A.: Nigdy nie trać nadziei

To moje trzecie świadectwo, a chyba 8 nowenna pompejańska. Mija właśnie 5 lat od momentu, gdy dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Dziś, choć wiem, że ta kobieta jeszcze „jest” w naszym małżeństwie, to czuję i wiem, że Matka Boża nie pozwoli, by Zły wygrał w walce o moje małżeństwo, które chcę uratować ze wszystkich sił. Od momentu, gdy się dowiedziałam o tej dla mnie strasznej rzeczy najpierw się załamałam. Dzięki życzliwości i mądrości bliskich mi osób zaczęłam modlić się (różnymi modlitwami, aż natrafiłam na Nowennę Pompejańską) Wcześniej modliłam się, ale teraz wiem, że to było „klepanie”, a nie modlitwa. W trakcie odmawiania Nowenny płakałam, rozpaczałam, szukałam pomocy (w rodzinie, u obcych, w kościele). Choć były momenty zwątpienia, ogrom ran i bólu po drodze, to teraz wiem, że Pan Bóg i Matka Boża chcieli bym najpierw zrozumiała, że ja też w życiu źle postępowałam. To nieszczęście odmieniło mnie. Teraz, gdy patrzę z perspektywy 5 lat widzę jak Matka Boża nas dźwigała. Zły walczy o duszę mojego męża, o zniszczenie naszego małżeństwa, naszej rodziny (mamy 3 dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, oboje pracujemy), zło w naszym małżeństwie słabnie, bo nie walczymy sami tylko z pomocą Matki Bożej i samego Boga. Jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiliśmy nawet rozmawiać ze sobą. Ale codzienna modlitwa, wiara, wytrwałość i bezgraniczne zaufanie Panu Bogu i Matce Bożej zdziałało cuda. To wszystko dzięki Nowennie Pompejańskiej, która każdego dnia dodawała mi sił i pokazała, że gdy Pan Bóg na 1 miejscu to wszystko zaczyna się układać.

  • Tytul sugeruje , ze bitwa o meza juz wygrana tymczasem tresc przekazuje zupelnie co innego. 5 lat zycia w stresie, bòlu etc, kilku osòb, rozumie sa male dzieci, ale czy to warto sie ludzic? Jeszcze wczoraj trwala na ten temat dyskusja na forum, zrobi Pani jak zechce , ale placi Pani wysoka cene za trzymanie w domu meza. Ten jest w bardzo wygodnej pozycji, ma dom i opierunek a na zewnatrz inne i atrakcyjniejsze przyjemnosci, a o dusze swoja kazdy walczy sam. Nieech Pani walczy o sama siebie i o dzieci przede wszystkim.

    • Po Sakramencie Małżeństwa, oboje staliście się jednym, dlatego gratulacje dla Pani za ogromną pokorę i wiarę, że nawet przy tak ogromnych problemach zostawia to Pani Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, oraz, że zdaje sobie Pani sprawę z powagi Sakramentu Małżeństwa i tego, że dokonuje się on między 3 osobami, a Ta 3 jest Pan Jezus. Życzę wytrwalosci, pozdrawiam.

      • Staliscie sie jednym…wezmy jedno jablko, ktòrego polowa jest zgnila jesli jej sie natychmiast nie odetnie zgnije i ta druga to tylko kwestia czasu!

    • A ja się zgadzam z Anonimem. 5 lat ….. podziwiam, że się pani nie poddaje. Tylko czy warto….Ja bym nie dała rady. Ale każdy ma swoją drogę i sam podejmuje decyzje.

      • Miłość może wszystko. A gdy Bóg z nami to jeszcze bardziej jest wszystko możliwe. Tylko trzeba kochać naprawdę na dobre i na złe. To przysięgamy w sakramencie małżeństwa przed Bogiem właśnie
        Więc trwajmy w tym a nie uciekajmy przed trudnym.

        • Pieknie to ujelas Anetko
          Podziwiam panie walczace nieraz latami o malzenstwa sakramentale!!

    • No coż są ludzie,którzy myślą po Bożemu i Ci ,którzy myślą po ludzku.
      Autorce świadectwa życze błogosławieństwa i wierności Bogu.

      • Ale nawet myslenie po bozemu zabrania krzywdzenia siebie i dzieci! Bo takie przygarniecie chlopa i plakanie nad nim i soba to ciche samobòjstwo postepujace z dnia na dzien…

        • Zgadzam się. A przecież nigdzie indziej jak w piśmie świętym jest mowa o perłach i świniach. Ale szanuję wybór innych. Mi jest łatwiej bo nie mamy dzieci.

        • Anonim, mylisz zdade z przemocą.
          Nie bede wchodzić w dalsze dyskusje ,bo każdy ma prawo do własnego zdania jak i do własnych wyborów . Wiem jedno Kościół dał nam za przykład świętych i ich mamy naśladować ,jest to bardzo trudne zwłaszcza w dzisiejszych czasach ,gdzie zło nazywane jest dobrem a dobro złem.To Pan Bóg bedzie każdego z nas sądził pozwólmy ludziom mieć wolną wole jak Bóg daje nam. Na tym polega prawdziwa miłość nie krytykuje a szanuje twój wybór twoje decyzje. Zamiast wypisywanie zbędnych komentarzy lepsza jest modlitwa za daną osobe.

          • Żadne komentarze nie są zbędne. Każdy z nas ma prawo przedstawić swój punkt widzenia. Mnie interesuje co myślą inni. Mogę się zgadzać bądź nie, ale chcę posłuchać innych.

            • Agnieszko należy pamiętać ,że z każdego słowa bedziemy rozliczani pisanego lub wypowiedzianego. Nad każdym słowem trzeba się zastanowić czy ono jest napewno na Chwałe Boga.
              Bo jak pisze św. Faustyna nie zdajemy sobie sprawy ,że nawet tak z drobnych szczegółów naszego życia przyjdzie nam zdawać sprawe przed Bogiem .

            • Bedziemy przede wszystkim rozliczani z czynòw i milosci do Boga, tu trzeba sie zastanowic czy przez to przyjecie pod dach cudzoloznika nie krzywdzi sie dzieci

            • Do Anonim2
              Słowem czasami można zabić… Słowa mają potężną moc.
              „A słowo Ciałem się stało”
              Będziemy sądzeni ze wszystkiego . Jedynie miłość bedzie tym co nas uchroni przed wiecznym potępieniem . A słowa wypowiadane z miłością ku pokrzepieniu innych są tak same ważne jak czyny . A za słowa krzywdzące lub wypowiadane ze złością lub w nienawiści będzie trzeba odpokutować .

            • Nie wiem może głoszę herezje ale mój Bóg jest moim przyjacielem. Ja mam kilkoro przyjaciół. Z tymi osobami łączy mnie specjalna więź. Nie kadzimy sobie, żeby było miło i przyjemnie ale znamy się jak łyse konie i ( za przeproszeniem) walimy prosto z mostu. Tak sama relacja łączy mnie z Bogiem. Mówię, to co myślę. Bóg zna moje myśli, serce, wszystko. Ja nie potrafię udawać i lukrować swojego języka. Wiem, że On jest Bogiem a ja marnym pyłem ale relacja musi być prawdziwa. Dzisiaj byłam w kościele i nasz ksiądz Lukasz powiedział kazanie, jak zwykle genialne. Bóg nie oczekuje od nas , że będziemy świętymi już teraz. On docenia nasze starania. I na końcu zobrazował, że Jezus wjechał do Jerozolimy na osiołku a nie na rączym rumaku…..

  • Bardzo dobrze że walczysz o męża. Jesteście połączeni Sakramentem Świętym poza tym ja nie mam żony ale jestem przekonany że w małżeństwie mąż i żona odpowiadają za siebie nawzajem i trzeba się modlić za siebie nawzajem. Popatrz gdybyś się nie modliła zostawiła byś Wasze małżeństwo na pastwę losu przepraszam za wyrażenie innymi słowy pozwoliła byś aby Szatan całkowicie zniszczył Wasze małżeństwo. Nie poddawaj się walcz i módl się za Was rodzinę.
    Niech Bóg Wam błogosławi a Maryja ma Was w opiece.
    Szczęść Boże

    • Pięknie to napisałeś Paweł : Chciałabym mieć takiego mądrego męża jak Ty, żeby tak myślał jak Ty. Widać dojrzałość w tym co piszesz Jakbyś szukał żony to odezwij się

  • Czytam tą dyskusję i przyszła mi do głowy pewna myśl. Zaznaczam, ze mężatką nie jestem. A może kluczem w opisywanych sprawach: zdrady, odejścia męża, jest to by nie zatracić samej siebie, poczucia własnej wartości i godności. Zobaczcie, są kobiety tak bardzo pragnące powrotu tego wiarołomnego męża, że poświęcają temu celowi wszystko z dziećmi i własnym życiem. Swoją wartość i godność uzależniają od tego, czy ten mąż wróci. Płacą za to depresją, załamaniami, dzieci też wymagają terapii i mają kompletnie wykrzywiony obraz małżeństwa. Są też takie kobiety, które modlą się, oddają sprawę Bogu, ale nie rezygnują ze swojego życia – dbają o siebie, wychowują dzieci, żyją swoim życiem, choć jest im BARDZO trudno. Znają jednak przy tym swoją wartość i godność i nie pozwalają sobą pomiatać. Nie wiem, czy rozumiecie. Daleka jestem od szafowania rozwodami, powtórnymi związkami. Chciałam tylko namówić Panie byście nie zapominały, że Wasza wartość i godność nie zależy od tego, czy ten mąż wróci, czy nie. A może właśnie dobrze żeby ten mąż zobaczył, że jesteście zadbane, że sobie świetnie radzicie bez niego? Niech poczuje, że bez niego Wasze życie biegnie dalej i wcale się nie kończy! Życzę Wam, by sprawy Waszych małżeństw rozwiązały się w sposób dla Was najlepszy. I żeby było jasne – nie namawiam do rozwodów! Namawiam do pracy nad poczuciem własnej wartości godności. Niech pan mąż odczuje, że nie jest pępkiem świata.

    • Wartosciowa wypowiedz wychodzaca poza frazesy o dozgonnym byciu z osoba, ktora nie szanuje czy zdradza.

      • Czytam tu jak kobiety piszą, że są u kresu sił, że ledwo żyją i jest mi ich bardzo żal. Mam ochotę każdej z nich powiedzieć. Żyj swoim życiem, módl się, oddaj wszystko Bogu, ale żyj. Pracuj nad swoim poczuciem własnej wartości bo ona nie zależy od Twojego męża. Mnie zwyczajnie szkoda tych umęczonych kobiet uzależniających swoje życie od męża.

      • Anonimie2, tu pojawia się jeszcze jedna kwestia. Jacy byli ci mężczyźni przed ślubem – może już wtedy zdradzali i nie szanowali? My kobiety mamy tendencję do wiary, że ukochany mężczyzna po ślubie się zmieni na lepsze i za tą wiarę wiele kobiet płaci potem okrutną cenę.

        • Za glupote sie zawsze placi wczesniej czy pozniej, wiele osob widzi wady przed slubem, ale mysli, ze wszystko sie zmieni na lepsze …bo milosc, oczarowanie….to chwilowe otumanienie potem przechodzi i tu sie zaczyna szara lun czarna rzeczywistosc

    • Czytam Pani komentarz i myślę o sobie, mam 26 lat dwójkę dzieci i męża który od nas odszedł, były klotnie wyzwiska a teraz jestem w trakcie odnawiania wraz z teściową drugiej noewnny i mamy z mężem coraz lepszy kontakt, zaczęłam dbać o siebie nie wkurzac się o byle co, zachowałam spokój próbuje z nim rozmawiać a nawet dopasować się do jego czasu ponieważ mąż pracuje a ja jestem z dzieci ze względu na to że są malutkie, cała wypłata męża jest dla nas często przychodzi poświęca czas dzieciom widzę jak na mnie zerka odkąd się zmieniłam zaczęłam żyć własnym życiem nie uzalc się nad sobą nie robić awantur bo przyszedł tylko na chwilę czuje ze naprawdę jest lepiej.. Nie chodzę codziennie do kościoła nie poświęciłam się całkiem tylko i wyłącznie modlitwom ale robię to jak mam tylko czas żeby odmówić te 3 różane i prosić Matkę Boska o powrót męża ale wiem że życie toczy się dalej i jeśli mąż ma wrócić to wróci Bóg wie najlepiej z deugiej strony tak myślę skoro jesteśmy małżeństwem sakramentalnym to chyba Bog nie planuje dla mnie życia z kimś innym takefo planu nie ma a z drugiej strony to czekanie i zastanawianie się też jest męczące chociaż nie szukam innego bo wiem ze wszystko jest w rękach Boga to myślę a jka nie pomoże? Bo tak powinno być to co? Ma dla mnie drugiego męża? Zastanawiające i zadziwiające to wszystko ale nic z tym nie zrobimy..

  • Drogie Panie pamietajcie o jeszcze jednym – Wy nie jesteście zbawicielami Waszych męzów. Wasi mężowie (i każdy z Nas) już mają Zbawiciela i jest nim Jezus. Wy nie macie zbawiać Waszych mężów bo nie jesteście Jezusem. Pamiętajcie też, że Bogu zależy na Waszych mężach jeszcze bardziej niż Wam.

    • Tak dla przypomnienia Bóg nas potrzebuje ,aby zbawić grzeszników” «Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie modli się za nie ani nie umartwia».
      Słowa Matki Bożej fatimskiej.
      o Franciszku „W jego życiu dokonuje się przemiana, którą moglibyśmy nazwać radykalną; przemiana z pewnością niezwykła u dziecka w jego wieku. Franciszek podejmuje głębokie życie duchowe, które wyraża się w wytrwałej i żarliwej modlitwie, osiągającej szczyt prawdziwego zjednoczenia mistycznego z Bogiem. To ona też prowadzi go do stopniowego oczyszczenia duchowego poprzez wyrzekanie się przyjemności, a nawet niewinnych zabaw dziecięcych.

      Zniósł bez jednej skargi dotkliwe cierpienia spowodowane przez chorobę, która doprowadziła go do śmierci. Zdawało mu się, że to wszystko za mało, aby pocieszyć Jezusa; umarł z uśmiechem na ustach. W małym Franciszku wielkie było pragnienie wynagrodzenia za winy grzeszników, dlatego starał się być dobry i ofiarowywał swoje wyrzeczenia i modlitwy. […]”
      Mała Hiacynta głęboko odczuwała i przeżywała tę boleść Matki Bożej, heroicznie składając samą siebie w ofierze za grzeszników. Pewnego dnia, kiedy zapadła już razem z Franciszkiem na chorobę, która przykuła ich do łóżka, Maryja Panna odwiedziła ich w domu, jak opowiada sama Hiacynta: «Matka Boża przyszła nas odwiedzić i powiedziała, że już wkrótce wróci, aby zabrać Franciszka do nieba. Mnie zaś zapytała, czy chcę nawrócić jeszcze więcej grzeszników. Odpowiedziałam, że tak». A gdy zbliżała się chwila odejścia Franciszka, Hiacynta poleca mu: «Pozdrów ode mnie serdecznie Naszego Pana i Naszą Panią i powiedz im, że będę cierpiała tyle, ile zechcą, aby nawrócić grzeszników». Hiacynta była tak głęboko poruszona wizją piekła, jaką ujrzała podczas objawienia 13 lipca, że żadne umartwienie ani pokuta nie wydawały się jej zbyt wysoką ceną za zbawienie grzeszników. […]

      • Meno, tylko pytanie, czy my mamy prawo pisać tym umęczonym kobietom – cierp, umartwiaj się bo tak robiły dzieci z Fatimy? Nie zrozum mnie źle. Ja nie namawiam do rozwodu, ale jak czytam, że kobieta ma depresję, ledwo żyje i jest cała skupiona na mężu, który ma ją gdzieś, budzi się we mnie bunt. Ta kobieta jest już dość umartwiona. Ona musi zrobić coś dla siebie. Ona musi odzyskać równowagę. Owszem, może modlić się za męża, ale ten mąż nie może stanowić centrum jej życia. Meno, jesteśmy zbawieni przez Jezusa. Nie możemy wymagać od ledwie żywej kobiety by katowała się dalej, zwłaszcza, że ani Ty ani ja palcem nie kiwniemy tego ciężaru. Niech ta kobieta odzyska równowagę, poczucie własnej wartości, niech żyje. Za męża męża może się modlić, ale niech się nie katuje.

      • Meno, tylko, że my nie mamy prawa na podstawie objawień fatimskich pisać ledwie żywym kobietom by katowały się dalej, zwłaszcza, że ani Ty ani ja palcem nie kiwniemy tego ciężaru. Te kobiety musza odzyskać równowagę. Mogą się modlić za mężów, ale nie mogą oni być centrum życia tych kobiet!

        • Tak samo jak nie mamy prawa by im mówić ,aby tego nie robiły Nie znamy Bożych Planów wobec innych. Jedyne prawo jakie mamy to modlitwa za nie i ich rodziny. Dla przypomnienia żyjemy w czasach gdy duch ofiary jest wszędzie krytykowany. Nawet przy tak pięknym świadectwie jak to . TeżAniu choroba , berobocie ,śmierć odejście męża, żony czy wiele innych cierpień ,które ludzie dźwigają może załamać tak ,że dana osoba nie może się podnieść . W każdym takim przypadku najważniejsze aby to Boże Plany się wypełniły bo jedynie Bóg wie jak każdej z tych osób pomóc i przemienić krzyż w radość.

          • „Jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiliśmy nawet rozmawiać ze sobą. Ale codzienna modlitwa, wiara, wytrwałość i bezgraniczne zaufanie Panu Bogu i Matce Bożej zdziałało cuda. To wszystko dzięki Nowennie Pompejańskiej, która każdego dnia dodawała mi sił i pokazała, że gdy Pan Bóg na 1 miejscu to wszystko zaczyna się układać.”

          • Meno, może to kwestia indywidualnej wrażliwości. Ja po prostu nie potrafię kazać tym kobietom nieść ofiarę, gdy sama tej ofiary nie tknę palcem. Piszę z serca – kobieto, stań na nogi, zrób coś dla siebie. Módl się za męża, ale nie czyń go centrum swojego życia. Pamiętaj, że jesteś wartościowym człowiekiem i masz godność. Żyj swoim życiem. Męża oddaj Bogu, bo Jemu zależy na tym człowieku bardziej niż Tobie.

            • Też Aniu , a co gdy za Twoją poradą kobieta tak „stanie na nogi” że odejdzie też od Boga?Tak dla jasności ja im nie mówie ,aby z nimi były ,ja tylko szanuje ich wybór i bardzo współczuje oraz wspieram modlitwą bo tylko tak realnie moge im pomóc. Bo Bóg wie co dla nich i ich małżeństwa najlepsze , też dla ich dusz.

            • Meno, ale ja nie piszę aby te kobiety odeszły od Boga. Ja piszę i to podtrzymuję aby nie żyły w depresji, w stanie załamania, w koncentracji na osobie męża. Radzę im by stanęły na nogi, by żyły swoim życiem – pracowały, wychowywały dzieci, rozwijały zainteresowania i oczywiście budowały zdrowa relację z Bogiem. Pełna zgoda – warto się modlić i jak zauważyłaś, tylko (i aż) tyle możemy zrobić.

            • Aniu dla kobiet ,ktore dowiaduja sie o zdradzie meza to jest ogromne cierpienie.
              Dziwisz sie ze wpadaja w depresje, ze sa zalamane ?
              Dziwisz sie ze walcza o rodzine, same bedac w rozpaczy patrza na cierpienie swoich dzieci.
              Bo ja je podziwiam !
              Dluga droga przed nimi , zeby dojsc do siebie , zorganizowac öd nowa zycia nieraz z mezem nieraz nie. To jest proces .

            • Dano, pełna zgoda. Ja właśnie dokładnie o tym pisałam. Być może źle dobrałam słowa. Tym bardziej dziękuję za Twój komentarz bo wiele rozjaśnia. Mam świadomość, że depresja, załamanie nie mija z dnia na dzień, to proces.

            • Meno, nie miej mi za złe tego, co napiszę, ale analogicznie – 1) Po co uczyć dziecko posługiwać się nożem? A jeśli kiedyś kogoś zabije?
              Nożem można ukroić chleb i można zabić i analogicznie jest ze wszystkim.

          • Meno, wiele z tych kobiet ma dzieci. I one dla tych dzieci muszą żyć. One nie mogą zasklepić się w cierpieniu z powodu męża.

            • Też Aniu, dlatego tak ważne aby Boże Plany się wypełniły wobec każdej z tych kobiet ,bo Bóg nie chce aby się pogrążyły w depresji.
              Ps. Zmieniając temat w dniu dziejszym rozpoczęłam nowenne pompejańską za Ciebie jak Ci kiedyś obiecałam.
              Pozdrawiam

            • Bardzo Ci dziękuję meno. Jestem tak zaskoczona, że nawet nie wiem, co napisać. Bardzo pozdrawiam

            • Piekne uczucie, gdy ktoś się za Ciebie modli 🙂

  • Warto też mieć na uwadze, że w przypadku modlitw o powrót męża w grę wchodzi wolna wola drugiej osoby. Drogie Panie, to nie jest tak, że Wy źle się modlicie. Jestem pewna, ze modlicie się najlepiej jak potraficie. Tu wchodzi wolna wola pana męża. Oddajcie to Bogu i nie miejcie żadnych wyrzutów sumienia, że źle się modlicie bo to nieprawda. Chodzi mi o to, żebyście się nie pozamęczały wątpliwościami, że źle się modlicie.

    • Też Aniu ,w każdym wypadku w gre wchodzi wolna wola człowieka np. w modlitwie o nawrócenie grzesznika.

      • Pełna zgoda, moja babcia modli się o nawrócenie syna kilkanaście lat. Niestety, wujek ma wolną wolę…

    • „Wiesz, miałam możliwość rozmowy z księdzem egzorcystą i dostałam od niego takie wskazówki:

      Nie mogę wyrazić zgody na rozwód.
      Mam walczyć o niego po ludzku tak jak mogę (chodzi nie o walkę typu ja teraz tobie pokażę, tylko w taki sposób, żeby podczas rozpraw wykazywać błędy niezrozumienia oraz kłamstwa).
      Mam się nadal modlić za męża.
      Mam na niego czekać i być gotowa na jego powrót.
      Ksiądz egzorcysta na moje pytanie, że każdy mi mówi, że mąż ma wolną wolę odpowiedział, że tak każdy człowiek ma wolną wolę, ale mój mąż już nie ma „wolnej woli”, gdyż nie taką wolę dawał mu Bóg. Dlatego też stwierdził, że muszę walczyć o tę jego wolną wolę i o to, aby powrócił do wolnej woli jaką dał mu Bóg. Walczyć o męża to nie znaczy zniszczyć go, tylko prosić również innych ludzi dobrej woli, aby mu mądrze pomogli w jego nawróceniu.

      W tym samym czasie miałam możliwość rozmawiania z drugim księdzem egzorcystą. Wiesz, oni obydwaj stwierdzili, że o męża należy walczyć – o jego nawrócenie i wyrwanie go z tych złych rzeczy.”

      Piszę Tobie to, bo ja jestem tylko prostym człowiekiem i moje działania zgodne są z tym, co czuję wewnątrz. Uwierz mi, że gdybym chciała walczyć tak jak to potrafią inni, to mój mąż mógły bardzo to przypłacić i to na każdej linii. Zrobił bardzo dużo złych rzeczy, ale ja ich nie ruszę, a przed sądem bronię się tylko.

      Nie jest to miły czas. Jest to bardzo trudny dla mnie czas. To tak tytułem wyjaśnienia odnośnie walki.

      Fragment listu, który otrzymałem od Doroty.”

      • Bóg powinien to pozałatwiać bo był przy tym sakramencie, to chyba farsa żeby z ludzi niewolników zrobić

        • Może nie ucz Boga co ma robić, On wie lepiej
          Nie ta kolejność, to my mamy słuchać Boga, a nie Bóg nas

  • Piękne. Niech Wam Pan Bóg błogosławi. Bardzo panią rozumiem walczę 4 lata ale nic dobrego się nie dzieje.

  • Te negatywne komentarze to podszepty zlego. On mówi że nie warto. Nie słuchaj to. Cały ból zanurz w ranach Jezusa. Poszukaj koronki ratujacej małżeństwa. Odmawia się ją 90 dni i najlepiej poproś kogoś kto by jeszcze za was odmawiał. U mnie zadziałała cuda A małżeństwo miało się mu koncowi przy 2 małych dzieci. Jezu ufam tobie a tobie Boże ofiaruje cialo i krew Twojego Syna.
    Pozdrawiam

  • A może jest tak, że każdy z nas dołożył swój kawałek do dyskusji i wszystkie kawałki razem wzięte i przemodlone stworzą spójny obraz? Dużo dobra drogie Panie i dobrych, mąrych ludzi wokół.

  • Też myślałam że że robię dobrze pozwalając że mój mąż jest w domu ..gdy mnie zdradzał ..
    Syn załamał się wpadł w złe towarzystwo i kłopoty..
    Musiałam pracować ciężko by utrzymywać rodzinę ..
    Syn nie potrafił uczyć się w tych warunkach
    Efekt taki że mąż dalej dokucza i lata za kobietami

    Syn został z byle jaka szkołą
    A ja umęczona wszystkimi obowiązkami i rachunkami..
    Taki efekt bycia dobrą i lojalną..

  • „NOWENNA POMPEJAŃSKA URATOWAŁA NASZE MAŁŻEŃSTWO

    Wmawiano mi, że jestem nieudacznikiem, że ojciec zostawił nas, jak się dowiedział, że mam się urodzić, i że to moja wina.

    Nigdy bym nie pomyślał, że będę pisał świadectwo na temat swojego nawrócenia, które zawdzięczam Królowej Różańca Świętego – Maryi. Wcześniej moja żona podzieliła się swoim świadectwem o tym, jak Nowenna pompejańska uratowała nasze małżeństwo (Stałam się świadkiem niesamowitych cudów [w:] „Miłujcie się!”, nr 3-2014).

    Zacznę od początku. Ojciec zostawił naszą mamę, gdy była ona ze mną w ciąży. Moja siostra miała wtedy zaledwie kilka miesięcy. Byłem dzieckiem trudnym i nadpobudliwym. Zawsze chciałem być dobry, ale mimo swoich starań więcej szkodziłem innym, niż czyniłem dobrze.

    Moja rodzina na temat wiary i Boga nic mi nie mówiła. Mama kazała mi chodzić do kościoła, sama jednak tego nie robiła. Może dlatego, że zawarła związek cywilny z innym mężczyzną, po tym jak mój ojciec odszedł do innej kobiety?

    Nie czułem wtedy bliskości Boga. Pierwsza Komunia Święta i bierzmowanie nie miały dla mnie większego znaczenia, ponieważ nie rozumiałem ich sensu.

    Podstawówkę pamiętam jako pasmo porażek i poniżania ze strony niektórych uczniów i nauczycieli. Wmawiano mi wtedy, że jestem nieudacznikiem, że ojciec zostawił nas, jak się dowiedział, że mam się urodzić, i że to moja wina.

    Nauczycielka traktowała mnie źle, bo pochodziłem z biednej rodziny. Mówiła mi, że nadaję się tylko do tak zwanych esów [szkół dla osób niepełnosprawnych intelektualnie – przyp. red.]. I może bym trafił do szkoły specjalnej, gdyby nie testy w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam stwierdzono, że jestem mądrym dzieckiem, ale leniwym.

    Już jako młody chłopak sięgałem po alkohol i wdawałem się w bójki. Najpierw – choć sam byłem bity w szkole i w domu – bałem się bić innych, żeby nie zrobić komuś krzywdy.

    Niestety, po dłuższym okresie upokorzeń i przemocy fizycznej doświadczanej przeze mnie ze strony rówieśników coś we mnie pękło. Zrodziła się wówczas we mnie ogromna agresja.

    Pierwsza moja bójka bardzo mi się spodobała, nawet sprawiła mi radość. Nareszcie pokazałem siłę i to ja krzywdziłem, a nie byłem krzywdzony.

    Od tamtej pory moje życie zmieniło się zupełnie. Z zakompleksionego, słabego chłopaka stałem się twardzielem, któremu nikt nie podskoczy. Zaczęło się nałogowe palenie, picie i bójki. To był cel mojego życia: pokazać wszystkim, że jestem coś wart.

    Tak postrzegałem wtedy „bycie kimś”. Doszło do tego, że przestałem odróżniać dobro od zła…

    Skończyłem szkołę podstawową i trafiłem do zawodówki, ale w połowie drugiej klasy rzuciłem naukę. Wpadłem w towarzystwo z marginesu, zacząłem kraść. Zabierałem mamie pieniądze z portfela, nawet wynosiłem niektóre rzeczy z domu.

    Mama kochała nas tak, jak potrafiła. Ale jak mogła dać nam prawdziwą miłość, skoro sama nigdy nie czuła się kochana, ani w domu rodzinnym, ani w małżeństwie? Związek cywilny, z którego urodziła się moja przyrodnia siostra, też nie przyniósł mamie upragnionego szczęścia. Był dla niej kolejnym rozczarowaniem i zakończył się rozstaniem.

    Ojczym dużo pił i bił mamę, mnie zresztą też się dostawało. Gdy mama go wyrzuciła, myślałem, że odtąd będzie dobrze. Dostaliśmy wtedy nowe mieszkanie z lepszymi warunkami, jak na tamte czasy.

    Niestety, w tym właśnie czasie mama zaczęła pić. Topiła smutki i brak siły w alkoholu. Wychodziła z domu i wracała wieczorami. Pamiętam, że wiele razy, jako nastolatek, wychodziłem szukać jej na wiosce.

    Kilka razy mówiła mi też, że idzie do lasu się powiesić, bo nie ma już sił. Nie wyobrażacie sobie, jaka to jest trauma dla dorastającego chłopca, kiedy czeka pod domem i wypatruje mamy – czy wróci, czy nie…

    Wszystko to miało bardzo negatywny wpływ na moją psychikę. Postanowiłem wtedy, że będę twardy. Pomyślałem, że tak będzie dla mnie lepiej. Cierpienie mojej mamy nie będzie mnie już męczyć i nie będę musiał więcej płakać, bo to oznaka słabości.

    Tak się pogubiłem, że już w wieku 22 lat trafiłem do więzienia. Zostałem skazany na pięć lat. Już wcześniej byłem karany, ale zawsze kończyło się wyrokami w zawieszeniu. Teraz nieodwracalnie czekał mnie pobyt w zakładzie karnym. Nie zrobiło to na mnie jednak większego wrażenia.

    Pamiętam, że mama płakała, a mnie było to obojętne. Nic nie było w stanie mnie wtedy poruszyć, tak jakbym miał serce z kamienia. Nawet widok mojego półrocznego synka z nieformalnego związku z dziewczyną, której nawet nie kochałem, nie był w stanie rozbić muru, jakim się wówczas otoczyłem…

    Niestety, w więzieniu nie nauczyłem się niczego dobrego, a jedynie tego wszystkiego, co prowadzi do zguby: chamstwa, cwaniactwa, bójek, oglądania pornografii… Wiedziałem, że połowa osadzonych wraca do więzienia, więc nie widziałem sensu zmiany swego życia.

    Przyzwyczaiłem się do otoczenia, w którym się znalazłem, i nie wydawało mi się ono takie straszne. Dobrze, że skończyłem tam chociaż zawodówkę. Przed końcem wyroku puszczono mnie na przepustkę. Gdy jej termin się zbliżał, coraz bardziej obawiałem się opuszczenia zakładu. Można powiedzieć, że wypchnęli mnie siłą.

    Czas tej pierwszej swojej przepustki spędziłem na piciu alkoholu z kolegą. Druga była już lepsza – podczas niej poznałem swoją przyszłą żonę, Gosię.

    Nadszedł termin wyjścia z więzienia i czas podjęcia pracy. Gosia pomogła mi we wszystkim. I tak Pan Bóg zaczął swój plan nawracania mnie przez Gosię, która była i jest nadal bardzo wierzącą osobą.

    Zacząłem też chodzić z Gosią do kościoła, ale nie dla siebie, tylko dla niej. Nie rozumiałem wtedy niczego z Mszy św. Czasem nawet spałem na kazaniu – i nie dlatego, że było nudne, tylko dlatego, że nic do mnie z niego nie docierało.

    Nadszedł czas naszych zaręczyn, a później ślubu. Wymawiając słowa przysięgi małżeńskiej, nie rozumiałem prawdziwego jej sensu. Właściwie wcale wtedy nie wierzyłem w Boga i w zasadzie oszukałem swą przyszłą żonę, ale Pan Bóg realizował nadal swój plan.

    Po dwóch latach urodził się nam synek. Było pięknie, choć trudno. Wszystkie obowiązki, jakie niesie ze sobą dziecko, po czterech latach zaczęły mi dokuczać. Nie wychowywałem swego pierwszego syna, więc nie miałem pojęcia, że rodzina to poświęcenie i walka z egoizmem.

    Nie potrafiłem kochać i nie rozumiałem, czym jest prawdziwa miłość. Przez cały ten okres ciągle tkwiłem w pornografii, która uczy egoistycznego podejścia do kobiety – jak do przedmiotu, który ma zaspokoić pożądanie mężczyzny. W ten sposób szatan zniewalał mnie całkowicie.

    Najgorsze jest to, że nie spowiadałem się z tego grzechu, jak i z wielu innych. Wstydziłem się wyznać ten grzech przed księdzem, poza tym nie wiedziałem, jak właściwie powinien wyglądać rachunek sumienia.

    Przyjmowałem ciało Chrystusa po świętokradzku, co dało Złemu otwartą drogę do mnie i moich bliskich.

    Moje zniewolenie pornografią przyczyniło się do mojej zguby w postaci zauroczenia inną kobietą. Wiedziałem, że robię źle, ale nic się wtedy nie liczyło, ani syn, ani żona, tylko ta znajomość.

    Wmawiałem swojej żonie, że to świetna koleżanka, prawdziwy kumpel – i sam w to wierzyłem. Wydawało mi się, że żyć bez niej nie mogę.

    Pogrążałem się w tym wszystkim do momentu, gdy moja żona zaczęła się za mnie modlić. Podczas jej modlitw byłem zły. Zachowywałem się jak człowiek bez sumienia, krzywdziłem swoją żonę i synka… Maryja jednak wysłuchała modlitw mojej żony i wyprosiła u Jezusa moje nawrócenie oraz przywrócenie mi rozumu.

    Potem zaczęły się pierwsze modlitwy z żoną, klękanie podczas modlitwy. Było coraz lepiej. Trafiałem na dobrych ludzi i zacząłem nareszcie rozumieć Mszę św. Później wspólnie zaczęliśmy odmawiać Nowennę pompejańską z prośbą „o czyste serce i myśli” dla mnie.

    Pojechaliśmy na rekolekcje Ruchu Czystych Serc Małżeństw do Gródka nad Dunajcem. Był to pomysł żony. Nie spodziewałem się, że będzie tam tak pięknie. Radziłem sobie z modlitwami, słuchałem świetnych konferencji o wierze, Bogu i małżeństwie, a także pięknych świadectw chłopaków o podobnej przeszłości jak moja. Codziennie też uczestniczyłem we Mszy św.

    Dopiero tam uczyłem się prawdy o Bogu, o relacjach małżeńskich, o tym, czym jest prawdziwa miłość, rodzina. Czułem się tak, jakbym narodził się na nowo…

    Gdy modliliśmy się z Gosią w kaplicy przy ikonie Jezusa, Jego oczy nagle, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, ożyły. Ukazał mi się podczas modlitwy, doznałem Jego wielkiej miłości i przytulenia.

    Nigdy wcześniej nie zaznałem takiej miłości od nikogo. Nawet od swojej żony, która kocha mnie bardzo, bo to dzięki jej modlitwie zostałem uzdrowiony ze wszystkiego, co złe: z palenia, picia, przeklinania, pornografii, lęków itp.

    Po powrocie do domu pogłębiałem swoją wiarę – i nadal ją pogłębiam. Modlimy się z żoną cały czas Nowenną pompejańską w różnych intencjach – obecnie o nawrócenie mojej rodzonej siostry.

    Modlimy się również modlitwą siemiodniową Oblężenie Jerycha za swoich bliskich i znajomych. Efekty są niesamowite, są to znaki dane nam przez Pana Boga.

    Jedna osoba, nawrócona po spowiedzi z całego życia, obecnie modli się nowenną o uratowanie swojego małżeństwa, a pół roku wcześniej wyśmiewała się z nas i naszych modlitw.

    Druga przygotowuje się do spowiedzi z całego życia i chce zacząć życie z Bogiem.

    Trzecia zerwała cudzołożny związek z żonatym mężczyzną z dnia na dzień i wróciła do swojej rodziny. Napisała do nas:

    „nie wiem, co się stało, ale wszystko się zmieniło, moje uczucia się zmieniły, to jest niewytłumaczalne”,
    a my jej odpisaliśmy:

    „to Bóg Cię zmienił i jeszcze będzie zmieniał”.
    Bóg działa cuda – uwierzcie i módlcie się za swoje rodziny i znajomych. Wszyscy mają szansę się nawrócić, bo Bóg ich kocha i tylko On zna drogę do ich serc – ale ktoś musi się za nich modlić.

    Kiedy opowiadam o swoim nawróceniu, słyszę, że zwariowałem. Ale nie przejmuję się tym. Liczy się prawda i zbawienie nasze oraz naszych bliskich i znajomych.

    W tamtym roku urodziła się nam córeczka, a ostatnio się dowiedzieliśmy, że czekamy jeszcze na jednego członka rodziny. Dziękuję swojej kochanej Żonie za modlitwy i wytrwałość w cierpieniu i bardzo ją przepraszam za zło, którego przeze mnie doświadczyła.

    Bardzo Cię kocham, Gosiu, i dziękuję Bogu, że postawił Cię na mojej drodze, a Maryi, że nie pozwoliła mi tego zmarnować i zniszczyła plany szatana co do naszej rodziny. Plan Pana Boga się zrealizował.

    Niech Was wszystkich Pan Bóg błogosławi i strzeże. Nie bójcie się nawrócenia i tego, że inni Was wyśmieją. Módlcie się za nich.

    Zostańcie z Bogiem!

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    1 - 9 sierpnia 

    Nowenna

    za uzależnionych