Paulina: Uzdrowienie z nerwicy lękowej

Odmawiałam nowennę, ponieważ sprawa była beznadziejna, a Maryja nigdy mnie nie zawiodła. Tak było i tym razem. Cierpię na nerwicę lękową od około szesnastu lat. Były momenty gorsze i lepsze, ale zawsze dawałam radę walczyć z chorobą i nie utrudniała mi ona jakoś mocno życia. Nigdy jednak nie było tak źle, jak na początku tego roku. Nerwica lękowa rozwinęła się u mnie do tego stopnia, że bałam się wyjść z domu, ponieważ dostawałam ataku paniki. Szukałam ratunku u psychiatry, jednak ten przepisywał mi kolejne leki, które nie działały, a wręcz pogarszały moje samopoczucie. Czemu wcześniej nie odmówiłam nowenny zamiast się męczyć tak długo? Odmawiałam nowennę wielokrotnie i za każdym razem otrzymywałam pomoc, wsparcie i rozwiązanie problemu. Tak stało się również teraz. Nowennę zaczęłam na początku marca i skończyłam zaraz po świętach wielkanocnych. Było mi bardzo źle, żałowałam, że nie mogę uczestniczyć we Mszach Świętych, zwłaszcza w święta. Ostatni raz przed wznowieniem choroby byłam w styczniu w kościele, potem nie dawałam rady chodzić na Msze aż do pewnego momentu. Dwa tygodnie temu byłam pierwszy raz sama w kościele, choć bardzo się bałam. Wczoraj poszłam na Mszę już bez lęku i strachu. Wychodzę z domu i czuję się dużo, dużo lepiej, a wiem, że to nie koniec. I to wszystko bez leków. Chwała Panu! Paulina

    • Ewa nie poddawaj się ,zostało ci tylko 24 dni .Moja kochana mama tez cierpiała na nerwice lekowa.Pewnej soboty spojrzała na obraz Matki Bozej Nieustajacej Pomocy i powiedziała „Matko Boza zabierz ode mnie ta chorobę „i Matka Boza zabrala to cierpienie.Na drugi dzień w niedziele moja mama sama poszala do kościoła ,a nie chodzila chyba 8 lat ,bo już samo wyjście z domu było dla niej koszmarem i zaraz wracala z powrotem w ataku paniki,byla więźniem własnego domu.Zaufaj Jej proszę .

      • Będę odmawiać do końca i to nie będzie na pewno moja ostatnia bo dzięki nowennie nie czuję się już taka samotna i pusta w środku.

        • I tak trzymaj .Ja także odzyskałam spokuj ,otrzymałam wiele lask i nie zamierzam się rozstawac z tymi spotkaniami z Maryja w NP.

      • Moja mama też chorowała na nerwicę lękową. Jej pomogła modlitwa, ale w połączeniu z psychoterapią i farmakoterapią. Trochę trwało nim mama trafiła na tego właściwego psychoterapeutę, który bardzo jej pomógł. Na pewnym etapie potrzebne były też leki, które potem pod kontrolą lekarza mama odstawiła. Oczywiście mama modliła się, ale u niej oprócz modlitwy potrzebna była terapia i wtedy to było najlepsze, co mama mogła dla siebie zrobić. Obecnie zna reakcje swojego organizmu i umie z nim współpracować.

        • Tez Aniu ,moja mama już dawno temu chorowala na nerwice ,wtedy nie były tak popularne wizyty u psychologow, psychiatrow ,ona była faszerowana przez lekarza oksezepamem i relanium i lekarz rozkladal rece .Dlatego biedna rozpaczliwie zawolala do Matki Bozej,tam znalazła ratunek i nie chce być zle zrozumiana ze kochos odciągam od pomocy fachowej.Ja tylko opisałam cud jakiego doznala moja mama.

          • Irenko, ja nigdy nie neguję cudów bo one się zdarzają. Piszę o terapii bo wiem, że są osoby, które jej bardzo potrzebują. Oczywiście, Bóg jest Bogiem i zawsze może uczynić cud, ale nierzadko jest też tak, ze Bóg posługuje się medycyną. Po prostu przeraża mnie gdy ktoś tu pisze o myślach samobójczych (w dyskusjach pod innymi świadectwami) i w komentarzach zamiast nakłaniania do pójścia do lekarza i podjęcia terapii czytam o zachęcie do gorliwszej modlitwy. Ja nigdy nie neguję modlitwy, ale bywa i tak, że tego lekarza należy odwiedzić i zastosować się do jego zaleceń (oczywiście nie rezygnując z modlitwy). A już tego lekarza trzeba odwiedzić koniecznie gdy człowiek ma myśli samobójcze i czuje, że zaczyna tracić nad nimi kontrolę. Czasem wręcz trzeba wezwać policję, która nie pozwoli człowiekowi zrobić sobie krzywdę.

            • Aniu kochana ,dlatego napisałam ze nie chce nikogo odciagac od fachowej pomocy,oczywiscie ze Pan Bog posluguje się także lekazami ,w zadnym wypadku nie neguje że lekarze tez pomagają .Przeciwnie tez uważam ze w niektórych przypadkach trzeba isc po pomoc .

            • Irenko Kochana, akurat Twoje wpisy zawsze są pełne dobra, ciepła i miłości. Ty jesteś słoneczkiem, które zawsze podnosi na duchu. Dobrze, że jesteś.

          • Inną dla mnie niepojętą reakcją na wpisy o myślach samobójczych jest wręcz wyśmiewanie problemu i pisanie tekstów, które można streścić słowami ”weź się w garść”. Tylko, że ten człowiek nie weźmie się w garść bo nie jest w stanie i właśnie dlatego potrzebuje pomocy lekarza!

    • Ewo, nie zawsze wystarczy sama modlitwa. Bywa, że profesjonalna terapia u psychologa czy psychoterapeuty jest najlepszym, co człowiek może dla siebie zrobić gdy choruje na nerwicę. Człowiek poznaje wtedy mechanizm choroby i funkcjonowania swojego organizmu. Uczy się współpracy ze swoim organizmem i przepracowuje problemy osobiste. A to wszystko pod okiem osoby, która ma wiedzę i narzędzia jak pomóc. Moją mamę z bardzo silnej nerwicy i depresji wyciągnął właśnie lekarz. Przez pewien czas potrzebne były leki, które potem pod okiem lekarza mama odstawiła.

      • Chodziłam 4 miesiące na terapię.Niestety mam beznadziejną sytuację rodzinną nie widzę żadnego dobrego rozwiązania.

        • Ewa, być może nie masz wpływu na Twoją sytuację rodzinną, ale masz wpływ na siebie. Gorąco Cię zachęcam do powrotu na terapię. Bywa, że potrzeba lat terapii na przepracowanie rodzinnych problemów. 4 miesiące to malutko. Ewa, daj sobie szansę. Daj szansę komuś, kto ma wiedzę i narzędzia jak Tobie pomoc. Nie rezygnuj ani z modlitwy ani z terapii.

        • Kochana Ewo…na terapię potrzeba czasu. Na beznadziejną sytuację w rodzinie również. Mam 23 lata, nie będę tutaj pisać szczegółów, ale w moim domu było srednio przyjemnie. Czułam się niekochana, odrzucana, niezrozumiana, na czym ucierpiała moja samoocena. Wydawało mi się, że na czyjeś uczucie muszę zasłużyć, że muszę znosić wszystko, bo, jak mi wmawiano, jestem najgorsza i to ja muszę się dostosować do innych, a nie odwrotnie. Poznawałam różnych chłopaków, ale każdy z nich był podobny do mojego taty – despotyczny, zadufany w sobie, traktujący mnie bez szacunku. Dwa lata temu poznałam chłopaka, którego pokochałam całym sercem. Ale używał on wobec mnie przemocy fizycznej, wyzywał mnie (nawet nie napisze jak, takie to przykre), a ostatecznie tez zdradził. Zdrada to była kropka nad i. W tamtym czasie chorowałam, przebyłam dwie operacje, wiec zdrada calokowicie mnie załamała. I zaczęłam mieć dziwne i natrętne myśli. Po pewnym czasie te myśli tak się nasiliły, ze nie potrafiłam się od nich uwolnić i chciałam popełnić samobójstwo. Nie wychodziłam z domu, znowu zamknęłam się w sobie, unikałam kontaktu z ludźmi (stwierdzona fobia społeczna). Każdy dzień był udręka, czekałam do nocy, żeby moc zasnąć – z nadzieja, ze nigdy się już nie obudzę. Schudłam, wypadła mi połowa włosów, albo spałam po 30 godzin albo wcale przez kilka dni. Zmęczona cała sytuacja zaczęłam odmawiać nowennę. I wiesz co? CUDEM, bo inaczej tego nie nazwę, trafiłam przez bliską mi osobę do psychiatry. Jest to osoba mocno wierząca, która prosi o pomoc przy każdym pacjencie Ducha Świetego. Zaczęłam brać lekarstwa, uczęszczać na terapię. Moja sytuacja życiowa naprawdę nie jest kolorowa, ale o tym mogłabym napisać kilka książek. Jednak po lekarstwach i terapii zaczęłam ŻYĆ. Zaczęło mi się chcieć. Okazało się, ze już od wielu lat cierpię na nerwicę i depresję, a stresowe sytuacje z tamtego okresu pogorszyły mój stan i spowodowały, ze nawrót tej okropnej choroby był 10 razy gorszy niż zwykle. Uważam, że to Maryja, poprzez swoje wstawiennictwo, zaprowadziła mnie do odpowiedniego psychiatry, który właściwie rozeznał mój problem. Czuje się lepiej, chociaż to nie jest tak, ze wszystkie objawy minęły i nie miewam gorszych dni, w których żałuje, że żyje. Ale mam nadzieje. Dopóki ma się nadzieje – dopóty się żyje. Dlatego zachęcam Cię do zawierzania się Matce Bożej, do odmawiania koronki do miłosierdzia Bożego, ale także do poszukiwania odpowiedniego specjalisty i niepoddawania się po kilku wizytach. U niektórych osób trzeba czasu na znalezienie odpowiedniego leku, ja sama miałam zmienione lekarstwa. Tak samo zaczely one dopiero powoli działać po miesiącu, początkowo czułam się wręcz gorzej. Nie poddawaj się! Trzymam za Ciebie kciuki i pomodlę się, żebyś miała w sobie sile, aby walczyć z tą okropną chorobą! Myślami jestem przy Tobie 🙂

            • A byłaś u psychiatry? Może potrzebujesz po prostu leków, żeby wyjść z tego stanu. A wtedy będziesz mogła poukładać swoje życie i się zastanowić co robić dalej

            • Ewus ,kiedy bylam w szkole podstawowej była moda na pamiętniki ,na pewno wiele osob to pamięta.Dawalo się taki pamiętnik i dana osoba, oczywiście która sie chciało pamietac wpisywala wierszyk i tak dalej .Pamietam jak jedna z koleżanek napisala mi taki wiersz.”Kiedy pojdziesz zycia droga ,kiedy ciężko będzie ci ,nie mow nigdy ja nie mogę ,tylko Jezu pomoz mi”.Wtedy nawet nie zdawalm sobie sprawy jak ten wierszyk będzie w przyszlosi podnosil mnie na duchu.Dzis ja chce ci ten wierszyk zadedykować.i nie w sesie „Ewa weź sie w garść ,ogarnij sie „,tylko chce ci przypomnieć, ze Jezus nas bardzo kocha i choć czasem wydaje nam sie ze tak nie jest ,ze wszystko wali sie ,ze nie ma dla nas ratunku to jednak on przychodzi w ostatniej chwili i bierze nas na swoje ramiona ,wtedy tylko Jego slady widzimy na piasku ,bo On nas niesie na swoich plecach.

            • To proszę zacznij się gorąco modlić do Jezusa Jezu ty się tym zajmij i prosić ale tak szczerze od serca o pomoc i siłę wytrwania i On napewno przyjdzie i pomoże uwierz mi i Jemu .zawsze pomaga swoim dzieciom i nie opuszcza i w potrzebie ale musisz o to poprosić z P.Bogiem

          • mimo wszystko jestes młoda, Twój problem jest typowy, dorastamy w wiekszosci w domach albo z ojcami w pracy, albo z nierozumiejacymi swojej roli, ja mimo super talentow, srednio sobie radze (nie tragicznie) miedzyinnymi z tego powodu. znam mnostwo osob bliskich, przyjaciol, ktore miały/maja problemy z akceptacją, podswiadomie wybierasz na mezczyzne osobe podobną do ojca. musisz sie od tego uwolnic

    • Drogie panie lęki pochodzą od złego może trzeba głębiej zbadać problem i udać się xdo księdza egzorcysty

      • Mario, masz rację.Lęki pochodzą od złego. Różaniec jest egzorcyzmem dlatego warto zaufać przedewszystkim Matce Bożej.Zacząć z Nią wszystko, z Nią konsultować, pytać w kazdej decyzji.W każdej!
        Psychiatrzy pomagają jeśli problem jest faktycznie z psychiką, ale jeśli problem od złego to lekarze nic nie pomogą, ani żadne leki.
        Zresztą jeśli nie postawimy Matki Bożej a poprzez Nią Jezusa na pierwszym miejscu -i nie oddamy im steru to pobłądzimy…bo nie można stawiać lekarza na planie pierwszym.
        Kiedyś czytałam takie słowa w zapiskach mistyczki, słowa Jezusa do proszących o uzdrowienie:” lekarz to lekarz, a Ja to Ja”
        Jest więc diametralna różnica.

  • Ja odmawialam o uzdrowienie z nerwic. Niestety mam je jeszcze ale idzie ku dobremu raczej. Zastanawiam się nad psychoterapia, ale nie jestem tego pewna. Byłam kiedyś u terapeuty uzależnień nie był psychologiem, nie wiem czy pakować się w to drugi raz, choć pani która prowadzi metoda psychodynamiczna twierdzi że potrzebna mi dwuletnią terapia

    • Aga spróbuj jeszcze wybrać sie na Msze Sw o uzdrowienie i uwolnienie,napewno gdzies w pobliżu takie sa odprawiane.Ja poszlam na taka Msze w intencji mojego meza i mi Jezus zabral moje dolegliwosci.Mialam często bole w okolicy serca ,bardzo przypominające zawal ,które znam z opisy i były takie same ,za pierwszym razem kiedy taki bol mnie zlapal miałam już karetke wzywac ,ale bol ustapil.Kiedy pojawialy sie kolejne bole nie wpadałam już w panike tylko probowalam sie uspokoić i znowu wszystko przechodzilo.Od tamtej pory ,kiedy bylam na tej Mszy nigdy więcej takie bole nie wrocily.Pamietam ze podczas modlitwy o uzdrowienie ten ojciec ,zakonnik ,mowil ze Pan Jezus uzdrawia kogos z choroby serca ,nie wzielam tych slow do siebie ,myslalam ze o kogos innego chodzi ,ale teraz już wiem ze to mnie Jezus uzdrowil.

    • Tak,psychodynamiczna terapia jest długa,trudna i bywa bolesna. Ale na swoim przykładzie wiem, że skuteczna. Tylko trzeba chcieć współpracować i być cierpliwym. Każdy przypadek jest inny i najważniejsze znaleźć się w profesjonalnych rękach. Módl się Agnieszko o prowadzenie Boże i opiekę Matki Bożej. A potem zacznij terapię.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości