Ania: Niespodziewana łaska zdrowia

Moje modlitwy, zanoszone w kierunku Opatrzności, maszerują koleinami, wyżłobionymi przez modlitewny upór i nieustępliwość. Pan Bóg nadstawia ucha na ludzkie modlitwy, jeśli są dostatecznie uporczywe, kołują i brzęczą nad Jego dobrotliwym obliczem, podobne do natrętnego owada. Podoba się Stwórcy nasza ludzka wytrwałość i silna wiara, nadzieja, czasami wbrew obiektywnym przesłankom.

Odkrycie Nowenny Pompejańskiej uważam za największe odkrycie mojego życia, największe odkrycie końca roku 2013, rodzaj duchowego przełomu mojej ludzkiej egzystencji. Modlitwa ta jest dla mnie znakomitą lekcją pokory, na którą uczęszczam każdego dnia z tych wymaganych 54. Wytrwale czekam przecież na łaskę, zdając się jednocześnie całkowicie na Bożą Wolę. Wiem, że nie ma modlitw o stuprocentowej skuteczności – nawet Jezus, modląc się wytrwale w Ogrójcu, gdy Jego pot z wysiłku i zmęczenia zamienił się w krew, nie został wysłuchany w sposób, którego oczekiwał. Stwórca przygotował dla Niego coś innego, w jakiś sposób jednak zareagował, odpowiedział na Jego modlitwy: zesłał Mu Anioła, który miał Go umacniać duchowo w tym trudnym czasie wielkiej próby. Jakże więc ja mogłabym oczekiwać, że moje modlitwy zostaną zawsze przez Nieskończonego wysłuchane zgodnie z moim życzeniem? Przecież jestem tylko marnym, grzesznym człowiekiem. Nie oczekuję, że tą modlitwą zawsze wyproszę wymarzoną łaskę, ale za to jestem pewna, że Stwórca zwróci uwagę na moją prośbę. Modląc się Nowenną Pompejańską wiem, że Matka Boża i moja jednocześnie, zaniesie moje błagania przed tron Ojca Niebieskiego, który nie będzie miał niejako wyboru: ustosunkuje się w jakiś sposób do mojej prośby. Choćby nie chciał skłonić ucha ku moim uciążliwym błaganiom, nie będzie potrafił odmówić Matce Najświętszej, która niejako reprezentuje mnie podczas tej modlitwy przed Obliczem Pana Boga. W Swojej łaskawości wyda wyrok i zdecyduje o dalszym losie mojej prośby. Jeśli jej spełnienie będzie ku dalszej chwale Opatrzności, odpowie na moje modlitewne jęki i zawodzenia, a jeśli nie – na nic moje fochy, szlochania i niezadowolone kręcenie nosem. Muszę dostosować się do Bożego Wyroku i po prostu żyć dalej, wierząc jednocześnie, że kolejne prośby modlitewne spotkają się z przychylniejszym przyjęciem ze strony Opatrzności.

Zanim jednak zaakceptowałam nieubłaganą logikę Bożego Zamysłu, podążałam wąską ścieżką modlitewnych wątpliwości. Obawiając się niejakiego rozczarowania, które często towarzyszy osobom, które oczekują bezdyskusyjnego wysłuchania przez Stwórcę ich błagania, rozpoczęłam swoją wędrówkę z Nowenną Pompejańską od tak zwanych intencji bezpiecznych. Bezpiecznych, czyli w moim przekonaniu takich, których spełnienie trudno jednoznacznie stwierdzić, przynajmniej żyjąc w świecie doczesnym. Takimi intencjami były więc dla mnie modlitwy za osoby zmarłe. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w zasadzie dopiero po śmieci i przejściu na drugą stronę, dowiemy się, w jaki konkretnie sposób pomogły nasze modlitwy wybranym duszom. Wierzę, w zasadzie jestem wręcz pewna (opierając się w tym przekonaniu na obietnicach Najświętszej Matki i samego Stwórcy), że odniosły skutek. Ta pewność nie jest z mojej strony rodzajem zarozumiałości, bo podszyta została Bożymi Słowami. A wiadomo – na Panu Bogu polegać należy mocniej niż na Zawiszy. Stopniowo w ciągu minionego roku ośmieliłam się wprowadzać do moich próśb Nowenny Pompejańskiej nowe intencje, które niejako były możliwe do zweryfikowania – mogłam dostrzec, czy spełniły się czy też jeszcze nie, a może w ogóle. Modląc się o usunięcie drobnych, ale bardzo dokuczliwych dolegliwości zdrowotnych, nieomal przeoczyłam moment, gdy bóle fizyczne przestały mnie trapić.

Choć minęło od tego czasu parę miesięcy, bóle nie wróciły, a ja wciąż jestem tym poruszona. Okazało się także, że podejrzewany problem stomatologiczny, nie jest zmianą chorobową. Zdjęcie panoramiczne nie wykazało żadnych niepokojących problemów, mogłam więc odetchnąć z ulgą. Choć nie czuję już bólu ciała, wręcz nie mogę w to uwierzyć swoim ułomnym, ludzkim umysłem. Takie szczęście! Szczerze mówiąc zupełnie się nie spodziewałam tak pomyślnych wieści, choć z drugiej strony wierzyłam w ingerencję Dobroci Bożej. Wiem, brzmi to paradoksalnie – nie spodziewałam się, ale wierzyłam, ale właśnie tak było. W czasie Nowenny Pompejańskiej człowiek jest w taki oto sposób rozdarty wewnętrznie, ale przecież stara się doprowadzić modlitwę do końca, przezwyciężyć lenistwo, zmęczenie i pesymistyczne podszepty. Oczywiście nie brakuje też słynnych, opisywanych przez mistyków Kościoła, „nocy ciemnych”, kiedy człowiek nagle czuje się pozostawiony sam sobie, wyrzucony spod czułej powieki Dobrego Ojca, ogarnięty samotnością, załamany, przygnieciony niewiarą. Każdy rozpoczynający Nowennę musi być świadomy, że modlitwa ta to nie wakacje na Łonie Pana, ale często bezsenne noce, chwile załamania i bezsilności. Piszę jednak o tych przeciwnościach z uśmiechem na ustach, bo ich „dawka”, którą otrzymujemy od Opatrzności, jest dostosowana do naszych możliwości.

Najwięcej łask otrzymałam podczas ostatniej w roku 2014 Nowenny Pompejańskiej, którą zaczęłam odmawiać w dość „popularnej” u modlących się intencji: znalezienia odpowiedniej pracy. Choć nie otrzymałam pracy na etat (w moim zawodzie to raczej niemożliwe), to jeszcze w części błagalnej dostałam dwie propozycje zawodowe, które pozwolą mi pozyskać dodatkowe środki finansowe. Jednocześnie będę mogła wpisać sobie unikatowe doświadczenie do CV, które je w niezwykły sposób wzbogaci i w przyszłości może poprawić moją pozycję zawodową. Uważam to za niezwykły dar, tym bardziej, że obie propozycje padły z ust osoby, po której się tego zupełnie nie spodziewałam. A najważniejsza łaska spłynęła na mnie przy okazji zupełnie nieoczekiwanie: rozwiązanie trapiącego mnie od dziesięcioleci problemu zdrowotnego. Jest to dla mnie tym bardziej niezwykły dar ze strony Stwórcy, gdyż w ogóle się go nie spodziewałam. Owszem, jakiś czas temu przeszedł mi przez umysł pomysł modlenia się w tej intencji Nowenną Pompejańską, ale ostatecznie nie odważyłam się zdecydować na ten gest. Od wielu lat odkładałam w czasie badanie i diagnozę w sprawie zmian chorobowych w obrębie głowy. Bałam się, że zabieg chirurgiczny będzie poważną operacją w szpitalu, która wyłączy mnie na miesiące z aktywnego życia. Obawiałam się też samej operacji, znieczulenia, ewentualnej możliwości wstrząsu anafilaktycznego, gdyż jestem uczulona na wiele popularnych składników leków. Zmiany na głowie tymczasem robiły się coraz większe, powodując dyskomfort w codziennych czynnościach. I nagle, w czasie odmawiania wspomnianej Nowenny Pompejańskiej o pracę, dosłownie z dnia na dzień znalazłam się w gabinecie chirurga, a pięć dni później byłam już po pierwszym z dwóch zabiegów. Najświętsza Matka najwyraźniej porwała mnie niczym wicher na zabieg i bezpiecznie przez niego przeprowadziła. Nie dostałam wstrząsu (udało mi się zrobić próbę uczuleniową), zmiany nie były żadnym nowotworem, a sam zabieg trwał niecałe pół godziny. Nie musiałam kłaść się do szpitala, a pomimo szwów na głowie, mogłam w zasadzie nieomal od początku normalnie funkcjonować. Słowem – niepotrzebnie tyle lat zmarnowałam na zamartwianie się tym problemem. Najlepsza z Matek otoczyła mnie płaszczem Swej opieki i najwyraźniej zadziałała, bez konsultacji ze mną w tej sprawie. Odczytała zamysły mojego serca, które marzyło od lat o rozwiązaniu tego problemu, spędzającego mi sen z powiek. Ktoś może powiedzieć: dlaczego się cieszę z wyników ostatniej Nowenny Pompejańskiej, skoro Stwórca nie dał mi stałej pracy? To prawda, ale dał mi o wiele więcej: zdrowie. Nie śmiałam o to prosić w poprzednich Nowennach. On po prostu wysłuchał nie tego, o co prosiły moje usta, ale tego, o co prosiła moja skołatana dusza. I za to jestem Panu Bogu niewymownie wdzięczna.

Wciąż nie mogę się nacieszyć takim wspaniałym darem tej niezwykłej modlitwy. Jej nadzwyczajność zapiera dech w piersiach. Kiedyś już doświadczyłam skuteczności Koronki do Miłosierdzi Bożego, która odmawiana wciąż i wciąż bez końca, uratowała ludzkie życie, które było zagrożone. Teraz zaś rozkwitam wdzięcznością wobec Stwórcy, że pozwolił mi poznać cud Nowenny Pompejańskiej. Różańcowe szepty, splecione z szeptem Najświętszej Matki, zmieniają nawet najbardziej zastaną rzeczywistość ludzkiej egzystencji. Ta codzienna modlitwa nadaje sens każdemu przeżytemu dniu. Skoro bowiem poświęciliśmy choć chwilę na kontemplację tajemnic różańca świętego, dzień ten w Boskiej Księdze nie będzie nigdy zapisany jako stracony. Módlmy się Nowenną Pompejańską, bo kto nie próbuje otrzymać łaski, nie walczy o nią, ten nigdy nie pozna siły tej niezwykle skutecznej modlitwy.

 

8
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
8 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
0 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
8 Autorzy
ElżbietaMonikaBeatalukomm Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Piekne swiadectwo.Dziekuje!

danusia
Gość
danusia

Piękne świadectwo

Marysia
Gość
Marysia

Pekno swiadectwo jak widac Pan Bog nigdy nas
nie pozostawia samych sobie jak tylko zwrocimy sie do niego o pomoc.

mm
Gość
mm

Piekne swiadectwo napisane stylistyczna i bardzo melodyjna polszczyzna. Ja odmawiam moje NP tez od 2013 roku jest ich juz bardzo duzo przestalam liczyc ile. Takze w codzyslowie bramy nieba obite sa od kolatania moimi rekoma a czasami musze sie tak naprzykszac ze pewnie Najwyzszy ma mnie juz dosyc ale jak o tym pomysle ,otwieram Pismo Swiete i trafiam na Slowo Boze proscie a bedzie wam dane………Moje prosby sa rozne czasem bardzo trudne nawet jak nigdy nie beda wysluchane to odmawiam rozaniec na Twoja Czesc Krolowo Rozanca Swietego.Kiedys gdzies slyszalam ze zadna modlitwa nie ginie a co dopiero rozaniec ,ktory odmawiany… Czytaj więcej »

luko
Gość
luko

Może to głupie porównanie. Ale dziś oglądałem mecz POLSKA-ROSJA w ręczno. Był karny, bardzo ważna chwila w trakcie meczu. Myślę sobie Panie Boże niech Szmal to ochroni, i tu pech niestety nie obronił. Myślę sobie mecz przegrany. A pod koniec meczu Polacy odrobili parę punktów. I udało im się wygrać jednym punktem. I tak sobie myślę, że to nie ma tak że Bóg mnie nie wysłucha mojej intencji. On ja wysłucha tylko tak spełni żeby było dużo dużo lepiej.

Beata
Gość
Beata

Wzruszające świadectwo napisane pięknym językiem. Dziękuję

Monika
Gość
Monika

Przepiękne pokrzepiające świadectwo, tego mi było trzeba 🙂 dziękuję.

Elżbieta
Gość
Elżbieta

Świadectwo pisane niczym ręką Boga! NIesamowite! Błogosławieństwa Bożego na każdy dzień życzę 🙂

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące