Dorota: Jak uratować małżeństwo?

W październiku 2019 r. mąż, po 13 latach małżeństwa, oświadczył mi, że mnie już nie kocha, nie chce ze mną być, bo jest nieszczęśliwy i że ma prawo do szczęścia i chce, żebym usunęła się z jego życia. Już wcześniej działo się źle w naszym związku, mąż był agresywny i jakiś taki obcy. Dodam, że spłacamy kredyt hipoteczny za dom, który wzięliśmy będąc jeszcze narzeczeństwem i że nie miałam dokąd się wyprowadzić, bo swoją kawalerkę sprzedałam, żeby kupić działkę na której się wybudowaliśmy, a wszystkie oszczędności (o równowartości 3-pokojowego apartamentu) włożyłam w budowę. Mąż w trakcie budowy odziedziczył 2-pokojowe mieszkanie po dziadkach i mógłby się tam wyprowadzić, ale ze względów finansowych stwierdził, że lepiej będzie jeśli to ja się wyprowadzę do tego mieszkania (kiedy braliśmy ślub zarabiałam 2-3 krotnie więcej od mojego męża, w małżeństwie sytuacja się odwróciła). Całkowicie byłam zdana na łaskę bądź niełaskę mojego męża.

Świat zawalił mi się pod nogami, bo ja miałam wrażenie, że całe swoje życie poświęciłam dla męża i dzieci, żeby mu było lżej i żeby mógł się rozwijać w pracy, poza tym miałam poczucie, że z naszej dwójki tylko ja dbałam o dom i działkę, bo mąż zawsze wymawiał się pracą. Teraz czułam się jak stara, zużyta szmata, którą wyrzuca się na śmietnik.
Do tej pory byłam praktykującą katoliczką, ale moja wiara była letnia. Mój mąż twierdził, że jest wierzący, ale niepraktykujący, że to co dzieje się we współczesnym Kościele Katolickim odciąga go jeszcze bardziej od Kościoła i dlatego od kilku lat nie chodzi w ogóle do kościoła i nie przystępuje do sakramentu pokuty.

Październik i listopad w zasadzie był dla mnie jak agonia, co chwila słyszałam od męża kolejne przykre słowa na swój temat, które raniły mnie bardzo głęboko, nie mogłam jeść, spać, jedynym pokrzepieniem w tym czasie była modlitwa „Jezu, Ty się tym zajmij”. Dzięki niej pozbyłam się lęku o przyszłość, odzyskałam spokój i otworzyłam się na Słowo Boże i tak trafiłam na Nowennę Pompejańską.
Nowennę zaczęłam odmawiać 11 grudnia 2019 r., a skończyłam 2 lutego 2020 r. W międzyczasie próbowałam różnych rzeczy, które mogłyby pomóc uratować moje małżeństwo, m.in. udało mi się namówić męża na terapię małżeńską (myślę, że tu też zadziałała Łaska Boża, bo wcześniej mąż uważał, że to ja jestem całkowicie winna za rozkład naszego małżeństwa i że to ja muszę się „ukorzyć”, pójść na terapię indywidualną i się zmienić, to może wtedy on zmieni zdanie i pójdzie na terapię małżeńską – jedno zdanie wypowiedziane przez naszego wspólnego znajomego, który nota bene utwierdził męża w przekonaniu, że powinien się ze mną rozwieść – „Czy nie można było czegoś zrobić lepiej?” – spowodowało, że mąż zdecydował się na terapię). Odbyłam też bardzo poważną spowiedź z życia. Nie opuszczałam mszy niedzielnych, często przystępowałam do sakramentu pokuty, uczestniczyłam też w mszy o uzdrowienie. 3 krotnie próbowałam, też pobłogosławić męża znakiem krzyża. Robiłam to w nocy gdy spał, ale za każdym razem budził się mówiąc: „Dlaczego mi to robisz?”, „Nie rób mi tak”, „Dlaczego mnie ciągniesz za włosy?”.

Długo zastanawiałam się nad tym w jakiej intencji powinnam odmówić nowennę. Wiele razy prosiłam Jezusa o wskazówki, w końcu zdecydowałam, że będę się modlić o uwolnienie mojego małżeństwa (ponieważ w moim związku było dużo zranień i zła). W trakcie odmawiania nowenny w krótkim czasie poczułam jeszcze większy spokój, a 29 grudnia, pod koniec części błagalnej uświadomiłam sobie, że moja modlitwa została wysłuchana. W tym dniu odbywała się kolejna msza o uzdrowienie, w której niestety nie mogłam uczestniczyć, bo zostałam z mężem zaproszona na godz. 17.00 na urodziny naszego sąsiada. Mąż tego dnia powtarzał mi kilka razy, że nie możemy się spóźnić, bo sąsiad chce zamówić pizzę. Kilkakrotnie zapewniłam męża, że na pewno zdążymy. Około godziny 16.15 dzieci pojechały z dziadkiem (chyba do kina), mąż poszedł się kąpać, a ja stwierdziłam, że skorzystam z chwili spokoju, by odmówić kolejną część różańca.

Gdy zbliżałam się już do końca wszedł do pokoju mój mąż i przypomniał mi, że zaraz mamy wychodzić. Powiedziałam mu że jeszcze potrzebuję kilku minut i że na pewno wyjdziemy tak żeby zdążyć. Mąż przyjął to wyjaśnienie i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Za chwilę wpadł z impetem i zaczął na mnie strasznie krzyczeć, że tym swoim modleniem wszystko zepsuję, że on z taką osobą nie brał ślubu, że jestem nienormalna itp. I tak przez 20 minut. Efekt był taki, że zamiast wyjść o 16.55 wyszliśmy z domu o 17.15. Po drodze mój mąż cały czas na mnie wrzeszczał, wypominał mi, że przeze mnie się spóźnimy itp. Ja większość czasu się nie odzywałam, ale gdy powiedziałam, że to w zasadzie raczej nie przeze mnie się spóźnimy, zaczął na ulicy wściekać się jeszcze bardziej, rzucać torbami, wyzywać mnie używając wulgarnych słów, aż w końcu wykrzyczał, że on to … i że jak chcę to mogę iść sama, ale on nigdzie ze mną nie idzie. Kiedyś na szantaż ze strony męża reagowałam zupełnie inaczej, tym razem postanowiłam, że nie będę zwracać na to uwagi i dalej kontynuowałam drogę do sąsiada. Dodam, że przez cały ten czas był we mnie olbrzymi pokój, słowa męża w ogóle mnie nie raniły, tak jakbym była w szklanej kuli.

Gdy mój mąż zobaczył, że sąsiad czeka na nas przy furtce i że się ze mną wita, postanowił jednak dołączyć. U sąsiada byłam w stanie normalnie rozmawiać z wszystkimi gośćmi, unikałam jednak wzroku męża, ale ukradkiem widziałam, że dzieje się w nim jakaś przemiana, próbował mi nadskakiwać, szukać ze mną kontaktu, być dla mnie bardzo miły itp. O godzinie 22.00 podziękowałam, pożegnałam się i powiedziałam, że ze względu na fakt, że jutro wybieram się do pracy na 6.00 muszę już iść. Mój mąż został. Kiedy wróciłam do domu, znalazłam na komórce wiadomość od mojej znajomej zawierającą link do dzisiejszej mszy o uzdrowienie, na którą tak bardzo chciałam pójść. Kiedy zaczęłam oglądać, nie mogłam uwierzyć własnym uszom, w trakcie mszy padły następujące słowa poznania: „Błogosławimy Cię Panie w takich małżeństwach, w których relacja została w jakiś sposób naruszona przez złe słowo, przez złośliwość, przez urazę, przez wulgarność, przez brak cierpliwości, przez złe wzorce z domów, z których wyszliśmy. Błogosławimy Cię Panie, że przychodzisz do pewnej osoby, która jest źle traktowana przez współmałżonka, wiele tam słów złych, wiele agresji słownej, wiele przemocy. Ty Panie dzisiaj przychodzisz tę osobę leczyć ze zranień, aby jej serce stało się wolne do kochania, a wtedy zostanie też uwolniona relacja wzajemna. Panie pokazujesz też, że ta osoba sama w swoim życiu wczesnym, w dzieciństwie doświadczyła w swej rodzinie wiele kłótni, wiele przemocy i sama często jest ofiarą i jej wewnętrzna postawa sprzyja, temu aby w tej relacji małżeńskiej było źle.

Uwielbiamy Cię Panie, że dzisiaj dokonujesz bardzo głębokiego uzdrowienia tej osoby, dajesz jej stanąć mocno na nogi, uwierzyć w siebie, a sama zobaczy jak wielkich zmian dokonasz w jej życiu. Chwała Ci Panie.” Łzy napłynęły mi same do oczu. Tego samego dnia, po powrocie od sąsiada, mój mąż powiedział mi (pierwszy raz od dawna), że mnie bardzo przeprasza i że nie wie co go opętało. Od tamtej pory czuję przemianę i w swoim sercu, ale widzę też jak małymi krokami zmienia się serce mojego męża. Dziś byliśmy po raz piąty u terapeuty, oboje potwierdziliśmy, że czujemy, że coś się w naszych uczuciach względem siebie zmienia (po pierwszym spotkaniu u terapeuty usłyszeliśmy, że nasz związek jest w potwornych gruzach i że potrzeba bardzo dużo czasu, żeby to połatać, ale grube rany po bitwie zostaną, o ile w ogóle uda się to naprawić). Po czwartym spotkaniu dostaliśmy pracę domową. Ja miałam starać się słuchać męża, a mój mąż miał starać się mnie szanować. Dziś powiedziałam u terapeuty, że przez te 2 tygodnie, które minęły od naszej ostatniej wizyty zauważyłam, że mam duży problem ze słuchaniem nie tylko męża, ale też innych i że pomimo, że bardzo starałam się słuchać uważnie, to uważam, że powinnam postarać się jeszcze bardziej. Mój mąż nie miał na swój temat żadnej refleksji, a na pytanie terapeuty jak on wypełnił zadanie domowe odpowiedział, że przez to, że żona zdecydowanie lepiej słucha, to bardzo się poprawiło w naszym związku. Matko Boża jeszcze raz dziękuję Ci za udzielone łaski, być może kolejna nowenna będzie za to, by mąż przejrzał i stanął w prawdzie 🙂

 

Koronka z modlitwą

za dusze zmarłych

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
22 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Anna
Anna
20.02.20 20:21

DziękujęCi Doroto za piekne i pokrzepiające świadectwo, ja swoje pisalam 2 tyg temu ale sie nie ukazalo. Jestem w bardxo podobnej sytuacji, 18 lat po ślubie, dokładnie to ssmo usłyszałam od meza który ostatnie 5 lat jest w Polsce wcześniej na eksporcie, od 3 lat dzieje się zle, od czerwca chodzimy ns terapię( ostatnio usłyszeliśmy ze tak dużo nas różni ze dziw ze jestesmy razem, co trochę mnie zmartwiło, a troche dało do myślenia, ze gdyby nie atak na niebo już by się wszystko rozpadło). Rodzice meza sie nie kochali, ale mieszkali razem i maz mowi ze czul sie kochany,… Czytaj więcej »

Dorota
Dorota
27.02.20 15:21
Reply to  Anna

Moje ukazało się po ok. 3 tyg., Wszystkiego dobrego!

Jul
Jul
20.02.20 22:26

Dziękuję za to świadectwo. Tego mi dziś było trzeba

Dorota
Dorota
27.02.20 15:22
Reply to  Jul

Cieszę się.

Ala
Ala
20.02.20 23:26

Chwała Panu, dziś kończę nowennę w intencji uzdrowienia męża z nałogów. Dziękuję za Twoje świadectwo. Łaska Pana trwa na wieki!

Dorota
Dorota
27.02.20 15:24
Reply to  Ala

Życzę wytrwałości i wielu łask bożych!

agata
agata
21.02.20 01:28

wykonałaś tytaniczną wręcz pracę i uważam, że jesteś niesamowitą osobą, chociaż ja jestem niemal pewna, że nie byłabym w stanie już być z kimś takim. to, jak cię potraktował w związku z mieszkaniem, i później przed urodzinami sąsiada… Mówią, że statystyki kłamią, ale moje studia, zawód, a także wiele znajomości potwierdzają, że nie ma większych brutali na świecie niż mężczyźni.

Dorota
Dorota
27.02.20 15:36
Reply to  agata

Niestety też mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach mamy ogromny kryzys męskości, wielu mężczyzn jest karykaturą mężów, ojców, …, ale znam też kilku pożądnych facetów.

Agata
Agata
21.02.20 01:50

Dziękuję za Twoje świadectwo. Błogosławieństwa Bożego Wam życzę.

Dorota
Dorota
27.02.20 15:37
Reply to  Agata

Dziękuję.

Alina
Alina
21.02.20 10:04

Piękne świadectwo, niech Bóg i Najświętsza Panna mają Cię i Twoje małżeństwo w opiece.

Dorota
Dorota
27.02.20 15:37
Reply to  Alina

Dziękuję.

Kasia
Kasia
21.02.20 18:35

Polecam błogosławić męża, czyniąc nawet znak krzyża świętego na swoim czole, ja tak czynię mówiąc że na mocy sakramentu małżeństwa udziel Panie Boże tych łask mojemu mężowi o które proszę i robię znam krzyża świętego na swoim czole i pomaga.

agata
agata
21.02.20 23:14
Reply to  Kasia

no przecież ona napisała, że tak robiła.

Dorota
Dorota
27.02.20 15:39
Reply to  Kasia

Dziękuję za radę, mam wrażenie, że moje błogosławieństwo w trakcie snu nie działało, a wręcz miałam wrażenie, że uaktywniało złego ducha.

Ala
Ala
22.02.20 17:02

Dziękuję Ci za to świadectwo Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji . Może nawet gorszej. Mój mąż też ciągle powtarza że nasze małżeństwo to już tylko taka fikcja, żebym się wynosiła bo to jego dom. To boli bo moje intencje wobec niego były zawsze szczere A on przeliczył mnie na złotówki. Choć tylko ja zajmowałam się wychowaniem dzieci to w jego oczach nic nie robiłam. Dodam tylko że kiedy starsze miało 5 lat poszłam już do pracy ale moje zarobki nigdy mu nie odpowiadały. Wciąż było zbyt mało. Do dzisiaj tak jest. A wyzwiska to ciężko już jakieś wymyślić którego… Czytaj więcej »

Dorota
Dorota
27.02.20 15:47
Reply to  Ala

Szczerze współczuję. Polecam Ci nowennę, na pewno doda Ci siły by stawić czoła przeciwnościom i odzyskać godność, którą Ci zabrano. Modlę się za Ciebie.

Katarzyna
Katarzyna
25.02.20 03:30

Za dużo Panie dałyście swobody tym mężom.Wszystko robiłyście same i za nich. To częsty błąd, że jak już ten mąż jest, to na zawsze będzie. Obowiązki w małżeństwie dzieli się na pół od początku i wspólny i wolny czas też. Trochę z mężem i trochę samej, żeby nie wypaść z obiegu, mieć swoje sprawy, koleżanki, jakiś sport, a nie tylko być żoną i mamą na każde skinienie. Wiele małżeństw kończy się w podobny sposób jak u obu Pań, jak mąż zaczyna być najważniejszy i już sam nic nie musi, to wtedy postanawia ogłosić rozwód. A dramat się zaczyna u żony… Czytaj więcej »

enia
enia
25.02.20 08:49
Reply to  Katarzyna

Katarzyna dobrze piszesz. Od znajomej córka po swojemu wychowała swojego męża.Po pracy koledzy go zapraszają na piwo, odmawia,mówi że nie może iść bo żona go bije,ładnie wraca punktualnie do domu. Fajne jest to,że to kawał chłopa a ona kruszynka, teraz po dzieciach trochę przytyła. Na inną kobietę się nie oglądnie bo zaraz w banię dostaje.

Katarzyna
Katarzyna
25.02.20 15:28
Reply to  enia

Ja nie mówię o biciu i straszeniu! W małżeństwie i związku obie strony muszą mieć czas wspólny i ze swoimi znajomymi też. Po równo i tak jest zdrowo. Spędzanie w kółko czasu tylko rodzinnie dorowadzi do szukania odskoczni. Dużo ludzi popełnia taki błąd, kobiety zamykają się w domach z dziećmi, mężowie pozornie z nimi, i żadnego życia poza tym.

enia
enia
25.02.20 15:38
Reply to  Katarzyna

Ja to napisałam z przymrużeniem oka …trochę dla humoru

Dorota
Dorota
27.02.20 15:57
Reply to  Katarzyna

Całkowita racja, niestety czasem łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Wiele różnych rzeczy składa się na to, nie tylko twoja postawa, także to co wynieśliśmy z domu oraz to jaki mamy stosunek do wiary.

22
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x