Marcin: 41 dzień…

Witam. Dziś jest 41 dzień kiedy odmawiam Nowennę Pompejańską. Chciałem podzielić się z wszystkimi dotychczasowymi przeżyciami. Otóż moją intencją jest powrót dziewczyny. Odkąd zacząłem odmawiać Nowennę wszystko zaczęło podążać w kierunku odwrotnym niż się modliłem. Dziewczyna związała się z innym, powoli traciłem więzi ze znajomymi. Miałem różnego rodzaju załamania, nie mogłem znaleźć swojego miejsca, byłem bezsilny, ciągle myślałem o tym żebyśmy do siebie wrócili. W tej sprawie niestety nic się nie poprawiało. Do Nowenny zacząłem dokładać „Anioł Pański”, modlitwę do św. Rity oraz modlitwę do Jana Pawła II o spełnienie intencji. Lecz nic nie pomagało. Wczoraj miałem kryzys wiary, trochę zwątpiłem że moja intencja zostanie wysłuchana. Jestem wyczerpany tym wszystkim, nic nie idzie w lepszym kierunku a ja jestem przez to coraz bardziej rozbijany. Lecz nie chcę rezygnować. Do odmawiania nowenny przystępowałem z pełnym optymizmem, wiedziałem że jest to moja ostatnia deska ratunku w tej sytuacji. Niestety sytuacja wygląda cały czas źle i nie zanosi się na poprawę. Nowennę dokończę a po skończeniu zabiorę się za następną, gdyż jeśli nam na czymś zależy to musimy o to walczyć, to hartuje człowieka i pokazuje czy jesteśmy warci nagrody. Dotychczasowe 41 dni Nowenny nie przyniosły żadnych owoców, nie otrzymałem żadnych łask. A przecież Matka Boska zapewniła że każdy kto odmówi Nowennę zostanie przez Nią wysłuchany. Ale czy można prosić bezskutecznie o jedno? Przecież dziewczyna powiedziała mi że „na pewno nigdy do siebie nie wrócimy, nigdy Cię już nie pokocham”. Ale wierzę że modlitwa ma silniejszą moc niż słowo. Niestety teraz mam moment zwątpienia, kryzys. Gdyż nawet modlitwa mnie zawodzi w dotychczas najważniejszej intencji w życiu a od kilku tygodni jest beznadziejnie. Niezmiennie… Czy te pozostałe 13 dni może przynieść zmiany których dotychczas nie było? A może intencja spełni się ale po kilku miesiącach/latach a to jest dla mnie tylko test jak bardzo jest ta osoba dla mnie ważna?

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

267 myśli na temat „Marcin: 41 dzień…

  1. Mógłby ktoś sprawdzić czy dobrze obliczyłam swoją nowennę. Zaczęłam 8 grudnia część błagalną, cześć dziękczynną zacznę 4 stycznia, całą skończę 30 stycznia. Coś mi ubzdurało się, przeczytałam gdzieś, że powinnam 2 lutego. Dziękuję za odpowiedź.

  2. U mnie wciąż źle, wciąź kocham, wciąż myśle, żadnej poprawy. Nie da rady tak żyć. Jak można mieć nadzieje skoro wiem że tej intencji nie wymodle, że i tak się nie spełni?

    • Módl się o szczęście dla Tej, którą tak bardzo kochasz, jeśli Ją naprawdę kochasz skoncentruj się na Jej szczęściu nie na swoim. A czy Jej szczęście obejmuje również Ciebie – czas pokaże, Twoja pokora powinna być w moim odczuciu nagrodzona.

    • Przstań źlamdać, weź sie za odkochiwanie. Miłość to tylko chemia, emocje. Przestań o tym myśleć to ci przejcie do 3 miesięcy. Zajmij sie czymś

      • Aga wierz mi to zostaje na zawsze,mozna zyc inaczej i tez bedac szczesliwy,ale gdy spotka sie ta osobe co tak sie ja kocha nieszczesliwe to wszytko wraca.Marcin u mnie tez bez wiekszych zmian

        • Piotrek wierz mi, odkochiwałam się 2 razy, byłam młoda i głupia, miałam 20 lat, a teraz nic nie czuje to tylko wspomnienie z młodości. Trzeba zrobić wszytko, żeby niedokarmiać emocji, bo to tylko emocje, zwązek chemiczny zachodzący w mózgu. Nie modlić się za tą osobę, nie wspominać, odwaracać myśli kiedy się przypomni. To tudne ale w zależności od siły emocji od 3 do 6 misięcy można się odkochać. Miłość, to tylko wtedy jest prawdziwa i ma sens jeżeli jest odwzajemniona.

          „Należy obecnie przejść do problemu wzajemności. Każe on spojrzeć na miłość mężczyzny i kobiety nie tyle jako na miłość x do y oraz y do x, ile raczej jako na coś, co istnieje pomiędzy nimi. Wzajemność związana jest ściśle z miłością „pomiędzy” mężczyzną a kobietą. Warto zwrócić uwagę na ten przysłówek. Sugeruje on, że miłość nie jest tylko czymś w kobiecie i czymś w mężczyźnie – w takim razie, bowiem byłyby właściwie dwie miłości – ale jest czymś łącznym i jednym. Liczebnie i psychologicznie biorąc, są dwie miłości, ale te dwa odrębne fakty psychologiczne zespalają się i tworzą jedną obiektywną całość – poniekąd jedyny byt, w którym zaangażowane są dwie osoby.
          W związku z tym pozostaje stosunek „ja” do „my”. Każda osoba jest jakimś „ja”, jedynym i niepowtarzalnym. Owo „ja” posiada swoje wnętrze, a dzięki niemu jest jakby małym światem, który w istnieniu zależy od Boga, a równocześnie jest samodzielny w sobie właściwych granicach. Droga od jednego do drugiego „ja” prowadzi tedy poprzez wolną wolę, poprzez jej zaangażowanie. Droga ta może jednak prowadzić tylko w jednym kierunku, np. od x do y. Wtedy miłość do osoby jest jednostronna. Posiada ona wprawdzie swój wyraźny i autentyczny profil psychologiczny, ale nie posiada tej obiektywnej pełni, jaką daje jej wzajemność. Nazywa się ją wtedy miłością nieodwzajemnioną, wiadomo zaś, że miłość nieodwzajemniona łączy się z przykrością, z cierpieniem. Miłość taka utrzymuje się nieraz nawet bardzo długo w swym podmiocie, w osobie, która ją przeżywa, ale dzieje się to mocą jakby wewnętrznego uporu, co jednak raczej zniekształca miłość i odbiera jej właściwy charakter. Miłość nieodwzajemniona skazana jest naprzód na wegetację w swoim podmiocie, a później na stopniowe konanie. Nieraz nawet konając sprawia, że wraz z nią obumiera również sama zdolność miłowania. Nie zawsze jednak dochodzi do tej skrajności.
          W każdym razie widać dość jasno, że miłość z natury swojej nie jest czymś jednostronnym, ale czymś obustronnym, czymś „pomiędzy”‚ osobami, czymś społecznym. Jej pełny byt jest właśnie między – osobowy, a nie jednostkowy. Jest ona ściśle związana z siłą łączenia i jednoczenia, a przeciwna z natury jej dzieleniu i izolowaniu. Do pełni miłości trzeba, ażeby droga od x do y spotkała się z drogą od y do x. Miłość obustronna stwarza najbliższą podstawę do tego, aby z dwóch „ja” powstało jedno „my”. W tym tkwi jej naturalna dynamika. Aby zaistniało „my”, nie wystarczy sama tylko miłość obustronna, bo są w niej mimo wszystko jeszcze dwa „ja”, chociaż w pełni już predysponowane do tego, aby stać się jednym „my”. O zaistnieniu tego „my” w miłości decyduje właśnie wzajemność. Wzajemność ujawnia, że miłość dojrzała, że stała się czymś „pomiędzy” osobami, że utworzyła jakąś wspólnotę, a w tym realizuje się jej pełna natura. Wzajemność do niej właśnie należy.” – Miłość i odpowidzialność Karol Wojtyła

  3. 4 min do nowego roku, siedzę sam, dziś kilkukrotnie pojawiały się łzy w moich oczach. Powód – znany tu wszystkim. Ponadto dowiedziałem się od byłej, że już na pewno nie wrócimy (zupełnie błahy i niezrozumiały powód). A chciałbym złożyć świadectwo, które umacniało by każdego. Niestety, nie mogę. Modlę się za tą osobę. Modlę się o tą osobę codziennie i o jej szczęście. Pozdrawiam!

  4. Właśnie spędzam sam sylwestra. W dodatku dowiedziałem się od byłej że już nigdy na pewno nie wrócimy. Kolejny dzień kiedy łzy cisną do oczów. Codziennie modlę się o Jej szczęście, o Nią. Pozdrawiam Was, życzę szczęścia w tym nowym, 2014 roku. Najgorszy rok w życiu…

  5. Cześć Marcin chciałam sie podpisać do tego co napisałeś dla mnie też to był najgorszy sylwester w zyciu ….dowiedziałam się że mój byly dobrze się bawi ze swoja nową rodziną mowi o nich moja rodzina a ze mną nie chciała w ogole chcieć ……płakalam caly wieczor i nie widzę poprawy w swoim zachowaniu :(:( najgorsze jest to że każdy zapoznany facet bardzo mi przypomina jego …a co no nowych znajomości chcą mną się tylko zabawić

  6. Witam, dziś prawdopodobnie ostatni raz zaglądnąłem na tą stronę. Zamieszczone tu świadectwa dodawały mi otuchy podczas odmawiania nowenny, Wasze komentarze wspierały mnie. Dziękuję Wam za to. Lecz niestety ani modlitwy ani Nowenna nie pomogły mi w moich problemach, wszystko potoczyło się inaczej. Życze Wam wszystkiego co najlepsze, spełnienia intencji oraz abyście nie odeszli od wiary. Pozdrawiam!

      • Ani a przed dostaniem drugiego życia, jaka była Twoja wiara? Marcin tez jakby wymodlił to o czym marzy, też by wychwalał Boga. Wiem że strasznie egoistycznie, ale z reguły silną wiarę mają Ci co dostaną 🙂

        • To o co się modlicie i czy dostajecie czy nie, nie ma nic wspólnego z silną czy słabą wiarą. To egoistyczny upór człoweka, że „musi być po mojemu”. Pięć nowenn odmówiłam i nie zostałam wysłuchana, nie wierze już że zostanę wysłuchana. To znaczy, że nowenna nie działa? Tak, modlitwa nie jest po to żeby wymodlać cuda dla siebie, żeby zadziałała jak magiczne zakęcie, modlitwa jest po to żeby rozmawiać z Bogiem. Też się dałam nabrać na tę „cuda czynącą modlitwę”. Teraz jestem mądrzejsza: cuda czyni Bóg, kiedy chce, jakie chce i komu chce. Myślicie, że Bóg nie pomaga tym, którzy się nie modlą, otóż pomaga. Nie mam nic przeciwko Różańcowi Świętami, ale przeciwko temu jak się go traktuje, jako magiczne zaklęcie do wymodlenia egoistycznych łask. Dziewczyna odchodzi od chłopaka, a chłopak uparcie się modli żeby wróciła. Nie ważne co chce dziewczyna ważne co chłopak chce. Albo słynny z forum przypadek, dziewczyna zakochała się w chłopaku, on odrazu mówi że nie jest zainteresowany, a ona upracie modli się żeby się w niej zakochał i odmawia w tej intencji kilka nowenn a potem się obraża, że nie działa. Paranoja na pranoi. Muszę się przyznać, że ja też kiedyś uległam takiej paranoi. Teraz wystarczy mi jedno Zdrować Marjo.. albo jenda część różańca, bez przesady.

          • A co w przypadku gdy dziewczyna odchodzi od Cb bo się powiedziało nie miłe słowa chociaż prawdziwe, (jednorazowe zachowanie tej dziewczyny to sprawiło że powiedziałem jej troche nie miłych słów). Później Ona czekała na mnie aż się odezwe a miałem prawo czekać bo Ona się źle zachowała nawet bardzo źle ale ja się nie gniewałem. Chciałem tylko żeby zrozumiała, i to tak trwało że wkonću do mnie napisała żebym przyszedł, spędziliśmy razem super dzień. Na drugi dzień to samo i wróciłem do domu i napisałem że ją kocham a Ona się na mnie wydarła że czemu jej tak napisałem jeżeli ona o tym wie. No i znowu był kwas między nami i to tak trwało do walentynek kiedy dostała kwiaty od kogoś i myślała że ode mnie. Zadzwoniła i sie dowiedziała że nie ode mnie i była bardzo rozczarowana. Oczywiście stwierdziła że mi nie zależy. Pisaliśmy jeszcze po tym wszystkim ale ona sie uparła że nie chce już ze mną być bo to nie ma sensu itd. ja prosiłem, mówiłem że ją kocham ale nic to nie dało. Pisała mi że zawsze mnie będzie kochać i moje serce należy do mnie. Później sie spotkaliśmy przypadkiem i spędziliśmy razem noc na rozmowie patrzeniu w oczy, przytulaniu. Niestety wyglądało to tak jakby Ona sama ze sobą walczyła, żeby się tylko nie złamać („Kocham Cię ale nie chce już z Tobą być”). Miesiąc później miała już innego. Więc nie rozumiem tych tekstów. Wiem że napewno mnie kochała bo to poprostu było widać, słychać i czuć. I teraz moje pytanie, czy ja nie mam prawa prosić Boga o to żeby Ona „myślała” sercem a nie rozumem? Żeby ją jakoś Bóg nakierował? Ja nie proszę o miłość bo ona już mi ją okazała. Proszę tylko o to żeby Bóg nakierował ją na tą miłość bo nie warto tego tracić przez jakieś głupie nieporozumienia i sprzeczki. Przynajmniej takie jest moje zdanie

    • Marcin oglądałeś filmik na you tube jak Piotrek z Jackiem opowiedział o swoim nawróceniu ” wyrwani z niewoli” ? Czy Ty miałeś tak potargane swoje życie kiedykolwiek ? Zobacz, że z największego bagna można się wyzwolić i uzależnić od Boga, dzięki Jego Miłosierdziu, dzięki wstawienniczym modlitwom, chociażby kilku Zdrowaśkom , nie mówiąc już o Nowennie Pompejańskiej trwającej 54 dni. Nie wierzę w to, że modlitwa Ci nic nie pomogła, nie wierzę w to żeby nie przemieniła Twego życia na lepsze, nie wierzę żebyś nie dostrzegł w ogóle żadnej pozytywnej zmiany w swoim życiu dzięki temu, że trafiłeś tu, na tą stronę. Nic nie dzieje się bez woli Boga. Rozmyślałam też nad problemem dopadającym człowieka, choć tego nie chce – onanizmu. Rysiek i ktoś jeszcze o tym mówił, ksiądz Pawlukiewicz w kościele w Warszawie i na you tube też o tym mówił, że bardzo często się obwiniamy, że jesteśmy grzeszni i żądamy za to należnej kary, ale tak sobie myślę, czy to nie jest łaska Boża, że nie musisz wychodzić z domu i wydawać pieniędzy i narażać swojego zdrowia i moralności idąc do domu publicznego, albo co gorsza czatować na jakąś niewinną osobę zza krzaków, żeby ją zgwałcić i pogrążyć się w jeszcze większym grzechu i wylądować być może w więzieniu lub zgrzeszyć z żoną przyjaciela i mieć wyrzuty sumienia i żyć w obłudzie i grzechu. Nigdy nie powinniśmy się nienawidzić za to, jacy jesteśmy, ale wszelkie sprawy powierzać Pan u Bogu. W każdej dziedzinie życia potykamy się codziennie na jakichś drobiazgach, a to przeklniemy, a to coś złego o kimś powiemy, a to nie dopełnimy przez lenistwo obowiązków, a to za dużo wypijemy, czy zjemy, za mało czasu poświęcimy swoim dzieciom, zamiast np. mówić im o Bogu, czytać właściwe lektury, modlić się z nimi razem, zamiast samemu w ukryciu, i tysiące innych sytuacji o których godzinami mógłby mówić każdy z nas. O to jednakże chodzi, by te swoje niedociągnięcia powierzać Bogu i do Niego ciągle się zwracać myślami, żeby pokazał nam właściwy kierunek naszej poprawy w każdym aspekcie życia. Taki Piotrek – nikt mu nie zazdrości przeszłości-przynajmniej nie powininien, ale entuzjazmu ze znajomości z Bogiem to już można zazdrościć. Ale że zazdrość nie jest cnotą należy się skoncentrować na tym, co ja ze swoim bagażem doświadczeń mogę dać drugiemu człowiekowi- w którym chcę widzieć Boga i jak w swoim codziennym życiu mam pokazać, że Bóg jest moim motorem, bo każdy z nas ma misję na tej ziemi do wypełnienia, jeśli jest szczęśliwy i nic mu już do szczęścia więcej nie brakuje – powinien o tym krzyczeć z wdzięczności i cieszyć się na spotkanie z Bogiem po śmierci, albo nawet w każdej sekundzie życia oczekiwać, że gdyby Pan Jezus stanął przede mną, to biłbym Mu pokłony dzękując za ogrom łas. A jeśli dostrzegam, że mnie jest dobrze, ale są inni wokół mnie mniej szczęśliwi, to powinienem modlić się, błagać, żebrać by Pan Bóg zechciał również okazać Miłosierdzie dla moich bliskich, albo nawet nieprzyjaciół. Ktoś wspomniał, że modlił się na fałszywym różańcu. Sprawdziłam, rzeczywiście są takie z pentagramami i czaszkami diabelskimi, z wężem kąsającym P. Jezusa. Pomyślałam sobie, jak to trzeba uważać, żeby nie dać sobie takiego wcisnąć. Ale moje dalsze przemyślenia poszły w stronę modlitwy za tych, którzy są opętani przez szatana i nieświadomie lub z premedytacją szerzą złe praktyki, są wyznawcami sił piekielnych. Czy oni nie zasługują na to, żeby się modlić za ich nawrócenie . Czy Panu Bogu nie byłaby miła nasza odważna postawa, żeby spojrzeć na zło i powiedzieć, że chce się z nim zmierzyć, zawalczyć i zabiegać o to, by każdą zbłąkaną owieczkę przyprowadzić przed ołtarz, by mogła odnaleźć zbawienie w Chrystusie – doznać takiej przemiany duchowej, jak miał okazję doświadczyć tego Piotrek – wyrwany z niewoli. Od teraz pragnę być takim Piotrkiem, który nie wstydzi się swojego błądzenia, ale najważniejsze, że znalazł miłość swego życia, którą jest Jezus Chrystus i On jest treścią jego życia. A to, że ma obecnie dziewczynę, z którą żyje w czystości, to jest tylko dodatek, który również może zawdzięczć Bogu. Ja będąc mężatką często powtarzam swojemu mężowi, że go kocham, ale że jest Ktoś, kogo kocham bardziej i nie widzę przeciwskazań oraz nie będę odczuwała zazdrości, gdy on to samo oświadczy mi, a wręcz będę się jeszcze bardziej radować, że naszą wspólną miłością jest Jezus Chrystus, który pomoże nam właściwie wychować nasze dzieci i szanować naszych rodziców i odczuwać nawet radość z sexu-bo ona jest o wiele większa, gdy myśli się o Bogu. Nawet, gdy czasem idzie coś nie tak, nie ma się ochoty na to, czy owo, czy to w sexie, czy też w innych codziennych sytuacjach związanych z prozaicznym wypełnianiem obowiązków, to gdy ma się śwaidomość, że Bóg jest przez nas zaproszony do naszego życia na każdą chwilę naszego życia – w smutkch i radości, w uniesieniach oraz bólu i rozpaczy, w bezsilności oraz w chwilach zrywów entuzjazmu – można liczyć na to, że zostaniemy poprowadzeni we właściwą stronę i wytrwamy w entuzjaźmie, jeśli dotyczy spraw, które się Bogu podobają, jak również podniesiemy się z każdego upadku, gdy zabraknie nam chwilowo sił do pokonywania swoich słabości.

    • Marcin,a czy nie pomyślałeś,że Pan Bóg przeznaczył dla Ciebie kogoś innego?Może zamiast uparcie trwać przy swoim,spróbuj pomodlić się po prostu o dobrą żonę 🙂 z Panem Bogiem

      • zgadzam się w 100% z Gościem, skoro tyle osób Ci to sugeruje, musi w tym chyba coś być:), dziś nie widzisz innej drogi, pewnie tęsknisz, ale jednak jest coś w powiedzeniu „czas leczy rany”, głowa do góry:)
        modlitwy do św. Józefa bardzo pomagają w takich sprawach

  7. To niepotrzebnie podajemy intencje, skoro ma być to rozmowa to powinniśmy rozmawiać i tyle. Ta nowenna jest źle napisana.

    Tylko to nie jest szczęśliwe życie, jeśli się ma inne pragnienia niż to co się dostaje. Źle zostałam stworzona, nie powinnam mieć pragnień, chęci zmian, poprawy czegoś bo to interesowne. Cała ideologia naszej wiary jest źle napisana, przemyślana, może niepotrzebnie się „męczymy” tymi formułkami. Tylko po co teksty, że to broń na szatana itp. To chyba sam szatan wymyśla takie teksty.

    • Zgadzam się, że ta nowenna jest źle przedstawiona. Różaniec to modlitwa kontempalcyjna, a nie akt strzelity. Ta nowenna powinna być medytacją nad sowim konkretnym pragnieniem (intencją), rozmyślaniem razem z Matką Bożą nad problemem, szukaniem razem z Matką Bożą rozwiązania, a nie zmówienie 54 różańcy i Matko Boża dawaj to co zamówione było.
      Pragnienia rodzą się w sercu, to zalezy od tego jakie kto ma serca takie będzie jego pragnienie, pragnienie to tchnienie Ducha Świętego lub egoistyczna chęć posiadania. Gdyby człowiek nie miał pragnien nie miał by po co żyć, nie miał by celów w życiu. Pragnienia mogą być dobre ale mogą być złe, egoistyczne. Św. Franciszek modli się, żeby nie tyle szukać miłości co kochać, nie tyle szukać zrozumienia co rozumieć innych, nie tyle szukać pocieszenia co pocieszać, ponieważ dając otrzymujemy. Najprostsza modlitwa to taka, jeśli czegoś pragniesz to to daj komuś wtedy otrzymasz to spowrotem.
      Tak masz rację nie potrzebnie „męczymy się” tymi formułkami, również znaczenie ma modlitwa własnymi słowami, a dla Boga i Matki Bożej największe znaczenie ma modlitwa własnymi czynami.

    • Rozpoczynamy modlitwę – Nowennę Pompejańską wtedy, gdy się na nią natkniemy, gdy ktoś nam ją poleci i posiadamy w tym momencie życia jakieś pragnienia-to chyba dobrze, że je posiadamy. Ale te regułki opracowane prze Bartola Longo, który bardzo błądził w swoim życiu, jak wielu zresztą doprowadziły go do pewnych przemyśleń i wdzięczności Najświętszej Matce i w takie słowa ubrał swą wdzięczność i taką znalazł receptę dla wielu-wygodną. Ty Agnieszko się buntujesz, że jest ta modlitwa źle napisana, że wprowadz w błąd, bo nie wszystkie modlitwy są wysłuchane. Uwierz, że nie wszyskie moje intencje już się spełniły i nawet nie czepiam się myśli, że muszą się wkrótce spełnić, bo tak zostało obiecane. Wiem, że modliłam się o coś, co w danym momencie mojego życia było dla mnie sprawą pierwszej wagi, omodliłam, zastanowiłam się nad kolejną ważną sprawą w następnym momencie mojego życia i rozpoczęłam omadlanie kolejnej sprawy, nie tkwię uparcie przy omodlonej już raz sprawie, bo wiem że tym się już Bóg zajął w Niebie i nigdy o tym nie zapomni. Jeżeli to coś będzie mi do szczęścia, zdaniem Boga potrzebne, na pewno ześle mi to w najbardziej odpowiednim dla mnie, zdaniem Boga, momencie. Zawierzam wszystkie sprawy Bogu, tylko Jemu mogę bezgranicznie ufać, sobie nie zawsze, bo jestem tylko słabym człowiekiem, nie wiem, czy to o co proszę usilnie i namolnie, bo tak mi się tylko może wydawać, że to mnie uszczęśliwi, tak w rzeczywistości nie byłoby dla mnie czymś złym i ponad miarę do uniesienia. Widzę, że takie moje myślenie daje mi siłę, żeby nie tkwić w martwym punkcie, tylko wciąż pragnę rozmowy z Bogiem i wciąż dopytuję się, co Panie Boże powinnam czynić, jak myśleć, jakich argumentów używać, żeby niczego nie nadużyć, tylko żeby wszystko pochodziło od Ciebie i Tobie się podobało.
      Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie Agnieszko, żebyś Ty ze swoją pomysłowością i przeżyciami, jakie zafundowałaś sobie przez obcowanie z Nowenną Pompejańską wprowadziła jakieś udoskonalenia, które pomogą innym, podniosą ich na duchu, nie pozwolą się nikomu zniechęcić w modlitwie i w poszukiwaniu recepty na otrzymanie potrzebnych łask. Przecież również Ty możesz być Tą wybraną- posłaną do ludzi, żeby im swoją wiedzą i mądrością lub intuicją lub natchnieniem Bożym dać jakąś inną skuteczniejszą formułkę do modlenia. Człowiek dzięki miłości Bożej może Go szukać na różne sposoby i to się Bogu będzie podobać. Zaproponuj nam coś, co w Twoim odczuciu byłoby bardziej adekwatne do współczesności. Nie wszyscy muszą się z Tobą zgodzić, ale może niektórym pomożesz by trwali na modlitwie, bo tylko w niej jest nadzieja, by nasze życie mogło stawać się bardziej wartościowe i by przybliżało nas do świętości, a tym samym do Boga.

      • JOANNO ja tkwię w lekkiej beznadziei, nie mam weny na pisanie formuł, odniosłam się tylko do wpisu Agi, wyciągam jakieś wnioski z tego. Ja szukam po prostu punktu zaczepienia, modlę się, ufam Matce, czytam, że Bóg pomaga komu chce, nawet tym go się nie modlę i wpadam w rozpacz, bo nie widzę sensu, jeśli i tak On wysłucha kogo chce. Ja 4 stycznia zacznę część błagalną a nie widzę żadnej łaski nawet najmniejszej w związku z moją intencją, a modlę się o stałą pracę, więc to nie jest jakaś niemożliwa do spełnienia intencja.

        • Mój wpis o 11:41 był do Joanny.
          Agnieszko doskonale cię rozumiem, drugi rok nie mam pracy, też modliłam się nowenną w tej intecji. Rozumiem twoją beznadziejność. Bóg wysłuchuje kogo chce, nawet tych co się nie modlą, ale wysłuchuje też tych którzy się modlą. Też nie widzę sensu w byciu bez pracy i z każdą rozmową kawalifikacyjną słuchaniu, że się nie nadaję, po dwóch latach wychodzi na to, że się do niczego nie nadaję. Nie modlę się o znalezienie pracy, ale o to żbym miała za co żyć i żeby nie zwątpiła w siebie, nie starciła poczucia własnej wartości. Nie podam ci magicznej forumuły, po której znajdziesz pracę bo sama bym ją chciała znać. To że są ludzie bez pracy nie jest wolą Bożą, ale wynikiem wielkiej niesprawiedliwości ludzi. To przez ludzi nie mamy pracy, a nie przez Boga. Czemu nam Bóg nie da pracy skoro o to prosimy, bo Bóg nie daje pracy tylko ludzie. Tylko człowiek swoimi czynami może zablokować Boga, brak wiary, egoizm, niesprawiedliwość, chciwość, wyzysk.
          Nie ma co się modlić na siłę, czasami wystarczy krótka rozmawa z Bogiem o tym jakie to wszytko jest beznadziejne.

      • Modlitwa to rozmowa z Bogie i tyle, najlepiej rozmawiać szczerze, a nie szukać nowoczesnych form pasujących do współczesności. Co to znaczy omadlać jakąś sprawę, to brzmi jak odprawiać rytuał. Mam sprawę do Boga to mówię o co się mi rozchodzi, tylko dla tego, że ja tego potrzebuj, potrzebuje samej sobie to wyartykułować, albo się wyżalić, bo ja zanim coś zapragnę lub pomyślę to Bóg już wcześniej wie że ja tego zapragnę i do niego z tym przyjdę. Rozmawia się po to żeby był dialog, żeby tworzyła się wieź, realacja. Najgorsza kłótnia nawet z Bogiem jest lepsza od milczenia.

        • Ja się modlę, rozmawiam, czasem pokłócę z Bogiem, płacze, już nie wiem co mam robić. Chociaż mnie rozumiesz bo jesteś w tej samej sytuacji. Nie wiem po co ja mam żyć tutaj. Czasem modlę się tez o śmierć, ale tez nie jestem wysłuchana. Nie prawdą jest, że każdy ma tu jakaś misję. Przynajmniej ja jej nie mam. Pozdrawiam.

        • t
          Tak, rozmowa z Bogiem ,tylko, że wtedy kiedy łzy zalewają ci oczy, gardło jest tak ściśnięte, że nie możesz wykrztusić słowa, rozpacz rozsadza ci serce, że myślisz, że lepiej by było dla ciebie, żeby ci pękło i skończyły się te męki dla ciebie na tym łez padole, wówczas masz gotową modlitwę, słowa proste i dające nadzieję, zdrowaśkami możesz wypełnić pustkę, beznadziejność, rozpacz i złe podszepty, które na brzmienie – tej deski ratunkowej – wypowiadane – choćby tylko w myślach – mogą dać ci ukojenie. I dają ! W różnej przestrzeni czasowej -ale dają. Wstajemy, być może nie zdając sobie sprawy, że na barkach Pana Jezusa, ale dopóki nie dotrze do nas prawda, że musimy i my dopomóc Panu Jezusowi w dźwiganiu Jego krzyża za nas, tak długo On nas będzie wspierał. Aż w którymś momencie przestaniemy się nad sobą użalać, dostrzeżemy, że nasze cierpienia są niczym w porównaniu z mękami Pana Jezusa i to powinno dodać nam sił, by stanąć u Jego boku i dźwignąć ten krzyż samodzielnie, a nawet pomóc drugiemu, który ma gorzej od nas.

        • Agnieszko, przerabiałam to co ty teraz przeżywasz. Chce ci teraz powiedzieć, że to mija, że każda osoba bez pracy lub stałej pracy to przeżywa i że praca nie jest rozwiązaniem. Sens życia nie polega na spełnianiu jakiejś misji, na pracy, na związku małżeńskim, na urodzeniu dziecka. Sens życia polega na poznawaniu siebie, odkrywaniu siebie i dawaniu siebie innym, a pieniądze same przyjdą. Jeszcze tego nie wiesz jaką jesteś cudowną osobą, do jakich pięknych rzeczy jesteś zdolna. Wiem, że obecnie kogoś to ma pracę się szanuje, a ten co jest bez pracy to nieudacznik i patologia. Ale nie ważne co o tobie ludzie pomyślą, ważne co o tobie Bóg pomyśli. Ciesz się tym, że masz niestałą pracę, że jesteś piękna kobieta. To tylko etap w twoim życiu, raz jest lepiej raz gorzej, wszytko się zminia.
          Psalm 139
          „Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
          Ty utkałeś mnie w łonie matki.
          Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
          godne podziwu są Twoje dzieła.
          I dobrze znasz moją duszę,
          nie tajna Ci moja istota,
          kiedy w ukryciu powstawałem,
          utkany w głębi ziemi.
          Oczy Twoje widziały me czyny
          i wszystkie są spisane w Twej księdze;
          dni określone zostały,
          chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.”

        • No i dotknęłaś tematu – niesprawiedliwości płynącej od ludzi, wyzysku, rozwarstwienia społecznego, masonerii polityków wpatrzonych w osiąganie korzyści dla siebie i wąskich kręgów rodziny i zaprzyjaźnionych lub tych którzy dali łapówkę. Tych którzy czerpią korzyści z promowania wojen, by nie zginął fach produkowania broni, by czasem kosztem swego nawet społeczeństawa udowodnić światu, że potrzebne są rządy twardej ręki, bo inaczej : rebelie, ataki terrorystyczne itp.
          Tak jak trzeba się modlić za siebie samych, tak jeszcze gorliwiej trzeba się modlić za wielkich tego świata, żeby Bóg natchnął wszystkich polityków Duchem Świętym, żeby ci którzy chcą dobrych rządów mieli siłę się przebić przez gąszcz zła i promować i wdrażać w życie dobre pomysły, natomiast tych, którzy w sposób bezpardonowy, oszukańczy, nie mający pokrycia z ideami głoszonymi przed wyborami, po dostaniu się do władzy upatrują tylko własnych korzyści nie dbając o swoje dobre imię, o przejście do historii w sławie, nie przejmują się opinią ludzi, dzięki którym zostali wybrani i zapominają, po co zostali przez nas wybrani – ulegli rozszyfrowaniu i kompromitacji lub sami stanęli w prawdzie i potrafili się do błędów i zakłamania przyznać oczyszczając publicznie przed całym światem-może wówczas obserwując ich bacznie zasłużą na drugą szansę.
          I przede wszystkim, starajmy się być ludźmi zarówno rozmodlonymi, jak też konsekwentnymi w swoich wyborach, nie tchórzliwymi, którzy mówią, że i tak nie mają wpływu na politykę, bo i tak każdy jak dostanie się do władzy, to już o wyborców nie dba, w związku z czym nie ma po co na wybory chodzić, marnować swój czas i najchętniej przekreślamy wszystkich unieważniając tym samym głos, który być może, za wstawiennictwem naszych pobożnych modlitw mógłby dostać ktoś, komu jednak warto zaufać i powierzyć swoją i następnych pokoleń przyszłość. Ja nie znam nazwiska takich osób, nie należę do żadnej partii, najchętniej głosowałabym na przedstawicieli Boga Żywego, tylko jak ich rozpoznać. Ale dopóki mamy taką formę żądzenia i określoną ilość osób do wybrania, wiem, że nie wolno dawać glejtu zaufania tym, którzy wyraźnie Boga się wypierają, bluźnią, walczą z krzyżem, sieją demoralizację. Gdy już się zawęzi grupa ludzi o tych wyeliminowanych, należałoby przyjrzeć się bardziej wnikliwie tym, którzy wydają się być obiecujący dla świata, poszperać w ich życiorysach, prześledzić wcześniejsze wypowiedzi-obietnice wyborcze z rzeczywistą postawą w odniesieniu do uchwalania późniejszych ustaw. A gdy wyeliminujemy tych, którzy byli gołosłowni, postawić na tych, którzy są najbliźsi prawdy i modlić się za nich żeby im się udało zrealizować plany zgodne z naszymi oczekiwaniami i zgodnie z wolą Bożą. Skoro nie ma dla Boga rzeczy niemożliwych, to dlaczego nie możemy wymodlić poprawy w rządach naszego kraju, jak również wszystkich innych na całym świecie. W tym może nam dopomóc uczestnictwo w krucjacie różańcowej za ojczyznę – to tylko 10-ć Zdrowaś Maryjo-każdego dnia, cóż to za skromny dodatek do naszych Nowenn Pompejańskich składających się z sami wiecie ilu Zdrowasiek.
          Chcąc trochę rozbudować intencję i dowiedzieć się o sile analogicznej krucjaty np. na Węgrzech, można na tej stronie wpisać w wyszukiwarkę w miejscu okienka : wpisz szukaną frazę i enter tylko jedno słowo :KRUCJATA.

        • Ksiądz w mojej parafi użył w kazaniu o tym jakimi jesteśmy chrześcijanami pewnego porównania z dziedziny polityki. Mianowicie zadał pytanie, czy chcąc się nazywać prawdziwymi chrześcijanami zachowujemy się tak, jak to powinien czynić każdy obywatel względem państwa, że płacimy podatki, chodzimy na wybory, itd. Stąd moje nawiązanie do polityki. Bo będąc chrześcijanami mamy prawo i obowiązek chodzić do kościoła, korzystać z sakramentów, tak jak analogicznie ma prawo i obowiązek do powinności wobec państwa każdy obywatel danej narodowości w swoim kraju.
          A hierarchia – grupa ludzi sprawujących władzę tworzy układ elementów struktury uporządkowanej od najwyższych do najniższych wg określonej struktury. Nie należymy do tej hierarchii, ale to co ona ustali ma wpływ na nasze życie. Tak więc Twój przyszły pracodawca i jego postępowanie jest uzależnione od tego, co ustalą, jakie przepisy wprowadzą nasi wspólni hierarchowie, bo należymy do społeczeństwa – jednego zarówno Twój pracodawca, jak i Ty. Czy gdyby sytuacja była odwrotna i Ty byłabyś przedsiębiorcą, który ma związane nieraz ręce, mówiąc delikatnie niezbyt mądrymi przepisami, przyjęłabyś pretensje ludzi do siebie, czy miała za złe politykom, że nie pozwalają ci ztrudnić tyle osób, ile byś chciała, np.
          Dlatego nie mów mi, że polityka nie jest nam potrzebna. Owszem marzę o raju i o takiej sytuacji, że zstąpi na Ziemię Jezus Chrystus i wyręczy wszystkich polityków, wszystkich krajów w rządzeniu. Na pewno dla Boga nie byłoby to trudne – zapanować nad rządami całego świata. Ale żeby się tak stało musimy tego wszyscy chcieć, a ile na razie jest jeszcze ludzi niewierzących, albo dopiero poszukujących Boga, albo takich co od Boga odeszli i sieją zło na świecie. Kto ma się za to wziąć, jak nie my , ludzie wierzacy, że z Bogiem możemy zreperować całe zło tego świata. Co prawda przykład powinien iść z góry, tzn. rządy w krajach powinny być takie, żeby z polityków można było brać przykład i czerpać wzory. Ale zanim do tego dojdzie wiele pracy przed nami, ludźmi tego wieku, którzy wiele modłów jeszcze muszą poświęcić, żeby Bóg przyszedł do każdego, by oświecił umysły wielkich tego świata, by byli godni naśladowania i by wszyscy byli wysłannikami Boga.

  8. Wiecie, każdą tajemnicę można rozważać własnymi słowami w oparciu o nasza intencję. Ja modlę się o miłośc no to rozważam miłość Pana Jezusa, Matki Najświętszej i przekładam to na moje życie i problemy.

    Np. Tajemnica Zesłania Ducha Św. jest dla mnie wezwaniem Ducha Św. by tak pokierował moim życiem, moimi czynami, czynami innych osób, by ta upragniona łaska zostala mi udzielona bądź, żebym znalazł właściwe rozwiązanie, przewartościował swoje życie i był szczęśliwy.

    Modlitwa w Ogrojcu – to jest przygotowanie się właściwe do działania, poświecenie chwili Bogu na przemyślenia, przygotowanie odpowiedniej strategii, determinacja na osiągniecie celu, zebranie sil, by stawiać czoła wszelkim przeciwnościom na naszej drodze.

    Droga Krzyżowa – to jest moje bieżące życie, problemy pod którymi ciężarem upadam podobnie jak Jezus, ale mam w ręku różaniec i każdego dnia proszę o poprawę sytuacji w gnębiącej mnie sprawie. Na swojej drodze mogę spotykać różnych ludzi, niektorzy mi pomogą przez innych cierpie lub będę cierpial. Wiem że nie mogę się poddać, tylko trwać dalej w modlitwie. Przecież po smierci następuje tajemnica Zmartwychwstania, w której Jezus pokazuje, że nie ważne jak nisko upadniemy zawsze jest szansa na podniesienie się i z tragedii życiowej uczynienia rzeczy wielkiej.

    Moditwa ma zmieniać Nas, mamy się stać lepszymi ludźmi a skoro lepszymi to też bardziej pewnymi siebie, mamy się pokochać na nowo pomimo problemów, jeżeli my będziemy zdrowi to wejdziemy w zdrową relacje z drugą osobą.

    • Dziękuję Wam bardzo za te komentarze , bo w nich taka mądrość i tutaj przecież widać rękę Ducha Świętego. Jakby to nie ująć ta modlitwa nie pozostaje bez echa , a że nie zgodnie z naszymi planami….Bóg wie co dla nas dobre.

  9. Aga, ale ja nie chcę poznawać siebie, szukać i czekać czy pieniądze przyjdą czy nie, czy będę mieć na życie. Nie jestem piękną kobietą bo nie byłabym sama.

    • Ciągle myślisz kategoriami co ludzie o mnie powiedzą? Czy każda piękna kobieta ma faceta, a reszta to brzydkie? Czy każdy wykształcony, z doświaczeniem ma pracę? Czy każdy sportowiec zdobywa medal? Skoro medal jest jeden to po co wszyscy startują? Jeżeli nie znasz siebie, swoich talentów, umiejętności, mocnych stron, wad, nieumiejętności, słabych stron, to jak ty chcesz znaleść pracę? Żeby coś znaleść trzeba konkretnie wiedzieć czego się szuka, do czego się najlepiej nadaje. Bóg cię nie umieszczęśliwi dając bylejaką pracę, w której zmarnujesz swoje pasje i talenty. Być może ten czas bez pracy jest po to własnie żeby siebie poznać lepiej.

      • A jak odkryję swoje talenty, umiejętności nie sprawdzając się w pracy? Chyba nie przez czytanie książek po kolei o talentach. Na razie marnuję się na bezrobociu, a wolałabym pracę w której zmarnuję coś czego nie jestem pewna, że mam(talenty). Piszesz jakbym ja oczekiwała posady prezesa korporacji. Nie mam takich aspiracji. Nie zrozumiemy się widzę. 🙂

        • Doskonale się rozumiemy 🙂 Myślisz, że ja wcześniej nie pracowałam? Uważasz że każda bylejaka praca jest lepsza od bezrobocia? Nawet sobie nie wyobrażasz jak praca może zniszyczyć człowieka, zniszczyć jego poczucie wartości, zniszczyć jego psychikę, zdrowie fizyczne, wyzssać z niego całą chęć do życia. Dzięki wcześniejszej pracy mam dzisiaj nerwicę, to już lepiej być sfrustrowanym bezrobotnym. Nie masz marzeń na pracę, która będzie twoją pasją, nie masz aspiracji? Dlaczego? Czego się boisz?
          Agnieszko przez internet nie pomogę ci, jako osoba bezrobotna masz niskie poczucie własnej wartości, poczucie beznadziejności, zrezygnowania. Ci co czytają to co piszesz to widzą, ale ty tego nie dostrzegasz. Potrzebujesz konkretnej pomocy najbliższych, przyjaciół, psychologa. Modlitwa nie rozwiąże twoich problemów, może ci pomóc, rozwiązać problem musisz ty przy pomocy dostępnych osób i środków. Nawet praca nie rozwiąże twojego problemu. Pierwszy krok masz za sobą, otworzyłaś się i otrzymałas konkretne rady. Nie zatrzymuj się.
          Powodzenia

  10. Ja nigdy nie miałam stałej pracy a mam 30 lat. Przecież to patologiczne. Uważasz, że jestem chora i potrzebuję specjalisty? Nie stać mnie teraz a to wydatek, choćby dojazdy do niego. Praca rozwiąże mój problem. a sądzisz, że co by rozwiązało? Mój problem największy to brak pracy.

    • Agnieszko! Jestem w podobnej sytuacji, co Ty – też nie mam pracy, mimo już 2 ukończonych kierunków studiów. Mam 30 lat. Ja Także popadałam w stany depresyjne. Także miałam silne pragnienia, które się nie spełniały. Nie mam męża i nie czuję się piękna. Dodatkowo słyszę często wyrzuty od rodziców, że nie pracuję, mimo że poszukiwałam i poszukuje pracy. Jeśli chcesz, pogadaj ze mną! Mój mail: nkjo.a11@wp.pl.

    • A jeśli wolno wiedzieć, to jakie masz wykształcenie i jaką pracę chciałabyś wykonywać. Czy byłabyś w stanie np. przeprowadzić się gdzieś, może ktoś potrzebuje uczciwej osoby do pomocy za wynagrodzeniem, może zaoferuje i dach nad głową, żebyś nie musiała mieszkania wynajmować. Gdzie składasz oferty, z kim o pracy rozmawiasz, może chociaż sezonowo już by Cię ktoś teraz na lato zaklepał, może potrzebuje ktoś Twojej wiedzy, tylko nie wie, że jest ktoś taki jak Ty, która nią dysponujesz. Może powinnaś pomyśleć o jakichś ogłoszeniach z namiarem tel., może przez Urząd Pracy, może przez Opiekę Społeczną. Może wreszcie jakaś praca za granicą, jeżeli wyczerpiesz wszystkie możliwości w kraju. Powiedz co Cię interesuje, co już zrobiłaś, a co zamierzasz. Pomyśl i nie podchodź z rezygnacją do kolejnej próby. Nie nastawiaj się na wstępie negatywnie, że i tym razem nic nie wskóram, bo już takie fatum nade mną wisi, że właściwie to nie opłaca się wychodzić z domu, z nikim o swoim problemie nie rozmawiać, bo nawet gdybym z kimś o pracy zaczęła rozmowę, to i tak za potencjalnego pracodawcę, mogę jeszcze zanim on podejmie decyzję, sama mu podpowiedzieć, że tak jak inni się na mnie nie zdecydowali, tak i on nie powinien uczynić wyjątku, tylko też bez zastanowienia Twoją ofertę odrzucić, no bo dlaczego niby miałby uczynić inaczej, skoro Ty to wiesz z góry, że i tym razem Ci się nie uda, że to jest po prostu-niemożliwe.
      Czy nie możesz spróbować, po rozmowie z Bogiem, pójść do ludzi z uśmiechniętą miną, z nastawieniem pełnym nadzieji, z zawierzeniem Maryji w Jej wstawiennictwo, ze spokojem z natchnionym nadzieją oczekiwaniem, że tym razem Bóg szykuje dla Ciebie prezent. Z ciekawością i pewnością, że czeka na Ciebie coś dobrego, bo Bóg jest miłością i zaufaniem. I skoro Ty się mu zawierzasz, choćby Ci cały świat wmawiał, że nic się w Twoim życiu nie zmieni, Ty masz niezachwianą wiarę, że z Bogiem, cokolwiek by to miało oznaczać wszystko przetrzymasz z radością, a może nawet doświadczysz upragnionej pracy, albo za rogiem spotkasz księcia z bajki, który ci się oświadczy i nie będziesz musiała, oprócz wypełnianiania obowiązków domowych pracować wcale. No brzmi niewiarygodnie, bo nie jesteś Julią Roberts, ale też na szczęście nie musiałaś, mam takie wyobrażenie o Tobie bynajmniej, staczać się do roli prostytutki. Więc jeśli zdarzają się czasem podźwignięcia nawet w tak dramatycznych sytuacjach, to dlaczego, Ty nie mając tego obciążenia, miałabyś mieć mniej szans na zrealizowanie pięknego scenariusza, no może nie takiego jak na filmie, bo w filmach wszystko jest dopracowane dzięki sztabowi ludzi i za wielką kasę, ale takiego Twojego uboższego filmiku, jednak dla Ciebie bardzo wartościowego.
      Proszę Cię spójrz na życie bardziej optymistycznie, spróbuj – póki życia Ci starczy dowiedzieć się od Pana Boga, co dla Ciebie przeznaczył i żyj w zgodzie ze swoim przeznaczeniem. Może nie dowiesz się od Niego, że postanowił z Ciebie zrobić męczennicę, a może właśnie tak postanowił. Ale żeby być tą męczennicą powinnaś też bardziej się uaktywnić. Chodzić do wójta, czy burmistrza, czy prezydenta swej miejscowości, prosić o jakąś radę, pomoc, może pracę interwencyjną, może do biur poselskich lub senatorskich. Powinnaś nagłaśniać sprawę w mediach, mówić o bezrobociu, piętnować tą sytuację, skrzyknąć się z innymi bezrobotnymi, zorganizować jakąś manifestację, czy protest.
      No nie wiem na ten moment, co jeszcze, ale nie wystarczy siedzieć przed komputerem, odrzucać wszystkie rady i wskazówki lub też tylko i wyłącznie modlić się, jęcząc i płacząc. To jest potrzebne, ale po to się modlimy i nawet płaczemy i rozpaczamy z niemocy, żeby w którymś momencie, dzięki modlitwom i pomocy Boskiej i wstawiennictwu za nas Najświętszej Panienki, otrząsnąć się, usłyszeć tą podpowiedź z Nieba – co nam czynić trzeba.

      • Agnieszcze już odpisałam komntarz czeka na zatwierdzenie. Joanno, dziękuję za rady ale to nie takie proste jak to się pisze. Gdyby to było takie proste to nie było by bezrobotnych w naszym kraju. Zawsze mnie wkurza, jak ktoś to ma pracę daje mi rady jak mam jej szukać, jak bym nic nie robiła tylko czekała, aż mi spadnie z nieba. Syty głodnego nigdy nie zrozumie.

        • Przepraszam, nie chcę Ci wmawiać, że nic nie robisz, nikt z nas tutaj piszących tzw. mądrości nie ma takiego zamiaru, by się wymądrzać, ale próbujemy na swój sposób utożsamiać się z kimś, kto ma trudną sytuację, wczuć się w jego położenie i próbujemmy wyobrazić sobie, co my byśmy zrobili na waszym miejscu. Jeśli moje uwagi są nietrafione, to jeszcze raz przepraszam. Rzeczywiście niewiele mogę Ci pomóc, więc postaram się wesprzeć Cię imiennie modlitewnie, co zresztą czynię bezosobowo za nas wszystkich modlących się Nowenną Pompejańską, czy też innymi modlitwami w swojej dozgonnej codziennej nowennie.

      • Teraz uważnie przeczytałam co napisałaś Joanno: „może ktoś potrzebuje uczciwej osoby do pomocy za wynagrodzeniem, może zaoferuje i dach nad głową, żebyś nie musiała mieszkania wynajmować”, „może chociaż sezonowo już by Cię ktoś teraz na lato zaklepał”, „albo za rogiem spotkasz księcia z bajki, który ci się oświadczy i nie będziesz musiała, oprócz wypełnianiania obowiązków domowych pracować wcale. No brzmi niewiarygodnie, bo nie jesteś Julią Roberts, ale też na szczęście nie musiałaś, mam takie wyobrażenie o Tobie bynajmniej, staczać się do roli prostytutki”.
        Mam wrażenie bynajmniej, że sukerujesz żebyśmy zostały postytutakami. Tylko do tego się nadaje młoda dziewczyna? Kończę dyskusję

    • Też mam 30 lat i nigdy nie miałam stałej pracy. Agnieszko w naszym pokoleniu nie ma czegoś takiego jak stała praca, nasze pokolenie jak jest dobrze to zminia pracę co dwa lata, takie warunki rynku. Twój największy problem to brak wiary w siebie i rezygnacja. Dlatego potrzebujesz kogoś, kto umocni twoją wiarę w siebie i odpowiednio zmotywuje, ja tego nie potrafię, tym bardziej przez internet. Nie jesteś chora, choroba polega na zaburzeniach funkcji organizmu, gdybyś miała depresje można by powiedziać że jesteś chora. Może nawet nie potrzebujesz specjalisty co rozmowy z kimś kto cię dobrze zna i potrafiłby cię wesprzeć w chwilach załamki i pokazał światełko w tunelu. Mogę ci polecić do przeczytania to: http://adonai.pl/perelki/jezus/drukuj.php?id=22 ale to też nie roziąże problemu.

  11. Dziękuję dziewczyny za rady 🙂 Miłe słowo zawsze troszkę buduje. Aga, ja wcale nie odebrałam komentarza Joanny jak namowa na prostytucję, po prostu odniosła się do takiej niemożliwej wg. mnie sytuacji w życiu- „książę”, miłość, ślub 🙂 Każdy radzi jak może i potrafi. Ty mnie Aga bardziej zrozumiesz bo jesteś w podobnej sytuacji. Joanno, ja szukam pracy różnymi drogami, tak jak Aga napisała, tylko to nie jest wszystko takie proste. Mam ograniczenia z racji tego, że mieszkam na wsi, i muszę dojeżdżać, to często odpadam z racji, że nie mieszkam na miejscu w mieście. Jakieś rozwiązanie muszę znaleźć. O ironio w otoczeniu swoim to ja często radzę i muszę doradzać innym.

  12. Czy 30 na karku to wyrok? Czy miejsce zamieszkania- obecnie rodzinna miejscowosc (wies) definiuje moja samotnosc i pozbawia mnie szans na rodzine, bycie zona, matka i przyjaciolka? Czy brak pracy i perspektyw w 3tysiecznej miescinie popchnie mnie do tego bym chciala wziac linke? A moze szale przewaza galopujace przeciwciala, przekraczajace ponad 20razy dopuszczalna norme, guzy i kolejne biopsje i czekanie, czekanie, czekanie, az ta tykajaca bomba we mnie wybuchnie, po co mi to wszystko?

    Przeciez nie jestem gorsza od Magdy, ktora ma piekny, duzy dom, kochajacego meza i malego Brzdaca biegajacego za nia i krzyczacego „mamusiuuuu”- mysle sobie.

    Przeciez mialam juz miec meza, dwie coreczki i wszystko jest nie tak jak mialo byc!- wykrzykiwalam wieczorami.

    Przeciez On mi obiecal, ze mam wylacznosc na niego i jego dzieci! Czy jesli teraz bym go odwiedzila i upomniala sie o swoje, moze…- zażartowałam do przyjaciółki.

    Nie tylko krzyczalam, plakalam i wyzywalam wszystko co sie rusza. Nigdy nie chcialam takiego zycia, malo tego, nie myslalam, ze takie zycie spotka mnie gdzies kiedys i przypaleta sie do mojego mieszkania, zadomowi i nie zechce dobrowolnie odejsc. Tak sie czulam kilka lat temu, a moze nawet jeszcze kilka miesiecy temu. Wiele pracy włożylam by znalezc sie w tym miejscu, w ktorym teraz jestem i dlatego wlasnie z pelna odpowiedzialnoscia moge Wam powiedziec, ze nie ma takiego bagna, z ktorego nie wyjdziecie. Bez wzgledu czy jestes sam.sama, czy masz ladny usmiech lub niebieskie oczy, czy lubisz jazz lub kawe z cynamonem. Wszystko co jest Ci potrzebne to jedynie, podkreslam jedynie zestaw: głowa, rece,nogi i otwarte serce oraz umysl na zmiany. To wszystko.

    Byl rok 2008. Moja Babcia, ktora mnie wychwywala umierala na raka. Ja bylam upowazniona do podejmowania wszelkich decyzji w jej sprawie i pomiedzy praca w wakacje, snem i dojazdami do Centrum Onkologii, mialam jeszcze paczke m&n-ow, ktore sciskalam siedzac w poczekalni(jednak sie rozuszczaja, szczegolnie te niebieskie i czerwone- reklama klamie) i sluchajac klocacych sie ludzi w kolejce do anestezjologa. Bylam sama. Ale tez bylam silna. Dla Babci, dla swojej mamy, a jej corki i dla pozostalej Rodziny, ktora nie radzila sobie z bolem. Pewnego dnia po pracy wieczorem poszlam do mojej przyjaciolki, miala wtedy imieniny. Wyszlam od niej po 23, Ania odprowadzila mnie do bloku, bo mieszkalysmy w sasiedztwie wowczas. Bylam bardzo zmeczona. Chcialam isc spac i nagle cos wzielo mnie za szmaty, zaprowadzilo do lazienki, do szafy i doslownie wyprowadzilo do klubu. Nakaz byl tak silny, ze nie walczylam. Po godzinie w klubie zmeczenie nie dawalo o sobie zapomniec, ale jednoczesnie nie potrafilam wyjsc i wtedy zobaczylam Jego, mojego Wojcika (bo przypominal Marcina z kabaretu Ani Mru Mru) i tak go nazywajac zdawalam relacje Ani. Okazalo sie, ze ma na imie Tomek.Pamietam jaka bylam zdziwiona:
    – Ania, ja sie mu podobam, a on mi! Uwierzysz?
    Ania spokojnie odparla:
    – Wiesz trzasi, tak czasami jest, ze ludzie sie sobie podobaja 🙂

    BYlam po rozstaniu, ktore bardzo odchorowalam, zmienilam prace, moja Babcia znikala codziennie po kilogramie i wtedy, kiedy juz nie mialam sily by wstac rano i do niej jechac, bo bywaly takie dni, pojawil sie On i to byl najpiekniejszy sierpien w moim zyciu. On nie zdajac sobie nawet sprawy dodal mi sil, sprawil, ze smialam sie i cieszylam, ze Babcia juz pojedna sie z Bogiem, ze to nie koniec, a poczatek, ze juz nie bedzie cierpiec i ten koszmar sie skonczy. Nie rozumialam czemu inni placza, skoro wierza w zycie wieczne. Pogrzeb byl okropny, bo to co zrobila moja Mama pzreroslo najsmielsze oczekiwania kogokolwiek i na filmach nie ma takich scen, mozecie byc pewni. Kochalam jak nigdy wczesnie i nigdy pozniej. Tomek byl i juz pozostanie mi bliski. Obiecal mi wylacznosc na siebie i jego dzieci. Uszanowal jak powiedzialam mu, ze nie jestem gotowa i nie tknal mnie. Oj, jaka ja bylam wteduy z niego dumna.Bardzo. Mniej dumna bylam jak napisal smsa, ze mnie przeprasza, nie pasujemy do siebie i jeszcze raz mnie przeprasza.

    W latach odliczac bym mogla samotnosc. Ktos na forum zapytal mnie czy potrafie wczuc sie w osobe, ktora jest sama i czy ja zrozumiem. Ano rozumiem doskonale.

    Tomek rozstal sie ze mna piszac smsa, coz chyba jestem tradycjonalistka i wolalabym uslyszec „nie”, bo skoro ktos ma odwage powiedziec kocham, niech i ma odwage powiedziec, przykro mi, ale nie dam rady, cokolwiek, ale powiedziec.

    Dzien pozniej szef nie przedluzyl mi umowy i jak przyszedl rok akademicki nie mialam pracy. Mialam za to siostre i przyjaciolke, kochajacego brata. Przyjaciolka polecila mnie znajomemu i po kilku dniach na bezrobociu wyladowalam w lepszej pracy, ale nie placili wynagrodzenie w terminie i trzeba bylo kombinowac na rachunki, a ostatecznie sprawa skonczyla sie w sadzie. Pozew zlozyla wiekszosc wykladajacych na tej uczelni 🙂 Napomkne, ze stan mojego konta do chwili obecnej nie zostal zasilony zaleglymi pensjami, ale to tez przezylam.

    Jak myslalam, ze moje zycie wkroczylo na wlasciwy tor, wymarzona praca w warszawskiej przychodni, dyzury i praca z pacjentem, bieganie na wyklady i poczucie spelnienia, odezwala sie zmora z przeszlosci. Szybko stracilam swoja Warszawe, na ktora tak dlugo i ciezko pracowalam. Ciezko, bo po wypadku mialam nie odzyskac sprawnosci w prawej dloni, a dla stomatologa praworecznego to wyrok. Przez operacje nie moglam stawic sie na egzamin wstepny na wymarzone studia, bo nie da sie pisac egz z drutem w dloni oblozonym gipsem. Bardzo plakalam, wszystko przedluzylo sie o rok. Godziny rehabilitacji, bolu, ale teraz nikt nie widzi roznicy pomiedzy prawa czy lewa dlonia 🙂 jedynie blizna mnie zdradza!

    Warszawa- praca, studia i nagle pojawia sie choroba, z ktora musisz sie zmierzyc i albo wygrasz albo Ciebie nie bedzie. A jak sie wali, to sie wali. Firma taty bankrutuje i rodzice zostaja z kredytami wartymi mieszkan w stolicy, bo kontrahent przestal regulowac zobowiazania i w majestacie prawa oglosil z dnia na dzien upadlosc, kupil sobie ranczo i teraz ma wszystkich bylych kontrahentow w nosie. Firmy windykacyjne ani sady nic nie zdzialaly. Nikt nie chcialby patrzec na swoich rodzicow i czytac z ich oczu, ze oni marza o lince i spokoju. Nadeszly dni, ze modlilam sie o tate, by byl z nami jeszcze dlugie lata, by doczekal sie wnukow. Choroba zmusila mnie bym wycofala sie na rok z zycia jakie prowadzilam, ale dzieki temu zmotywowalam brata, napisalismy projekt i zalozylismy wlasna dzialalnosc dzieki wsparciu ze srodkow unijnych. Moja choroba odeszla na dalszy plan, bo nie mam czasu chorowac, musze ratowac Rodzine. Mimo bolu, ktory czasami mnie paralizuje, tak, ze wymiotuje i nie mam sil, mysle, by to sie skonczylo i ze chce juz byc z dziadkami w niebie, miec tam wlasna cukiernie i piekarnie i cieszyc sie nowym zyciem; nie poddaje sie i wiem, ze sie nam uda. Modlac sie odzyskalam spokoj. Moj brat zaczal sie modlic, chodzic do Kosciola, nawet byl u spowiedzi po wielu latach 🙂 Mama codziennie odmawia Nowenne, juz w trzeciej intencji. To wszystko za sprawa problemow. Jasne, ze wolalabym, zeby bylo jak dawniej, kiedy Rodzice nie martwili sie o jutro, ktore teraz ich uwiera i zaciska pentle, ale skoro nie jest tak, ciesze sie z tego co mam. Mam madra glowe, umiem motywowac innyc i sluchac ludzi. Lubie siebie i ten czas, ktory teraz nastal. To, ze moge spedzic go z rodzina, bo wczesniej z natloku obowiazkow i dyzurow widywalismy sie raz w miesiacu jak dobrze poszlo. Wreszcie nie boje sie jutra. Co z tego, ze cos sie nie uda, szukam rozwiazan. O dotacje walczylismy od marca, w grudniu sie udalo, prawie rok. Przez ten czas ani razu nie zwatilam, klocilam sie z Dyrektorem Urzedu Pracy i nie odpuscilam, bo przeciez chodzi o moja mame i tate, o rodzicow, ktorych kocham i ktorzy sie pogubili, sami sobie nie poradza. Byly i nadal sa dni ciezkie, kiedy lodowka swieci (moze jest radioaktywna? kto wie :)), ale sa dni, kiedy zrobimy zakupy i moge upiec chleb, bo pozornie blaha czynnosc, a daje mi tyle radosci i energii, zapach drozdzy przypomina mi Babcie i dziecinstwo. Dlugo bym mogla pisac o tym co teraz zyskalismy, bo zyskalismy, nie stracilismy. Byl czas, ze rodzice mieli wielu znajomych i przyjaciol, teraz wiedza, ze maja tylko swoje dzieci i kilkoro rodzenstwa. I wiecie co? Maja majatek, bo razem staniemy na nogi. Juz wiele osiagnelismy, przede wszystkim rodzice nadal sa znami, nabralam dystansu do siebie, wiele pokory i wiery, ze z kazdego bagna mozna wyjsc, z kazdego 🙂 Samotnosc minie, pieniadze powroca, podobnie jak zdrowie. Kolezanka spytala mnie skad biore tyle sily, odpowiedzialam, ze nie wiem, ona po prostu jest 🙂

    Wiem jak smakuje samotnosc, kiedy samemu jezdzisz na biopsje, kiedy przewoza cie z jednego szpitala do drugiego, kiedy przyjdzie Ci tachac plik skierowan na badania. Wiem doskonale. Ale tez wiem, ze i to mozna pokonac. Wiem, jak sie czuje dziecko, ktore patrzy na rodzica, ktory nie ma sily by isc po leki do lekrza, bo nie ma za co ich wykupic. Wiem, ze samotnosc i brak srodkow na koncie to najwieksza kara, bezsilnosc jest dotkliwa, jednakze Bog dal Ci glowe by z niej korzystac 🙂
    Nie ma sytuacji bez wyjscia, nie dziamdziol. Działaj. Nie wiem ile mam czasu, ale wiem, ze Moja Rodzina wygrala majac mnie, a ja majac Ich 🙂

      • I Ciebie Jezus kocha, tylko otworz serce na jego milosc. Rowniez mozesz miec bajkowe zycie, bo sama piszesz scenariusz do swojego filmu i albo bedzie to koszmar albo bajka, proste. To jak wyglada Twoje zycie zalezy wylacznie od Ciebie. Choruje od 3lat i wbrew pozorom choroba dodala mi sil. Po momentach zalamania, placzu i pytan dlaczego ja, na ktore i tak nie ma odpowiedzi, wzielam sie za szmaty i nie oddam swojego zycia tak latwo. Szkoda czasu na plucie jadem i anonimowe atakowanie kogos w sieci. Zanim rzucisz kamieniem spojrz w lustro 🙂 Nie masz pojecia jak wyglada czyjesz zycie po drugiej stronie lacza, wiec przynajmniej nie rzucaj blotem 🙂 Najlatwiej lamentowac i uzalac sie nad soba, o wiele trudniej wstac i powiedziec wygram, walczyc o godne zycie dla siebie i bliskich. Nie mam zalu do Ciebie, bo skad niby masz zawierzyc obcej osobie w sieci. Wiele przeszlam i pewnie jeszcze wiele przede mna, ale dzieki temu jestem madrzejsza o doswiadczenie, napotykam na swojej drodze zarowno osoby przyjazne, jak i te, ktore bladza. Wiadomo, nie pomozemy kazdemu, a przede wszystkim nie temu, kto odtraca i oczernia innych. Niech Bog ma Ciebie w swojej opiece 🙂

        • Droga Trzasko, nie mogę się z Tobą zgodzić że nasze życie zależy od nas. Dużo od nas zależy ale nie wszystko. Ja też tak myślałam że jak będę starała się być dobrym, pomagać innym to będę miała dobre życie. Ale tak niestety nie jest, byłam otwarta, radosna, cieszyłam się tym co udało mi się osiągnąć. Nigdy nie chciałam dochodzić do czegoś kosztem innych ludzi. Myślałam że mam pracę marzeń, dziękowałam Bogu za ten błogosławiony czas. Ale nagle wszystko się skończyło teraz przeżywam piekło na ziemi. Ludzie zniszczyli mnie w internecie. Jest tam podobno rzeź na mojej osobie. Słyszałam opinie że takie rzeczy robi się z zazdrości. Że albo jestem od Boga albo od Diabła. Wychodzi na to jakbym prowadziła podwójne życie. Po ludzku zrobiłam wszystko a w tym stresie i emocjach to nawet, pewnie wiele głupstw żeby dotrzeć do prawdy. Ludzie zamienili życie moich najbliższych w koszmar.Chętnie podjęłabym walkę o dobre imię moje i moich bliskich ale nie mam na to wpływu i jestem bezsilna. Ludzie albo się śmieją, bąkają coś pod nosem. Ale na wprost zadane pytanie i prośbę o pomoc milczą albo mówią że nic nie wiedzą. Mimo że zawsze byłam osobą religijną to zło wpuszczono mi w życie. Ostatnio usłyszałam że diabeł strzela do mnie z kałacha i chce mnie zabić, ale strzela ze ślepaków bo Bóg mnie chroni. Podobno nie daje więcej niż potrafimy unieść. Oby się w moim przypadku nie pomylił. Jednak ta sytuacja mi pokazała że u mnie też nie wszystko było po Bożemu, chociaż ja myślałam o sobie prawie jak o chodzącym ideale.
          Nie zawsze droga Trzasko jest tak jak my to widzimy z naszej perspektywy.

        • Nie zawsze jest tak, że możemy sami napisać scenariusz na nasze życie. Prawda jest taka, że trzeba mieć choć odrobinę szczęścia i wparcia rodziny, nawet tylko jednej osoby. Ja np. żyję w patologicznej rodzinie, wiem, że nie mam co liczyć na pomoc rodziców, czasem nawet na dobre słowo; prawie nic mi się nie udaje. Nie jest tak, że czekam aż mi coś samo przyjdzie, wręcz przeciwnie staram się do wszystkiego dojść sama. Jaki jest rezultat? Nie mam wewnętrznego wsparcia, co mnie demotywuje a dodatkowo jakieś większe plany i tak nie dochodzą do skutku, im więcej nadziei, tym większe rozczarowanie. Czasami czuję się tak jakbym była zamknięta i nie miała możliwości wydostania się. Wiem, że inni mają gorzej, ale mają też lepiej, a w zasadzie to, że inni tak mają ani mojej sytuacji nie poprawia ani nie polepsza.

        • Przesadzasz z tym pluciem jadem, anonimowym atakowaniem w sieci, rzucaniem błotem, nie mam pojęcia skąd takie wnioski.
          Moje życie jest koszmarem bo ojciec taki scenariusz napisał, stosował przemoc. Chwalisz sie jaka to jesteś silna, ok jesteś, ale NIE MASZ POJĘCIA i nigdy NIE ZROZUMIESZ jak to jest żyć z ranami na psychice i duszy które się NIGDY nie zagoją, ndo końca życia. Nigdy nie będziesz wiedzieć jak to boli kiedy się jest nie kochanym przez ojca. Możesz się mądrzyć ile wlezie jak to każdy pisze scenariusz swojego życia, masz siłę bo miałaś miłość w dzieciństwie. Dlatego wybacz, że dla mnie to tylko bajka.

    • Jeżeli ma się przyjaciół i rodzinę to nie wie się co to jest samotność. Samotność jest wtedy kiedy nikt cię nie kocha, kiedy przeżywasz wszytkie problemy i nie masz komu o nich powiedzieć ani nawet zapytać o radę, kiedy tracisz pracę i nikt cię nie poleci innej, kiedy na pogrzebie nikt cię nie przytuli a księdzu się spieszy, kiedy nikogo nie obchodzi czy ty żyjesz i jak żyjesz, kiedy nawet nikt cię nie obgaduje. Ale i z taką samotnością można żyć, bo nie żyje się dla kogoś, nie żyje się dla siebie, żyje sie dla Boga.

  13. Kochani, przeciez kazdy jest odpowiedzialny za swoje zycie i naprawde od nas zalezy jakie ono bedzie, w przeciwnym razie jaki sens mialoby zycie, gdyby inni decydowali za nas? Zdaje sobie sprawe, ze nie kazdy ma łatwy start, jeden moze liczyc na pomoc rodzicow, drugi jest zdany wylacznie na siebie. Ilekroc mi wali sie swiat, przypominam sobie historie chociazby Pana A.Malysza, ktory nie byl wybitnym skoczkiem i chcial zakonczyc swoja przygode ze skokami, ale dal jeszcze sobie szanse i co sie stalo? zaczal wygrywac i odnosic sukcesy 🙂 Zawsze trzeba walczyc i nigdy sie nie poddawac- tak mawia moj wujek ,ktory jest strazakiem 🙂 Ja mam to szczescie, ze rodzice mnie wspierali i inwestowali wszelkie oszczednosci w moja edukacje i edukacje rodzenstwa. Nie zawsze bylo slodko, ale to co osiagnelismy zawdzieczamy sobie i naszej pracy.

    A co do ludzi i ich zyczliwosci, coz, na swej drodze bedziemy spotykac i tych, ktorzy nas z checia pociagna do mety, jak i tych rzucajacych nam klody.Rodzice bardzo przezywaja owych zyczliwych i ich jezyki, ale tlumacze im, ze niestety, zaden zyczliwy nam nie pomoze, nie bedzie nas wspieral ani nie da nam na chleb, wiec jaki jest sens sluchania owych madrosci? Ano zaden. Oni sa i beda nam zyczliwi tak dlugo jak my i otoczenie bedzie tego sluchac.Jak firma taty dobrze prosperowala i byl prezesem klubu pilkarskiego,mial wieeelu kolegow.Karta sie odwrocila.Koledzy zagineli, ale obmowy i plotki bladza po swiecie 🙂 Teraz widzimy ile warte bylo takie kolezenstwo-kilogram plotek i trzy obmowy okraszone butelka wodki 🙂

    Nie wiem Kasiu czemu tak sie dzieje, spotyka nas wiele rzeczy,ktore w naszej ocenie sa niesluszne i krzywdzace.Jedyne co mi przychodzi do glowy to moze fakt,iz przez takie doswiadczenie bedziemy silniejsi,bardziej ostrozni, cierpliwi i w przyszlosci podobne sytuacja nas nie spotkaja.Moze sie myle, poki co innego rozsadnego wytlumaczenia nie znalazlam 🙂 Na studiach w piatki chodzilam na wolontariat do dziewczynki z porazeniem mozgowym-Oli.Powiedzialam sobie, ze dobro powraca i dajac cos od siebie, ono wroci i wrocilo, nawet jak szczescie trwalo trzy miesiace, a potem wypadek i wszelkie plany legly w gruzach. Ksiadz podczas spowiedzi powiedzial mi, ze nasze zycie jest takie jak wykres funkcji, bywa bilans dodatni i bywa ujemny, ale zawsze powinnismy zwracac sie do punktu stratowego- Boga. Jesli cos nas przerasta-powiedzmy mu o tym, Boze nie mam sily, pomoz mi, zeslij osoby, ktore beda przy mnie, bo juz wiecej udzwignac nie jestem w stanie.Rozmawiajmy z Bogiem,przeciez On nas kocha. Polecam Ewangelie wg.sw.Mateusza. Jest tak pozytywna, optymistyczna i dodaje skrzydel!

    • Marcin wiec ze nie jestes sam tez tak jak Ty cierpie u mnie tez nic sie niezmienia tylko slysze NIE niewiem co myslec i jak tu dalej ciagnac zycie narazie jest ono bez celu,wiem ze mam jeszcze coreczke ale nawet niemoge byc przy niej,normalnie to jest udreka

  14. Życzę Ci zeby Twoje zycie nabralo kolorow, zeby Ci sie ulozylo i zebys nie musial sie martwic. W moim przypadku nawet modlitwa nie pomogla a a calkowicie jej sie oddalem. I tak juz kilka miesiecy codziennego bolu bez zmian.. Pozdrawiam Cię, życzę powodzenia!

  15. To fragment dialogu, z filmu który bardzo lubię „Spotkanie”. Jest to rozmowa Jezusa z Melisą.
    Do przemyślenia dla tych, którzy gorąco modlą się o miłość.

    „- Melisa, mam dla ciebie przeznaczone o wiele więcej, jeśli mi zaufasz. Będą chwile, gdy będę cię prosił o rzeczy których nie będziesz chciała zrobić.
    – Nie rozumiem.
    – Nie możesz wyjść za Paula.
    – Ale ja go kocham.
    – Cóż, nie powinienem mówić, że nie możesz, bo możesz, ale nie powinnaś. Nie tego dla ciebie pragnę, Melisa.
    – Ale ja go kocham.
    – Melisa, masz bardzo gorące serce. W ilu już chłopakach się zakochałaś odkąd skończyłaś 16 lat?
    – Ale on też mnie kocha.
    – Melisa, PO PROSTU NIE JEST MOJĄ WOLĄ, BY PARA NIE BYŁA DO SIEBIE DOPASOWANA. Paul we mnie nie wierzy.
    – A co jeśli się pobierzemy i moim celem będzie, by został zbawiony? Mogę tego dokonać!
    – Melisa, kochasz go? Czy kochasz go naprawdę?
    – Tak, kocham.
    – Jak myślisz, kto go kocha bardziej? Ja czy ty?
    – Oczywiście, że ty ale…
    – Melisa, Paul nie czuje do ciebie tego, co ty czujesz do niego. Nienawidzi swojej pracy w Winnemucca. Jest samotny… W tej chwili myśli, że jesteś tym, czego naprawdę potrzebuje. Ale odtąd za dwa lata, gdy wrócicie do Los Angeles, będzie chciał czegoś więcej, czegoś, czego mu nie będziesz mogła dać. Będzie tobą urażony. A wiesz, co go w tobie będzie razić najbardziej? Twoja wiara we mnie. To wciąż będzie największa różnica pomiędzy wami. Więc zamiast przyciągnąć go do mnie, będziesz powodem jego odejścia w drugą stronę. Czy nie jest ważniejsze by KOCHAŁ BARDZIEJ MNIE, NIŻ CIEBIE?
    – Ale czy on ciebie pokocha?
    – Gdy przyjdzie czas, tak. Pokocha.
    – No to może….
    – Melisa, obiecuję ci. Już niedługo, a nie będziesz nawet chciała stanąć przed taką możliwością. Pamiętaj, MAM WIELE WSPANIAŁOŚCI ZGROMADZONYCH DLA CIEBIE.”

  16. Witam ja modle się dopiero drugi dzień.Boje się ,że nie wytrwam a intencja w której się modle jest dla mnie bardzo ważne ,modle się w swoje zdrowie.Mimo młodego wieku choruje dość poważnie.Jeszcze jestem na początku modlitwy a już dzieją się drobne cuda podchodze z optymizmem do dalszej modlitwy i głeboko wierze,że Maryja za swoim stawiennictwem wysłucha moich próżb.Maryjo daj mi siłe do odmawiania tej nowenny,wspieraj i pomóż mi wygrać ze zniechęceniem .Amen

A Ty co o tym myślisz? Napisz!