Edyta: Czasem wszystko na raz

Od razu zaznaczę, że będzie to dłuższe świadectwo, kto przeczyta temu dziękuję 🙂
Odmówiłam kilka Nowenn, jedne w bardziej „ogólnych” sprawach a inne w konkretnej prośbie. Dzisiaj chciałam zostawić świadectwo wysłuchania dwóch intencji, które zbiegły się ze sobą. Od zeszłego roku intensywnie poszukiwałam pracy – na co dzień studiuję, jednak zostałam pozbawiona stypendium i moja sytuacja finansowa mocno się skomplikowała. Wysłałam mnóstwo CV do różnych firm. Większość pozostawała bez jakiejkolwiek odpowiedzi, jednak w końcu dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną z firmy, o której gdzieś podświadomie marzyłam, a nie spodziewałam się odzewu. Jeszcze dziwniej się poczułam, gdy dzień mojej rozmowy przypadł na ostatni dzień odmawianej nowenny w intencji właśnie znalezienia pracy (było to jakoś w listopadzie). Poszłam tam pełna nadziei i wiary. Rozmowa przebiegła w porządku, ale wiadomo „oddzwonimy do pani, proszę czekać na odpowiedź”. Wróciłam do domu i po tygodniu faktycznie dostałam telefon, jednak nie była to inf. na którą czekałam, a wręcz przeciwnie – pracę dostał ktoś inny. Wiadomo pierwsza myśl – żal i przykrość, bo się modliłam, a tutaj kolejny zawód, jednak szybko się pozbierałam i pomyślałam, że widocznie nie w tym miejscu i może nie w tym czasie powinnam pracować. Zawierzyłam się dalej Maryi i pozostawiłam moją intencję do ukształtowania według jej i Bożego planu. Niedługo potem nadszedł lockdown i w tym momencie już przestałam myśleć o jakiejkolwiek pracy, bo wszystkich zwalniano i zamykano firmy, a nie szukano nowych pracowników. Jednak w czerwcu pocztą pantoflową dostałam informację, z miejsca, gdzie nawet nie składałam CV, że pracownik złożył wypowiedzenie ze stanowiska i będą szukać zastępstwa i czy nie jestem chętna na takie stanowisko. Zdziwiłam się ogromnie i od razu przyjęłam propozycję, mimo tego, ze to tylko praca tymczasowa, dopóki z urlopu zdrowotnego nie wróci etatowy pracownik. Niedługo mój czas zastępstwa dobiegnie końca, ale i tak jestem ogromnie wdzięczna Maryi za tę szansę, którą otrzymałam. Z moją pracą związana jest ściśle druga Nowenna – zrobiłam sobie przerwę od Nowenny, bo nowe stanowisko i obowiązki pochłonęły mnie i byłam ogromnie szczęśliwa, ale i zmęczona – zdawało mi się, że nie dam rady odmawiać codziennie 3 części różańca. I wtedy bum (jakże życie szybko weryfikuje na co przeznaczamy nasz czas) – pewnego dnia w pracy informacja, że mama zasłabła i zabrało ją pogotowie – pękł jej tętniak w głowie. Szok i od razu jazda do szpitala, gdzie nikt nie chciał udzielić żadnej informacji, nie wiadomo jaki był jej stan zdrowia, lekarz dawał zdawkowe informacje, a chorego nie można zobaczyć bo pandemia. Jedyne co powiedzieli, to że musi zostać przewieziona do wojewódzkiego szpitala, bo w naszym nie mają odpowiednich środków do badań. Mimo strachu i szoku zamiast się załamywać, pierwsze o czym pomyślałam to o nowennie. Pojechałam po mamy rzeczy do domu i od razu złapałam różaniec w rękę i zaczęłam odmawiać nowennę w intencji jej powrotu do zdrowia. Nic nie było wiadomo, szpital nabrał wody w usta, osobiście nie przyjmą a przez telefon nie udziela się informacji i błędne koło się zamykało. Codziennie mimo zmęczenia, zawieruchy w pracy (nie mogłam nawet wziąć dnia wolnego, bo dopiero zaczęłam pracować), siadałam i odmawiałam „Zdrowaś Maryjo” i o dziwo zawsze znalazłam na to czas. Odłożyłam na bok nieistotne „głupoty” i tylko chciałam wyprosić zdrowie dla mamy. Czasem udawało się modlić żarliwie a czasem zdawało mi się że „klepię” zdrowaśki i źle się modlę. Gdzieś w sercu czułam spokój, mimo powagi zdarzenia i świadomości, że mama może już nie wrócić. Prosiłam o zdrowie dla niej, ale liczyłam się, że może to nie być wola Boża, jednak nie ustawałam. Po kilku dniach mama sama zadzwoniła ze szpitala, że jest po operacji, miała sił na krótką rozmowę. Mimo tego nie przerwałam nowenny, wytrwałam do końca, mama wróciła ze szpitala i powoli wraca do pełnej sprawności. Dziękuję Bogu i Maryi za wszystko, za spokój serca, który czułam podczas modlitwy, za siłę, która gdzieś we mnie tkwiła mimo nawału obowiązków i zmartwień które skumulowały się intensywnie w jednym czasie ( nigdy bym nie pomyślała, że uda mi się ogarnąć wszystkie obowiązki) a jednak się udawało oraz za wysłuchane intencje.
Na moim przykładzie widać, że czasem modlimy się i nie dzieje się według nas „nic”, jednak warto zawierzyć w każdej chwili Bogu i Maryi, bo to pozorne nic może nas przygotowywać na coś większego – i tak jak u mnie wszystko skumulowało się na dosłownie jeden miesiąc. Były to zarówno radość jak i smutek, zwątpienie, ale wiem, że wszystko było od Boga, a Nowenna dała mi siłę na przyjęcie i przeżycie wszystkiego.
Chwała Panu! 🙂

  • Ciągle się zastanawiam nad jedna sprawa. skoro Bog ma plan względem nas i całego świata to po co modlić się w jakiś swoich intencjach??? Być może jeśli one wpisują się w plan boży to zostaną wysłuchanie A te które się nie wpisują nie zostaną wysłuchane.
    Czy ktoś ma jakieś przemyślenia czy przeżycia w tym zakresie?

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości