Sabina: Moje spóźnione świadectwo nawrócenia

Mam 26 lat. Jako zbuntowana nastolatka wychowywana w dysfunkcyjnej rodzinie, przestałam wierzyć w Pana Boga. Mama chorowala psychicznie, ojciec pił, był agresywny. Przerażał mnie stan mojej mamy i bałam się, że któregoś dnia ojciec nas zabije- wielokrotnie tym groził, policja i sądy nic nie zdziałały. Straciłam wiarę w ludzi, w to, że ktoś pomoże, modlilam się jako dziecko do Pana, by ojciec przestał pić, ale było coraz gorzej. Bił mnie, swój ból wyrzucałam poprzez okaleczanie się. Trafiłam do szpitala psychiatrycznego z myślami samobojczymi. Wtedy moja wiara umarła. Myślałam, że Bóg nie może istnieć. Przecież już dawno by mi pomógł, gdzie on jest? I w końcu mi się ukazał. A było to tak…
Moja kotka miała poważny wypadek- mama jako osoba nie zawsze zdrowo myśląca, wygonila ją z mieszkania na korytarz, a mieszkamy na 4 piętrze. Kotka wystraszona psem sąsiadki, spadła na sam dół na beton. Krwawiła, ledwo oddychała, miała złamaną miednicę i straciła czucie w tylnej łapie. Przeżyła. Kochałam tego zwierzaka, dlatego ratowałam ją jak tylko się dało. Chodziliśmy do najdroższej kliniki, ale łapka obumarła. Przypominała suchy patyczek. Zmieniła kolor, skóra na niej wyschła …Kotka ciągnęła ją za sobą po ziemii, dlatego owijałam jej łapkę bandażem i nakładałam na nią skarpetkę dla noworodka, aby nie zdrarła tej łapki do kości. Groziła amputacja. Bardzo mnie to przerażało. Nie wiedziałam już co mam robić i odchodzilam od zmysłów. W szafce kuchennej stała butelka z wodą przywiezioną przez szwagra z wycieczki. Była to woda z cudownego źródełka, niestety nie wiem dokładnie skąd. Siostra mowi, że z Jarosławia, ze studni przy Kościele. Wtedy podczas zmieniania opatrunku kotce przemyłam łapkę tą właśnie wodą i ja NIEWIERZĄCA pomodlilam się. Pomyślałam, że nie ma juz innego wyjścia, jak zwrócenie się do Najświętszej Panienki. Kilka dni później, gdy odwinelam bandaż, zamurowało mnie. Łapa była całkiem zdrowa. Nie było martwicy. Kot wyskoczył na stół i zaczął normalnie się poruszać. Długo siedziałam w szoku, a łzy lały mi się po twarzy strumieniami. Weterynarz nie dowierzal własnym oczom. Dziś kotka mieszka ze mną juz ponad siódmy rok, jest zdrowa, biega, jest energiczna. Tak właśnie się nawrocilam. Jakiś miesiąc temu skończyłam odmawiać Nowenne Pompejańską za chorego przyjaciela. Obiecałam też kochanej Świętej Maryji, że opublikuję historię powrotu do wiary jako moje świadectwo. Wiem, że Nowenna zostanie wysłuchana, a wtedy napiszę po raz kolejny. Kochana Matko, dziękuję Ci, że mogę trwać przy Tobie, że w końcu zrozumiałam na czym polega prawdziwa wiara. Bądź pochwalona, dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie robisz. I wysłuchaj mnie w sprawie mojego przyjaciela. Bóg zapłać.

Płytka ceramiczna

ze św. Judą

Tadeuszem

4.7 22 głosów
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Maria
Maria
12.10.20 19:58

Piękne świadectwo. Maryja ma sposoby jak dotrzeć do serc Swoich dzieci, aby powróciły do Pana Boga. Dziękuję za świadectwo.

Paulina
Paulina
20.10.20 17:21

Przepiękna historia. Każdy ma swoją drogę, ale ta pokazuje wielką wrażliwość i determinację Boga 🙂 Chwała Panu i oby tym razem modlitwa twoja była wysłuchana

2
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x