Damian: Nasza orędowniczka

Pochodzę z katolickiej rodziny, od kiedy pamiętam uczęszczałem z rodziną na mszę świętą. Można by rzec, że był ze mnie przykładny chrześcijanin. Prawda była jednak taka, że chodzenie do kościoła traktowałem bardziej jako tradycję. Moja wiara była słaba. W międzyczasie wyjechałem za granicę. Znalazłem kościół, gdzie były odprawiane msze po polsku i zacząłem tam chodzić. Byłem z siebie nawet dumny, no bo ilu znajomych zdążyło odwrócić się od kościoła, a co dopiero Ci, którzy podobnie jak ja, wyemigrowali. Jednakże nadal byłem daleko od Pana Boga, nie przeżywałem mszy świętej, błądziłem w jej trakcie gdzieś daleko myślami. Byłem „letni”. Do tego od wielu lat zmagam się z nieczystością. Wielokrotnie próbowałem temu zaradzić, bo sam dostrzegam jak destruktywny ma to na mnie wpływ. Niestety wszelkie próby kończyły się fiaskiem, po krótszym lub nieco dłuższym okresie wstrzemięźliwości wracałem do tego. Ewidentnie odczuwałem brak czegoś i tę pustkę starałem się jakoś wypełnić, szukałem. Pewnego dnia coś we mnie zaczęło się zmieniać. Od zawsze interesowałem się egzorcyzmami, działalnością szatana, jego wpływem na nasze życie i metodami, które stosuje. Fascynowało mnie nie samo zło, ale jego geneza i to jak działa. Tamtego dnia oglądałem świadectwo mężczyzny, który pracował w branży wideo i po latach zorientował się, że blisko związał się z satanistami. Tamten materiał jakby mnie odmienił, oglądając go płakałem jak małe dziecko. Poczułem Ducha Świętego, jak otworzył mi oczy na sprawy, które teraz wydają się oczywiste. Od tamtej pory zacząłem oglądać coraz więcej tego typu materiałów. W każdym z nich potrafiłem wychwycić pewien skierowany do mnie przekaz. Pamiętam, że drugim ze świadectw, które zrobiło na mnie równie mocne wrażenie, była historia o. Szustaka. Dzięki nim zrodziła się we mnie potrzeba głębszego poznawania Pana Boga, to wszystko przychodziło tak naturalnie. Poszedłem na generalną spowiedź, zacząłem regularnie czytać Pismo Święte. Właśnie po tamtej spowiedzi obiecałem Matce Bożej, że w końcu wezmę się za Nowennę. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Zdecydowałem się odmawiać ją w intencji mojego młodszego brata, który od dawna zmaga się z pewną chorobą. Zdołałem lepiej planować swój dzień i moje obawy o braku czasu okazały się bezpodstawne. Nieraz musiałem się zmuszać do jej odmówienia, ale każdego dnia po skończeniu modlitwy, towarzyszyła mi wielka satysfakcja. W trakcie nowenny uświadomiłem sobie, że stała się rzecz niebywała. Po raz pierwszy od wielu lat nie czułem potrzeby masturbacji. Maryja uprosiła dla mnie łaskę uwolnienia się od grzechu nieczystości! Coś, z czym próbowałem się niejednokrotnie uporać samemu, po prostu zniknęło (przynajmniej na jakiś czas). Maryja wiedziała czego najbardziej potrzebuję i zajęła się tym. Pod koniec części błagalnej pojawił się jednak kryzys. Nachodziły mnie grzeszne myśli i zmagałem się z wielką pokusą zaspokojenia swojego popędu. Wiedziałem, że dobrze mi szło i nie chciałem tego zepsuć, ale mimo to brakowało mi sił woli, aby to odeprzeć. Ostatecznie pomyślałem w duchu: [Panie Boże, jeśli istniejesz, to pomóż mi. Naprawdę się starałem, ale nie daję już rady. Zamierzam przeczytać jeszcze fragment Pisma Świętego i jeżeli po tym nie stanie się nic, nie dostanę żadnego znaku to skapituluję i zrobię to]. Oddałem się więc lekturze i wtedy nastąpił mały cud. Doszedłem do 18. rozdziału Mądrości Syracha i jakbym dostał z liścia na otrzeźwienie. „Nie ulegaj swym namiętnościom i trzymaj na wodzy swoje pragnienia. Jeśli się poddasz swej zmysłowości, uczyni cię ona pośmiewiskiem twych wrogów. Nie ciesz się okruchem przyjemności, która pozostawia dwakroć większą nędzę.” Rozpłakałem się. Po raz kolejny w ciągu ostatnich dni płakałem jak dzieciak i nie mogłem przestać. To były dobre łzy, oczyszczały mnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko przypadek, ale ja już w nie nie wierzę. Jestem przekonany, że dostałem od Boga znak, o który prosiłem. Wszelkie pokusy znów mnie opuściły i przez resztę nowenny przeszedłem jak burza. Brat nadal cierpi, ale wiem, że Matka Boża wysłuchała mnie i zaniosła moje prośby przed tron Boży. Ufam i czekam. Druga nowenna była cięższa. Ofiarowałem ją duszom w Czyśćcu cierpiącym. Patrząc teraz na to z dystansu, mam wrażenie, że zły wszelkimi sposobami próbował mnie zniechęcić do jej odmawiania. Ciągłe rozproszenie, problemy z pracą, kłopoty z przeprowadzką. Nie opuszczały mnie myśli o tym, że tylko tracę czas, że zaniedbuję ważne sprawy. Dosłownie każdy dzień tej nowenny był istną batalią o przetrwanie. Mimo to udało się. Mam nadzieję, że pomogłem choć jednej duszy zbliżyć się do Nieba.
Regularne odmawianie różańca narzucało mi pewną dyscyplinę i sprzyjało dobremu prowadzeniu się. Obecnie, gdy postanowiłem zrobić sobie od NP przerwę, zdarza mi się upadać i widzę, że znów zbyt łatwo wpadam w gniew z byle powodu.
Jest jeszcze jedna historia, którą chciałbym przekazać. Pod wpływem obejrzanych świadectw zdecydowałem, że w kościele zawierzę swoje życie Jezusowi. Zrobiłem to dokładnie w 25. urodziny. Czułem, że będzie to moment zwrotny w moim życiu. Okazało się, że Pan dosyć szybko wystawił mnie na próbę, a ja tej próbie nie podołałem. Mianowicie pewnej niedzieli zamówiłem mszę świętą w intencji dusz czyśćcowych. Miała się odbyć w następnym tygodniu. Obiecałem sobie, że oczywiście będę na niej, bo w przeciwnym razie będzie to kompletnie niepoważne. Nieco wcześniej zarejestrowałem konto na pewnym portalu i nawiązałem kontakt z jedną dziewczyną. Zaproponowała spotkanie i jak już pewnie się domyślacie – w dniu tejże mszy. Nie mogła spotkać się w innym terminie i ostatecznie przystałem na to. Wybrałem spotkanie z nieznajomą. Koniec końców wystawiła mnie, a ja paskudnie się czułem z tym, co zrobiłem. Właśnie wtedy dotarło do mnie jak długa droga przede mną, ile czeka mnie pracy nad sobą.
Wiele osób pisze w swoich świadectwach o tym, że dzięki nowennie odzyskali spokój ducha. W moim przypadku też tak było. Mam raczej niską samoocenę i ciężko znoszę jakąkolwiek krytykę. Gdy zaliczam jakieś wpadki, porażki – strasznie je przeżywam. Zamartwiam się jak to będzie ze mną itd. A może powinienem użyć czasu przeszłego? Od kiedy rozpocząłem odmawianie NP wiele na tym polu się zmieniło. Nie twierdzę, że jest już idealnie, ale o wiele, wiele lepiej. Zrodziło się we mnie przekonanie, że wszystko dobrze się skończy. Staram się powierzać swoje problemy Maryi i Jezusowi i zostawić to, na co nie mam wpływu.
Zachęcam niezdecydowanych do rozpoczęcia nowenny. Nie będzie łatwo, ale naprawdę warto. Matka Boża słucha i przekazuje nasze prośby samemu Bogu. Pragnie nam pomóc, otoczyć opieką. Wiem, że tak było w moim przypadku. Zostałem obdarowany wieloma łaskami, tak potrzebnymi na tej wojnie. Bo jesteśmy na wojnie, a toczy się ona o dusze każdego z nas… Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica!

6
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
6 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
6 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
6 Autorzy
MariaAmeliaAnna MariaHannaAgnieszka Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Hania
Gość
Hania

Piękne świadectwo 🙂

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Piękne świadectwo, ale ja bym nie robiła sobie przerwy od nowenny…. pozdrawiam.

Hanna
Gość
Hanna

Wspaniałe swiadectwo.

Anna Maria
Gość
Anna Maria

Ogromna mądrość plynie z tego swiadectwa,dziękuję!

Amelia
Gość
Amelia

Dziękuję za świadectwo

Maria
Gość
Maria

Masz wyjątkową mądrość życia i rozeznania.
Piękne świadectwo. Dziękuję

Rozdajemy kolejne

70.000 OBRAZKÓW

Z NOWENNĄ POMPEJAŃSKĄ