Upadła: Małżeństwo i przemiana duchowa

Nie wiem zupełnie jak zacząć ten wpis, a być może jest za wcześnie na moje świadectwo, ale czuję w środku, że Mateńka prosi o to świadectwo. Liczę się z tym, że zostanę zlinczowana, bo to związek cywilny, ale czasami przesłanki życiowe nie pozwalają nam spotkać się w Kościele. Dla mnie jak i dla męża był to pierwszy ślub i tak oczywiście, że miałam wątpliwości czy zmierzać w tym kierunku. Głęboko jednak czuję w sercu, że Pan Bóg wybrał właśnie tego mężczyzne dla mnie. To jest ten głos, który mówi, że przy nim chcę się zestarzeć, a także, że to właśnie on będzie najcudowniejszym ojcem dla naszych dzieci.

O tej cudownej modlitwie usłyszałam całkiem przypadkiem, gdy zawaliło się moje życie w 2018 roku, gdy mój mąż mnie opuścił i wyprowadził się. Szukałam wtedy ratunku, bo już prośby, błagania i płaczę nie skutkowały. Wtedy to przypadkiem pojawił się wpis o tejże modlitwie i postanowiłam spróbować, bo cóż więcej mi zostało. Dla niego porzuciłam dotychczasowe życie i przeniosłam się do Wielkiej Brytani, więc gdy nagle zostałam sama zawaliło się wszystko. Początki były bardzo trudne, nie mogłam spać, miałam koszmary w dodatku mąż stawał się coraz gorszy, traktował mnie jak śmiecia i nawet wystąpił o rozwód.Gdy nie podpisałam papierów rozwodowych wpadł w szał i wyzwał mnie od najgorszych. Wybaczyłam mu, bo przecież miłość wybacza, a wiem, że tę słowa padły pod wpływem złości.

Część błagalna okazała się najgorszą próbą. Czułam, że coś się ze mną dzieje, prosiłam nawet mężą o pomoc, ale odmawiał twierdząć, że nie jestem już jego żoną. Gdy pojawił się kryzys poszłam do kościoła i płacząć prosiłam księdza by odprawił nade mną egzorcyzm, bo jestem opętana. Radził, bym zmieniła modlitwe na koronkę do miłosierdzia, bo pompejanka jest bardzo wymagająca, ale gdy tylko podałam intencję w której się modlę poradził bym zaczęła ignorować męża, że może to coś pomoże. Nadal walił się mój świat, starałam się zmienić, bo czułam, że to moja wina, że od zawsze stawiałam męża na pierwszym miejscu i Pan Bóg testuje mnie celowo.Część dziękczynna okazała się łatwiejsza, czułam wewnętrzny spokój. Równocześnie modliłam się za wstawiennictwem Ojca Gabriela Amortha i wierzyłam głęboko, że wszystko się ułoży. W końcu skończyłam 54 dni modlitwy i nic się nie zmieniło.Nie stał się cud o jakim marzyłam, dotarło do mnie jednak, ze to koniec i nie mam już o co walczyć. Tego dnia, gdy odnalazłam w sobie siły zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że to konieć, że nie mam już sił walczyć i że zgadzam się na rozwód.I nagle stał się cud mąż jakby się zmienił, anulował rozwód, starał się o mnie, codziennie czekał po pracy na mnie.A ja nie mogłam uwierzyć w to szczęście, że mateńka spojrzała na mnie łaskawie. Przez cały rok 2019 sytuacja nie uległa zmianie, niby byliśmy razem, ale nie zamieszkał ze mną , mówiąc, że jeszcze nie jest gotowy na taki krok. Jest wrzesień 2020, i mija dokładnie 7 miesięcy, gdy mój mąż zostawił mnie poraz kolejny. Próbowałam walczyć o niego poraz kolejny, ale znów był uparty, twierdził, że nie chcę bym przechodziła przez to samo.Jak nie chcę skoro znowu mi to zafundował?

Pytałam go wiele razy czy mnie nadal kocha czy chcę ze mną być, ale do dziś dnia nie usłyszałam odpowiedzi. Za namową znajomej postanowiłam odmówić kolejną pompejankę i jednocześnie pójść o krok dalej i iść do spowiedzi z całego życia. Dołożyłam już kolejną modlitwe ojca Gabriela, koronkę do krwi Pana Jezusa, a także nowenne do Matki Boskiej rozwiązującej węzły i wiele innych. Modliłam się również leżąc nocami krzyżem, a wtedy najwięcej łez płynęło. Prosiłam też Ducha św, by pokazał mi wszystkie moje przewienienia i za każdym razem zapisywałam swoje grzechy w zeszycie.Zbliżała się wielkanoc, a jeszcze wcześniej świat opętał wirus i wszystkie kościoły zostały zamknięte. Byłam sama. Bardzo chciałam iść do spowiedzi, bo nagle ogarnął mnie strach, że mogę umrzeć bez wyznaniach ich Panu Bogu. Tak strasznie bolała mnie dusza, gdy pomyślałam o nich. Pierwszy raz w życiu zapłakałam nad swoimi grzechami.

Niestety musiałam czekać bardzo długo, by w końcu móc się wyspowiadać. Gdy w końcu otworzono kościoły z pewnymi restrykcjami i w parafii pojawił się nowy proboszcz postanowiłam iść na modlitwę. Niestety wtedy jeszcze nikt nie mógł uczestniczyć we mszy św. tylko online. Weszłam do kościoła i doznałam szoku, bo zobaczyłam księdza w konfesjonale. Usiadłam i przez cały czas nie mogłam się skupić.Ktoś w głowie podszeptywał, że mam iść właśnie do tego spowiednika. Moje ręce drżały, a serce biło jak oszalałe. W końcu podązyłam za nim, bo ten wewnętrzny głos nadal naciskał. Nowy proboszcz okazał się młodym ślązakiem, który przypominał słynnego ojca Mateusza z serialu. Miły, ciepły wyraz twarzy i ucieszył się, że właśnie jego wybrałam. Umówiliśmy się na Piątek na 10 raną. Przyszłam punktualnie z sercem i strachem w środku. Łzy lały się potokiem, a ksiądz widząc mój strach powiedział, że ja nie będę cię oceniał tylko słuchał. I taka też była prawda, ja mówiłam, a po drugiej stronie konfesjonału była cisza, choć czasami brakowało mi karcenia. Wyspowiadałam się dzień przed moim urlopem do Polski.

Poczułam jakby cieżar opadł z mojego serca, jakbym dostała skrzydeł. Niestety później poczułam jakbym nie zasługiwała na rozgrzeszenie, jakby to wszystko nie było ważne. Dodam, że przez cały czas szatan atakował, a najgorszym grzechem dla mnie jest grzech nieczystości. Pompejanka w końcu popchnęła mnie do najważniejszego kroku czyli spowiedzi z całego życia. Niestety poległam, nie czuję jakby Pan Bóg mi sprzyjał. Pozbyłam się ciężaru z serca w dniu spowiedzi, a jednocześnie tego samego dnia rozpoczęła się ta wielka pustka, która ogarnia mnie do dziś dnia. Nie wiem czy nadal wierzę, bo przecież odmówiłam już tyle pompejanek za mężą, który i tak nie wrócił.Oczyściłam duszę, ale i tak żadna modlitwa nie pomogła bym zapomniałam o nim. Nadal on jest ostatnią myślą przed zaśnieciem. Wiem, że związek niesakramentalny to grzech, ale czasami my którzy bardzo chcielibyśmy tak nie grzeszyć nie możemy inaczej, bo miłość jest silniejsza. My też chcemy ślubu kościelny, ale niestety to nie jest takie prostę.To bardzo ciężkie uczestniczyć we mszy św i nie móc przyjąc komunii św.Nie wiem czy mogłabym komuś znów zaufać. Moja ostatnia pompejanka była w intencji naszego ostatniego spotkania. Prosiłam o to by dane było nam się spotkać ponownie jeśli taka wola i znów nic. Być może zamknięte granice i restrykcje, a może to wola Boża tak działa.
Kiedy rozpoczęłam pierwszą modlitwe byłam sama, ale wierzyłam, a teraz, gdy mijają już ponad dwa lata znów jestem sama w obcym kraju i mniej wierząca. Wszyscy mówią jak bardzo mnie podziwiają, że jestem taka silna, że nie uciekłam do Polski i że nadal trwam. A może mimo tylu doświadczeń jeszcze nie zdałam egzaminu z wiary.Może to dopiero początek mojej drogi, może aby dosięgnąć szczytu trzeba wiele razu upaść, przestać wierzyć, wątpić w siebie i ludzi. Może trzeba siegnąć dna, a może zwyczajnie Bóg zamiast obdarować mnie rodziną o której zawsze marzyłam zapisałam mi być samotną ciocią, a nie matką i żoną?
Na dzień dzisiajszy według prawa angielskiego jestem w separacji z mężem.. Gdziekolwiek jest i z kim modlę się o jego zdrowie.
Proszę o modlitwę, bo sama upadam.

Książka bł. Bartola Longo opisująca historię powstania sanktuarium w Pompejach

a także liczne objawienia

i cuda Matki Bożej

Pompejańskiej!

  • Kochana, wspieram Ciebie całym sercem. Polecam Cię także memu ukochanemu Świętemu Józefowi. Mężczyźnie który jest wzorem dla wszystkich żyjących mężczyzn na świecie. Jeszcze dziś w litanii do niego ofiaruję ciebie i twoją miłość, jakąkolwiek w sobie masz. Proszę, westchnij i ty do niego jeśli tylko możesz. On nigdy nie zostawia nas w rosterkach sercowych. Niech nasza Maryja opiekuje się zawsze tobą, a miłosierny Jezus niech okaże ci bezmiar łask swojego cudownego serca. Trzymaj się i nigdy nie poddawaj!

    • Dziękuję. Rozplakalam się czytając twoje słowa. Na pewno skorzystam z twojej rady. I dziękuję za modlitwę. Niech Nov też cię błogosławi.

    • Zgadzam sie, Swiety Jozef odpowiada blyskawicznie na kazda modlitwe (nie wiem jak On to robi ), jest wspanialy. Warto Jemu takze zawierzac swoje sprawy.

  • Jest w Tobie bardzo duzo poczucia winy. Mysle, ze powinnas skupiac sie mniej ma swoich grzechach, a wiecej
    na akceptacji i milosci do siebie. Tez mieszkam w Wielkiej Brytanii, chetnie pomoge rozmowa jesli jest taka potrzeba. Sama bylam w podobnych sytuacjach. Jesli znasz dobrze angielski, polecam poczytac/ posluchac o czyms takim jak “codependency”. Po polsku to wspoluzaleznienie, ale nie tylko w odniesieniu do alkoholu, ale tez czlowieka. Wiaze sie to z niskim poczuciem wartosci. Mam wrazenie, ze po angielsku jest wiecej materialow na ten temat, ale po polsku tez mozna sprobowac. Pozdrawiam i w razie czego zapraszam do rozmowy.

    • Niestety tak jest. Obwiniam się każdego dnia. Myślę, że jestem silna, choć nadal zdarza się płakać nie tak często jak kiedyś. Zbyt długo noszę to w sercu, choć już dawno powinnam zapomnieć. Dziękuję za piękne słowa otuchy. Bardzo miło będzie mi kiedyś porozmawiać z Panią.

      • Upadła piszesz, że już dawno powinnaś zapomnieć. Nie wiem czy to tak się da. Mój mąż też zostawił mnie w 2018 i do dnia dzisiejszego nie było dnia abym nie płakała. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego Ci życzę. Pan Bóg jakoś to wszystko nam poukłada musimy tylko zawierzyć. A to niestety nie takie łatwe,gdy nasze plany się sypią.

        • Tak myślę, że czasami za bardzo to roztrzasam, ale pewnie masz podobnie. Czasami jedna myśl, jedno wspomnienie pociąga następne i tak w kółko, a potem są łzy. Pewnie tę myśli pochodzą od szatana.Pozdrawiam również i niech Pan Bóg zawsze nas prowadzi najlepszymi ścieżkami. Życzę też wytrwałości i wiary. Dosyć często Pan Bóg nas testuje jak dużo możemy znieść. Dziękuję za słowa otuchy.

          • Polecam lekture dziennikow SW Faustyny, to pasjonujaca lektura, prawdopodobnie znajdziesz dzieki niej wiele odpowiedzi. Sciskam, powodzenia.

    • Agnieszko, odmów różaniec w intencji własnej tolerancji, staniesz się bogatsza wewnętrznie:)

      • Wybacz, ale nie do Ciebie należy dyktowanie, w jakiej intencji mam odnowić różaniec. Mogę pomodlić się za Ciebie o refleksję i mądrość. Bo skoro piszesz, że Bóg to jedno, a kościół i nauka w nim głoszona to drugie, to znaczy, że coś jest nie tak z Tobą i Twoją wiarą… Siejesz zamęt i wprowadzasz biedną dziewczynę w błąd. Nie jestem zwolenniczką hasła: „Bóg tak, kościół nie”. Oczywiście, w kościele również są nieprawidłowości, które trzeba naprawiać. Ale nie pozwolę na to, podobnie jak Mirosz, aby ktoś obrażał kościół, który jest dziełem Boga, w którym Bóg się objawia, i poprzez który ludzie poznają Boga i mogą do Niego codziennie zbliżać się.

      • Swietłano, módl się najpierw za siebie, a zwłaszcza o mądrość, a na pewno będzie to zauważalne na tym forum… 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

      • Kiedyś pisała taka dziewczyna o nicku Nieznajoma. Była dosyć kontrowersyjna i bardzo konserwatywna, ale jakby takim Swietłanom napisała kilka słów prawdy teologicznej, to by poszło w pięty…

      • Oj Swietłano, tolerancja to takie modne hasło ostatnio, zwłaszcza wśród liberałów. Świetny pomysł z tym różańcem, ale odmów najpierw sama, abyś tolerowała to, że ludzie mogą być wierni ideałom i zasadom, które noszą w sercach.

  • Nie znasz mnie więc proszę bez obrażania, ok? A skąd pewność, że to nie Ty właśnie siejesz ten defetyzm? Próbuję pomóc dziewczynie, którą przerasta poczucie winy, a Ty z mojej odpowiedzi wyłapałeś „najważniejsze” – obrazę Kościoła…no cóż…

    • Ty również nie znasz ani mnie, ani Mirosza, więc również oczekuję od Ciebie tego, że nie będziesz nas oceniać i obrażać. Bardzo współczuję tej dziewczynie i obiecuję w jej intencji modlitwę. Ale nie sprowadzę jej na złą drogę teoriami, które wprowadzą w jej życie zamęt oraz zagłuszą sumienie. Księża nie mają pojęcia o rodzinach, dzieciach, o małżeństwie? A czy aby być dobrym lekarzem kardiologiem trzeba mieć trzy rozległe zawały za sobą? Nie. Czy aby być mądrym, trzeba ukończyć Harvard? Nie. Czy aby być świętym, trzeba być idealnym w każdym momencie? Nie. Widzisz, księża i siostry zakonne mają większe pojęcie o życiu małżeńskim i rodzinnym, niż osoba świecka o kapłaństwie i życiu konsekrowanym…

        • A może moje dziecko zmarło?
          A może ktoś zamordował moje jedyne dziecko?
          A może poroniłam?
          A może nie mogę mieć dzieci?
          A może jestem wdową i nie chcę już wychodzić za mąż?
          A może nie zdążę mieć dzieci, bo niedługo umrę?
          Pomyśl…

          • Odpuść jej Agnieszko. Po co się kłócić i spierać każdy z nas wierzy w Boga ale nie każdy idzie tą samą drogą do niego. Nie wszyscy jak widać zresztą na tym forum są tu by pomóc, doradzić czy skomentować refleksyjnie.
            Swietłana ma jeszcze długą drogę do przejścia poprostu.

        • Zapytałam, czy jesteś katoliczką, bo Twoja teoria na temat kościoła i księży odbiega od nauki katolickiej. Dziwi mnie to, że dzielisz się nimi na tej stronie… Twój komentarz został usunięty, więc widocznie inne osoby to zgłosiły i nie podobało się im to, co napisałaś.
          Nie rozumiem również tego, dlaczego pytasz mnie o dzieci. To jest bardzo delikatny temat i odnoszę wrażenie, że zadałaś to pytanie, aby sprawić mi przykrość,ale może się mylę. Tak to odebrałam, podobnie jak Twoją radę, żebym odmówiła różaniec, abym stała się bardziej tolerancyjna, bo wówczas będę bogatsza wewnętrznie. Do innej osoby piszesz stanowczo, żeby Ciebie nie oceniała. Tymczasem oceniasz mnie, że jestem nietolerancyjna, że jestem Twoim zadaniem nie – bogata wewnętrznie. Nie jest to prawda. Ci, którzy mnie znają osobiście, a także Ci, którzy znają mnie z forum, mają inne zdanie.
          Toleruję wiele, natomiast wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Mam prawo do własnych poglądów oraz wyboru wartości, którymi żyję. Nie zgadzam się na obrażanie kościoła i osób duchownych i konsekrowanych. Owszem, w kościele są rzeczy do naprawy, kościół popełnił, popełnia i będzie popełniał błędy. Ale nie zapominajmy, że Kościół to wspólnota ludzi ochrzczonych wierzących w Boga. A zatem to nie tylko księża, „męska reprezentacja”. To każdy człowiek, który wierzy i pragnie żyć według Bożych zasad, który pragnie iść za Chrystusem. I nie pozwolę na to, aby ktokolwiek obrażał i atakował kościół, a także głosił teorie niezgodne z Dekalogiem, z nauką zawartą w Biblii, w Ewangelii, a także w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Moim zadaniem, jako osoby wierzącej i praktykującej, jest stawanie w obronie wiary i jej zasad,nawet za najwyższą cenę. Dlatego tak zareagowałam na Twoje słowa do autorki świadectwa,podobnie jak Mirosz, który również bardzo dba o dobre imię kościoła i który broni zasad wiary.
          Nie chciałam Ciebie urazić. Mimo że Twoje słowa sprawiły mi przykrość, nie chcę chować urazy do Ciebie.
          Proszę, abyś jednak w przyszłości nie pytała mnie o rodzinę, a zwłaszcza o dzieci, ponieważ – moim zdaniem – jest to niewłaściwe. Dotykasz wówczas bardzo bolesnego miejsca w sercu drugiej osoby.
          Życzę wszelkiego dobra.
          Z Bogiem.

          • Agnieszko, mój komentarz został usunięty na moją prośbę. Mam wyjątkowo trudny czas i tak naprawdę przez ostatnie dwa lata żyje resztkami sił i dzięki modlitwom. Za przykładem znajomej, której niespełna trzydziestoletni syn umiera, a która gorliwie odmawia Pompejankę, też zaczęłam odmawiać to nabożeństwo, szukałam informacji w Internecie (bo jest to moja pierwsza Nowenna pompejańska) i tak trafiłam tu. Uwierz mi, że nigdy nie wdaje się w dyskusje internetowe i unikam komentowania. Każdy z nas ma swoja ścieżkę duchową i nikogo nie mam zamiaru przekonywać do swoich racji. Tym razem uderzył mnie ogrom bólu tej dziewczyny, potworne poczucie winy dlatego postanowiłam się odezwać. Nie spodziewałam się fali Waszych komentarzy i wręcz hejtu pod moim adresem, dlatego poprosiłam moderatorów o usunięcie postu. W tym wszystkim chodziło przecież o wsparcie „Upadłej” (chyba taki nick ma), podanie jej przysłowiowej ręki, a wszystkie Wasze komentarze dotyczą obrony Kościoła. Chcę przeprosić, jeżeli Cię uraziłam: nie miałam złych intencji, a nie miałam możliwości wytłumaczyć dlaczego zadałam Ci pytanie o dzieci, bo tak jak napisałam wyżej, po tym jak zobaczyłam wysyp Waszych komentarzy w obronie dobrego imienia Kościoła, wycofałam i nawet tego nie czytałam bo to mnie przerosło. Natomiast chciałabym powiedzieć kilka zdań. Wiesz Agnieszko, kiedy kobieta jeszcze nie ma dzieci, a przygotowuje się do roli mamy jej wyobrażenia na temat macierzyństwa odbiegają od rzeczywistości: to jest po prostu niebo i ziemia. Parę dni temu nawet śmiałyśmy z moją córką z tego, jak wyobrażałyśmy sobie w różowych kolorach rolę mamy, a jak było i jest w realu. Chcę przez to powiedzieć, że jeżeli czegoś nie doświadczysz, tak naprawdę nie zrozumiesz w pełni istoty problemu. I to mówię przede wszystkim w odniesieniu do Kościoła. Dlatego napisałam takie a nie inne słowa pod Jego adresem: nie będzie dla mnie w pełni wiarygodny bo księdza nie posiadają rodzin. I proszę uszanować moje zdanie i darować sobie przekonywanie mnie.
            A Tobie zadałam pytanie, bo moim kolejnym pytaniem miało być: czy pamiętasz siebie przed i po, ale po tym co napisałaś, zdałam sobie sprawę z tego, że moje pytanie było rzeczywiście niewłaściwe, będzie to dla mnie nauczką. Dlatego jeszcze raz bardzo serdecznie przepraszam Cię i życzę dużo dobrego. Z Bogiem!
            PS. Zwracam się do wszystkich pozostałych „komentatorzy”: ten post adresuję tylko i wyłącznie Agnieszce , chciałam ją przeprosić, natomiast Wasze komentarze pod moim postem potraktuję jako złośliwość.

            • Przykro mi, że mój wpis wywołał burze komentarzy. Dziękuję jednak za otuche wsparcia. Niestety masz rację czuje się winna w każdym aspekcie i to być może nie pozwala mi iść naprzód.Wiem, że według kościoła nie mam męża i wiedziałam, że pisząc prawdę posypia się gromy w moim kierunku, ale dla mnie on jest i będzie moim pierwszym mężem. Mam dość małżeństw na całe życie nigdy więcej, choć moje chore, zakochane i głupie serce zapewne znów doloby mu szansę. Muszę odnaleźć w sobie siłę by trwać przy modlitwie. Nie odmawiam już pompejanski nawet za męża, choć czasami naiwność kusi by mimo wszystko odmówić kolejną za jego duszę. Dziękuję za wsparcie jeszcze raz i miłe słowa w moim kierunku Jesteś szczęścia Ra, bo masz cudowna córkę. Niech Pan Bóg wyprostuje nasze drogi.pozdrawiam.

            • Swietłano,
              Bardzo dziękuję za Twoją wiadomość, Twoje słowa skierowane do mnie, które przyjmuję. Nie mam w sercu urazy do Ciebie, przyjmuję przeprosiny. Ja również przepraszam Ciebie, jeśli Ciebie uraziłam i również proszę, abyś nie miała urazy do mnie. Z tego, co piszesz, wynika, że jesteś osobą bardzo inteligentną i wrażliwą, i masz za sobą smutne i bolesne doświadczenia… Pomodlę się w Twojej intencji, obiecuję, jak również w intencji tego chorego chłopaka. Mam nadzieję, że będziemy mogły spotkać się jeszcze na forum, w lepszych okolicznościach. 🙂
              Życzę wszelkiego dobra dla Ciebie i Twoich Bliskich. Dziękuję raz jeszcze za Twoje słowa. I przepraszam również za to, że zareagowałam tak intensywnie.
              Tak, jak napisałam powyżej – możemy mieć inne poglądy, ale trzeba siebie nawzajem szanować i miłować po chrześcijańsku. Będę o Tobie pamiętała. Zachowam dobrą pamięć. 🙂
              Do napisania i poczytania. Z Panem Bogiem. +
              Agnieszka

            • Umiesz, mądralo, czytać ze zrozumieniem? To jeszcze raz przeczytaj uważnie, co napisałam do Agnieszki! Już sobie wyjaśniliśmy sprawę i mam szacunek do tej nieznanej mi kobiety: to co mi napisała, świadczy o jej chrześcijańskiej postawie.. A Ty widocznie jesteś z tych, co to szpierają w „Internetach”, aby innych pouczać i dowalić. „Zacznijmy od tego..” Daruj sobie takie słownictwo – nie jestem uczniakiem, a Ty nie jesteś moim profesorem. Naucz się nie wtrącać się do rozmowy, gdzie Ciebie nie zapraszają, mądralo!

            • M(ądralo), to będzie moja ostania odpowiedź do Ciebie, niezależnie od tego, co mi odpiszesz: nasze „komentarze” czytają inni użytkownicy i może Twoje „wpisy” będą ostrzeżeniem dla innych ludzi, bo ja już się z tego wypisuję! Widzę, że dobrze się znasz na hejtach i „niehejtach”. Specjalizujesz się w tym, co? A co byś musiał mi napisać, żeby wszyscy uznali to za hejt?! Gdybyś przeczytał ze zrozumieniem naszą z Agnieszką korespondencje, to zrozumiałbyś, że nigdy niczego nie komentuję, NIGDY! Przede wszystkim w celu ochrony mego zdrowia psychicznego przed takimi hienami jak Ty, bo wiem że swoimi wpisami nikogo nie przekonam, a wywołam lawinę (co się niestety, potwierdziło!) więc unikam internetowych dyskusji. Znalazłam się tu tylko dlatego, że odmawiam Nowennę pompejańską i szukałam świadectw. Wiem, że mi nie uwierzysz, ale zależało mi na wsparciu Upadłej i tyle, nie spodziewałam się na portalach religijnych komentarzy w takim właśnie tonie. Pod wpływem przytoczonych przez Ciebie mądrości nie zmienię nagle zdanie o Kościele, nie usunęłam mojej wiadomości do Upadłej tylko dlatego, że Ty swoimi „mądrymi” komentarzami wywołałeś u mnie refleksję i stało mi wstyd. Spytałam się Agnieszki o dzieci, ale po tym jak zareagowała, zrozumiałam, że nie mam prawa zadawać ludziom,. których nie znam, tak osobiste pytania, bo ktoś może mieć za sobą traumatyczne doświadczenie, dlatego publicznie (bo nie mam innej możliwości) przeprosiłam ją. Postawa tej kobiety zaimponowała mi, to świadczy o jej wielkości. A Ty jaką postawę zaprezentowałeś?! Wyraźnie napisałam, że przeżywam trudny okres więc jeżeli byś miał choć trochę Chrystusa w sercu darowałbyś sobie wcześniejszy komentarz: czy kopanie leżącego to jest postawa godna chrześcijanina, osoby prawdziwie wierzącej?! Nawet jeżeli uważasz, że nie hejtujesz mnie, to człowieka, którego przerastają przeciwności, dobijają nawet takie „niehejtowe” komentarze jak Twoje. Jesteś jak hiena, której dajesz do zrozumienia, że to boli, ale ona mimo wszystko chce ugryźć. Tak, każdy z nas coś sobą reprezentuje: uważasz, że przejrzałeś mnie, ale ja też mam pewne spostrzeżenie na Twój temat, ale już daruję sobie te wypowiedzi. I na koniec dam Ci świetną radę, a widzę że lubisz jak Twoje jest na wierzchu inaczej by nie wtrąciłeś swoje parę groszy do nasze korespondencji z A. pomimo mojej prośby (nb, nikt tego nie zrobił oprócz Ciebie). A więc M(ądralo) trzymaj się świetnej zasady: nie doradzaj i nie odzywaj się, jeżeli Cię o to nikt nie prosi, ludzie nie lubią przemądrzałych:) Posłuchasz mojej rady tylko na tym zyskasz: będziesz przyciągał i zjednywał sobie ludzi. No i walcz z uzależnieniem ciągłego komentowania, uwierz, że w życiu naprawdę są duże ciekawsze i szlachetniejsze rzeczy: czytanie, oglądanie filmów, spacery… Jestem molem książkowym, jeżeli chcesz mogę Ci doradzić parę tytułów, służę także radą, jeżeli będziesz szukał świetnego filmu do oglądania, polecę świetne trasy rowerowe w Polsce, górskie szlaki w pobliskim Beskidach – nie jestem uboga i ograniczona za jaką mnie masz.
              A …jeżeli już coś koniecznie musisz skomentować, to ugryź się w język i poślij osobie, z którą się nie zgadzasz, moc pozytywu. Myślę, że nic by ci się nie stało, żeby zamiast pisać elaboraty, napisałbyś: droga(i) A. (B, C, D itd), nie zgadzam się z Tobą, moim zdaniem, jesteś w błędzie, ale będę się modlił za Ciebie. Amen.
              Mimo wszystko życzę wszystkiego dobrego:)

        • Odpisałam, ale w niektórych miejscach telefon zmienił słowa. Zamiast „Zapytałam, czy jesteś katoliczką” powinno być „zapytam jak Maria, czy jesteś katoliczką”. Wolałam napisać, aby nie było niezrozumienia. Smartfon poprawia moje słowa i zmienia się sens wypowiedzi. To tylko techniczna uwaga.
          Swietłano, nie chcę się z Tobą sprzeczać ani chować w sercu urazy, o co również proszę Ciebie. Możemy mieć inne zdania, ale powinnyśmy przy tym szanować siebie nawzajem.

          • Super Agnieszko. Zgadzam się z tobą. Możemy mieć inne zdanie, ale powinniśmy przy tym szanować siebie wzajemnie.

            • Dziękuję Tomku. Bardzo cenię Twoje wpisy i Twoją Osobę. Ostatnio wróciłam na forum i bardzo przejęłam się niektórymi dyskusjami. Zależy mi na tym, aby pisać szczerze, ale przy tym kulturalnie, chociaż nie zawsze się da zachować spokój… Czasem mam wrażenie, że moje słowa i dobre intencje idą w próżnię… Chyba rzeczywiście przestanę już na stałe udzielać się na forum, ponieważ wiele nerwów mnie to kosztuje.
              Pozdrawiam Cię Tomku, z Bogiem. +

            • Agnieszko jesteś mądrym człowiekiem. Udzielaj się na forum bo bardzo interesująco piszesz i mi się ciebie bardzo dobrze czyta jesteś tu potrzebna. Poprostu mniej nerwów bo to niezdrowo i niepotrzebnie. Najważniejsze że przemawia przez ciebie dobro a to miłe dla Boga i myślę dla wszystkich tutaj. Oby więcej tutaj takich mądrych osób. Musisz częściej odwiedzać tą stronę bo są tu wspaniałe świadectwa.

      • Świetłana, ty jesteś katoliczką, czy masz swoją religię? Co robisz na tej stronie internetowej?

  • Moja droga , piszesz, że to małżeństwo było niesakramentalne – czyli oparte na grzechu, prowadzące do potępienia. Tam gdzie jest grzech i szatan nie ma szans aby zakwitła miłość. Kolejna rzecz, niestety ale postawiłaś swojego męża w centrum swojego życia , to on jest dla Ciebie najważniejszy , o niczym innym nie myślisz i pragniesz jak tylko bycia z nim. Jest najważniejszy w Twoim życiu – i tu dochodzi do złamania 1 przykazania Bożego „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. To Pan Bóg w naszym życiu ma być najważniejszy, to Jego musimy kochać najmocniej i to o relacje z Nim musimy najbardziej zabiegać. Ten związek powoduje, że żyjesz w grzechu, odcinasz się od łaski Pana dla innego człowieka – Pan Bóg nie będzie chciał tego związku bo Pan Bóg z miłości chce Cię ocalić przed potępieniem. Zauważ w tej całej sytuacji Błogosławieństwo. Miałam podobną sytuację chociaż nie byłam po ślubie. Przez lata żyłam ze swoim chłopakiem potem narzeczonym w nieczystości. Związek ten był w tragicznej kondycji, ciągle kłótnie, brak szacunku do siebie, kontakt z Bogiem ograniczony do niedzielnej Mszy Świętej i spowiedzi przed świetami. W końcu było tak źle , zapanowała taka nienawiść, że po 7 latach związku pomimo, że mieliśmy wyznaczoną datę ślubu rozstaliśmy. Wtedy w rozpaczy pobiegłam prosić Boga o pomoc bo sobie nie radziłam z tym rozstaniem. Po krótkim czasie Jezus pokazał mi , że tam gdzie jest grzech tam nie może być szczęścia i miłości bo grzesząc wyrzucamy z naszego życia Jezusa a zapraszamy diabła , który nas nienawidzi i uczyni z naszego życia piekło. Kolejną rzeczą jaką mi pokazał Jezus to, ze jeśli będę zawsze Jego stawiać na 1 miejscu to On mi będzie błogosławił i prowadził przez życie , da szczęście bo tylko Jezus jest prawdziwym szczęściem, prawdą i miłością. Zrozumiałam czemu mój związek się nie udał – przez grzech nieczystości. W skrócie , wróciliśmy do siebie po 6 miesiącach inni nawróceni i na nowych zasadach – żyjemy w czystości już ponad rok, za rok mamy ślub i wiemy , że z laską Bożą uda nam się nie ulec pokusie. Mój związek nigdy wcześniej tak nie wyglądał jak teraz , nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dobrych relacji i tak się nie kochaliśmy. W moim życiu w końcu zakwitła miłość i szczęście, ale to Jezusa kocham najbardziej i to relacja z Jezusem jest dla mnie najważniejsza. To On upomniał się o mnie i chciał mnie uratować od potępienia dopuszczając do wcześniejszego rozstania i moich łez. Jezus uzdrowił mój związek. Tak samo myśle jest w Twoim przypadku. Jezus chce Cię uratować bo Cię bardzo kocha ! Nie módl się już o swojego męża , pomódl się pompejanką abyś potrafiła postawić Jezusa w centrum swojego życia i serca, aby był na 1 miejscu w Twoim życiu – przekonasz się jak wszystko zacznie się pięknie układać. Polecam posłuchać księdza Dominika Chmielewskiego , który właśnie mówi o tym jaki podstawowy błąd popełniamy w relacjach z drugim człowiekiem. https://youtu.be/605wIvodmlo . Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze !

  • Przejrzałem wszystkie komentarze i ździwiłem się, że nikt nie poruszył tego co ważne w Twoim świadectwie. Sam jestem po podobnych przejściach, jednak już chyba krok dalej, podobnie jak Ty, żona była na pierwszym miejscu. Cały czas poszukiwałem Boga, ale i cały czas był na drugim miejscu, za żoną. Dopiero po czasie dostałem rozeznanie, że była moim bożkiem. Nadal się za nią modlę, żyję w czystości, jako sakramentalny małżonek odseparowany. Buduję relację z Bogiem i staram się być otwarty na ludzi i na to co się dzieje na około mnie. Odmówiłem już nie jedną pompejankę, wielokrotnie byłem atakowany przez złego, to właśnie modlitwa otwarła mnie na nowe spojrzenie. Bo to nie Bóg wybiera nam współmałżonka, tylko my. To co się dzieje dalej, to już konsekwencje naszych wyborów. Bóg na nas czeka zawsze, On wie, że upadamy, dlatego pomaga nam wstać. Jezus stąpił do chorych, nie do zdrowych. Mnie osobiście, komunia bardzo pomogła, jest źródłem siły i łaski, co nie zmienia faktu, że nadal mam trudne momenty i nadal pragnę odbudowania małżeństwa i rodziny. Na zakończenie polecam wsłuchiwanie się w konferencje o. Pawlukiewicz, niestety śp. Mnie pomógł odkryć co we mnie jest do naprawy, bo naprawę małżeństwa trzeba zacząć od siebie nie od współmałżonka. Niech Cię Bóg chroni i strzerze, niech Maryja otoczy Ciebie swoją miłością i opieką.

    • Dziękuję Ci Jacku za tę słowa. Masz rację najpierw muszę zacząć od siebie zmianę tylko, że tak jakbym nie za bardzo wierzyła. Gdy odmawiam pompejanke to czuję siłę. Też odmówiła wiele w jego imieniu i nic. Trochę mnie jednak zastanawia, że podczas pierwszej modlitwy on wrócił, więc przecież Pan Bóg nie może być tak okrutny. Chyba, że to nieustanny test dla mnie.

      • Właśnie, to jedn z tematów jaki odkryłem. Bóg nie robi niczego złego, jedynie czasem pozwala aby zło wykonało swój plan. Jednak Bóg dał każdemu człowiekowi wolną wolę. Dał, czyli jednocześnie obiecał, że przenigdy jej nie złamie, a my mając skłonność do zła od grzechu pierworodnego, wykorzystujemy ten dar dla dobra i dla zła. To jednak nas czyni ludźmi. Wiem, że to trudne, patrzeć teraz w przyszłość, bo niech umarli grzebią umarłych, a życie jest w drodze z Jezusem. Prawdopodobnie jesteś małżonkiem sakramentalnym, więc takim pozostań i wsłuchaj się na modlitwie o czym zacznie Ci opowiadać Duch Święty, jak wyprowadzi Cię, tak jak Jezus odprowadzał do Łodzi św Piotra, burza ucichła dopiero ja byli w Łodzi, a nie jak Piotr, krzyczał do Jezusa, ratuj. W modlitwie do Maryii zyskałem pokój i chęć poznania bliskości z Bogiem, czego i tobie życzę. Ostatnio dostałem przynaglenie, aby dzielić się tym z innymi, może to jest coś z czego możesz skorzystać https://youtu.be/DYnPQqXrSMo

  • Witaj. Jestem w podobnej sytuacji. Rok temu wzielam ślub, nie widziałam świata poza moim mężem. Niestety po pol roku moj maz stwierdził że nie nadaje sie do małżeństwa i sie odkochal. Od miesiąca nie mieszkamy razem a ja nie mam dnia zebym o nim nie myślała. Tęsknię bardzo. Modle sie do sw Rity i dojrzewam do odmowienia NP w tej intencji. Do tej pory modlilam sie o wypedzenie zlego ducha z mojego mezA zeby sie opamietal i zostawil co zle ale teraz zaczelam modlic sie zeby Pan Bog wypedzil zle mysli i ból z mojego serca i glowy i rozwiązał ta nieszczęśliwa miłość. Jestem calym sercem z Tobą , wiem co czujesz.

  • Zaufaj bezgranicznie, nie poddawaj się. Dla Pana Jezusa nie ma rzeczy, spraw nie do rozwiązania. Jezu Ty się tym zajmij. Jezu ufam Tobie

  • Kochana Ty wcale nie jesteś upadła ale masz siłę i jesteś bardzo dzielna. Ufaj i trwaj w modlitwie a Bóg Cię poprowadzi. Proszę nie zapominaj nigdy, że Bóg daje więcej niż to o co prosimy tylko trzeba cierpliwie czekać. To co przechodzisz to próba a próby są po to by nas umacniać. Właśnie w takiej chwili poczucia osamotnienia on jest najbliżej i gdy płaczesz to on płacze razem z Tobą. Ten moment trzeba przetrwać modląc się i zawierzając jeszcze mocniej. To co Cię boli oddawaj mu w modlitwie każdego dnia a on to weźmie i poczujesz ulgę. Proszę nie ustawaj w modlitwie a przekonasz się, że efekty przyjdą. Może się okazać, że będą inne niż oczekiwałaś ale z czasem zrozumiesz, że to najlepsze co mogło Cię spotkać.

  • Jeśli jesteś w związku cywilnym to nie powinnaś prosić o to aby Twój ,,mąż ” wrócił bo On w oczach Boga i Maryi , która jest służebnicą i nie robi niczego wbrew Bogu , nie jest Twoim mężem . Maryja nie może prosić swojego Syna o to abyś brnęła w grzech . Ta intencja jest wysłuchana ale nie w taki sposób jak Ty chcesz. Dlatego że Ty zakładasz że żyjąc w związku niesakramentalnym mimo iż popełniasz grzech Maryja ma wybłagać dla Ciebie cud , natomiast w oczach Bożych jesteś w grzechu i Maryja prostuje Twoje życie . To znaczy usuwa okoliczności sprzyjające grzechowi . Pomyśl czy ktoś Kto jest tak czysty i dobry może dać Ci możliwość dalszego grzeszenia ? Nie , Twoja spowiedź to wielki krok naprzód ale to dopiero początek Twojego nawrócenia i odkrywania Boga z całą Jego miłością i dobrocią . Nie poddawaj się , zmieniaj swoje życie każdego dnia tak aby żyć Bogiem aby go nie obrażać swoim postępowaniem . Jestem pewna że Bóg postawi na Twojej drodze wspaniałego człowieka bo jesteś wspaniałą kobietą . I dziękuj Maryi że tak bardzo troszczy się o Twoje życie wieczne , że usunęła z Twojego życia grzech .

  • Twoja historia bardzo przypomina mi moją. Ja też zostałam dwa razy opuszczona przez męża, też jestem młoda i daleko od rodziny. Również modliłam się pompejanka za męża za naszą rodzinę-mamy dwoje dzieci. Jesteśmy razem. Zrozumiał swój błąd, ale dopiero wtedy, gdy ja zgodziłam się na rozwód, wręczyłam mu jego ostatnie rzeczy w worku na śmieci, bo nie tylko on się rozwodził ze mną ale ja z nim też. Przestałam walczyć dla siebie, zaczęłam się szanować i kochać. Nasze rozstanie było największym co mogło mnie wtedy spotkać. Zrozumiałam że jest Bóg, są dziecii ja Jestem przede wszystkim człowiekiem i ty również. Może będzie Ci dane być z nim, a może w drodze do sklepu spotkasz miłość swojego życia która zaprowadzi cię do ołtarza. Uwierz, nie poddawaj się i oddaj wszystko Matce Bożej. Ona wie kiedy jest właściwy czas który wcale nie musi pokrywać się z naszym.

    • Dziękuje za miłę słowa. Nie wiem czy jest nadzieja. Właśnie wróciłam do UK i nikt na mnie nie czeka to bardzo smutne.Jestem na kwarantannie i gdyby nie rozmowy z rodziną w Polsce to chyba bym zwariowała. Odkad wróciłam codziennie mi się śni i zastanawiam się dlaczego Pan Bóg mi serwuje ten ból po raz kolejny? . Jeśli mam zapomnieć to te sny wcale mi nie pomagają. Myślę, że w moim przypadku już nie ma szansy. Za pierwszym razem też postawiłam sprawę jasno zgodę na rozwód i wrócił. Za drugim razem kiedy widziałam go ostatni raz i spędził ze mną pół wieczoru również dałam mu jego rzeczy, ale to nie pomogło w zmianie jego decyzji. Noszę obrączke, bo nie chcę by ktoś się do mnie zbliżał. Oby Bóg pozwolił mi o nim zapomnieć. Już nie będę się poniżać przede nim, będzie tak jakbym nigdy nie istniała dla niego. Najpierw muszę pokochać siebie i uwierzyć w siebie, że jestem warta wszystkiego co najlepsze.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości