Iza: Matka Boża nigdy nas nie zostawia

Szczęść Boże!
Chciałabym od razu powiedzieć, że świadectwo to będzie bardzo długie – chciałabym opisać zarówno moje nowenny, jak i moją drogę do nich 🙂
O nowennie dowiedziałam się od byłego już chłopaka. Powiedział mi, że jego kolega odmówił ją w intencji spotkania miłości, a ostatniego dnia części błagalnej spotkał dziewczynę, z którą teraz są bardzo długo i są razem szczęśliwi. Pomyślałam, że pomoże to uratować nasz związek, który przechodził poważny kryzys. Ale może zacznę od początku 🙂
Jako dziecko miałam sporą styczność zarówno z działaniami złego, jak i opieką Bożą. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, więc jakiekolwiek dźwięki w nocy, koszmary, dziwne głosy wywoływały u mnie strach. Odkąd pamiętam bałam się duchów. I właśnie przez ten strach wkopałam się w bagno okultyzmu. Na początku „niewinne” zabawy, bo wszystkie dzieci tak robiły. Wywoływanie duchów, chodzenie do „nawiedzonych” domów, straszenie się nawzajem przerażającymi historyjkami. Potem jakoś to znikło, a ja poczułam potrzebę modlitwy. Już wtedy Niebo się o mnie upominało 😉 I jako że byłam młodą, dopiero dojrzewającą dziewczyną, oczywiście pojawiło się pierwsze zakochanie. Oczywistym więc wydawało mi się, aby modlić się właśnie o miłość. I tak oto 11 letnia dziewczynka dzień w dzień przez 3 lata modliła się wieczorami w intencji chłopaka i prawdziwej miłości.
Ale mimo tego, że się modliłam, nie byłam jakoś szczególnie związana z Kościołem. Na msze św chodziłam, ale jedynie od czasu do czasu, mimo że jak już na takiej byłam to czułam się cudownie i szczęśliwie. Do spowiedzi bałam się chodzić, przerażała mnie po prostu. I przez to, że więź z Kościołem była słaba, znów powrócił okultyzm. Tym razem w gorszej formie. Zaczęło się w sumie też „niewinnie”, bo od horoskopów. Potem doszedł tarot, który moja przyjaciółka znalazła u cioci. Sama nie wiem jak, ale znalazłyśmy również stronę z czarami. Zaczęły się dziwne dźwięki w nocy, zdarzenia które napawały nas strachem, wyczerpanie psychiczne. W ciągu dnia trudno było znaleźć moment, w którym się czegoś nie bałyśmy. Ale nie widziałyśmy relacji pomiędzy tym wszystkim, a naszymi „czarami” (na szczęści nie rzucałyśmy klątw, bo boję się co by wtedy stało się z nami). Doszło do tego, że moja przyjaciółka samookaleczała się, a ja miałam myśli samobójcze. I tak przez cały rok.
Na szczęście wszystko przeszło, jakby w mgnieniu oka. Uspokoiło się, gdy zaczęłam się modlić. Miałam wszystkiego dosyć, moja psychika wysiadała, a ciągły strach wyczerpywał mnie. I tutaj wiem, że Bóg chciał mnie z tego wyciągnąć. Wystarczyło, abym poprosiła modlitwą.
Wróciłam do modlitwy o miłość i modliłam się nią kolejny rok. Na początku liceum poznałam M. Miał wtedy dziewczynę, więc nie przejęłam się nim zbytnio. Ale zaczęliśmy się do siebie powoli zbliżać, spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, aż pewnego dnia zapytał mnie, czy nie chciałabym być z nim. Zerwał dla mnie ze swoją ówczesną dziewczyną. Nasz związek na początku był wspaniały, niewinny i pełen miłości. Z perspektywy czasu widzę, że na początku to były z mojej strony zalążki miłości, ale z każdym dniem wzrastała. Ale niestety, zło które odpędziłam wcześniej modlitwą, ale nie odcięłam całkowicie sakramentem pokuty, wróciło. Z jego strony również nie było czysto, też miał podobne wydarzenia w dzieciństwie co ja. Byliśmy otwarci na zło, i choć nieświadomie, wpuściliśmy je do naszego związku. Czego skutkiem było złamanie VI przykazania. Uważałam, że to z miłości, że wszyscy tak robią, więc ja też. Można śmiało stwierdzić, że to nas zniszczyło. Ja odkryłam cechy mojego charakteru, o których nie miałam pojęcia. Stałam się wybuchowa, wredna i kłótliwa. Jemu zaś przypomniała się była dziewczyna. Wszystko się popsuło. On stwierdził, że nie wie, czy dalej mnie kocha. Mieliśmy kilka przerw, podczas których umierałam z rozpaczy. W końcu powiedział mi o nowennie. Zaczęłam odmawiać, w intencji naprawy naszego związku. 15 dziesiątek dziennie trochę mnie odrzucało, bo jak to, przecież ja ledwo co jedną jestem w stanie odmówić. Ale byłam zdesperowana. Po 5 dniach przerwałam, bo dowiedziałam się, że źle ją odmawiam. Poza tym stwierdziłam, że wszystko się uspokoiło, że jest już dobrze. 3 dni później pokłóciliśmy się tak bardzo, że myślałam że zerwiemy. Płakałam całą noc, a następnego dnia zaczęłam ponownie nowennę.
Niestety, 4 dnia odmawiania zerwał ze mną mówiąc, że chce być wreszcie szczęśliwy. Mój świat ległby w gruzach, gdyby nie dziwny spokój który opanował mnie od samego początku nowenny. Powiem szczerze, nie przejęłam się tym zbytnio. Odmawiałam dalej, bo na szczęście wybrałam intencje, aby Mateńka poukładała wszystkie moje sprawy sercowe i uczuciowe. A do tego było daleko.
Przez całą nowennę doświadczałam Jej opieki. Zdarzały się ataki złego, np. kilka dni nie mogłam wychodzić z domu bo dostawałam ataków paniki. Ale czułam, że Mateńka jest przy mnie, że opiekuje się mną. Miałam również wrażenie , że namawia mnie do modlitwy do św Józefa. Nie wiedziałam co mam robić, więc ofiarowałam komunię na mszy świętemu Józefowi, aby mi pomógł. Usłyszałam wtedy jakby głos pochodzący z serca, po którym zrobiło mi się błogo i zalało mnie szczęście, miałam ogromną chęć modlitwy. Głos ten powiedział „czekaj na M”. Byłam wtedy w stanie, w którym wolałabym usłyszeć, że Mateńka znajdzie mi kogoś nowego, ale stwierdziłam, że posłucham tak wyraźnego znaku z Nieba.
W tym czasie odkryłam w sobie ogromne pokłady cierpliwości, której nigdy wcześniej nie miałam. Z niecierpliwością czekałam na moment, w którym się pomodlę. Codziennie czytałam świadectwa, co tydzień byłam u spowiedzi. Ale im bliżej końca nowenny, tym bardziej otwierało się moje wcześniej zamknięte serce. Po raz pierwszy od wielu lat nie miałam tego ciężaru, który odczuwałam w piersi. Moje serce było czyste i lekkie, jakie nie było nigdy dotąd. Ale zmieniło się coś jeszcze innego – moja miłość do M zamiast zmniejszyć się i zniknąć, zwielokrotniała i oczyściła się. Był to dla mnie cios, bo to bardzo bolało. Gdy odmawiałam końcowe dni nowenny, prosiłam i błagałam Mateńkę, aby zabrała mi te uczucie. Usłyszałam wtedy „cierpliwości”.
Od razu po skończeniu pierwszej nowenny, zaczęłam drugą. W intencji „abyś Mateńko poukładała wszystko tak, abym była szczęśliwa w miłości”. I zaczął się rok szkolny, a co za tym idzie bycie w jednej klasie z M. Pierwsze dni to była katorga. Byłam w okropnym stanie, codziennie błagałam Mateńkę o zabranie mi tego uczucia. W pewnym momencie doszło do tego, że prosiłam Pana Boga o śmierć. Byłam zdewastowana psychicznie ciągłymi atakami złego, które były 10 razy silniejsze niż podczas pierwszej nowenny. Ale nie poddawałam się, mimo wszystko. Przypomniał mi się również św Józef. Zaczęłam modlić się do niego prostymi słowami wołając o pomoc. I nagle, mimo całej tej sytuacji, zaczęłam się uspokajać. Wszystko się uspokoiło, nawet ataki zmalały. Niestety, do czasu.
Postanowiłam odmówić nowennę do św Józefa. Za każdym razem gdy modliłam się po prostu do niego, byłam wysłuchiwana. Czułam jego opiekę nad sobą i że nade mną czuwa. Długo zastanawiałam się więc nad intencją. Chodziła mi po głowie wciąż formułka „o miłość moją i M”, ale odrzucałam ją. Chciałam się od tego uczucia uwolnić, chciałam wreszcie być w stanie iść dalej bez serca wyrywającego się do niego. Ale myśl nie dawała za wygraną, powracała przy każdej modlitwie, więc odmówiłam nowennę w tej właśnie intencji.
Ostatnie dni nowenny były dla mnie bardzo dziwne. Przestałam do M czuć cokolwiek, wręcz ignorowałam go podświadomie. W ostatni dzień modlitwy miało się wydarzyć coś ważnego dla mnie. Prosiłam Boga i św Józefa o pozytywne dla mnie rozwiązanie sprawy. Jednak niedługo potem otrzymałam wiadomość, że wszystko jest źle, że poszło wszystko dla mnie jak najgorzej. Załamałam się, czarne myśli dopadły mnie z ogromną siłą, w mojej głowie krążyły bluźniercze słowa, wyrzucałam Bogu że woli innych ode mnie, że Go nie obchodzę. Długo płakałam. Na szczęście złapałam różaniec i zaczęłam się modlić. I mimo rozpaczania, uspokoiłam się. Zaraz przyszła informacja, że wszystko jest już dobrze,że wcale nie poszło źle. Przepraszałam potem Boga za moją słabą wiarę.
Wieczorem znów zdarzyło się coś dziwnego – obudziła mnie nagła chęć dokończenia nowenny do św Józefa. Nie odmówiłam jej przez żal do niego, a potem o niej zapomniałam. Nie mogłam zasnąć, dopóki jej nie skończyłam.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Z M wciąż jakby zbliżamy się do siebie, rozmawiamy częściej i bardziej swobodnie. I mimo że on dalej twierdzi, że nic już do mnie nie czuje i że kocha tamtą dziewczynę, ja ze spokojem patrzę na wszystko. Ufam św Józefowi, Mateńce i Bogu całkowicie. Zawierzam im wszystko. Nowenna najpierw dała mi siłę, aby przeboleć wszystko, a potem, by walczyć. Nieraz od tamtej pory otrzymałam zapewnienie, że tak, mam modlić się o naszą miłość, mam trwać w tym uczuciu, mimo, że jest dla mnie jak na razie bolesne. Ale otrzymałam tyle łask, tyle dobra ze strony Nieba, że mimo wszystko jestem szczęśliwsza niż byłam dotąd. Wiele się nauczyłam i jeszcze długa droga przede mną, ale teraz będę szła przez życie z uśmiechem na ustach, bo wiem, że Mateńka, św Józef i Trójca Przenajświętsza mają nade mną pieczę, opiekują się mną i nie pozwolą, aby stało mi się coś złego.
Dziękuję Ci Matko Boża za tę modlitwę, za coś tak wspaniałego jak różaniec. Uratowałaś mnie i dzięki Tobie zbliżyłam się do Nieba.
Gdy skończę drugą nowennę to również napiszę świadectwo. Aby pokrzepić wszystkich, którzy modlą się o miłość 🙂

Płytka ceramiczna

ze św. Judą

Tadeuszem

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ew
Ew
04.10.15 22:42

Miałam dość podobne. początkowo było kilkumiesięczna modlitwa nowenną, potem doszła nowenna do sw,Józefa,msze o uzdrowienie, zawierzenie, że moje i byłego chłopaka drogi się zejdą. ale nic takiego się nie stało. po drodze nasze uczucie niby odżywało, usłyszałam wielkorotnie, że kocha, a z obecną dziewczyną jest bo tak mu wygodniej. ale sytuacja nigdy się nie zmieniła, Oni wciąż są razem, a ja dalej cierpię. I choć od 3 miesięcy proszę już tylko o uwolnienie od tego uczucia, odbyłam w tym celu dwie piesze pielgrzymki, jedną przypłaciłam bardzo dużą kontuzją ale się nie poddałam bo miałam intencję, to nic się nie zmieniło.… Czytaj więcej »

MMM
MMM
05.10.15 08:19

Mnie tak samo zostawił chłopak dla byłej dziewczyny.Modliłam sie o powrót ale nic,bez efektu a teraz od 15 wrzesnia modle sie o przemianę i opamiętanie jego,a sie dowiedziałam ze sie zareczył z dziewczyną po nie całych 3 miesiącach.Jego rodzice i żaden w rodzine jej nie lubią wręcz nie chcą jej widzieć dlatego ze wcześniej go strasznie skrzywdziła a on dalej z nia jest mimo ze przezywał to ogromnie jak go zraniła.Wiec juz nie wiem jak to działa ale jak zaczęłam NP tak ją skończę

Maria
Maria
05.10.15 10:01

Módlcie sie do. ran Pana Jezusa i uwolnicie sie od uczucia które zadaje wam bol do skutkuJezus uzdrawia i jesli to możliwe Msza Św o uzdrowienie To polecam z własnego doświadczenia

M.
M.
05.10.15 10:36

Izo, jak dobrze Cię rozumiem 🙂 Moja historia jest inna, ale też wiem, że będę z pewnym mężczyzną. Też w pewnym momencie poczułam wyraźnie, że mam się modlić do św. Józefa 🙂 i odmówiłam nabożeństwo 30-dniowe. Co ciekawe (nie traktuję tego jako jednoznaczny znak, raczej jako coś co wywołało uśmiech na mojej twarzy) w nocy przed zakończeniem nabożeństwa śniło mi się, że z szłam z moją mamą, która trzymała w rękach moją suknię ślubną 😉 W myślach dziwiłam się, że już kupiła suknię skoro jeszcze daleko do ślubu (chyba we śnie nie byliśmy jeszcze razem z tym chłopakiem, ale wiedziałam,… Czytaj więcej »

BD
BD
05.10.15 13:16

A mnie zastanawia dlaczego niektórzy słyszą głosy w czasie nowenny za mulosc konkretnej osoby, dlaczego uczucie wzrasta, dlaczego czują, myślą, że to właśnie Tobie trzeba być cierpliwym. Miałam podobnie. Juz mi przeszło I pod żadnym pozorem nie chcialam się modlić za miłość ale coś mnie naszło, że mam odmówić nowenne właśnie w tej intencji. Cześć bolesna była meczarnia! Tak bardzo nie chcialam o nas prosić, byłam zła, uczucia nie było, była złość, że mam prosić o niego a ja wcale nie chce a zmiana intencji na ogólną spawiala xe czułam się źle i czułam, że źle robie wszystko miało kiedy… Czytaj więcej »

BD
BD
05.10.15 13:22
Reply to  BD

Obiecałam sobie,ze nigdy sama już nie wyciągnę ręki na zgodę. Koniec, to nie to. A dziewczyny ja Wam radzę może również pomodlić się za dusze w czyśccu, za wypełnienie czy rozpoznanie woli Bozej i nowenne za uwolnienie od zlorzeczenia, przekleństwa i szemrania. Tak myślę, że w moim przypadku to ostatnie narobil dużo złego. Tak naprawdę nigdy nie byłam w związku no ale to dobrze ale ciężko jest kogoś poznać z tym „wymarzonym” chłopakiem jakby zawsze stało coś na przeszkodzie. Zawsze coś przeszkadzało się spotkać, wyjazdy, praca, ludzie i wszystko pojawiało się nagle w ostatniej chwili.

6
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x