Joanna1982: Miłość i moje świadectwo

Pewnie część z Was uzna, iż moje świadectwo nim nie jest, ale każde doświadczenie, przeżycie jest jakąś formą świadectwa.
O miłość/dobrego męża zaczełam się modlić w 2001r.kiedy miałam jeszcze 19 lat. Zawsze byłam blisko Boga, wiec kiedy poczułam, że chciałabym się z kimś związać i założyć rodzinę-zaczełam się o to modlić.
O nowennie Pompejańskiej usłyszałam w 2015r i ochoczo pełna nadziei postanowiłam błagać Maryję o to co w wieku 33 lat było już dla mnie jedyne czego mi w życiu brakowało, czyli rodzinę. W 2018r. ponownie odmówiłam Nowennę w tej samej intencji. W lipcu 2018r dowiedziałam się, że moje szanse na dziecko są znikome.
Chcę tylko Wam powiedzieć, że nadzieję związane z tą modlitwą zniszczyły mnie. Byłam pewna, że Maryja wysłucha mnie, odpowie po tylu latach. W między czasie była pielgrzymka do św. Ojca Pio, do św. Rity, Fatima itp. Mało tego na swoje 40 urodziny planowałam wybrać się do Matki Boskiej z Gwadalupe 😀
Od II połowy 2018r. nie ma mnie już w Kościele, nie ma mnie już przy Bogu. Nie czuje złości, tylko żal i rozgoryczenie. Nie czuję Go.
Byłam przybita widokiem ciężarnych kobiet, chrztów w Kosciele itp. Odchorowywałam to później, niedziela była dla mnie wówczas stracona.
Nigdy nie pomyślałabym, ze moje życie tak się ułoży…
Często czytam Wasze świadectwa i jednego nie rozumiem, małżeństwa otrzymują w końcu dar potomstwa, choć mają siebie, a my samotni nadal na szarym końcu.
Ani moje wykształcenie, ani moja zaradność i pracowitość, wysoka pozycja zawodowa i pieniądze z tym związane, ani nawet wzrok mężczyzn na ulicy nie potrafi mi zrekompensować tego, że idę spać sama. Wszystko to co ode mnie zależało udało się, ale w tej jednej kwestii potrzebowałam pomocy „z góry” i nic.
I nie piszcie proszę, ze jak mnie stać na pasje itp to powinnam z tego korzystać i nimi się zająć. Stać mnie podróżować po świecie, owszem i robię to, ale sama i nie mam z kim cieszyć się tymi podróżami, komu o nich opowiadać i przezywać.
Z tego, że nigdy nie zostanę matką powoli godzę się, ale dlaczego jeszcze muszę być w tym sama? nie wiem
Wiem tylko, że nie warto liczyć na pomoc bożą i wiązać z nią jakieś nadzieję. Zbyt ufałam i teraz bardziej boli.

    • Zapamiętaj to sobie Wikoria, że Bóg jest Dobry. Widziałam już bardzo wiele razy na modlitwie jak Bóg układa moje życie żeby było Dobre, co nie znaczy że nie ma w nim cierpienia. Bóg pragnie by każdy człowiek miał dobre życie, co nie znaczy że nie będzie w nim cierpienia. Byłam na wielu randkach z katolickimi mężczyznami poznanymi na katolickich portalach. Ci chłopacy różnie się wobec mnie zachowywali i zdarzało się, że źle mnie traktowali. Potem na modlitwie wypytywałam Boga o radę odnośnie tych relacji. I wiesz co? Bóg bardzo wyraźnie pokazywał mi, że nie chce żebym się związała z żadnym z tych chłopaków. Widziałam Boży smutek i bardzo dużą niechęć Boga gdyby miał Pobłogosławić zwiąkiem małżeńskim którąś z tych relacji. Bóg pokazywał, że pragnie dla mnie chłopaka o dobrym sercu i że pragnie dobrego mężczyzny dla każdej kobiety. Pocieszył mnie Nasz Pan na tej modlitwie.

  • Może uderzę w czułe tony.

    Może „za wysokie progi” na dobrego męża dla Ciebie?

    Nie obrażaj się proszę.

    Znam wielu samotnych fajnych chłopaków. Oczytani, wykształceni, zaradni, nie biedni. Problem mają z jednym – z odrzuceniem przez wolne dziewczyny. Nie są wycofani, wstydliwi. Są normalnymi, zdrowymi facetami. Tyle, że oczekiwania pań są nie tyle wygórowane, co często nieskonkretyzowane (często tak rozległe, że aż rozbierzne w zestawieniu).

    Jest jeszcze jedna sprawa. Chcesz dziecko czy rodzinę? Rodzinę należy zaczynać od małżeństwa.

    • Łukaszu, pozwól, że podzielę się moją historią. Dla odmiany ja znam naprawdę sensowne, wartościowe kobiety dawno po 35 roku życia i panów, którzy nie potrafią podjąć decyzji. Sześć lat temu koleżanka poznała mnie ze znajomym. Podczas spotkania X powiedział, że rozeznaje, czy jednak nie wstąpić do klasztoru. Do dziś żałuję, że nie spytałam – to aż tak Cię wystraszyłam? Tak na marginesie – X rozeznaje do dziś… Oczywiście już bez mojej asysty bo nie interesuje mnie związek z panem, który pół życia rozeznaje czy się ożenić czy wybrać życie zakonne. Znam mężczyzn po 35 roku życia, którzy dalej nie wiedzą, czy chcą założyć rodzinę! Niesprawiedliwość losu polega na tym, że oni mogą jeszcze przez wiele lat zostać ojcami, a dla mnie za chwilę może być już za późno na zostanie mamą. Mam w pracy kolegę – ma 36 lat i nadal żyje od imprezy do imprezy – z kimś takim rodziny się nie założy! To tylko wybrane przykłady. Łukasz, dla odmiany ja widzę mnóstwo niedojrzałych mężczyzn.

  • W Biblii jest pięknie wszystko napisane. Nawet to, że niestety nie każdy nadaje się do małżeństwa… Być może jest coś w Tobie, co odpycha mężczyzn? Wiesz. Oni nadają na innych falach niż my,kobiety. Lubią walczyć i gdy widzą taką Zosię samosię to ich ego jakby się kurczy w starciu z bardzo ogarniętą kobietą. przepraszam, że tak wprost ale sama się z tym borykam,co Ty. I niestety takie mam przemyślenia…

    • I co z tego ze jest to napisane. To coś zmienia w jej życiu, jak jest z tego powodu nieszczęśliwa?

      • Wiktorio, mam wrażenie, że nawet jakby Jezus zrobił wpis na tym forum, to też byś narzekała. Co tak naprawdę chcesz usłyszeć, czytając te wszystkie świadectwa?

      • Zrozumienie i przyjecie do wiadomości niektórych faktów, nawet tyvh bolesnych z czasem koi. Tak samo jak nie każdy jest w stanie być milionerem. Takni nie każdy kiedyś stanie na ślubnym kobiercu. Kiedyś mnie też to bolało i byłam nieszczęśliwa. Teraz już nie. Bo wiem, że lepiej być samemu niż niszczyć kogoś lub być zgnębionym przez małżonka,bo wzięło się ślub pod swoją własną presją.

        • Czyli sama przyznajesz ze modlitwy są niewysłuchanie. Apropo mojego narzekania ja stwierdzam fakty a nie jestem ślepo wpatrzona w jakieś wzniosłe idee. Tym samym dając świadectwo ze tak to jest do oparcia.

          • Jeżeli modlisz się prawdziwe i z wiarą, to z całą pewnością są wysłuchane. Tylko wygląda na to że Matka Boża i Bóg mają spełnić Twoje wymagania, bo ty tak chcesz a stwierdzenie: „Niech będzie wola Twoja” traktujesz jak pusty frazes. Raz na czuwaniu nocnym usłyszałam o kobiecie, która modliła się mocno o to by mieć dziecko i narzekała do Boga, że nie chce wysłuchać jej modlitw. Po latach Bóg wysłuchał jej ciągłych modlitw i obdarzył kobietę synem. Syn dorosł i sprawiał kobiecie dużo zmartwień i problemów gdyż pił alkohol, brał narkotyki i miał problemy z prawem. Ta sama kobieta przyszła do Boga z wyrzutem:” Boże za co Ty mnie każesz?” Morał jest taki, by uważać o co prosimy Boga, bo może być tak, że prosimy o coś co nie jest dla nas najlepsze i jeśli tego nie otrzymujemy, to dla tego, że bylibyśmy nieszczęśliwi z tym darem.

            • Bardzo trafne porównanie. Nie wszyscy mogą być milionerami, tak jak nie wszyscy muszą być rodzicami, ale wszyscy mogą być świętymi – do tego Bóg nas powołał – by wypełniać Bożą wolę. Jeśli Bóg nam czegoś nie daje na zawołanie, tzn. że albo jeszcze nie czas, albo się do czegoś nie nadajemy, żeby być szczęśliwymi w taki sposób jak sobie marzymy. Ale wszystko można poukładać z Bogiem. W rozmowie z Bogiem należy szukać odpowiedzi, tzn. trzeba słuchać Boga, a nie tylko żądać. Ja np. przez wiele lat czułam się gorsza, bo mój ojciec nie uczestniczył w wychowywaniu mnie, bo miał słabość – tak to dzisiaj widzę – do alkoholu i zdrad. Rzeczywiście chory był – można powiedzieć, biedny, że nie umiał sprostać wszystkim oczekiwaniom, jakie pokładała w nim żona, a moja mama, do której w pewnym sensie też miałam żal, że nie umiała sobie ze swym mężem poradzić w skuteczny sposób, żebyśmy mieli wszyscy normalną – być może wielodzietną rodzinę. Ale nie przyszła na świat – z powodu poronień mojej mamy – 2-ka mojego rodzeństwa. Dziś wiem, że ta bolesna przeszłość daje owoce, bo mam w osobie Boga – ojca – do którego zwracam się nieustannie. On mnie kocha bezwzględnie i tylko Jemu chcę być posłuszna i tylko Jemu chcę się podobać. Tego zbliżenia, tych rozmów, tylu przemyśleń i pokładania ufności w Bogu pewnie bym nie miała, gdyby wszystko potoczyło się gładko w moim życiu, a tak mogę mieć nadzieję i ufność, że Bóg mnie nadal nie opuści w żadnej sytuacji i zabierze mnie do siebie w najodpowiedniejszym momencie i będę mogła żyć w krainie wiecznej szczęśliwości ubrana w piękną suknię – w nagrodę za starania w ziemskim życiu, a przede wszystkim za pragnienie bycia z Trójcą zawsze blisko, tak by mieć poczucie, że Bóg może być zadowolony z moich nieudolnych poczynań. Mam ufność, że upadając zawsze będąc wpatrzona w oblicze Boga mogę liczyć na miłosierdzie Jezusa Chrystusa i wzywam na pomoc w trudach życia Matkę Przenajświętszą i Aniołów i Świętych i mam wiarę, że Pan Bóg uczyni z nas wszystkich, którzy się modlą i tych którzy się nie modlą, ale za których modlą się inni, wszyscy dostąpimy nawrócenia synów marnotrawnych, że świat oczyści się z grzechu i wtedy dostąpimy Apokatastazy i Paruzji Pana Jezusa, który nikogo nie będzie musiał za nic karać, a Aniołowie i Święci i nawet nasi przodkowie przez świętych obcowanie, ojcowie ziemscy, którzy nami się nie opiekowali za życia – mogą to robić po śmierci – rehabilitując się. Polecam lekturę „Świadkowie Bożego Miłosierdzia” Anny Dąmbskiej.

  • Witam, Panią chce tylko powiedzieć że wszystko dzieje się wtedy kiedy powinno. Mój znajomy długo szukał swojego powołania ale swoje powołanie dopiero odkrył mając 50 lat. Teraz ma żonę i dziecko wiele osób mogło by powiedzieć że tak późno, bo dopiero w wieku 50 lat ale wierzę, że i pani się uda. Trzeba być dobrej myśli. Niech pani też pomyśli czy robi w tym kierunku wszystko, ponieważ dobrze, że pani się modli o dobrego męża ale też trzeba z siebie dać jak najwięcej bo pani inicjatywa też jest ważna.

  • Witaj Joasiu, w trakcie swojej odmawianej teraz NP przeczytałam Twoje świadectwo – nie ukrywam zasmuciło mnie, tak jak inne które zostały nie wysłuchane ale w przeciwieństwie do innych świadectw, Twoje mnie zasmuciło podwójnie bo widać że straciłaś nadzieję i masz ogromny żal. Nie mnie oceniać dlaczego tak się stało że nie masz nikogo (chociaż obarczanie „winą” Pana Boga czy Maryi za nie wysłuchanie prośby to wg mnie zły pomysł).
    jestem żona i matką (1,5 rocznej córki) – nie mam zbyt wiele czasu, zwłaszcza że już modlę się a raczej „szturmuję” Niebo prośbami o znalezienie interesującej mnie pracy – więc modlę się i NP i innymi np. do św. Józefa, Kajetana, Rity,Matki Bożej Rozwiązującej węzły oraz w intencji Dusz w czyśccu i zajmuje mi to około 2-3 godzin dziennie,a piszę to tylko po to żeby Ci powiedzieć że mimo wszystko dołączę przez kolejne 9 dni od dzisiaj KOLEJNĄ modlitwę za Ciebie w Nowennie Do Bożej Opatrzności (czemu takiej to nie wiem, ale przyszło mi to do głowy więc może coś w tym jest) – i nie gwarantuje że dzięki temu stanie się tak jak chcesz, ale może otrzymasz jakąś pomoc z Nieba a poza tym wiedz – że chociaż Cię nie znam , to nie jesteś sama bo ja się będę za Ciebie modlić 🙂

    • Ja już nie modlę się o pracę, zostawiłam to wszystko Bogu. Co ma być, to będzie. Zmarnowałam tyle szans na pracę, które dawał mi Bóg. Nie wiem, czy da mi kolejną szansę.

    • Mały edit :ukończyłam Nowenne za Ciebie jak obiecalam 🙂 Trzymaj się ciepło 🙂

  • Pan Bog oraz Maryja nie sa automatem że jak wrzucimy swoje prosby to otrzymamy to co chcemy …. Bądź Wola Twoja Panie Jezu

      • Jeżeli jesteś protestantką (a na to wskazuje Twoja wypowiedź), to się tu nie dogadamy i nie ma co się kłócić.

        • Nie jestem protestantka. Ale sama widzisz co ludzie piszą. I chyba dobrze ze ludzie piszą wszystkim. Przynajmniej inni też liczą się z tym ze wcale może nie być tak kolorowo. Gdy człowiek jest tego świadomy to później nie liczy nie wiadomo na co.

          • Zgoda, ale zwróć dodatkowo uwagę, ilu ludzi może przez to z modlitwy zrezygnować. U mnie było 10 lat modlitwy beznadziejnej, ludzie są wtedy w takim stanie, że decydują się zanegować wszystko, dobrze wiem, jak jest. Na koniec (ostatni rok) posypało się już całkiem i wszystko zależało od dosłownie jednej mojej decyzji, czy rzucam to, czy idę dalej. Otrzymałam łaski (nie tylko dzięki NP), dlatego świadczę, żeby się nie poddawać. Nie zapominajmy o ewangelicznej koncepcji modlitwy, w której to modlitwa wpływa na nas i na rzeczywistość w przeciwieństwie do protestanckiej wersji, gdzie modlitwa nie wpływa na rzeczywistość, na Boże decyzje i nie wynagradza grzechów.
            Zgadzam się, nie jest kolorowo i też z tym, że coś się nie spełni po naszej myśli, ale nie mogę zgodzić się na pomysł np. Jezusa kompletnie głuchego na ludzkie prośby i niereagującego na modlitwę. Czyjaś modlitwa może okazać się potrzebna zupełnie gdzie indziej, komuś innemu i jedyny ból jest taki, że tego możemy nie dowiedzieć się w tym życiu.

            • Sama widzisz. To nie znaczy ze jestem protestantka a realistka. Nie ma nic okrutniejszego niż dać komuś nadzieje a potem powiedzieć no cóż… ja tego nie znoszę. Lepiej jest na nic nie liczyć i tyle. Co jak się pomodle prace znajdę? Takie rzeczy tylko w filmach

            • Koncepcja niewysłuchiwanych modlitw jest czysto protestancka, więc owszem, sprzeczna z naszym postrzeganiem modlitwy. Co do realizmu, to raczej nie podciągajmy pod niego pomysłów z innych wyznań. Ok, jak nie o to chodziło, ale tak zabrzmiało.
              Jak nie uwierzysz, że dzięki modlitwie pracę znajdziesz, to chyba jasne, że nie znajdziesz. A jak długo się o to modliłaś?

            • Wiktorio, a spróbuj pomodlić się za kogoś innego? Za bliska ci osobę, zrób to bezinteresownie. Ja też próbowałam pompejanke kilkukrotnie we własnych intencjach i nie zostałam wysłuchana, ale gdy modlę się za innych, to jestem wysłuchana. Czasem wkurzam się o to, ale biorę na poprawkę, że tak trzeba, że skoro mogę zrobić coś dla innych, to czemu miałabym nie pomóc? Moi znajomi od 7 lat starają się o dzieci, sami walczą jak mogą żeby zostać rodzicami. Dziś rozpoczynam za nich NP, by Bóg obdarzył ich łaską bycia rodzicami i kończę ja 11 października, czyli w dniu Święta Macierzyństwa NMP. A wcale nie wiedziałam, że w ogóle jest takie święto,co daje mi motywację, że wybrałam dobrą intencje w dobrym czasie. Oddaj swoją modlitwę za kogoś, a też odbierzesz potrzebne Ci w tym momencie łaski.

            • Kasiu, to bardzo dobra podpowiedź. Pan Bóg tego właśnie oczekuje od człowieka. Jeśli nie może inaczej bliźniemu służyć – to właśnie modlitwą wstawienniczą. To jest wiele więcej warte aniżeli nieustanna modlitwa we własnej intencji. Doświadczyłam tego w 2012 roku adoptując duchowo dziecko poczęte i można rzec, że nie tylko ja starałam się ratować to zagrożone życie, lecz to dziecko ratowało także moją duszę i niedowiarstwo. To jest piękne dzieło i wcale niezbyt wymagające – wystarczy codziennie przez okres 9 mies. jedna 10-tka różańca. Warto jednak dodać coś jeszcze od siebie np. wyrzeczenie, post lub dodatkową modlitwę. Dzięki temu dziełu wypełniłam swoje – wówczas puste – serce.

            • Nie zgadzam się, 6 DADzieci – żadnych zmian.
              Ale może Wiktorię Bóg bardziej szanuje- może spróbować.

            • 6 DADP to dużo, lecz czy otrzymałaś „potwierdzenie”, że te dzieci przyszły na świat ? Bóg po około 9 miesiącach zazwyczaj zsyła czytelne odpowiedzi osobie, która to dziecko i jego matkę przez ten okres ratowała swą modlitwą. Ja właśnie dzięki DADP przekonałam się, że cuda naprawdę się dzieją i przede wszystkim, że samo życie jest cudem i trzeba je szanować oraz cenić. Gdy w latach 2017/18 modliłam się za to zagrożone życie odpowiedź otrzymałam nie we śnie, jak to zwykle bywało – lecz na jawie.

            • Nigdy nie dostałam żadnego potwierdzenia czy jakiegokolwiek znaku po innej modlitwie.
              A czy to ma znaczenie, swoje zrobiłam, więcej nie mogę bo jestem tylko człowiekiem.
              Szczęśliwe życie to cudem jestem, ale nie patologiczne dzieciństwo w którym masz nadzieję, że dorosłe życie ci trochę Bóg osłodzi a tu zonk.
              Równia pochyła.

            • AgnieszkoC przepraszam, jeśli za daleko sie posunełam, bo tzw. Boskie pociechy nie zawsze świadczą, że jest sie wybrańcem. Wielu Świetych np. Matka Teresa doświadczała w życiu „ciemnej nocy”, opuszczenia, ale zawsze Boga szukała. Czy Jej życie było łatwe? Może warto odprawiać „Tajemnice szcześcia” lub koronke do Krwi Pana Jezusa. Też sie tego trzymałam.

            • Twoja AgnieszkoC modlitwa w intencji bliźniego może być więcej warta od tej, którą ja odprawiam i piszę o znakach, które potrafiłam na swój sposób odczytać. Czekać na znak – to wystawiać Boga na próbę. Ja już dziś otrzymałam kolejny znak. Wracając z kościoła dopadła mnie burza i na opamiętanie zmokłam. Przepraszam, ale i tego typu znaki po upadkach często mi towarzyszą i muszę się upokorzyć żebrząc przebaczenia. Nie załamuję się na całego, bo ufam Jezusowi Miłosiernemu, Jego Matce, a dzisiaj także św. Józefowi. Módl się może do św. Rity, poznaj Jej życie. Ona mi kiedyś pomogła. Zwracam się do Niej nawet w błahostkach.

            • Jeśli Bóg potrzebuje pośrednika w postaci np. św. Rity to trochę dziwne bo On sam twierdzi, że wie czego nam potrzeba nim pomyślimy, nie opuszcza itp. Odnośnie samej modlitwy to pewnie odmawiałam kiedyś, będąc w fazie modlenia się każdą dostępną modlitwą.

            • Oczywiście znów będzie, że się czepiam, ale wątpienie w pośrednictwo świętych zalatuje protestantyzmem, proponuję poznać podstawy naszej katolickiej wiary, jeżeli takową wyznajemy.

            • Nie przejmuje się pod co to podpada, wiem w jakiej wierze się wychowałam na innych religiach nie znam się i nie interesują mnie one.
              Mnie uczono,że Bóg jest bogiem zazdrosnym i nie lubi „konkurencji”.
              Ja nie wątpię w skuteczność pośredników, tylko dla mnie od zawsze modlitwy do świętych są jakby naruszaniem pierwszego przykazania Bożego.
              To moje osobiste zdanie.

            • Trudno to nazwać od razu protestantyzmem. Wydaje mi się, że AgnieszkaC zanadto wierzy swemu zdaniu. Uważam, że Święci pełnią bardzo ważną rolę. Gdyby było inaczej, to nic po Nich. Mieliby się w niebie nudzić? Uważam, że nie ośmieliłabym się wzywać Pana Boga w błahostkach, już prędzej do Maryi, którą uważam za swoją Matkę. Do Świętych zwracam się w drobnostkach nie czekając aż urosną do potężnej góry problemów i widzieć ucieczkę jedynie w ciężkiej modlitwie np. nowenny pompejańskiej. Nigdy jej nie odprawiam w drobnych problemach, a jedynie cięższej wagi. Gdy coś zgubię od razu wzywam św. Antoniego i nigdy mnie nie pozostawił samej sobie. Św. Ritę też wzywałam chociażby koronką o pomoc i można rzec – natychmiast otrzymałam to czego pragnęłam. Swoją drogą prośba musi być zgodna z wolą Bożą i naszym dobrem. Ja się cieszę, że Bóg dał nam Świętych patronów, których możemy zawsze wzywać i naśladować.

            • Owszem Bog jest „zazdrosny” wowczas, gdy to co przyziemne – Go przesłania. Gdy ktoś np. potrafi wiecej czasu poświecić przed lustrem, aniżeli na modlitwie. Tu nie chodzi o Świetych, człowiek potrafi sam uczynić sobie bożkow, ktore stają sie pepkiem świata. Swoją drogą trudno o wszystko prosić Boga. Nie ośmieliłabym sie Go prosić, aby moj kot nauczył sie korzystać z kuwety, lecz ze skierowaniem takiej prośby do św. Franciszka nie miałam problemow… I problem zniknął, bo to w końcu Przyjaciel wszego stworzenia.

            • Ja w małych, błahych nie modlę się, jeśli proszę to o zdrowie, pracę, czasem o szczęscie, kiedyś z drugą połówkę. Proszę o pomoc florze i faunie – czasem.

            • Nie modlimy się DO ŚWIĘTYCH! Modlimy się przez WSTAWIENNICTWO Świętych a to wielka różnica.

            • Fakt… i tylko od samego Boga zależy, czy przez pośrednictwo Świętego otrzymamy to, o co prosimy.

            • Ja nie napisałam, że modlimy się do, tylko święci nam pośredniczą. sądzę, że to to samo co napisane wstawiennictwo.

            • Racja. Trudno by czepiać sie każdego słowa. Swoją drogą są modlitwy, ktore kierują sie wyłacznie do Świetych. Oni sami wiedzą do Kogo trzeba modlitwe zanieść. Można też prosić Świetego o szczegolną opieke – powierzyć sie Jemu.

            • Doprawdy świetne rozwiązanie. Jak Wy nie macie problemów to może macie na to czas. Niech się innym wiefxie

            • Wiktorio, ja od 4 lat nie mam pracy, nie mam zdrowia, rodzina kłóci się o majątek po zmarłym dziadku-z włączeniem w to policji i opieki społecznej a chłopak, który chce ze mną być, pogubił się i sam nie wie, co ma robić. Modlę się o pracę, o zdrowie, o tego chłopaka, żeby dobrze przygotował się do roli ojca i męża, jeśli zdaniem Boga mamy w przyszłości założyć rodzinę. Proszę Boga, by dał mi pracę, bym mogła chociaż zarobić na zaoczne studia. Nie jestem wysłuchiwana s swoich intencjach, ale w czyiś już tak. Więc w tym momencie tłumacząc Ci sytuację wyleczylaś mnie totalnie z egoizmu, że moje musi być na wierzchu. Pisałam tutaj, że modliłam się za moją mamę, o zdrowie dla niej. Między nami jest ciężka relacja (znęcanie się psychiczne, próby wyrzucenia z domu, nie raz uderzyła mnie w twarz), ale od jakiegoś czasu widzę poprawę-przy tacie chwali mnie za różne rzeczy, angażuje mnie w życie rodziny, próbuje nawiązać od nowa relacje, choć od 4 lat się do siebie nie odzywamy, a przeplakalam przez nią niejedną noc. Więc widzisz Wiktorio, masz swoje problemy, ja mam swoje. Mój były szef zapowiedział, że mogę pomarzyć o pracy w okolicy, bo jeśli ktokolwiek da mi pracę, to będzie zniszczony przez niego (a rozchodzi się o to, że komuś pomogłam i temu szefowi bardzo się to nie spodobało, przypadkiem uczyniłam dobro w życiu tej osoby. A ten były szef na portalach społecznościowych nawet nie kryje się z swoją miłością do szatana). Szukam pracy dalej, żyje swoim życiem i błogosławię mojemu byłemu szefowi, jak radziła Enia. (Gdyby ktoś mi pomógł to i poszłabym z tym do sądu, ale wszyscy się boją). I nie narzekaj Wiktorio, bo do nas może szczęście jeszcze się uśmiechnąć, a co mają powiedzieć ludzie umierający, którzy chcieliby żyć, a przegrywają z choroba?

            • Jeśli nie macie problemów? A któż nie ma problemów? Jeśli nie ma problemów, to wcale nie jest aż tak dobrze jak się wydaje. Można nie mieć problemów, a być sługą diabła w sielankowym życiu. Właśnie, gdy miałam największe problemy natury duchowej z poczuciem beznadziei – to poczęte życie obudziło we mnie nadzieję.

            • A ja co mam powiedzieć? Wczoraj rozpoczęłam pompejanke, a czuję się już ukarana. Mój pies cierpi, jest chory. Ratujemy go, jak tylko się da, wczoraj nie dokończyłam pompejanki, pół dnia u weterynarza, cała noc nie spałam, tylko czuwalam przy psie. Zastanawiam się czy nie zrezygnować, ten pies to mój przyjaciel. Na ludziach zawiodłam się nie raz, a mój pies był zawsze ze mną i bardzo go kocham. On walczy po zjedzeniu trutki na szczury, dostał witaminę K na najbliższe 2 tygodnie. Jeśli kto może niech zaniesie za niego modlitwę, mi pomoże. Proszę!

            • Kasiu, zwierzęta będą odnowione, one nie mają duszy, modlić się trzeba o ludzi, bo człowiek ma duszę, zwierzęta jej nie mają. Pomodl się lepiej za weterynarza, żeby dobrze wykonywał swój zawód, o psiaka się nie martw i tak każde zostanie odnowione
              Nie zostałaś ukarana, to przypadek, dokończę pompejanke np w intencji tego weterynarza

            • Boga należy uwielbiać, ludzi – kochać, a zwierzęta – lubić. Może to chciał Tobie Bóg uzmysłowić? Ze swej strony możesz modlić się do św. Franciszka z Asyżu, bo też się w problemach kociaka do Niego modliłam i zostałam wysłuchana. Nie modliłabym się jednak w takiej intencji na czyjąś prośbę i od tego się odżegnuję. To byłaby rzeczywiście dla mnie strata czasu, którą z lepszym pożytkiem mogę ofiarować za konającego człowieka czy chore dzieci. Niech za psa czy kota modli się sam właściciel, jeśli go bardzo kocha.

            • Wiem co czujesz Kasiu. Tez mam psa.
              Jeśli możesz go dotykać teraz( pomimo choroby) to proponuje byś go głaskała w rytm modlitwy. Głaskaj i odmawiaj np.różaniec. Miej wiarę, że modlitwa to lek, balsam.
              Pozdrawiam serdecznie.

            • Bardzo polecam włączenie się do tego dzieła, które potem już zazwyczaj „wchodzi w krew” – uzależnia. Nie potrafiłabym czekać zawsze do marca, jak to tradycyjnie się proponuje. To można uczynić w każde wspomnienie Maryjne. Bardzo dobrze, że w ten sposób można uratować komuś życie i uchronić matkę (rodziców) przed popełnieniem grzechu ciężkiego.

            • Twoje podejście jest bez sensu. To po co się modlić skoro nie ma na co liczyć zakładając to z góry?!
              Mamy się modlić z wiarą…. Zastanów się nad swoją a później dopiero praw morały innym Wiktorio….

      • Wiktorio rozumiem że masz jakis żal czy poczucie beznadziei ale źle jest odbierać ją innym…Przeczytaj świadectwa ludzi którzy zostali wysłuchani – i to nieraz naprawdę cudownie z chorób typu rak i to nie tylko przez współczesną medycynę. Zwykłe prośby o zdobycie pracy też zostają wysluchane i o tym, też są świadectwa, nie ma co tupać nogą że mnie nie wysłuchano to Bóg jest zły…

  • I później nie ma co się dziwić, że takie osoby grzeszą. Jak po tylu latach są rozgoryczone bezsilne i tak obolałe w swojej beznadziei. Sam Bóg pcha w szpony grzechu ludzi.
    Jak ktoś ma cały czas pod górkę to kim ma być po kilkunastu latach opuszczenia.
    Jak być szczęśliwym żyjąc takim życiem.
    Tylko święty by wytrzymał a ilu jest świętych w porównaniu do zwykłych ludzi.
    Jak Bóg chciał doświadczenia przeprowadzać na ludziach kto ile wytrzyma to mógł stworzyć silniejsze jednostki.

    • Święci też byli zwykłymi ludźmi i bardzo często grzesznikami, lecz potrafili poskromić swoją pychę.

      • Potrafili poskromić bo to święci, a nie prości jak ja czy inni opuszczeni…
        Nie ma co porównywać.

        • Każdy człowiek, nawet największy grzesznik, jest powołany do świętości. Wielu świętych było grzesznikami, lecz nawrócili się całym sercem. A Święty, który się już takim urodził np. M. Kolbe był heroicznym. męczennikiem. Bł. Bartolo Longo czciciel Matki Bożej Pompejańskiej był okultystą i grzeszył przeciw pierwszemu – najważniejszemu przykazaniu. Nawrócił się i czeka na razie na aureolę świętości. A do czego nawoływał św. J. Paweł II ? „Świętymi bądźcie”. Warto czytać „Żywoty Świętych”, aby coś się o ich życiu dowiedzieć.

      • Nie wiem czy to pytanie do mnie.
        Ale jak zaczęłam to odpowiem – nic się nie zmieniło, przynajmniej nic zauważalnego dla mnie.
        Może coraz bardziej się hartuję, coraz mnie rzeczy mnie wzrusza u ludzi(nie dotyczy zwierząt i dzieci)
        jestem coraz mniej wrażliwa. Ale to chyba dobrze, trzeba być twardym w tym świecie, a mnie za wiele rzeczy dotyka i rani.

    • Gdyby sam Boży Syn był aż tak silny, to nie upadałby pod krzyżem, nie odczuwałby trwogi wcześniej w ogrodzie oliwnym. On nam daje lekcje pokory. A czy to nie słowa Jezusa – błogosławieni ktorzy sie smucą, cisi, prześladowani itd. Ci ktorzy sie śmieją – bedą płakać… itp. Jezus był jednak cichy i pokornego serca.

  • Po przeczytaniu nasuwa mi sie jedno spostrzeżenie. A gdzie wdzięczność za wszystko co masz? Za standard życia,pracę itd. Piszesz że to wszystko Ty sama. Bez Boga nic nie możemy. Za każde powodzenie ,doświadczenie należy dziękować. I modlitwa w pokorze. Myślę że Twoja modlitwa jest wysłuchiwana. Bóg cały czas czeka aż przyjdziesz do niego w prawdzie. Nie poddawaj się. Jeśli myślisz, że Pan Bóg zwleka, to nie zwleka tylko chcę Cię zaprowadzić do zbawienia. Z Panem Bogiem❤

  • Kiedy jest mi żle, to myślę że Matce Bożej też nie było tak cudownie. Napewno wolałaby , aby Jezus przyszedł na świat w ich domku w Nazarecie, wolałaby nie uciekać do Egiptu, wolałaby aby jej Syn nie umarł w tak okrutny sposób. Ale powiedziała, Boże ,wola Twoja nie moja”.
    Pokora i jeszcze raz POKORA.
    Nie ma co Bogu fochów, pokazywać.
    Bo Bóg jest Miłością, której nasz rozum nie potrafi ogarnąć.
    Małżeństwo i dzieci to też nie zawsze takie wspaniałości, nieraz jest bardzo pod górkę.
    Także cieszmy się z tego co mamy, bo jutro nie wiadomo co się wydaży.
    Pomodlę się za Ciebie.

    • Nie mów tak bo idziesz w protestantyzm. Matka Boża kochała Boga w sposób doskonały. I zgodziła się na wszystkie cierpienia dla Boga. Raczej nie wolałaby, żeby Jej Syna ominęła Śmierć Krzyżowa, bo tak się hartuje miłość w cierpieniach. O ile większa jest miłość ta zrodzona z cierpienia od tej miłości gdy komuś się odwdzięczasz za dobro.

  • Jeszcze jedna rzecz, dla tych rozżalonych osób które nie zostały wysłuchane tak jakby chciały… Pamiętajcie że Wasze wypowiedzi mogą Kogoś do modlitwy zniechęcić. To nie znaczy że należy ukrywać to że się nie zostało wysłuchanym, można dać świadectwo jak to Joanny powyżej, ale ogromnym błędem wg mnie jest pisanie rzeczy typu „to nie ma sensu skoro nie jestem wysłuchana”, „nie ma po co się modlić bo to modlitwa do odparcia”. Ja bym miała wyrzuty sumienia że Kogoś odciągnęłam od modlitwy , kto może w chwili kryzysu (które ja sama miewałam i świadectwa osób wysłuchanych mnie umacniały) z niej przez to zrezygnował a być może byłby wysłuchany.
    Każdy kto podejmuje się modlitwy Nowenny Pompejańskiej, powinien mieć z tylu głowy że może „zostać nie wysłuchany” albo nie tak jak chce albo nie kiedy chce – bo tyle razy powtarzamy tam modlitwę Ojcze nasz ( a w niej Bądź WOLA TWOJA). Jeżeli Wolą Boga nie jest nam danie takiej łaski jak chcemy albo kiedy chcemy (a Bóg widzi rzeczy szerzej i może otrzymanie jej uniemożliwiło by nasze zbawienie, albo wzrost w wierze, albo skrzywdziło by drugą osobę) to raczej jej nie otrzymamy. Często czytam jak dziewczyny modlą się o powrót Chłopaka (nie Męża), który je zostawił – nie mówię że to źle – ale Bóg nie wchodzi w wolną wolę drugiego Człowieka i Nikogo nie przymusi żeby do Kogoś powrócił czy Ktoś Kogoś pokochał, tak jak My nie chcielibyśmy żeby przymuszał do czegoś Nas.
    Ja jestem dzień przed końcem, wysyłałam CV, ukończyłam kurs branżowy, telefon milczy i nie udaję że się cieszę z tego że być może nie dostanę takiej pracy o jakiej marzę i tak będzie mi z tego powodu smutno ,że nie zostałam wysłuchana (jeśli tak będzie). Ale to nie znaczy że nie warto, bo każda „Zdrowaśka” każda modlitwa zmienia nasze serce i przybliża nas do Boga, a przecież tak naprawdę o to głównie chodzi.To tak jak Jezus nauczał przez 3 lata, a wiarę umacniał cudami – ale to nie te cuda były celem ,tylko to żeby ludzie nawracali się, uwierzyli w Ewangelie i głosili ją innym.
    Chodzi mi o to że być może przez to magiczne myślenie o nowennie, po tym jak byśmy (niektorzy) doznali uproszonej łaski mówiąc nie ładnie odstawilibyśmy modlitwę w kąt – bo już dostaliśmy to co chcieliśmy i można dalej żyć po swojemu… To całkiem realne zagrożenie.
    Wszystkich z całego serca zachęcam do modlitwy!

    • Pełna zgoda! Mój mąż niegdyś zarzucał mi, że zbyt wiele się modlę. Modlę się tyle ile on potrafi spędzić przed monitorem czy ekranem telewizora, z którego ja zrezygnowałam. Nie poddałam się jego punktowi widzenia. On zmienił swoje spojrzenie na modlitwę dopiero po rekolekcjach wielkopostnych, których tematyką było trwanie na modlitwie. Kapłan (saletyn) porównał godziny spędzone na modlitwie do bardzo ciężkiej pracy i ostrzegał przed pochopnymi osądami. Już nigdy więcej nie usłyszałam zarzutu czy kpiny ze strony męża, a raczej na ile mógł też dołączył się do wspólnej modlitwy.

    • Moniko napisałaś coś, co mi chodzi po głowie od paru dobrych miesięcy kiedy wchodzę na tą stronę.Z tego powodu jest tu mnie mniej. Czytając świadectwa i komentarze zniechęcalam się do modliwy. (no bo z jakiej racji mnie Bóg wysłucha skoro jej/jego nie wysłuchał??) nawet teraz kiedy w moim życiu dobrze się układa mam wyrzuty sumienia, że mi się „udało” a u innych dalej nic.
      Z tym, że jestem wdzięczna za wszytsko Bogu, za zdrowie, dwie ręce nogi że mam co jeść i gdzie spać.

      • Człowiek musi patrzeć na siebie. Nie przejmuje sie co inni piszą, tym bardziej gdy człowieka sie nie zna. Kazdy nosi swoj cieżar, ma swoje wady i zalety. Trzeba pamietać, że nikt nie aż tak zły, by nie mogł stać sie dobrym. Jedni popadają w grzech, bo przecież inni też tak robią i niby im z tym dobrze. Przed Bogiem sie w ten sposob nie wytłumaczymy.

      • Klaro, potwierdzam. Jednak taka sytuacja sprawiła, że piszę tu więcej, warto dawać nadzieję załamanym, świadczyć o własnych łaskach, nie zważając na krytykę, gdyż nigdy nie wiadomo, kto odwiedzi to miejsce. Kiedyś w sieci opisałam wycinek mojej przemiany duchowej, ktoś się skontaktował, bo wpadł tam „przez przypadek”. W internecie jest wiele zła, ale Bóg- Administrator 😉 wielu pokieruje w dobre miejsca.

    • Jeszcze raz ja – dostałam wymarzona pracę. Po „niewysluchanej ” NP za pracę pomyślałam, że warto rozpocząć kolejną ale nie w swojej intencji i od 7 października modliłam się za dusze czyśccowe. Nowennę ukończyłam i choć było mi ciężko. Oprócz poczucia że im w jakiś sposób pomogła moja modlitwa, „poboczną” otrzymaną łaską było to że zrozumiałam że miałam zbyt wysokie wymagania i w jakiś sposób nauczyłam się pokory. Zrozumiałam że łaska jest łaską . Ciężko o tym pisać, to po prostu trzeba pojąć/ zrozumieć – otrzymać „z Góry” takie oświecenie. Bez tego to czysty frazes. Teraz z perspektywy czasu – choć nie mogę w to uwierzyć cieszę się że nie od razu zostałam wysłuchana.
      Zostawiłam sprawę pracy Panu Jezusowi – modlitwa „Ty się tym zajmij”, a jak nachodziły mnie mysli ,że nikt nie dzwoni z rekrutacji, tym bardziej ją powtarzałam. I co? Otrzymałam spokój i nieoczekiwane dwa telefony i przyjęto mnie do dwoch prac jednocześnie – tak że mogłam wybrać nawet. Ale teraz wiem, chociaż to zabrzmi naparwdę abstrakcyjnie – że nie liczy się „efekt”. Wiem że tak łatwo sie pisze a nie czyta osobom co mają „noż na gardle” i potrzebują pracy na już, ale ta cała droga , te wszystkie miesiące nauczyły mnie tej DROGI. Teraz wiem, że trzeba zaufać, że warto poczekać, że trzeba coś od siebie dać – też dla innych. Swoją droga polecam modlić się za dusze w czyśccu, gdyż Pan Jezus powiedział siostrze Faustynie (nowenna do Milosierdzia Bożego), że mają one „szczególny przystęp do Bożego Miłosierdzia” i wiele łask za ich pośrednictwem można uzyskać.

      • @Monika ” Zrozumiałam że łaska jest łaską . Ciężko o tym pisać, to po prostu trzeba pojąć/ zrozumieć – otrzymać „z Góry” takie oświecenie. Bez tego to czysty frazes. ” Dokładnie, trzeba zostać oświeconym w tym punkcie – czasem nie jesteśmy w stanie przyjąć tego oświecenia i własnie potrzeba nam różnych życiowych doświadczeń aby – mówiąc najkrócej – wreszcie móc poznać Boga 🙂
        Powodzenia Monika!

  • Witam o poranku! Do tej pory wtrącałam się jedynie do komentarzy innych osób na forum, a świadectwo autorki pozostało na boku. Joanna na pewno nie jest w łatwej sytuacji, skoro tak bardzo tęskni za bratnią duszą. Wydaje mi się, że trudno znaleźć bratnią duszę akurat na zagranicznych pielgrzymkach. Oczywiście jeśli stać na to, to lepiej pielgrzymować po świecie niż przepić kasę lub inaczej roztrwonić. W moim przypadku wspaniałych ludzi spotkałam na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę do naszej Matki. Pielgrzymuję niemalże każdego roku i dzieją się prawdziwe cuda na pielgrzymim szlaku. Na każdej wędrówce jestem świadkiem oświadczyn, wymodlonego potomstwa i można by jeszcze długo wymieniać. Tu niestety na forum zostałam dwa miesiące wstecz skrytykowana, gdy wspomniałam o pielgrzymce. Ludzie wolą poddać się różnym niebezpiecznym praktykom i uważają, że to dobre. O pieszej pielgrzymce napisano, że wiąże się z niebezpieczeństwem, bo jakaś tam córka od sąsiadki zemdlała itp. Swoją drogą na pielgrzymce są i lekarze, pielęgniarki, a zemdleć można także we własnym domu i nie mieć akurat pomocy. Pielgrzymuje z nami na ponad 150 km etapie człowiek, który skończył już 86 lat i nie boi się, że omdleje. Maszeruje w czołówce i daje przez to przykład młodym ludziom, że warto! Faktem jest, że liczba młodych rzeczywiście z roku na rok wzrasta i to jest radosne. Potrafią cieszyć się życiem i promieniować tym samym na bliźniego, który nierzadko wędruje do Częstochowy samotnie czy w rozpaczy. Wiem co to jest, bo w rozpaczy, z duszą na ramieniu wybrałam się za namową 9-letniej córki na piechotę na Jasną Górę. Ta pielgrzymka dała mi wiele do myślenia i uchroniła od zła… dała nadzieję, że nie jestem sama. Miałam męża, dzieci a czułam się bardzo samotnie z tym czego nie potrafiłam „wylać” na zewnątrz przez wiele lat.

    • Gwoli ścisłości Gabrysiu, nikt idei i tradycji pielgrzymowania nie krytykował. Dyskusja toczyła się czy łączyć post i pielgrzymkę i ta kwestia budziła zastrzeżenia co niektórych.

      • Burza na ten temat rozpętała się, gdy odpowiedziałam propozycją na komentarz pewnej osoby, która pytała czy ktoś zna sposoby, aby stracić wagę. Odpowiedziałam, że to dobry sposób, którego „produktem ubocznym” bywa właśnie utrata wagi. To było przykre, że piorun walnął w ów komentarz od takich osób. które nigdy nie doświadczyli owoców pielgrzymowania. Proponowano w zamian coś, co nie do końca jest potwierdzone i nieco pachnie kulturą i tradycją wschodu. Swoją drogą uważam, że pielgrzymka jest wielką łaską – nawet dla tego który pości. Moja wówczas 9-letnia córka na pielgrzymce potrafiła zrezygnować na całej trasie z podjadania jakichkolwiek posiłków – zaczynało się na śniadaniu, a kończyło na kolacji. Najważniejsza jest woda, która dokonuje swego rodzaju przemiany zdrowotnej w organizmie – oczyszczając go. To raczej ci, którzy na każdym postoju się objadają mogą rzeczywiście z większym trudem, bo z pełnym brzuchem, pokonywać szlak. Brzuch nie może być naszym panem.

    • Piękne słowa o pielgrzymce. Dziękuję. Mam nadzieję, że kiedyś dołączę.
      Chwała Panu!

  • Nie wiem czy ten komentarz coś zmieni, nie wiem też czy poprawnie zrozumiałem, a takže pewnie wszystkiego nie napisałaś Joanno co przeżywasz, także proszę o wyrozumiałosć.

    Wydaje mi się, że sprawę mężczyzny i dziecka postawiłaś wyżej od Pana Boga, a modlitwę traktujesz nie po to by nawiązać z Nim bliskość, lecz by Ci się spełniło ( jak wiele osób, pewnie łącznie ze mną). Nie ma co się na Niego obrażać, On po prostu chce być na I miejscu. Dla Twojego szczęścia. Za ok. 60 lat (jak dobrze pójdzie) nas nie będzie tutaj, a zleci to bardzo szybko. Czy warto dla jakiegoś głupiego chłopa poświęcać wieczne życie W SZCZĘŚCIU, którego żaden chłop ani dziecko nie da tutaj przez marne 60 lat nawet w 1 procęcie. Jak piszesz, jesteś wykształcona więc zakładam, że łatwo zrozumiesz jak się ma 60 lat do wieczności.
    A jeśli postawisz Go na I miejscu szczęśliwe będzie także życie na ziemi.

    O. Augustyn Pelanowski, ks. Piotr Pawlukiewicz warto posłuchać ich kazania na TY. Mi wiele pomagają.
    Pozdrawiam.

    • Zdecydowanie polecam kazania o. Pelanowskiego – Tajemnica szczęścia (3 części na YT).
      Wszyscy żalący się na samotność mają źle poukładane priorytety i w istocie stawiają wyśnione (często niewłaściwe) lekarstwo na swoją samotność ponad Panem Bogiem.

  • Czytam te komentarze…. i widze tu osoby, ktore byly tu 4/5 lat temu… i to co nasuwa mi sie to Narod wybrany…. 40 lat blakal sie po pustyni, bo szemral… byl wiecznie niezadowolony.
    Ok
    Ok latwo mi mowic, bo otrzymalam to o co prosilam, a nawet wiecej. Ale musialam wlozyc w to mase wysilku… piszecie czesto, ze wasze dziecunstwo bylo „pe”, a co zrobiliscie, zeby sie wyprostowac? Naprawde ? Chcecie miec rodziny i chwala za to! Ale gdzie praca nad soba? Nad zranieniami? Moze brak pewnosci siebie, poczucia wlasnej wartosci blokuja was na zwiazek? Bog nie jest niczemu winien… ale od nas oczekuje zaangazowania.

      • Witaj Eniu! Skoro na tym forum wszczęłam znów temat o pielgrzymowaniu, musisz wiedzieć, że nie zapomniałam o Tobie wędrując na Jasną Górę. Chyba w drugim dniu wędrówki poleciłam forum, co zostało publicznie odczytane przed rozważaniem tajemnicy różańca. Co dziwne, przeczytana przez głośnik prośba, dotarła raczej do wszystkich uszu, lecz gdy rozpoczęto odmawiać różaniec głośnik ledwo co działał. Owszem każdy się modlił, ale to znacznie się różniło od pozostałych odprawionych tajemnic. To rzeczywiście tajemnica, przez którą Maryja coś chciała wyrazić. Może ja mam milczeć? Może lepiej modlić się w ciszy na różańcu, aniżeli marnować swój czas na forum. Jedni piszą, że modlitwy i nowenna to marnowanie czasu, a mnie wydaje się odwrotnie. Jednak coś mnie tu przyciąga…

        • Witaj Gabriela! Nie marnujesz czasu, jak nam tu piszesz na forum komentarze.Uczymy się od Ciebie. Dziękujemy wszyscy za modlitwy. Osoby co piszą,ze modlitwy i nowenna to marnowanie czasu to są daleko jeszcze od Boga. Jak mówił nasz Papiez Rózaniec to skarb który trzeba odkryć. Pozostań pozostań na forum.
          Wszystkiego dobrego!

          • No Eniu – może to trochę na wyrost napisałaś. Raczej uczymy się wszyscy od siebie wzajemnie, bo niejeden (-) pod moim komentarzem mnie czegoś także nauczył. Przekonałam się, że na forum nie można kogoś oskarżać, zwłaszcza osób trzecich, których tu nawet nie ma. I racja – człowieka się nie osądza i nie mówi, że jest zły. Negatywnie można oceniać jedynie jego czyny i nazywać po imieniu.
            Swoją drogą na forum MUSZĘ się nieco ograniczyć w czasie, bo dziś przeczytałam trafne słowa Jezusa z „Dzienniczka” s. Faustyny, że cnota bez roztropności – nie jest cnotą. Z danego nam czasu trzeba także korzystać z roztropnością… godzinka dziennie powinna mi wystarczyć.

            • Wydaje mi się, że masz szersze pojęcie o tym, w czym jestem zerem. Nigdy niczego nie odsłuchuję np. na youtube… i chyba nawet to zapisałam niepoprawnie.

            • Raczej nie czytam także tylu książek współczesnych księży, egzorcystów itp.
              Moja „wiedza” wynika z doświadczeń życiowych. Ilekroć spadłam w dół, tylekroć stawałam się silniejsza. Człowiek uczy się na własnych błędach i to całe życie. Życie jest walką, a jednak warto żyć. Może dlatego tak myślę, bo należę do rycerstwa MI i porażki już mnie nie bolą, bo nawet porażki można ofiarować Maryi.

  • #Joanna1982 rozumiem Cię, też mam modlitwy niewysłuchane i nie wiem dlaczego, bo intencja na pewno jest dobra, z drugiej strony doświadczam wielu błogosławieństw, więc trudno mi się wyprzeć i obrażać na Boga i pewnie też wiele łask dostrzegasz w swoim życiu…
    Tak w ogóle to też jestem sam, ale tu wina/albo i nie jest po mojej stronie,czyli witaj w klubie by się rzekło 🙂
    Najtrudniejszą modlitwą jest modlitwa zawierzenia : „bądź wola Twoja”

  • Joanno jesteś jeszcze młodą osobą i możesz jeszcze mieć dzieci. Trzeba tylko prosić i dziękować Bogu za wszystko i przepraszać za wszelkie zło. Potrzeba nam jeszcze cierpliwości. Ja mam 45 lat i proszę Boga i Maryję o dobrą żonę. Odmówiłem 2 Nowenny Pompejańskiej w tej intencji i czekam Jezu Ty się tym zajmij Jezu ufam Tobie Jezu Maryjo Józefie Święty kocham Was ratujcie dusze

    • A ja jestem matką, która właśnie odmawia nowennę pompejańską dla córki 41 lat o wierzącego męża. Co za przypadek

        • córka też się modli. Ale o tak prywatnych sprawach nie mogę tutaj pisać więcej, bo to jest trochę skomplikowane.

          • Nie pisz, zwyczajnie zdziwiłam się, że matka modli się o męża dla córki, może rzeczywiście uda Ci się znaleźć

            • W Polsce to może Gosiu Ciebie zdziwiło. Tutaj, gdzie my żyjemy jest bardzo mało wiary w ludziach. Księża w Polsce mówią, że modlitwa matki za dziecko jest najmocjniejszą modlitwą. Ja, jak każda matka, życzę moojemu dziecku, aby Jej rodzina (jeżeli to jest z wolną Bożą) przetrwała. Bez mocnej wiary nie widzę szans, Co też w dzisiejszych czasach naszą wierzącą i modlącą się ojczyznę Polskę też doswiadczają coraz częściej rozbite rodziny.

          • Jesteś wspaniałą matką (tak jak moja mama), która też modli się w moich sprawach.

  • Przeczytałam twoją wiadomość i powiem szczerze, że twoje myślenie nie jest myśleniem po Bożemu.Twoja wiara też nie jest prawdziwą wiarą skoro porzucilaś Boga,bo Bóg nie spełnił twojej prośby.Bóg nie jest koncertem życzeń i skoro Cię nie wysłuchał tzn ,że nie jest to zgodnę z jego Wolą. Widocznie Bóg ma inne plany co do Ciebie i nie ma w planach dać Ci męża i dziecko.Chociaż skoro odeszlaś od Boga to widać zależało Ci tylko na spełnieniu swego pragnienia Bóg nie spełnił to idę sobie od Boga.
    Ale nie pomyślałaś Czy jest to jego Wola ?Nie szukałaś pewnie w Piśmie Świętym lub w innych książkach odpowiedzi od Boga.
    My mamy spełniać Jego Wolę, a nie swoją.
    My mamy robić to czego chce Bóg a nie to co my chcemy.Pamietaj że skoro jesteś bogata to też jest jego zasługa, jeśli będzie chciał to i to Ci odbierze. Może też masz pychę i nie dziękujesz Bogu za to co otrzymujesz ..I narzekasz a im bardziej ktoś narzeka tym będzie gorzej.
    Poddany przykład w Starym Testamencie Jakub i jego żona też nie mieli potomstwa i też już mieli sporo lat, ale mimo to nie tracili wiary aż Bóg otworzył łono jego żony.
    Tak samo rodzice Naszej Maryi Panny, też jej mama była nie była płodna nie mieli dzieci a chcieli mieć dziecko i prosili Boga mąż św Anny poszedł na pustynię i pościł bez jedzenia 40 dni i modlił się, i Bóg ich wysłuchał. A Ty skoro prosilaś czy zrobiłaś coś dla Boga ?czy dałaś jakąś jałmużnę czy pomogłaś bliźniemu w potrzebie ?czy umartwilaś swoje ciało rezygnując z wygody ?czy tylko prosilaś Boga tylko prosilaś nie dziękując Bogu co masz…Nawet nie masz pojęcia, że Bóg dużo nam dał ,dał nam Syna Jednorodzonego by ukrzyżować, ubiczować ,ofiarą został by nas Zbawić…dał nam życie to życie,to ciało, tą dusza w nas to wszystko należy do Niego do nas nic nie należy i tylko dzięki Bogu masz to co masz i powinnaś mu dziękować a nie focha bo nie wysłuchał i koniec.My mamy się uniżać a nie wywyszać ,my mamy dziękować za to co nam daję czy to problemy czy radość czy ubóstwo czy pieniądze a nie narzekać…
    To nie jest u Ciebie wiara prawdziwa skoro nie praktykujesz Bóg mówi że mamy być albo zimnym albo gorącym .Bóg by wysłuchał gdybyś pokorna była u prosiła jak trzeba i by wysłuchał jeśli była by to Wola Jego i by się coś dla Boga zrobiła ale Bóg nas wszystkich zna lepiej niż my siebie samych…Radzę by swoje myślenie zmienić zmienić też swoje nastawienie nawrócić się jak trzeba i przepraszać Boga za swoją niewinność .

    Pozdrawiam.

  • Witaj:) rozumiem Twoje obawy, rozgoryczenie, ale nie można się tak poddawać. Myślę, że Pan Bóg wie co dla nas dobre, ale nikt nie zna Jego planów wobec nas. Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Modliłam się o dobrego męża i nic, ale nie przestaję. Zostałam doświadczona bardzo trudnym związkiem, z oszustem, który skradł najpiękniejsze uczucia jakie w sobie miałam (choć myślę, że to była pokusa, której uległam). I miewam podobnie jak Ty-smutek, bardzo dobijający na widok par, małżeństw, brzemiennych i szczęśliwych rodzin. Ale to tylko utwierdza mnie w tym, że może muszę jeszcze wewnętrznie dojrzeć, umocnić wiarę, przewartosciowac pewne kwestie i momentami jest bardzo trudno. Już sama nie wiem co robić, szukam, a nie znajduję ukojenia. Odkryłam jedno, że taki chaos w niczym nie pomaga tzn. miliony modlitw, pielgrzymek, rekolekcji, Pan Bóg oczekuje od nas spokoju we wszystkim, ale zwłaszcza ZAUFANIA. Nie jakiegoś maniakalnego uporu, tylko odrobiny woli z naszej strony. Ja w 2013 roku w formie ostateczności, kiedy sięgałam dna, powiedziałam „Panie Jezu nie radzę sobie z tym, zostawiam Ci małą szczelinę w moim życiu, Ty ratuj” od tamtej pory On mnie nieustannie nawraca. Jest to trudne i bolesne, i czasami muszę tak jak ostatnio, odejść od kogoś kogo pokochałam, ale kto ciągnął mnie niestety w dół. Ufam jednak, że warto w imię Jezusa na takie poświęcenie, w imię tej Miłości jaką On nas obdarzył. Dzięki temu wiem, że Bóg mi przebaczył, staram się przebaczyć sama sobie, przebaczylam też temu, który najbardziej mnie skrzywdził i choć nie usłyszałam słowa przepraszam to z serca mu przebaczy łam. Bo co znaczy to życie w porównaniu z wiecznością. Miejmy odwagę żyć dla Miłości! Moc w słabości się doskonali. P. S. Zgadzam się z poprzednikami. Proszę nie trać wiary i przytul się do serca naszej Matki!

    • Myślę, że trzeba się codziennie modlić, przedstawiać swoje pragnienia. Złożyć taki list do św. Józefa z określeniem kogo szukamy, i teraz niech tym już zajmuje się Bóg. Zadaniem dziewczyny jest tylko być radosną, spokojną, mieć miłość w sobie do siebie i innych. Trzeba zadbać o własne dobre samopoczucie byś emanowała dobrą energią. Nastawić się na szukanie znajomych. Miej kolegów, przyjaciół. Jeżeli chcesz miłości to dawaj miłość. Dawaj ludziom dobre słowo, uśmiech, wsparcie. Nie uciekaj od ślubów jak ktoś cię zaprasza. Idź życząc wszystkim dobrego bo dobro powraca. Wyzbyj się zazdrości, pomyśl, że do zamążpójścia jesteś następna w kolejce, i ten mężczyzna też już tak długo szuka ciebie.

      • A ja bym nie myślała o zamążpójściu czy innym „pójściu”, jedynie poza pójściem po jeziorze za Jezusem. Wszystko jest darem od Boga, nie naszym roszczeniem i jak zauważyła Iwona, warto mieć w perspektywie wieczność, nie ten świat.

  • Polecam wszystkim zmartwionym i smutnym konferencje o. Augustyna Pelanowski ego na yt tajemnica szczęścia cz 3. Dostaniecie wiele opowiedzieć na swoje pytania i wątpliwości.

  • Pani Asiu bardzo mi przykro, że tak się Pani w życiu ułożyło. Sama już dość długo modlę się o łaskę prący bez efektu i także boję się, że Bóg mnie nie wysłucha, ale jeszcze się modlę. Nie potępiam lecz dziękuję za to smutne świadectwo, nikt nie ma prawa Pani oceniać,bo nikt nie wie co Pani czuje. Pozdrawiam Kasia

  • Kiedys uslyszalam taki dowcip. “Modlil sie Mosiek do Boga aby wygral glowna nagrode w totka Niestety nie wygrał. Modli się więc dalej do Boga:
    – Boże, moja firma bankrutuje, mogę stracić dom, spraw, żebym wygrał w lotto!
    W następnym losowaniu znowu wygrał ktoś inny. Znowu się modli i błaga:
    – Boże, za tydzień stracę dom, gdzie się podzieję z rodziną?!
    Znowu wygrywa jakiś inny gość.
    – Boże, nie masz litości? Moja rodzina głoduje, jutro bank nas wyrzuci z domu, pozwól mi wygrać w lotto!
    Nagle widzi błysk i staje przed obliczem rozgniewanego Boga:
    – Mogę Ci pomóc, ale wykrzesaj też coś z siebie – wypełnij wreszcie ten cholerny kupon!”

  • W sumie to ktoś słusznie zwrócił uwagę, że chcesz dziecko. Facet też człowiek a nie przedmiot do robienia dzieci i spełniania zachcianek. Dziecko ma byc owocem milosci. Facet też chce by ktoś go kochał. To tez istota żywa i ma uczucia. Dopóki kochana nie przestaniesz myśleć egoistyczne to nie dostaniesz tego o co prosisz. Twój problem polega na tym ze tych chcesz by kochano ciebie. I to jest ok tylko to tobą kieruje. Wtedy kiedy zrozumiesz ze ty chcesz kochać kogoś i dać miłość komuś. Chcesz kogoś do kochania. Dopiero wtedy pojawi się ten człowiek. Musisz ty mieć co dać komuś. Bóg uczy cię miłości. Sprawa nie jest jeszcze przegrana. Są tacy co mają gorzej, bo im się na każdym polu wali mimo starań. Siedzą w czterech ścianach na wybawienie. Ciesz się z tego co masz.

  • Jedz na Jasna Górę w 1 sobote miesiaca,złóż akt calkowitego zawierzenia sie Niepokalanemu Sercu Maryi ,swoje zycie sprawy…
    Ost.sluchalam audycji na radio plis na Yt-nocne światła-moc zawierzenia Maryi….oj cuda sie dzialu ,dzieja…Odsluchaj sobie tego…

    • Joanno, piszac ten post wlasnie w tym miejscu, zapewne nie uczynilas tego bezmyslnie, aby wylac swoj zal i dac swiadectwo przeciwnosci losu czy gluchocie Boga na Twoje wolanie. Mozna zrozumiec Twoja desperacje i wlasnie takie posuniecie, nie mozna jednak zrozumiec, jak czlowiek gleboko wierzacy (za takiego sie uwazasz/uwazalas do niedawna) watpi w Miloserdzie Boze i cudowna moc modlitwy rozancowej? Uwierz mi i wielu tutaj piszacym, ze modlitwa ZAWSZE zostanie wysluchana, czesto jednak nie wg naszego scenariusza, bo nie jest ona karta przetargowa w kontakcie z Opatrznoscia, musimy sie calkowicie zawierzyc Bogu, a za posrednictwem swietych, ktorych prosimy o wstawiennictwo, Bog wlasnie wysluchuje nasze blagania, ale zawsze w taki sposob nam pomoze, jak dla nas powino byc wlasciwie. Czesto kloci sie to ze zdrowym rozsadkiem, ale pokladajac calkowita ufnosc w Panu, kiedys zrozumiemy, ze takie rozwiazanie ma swoj sens. Nie skazuje Cie Joanno na dozgonna samotnosc czy bezdzietnosc, bo szczerze Ci zycze wspanialej i kompletnej rodziny, ale moze jeszcze to nie Twoj czas? Moze nie spotkalas na swojej drodze tego wlasciwego mezczyzny? Pamietaj, ze Bog obdarowuje nas tym, na co w swoim zyciu zaslugujemy, daje nam, a wlasciwie tylko nielicznym taki krzyz na plecy, ktory zdolamy wlasnymi silami uniesc, nigdy nie bedzie ciezszy, aby nas przygniotl do ziemi, spod ktorego nie potrafilibysmy sie podniesc. Jeszus jest tego najlepszy przykladem, trwal w swojej mece az go zabito, podnosil sie z kazdego upadku, w potwornych meczarniach, niech Jego meka bedzie dla Ciebie inspiracja w wytrwalosci w nadziei i wierze, ze Bog ma dla Ciebie wlasciwe rozwiazanie, modl sie o nie nadal, wroc do Kosciola i niech zwatpienie zniknie z Twojej glowy. Pamietaj tez o sile modlitwy, modl sie w intencjach za innych, ktorzy tez potrzebuja pomocy, a sami nie potrafia sie wlasciwie o nia modlic. Twoje swiadectwo zapewne pociagnie za soba lancuch modlitw w Twojej intencji, moze Bog wlasnie tak chce, aby inni dali Ci swoje swiadectwo i wsparli modlitwa.
      Ja jestem po rozwodzie, uniewaznieniu pierwszego malzenstwa, otrzymalem laske zalozenia drugiej rodziny, ktora jest dla mnie calym swiatem na ziemi, bez ktorej zyc nie potrafie, rowniez modlilem sie bedac jeszcze mlodziencem o ta wlasciwa kiedys w zyciu kobiete, i wlasnie Bog dal mi ta laske w drugim malzenstwie, co w katolickiej wierze nie powinno miec miejsca.
      Joanno, modlimy sie wszyscy za Ciebie, wracaj do Kosciola, nie watp wiecej w Milosierdzie Boze i trwaj nadal w nadziei, ze rodzna jest Ci nadal pisana, a wiek Twoj jest nadal w sile do zalozenia rodziny!
      Jestem przekonany, ze kiedys, a moze niebawem, znow napiszesz w tym miejscu swoje swiadectwo, wtedy jednak odmiennej tresci, bedace wyrazem wdziecznosci za otrzymane laski, oby rowniez zwiazane z zalozeniem wymarzoonej rodziny.
      Do uslyszenia!

      • Widzisz Rajmund, tu ludzie modlą się, żeby spotkać żonę /męża i nic
        A Ty spotkałeś już 2 razy
        Bardziej gorliwie się modliles?w czym jesteś lepszy?

        • Nie sadze, abym sie lepiej modlil. Bog daje nam to na co zaslugujemy, pierwsze malzenstwo nie bylo udane, bezdzietne, obecne nad wyraz spelnione. Przy obecnej zonie spelniam sie i bardziej realizuje duchowo i religijnie, czego bym wczesniej z pewnoscia nie doznal. Moze Bog dlatego w taki sposob rozwiazal moja droge zyciowa. Nie modlilem sie o druga zone, ona sama sie pojawila na mojej drodze zycia, wszystko inne toczylo sie w moim zyciu samoistnie. Moze mam dar wlasciwego odczytywania woli Bozej? Jedno moge stanowczo potwierdzic, ze cokolwiek by mi sie w zyciu nie przytrafiło, nigdy nie zwatpie w Milosierdzie Boze i zawsze bede wdzieczny za ogrom lask, ktore Bog nam daje pod roznymi postaciami. Te nalezy dostrzegać przede wszstkim, one nie sa najczesciej tozsame z tym, o co prosimy, one ucza nas pokory, wlasciwego postrzegania zycia wokol nas, one przygotowuja nas na przyjecie lask Boga w taki sposob, jak powinnismy je przyjac, zrozumiec i zaakceptowac.

  • Witam. Troszkę za bardzo ufasz sobie.Szczególnie te słowa:cyt.:”Wszystko to co ode mnie zależało udało się, ale w tej jednej kwestii potrzebowałam pomocy „z góry” i nic.”
    Od Boga jak nazwałaś”z góry” zależy wszystko. Bez Niego nic nie możemy uczynić. Troche przykre, że tylko w jednej kwestii Go potrzebowałaś…
    Zawierz wszystko, Bóg nie może być tylko dodatkiem, On chce byśmy Go stawiali na pierwszym miejscu.
    Myślę że śmiało możesz wrócić do Kościoła i modlić się by Bóg sam to u Ciebie poukładał -przez wstawiennictwo Matki Bożej.
    Gdy On będzie Cię prowadził -zobaczysz że przyjdzie Dobro inaczej niż w Twoich planach, ale Ty z radością to zaakceptujesz.
    Z Bogiem!

  • Joanno, niechciana samotność dotyka wielu osób – mnie też. Mam 39 lat i to cierpienie znam z autopsji. Co tu kryć – rady typu, korzystaj z życia, widocznie taka wola Boża, przynoszą więcej szkody niż pożytku (o ile jakikolwiek pożytek przynoszą). Pozwól, że podzielę się z Tobą tym, jak ja przezywam niechcianą samotność. Mnie bardzo pomagają wpisy na blogu i fejsie Ojca Grzegorza Kramera SJ. W jednym z wpisów Ojciec napisał wprost – jest w człowieku dziura, którą może zapełnić tylko drugi człowiek – ten jedyny człowiek. Życie w samotności jest więc życiem z niezapełnioną dziurą. Nie udawajmy więc, że tej dziury nie ma, czy że nie boli. Boli bardzo bo małżeństwo, macierzyństwo to naturalne pragnienia. I tu zaczyna się sztuka, z którą sama się zmagam i upadam wielokrotnie każdego dnia. Jak żyć z niechcianą dziurą samotności, nie udawać, że nie boli i jednocześnie żyć pełnią życia tu i teraz w tym co jest. Lekko nie jest i częściej leżę niż idę do przodu. Mnie pomogły jeszcze dwie książki: Magdaleny Wołochowicz ”Chwilowo panna” oraz Ojca Szustaka ”Judyta” (płyta, a od niedawna też książka). Obie naprawdę bardzo sensowne. Polecam. Joanno, nie odchodź od Boga. Nie wiem dlaczego Ty, ja i wiele kobiet są same. Zdarza się, że takie sprawy rozwiązują się pewnego dnia same i gdzieś na dnie serca mam cichutką nadzieję, że może i u mnie też… Asiu, gorąco Cię zachęcam, wróć do naszego Taty, bądź z Nim szczera, przytul się do Niego, płacz, krzycz, On się nie obrazi. Pozdrawiam Cię gorąco i życzę wiele dobra.

    • „jest w człowieku dziura, którą może zapełnić tylko drugi człowiek ” bardzo ostrożnie podchodziłabym do tego rodzaju wypowiedzi… Czy przypadkiem nie chodzi o ten burzliwy wpis o. Kramera odnośnie celibatu, bo coś mi się wydaje, że tak? Jeżeli to ten wpis, to wniosków odnośnie samotności świeckich bym w to absolutnie nie mieszała.

  • Wierz w Pana Boga i nigdy nie przestawaj! Wszystko ma swój sens. Choć przez lata może się wydawać, ze nie ma. Może spójrz na to z innej perspektywy. Może rozważ adopcję? Może tego właśnie chce od Ciebie Pan Bóg? Może jego pragnieniem jest to, abyś zaopiekowała się kimś, kto został opuszczony i jest tak samo samotny jak ty? Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że ty jesteś tym dzieckiem porzuconym, czekasz w domu dziecka, aż „ktoś” w końcu zapragnie ciebie pokochać, zaopiekować się Tobą. I wtedy zjawia się taka osoba. Czyż ona wtedy nie jest aniołem? Może właśnie tego chce od Ciebie Pan Bóg?
    Uwierz mi, ja również nie mam życia usłanego różami. Ale moja wiara jest silna, silna mocą miłości Bożej i to daje mi siłę i szczęście.
    Pamiętaj, Pan Bóg jest Miłosierny i nigdy w to nie wątp.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    1 - 9 sierpnia 

    Nowenna

    za uzależnionych