Anna: Uratowane i uzdrowione małżeństwo

Chciałam i ja złożyć swoje świadectwo, co już dawno powinnam zrobić i podziękować Matce Bożej za cud uratowania naszego małżeństwa. Pod koniec 2017 r. tuż po skończonych 33 urodzinach moich i męża zaczęło się nasze relacje rozluźniać ,widziałam lenistwo ze strony męża ,nic się o nas nie starał ,ja znowu wpadałam we frustrację na męża ,nie znosiłam jego wad i często robiłam mu wyrzuty.W kolejnym już roku było co raz gorzej,wyjazdy męża z kolegami ,co raz mniejsze interesowanie się domem i rodziną (2 małych dzieci) i ciągle przesiadywanie z telefonem.Zaczely się moje podejrzliwości ,że może ktoś jest inny ale zawsze odpowiedź była ta sama że:nie! Były i kłótnie i szarpaniny usiłując męża powstrzymać przed wyjściami z domu ,aby choć trochę mi poświęcił uwagi…Ale to nic nie dawało było co raz to gorzej.Maż był nerwowy i agresywny słownie,stał się jakby obca osobą,przestał chodzić do kościoła,przesiadywał w ukryciu godzinami z telefonem i alkoholem.Zacząl nadmiernie dbać o wygląd, gdy gdzieś wyjeżdżał…dla mnie było to już jasne…ale ciągle się łudziłam ,bo ciągle byłam okłamywana i to bez mrugnięcia ,prosto w oczy. Byłam wyczerpana tym stanem zaczęłam się modlić i modlić co raz więcej , mąż zapowiedział że chce odejść, rozpacz,niedowierzanie. Rodzina nawet nie miała wpływu na męża ,która sama nie poznawała co się z nim dzieje. Szukałam w internecie,czytałam, modliłam się,ledwie żyłam, nawet już nie chciało mi się żyć…tylko modlitwa dawała mi siłę,znalazłam w końcu świadectwo pewnej kobiety na YouTube że dzięki Nowennie Pompejańskiej uratowała małżeństwo. Tez zaczęłam ( łącznie bodajże odmówiłam ich 7:za uratowanie małżeństwa,za nawrócenie męża ,uwolnienie,przebłagalną za grzechy moje,za nawrócenie kochanki,wypełnienie Bożego Planu,o dary Ducha Świętego dla męża) .W trakcie nowenn zaczęły wychodzić kłamstwa męża,ale i ja zaczęłam dostrzegać swoje błędy,że choć wydawało mi się że jestem dobrą żoną wcale nią nie bylłam-była to moja pycha,kruszyłam się co raz bardziej i zaczęłam się nawracać, żałować ,dostrzegać wiele w sobie zła,zaczęłam przepraszać Boga i męża,zaczęłam pokornieć i dostrzegać że ten nasz kryzys to nie kara tylko łaska Boża.Zaczełam pokutować i cierpienie swoje łączyć z Pana Jezusa cierpieniem i ofiarowywał to jako pokutę i za nawrócenie męża,przestałam się szarpać,modlitwa stała się ukojeniem a Matka Boża zaczęła mnie obdarzać łaskami duchowymi i znakami dającymi wielką nadzieję.Zamawiałam mszę za męża nawet 30 Mszy za uzdrowienie pokoleniowe męża-bo rodzice męża po rozwodzie. Zły duch działał nie spał szalał przez męża,który już się wyprowadził.Cierpiałam i się modliłam aż krzyż który niosłam stał się jarzmem słodkim a krzyż lekkim -doslownie tak jak Pan Jezus mówi.Z osoby bardzo nerwowej i rozemocjonowanej stałam się bardzo spokojna a nawet i niekiedy szczęśliwa.Matka Boża zalewała mnie miłością i to dosłownie bo kiedyś idąc spać przeczytałam słowa Matki Bożej z Medjugorie :”Gdybyś wiedział jak bardzo cię kocham płakałbyś z radości” i tegoż wieczoru przy różańcu nie mogąc sobie wyobrazić Maryi przyszła do mnie widziałam w oczach wyobraźni zbliżającą się postać wraz z Jej zbliżaniem zalewało mnie szczęście ,ciepło i miłość,cała drżałam,czułam taką ekscytację na duszy i na ciele ,płakałam z miłości i radości,nigdy wcześniej ani nigdy później już takiego czegoś nie doświadczyłam to była prawdziwa miłość Matki Bożej do człowieka,tak bardzo Ona nas kocha to my musimy się starać dla Niej nie Ona dla nas.To my żyjemy zadufani w sobie nie widząc dalej niż poza swój czubek nosa.Nawracałam się i do tej pory się nawracać.Znakow było dużo, były dla mnie jak powietrze bez którego się nie da żyć.Teraz wiem ,że cierpienie trzeba przyjmować i zgadzać się na wypełnienie planów Bozych.Mineły święta i Sylwester w nowym 2019 roku mąż nadal nie przejawiał chęci powrotu,mieszkał u kochanki,do której się nawet dalej nie przyznawał,zaczął mnie straszyć rozwodem kiedy to dałam na te 30 mszy.Pan Jezus mówił do mnie też przez spowiednika, pocieszał i dawał światło: „że mam chodzić jak najczęściej do Spowiedzi Św. i do Komunii Świętej a Pan Bóg uzdrowi wasze małżeństwo”.I tak też robiłam, jak przeczytałam w fragmencie z Pisma Świętego że mam mieć ucho otwarte na radę (oczywiście ta dobra) i chodziłam do spowiedzi nawet nie kiedy co tydzień zauważyłam ile grzeszę ile rzeczy Pana Boga obraża z czego sobie nie zdawałam sprawy,np.samo odgadywanie i źle mówienie na męża nawet pomimo tej naszej trudnej sytuacji, i przestałam źle mówić o mężu,przecież on był moim mężem i też cierpiał dał się zwieść diabłu. Chodzam na mszę świętą nie tylko w niedzielę ale bardzo dużo w tygodniu,komunie przyjmowałam i przyjmuje tylko i wyłącznie do ust i na klęcząco (jedyna prawidłowa i Boga nie obrażająca forma).Stałam się silna Bożą siłą ,zaczęłam kochać Matkę Bożą i Pana Jezusa- bo kiedyś to tylko był obowiązek :modlitwa i msza. Az przyszedł dzień kiedy dostałam papiery rozwodowe,było ciężko niedowierzanie,szok…dlaczego? po tylu modlitwach i wyrzeczeniach… ale nie dałam się złamać , napisałam odpowiedź na pozew najlepiej jak potrafiłam, nie oskarżałam męża, co źle na mnie napisał się przyznałam,co skłamał a było tego sporo sprostowałam ,nawet go nie wydałam to co ukrywał.Przeprawszałam i prosiłam o szansę bo każde chrzescijańskie małżeństwo ma szansę odrodzenia i uratowania a rozwód jest największym kłamstwem.Piszac odpowiedź na pozew prosiłam Dycha Świętego o światło i sądzę że wszystko było zgodne z Wolą Bożą i nawet dostałam odpowiedź (bo i nad tym się zastanawiałam ) czy brać adwokata…? i go nie wzięłam,bo ten zawód przez zło został wymyślony. Trochę zawiodłam bo i mnie zły duch zwodził i uległam pokusie chciałam troche teściowa nabuntowac przed sprawą i źle zrobiłam, może by i mąż nie wniósł już papierów na drugą sprawę,(czasami jesteśmy poddawani próbie)Musimy być cisi i pokornego serca,lepiej coś czasami przetrawić i przyjąć niż oddać cios. W tym czasie mąż już się rozszedł z kochanką, nawet nie miał gdzie mieszkać ,czasowo mieszkał u rodziny poźniej powrócił do domu mówiąc że to tylko tymczasowo aż sobie mieszkania nie znajdzie.Jadac na rozprawę jechaliśmy z jednego domu, tak już właśnie działał Pan Bóg, dział przez wielu ludzi i wiele sytuacji. Mąż stawał się łagodniejszy ale ciągle mnie odpychał i kiedy z pracy na weekend wracał też ciągle wyjazdzal, żyliśmy jak obce sobie osoby.Grudzien roku 2019, święta ku mojemu zaskoczeniu spędziliśmy razem,mąż kupił choinkę i nawet mi prezent,pojechaliśmy do męża rodziny,gdzie nigdzie razem rodzinnie od wielu wielu miesięcy nigdzie nie byliśmy.Maz spoglądał na mnie ukratkiem to było piękne jak za czasów poznawania się, ale zły nie odpuszczał atakował przez osoby trzecie które wyśmiewały się że robię sobie nadzieję.Choć nie było lekko przyjmowalam te cierpienia i ofiarowywałam je jak do tej pory.Sylwester 19/20 też spędziliśmy razem mimo iż wszystko zapowiadało że tak nie będzie.Zaczely się wieczorne rozmowy a
1 styczeń– święto Matki Bożej był naszym pojednanien.Nie wracaliśmy już do tego co było i zaczelismy budować nasze małżeństwo na nowo ,na skale na wierze(bynajmniej ja) codziennie męża w duchu błogosławię i w duchu odnawiam codziennie przeczenie małżeńskie (najprostszy małżeński egzorcyzm)
Mimo iż jeszcze otrzymałam papiery co do drugiej rozprawy mąż po tym fakcie wycofał pozew w taki sposób wszystko się ułożyło że na drugiej rozprawie już nie musieliśmy się stawiać. A skan o umorzeniu postępowania co do pozwu rozwodowego dostałam w święto w rocznicę Jana Pawła 2 w Wielką Środę w godzinie Miłosierdzia Bożego 🙂
Mimo iż mąż jeszcze się nie pojednał z Panem Bogiem wierzę w jego nawrócenie, tworzymy zgodne, kochajace się i dobre małżeństwo ,pomagamy sobie i wybaczamy.
Niech to świadectwo przyczyni się do większej Chwały Matki Bożej i skuteczności mocy Różańca Świętego.By Matka Boża była bardziej znana i kochana ,by Jej Niepokalane Serce Zatryjumfowało.
Kto czyta te świadectwo proszę o Zdrowaś Maryjo…albo Chwała Ojcu… za nas i naszą córeczkę o jej uzdrowienie
Ave Maria !!!

    • Aniu nie jestem w związku małżeńskim co prawda tylko jesteśmy zareczeni ale proszę Cię pomóż mi co robić daj jakąś radę modlę się o to żeby się ułożyło ale tyle się stało ze tracę już nadzieje

    • Ja bardzo chętnie przyjmę radę jak walczyć o małżeństwo. Póki co przegrywam. Pozdrawiam.

  • Oj ciężko napisać coś…ale po pierwsze powinnas rozeznac czy życie w małżeństwie jest Twoim powołaniem, po drugie rozeznać czy to jest odpowiedni dla Ciebie kandydat na męża,odpowiedni tzn.taki jaki byłby też odpowiedni w oczach Boga( sama o tym kiedyś nie wiedziałam ,że w takisposob powinno się rozeznawać drogę życiową, wtedy i życie jest łatwiejsze i zadowolenie i spełnienie ) Ale swoją drogą czy żyjecie w czystości..?.jeśli nie to problemy są nieuniknione…one są tylko konsekwencjami naszych grzechów…

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!