Nena – LIST: Spełnione marzenie o większej rodzinie

Chciałabym zostawić dla Was moje świadectwo. Moje modlitwy zostały wysłuchane i się zaskoczyłam, że tak szybko – to główne moje pragnienie zostało spełnione.
W zeszłą jesień 2017 r. zaczęłam zgłębiać bardziej swoją wiarę, postanowiłam wyjść na tory ‚porządnej’ prawdziwej wiary, nie być tylko takim katolikiem, który spowiada się od czasu do czasu, tylko jak najczęściej trwać w łasce uświęcającej.
8 grudnia była godzina łaski dla całego świata – o godz. 12.00-13.00, całą godzinę modliłam się , nie przeszkodziło mi w tym nawet odebranie mojego starszego synka ze szkoły, idąc z młodszym synkiem w wózku, wstąpiłam do kościoła i modliłam się klęcząc (synek akurat fajnie smacznie spał). Po odebraniu starszego synka ze szkoły jeszcze z nim wstąpiłam do kościoła, by i on się pomodlił do Najświętszej Maryji, w tę godzinę łaski. Idąc do domu także w myślach trwałam w modlitwie. Prosiłam o wysłuchanie moich próśb, które noszę w sercu, tych moich pragnień najszczerszych.
Przeczytałam na internecie, że gdy się ma ważną dla siebie prośbę – to można napisać list do Św. Józefa. Napisałam list, w sumie dwa listy ( w pierwszej połowie stycznia 2018 i drugi w drugiej połowie stycznia 2018). Pisałam te listy w formie elektronicznej, w mojej imiennej skrzynce mailowej, a e-maile zapisałam w folderze „wersje robocze”.
Jak już wspomniałam, byłam w ten czas mamą dwóch kochanych synów, a moja gorąca prośba i zarazem marzenie – było: także mieć córkę. Tak bardzo pragnęłam i marzyłam, mówiłam zresztą mężowi, że chciałabym w niedługiej przeszłości powiększyć rodzinę o dziecko (chciałam mieć zawsze 3 dzieci), a nuż może będzie dziewczyna. W moich modlitwach mówiłam/pisałam szczerze, że brakuje mi takiej kobiecej duszyczki w rodzinie. Jednak chodziłam do lekarza i chciałam się najpierw wyleczyć z trochę takich problemów z menstruacją. Dlatego…zajście w ciążę raczej wiązałam z przyszłością za może za parę miesięcy, ale ryzykownie dawałam szansę na poczęcie – jak to w kochającym się katolickim małżeństwie – bez zabezpieczenia, na kilka dni przed owulacją, a na początku dni płodnych. Powiem szczerze, że wcześniej przed owulacją nie udawało mi się raczej zajść w ciążę, jak staraliśmy się (ciąże zakończone sukcesem i urodzili się z nich synkowie), to starania zahaczały o dni owulacji, żeby się udało. Mam za sobą dwa poronienia na b.wczesnych etapach (przed ur.drugiego synka). A teraz jedno współżycie i … potem oczekiwanie na miesiączkę (a 7 dni czekałam jak rozpocznie się miesiączka – a były to tylko plamienia jak zawsze przed, co właśnie chciałam wyleczyć). Zrobiłam test i potem patrzę, pojawiają się II kreski. Poczułam w sercu, że może moja prośba została wysłuchana. Powiem szczerze, że miałam przeczucia, że może tak być. Dostawałam takie myśli. Mimo tego, nie wiedząc, że jestem w ciąży, wcześniej około 1,5-2 tyg przed zrobieniem testu byłam na imprezie zakrapianej grubo alkoholem. Na szczęście natura wie co robi, ciąży nic się nie stało, bo to było na samym początku, kiedy kobieta jest jeszcze przed terminem spodziewanej miesiączki.
Oczywiście drżałam o zdrowie dziecka, o samą ciążę; dużo leżałam kiedy miałam wolny czas i wtedy modliłam się, chociażby jakąś krótką modlitwą. Także modliłam się słuchając na facebook-u na profilu Królowej Różańca Świętego 30-dniowego nabożeństwa do św. Józefa (w miesiącu św. Józefa – marcu, no i akurat mamy w 2018 rok Św. Józefa). Ciąża była silna, moje plamienia były związane z niedoborem progesteronu (to miałam wyleczyć właśnie – co powodowało zaburzenia miesiączkowania), dlatego ten hormon przyjmowałam i nadal przyjmuję w formie leku (aktualnie II trymestr, a niedługo rozpocznę III trym.).
Właśnie jak skończył się I trymestr to poczułam się bardziej energiczna, więcej byłam aktywna. Mimo, że uważałam w I trym. na ciążę, dużo odpoczywałam, to zawsze co niedzielę msza św., częsta spowiedź; w II trym. w maju starałam się na nabożeństwa maryjne chodzić i nawet na spotkania wspólnoty i byłam poza domem wtedy łącznie z mszą 4 godziny (z nabożeństwem i mszą), także klęczałam na adoracji Najświętszego Sakramentu z około 40 min. – gdzie była możliwość podejścia do ołtarza, dotknięcia Monstrancji z hostią – Ciałem Pana Jezusa, powierzyć mu swoje prośby, myśli, problemy … Wspomniałam wtedy, że dziękuję bardzo z całego serca za zdrową ciążę, że dziecko jest zdrowe, że mam takie marzenie – by mieć dziewczynę, mam dwóch synów, jeżeli jest to także wola Boża.
Miałam robione usg połówkowe, lekarz mówił, że nie widzi dobrze i nie może określić płci – ale że chyba dziewczyna, bo nie może nic zauważyć. Ale to były spekulacje. Jednak ja miałam cały czas wiarę. Ta wiara była i jest naprawdę duża. Po miesiącu od połówkowego – niedawno miałam ponowne usg, gdzie lekarz badał dziecko, no i spytał – co mówił ostatnio w sprawie płci, a ja mu przypomniałam, że „nie było nic widać, że chyba dziewczyna”. No i powiedział te słowa: „no i tak jest, jest dziewczyna”. Poczułam, tak jakby sen, marzenie się spełniło, a co najważniejsze – że czułam jak dostaję prezent z niebios.
Dziękuję bardzo Boże w Trójcy Jedynej, Matko Przenajświętsza, Św. Józefie i inni święci – do których się modliłam (m.in. do św. Antoniego – gdzie całowałam relikwie po jednej z mszy, no i wcześniej w krótkich domowych modlitwach do św. Rity).
Powiem Wam – wiem, że myślicie – że nie ważne jaką płeć ma dziecko, ważne że dziecko jest, że się urodzi i jest zdrowe. Oczywiście, że tak ! U nas w rodzinie przewaga dzieci – chłopców. Dlatego liczyłam się z tym, że może być trzeci chłopiec u nas, nawet mój realizm dawał więcej procent na chłopca, ale serce, nadzieja i wiara dawały mi myśli – że może być dziewczyna :-). To było takie pragnienie, takie marzenie, a myślę, że jak to nie jest jakiś tam kaprys, to można nazwać to przecież zupełnie zdrowym marzeniem. I w moim przypadku tak było.
Chciałam podzielić się z innymi tym świadectwem, gdyż modliłam się bardzo szczerze. I tak wiedziałam, że wszystko zależy od woli Boga, że nawet jak będzie kolejny syn, to a nuż może Bóg da mi w dalszej przyszłości niespodziankę. A kolejnego syna także bym kochała i w ogóle, nie ma zresztą co pisać, ale o dziewczynce marzyłam – tak i jak na początku marzyłam o tym by mieć syna/dziewczynę, synków/dziewczynki, 2, 3 itd. dzieci, dużą, szczęśliwą rodzinę.
Może warto pokazywać Bogu, poprzez szczerą modlitwę, poprzez oddanie się mu całym, że na czymś bardzo nam zależy, to Bóg pomoże.
Dziękuję za przeczytanie i zrozumienie – także, z Panem Bogiem, i spełniajcie z Bogiem Wasze marzenia 🙂 .

1
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
1 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
0 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
1 Autorzy
Beata Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Beata
Gość
Beata

Piękne i szczere świadectwo. Chwała Panu i Maryi. Tobie życzę zdrowia i szczęśliwego, szybkiego porodu. A całej Twojej rodzinie miłości, zdrowia i radości na ķażdy dzień. NP jest cudowna a łaski z nieba nie mają granic. Pozdrawiam

A kim dla Ciebie

Wejdź na maryjne

jest Maryja?

ścieżki wraz 

z księdzem Piotrem

i udaj się w niezwykłą

duchową podróż…