Emilia: Córka Maryi

Kilka lat temu zmieniłam pracę. Poznałam starszą Panią przed emeryturą. Miałyśmy wspólne hobby więc szybko znalazłyśmy wspólny język. W miarę upływu czasu stałyśmy się sobie bliskie- była dla mnie jak starsza siostra- zawsze otwarta na drugiego człowieka, każdemu dawała szansę- nawet wrogowi. Przeszłyśmy wiele poważnych rozmów, zwłaszcza o Bogu i wierze. W czasie jednej z takich rozmów wyznała, że w dzieciństwie była we wspólnocie Dzieci Maryi. Potem odeszła od Boga i Kościoła- myślę, że z powodu rozczarowań i zawodów, jakich doznała w swoim życiu. Ale w sercu pozostała otwarta i ciekawa poglądów innych ludzi, jak dziecko. Była duszą towarzystwa. Nikt nigdy tak mnie nie słuchał jak Ona. Dzieliłam się z Nią swoją wiarą jak mogłam i umiałam, a Ona słuchała…Czułam, że jest w Niej tęsknota za Bogiem, czymś więcej.. Po kilku latach zaproponowała, żebyśmy pojechały do Matki Bożej z Pompejów, ale nie z pielgrzymką, tylko prywatnie- przy okazji wycieczki.
Jednak od jakiegoś czasu źle się czuła i nasza podróż wisiała na włosku. W akcie desperacji (wspominając Św. Tereskę) poprosiłam Św. Józefa o pomoc. Dwa dni przed wyjazdem dolegliwości ustąpiły i mogłyśmy pojechać. Podróż była uciążliwa, ale byłyśmy w wielu miejscach, min. w kościele w Pompejach. Dzień po powrocie z wycieczki dolegliwości bólowe się nasiliły. Moja serdeczna koleżanka, po zrobieniu dodatkowych badań, wykryła u siebie raka jelita grubego.
W pracy była jeszcze miesiąc czy dwa. Zaczęły się operacje (które nic nie dały), chemia, powikłania, sepsy, zapalenia płuc, gronkowiec, paraliż , przepuklina itp.
Odmówiłam za nią Nowennę Pompejańską. Czułam przy tym wielki spokój. Nie wiedziałam co przyniesie czas.
Odwiedzałam ją jak tylko mogłam. Starałam się nieść jej radość i nadzieję. Namawiałam na spowiedź i komunię.
W końcu po wielu miesiącach walki (okazało się, że chemia celowana działa , więc bóle ustąpiły), osłabienia i różnych innych chorobach, które się przyplątały właśnie ze względu na małą odporność, wylądowała w hospicjum. Z powodu pandemii nie można było jej odwiedzać. Podobno przyjmowała Komunię Św. Po kilku dniach odeszła we śnie.
Nie było to dla nas zaskoczenie. Jest we mnie wielki pokój. Mam wrażenie, że Maryja przygotowywała tę śmierć dla Niej i dla nas- jej bliskich.
Do końca prowadziła swoją Córkę , nigdy z Niej nie zrezygnowała i na końcu przyprowadziła do Swojego Syna- Jezusa.

Nabożeństwo pierwszych sobót

z pięknymi rozważaniami różańcowymi św. biskupa Józefa Sebastiana Pelczara oraz

z tajemnicami światła!

5 3 głosów
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x