Karolina: O nawróceniu, miłości i radości

To nie będzie krótkie świadectwo, ponieważ tego jak Pan Bóg działa nie potrafię ująć w dziesięciu linijkach 😉
Moja przygoda z nowenną rozpoczęła się w grudniu ubiegłego roku. Zaczęłam ją odmawiać, podobnie jak wy, wtedy, gdy wszystko inne związane z moim problemem zawodziło. Jaki to był problem? Miałam ogromny kłopot z relacjami z ludźmi, każda znajomość mnie męczyła, nie potrafiłam „być sobą”, bardzo cierpiałam, narastała we mnie pustka i beznadzieja, byłam skrajnie skupiona na sobie i swojej, można powiedzieć – sercowej chorobie, która towarzyszyła mi od dzieciństwa i wzrastała z czasem.
W tej nowennie złożyłam całą moją nadzieję. W trakcie jej odmawiania beznadzieja i rozpacz malała, a ja, choć wiedziałam, że przemiana wymaga czasu, byłam spokojna o przyszłość. Ale moją zmorą był (i jeszcze jest w pewnym stopniu) perfekcjonizm. Może to wiele z Was zaskoczyć, ale odmówienie trzech części zajmowało mi niekiedy ponad dwie godziny. Ale wytrwałam. Cóż to była za ulga! Jednak szybko się przekonałam, że to nie wystarczy, bo po trzech tygodniach weszłam w ogromną rozpacz i pustkę, w biblijną „noc ciemną”, nie dostrzegałam żadnego promyczka światła, czułam się opuszczona nawet przez samego Boga. Zrozumiałam, że nowenna to nie jakieś zaklęcie, które rozwiąże mój problem od-tak. Potrzebna mi jest stała współpraca z Bogiem, jeśli rzeczywiście chcę otrzymać nowe życie. Zdałam sobie sprawę również z mojego egocentryzmu. Chwyciłam za różaniec, głównie dlatego, żeby otrzymać choć trochę nadziei, tak jak w poprzedniej nowennie. I faktycznie, noc się skończyła. Tym razem modliłam się o miłość bezinteresowną. W jej trakcie Bóg razem ze mną powrócił do mojego dzieciństwa i wskazał mi trzy najboleśniejsze rany, które sprawiły ból, który utrzymuje się przez lata. W tym brak miłości od ojca, która sprawiła, że odpowiedzi na to jaka jest moja wartość szukałam u płci przeciwnej. Wykorzystywałam ich do tego, by siebie postawić w lepszym świetle, co wiele razy zawodziło i bardzo bolało. Stąd moja uczuciowa rozwiązłość. Po 54 dniach od razu zaczęłam się modlić za ogromnym wstawiennictwem Maryi o nowe życie. Pragnęłam go jak niczego innego, stało się to celem mojego istnienia. Skończyłam pod koniec czerwca. Modląc się, zaczęłam rozmyślać o wierze. Doszłam do wniosku na podstawie moich doświadczeń, że żywa wiara jest łaską, człowiek sam z siebie PRAWDZIWIE nie uwierzy. I ja też chciałam uwierzyć, ale miałam wrażenie, że to taki jakby kosmos, zbyt piękne i odległe, by przydarzyło się zwykłemu człowiekowi jak ja. Ale nic z tych rzeczy, bo w poniedziałek w końcu udało mi się zaufać Jezusowi, oddać mu serce i nie spodziewałam się takiego czegoś. Uderzyła mnie miłość Boża, otoczyła mnie z każdej strony, nie mogłam opanować radości, pustka i beznadzieja odeszły w zapomnienie, bo Król przychodzi, aby mnie zbawić! Kocha mnie. Do szaleństwa. I Ciebie kocha tak samo 😉 Dzięki Jego Miłości wiem, że teraz wszystko zacznie się zmieniać, chociaż przez te pół roku miałam tylko nadzieję, a momentami bardzo mocno wątpiłam. Dziękuję ci Królowo Różańca Świętego z Pompejów! Wiem, że to Twoja zasługa. Cieszę się, że wyruszyłam z Tobą w drogę. Nigdy nie będę tego żałować! 😀

5 myśli na temat „Karolina: O nawróceniu, miłości i radości

  1. mnie nie zaskakuje perfekcjonizm to po prostu kolejne narzędzie złego ducha-u mnie też ten stan występuje, czasem też odmawiam 2 godziny. Odnośnie relacji, mamy pytanie: o jaką intencję się modliłaś i jak sformułowałaś prośbę? 🙂

  2. Piękne, ja zaczęłam odmawiać Nowennę ale nie dałam rady, tylko trzy dni, nie miałam siły i jestem słaba, może ktoś się za mnie modlić o siłę o wiarę w łaskę uzdrowienia itp…w Jezusa Chrystusa…

  3. Słowa wypowiedziane przez kobietę na stołówce dla bezdomnych: „Henryk, tylko Bóg może ci pomóc”, zmieniły wszystko. Długoletni alkoholik rozpoczął proces walki o nowe, lepsze życie. Polecam książkę „Bóg znalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło? Historia nawróconego alkoholika”.

  4. Książka „Bóg znalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło? Historia nawróconego alkoholika” napawa nadzieją, pomaga uwierzyć we własne możliwości i w to, że nawet, gdy myślimy, że jesteśmy sami, Ktoś z góry daje nam znak, że jednak jest inaczej. Bóg dał autorowi wolność i pomógł mu w jego dalszej życiowej wędrówce.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!