Angelika: Matczyna opieka

Przed Bożym Narodzeniem skończyłam odmawiać moją szóstą Nowennę Pompejańską. Kiedy blisko 5 lat temu zachorowałam na nowotwór, byłam przerażona. Pomyślałam, że jedyna rzecz, która mnie może uratować to modlitwa, mocna modlitwa. Wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po Nowennę Pompejańską. Odmawialiśmy razem z mężem i pamiętam, że różaniec przynosił nam duży spokój i pocieszenie w tym trudnym czasie. Operację miałam wyznaczoną 10 maja, a 8 maja klęczałam i modliłam się supliką do MB Pompejańskiej o łaskę zdrowia. (Po jakimś czasie okazało się, że 8 maja jest też dniem mojej Pierwszej Komunii Św.)
Od tamtej pory wracam do tej modlitwy mniej więcej co rok i za każdym razem ją inaczej przeżywam. Czasem odmawiam z zaangażowaniem, czasem dopada mnie zmęczenie i rozproszenia, ale staram się wiernie trwać w modlitwie i przy Maryi. Modlę się też już nie tylko o zdrowie moje, ale też o zdrowie i błogosławieństwo dla mojej rodziny. Dzięki Bożej łasce i opiece przeszłam kolejne operacje, terapię, a ostatnie wyniki były świetne, jest czysto, a nowotwór ustąpił. Przez Nowennę też coraz bardziej staje mi się bliższa Maryja – jak matka, która troszczy się o swoje dzieci i od „wszelakich złych przygód nas zawsze wybawia”. Matko, oddaję siebie i całą moją rodzinę pod Twoją matczyną opiekę i dziękuję za Twoje miłosierdzie i zdrowie.

W cieniu Krzyża.

Opowieść o św. Ricie z Cascii.

>

Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!