Marcin: O powrót ukochanej Sandry

Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica. Moją siódmą Nowennę Pompejańską zacząłem odmawiać od 3.7.2020 r. a skończyłem 25.8 .2020 r. (tydzień temu). Tym razem postanowiłem odmówić w intencji mojej dziewczyny Sandry, z którą poznałem przez internet oraz także byłem również ponad trzy lata a na początku lipca br. Zerwała ze mną było mi bardzo przykro oraz także kompletnie się załamałem od tamtego czasu jestem ponownie sam. Jak ją poznałem to mówiła że nie wyobraża sobie mojego życia bez mnie a tym bardziej zawsze jej pomagałem w trudnych chwilach współczułem tak jak mnie nauczono. Ostatnio nawet przestała się nawet do mnie odzywać. Chciałbym móc żebyśmy się ponownie się jeszcze raz zeszli obydwoje czuję w głębi mojego serca że ona jest mi przeznaczona. Modliłem się właśnie oto. Wierzę w to że wszystko będzie jeszcze dobrze, wierzę że Maryja wstawi się za mną do swojego syna Jezusa Chrystusa jak i sprawi cud w moim własnym przypadku. Ufam Maryj i Jej synowi.
Pozdrowiam wszystkich serdecznie czytających moje świadectwo.

Nowenna 

do ojca Dolindo

20-28 kwietnia

  • Niekoniecznie musi być to akurat Sandra. Może ona jednak nie jest Ci przeznaczona, tylko jakaś inna? Należy zatem w modlitwie nie naginać Maryi, by nakłoniła Sandrę do pokochania Ciebie, bo dając nam wolność, nie zmusi jej do miłości do Twej osoby, lecz w ten oto sposób: „… jeśli ta osoba jest mi przeznaczona, to spraw, aby do mnie wróciła. Natomiast jeśli nie, to dopomóż mi w odkochaniu się od niej, by dłużej nie zatruwała mi życia, a postaw na mej drodze kogoś innego, jeśli zechcesz…” Tak należy modlić się. Bo jeśli upierasz się przy własnym scenariuszu, to zamykasz się na łaskę Bożą, uniemożliwiając Bogu działanie.

    • Macieju, jedyne co zamyka nas na łaskę Bożą jest to grzech ciężki. A nie nasza prośba niezgodna z Wolą Boga . Bóg znajdzie droge do serca Marcina ważne ,aby był wytrwały w swoich modlitwach intencja służy tylko temu ,aby człowieka zmotywować do kontaktu z Bogiem. Świadectwa na tej stronie doskonale to ukazują ,że nie każdy otrzymał to o co się modlił ,ale zawsze otrzymał łaski ,które mu są potrzebne. Co prawda niektórzy te łaski dostrzegają dopiero po latach,zawsze jednak przychodzi światło poznania ,że jedynie Boże Plany są tym co uszczęśliwia człowieka naprawde. Jednak każdy musi do tego dojrzeć sam ,jednemu zajmnie to miesiąc innemu rok a inny potrzebuje 10 lat.

      „Tak należy się modlić” nie dokońca owszem Twoja intencja jest bardzo piękna jednak każdy modlić się powinien co dyktuje mu jego własne serce tylko wtedy będzie autentyczny na modlitwie .”Jezus powiedział do swoich uczniów: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.”
      Bóg dał nam wolną wole , nie zabierajmy ją innym . Modlitwa wolnej woli nikomu nie odbiera.

  • Może to był dla Ciebie RATUNEK przed piekłem, z którego nie byłoby wyjścia do końca życia? Bo może ta owa Sandra jednak ma jakieś naprawdę poważne wady, których nie potrafiłbyś zaakceptować? Tylko szkoda, że zrobiła to bez słowa, ot tak po prostu.

  • Jasne, że modlić się warto zawsze i mówić szczerze Bogu o swoich pragnieniach. Tylko w tym wszystkim warto też zachować otwartość na to, że może być inaczej niż my sobie wymarzyliśmy. Inaczej nie znaczy gorzej. Marcinie – oddawaj Bogu siebie, swoje pragnienia i uczucia, ale bądź przy tym otwarty, nie zamykaj się w swoim pomyśle. Módl się, by wszystkie Twoje sprawy potoczyły się w kierunku dla Ciebie najlepszym i tego Tobie i Wszystkim życzę. Niech Twoje sprawy ułożą się jak najlepiej dla Ciebie.

    • Pani też Aniu ma Pani dużo racji ale niech każdy modli się tak, jak chce i jak rozeznaje w sumieniu. Od dwóch miesięcy jestem obserwatorem tej strony to mój drugi wpis. Ale widzę, że gdzie wpis o odzyskanie miłości lub o modlitwie o konkretną miłość to musi być Pani komętarz chociaż każdy jest ładny. Ale proszę odpuścić, bo to jest już męczące. Chce Pani dobrze, to ok. Ale może warto nie pisać, aby nie rozpętywać burzy i niepotrzebnej dyskusji pod świadectwami. Marcina K. już z tąd przegoniliście to może już wystarczy siania wiatru żeby burzy nie było? Ludzie są tym zmęczeni a Marcinowi K. jest pewnie bardzo przykro bo nie tego szukał. Więc lepiej się pomodlić niż pouczać. Inni piszą żadko a Pani bardzo często więc albo to Panią bardzo boli albo nie ma Pani życia zorganizowanego. Takie uzależnienie od forum dyskusyjnego i internetu. I taka uwaga tyczy się innych osób też ale Pani jest jakoś najczęściej to dlatego do Pani ten komętarz.

      • Chciałam pomóc, ale dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Przepraszam – miało być dobrze, wyszło bardzo źle. Życzę Marcinowi i wszystkim, by ich sprawy potoczyły się w kierunku dla nich najlepszym. O jednym mogę zapewnić – nikogo nie chciałam intencjonalnie skrzywdzić.
        Proszę, nie odchodźcie z forum z mojego powodu, bo nie tego chciałam.

      • Droga Mario:Zasada powinna być prosta: Ktoś,kto zamieszcza swoje przemyślenia, refleksje na publicznym forum musi liczyć się z tym,że w reakcji pojawią się różne opinie, rady, wskazówki.Zakładamy,że ludzie dzielący się swoimi problemami rzeczywiście zamieszczają swoje posty,bo potrzebują pomocy i wsparcia. Jak wiadomo w odpowiedzi zawsze pojawiają się różnorodne opinie, bo ludzie nie są jednomyślni i mają prawo do samodzielnego, własnego zdania.Pozostaje jeszcze kwestia : czy rzeczywiście ten ktoś potrzebujący pomocy jest w stanie potraktować poważnie wszelką oferowaną pomoc , czy chodzi mu tylko o zwykłe „wygadanie się ” .W rzeczywistości takie osoby nadal tkwią w punkcie wyjścia, upierają się przy swoim – tak jak w przypadku tych nieszczęsnych modlitw o powrót miłości, ukochanych itd. ,mało tego obrażają się i czują się dotknięte wszelkimi wskazówkami i sugestiami.Niepotrzebnie udzieliłaś Mario reprymendy też Ani – bo ta rzeczywiście poważnie potraktowała wołanie o pomoc chociażby Marcina. Jeżeli zmierzenie się z gorzką prawdą, jest dla takich osób nie do przyjęcia, to problemem nie są wpisy osób udzielających rad – takich jak Ania. Problemem jest to, że wygodnie trwać w złudzeniu, naiwnie czekać na mannę z nieba, zamiast podjąć pracę nad sobą i konkretne kroki.Nikt nikogo z forum nie przepędza, nie można w ten sposób wymuszać na kimś,by nie udzielał się na forum. Jakie to sianie wiatru i wywoływanie burzy – jeżeli ktoś konkretnie podpowiada i życzliwie? Czasem prawda i rzeczywistość wydaje się bardzo trudna do przyjęcia, ale spojrzenie kogoś z boku zdystansowanego i obiektywnego – bezcenne.

        • Ja powiem tak: Bardzo często oceniamy ludzi i ich życie nie znając całego obrazu sytuacji, uważamy że to właśnie my mamy rację… oraz przenosimy SWOJE schematy na innych (uważając że skoro nas coś spotkało w takich okolicznościach to innych też spotka, udzielamy tzw. dobrych rad tak na prawdę karmiąc swoje ego, uważając się za mądrych…. BRAKUJE nam pokory…. Prawda jest taka, że upominać mamy obowiązek TYLKO w przypadku grzechu. Jeśli widzimy że nasz brat cierpi po co dokładamy oliwy do ognia? Po co zamęczamy go dodatkowo naszymi dobrymi radami, zamiast po prostu być, okazać zrozumienie, okazać miłość i troskę? Ja byłam częścią dyskusji i miałam wrażenie że Marcin został na początku zaatakowany. Miałam wrażenie że sytuacja była bardzo świeża i Marcin, jak normalny zdrowy mężczyzna chciał walczyć o powrót tego uczucia, jego serce krwawiło, bolało, było tam tyle emocji… Nie wiem ile Marcin ma lat, ale możliwe, że jest młodym mężczyzną… I jasne, nie znam scenariusza napisanego przez Pana Boga i wyborów Marcina i Małgosi, nie wiem co przyniesie im przyszłość, ale wydawało mi się że nie można osobie, która jest ŚWIEŻO po jakimś zawodzie miłosnym, pisać że ma się odciąć, zapomnieć, modlić o coś innego, coś niezgodnego z jego sercem, o inny związek i że tak jest lepiej? Miałam wrażenie że komentarz Muzy (skądinąd bardzo mądry) tak bardzo trafił do TeżAni, ponieważ (jak domniemywam) Ona przeszła swój zawód miłosny wcześniej i na tym etapie na którym była , potrafiła to przyjąć, czego nie potrafił zrobić Marcin, ponieważ rana była zbyt swieża i jest to normalne…. Kiedyś przeczytałam że jak rozleci nam się związek, to stres który temu towarzyszy często jest porównywalny do stresu który się wytwarza podczas śmierci bliskiej osoby (to zależy też od różnych czynników) jednak faktycznie, dlaczego jesteśmy w stanie zrozumieć, jeśli ktoś stracił przyjaciela, żonę, matkę, dziecko, kolegę, szefa, sąsiadkę, daje się nam prawo żeby przeżyć to, każdy to rozumie, daje przestrzeń do żałoby i przeżywania tych uczuć które temu towarzyszą… a jak ktoś straci osobę którą kocha czy lubi to już czujemy się upoważnieni do udzielania dobrych rad jak postąpić i co jest dobre a co złe w danym przypadku i się wymądrzamy nie dając przestrzeni na odkrycie własnej drogi? Ja jak już wcześniej pisałam w komentarzu, modliłam się dużo o łaski dla Mężczyzny, którego Kocham, mieliśmy powrót, potem rozstanie, nie mam pojęcia czy kiedys go spotkam, ale się tym nie przejmuję. Sądzę, że to jest część większego planu i nie patrzę tu egoistycznie na moje szczęście małżeńskie (a lata lecą) tylko w sumie cieszę się, bo może poprzez moje modlitwy coś się zmieniło w jego życiu? Chciałabym tego. I jasne, macie rację dziewczyny, że nie należy upierać się przy swoim scenariuszu, ale każdy przyzna, że swoje prośby zgodnie z prawdą należy przedstawiać panu Bogu, zgodnie ze swoim sercem i sumieniem, dodając „ale niech stanie się Twoja wola”. A co do pisania komentarzy, to w sumie nie wiem… uważam, że jeśli ktoś grzeszy MAMY OBOWIĄZEK GO UPOMNIEĆ, w innych sprawach czy ja wiem czy możemy tak łatwo oceniać i się wymądrzać? Może te osoby które tu trafiają faktycznie chcą zaznać zrozumienia i ciepła, a nie wysłuchiwać pouczeń? Własnie pod tym względem się nie zgadzam z Tobą Brygido… Bo dla Ciebie to po prostu wypowiedzenie własnego zdania a dla drugiej osoby po tej drugiej stronie komputera może być to cios w serce…. Może warto jednak poprostu przytulić jak zrobiłaby to nasza Matka Maryja (co zauważył Marcin- zgadzam się z nim całkowicie)…. Nie wiemy w jakim stanie jest osoba która siedzi za ekranem komputera, może ma myśli samobójcze? Lepiej jest być łagodniejszym niż ostrzejszym, Jezus zawsze okazywał współczucie osobom cierpiącym, był stanowczy tylko w kwestii grzechu….

          • Jeszcze chcę powiedzieć coś o sobie: Gdy ja w pewnym sensie przeżyłam zawód miłosny modliłam się o łaski dla Niego… i to Maryja na modlitwie oczyściła moją miłość z domieszek, ze mnie samej… zrozumiałam, że miłość to także opieka poprzez modlitwę… To Maryja dała mi nowe serce i nowe perspektywy. Czy doszłoby do tego, gdybym od razu odcięła się, nie dała sobie szansy wejść w tą miłość i i spojrzeć na nią z pomocą Maryi? Gdybym od razu tak chciała się odciąć, wtedy co najwyżej miałabym rozszczep osobowości… Na szczęście Bóg jest ponad myślenie ludzkie a Maryja nigdy nie rezygnuje z nas i walki o nas i w każdej chwili chce nam pomagać jesli tylko Ją o to poprosimy 🙂

  • Nie nam sądzić czyjeś intencje. Prośmy o co chcemy, od osądu jest Bóg, nie my. Nikt nie ma prawa Ci powiedzieć ,,módl się o co innego”. Nie. Nie ma nikt prawa tak dywagować i krytykować. Miłości i bliskości potrzebujemy wszyscy, a rozpacz po stracie ukochanej czy ukochanego jest cierpieniem, które trudno znieść. Módlmy się o wszystko, nie oceniamy innych. Modlitwa o miłość jest zawsze wysłuchana, czasem trzeba cierpliwości i wytrwałości w modlitwie. Wiara i modlitwa za pośrednictwem nowenny pompejańskiej czyni cuda – musimy zaufać. Módl się do Świętego Józefa o dobrą żonę.

  • Szczęść Boże Wszystkim Czytelnikom.

    Od dłuższego czasu na forum dzieją się smutne sytuacje, podczas których padają słowa przykre i niesprawiedliwe. Ostatnio pod adresem też Ani, która jest wierną czytelniczką tej strony internetowej, i której komentarze pisane są bardzo ładnym językiem, z których emanuje mądrość, kultura i klasa. A dlaczego? Ano dlatego, że Ania bardzo często komentuje świadectwa lub wypowiedzi pod nimi (do czego ma prawo), a zwłaszcza te, w których uczestnicy forum piszą o swojej intencji modlitwenej o powrót drugiej osoby lub o miłość konkretnej osoby.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że po opublikowanym komentarzu mogą zostać na mnie również wylane przysłowiowe wiadra pomyj, ale pragnę pozostać w zgodzie z sobą samą, z własnym sumieniem oraz wartościami, które wyznaję. Każdy z Was może mnie skrytykować, jednak proszę o zachowanie kultury oraz wziąć pod uwagę fakt, że po drugiej stronie ekranu znajduje się człowiek,bardzo wrażliwy i obecnie również zmęczony i przygnębiony (ale mniejsza z tym…).

    Uważam, że każdy z Nas, każdy z Was, może modlić się w takiej intencji, w jakiej podpowiada Mu serce. Bóg uczyni tylko to, co najlepsze dla danego człowieka oraz osób, które ten powierza w modlitwie. Jeśli osoba modląca się mówi Panu Bogu:”proszę Ciebie, Boże, jeżeli taka jest Twoja wola i jeśli to byłoby dla mnie dobre, proszę o spełnienie mojej intencji. Daj mi pokorę oraz łaskę zrozumienia i pogodzenia się z rzeczywistością, jeśli uczynisz inaczej lub jeśli osoba, w intencji której się modlę, podejmie inną decyzję”.W takiej modlitwie nie ma nic złego. Być może jest też tak, że modlitwa ta jest potrzebna przede wszystkim Nam, abyśmy pogodzili się z innym scenariuszem, i abyśmy dostrzegli własne błędy, zranienia, ukryte pragnienia, schematy, według których postępujemy. Wówczas nie działają na Nas żadne argumenty z zewnątrz, dobre rady ani ostrzeżenia, choćby padały z ust najmądrzejszych i najbardziej życzliwych ludzi. To My sami musimy dojść do prawdy, którą ktoś inny już wcześniej w jakimś stopniu Nam próbował objawić. Lepiej byłoby ją odkryć wcześniej, niż później, czyli np:wycofać się z takiej modlitwy lub ujrzeć rozwiązanie problemu po kilku miesiącach, aniżeli po kilku latach… Zwłaszcza dla kobiety każdy rok jest na wagę złota, ponieważ kobieta ma ograniczony czas na bycie matką. Ale oczywiście czas mężczyzny również jest bardzo cenny!
    Czy taka modlitwa o miłość konkretnej osoby lub o powrót konkretnej osoby ma sens? I tak, i nie… Tak, jeśli oprócz modlitwy i głosu serca, dopuszczamy również głos rozsądku. Modlimy się o miłość, która jest łaską i najwyższym dobrem, które pochodzi od Boga. Jeśli modlimy się, ale jednocześnie przyjmujemy postawę posłuszeństwa wobec Boga, który pragnie TYLKO tego, co dla Nas NAJLEPSZE, i gdy pragniemy tego, co najlepsze i najpiękniejsze dla umiłowanej osoby, i gdy zachowujemy również szacunek do samego siebie, to taka modlitwa ma sens i jest dobra sama w sobie. Jeśli potrafimy pogodzić się z tym, że umiłowana osoba może wybrać inną osobę i inną drogę, i jeśli jesteśmy otwarci na inny Boży scenariusz – jak najbardziej, można się o to modlić.
    Problem pojawia się wówczas, gdy modlimy się latami o uczucie lub powrót kogoś, kto:
    1. Zerwał z nami kontakt i nie wiemy, co się z taką osobą dzieje.
    2. Zerwał z nami kontakt i układa lub ułożył sobie życie z inną osobą (w sposób szczęśliwy lub nieszczęśliwy).
    3. Nie szanował Nas i pozwalał na to, abyśmy się poniżali i upokarzali przed tą osobą.
    4. Skrzywdził Nas bardzo lub jeśli to my tę osobę skrzywdziliśmy i ten ktoś nie życzy sobie kontaktu z Nami.
    5. Trwaliśmy z drugą osobą w kilkuletniej relacji niesakramentalnej lub ten ktoś podkochiwał się skrycie w Nas, a gdy w końcu osoba zniknęła z Naszej ścieżki, do czego miała prawo, to pojawia się u Nas syndrom Scarlett O, Harry czy też Izabeli Łęckiej (gdy Red od niej odszedł, Scarlett zrozumiała, że go kocha, Wokulski przejrzał na oczy, to wielkie zdziwienie się pojawiło u Izabeli itp.).
    6. Gdy My lub druga osoba trwamy w relacji sakramentalnym z innym człowiekiem. Podkreślam – w relacji sakramentalnej, a nie konkubinacie!

    Jeśli walczymy modlitwą, postem, terapią dla małżonków, w celu uratowania małżeństwa sakramentalnego, oczywiście jest to postawa godna naśladowania i Bóg temu błogosławi. Inne osoby powinny Nas w takiej sytuacji wspierać. Jeśli nie ma w danym momencie możliwości powrotu do siebie, to dopuszczalna jest separacja. Jeśli są czytelne, jasne i mocne przesłanki, że małżeństwo zostało zawarte jako nieważne, możemy złożyć odpowiednie dokumenty do kurii. Ale to są ekstremalne przypadki.
    Natomiast jeśli nie ma sakramentu małżeństwa, to nie upierajmy się. Oczywiście modlić się można, działać mądrze, etycznie, delikatnie, szlachetnie, ale nie czynić wszystkiego „za wszelką cenę”. Jeśli związek się rozpada, to albo problem jest w Nas, albo w drugiej osobie, albo po obu stronach, albo… nigdzie. Po prostu uczucia są zmienne i do momentu zawarcia sakramentalnego związku KAZDA że stron może się wycofać. Lepiej przed ślubem, niż po ślubie. Jeśli relacja trwała kilka lat – 3,4,5,6,7 itd., a mimo to nie została poblogosławiona, młodzi nie stanęli na ślubnym kobiercu, to był jakiś tego powód. Pomijam przypadki, gdy relacja rozpadła się na skutek intrygi osoby czy osób trzecich. Jednakże jeśli przez ten czas nie została podjęta decyzja o małżeństwie, to na 90% z tego nic nie będzie. Proszę odsłuchać na YouTube katechezy Ojca Adama Szustaka „Trzy lata i ślub”. Polecam również „Ballady i romanse” Ojca Adama.
    Piękna jest postawa waleczna, gdy zamiast broni trzymamy w rękach różaniec i Pismo Święte. Piękne są msze ofiarowywane, posty, pielgrzymki. Ale… Bóg podarował człowiekowi ROZUM i WOLNĄ WOLĘ. I o tym musimy pamiętać, że Bóg szanuje wolną wolę drugiego człowieka – tego umiłowanego przez Nas również, tak jak szanuje Naszą wolę. Bóg może dawać światło duchowe, natchnienia, stwarzać okazje do rozmowy, do spotkania, ale czy przymusi do czegokolwiek człowieka? Nie. Walczyć warto, modlić się warto, ale „trzeba wiedzieć kiedy że sceny zejść niepokonanym”, jak śpiewał zespół Perfekt. Niepokonanym przez depresję, przepłakane lata, gniew na Pana Boga, nienawiść do obiektu, który jednak nie wrócił…
    Osoby, które ostrzegają na forum innych uczestników dyskusji, nie robią tego złośliwie, a wierzę w to, że także nie obsesyjnie. Po prostu znają ból tęsknoty, cierpienia, rozczarowania, a najbardziej… ból utraconych lat i ominięcia szansy na naprawę wartościową relację – niekoniecznie małżeństwo, ale także na wartościową przyjaźń. Czasem mam wrażenie, że ich sytuacja jest podobna do losu recydywisty – po kilku latach wychodzi się na wolność, opuszcza się „więzienie serca”, i trudno jest odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Żal utraconych lat i przepłakanych nocy. Ale pamiętajmy, że Bóg z każdej sytuacji wyprowadzi dobro – nawet z takiego zniewolenia uczuciem. Tylko musimy pragnąć przemiany serca i pomocy od Pana Boga i innych ludzi, którzy są Nam życzliwi.
    Na dzisiaj tyle. Proszę, nie atakujcie Ani oraz innych osób, które Was życzliwie upominają. Każdy z Nas ma jakieś zranienia i swoją historię. Każdy z Nas jest na tym forum wartościową osobą i każda modlitwa, mądry wpis, jest na wagę złota.
    Z Panem Bogiem. +

    • Muzo, nic dodać, nic ująć. Dziękuję za kulturalny, mądry komentarz. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem o modlitwie. Dziękuję też za dobre słowo. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    • Dokładnie to chciałam przekazać w moich komentarzach. Cytat z wpisu Muzy ”Walczyć warto, modlić się warto, ale „trzeba wiedzieć kiedy że sceny zejść niepokonanym”, jak śpiewał zespół Perfekt. Niepokonanym przez depresję, przepłakane lata, gniew na Pana Boga, nienawiść do obiektu, który jednak nie wrócił…
      Osoby, które ostrzegają na forum innych uczestników dyskusji, nie robią tego złośliwie, a wierzę w to, że także nie obsesyjnie. Po prostu znają ból tęsknoty, cierpienia, rozczarowania, a najbardziej… ból utraconych lat i ominięcia szansy na naprawę wartościową relację – niekoniecznie małżeństwo, ale także na wartościową przyjaźń.”

      • Cóż, Nowenna trwa 54 dni, kto tu mówi o przepłakanych latach………………………………..?
        „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”, a kto to ustala kiedy nadchodzi to JUŻ kiedy walczyć nie warto? Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna, kwestia serca i sumienia danego człowieka plus jest to tajemnica między tą osobą a Bogiem… Przez te 54 dni Maryja potrafi zmienić tak bardzo serce człowieka że żadne nasze bardzo dobre rady Cioci Kloci nie będą potrzebne.

  • Dziękuję Muzie, Brygidzie i Ani Anglii za zrozumienie moich intencji. Nie chciałam kogokolwiek tu skrzywdzić. Jasne, że każdy może modlić się o co chce i o powrót miłości też. Tylko w przypadku modlitw o powrót miłości (gdy miłość jednak nie wraca) przychodzi taki moment, w którym trzeba sobie powiedzieć – ok, tu już relacji nie będzie, bo ta druga strona ewidentnie jej nie chce. W swoich komentarzach chciałam przekazać, że przychodzi taki czas, po którym taka modlitwa w intencji powrotu może stać się sypaniem soli na otwartą ranę. Życzę Wszystkim modlącym się o powrót miłości, czy o odwzajemnienie uczuć, by tego momentu nie przegapili, bo za nim jest zgorzknienie, depresja i jeszcze większy ból.
    Mimo wszystko, mniejszym bólem jest przeżycie odrzucenia, niż uświadomienie sobie po iluś latach – trwałem/trwałam latami w złudzeniu.

    • TeżAnia, ten Twój komentarz pod którym własnie piszę jest bardzo mądry. Zawiera odmienne spojrzenie… Po prostu wcześniej pisałaś inne rzeczy, z którymi wiele osób się nie zgadzało, stąd też cała ta burza. Tutaj napisałaś że „każdy może modlić się o co chce i o powrót miłości też. Tylko w przypadku modlitw o powrót miłości (gdy miłość jednak nie wraca) przychodzi taki moment, w którym trzeba sobie powiedzieć – ok, tu już relacji nie będzie, bo ta druga strona ewidentnie jej nie chce.” – to jest bardzo mądre i daje osobie modlącej się przestrzeń do wyboru kiedy walczyć a kiedy odpuścić. Bez oceniania, obwiniania, przekonywania „zrób to, zrób tamto”, „myśl tak, myśl inaczej”, itd. 🙂

      • Drogie Przedmówczynie.
        Każda z Was napisała słowa mądre, pokrzepiające i uważam, że ta dyskusja jest wartościowa. Bardzo dziękuję. Myślę, że inaczej byłoby podczas spotkania na żywo, gdzie można na bieżąco rozmawiać i wyjaśniać wszelkie niejasności, nieporozumienia. Pomodlę się za Was Wszystkie i z serca życzę wszelkiego dobra. 🙂 Mam nadzieję, że nie uraziłam ani nie zasmuciłam moimi wpisami nikogo z Was? Jeśli tak się stało, bardzo przepraszam, z całego serca.
        Pozdrawiam serdecznie. Z Panem Bogiem. +
        M.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!