Danuta: moje odczucia podczas odmawiania Nowenny

Kochani, te wszystkie świadectwa i komentarze, że pięknie jest się modlić Nowenną, że otrzymuje się łaski nie do opisania, często zupełnie nie związane z tym, czego po ludzku oczekujemy – to jest prawda wielokrotnie powtarzająca się.

Bóg widzi o wiele dalej niż my. Ja odmawiam już 3 Nowennę, widzę obecność Boga i Maryi w moim życiu. Odczuwam niesamowitą radość z tego, że modląc się na różańcu uczestniczę w tych wszystkich momentach życia Jezusa i Maryi. Przekładam to sobie na moje życie, a uczestnicząc w tajemnicy cierpienia Jezusa uczestniczę w Jego cierpieniach duchowo oraz jednoczę się z tymi cierpieniami przezywając swoje cierpienia. Niewątpliwie, mając już jakieś doświadczenie w odmawianiu Nowenny – jest się zupełnie innym człowiekiem.

Tak ja to odczuwam, nawet nie wiem, jak to określić słowami, tego się nie da opisać słowami. Zły często odwraca moje myśli, dokładnie tak, jak to opisujecie, albo te zmiany nastrojów, kiedy jeszcze nie odmówiłam w danym dniu Nowenny –  ta walka duchowa, to też mnie spotyka. Jednak nagroda jest wielka, Bóg i Maryja są  przy nas, troszczą się o nas, z niepojętą miłością prowadzą nas przez życie.

Kochani, nie ustawajcie w modlitwie. Jaka modlitwa, taki dzień, takie życie. Z Bogiem, chwała Panu  i Maryi.

198 myśli na temat „Danuta: moje odczucia podczas odmawiania Nowenny

  1. Do Magdaleny 28 sierpnia 2014 19:00 – mój wpis skierowałem do Nieznajomej, a nie do Ciebie. Mógłbym odpisać Ci na nie które Twoje spostrzeżenia, ale mi się nie chcę, bo już jestem zmęczony. Nie potrzebnie się irytujesz. Takie mam poglądy i nie zamierzał teraz wszystkim się kłaniać i przepraszać każdego, kto poczuje się urażony. Jeśli chcesz się coś więcej dowiedzieć o prawdziwym spojrzeniu na sferę czystości i sakramentu małżeństwa odsyłam Cię do tej książki: „Trafiona przez piorun. Stałam u bram nieba i piekła” Gloria Polo. Tylko tyle na dziś mogę dla Ciebie zrobić Magdaleno.

    • Waldi ale ja nie pamiętam żebym z Tobą pisała, ale ok:):), nie wiem o co się zirytowałam….ale skoro tak twierdzisz a ja nie mogę znaleźć wpisu to chyba musze uwierzyć na słowo:):) Czytałam – kilka razy:) Napradę nic nie musisz dla mnie robić, radze sobie, dziękuję:) Pozdrawiam

    • He! Dobre 🙂 Zaczynają się o mnie kłocić :-).
      To taki żarcik w moim stylu 🙂 . Żeby zara nie było, ze celowo coś tu mieszam i takie tam.
      Aż się Waldi po tym co tu przeczytałam, zainteresowałm wpisem Magdy. I jeden dłuuuugi przeczytałam.No i co mnie poraziło to ten fragment:
      „Oj to się zapędziłam, powiecie przecież nie każdy tak ma…a co z miłością? Jakie przygotowanie? Czym ono jest? Jak to zrobić, żeby nie dołączyć do grona rozwodników?
      Jest prosta odpowiedź – zając się w pierwszej kolejności SOBĄ!!!!!”
      Panie Adminie, czy mogę użyć słow wygwiadkowanych?? Bo zasłabnę… Magdaleno! Zająć się w pierwszej kolejności sobą? Żeby nie trafić do grona rozwodników? No to masz według Twojej teorii w małżeństwie dwie osoby zajmujące się w pierwszej kolejności sobą. Czyli dwoje egoistów. Nic dziwnego, ze rozwód. A co z dziecmi? kto się nimi w takiej sytuacji zajmuje? Jeszcze raz z uporem muła powtarzam, ze Bog ma być number 1! „Prawdziwą miłość daje tylko Bog”. Coś tam poniżej jeszcze piszesz o Bogu, ze się Go uczysz. i dobrze. Na pocieszenie podam przykład z kazania z przedostatniej niedzieli. Małzeństwo się rozleciało( tj jeszcze bez rozwodu), zona zaczeło się w końcu modlić, jeździć po różnych pielgrzymkach i spotkaniach i pogodziła się z tym ze on sobie poszedł( zdrady nie było). Przyjechał razu pewnego do dzieci i zapytał,ze zauwazył ze ona jest inna. O co chodzi? A ona mu na to ze zaczela się modlic, ze przyjeła taki stan jaki jest. Ze widocznie Bog uznał ze tak jest dla niej lepiej. I wiesz co o jej powiedział? Ze może by tak on z nią zaczłą jeżdxiź na te spotkania w których ona bierze udział. Brakowało Boga w tym małżenstwie.
      Piszesz coc o Bogu, ale też piszesz, ze to Ty masz być najważniejsza. Normalnie super!

      • Nieznajoma wybrałaś sobie fragmenty z całego kontekstu….. to co napisałam nie tylko jednym wpisie ale i wielu – właśnie zajmowanie się Sobą rozumiem jako uczenie się Boga, z Bogiem, życie z Nim na co dzień, modlitwa, pokora, dawanie zamiast branie. Zając się z sobą oznacza myślenie nad tym co się robi, myślenie nad swoimi postawami, wyborami, uczynkami, postępowaniem i kim i jakim się jest dla drugiego człowieka/męża/żony. Ja przecież rozwijam to w kontekście pracy nad sobą z Bogiem, wiary, miłości do Boga. Bo jeśli się tego nie nauczymy, nie zrozumiemy nie będziemy blisko Boga to nie będziemy umieli dawać wchodząc w związki małżeńskie. Od samego początku związek powinien/ma się to opierać na BOGU!!! Nie ma mowy o egoizmie, gdy dwie osoby patrzą na siebie przez pryzmat Boga. A wchodząc w związki/biorąc ślub bierzemy Go sobie na świadka,ślubujemy a później o nim zapominamy, nie wypełniamy Jego woli. Jeśli wiedzielibyśmy w pierwszej kolejności jakie my mamy relacje z Bogiem, jak wierzymy, na którym miejscu jest Bóg w naszym życiu, to relacje z mężem/żona byłyby piękne. To jest zajmowanie sie sobą!
        Bo nigdy nie może udać bez Boga………właśnie dlatego jest tak dużo rozwodów!!!! Zamiast powierzyć wszystko Bogu, wkładamy nasze problemy, rozterki, przeszłość w ręce partnera! Gdybym poukładała sobie siebie swoje sprawy, rozterki z Bogiem w pierwszej kolejności nie miałam problemów w związku bo połowę tych rozterek odeszłoby. Ja mówię o przygotowaniu siebie do prawdziwej miłości i odpowiedzialności zanim się ślubuję, zanim zaczyna się z kimś zakładać rodzinę…a jeśli już jest się w związku małżeńskim to trzeba pracować nad sobą, bo to jest ciągła praca. Tylko z Bogiem dużo łatwiejsza i przynosząca owoce. Jeśli patrzysz na drugiego człowieka przez pryzmat Boga, czując jego miłość i obecność w życiu to może tylko być dobrze. Nie mówię ze nie ma wtedy problemów, ale dużo łatwiej się je rozwiązuje, bo zamiast kłócić się idziesz gadać z Bogiem, umiesz milczeć kiedy trzeba, nie stawiać na swoim dla jakichś idei, nie obrażać itp., umiesz popatrzeć na siebie krytycznie bo masz w sobie bardzo dobre rozeznanie/poczucie dobra i zła. Bo umiesz przepraszać. A najważniejsze, że z miłością Boga którą w sobie masz, którą żyjesz przystępując często do sakramentów, modląc się codziennie, rozważając Pismo św. możesz prawdziwie kochać, bez oczekiwań.

        • No. Czyli generalnie rację mam w swoich przemądrzałych wywodach. Włąsnie swoim wpisem mi to genialnie pokazałaś.
          A poza tym zajmowanie się sobą to zajmowanie się sobą, za zajmowanie się Bogiem to zajmowanie się Bogiem. Jak dla mnie to mylisz pojęcia, chociaż z tego co mówisz dla Ciebie te dwa pojęcia oznaczają tto samo. Dla mnie właśnie ze nie! Bo jak maluję paznokcie to przeto zajmuję się sobą, a nie Bogiem. No chyba, ze te paznokcie maluję na chwałę Bożą 🙂 ! Ale nie spodziewałabym się zbyt dużo takich gorliwych katoliczek 🙁 . A jak się zajmuję Bogiem to paznokci wtedy nie maluję.

          • Nieznajoma chyba nie zrozumiałaś…ale nie ważne ja nie jestem tu aby komukolwiek coś udowadniać lub do czegoś przekonywać, nie chodzi o to czy Ty masz rację czy ja, czy ktokolwiek na tym forum. Ja mówię o zajmowaniu się sobą w relacji z Bogiem, o pracy nad sobą w kontekście tego aby uczyć się PRAWDZIWEJ miłości do bliźniego każdego dnia, bo największym przykazaniem na którym powinniśmy opierać własne życie jest przykazanie miłości. Ty mówisz o zajmowaniu się sobą w sensie zewnętrznym/wizerunkowym, (paznokcie, fryzjer, wstaw co chcesz)…to nie ma znaczenia, możesz to robić ale przecież nie robisz tego na chwałę Bożą, tylko aby sobie lub komuś sie podobać lub cokolwiek. Dla mnie te zewnętrzne zajmowanie się sobą już nie ma znaczenia….ja mówię o sercu, duszy, uczenia i pracy nad sobą w sensie duchowym a jak to zrobić bez Boga? Niemożliwe, niepodzielne, niewykonalne. Nie ma tu ja sobie Bóg sobie….jeśli przyjmuję Jego naukę, przykazania…..

            • No może nie zrozumiałam. Jeśli gdzieś uraziłam, to przepraszam 🙂 .
              Ale nawet paznokcie można malowac na chwałę Bożą 🙂 . Ja np tapetę nakładam na Jego chwałę. W sensie ze dla Niego dbam o siebie 🙂 . A nie że poprawiam Jego wspaniałe dzieło 🙂 .

  2. I nie piszę tego, aby się użalać tu nad sobą w tym momencie, ale chciałam jedynie zobrazować i przybliżyć tylko pewien obiektywny psychologicznie mechanizm zranienia i zamknięcia się na życie właśnie w takiej wieży wysokiej, w której się już potem zamieszkuje w swoim życiu, do której się „emigruje wewnętrznie”, aby znieść to życie. Wtedy to jedyne wyjście – choć to żadne wyjście – ucieczka w nią, chowamy się tam, by zapomnieć o bólu, ale on zawsze wyłazi z nas i tak, a ta wieża ma nas przed nim osłonić. Odcinamy się od naszych emocji i nas samych prawdziwych często…A potem trudno uwierzyć Bogu, który chce to odkręcić…Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie osłoni, nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic…Swoją drogą świetny tekst…

    • Tak świetny tekst….lecz Bóg nic nie odkręci, jeśli nie zaczniesz działać/modlić się. Znam ten mechanizm -tkwiłam w nim prawie 30 lat. I wiesz co da się odkręcić (nie piszę tego aby Cie zdołować tylko raczek zachęcić). I na pocieszenie powiem, nie pomogła terapia, tona przeczytanych psychologicznych książek, kursów itp. Mogę gadać o każdym nurcie psychologicznym…i co z tego nic!!! Kompletnie nic. Poukładałam sobie w główce i emocje się poukładały i żale odeszły i już nie emigruje do swojego wnętrza aby jakoś przeżyć kolejny dzień…. dopiero gdy prawdziwie zaczęłam się modlić, najpierw złoszcząc się i prosząc o pomoc a z czasem już tylko modląc się dziękując za wszystko…..no i cóż rozpiera mnie taka radość, że uściskałabym Was wszystkich:):).
      Eliszka nie uciekniesz od bólu, który w sobie nosisz, bo on cięgle tam jest…wiec co – trzeba go po prostu wywalić!!
      Tak wiem to nie jest po prostu, ja do tego „po prostu’ dochodziłam 3 lata, to po prostu to nakaz Boży wybacz, odpuść jak i ja Tobie odpuszczam. Mi zostaw osądzanie…nie mogłam tego przyjąć, zrozumieć ale kiedy się temu poddałam, kiedy zaczęłam mówić bądź wola Twoja moje życie zaczęło się zmieniać, nie nosze kilogramów na duszy……wiec skrócie sobie drogę…proszę módlcie się za wszystkich którzy Was skrzywdzili, mówcie na głos codziennie wybaczam komuś. To gniew i ból od środka zabija człowieka, ja już ledwie żyłam, wiem coś o tym. Oni sie nie zmienią, nie zmienicie przeszłości..ale możecie zmienić siebie i swoja przyszłość, tylko przez modlitwę.

        • Można też sobie pomóc czytając. Polecam – Poddaj się! Życiodajna moc wypełniania woli Bożej – Ks. Larry Richards, Twój język ma moc – Maria Vadia, książki o.Witko. Pomagają dodatkowo zrozumieć słowo Boże:)

  3. Eliszka , walczysz ze sobą . Stoisz w oknie tej wieży i wołasz o ratunek , ale jak to pisałem wcześniej zabarykadowałaś się na własne życzenie . Myślę , że ten rycerz który Ci może pomóc to jest właśnie ksiądz egzorcysta . Tu nie chodzi o opętanie ale o dręczenie Twojej duszy . Przez te dwa lata spróbowałas tak wielu rzeczy by wyjść z tego , że niewiele zostało Ci już możliwości . Być może podszepty by nie traktowac tego poważnie są po to by faktycznie tak je potraktować . Idąc na taką wizytę , decydując się na nią dokonasz więcej niż do tej pory . Do tej pory walczyłaś , ale w ukryciu . W tłumie ludzi , którzy przyszli , tak jak Ty po ratunek . Teraz idąc na takie spotkanie , nie bedzie możliwości myslenia , że te słowa nie są do mnie , tylko do kogoś innego . Musisz się odważyć , jeśli robienie tego dla siebie nie jest dla Ciebie tak przekonywujące , zrób to dla kogoś , kogo kochasz . Napewno jest ktoś , kto widzi Ciebie , Twoje troski i chce dla Ciebie dobrze . Zrób to dla niego .

A Ty co o tym myślisz? Napisz!