Anna: Cuda za sprawą Matki Bożej

Wszystko zaczęło się rok po urodzeniu trzeciego dziecka. Miałam już 40 lat i nagle pojawiły się problemy zdrowotne. Nie pierwsze, bo wcześniej też działy się różne dziwne rzeczy (guz jajnika i jego wchłonięcie) i to, że wracałam do zdrowia można było tylko wiązać z opieką Matki Bożej i cudem.
Od 23 roku życia wiedziałam, że mam guzki tarczycy. Wówczas było ich dwa. Po biopsji moja doktor prowadząca (po konsultacji z profesorem) orzekła, że należy je usunąć, bo jeśli tego nie zrobię, to czeka mnie w przyszłości chemioterapia. Zdecydowałam się na operację, jednak ostatecznie chirurg mi ją odradził, mówiąc, że na usunięcie jeszcze przyjdzie czas, a ja jestem jeszcze młoda i z pewnością będę chciała mieć w przyszłości dzieci…
Z upływem lat wszystko się „wyciszyło”. Tak było do 40. roku życia. Wtedy właśnie pojawiły się problemy ze zdrowiem. Po usg okazało się, że mam mnóstwo guzków rozsianych po całej tarczycy. Endokrynolog zleciła biopsję. Myślałam o najgorszym- rak. Przed diagnozą (za namową moich dwóch koleżanek) zaczęłam moją pierwszą nowennę pompejańską. Spodziewałam się bardzo złego wyniku biopsji. Miał być na początku listopada. Cały czas odmawiałam nowennę. Wynik brzmiał jednoznacznie: guzek typu łagodnego. Co więcej zakrzep żyły głównej szyjnej, który też był moim problemem zdrowotnym, powoli zaczął się wchłaniać. Nowennę odmówiłam do końca. Dla mnie to był kolejny cud za sprawą Matki Bożej.
Rok później, dokładnie w święto Matki Bożej Różańcowej, przyszła na świat moja czwarta córka Łucja.
Półtora miesiąca po tym wydarzeniu pojawiły się kolejne problemy zdrowotne : podejrzenie kardiomiopatii połogowej. Skierowanie do szpitala i ostateczna diagnoza: arytmia komorowa. Potem koronawirus, problemy z ochrzczeniem dziecka: brak chrzestnych, brak możliwości chrztu św., moja choroba…
13 maja zaczęłam moją drugą nowennę pompejańsją (razem z innymi) o nawrócenie grzeszników, jakim jestem sam. Zakończyłam 5 lipca. Tego też dnia, mimo wielu wcześniejszych przeciwności, udało się ochrzcić moje dziecko. Może to zbieg okoliczności, ale dla mnie to było przypieczętowaniem zakończenia nowenny. Co więcej, moja choroba się cofnęła.
Obecnie mam za sobą już trzy nowenny pompejańskie. Ostatnią zakończyłam 8 grudnia 2020 roku w intencji wiary, nadziei i miłości dla członków mojej rodziny. Nie czułam ulgi, że wytrwałam, tylko pustkę, że to koniec tej wspaniałej modlitwy. Stałam się spokojniejsza, inaczej patrzę na problemy dnia codziennego. Myślę o kolejnej nowennie..
Wiem, że Matka Boża cały czas czuwa nade mną i moją rodziną. Codziennie dziękuję jej za wszystkie łaski, którymi nas obdarza. Dużo mi jeszcze brakuje do umocnienia mojej wiary. Staram się każdego dnia i liczę, że z pomocą Matki Bożej to się uda.

Książka bł. Bartola Longo opisująca historię powstania sanktuarium w Pompejach

a także liczne objawienia

i cuda Matki Bożej

Pompejańskiej!

>

Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości