Wiktoria: Miłość pod samym domem

Witam wszystkich! Chciałabym podzielić się moją historią związaną z nowenną pompejaśką. Również chciałabym zachęcić młode osoby i dać im nadzieję że mimo młodego wieku to warto ją odmawiać i da się!! Mam 18 lat i za sobą wiele miłosnych porażek. Nigdy nie miałam do tego szczęścia. Poznałam mnóstwo wspaniałych osób ale zawsze była jakaś przeszkoda.Relacje się urywały po 2 tygodniach lub kilku miesiącach. Podczas pandemii wpadłam na pomysł żeby zacząć pompejankę. W kościele to ledwo wytrzymałam na jednym różańcu, a co mówić o 3 dziennie. Na początku wychodziło mi bardzo dobrze i codziennie był czas na wszystko. Jednak na końcu miałam wątpliwości czy to jest dobry czas żeby modlić się w tym wieku o miłość. Podczas trwania tej nowenny na swojej drodze nie spotkałam nikogo nowego a wręcz przeciwnie. Wracały do mnie stare znajomości. Myślałam że to może być jakaś próba. Po wielu źle zbudowanych relacjach stwierdziłam że w mojej okolicy nie ma już żadnego dobrego chłopaka. Obecnie jestem w klasie maturalnej i stwierdziłam na koniec nowenny że w sumie to jeszcze nie jest odpowiedni czas. Jednak Bóg lubi robić niespodzianki. A więc uwaga! Historia zaczyna się tutaj. Pewnego dnia zamówiłam sobie jedzenie w pobliskiej pizzeri. Lokal w środku był zamknięty więc musiałam zamówić jedzenie do domu. Słyszę dzwonek i nagle moim oczom ukazuje się mój ideał. Chłopak o jakim marzyłam od zawsze. Nie uważam się za piękność i twierdziłam że nie mam nawet szans. Również sądziłam że żeby kogoś poznać to trzeba często wychodzić z domu. A tutaj było zupełnie inaczej. Myślałam o tym chłopaku i dalej mówiłam pompejanke. Nadszedł jej koniec i wtedy myślałam że nie ma opcji żeby odrazu spełniła się moja prośba. Myliłam się. Kilka dni później znowu przyjechał do mnie z zamówieniem ten sam chłopak. Wieczorem wydarzył się cud i do mnie napisał oraz zaproponował spacer. Moje szczęście wtedy było nie do opisania. Zaczęliśmy się spotykać i okazuje się że mamy wspólny język i ma cudowny charakter a do tego jest wierzący i praktykujący. Napisałam kilka miesięcy temu list do świętego Józefa. Spełnił się i spotkałam na swojej drodze człowieka o którego prosiłam. Bardzo dobrze się dogadujemy, mieszkamy niedaleko siebie. Jesteśmy szczęśliwi. Widać że to wszystko wydarzyło się za sprawą łaski Bożej. Mimo że nie znam przyszłości to wiem że ten człowiek nie pojawiał się na mojej drodze przez przypadek.

"Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym"

- papież Franciszek, 17 marca 2013 r.

  • Droga Wiktorio, powodzenia! Bardzo sympatyczne świadectwo, życzę Wam szczęścia!

  • Takie wszystko proste, ludzie otrzymują to o co proszą i spotykają tego wymarzonego. A niektórzy, w tym ja pomimo 3 lat nowenn pompejańskich, nowenn do Św Józefa, licznych litani odmawianych do tego świętego nie spotkałam nikogo. Ehhh…

    • Ta sama, może spróbuj się nie skupiać na tej (rozumianej tak przez Ciebie) porażce? Zobacz jaki świat jest piękny, ile rzeczy można robić…Zainwestuj ten czas w jakąś pasję, jakąkolwiek, nie skupiaj się na myśleniu że czegoś Ci brakuje, bo to kłamstwo jest – jeśli żyjesz w przyjaźni z Bogiem to niczego Ci nie brakuje. Szczęście człowieka to Jezus oraz czynienie Jego woli, a nie posiadanie drugiej połówki. „Ten wymarzony” też jest tylko człowiekiem i ma wady, z którymi trzeba będzie się zmierzać. Lepiej niczego nie przyspieszać, tylko dojrzewać do powołania…. a Jezus sam zna „odpowiedni czas” dla Niego i dla Ciebie… 🙂 Jak już będziecie potrafili kochać to się odnajdziecie. Lepiej tak, niż spotkać się za wcześnie gdy człowiek nie potrafiłby udźwignąć swojego powołania, czasem są wielkie dramaty spowodowane niedojrzałością – ileż to takich historii człowiek słyszy… Idź przed Najświętszy Sakrament i skup się na tym, aby wielbić Boga, chociaż spróbuj 🙂 daj sobie szansę na odczucie że Bóg Cię kocha i na prawdę w to uwierz. Że ma dla Ciebie plan najlepszy z możliwych.

    • Chociaż jak trafimy przed oblicze Boga, zapytamy go, za co mam Ci dziękować?
      Niech dziękują Ci, których modlitwy wysłuchałeś….

      • Aga, chociażby za to, że jesteśmy zdrowe, a przynajmniej zdrowe na tyle, że możemy samodzielnie funkcjonować. Aga, jadłaś dzisiaj?, piłaś kawę, herbatę, wodę? Mogłaś się umyć? Nie spadały Ci bomby na głowę? Wierz mi, nie każdy ma taki luksus i pisze to jako kobieta, która też nie wyszła za mąż. Aga, my mimo panieństwa, które boli, naprawdę mamy za co dziękować.

        • Idąc tym tokiem, to nie powinnyśmy prosić o cokolwiek, bo tyle mamy.
          Powiem dalej, niepotrzebnie Bóg mnie stwarzał, tyle dostałam i chce więcej, taka zachłanna jestem.
          Tylko ciekawa jestem czym sobie zasłużyli ci, którzy mają o wiele więcej niż my.
          Oni Bogu nie zdążą do końca świata podziękować.

          • Możemy prosić, możemy mieć pragnienia, możemy czuć ból i cierpienie. Tylko w tym wszystkim, czego nam brak warto też zauważać to, co mamy. Zobacz – dostęp do wody, jedzenia, Internetu jest dla nas tak oczywisty, a tymczasem dla milionów ludzi na świecie nie jest takie pewne, czy dzisiaj zjedzą posiłek. Ja też odczuwam cierpienie z powodu samotności, ale chcę zauważać w tym to, co już mam.

          • Aga, jesli wolno mi zapytac, jaka jest Twoja najwieksza ( najmilsza Twojemu sercu) prosba nie spelniona jeszcze przez Boga? Ja rozumiem Ciebie, bo tylko ten kto jest dlugo sam moze zrozumiec druga osobe nie bedaca w zwiazku. Ja trafiam tylko na mezczyzn szukajacych przygod, rozwiedzionych, dzieciatych albo maminsynkow. Jest jak jest. To jest jedyny nieudany aspekt w moim zyciu ( brak kochanego meza i dzieci)o reszte zadbalam sama i nie mam na co narzekac. Moze zrob to samo, zadbaj o cala reszte a kochajacy maz moze jeszcze nam sie trafi ( tak jak Dorocie, z innego swiadectwa. Ma dziewczyna 46 lat i jest szczesliwie zakochana). Oby wiecej takich swiadectw. Bede czekala na Twoje 🙂

            • Ja to obniżyłam maksymalnie standardy, obojętne czy kawaler czy rozwiedziony, byleby mnie szanował. Za moje oszczędności to ja nie kupię na własność nieruchomości, a kredytu na pensję najniższą krajową nie dostanę.
              Mi już dużo czasu nie zostało na założenie rodziny, więc jeszcze lepiej jak facet będzie miał dzieci z pierwszego małżeństwa.
              Chociaż on będzie spełniony.

            • Idąc takim tokiem myślenia – skoro w pewnym momencie przestał szanować pierwszą żonę, dlaczego pewnego dnia miałby nie przestać szanować drugiej żony. Przecież już jednej pani obiecywał i naprawdę nie ma znaczenia, jeżeli był to ślub cywilny – już z kimś rodzinę założył.

            • Pewnie, że tak może być, bardzo prawdopodobne.
              Ale taki ktoś też był kimś z czystą kartą. Miałabym szukać też kogoś takiego to nie mam też pewności, że będzie dozgonnie.
              To dla mnie nie ma wielkiej różnicy.

            • Aga, ja Ciebie rozumiem. Mysle,ze jestesmy w podobnym wieku. Na mieszkanie akurat zarobilam zagranica bo wiem jak to jest dorabiac sie w Pl jesli jest sie samemu i z nikad pomoc. Kazdy wie jak tutaj jest. Ja jednak nie zgodze sie na rozwodnika ze slubem koscielnym. Po prostu nie moge. Czuje,ze cos jest nie tak i nawet nie chce takiej relacji ani rozpoczynac, bo wiem, ze to nie bedzie nigdy takie prawdziwe. Spotykalam sie z rozwodnikiem, oczywiscie klamal,ze ma uniewaznienie malzenstwa. Mial dziecko i ja dla niego bylam ktoras tam osoba w rzedzie waznosci. Nie bylam druga, zaraz po Bogu. Strasznie mi to przeszkadzalo. Omodlilam ta sytuacje i poprosilam Matke Boza o prowadzenie. Pomogla mi, dala mi uczucie,ze on nie jest dla mnie. Zaraz pozniej on mi totalnie zobojetnial. Zapoznalam sie z kawalerem mieszkajacym z rodzicami i to tez byla porazka. Strzelal fochy jak nastolatka jesli nie chcialam rozmawiac bo mialam do zrobienia cos innego az w koncu on kiedys w ciagu 2 minut zakonczyl znajomość. …i tutaj tez mi Matka Boza pomogla, ja kazda znajomosc omadlam i poprosilam ja, jesli on nie jest dla mnie zeby to on zakonczyl ta znajmosc i tak tez sie stalo.
              Aga, ja tez pytam sie Boga dlaczego stawia na mojej drodze takich mezczyzn, dlaczego nie kawalera, dobrego i chcącego sie ożenić, ktory ze mna bedzie szczesliwy a ja z nim.Przecież w zyciu do szczescia tak niewiele trzeba ale kochac i byc kochanym to chyba w dzisiajszym swiecie najbardziej deficytowa rzecz.
              Wlasnie dzis wrocilam z krotkiej podrozy zagranicznej, na ktora pojechalam sama. Zawsze robie wszystko sama. Juz sie do tego przyzwyczailam i tak nie boli jak kiedys. Szczerze Ci napisze,ze bylo super. Bogu oddaje moja samotnosc a zreszta sobie poradze. Pozdrawiam Cie serdecznie Aga

            • Dobrze robisz, mam dokładnie tak samo od lat. Jestem niezależna i robię co chcę i kiedy chcę, zwiedziłam wiele miejsc sama i nigdy nie cierpiałam z tego powodu, nigdy też nie stała mi się krzywda podczas podróży. Opatrzność boża czuwa zawsze. Wiele lat straciłam, przez wikłanie się w poszukiwanie kandydata na męża, ale w końcu odpuściłam. Życie jest jedno, co ma być to będzie, najważniejsze to życie w relacji z Panem Bogiem, modlitwa, Różaniec, czytanie Pisma świętego, tylko nie na siłę, w wolnym czasie i w spokoju. I masz rację, z pomocą bożą można poradzić sobie ze wszystkim.

      • Aga, ludzie ze spalonego obozu dla uchodźców zamieniliby się z nami bez mrugnięcia okiem. Tak, nasza niewybrana samotność boli i sama tego bólu doświadczam, ale oprócz tego bólu, dostałam też wiele dobra. Może to dobro jest dla nas tak oczywiste, ze go nie doceniamy?

        • A myślisz, że jakaś szczęśliwa mężatka i matka niemartwiąca się o finanse zamieniłaby się z nami??
          Pisalam, idąc takim tokiem uchodźcy z obozu mają lepiej niż ci co zginęli w obozach śmierci.

          • AgnieszkaC , albo jesteś bardzo uszczypliwa, albo na prawdę nie rozumiesz. W tym co piszesz brakuje POKORY, na prawdę nie rozumiesz, że KAŻDY, powtarzam KAŻDY ma krzyż, który musi dźwigać? Nie jesteś jedyną kobietą, która cierpi, a tak się zachowujesz. Nawet ta „szczęśliwa mężatka i matka niemartwiąca się o finanse” – ona też ma swój Krzyż, o którym może nie wiesz, bo patrzysz tylko z boku na jej życie. Życie małżeńskie i rodzicielskie potrafi też być bardzo trudne, czego dowodem są tutaj publikowane świadectwa. Uważasz że czyjekolwiek życie usłane jest różami? Każdy ma różne etapy w życiu, raz wszystko się wali, innym razem w życie wchodzi trochę więcej słońca. Przypomina mi to sytuację mojej koleżanki – każdy komentuje jak wspaniałe ma życie i jak to jej się wszystko udaje – a ona leczy się u psychiatrów, miała podejrzenie schizofrenii i takie inne rzeczy, bierze leki i dźwiga na swoich barkach dużo problemów, o których nikt nie wie za wyjątkiem raptem dwóch osób. Inni oceniają, a wiedzą jakieś 10% o jej sytuacji. To jedynie Jezus, właśnie On zna najlepiej dusze ludzką i to On jedynie może oceniać. To co Cię boli to nie Twój krzyż, boli Cię Twoje opieranie się Krzyżowi, Twoja pycha i niezadowolenie. Jakbyś chciała mogłabyś oddać tą sprawę Panu, zdjąć z barków niepotrzebne zgorzknienie i zająć się tym, co przynosi owoc – kochaniem. Przepraszam jeśli jestem ostra, ale ja długo dochodziłam do prawdy – że to co sprawia największy ból to ja i moje opieranie się, a nie samo cierpienie.

            • A Twój poprzedni komentarz o tym że obniżyłaś maksymalnie standardy, obojętne czy kawaler czy rozwiedziony, byleby cię szanował, to raczej kpina z Miłości osobowej.
              A twojego stwierdzenia, że nawet lepiej żeby miał dzieci z pierwszego małżeństwa, „chociaż on będzie spełniony” to ja już w ogóle nie skomentuję.

            • Masz rację, źle się wyraziłam, bo tu panuje przekonanie, żeby nie wiązać się z rozwodnikiem, dlatego tam niefortunnie napisałam.
              Przepraszam.
              Co do stwierdzenie, żeby choć on miał dzieci, to nie wiem co Ci nie pasuje.

            • Aga, rozwodnik już założył rodzinę z inną panią i to jej obiecywał. Założył z nią rodzinę, może ma z nią dzieci. Aga, w takim układzie Ty nie jesteś potrzebna! Nawet jeśli tamto małżeństwo do siebie nie wróci (różnie bywa, czasem są powroty po latach!), Ty nie musisz wchodzić w ich rodzinę jako druga żona i ciocia na siłę dla dzieci.

            • To nikomu już nie jestem potrzebna, to po co muszę żyć.
              Najlepiej, niepotrzebna, na świat się nie prosiłam.

            • Aga, tego Ci nie napisałam. To napisałaś Ty sama. Ja napisałam (i to podtrzymuję), że nie jesteś potrzebna jako ta druga pani dla pana, która już ma żonę. Dotyczy to nas Wszystkich, mnie też.

            • Wiedziałam, że tak napiszesz.
              Jak nie jestem jemu potrzebna, to automatycznie nikomu, rozumiesz, nikomu.
              Tutaj trzeba od A do Z tłumaczyć…

            • Aga, masz kompletnie błędny sposób myślenia. Dopóki nie zrozumiesz, że jesteś potrzebna przede wszystkim Boga i sama sobie, nie ruszysz do przodu. Aga, facetów na siłę nie znajdziemy, ale potrzebne jesteśmy tu i teraz Bogu i samym sobie.

            • Aga, dopóki nie przyjmiesz prawdy, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem także bez faceta – nie ruszysz do przodu. Twoja wartość nie zależy od mężczyzny.

            • Jak mogę się czuć pełnowartościowym człowiekiem, jak dla nikogo nic nie znaczę? A z każdym rokiem jest jeszcze coraz gorzej.
              To nie ja wybierałam rodzinę w jakiej się urodziłam, to za mnie zdecydował Bóg, a teraz jak proszę o pomoc, umywa ręce.
              To nie jest mój wymysł, to była i jest jego wizja.

            • Agnieszka, napisze jak przyjaciel i to co sama kiedys uslyszalam. Idac przez zycie, ucz sie jak najwiecej na bledach innych ludzi bo zaoszczedzisz sobie czas i cierpienie.
              Nawet jesli teraz kwestia relacji z mezczyzna ze slubem koscielnym Ci nie przeszkadza ( mam na mysli religijny aspekt, bark mozliwosci slubu koscielnego) to uwierz mi bedzie Ci przeszkadzac jego relacja z byla ( ona ciagle bedzie w jego zyciu). Do tego dochodzi dziecko, klotnie o alimenty, o wakacje i ciagle cos bedzie. Ty w tej relacji bedziesz praktycznie na szarym koncu. Dlaczego o tym pisze, we wtorek bylam przejazdem w duzym niemieckim miescie i czekam sobie na moj nastepny autobus i slysze Polke rozmawiajaca ze swoim partnerem ( rozwodnikiem) o jego bylej zonie, o jego dziecku o pieniadzach, ktore ta zona chce, a on ich nie ma o wakacjach z jego dzieckim. Ta kobieta na dworcu miala wszystiego dosc, tych problemow, ktorych nie mialaby, gdyby spotykala sie z kawalerem.

            • Wiesz, może i jest w tym pycha, ale choć jestem szczera.
              Wolałabym mieć problemy jak np. moja koleżanka, która martwi się jaką będą mieć pogodę w Solinie jak wyjadą sami na rocznicę ślubu bo dzieci zostają z dziadkami.
              Każdy ma problemy, ale ja bym chciała mieć już trochę lżejsze, bo mam coraz mniej sił.
              Ostatniego zdania zupełnie nie rozumiem, to normalny odruch żywego człowieka, nawet żywego organizmu, ucieczka od bólu, cierpienia, to instynkt.

            • Sa takie momenty w zyciu samotnej osoby, ze chce sie wyc z bolu, nad niewybrana samotnoscia ( urodziny, kolejny rok starsza i sama, sluby, narodziny dzieci – nie twoich, swieta, sylwester).Ja mialam takie momenty i nadal czasami je miewam. Nie placze, tylko wyje a najlepsze jest to zeby zagluszyc moj placz wlaczam glosno muzyke i wtedy mam pewnosc,ze sasiedzi mnie nie slysza. Uwierz mi ZADNA mezatka z dziecmi nie zamienilaby sie strona z osoba samotna nie z wyboru! Zwlaszcza w Polsce gdzie kult malzenstwa i rodziny jest tak mocny,ze jesli nie jestes w zwiazku malzenskim i nie posidasz dzieci to jestes jakims outsiderem ( cos z toba nie tak, no bo czemuz to nie masz meza). No bo za mlodu nie znalazlas, no bo wybredna bylas, no bo pewno masz beznadziejny charakter.To jest takie gadolenie od ktorego chcesz zwrocic to co wczesniej zjadlas i mowia to osoby, nie zeby Cie pokrzepic na sercu tylko jeszcze szpile w to serce wlozyc. Mam kolezanki mezatki i choc w ich zwiazkach jest roznie to one same mi powiedzialy, ze nigdy by nie chciały by byc same!
              To co AgnieszkaC pisze jest prawda i jest szczere. Ja ja w 100% rozumiem. Mnie gadanie to jest Twoj krzyz, to jest Twoje cierpienie, nie wolno sie bronic bo inni maja gorzej, jeszcze bardziej wkurza. Serio, w momencie kiedy Ci sie zyc nie chce myslisz, ze inni maja gorzej?! NIE MASZ TO W 4 LITERACH…. i to jest ludzkie. Nie pomniejszam niczyjego cierpienia ale kiedy mi sie krzywda dzieje to nie moge i nie chce myslec o cierpieniu innych.
              Jaki jest z tego wszystkiego wyjscie, tylko jedno: powierzyc, wykrzyczec to Bogu, ze boli, ze juz nie mam sil i pozniej zebrac sie do kupy i robic to co sie zawsze chcialo zrobic. Malymi kroczkami ale to pomaga. Cwiczenia fizyczne pomagaja, dobry przyjaciel ( jesli sie takiego ma), nie mezatka z dziecmi, ktora tylko potrafi opowiadac:” a moj maz to, a moje dziecmi tamto, a my planujemy to i tam to”, tylko taki ktos kto pozytywnie Cie zmotywuje, kto ma czas dla Ciebie. Ja wtedy czesto ide do kosciola, do Matki Bozej do mojej najwiekszej przyjaciolki.
              Zgodze sie z tym,ze ciagle narzekanie nic nie da. Jest jak jest czasami calkiem fajnie a czasami beznadziejnie ale jestem pewna nawet jesli mam byc sama to bede szczesliwa, na tyle na ile mozna byc szczesliwym bedac samemu.

  • 18 lat…i wiele miłosnych porażek 🙂 po 20 latach będzie wiadomo, czy to ten wymodlony dobry mąż. Jak się ma 18 lat, życie dopiero się zaczyna. z Panem Bogiem.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!