Karolina: Ratowanie małżeństwa

Jestem w trakcie odmawiania 5 nowenny. 4poprzednie związane były z ratowaniem mojego małżeństwa, przemianę męża oraz rozwiązanie wszystkich więzów, które łączą mojego męża z jego kochanką. Obecna nowenna jest w intencji nawrócenia grzeszników w tym mnie jako pierwszego.
W naszym prawie 18letnim małżeństwie nigdy nie było Boga. Do kościoła chodziliśmy tylko na święta lub z okazji jakiejś uroczystości rodzinnej. Wszystko zmieniło się, gdy dowiedziałam się że nie jestem jedyną kobietą w życiu mojego męża. Świat się zawalił. Po ludzku małżeństwo nasze było nie do uratowania. Dla mnie jedynym ratunkiem była modlitwa. I to poprzez coraz bliższą relację z Panem i Matką Bożą odzyskuję spokój wewnętrzny. Nadzieja i wiara w to, że co Bóg zlączył to człowiek nie może rozdzielić towarzyszy mi codziennie. Mąż zmienia się, choć czasem widzę, jak targa nim ZŁY, wierzę że Jezus nie da mu zwyciężyć. Wiem, że ta rewolucja w naszym małżeństwie była potrzebna, żebym wróciła do Pana. Mam nadzieję, że przyjdzie również pora na mojego męża.
” jesteśmy w dobrych rękach, najlepszych!”.

"Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym"

- papież Franciszek, 17 marca 2013 r.

  • Te małżeństwo miało być uratowanie a co z innymi małżeństwami co odmawiał nowennę inie uratowali

    • Radek, może to jescze nie ten czas. Sama modlę się za swoje małżeństwo od prawie dwóch lat i ciągle mam nadzieję na cud. Chociaż czasami tracę nadzieję, ale się nie poddaje.

  • Ja zaś 3 lata modlę się o uratowanie…i jestem po rozwodzie cywilnym. Nie tracę nadziei. Wszystko zawierzyłam Bogu i Maryi.

  • Karolino zapewna sama o tym wiesz ale nie przestawaj sięmodlić skoro masz taką wojnę o męża ze złym. Ja gdybym miał taką szansę tak bym zrobił ale niestety moja żona nie okazuje żadnego zainteresowania powrotem. Modlitwą dziś jeszcze wspomogę

  • Niestety. Walkę jednak przegrałam. Mąż wyprowadził się zostawiając wielki ból w sercu i utraconą nadzieję.

    • Karolino, możesz jeszcze się modlić, niekoniecznie już przegrałaś. Może właśnie Pan chciałby Cię dzięki temu wydarzeniu wzmocnić w wierze i nakłonić Cię do oddania jemu każdej sprawy i życia. Nie masz już nic do stracenia a możesz tylko zyskać.
      A może Twój małżonek już przed ślubem był nieodpowiedzialnym człowiekiem? Znam osobiście człowieka, który unieważnił małżeństwo kościelne po nawróceniu na Bożą drogę. Nagle otworzyły się tej osobie oczy, że ani Boga w tej relacji nie było ani żadnej świadomości podjęcia odpowiedzialności za rodzinę, to było wielkie Boże prowadzenie, jestem o tym przekonana bo sprawa poszła na 100% pod działaniem Ducha Świętego. Każdy, zwłaszcza w czasie kiedy żył bez świadomości Boga w swoim życiu może popełnić taki błąd i po prostu wybrać nie tą osobę. Ale to trzeba umieć rozeznać, pytać Boga co zrobić, jak postąpić i jaki jest Jego plan dla Nas. Nie poddawaj się i pozwól Bogu prowadzic. Mówię Ci, jak idziesz z Bogiem to chociażby się waliło i paliło On nie da Ci zginąć.

      • Dziękuję za słowa otuchy. Właśnie teraz, iż na początku miałam chwilę zwątpienia, modlę się jeszcze bardziej. Wierzę, że we wszystkim jest Boży plan. Mąż pochodzi z poranionej rodziny, gdzie nigdy nie było Boga. A zadaniem moim jako żony jest wydostanie go z sideł ZŁA. Obym wytrwała!

  • Najgorsze jest to, że pozostawiony małżonek ponosi konsekwencje. Nie może być z innym partnerem i przyjmować sakramentu komuni św.

    • Ten, który zostawia męża lub żonę też ponosi konsekwencje – jeśli nie w tym życiu, to w czyśćcu po śmierci, czyśćcu zapewne bardzo długim i bolesnym, musi odpokutować całe wyrządzone zło… podobno najgorsze cierpienie na ziemi jest lekkie w porównaniu z czyśćcem (choc i tam mogą być różne stopnie cierpienia), ale pewne jest, że trzeba odpłacić się Bożej sprawiedliwości „co do milimetra”. Jesteśmy w krainie miłosierdzia, możemy korzystać z Bożego miłosierdzia ile potrzebujemy (oczywiście nie mówię o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu, gdzie ktoś z desperacją twierdzi że jeszcze ma czas się nawrócić i że kiedyś pan Bóg mu wybaczy, ale jeszcze nie teraz, bo jeszcze chce trochę pogrzeszyć – takie postawienie sprawy to kpina z Bożego miłosierdzia). Co zyskuje człowiek, który źle czyni?. Ja bym nie chciała być na miejscu osoby która zostawia męża lub żonę… sądzę że są odpowiedzialni za wielkie cierpienie i proporcjonalnie do swojej winy odpowiedzą za to zło i cierpienie. A to że Pan Bóg daje im czas na nawrócenie się – jest to Jego wielka łaska i dobroć. A osoby porzucone przez męża lub żonę, które nie wiążą się z nikim innym, a trwają w wierności i czekają, modlą się, zaskarbiają sobie wielkie zasługi, są wierne słowu i powołaniu, mają w sobie ofiarną miłość i idą wielkimi krokami do świętości – nawet nie idą, tylko biegną… Jestem pewna, że Pan Bóg je wynagrodzi po tysiąckroć że kochały tak mocno i tak cierpiały w imię miłości. Czas jest krótki, a potem już tylko wielka radość w wieczności 🙂 Piękne są to dusze, których woń dociera przed tron Boży, chociaż one może myślą, że Bóg o nich zapomniał. A nieszczęśnicy którzy mają zaciemnione umysły i nie chcą się nawrócić są tak na prawdę biedakami, dlatego trzeba się za nich modlić i ofiarować za nich cierpienia. Ps każdy z nas jest biedakiem z zaciemnionym umysłem, ale mówię o osobach, które trwają uparcie w grzechu i nie chcą się poprawić i nawrócić

      • Wszystko się zgadza, też się z tym zgadzam co do myślenia raczej o życiu naszym przyszlym. Z tym że życie chociaż tu krótkie łatwe nie jest. Osoba pozostawiona musi ogarnąć wszystko. Finanse itd. Samemu jest zwyczajnie cieżko. Rozstanie wszystko komplikuje. Pozostawia wielkie dziury. No, ale wiara jest zaprzeczeniem dla instynktów w życiu. Wiec zostaje trwać. Potem cieszyć się Bogiem.

        • Nie potem, ale już teraz zacząć cieszyć się Bogiem 🙂 czy nie fajnie o sobie myśleć, że robię moralnie dobrze, staram się, jest ciężko, ale staram się być w porządku – nawet jeśli czasem upadnę, zawsze się od nowa staram? myślę, że to daje spokój sumienia. Jezus mówił że mamy do Niego przychodzić po pomoc, to On daje siłę, my mamy się tym nie przejmować, bo jesteśmy słabi, a On jest naszą siłą. My mamy nie zatrzymywać się na naszych słabościach, jasne, że mamy walczyć z nimi, ale też zawsze pamiętać, że z Niego wypływa moc i On nam dopomoże w dobrym. Mamy jak najczęściej korzystać z sakramentów i innych pomocy które On nam daje 🙂 po ludzku jest beznadziejnie, ale z Bogiem jest WSZYSTKO możliwe. Myślę, że już tutaj mamy być szczęśliwi, a prawdziwe szczęście daje Bóg. Nie znamy dnia ani godziny, ile nam jeszcze zostało, jedynie Bóg wie. Więc ten czas, który nam został można wykorzystac na, mimo wszystko, wzniesienie oczu i mysli do nieba, polecam czytać codziennie Pismo Święte lub teksty święte, np. Poemat Boga-Człowieka, mnie zawsze wzrusza do głębi. Trzeba mieć nadzieję i prosić o wiele, pan Jezus mówił żeby nie zacieśniać swojego serca, bo Jego pragnieniem jest dawać wiele. Mówił też żeby Mu ufać bezgranicznie.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!