.

            • Trzykropku, zwróć uwagę ile było sytuacji gdy normalny, zwyczajny, pracujący człowiek szedł do klubu ze znajomymi i… znajdował się po kilku dniach, tygodniach (albo i później) martwy w rzece. Zobacz – oni wszyscy byli znajdowani w rzekach, a poszli tylko na kilka godzin do klubów i to nie sami, a ze znajomymi.

            • Z tym, że to nie były zwykłe kluby – gwoli ścisłości.

            • Różnie. W kilku sytuacjach owszem ale w kilku innych to były wizyty w zwykłych klubach.

            • Zazwyczaj ci nieszczęśnicy potopieni w rzekach podejmowali zachowania ryzykowne – upojenie alkoholowe, samotny powrót nocą do domu. Do ich śmierci nie przyczyniły się osoby trzecie, ale niestety ich lekkomyślność.

            • Gościu, ok, chodzi tylko o to, że ci ludzie żyliby gdyby nie ta jedna noc w klubie, gdyby nie przesadzili tam z alkoholem, gdyby nie samotny powrót do domu, gdyby… Odnośnie powrotu do domu – wystarczy rozładowany telefon (a przy korzystaniu z internetu w telefonie to kwestia kliku godzin) i … trzeba wracać w nocy na piechotę, czasem na drugi koniec miasta.

            • Gościu, tak naprawdę nigdy nie wiesz, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli. W klubach – dyskotekach bywają różni ludzie i nie wszyscy tam przychodzą tylko po to, żeby sobie potańczyć i wypić sok pomarańczowy. Sama zresztą jak wychodzę, to lubię sobie w towarzystwie wypić małego drinka. Ale wielu na tym nie poprzestaje, mało tego, nawet alkohol to już przeżytek dla wielu, walą dragi i potem się już nie kontrolują. A ten samotny powrót do domu, o którym piszesz, to właśnie dla 'Trzykropka” nie jest żaden problem, bo w końcu są taksówki albo można własnym autem przyjechać ( hahaha) . Ogolnie nikomu nie zabraniam chodzenia do klubów samej, ale to już jest na własne ryzyko. Wszyscy o tym trąbią dookoła, że to niebezpieczne szczególnie dla kobiet. Ja osobiście zawsze miałam rozwinięty instynkt samozachowawczy i wychodzenie samej do nocnego klubu nie mieści się w moich kategoriach bezpieczeństwa.

        • Moja kuzynka ma 32 lata i jest bardzo rozrywkową osobą. Nigdy nie siedziała w domu, zawsze gdzieś wychodziła. Jest sama. Jaki z tego wniosek?

          • Znam dziewczyny przed 30 i po, które poznały porządnych facetów na dyskotekach. Jak ktoś jest asertywny, wie na co zwrócić uwagę, to odrzuci dziwnych adoratorów, a znajdzie tego porządnego. Każdy sam podejmuje decyzje. Prawda jest taka, że single przychodzą właśnie do klubów.

            • Porządnego się znajdzie, jeśli ten będzie zainteresowany oczywiście.

            • Są dziewczyny, którymi porządni faceci interesują się nawet w klubie. Jak facet ma czyste serce to wyczuje, że dziewczyna też ma takie. Ważne też jak dziewczyna się zachowuje. Jak nie tańczy z dziwnymi facetami, normalnie się zachowuje, potrafi potańczyć nawet sama i ją to nie krępuje, to jak najbardziej może kogoś normalnego poznać. Przy czym musi to być osoba bardzo dojrzała wewnętrznie, nie ulegająca wpływom, mająca swoje zdanie. Taka jak najbardziej, może iść, bo będzie przyciągać podobnych do niej.

            • Są szczęśliwe małżeństwa, które poznały się w klubach, tak jak są szczęśliwe małżeństwa, które poznały się na rekolekcjach ignacjanskich (8 dni w milczeniu). Jednak ani do klubu ani na rekolekcje ignacjanskie nie idzie się (nie jeździ sie) w celach matrymonialnych. Zarówno klub jak i czas rekolekcji ignacjanskich nawiązywaniu poważnych relacji damsko-męskich dających nadzieję na dobre małżeństwo nie służa, choć każde z zupełnie innych powodów.

            • Cel matrymonialny w żadnym miejscu nie sprzyja zawietaniu takich znajomości. Jak już wiele razy było pisane trzrba być otwartym na poznawanie ludzi, i tyle. W klubach, jak i w kościołach trzeba umieć odejść od kogoś kto temu celowi nie sprzyja.

            • Piszesz tak, jakby to działało jak automat. Porządna dziewczyna + facet z czystym sercem = związek. Szkoda, że to w życiu niekoniecznie tak nie działa.

            • Dokładnie tak, Trzykropkowi się zdaje, że to właśnie tak działa i że ogólnie jak nie masz faceta, to tylko twoja wina, bo jesteś niedołęgą trzymającą się spódnicy mamy.

            • Kto przychodzi do klubów single, kobiety zameżne bez obraczki dzieciate rozwódki wiem coś o tym na drugi dzieć sie widzi jak z mężem spaceruje po mieście dwójka dzieci i obraczka na palcu a twierdziła że jest panną

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!