Waldemar: nie jestem sam

Po raz 3 zabieram sie za pisanie swiadectwa za kazdym razem kiedy koncze pisac cos sie wyrabia z komputerem .Ponad 3 miesiace temu odeszla ode mnie zona po 24 latach malzenstwa.Zawsze bylem wierzacy i modlilem sie duzo szczegolnie rozancem.Niestety kiedy wyemigrowalismy do UK wszystko sie niestety zmienilo.Zapomnialem o modlitwie doszly nowe grzechy.Musial czlowiek dostac upomnienie zeby wrocic do tego co najwazniejsze.Po odejsciu malzonki strasznie sie balem ze zostane sam ze wszystkim.Zaczalem sie goraco modlic rozancem i koronka.O Nowennie uslyszalem w kosciele.Zaczalem sie modlic w intencji mojej rodziny.Jestem dopiero po czesci blagalnej przede mna jeszcze duzo modlitwy ale juz teraz dostalem tyle lask ze nie wiem jak za to wszystko dziekowac.Najwazniejsza jest laska zaufania Bogu i Maryji.Nie wiem co bedzie dalej ze mna ale goraco Im ufam ze wszystko co na mnie zesla bedzie dla mnie najlepsze.JUz nie boje sie samotnosci bo raptem otocztli mnie dookola ludzie ktorzy mnie wspomagaja i ja zaczalem pomagac innym.No i malzonka po 3 miesiacach milczenia dala znak zycia.Modlcie sie do Maryji modlcie sie o wszystko ze szczerym sercem a otrzymacie.Latwo nie jest stare grzechy jeszcze czasami wracaja ale goraca modlitwa daje mi sile do pokonania swoich slabosci.Mam nadzieje ze moje malzenstwo da sie uratowac.Cale zycie zlozylem w rece Maryji Ona mnie nie zawiedzie i modle sie goraco zebym ja juz wiecej Jej nie zawiodl.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

2 myśli na temat „Waldemar: nie jestem sam

  1. Moje małżeństwo też znajduje się na skraju rozpadu, ale już dziś wiem (bo wcześniej nie docierało to do mnie), że jedynym wyjściem w tej sytuacji jest modlitwa i życie zgodne z Bożymi przykazaniami. Trzeba po prostu zaufać Bogu i zdać się na Jego wolę. Ja dzięki modlitwie mam dużo wewnętrznego spokoju – jak nigdy dotąd – świadomość tego, że Bóg pokieruje moi życiem w najlepszy dla mnie sposób pozwala mi myśleć pozytywnie o przyszłości. Jeszcze trzy miesiące temu miałam gotowe pozwy rozwodowe w tym wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa i całkowite przekonanie o słuszności swoich decyzji. A dziś codziennie jestem w kontakcie ze swoim mężem i w miarę normalnie zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, ale nie jesteśmy ze sobą. nie wiem jak to wszystko się dalej potoczy, wychodzę z założenia, że jeśli Bóg będzie chciał żebyśmy byli razem to będziemy, a jeśli nie to będziemy osobno. Żadnego pozwu nie złożyłam jak dotąd, gdyż uświadomiłam sobie że nie wyczerpałam wszystkich sposobów aby uratować swoje małżeństwo. Ostatnim z nich była modlitwa i nawrócenie. To była ostatnia rzecz, która mogła zmienić coś w tej beznadziejnej sytuacji. Pomyślałam że nie mam nic do stracenia. I sama sobie się dziwię, że na początku kiedy zaczęły się pojawiać problemy nie zwróciłam się o pomoc do Boga i Maryi. Najważniejszy środek ratunku – modlitwę, po miesiącach bierności zastosowałam na samym końcu zamiast na początku. Ale zawsze lepiej późno niż wcale. Przyjęłam za pewnik że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Potrzebna jest nam wiara i ufność. Pamiętajcie, że jeśli Bóg pozwala na to aby dotknęło nas jakieś zło to tylko dlatego, że chce nas napomnieć, wprowadzić na właściwą drogę. Bóg z każdego zła potrafi wyprowadzić dobro. Ważne jest też przebaczenie, jeśli potrafimy szczerze wybaczać pozwalamy działać łasce Bożej w naszym życiu. Jeśli nie ma przebaczenia, jesteśmy daleko od Boga. Codziennie odmawiajcie różaniec tak jak o to prosiła nas Święta Maryja w Fatimie i innych miejscach objawień. Gorąco polecam wam książki autorstwa Gabriela Amorth, ja dzięki nim zrozumiałam skąd wzięło się zło w moim życiu i jak należy prawdziwie żyć.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!