Anna: modlitwa o chłopaka

Chciałam podzielić się moim świadectwem spełnienia obietnicy Nowenny Pompejańskiej. Moją drugą Nowennę zaczęłam odmawiać 25 grudnia 2011r w intencji poznania dobrego chłopaka i towarzysza życia. Wcześniej samotność była czymś, co bardzo mi doskwierało, lecz nie tak zwyczajnie..

Czasami czułam w sobie wręcz fizyczny ból tęskoty, odrzucenia, braku miłości i drugiej osoby. Miałam stany depresyjne, czułam się ciągle nieszczęśliwa z powodu samotności. Miałam dość spore trudności z odmawianiem nowenny z tego wzgędu że w tym czasie odbywałam codziennie 12 godzinne praktyki zawodowe i na modlitwę musiałam poświęcać czas wczęśnie rano, lub bardzo późnym wieczorem, kiedy to byłam już niemal wykończona fizycznie.

Czułam jednak że już w czasie odmawiania nowenny otrzymałam wiele łask duchowych. Nowennę zakończyłam 16 lutego 2012 roku. Po tym czasie stało się coś nieoczekiwanego. Zyskałam spokój ducha, ogromną radośc życia, a silne pragnienie spotkania ukochanej osoby odeszło jakby na drugi plan, z pełną ufnością zawierzyłam się Panu, wierząc że On zna lepiej miejsce i czas spotkania osoby o którą się modlę.

Po 8 miesiącach poznałam wspaniałego chłopaka, a od 5 lutego 2013 roku, czyli niecały rok od odmówienia nowenny jesteśmy szczęśliwą parą! Wierzę że dzięki wstawiennictwu Maryi ten chłopak pojawił się w moim życiu i teraz razem uczymy się miłóści do Boga i do siebie nawzajem krocząc przez życie. Chwała Panu i Najświętszej Maryi Pannie!

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

258 myśli na temat „Anna: modlitwa o chłopaka

  1. Lulu osobowość predyspozycje psychiczne system nerwowy czy to właśnie nie jest usprawiedliwianie się? nie przed nami, przed sobą?
    Zamiast mówić wszystkiemu NIE może zacznij mówić TAK.
    Nie zauważyłam, żeby ktoś Cię oceniał. Co najwyżej sugerował Ci zmianę zachowania, a to nic złego, wręcz przeciwnie, myślę, że przyniesie ci naprawdę wiele dobrego. Jeżeli mówi Ci to więcej osób to chyba coś w tym musi być, prawda?
    Zastanów się co Ty teraz bronisz? Nikt przecież Ci nie mówi, że dotychczas nic nie robiłaś. Odpowiadamy na to jak się sprawy mają z Twoich relacji.
    Mało ludzi w Twoim wieku, nie masz do kogo wyjść, spotkać się – rada: portale społecznościowe, randkowe, wyjazd do większego miasta
    Nie ma wspólnot religijnych – jesteś tutaj i bardzo dobrze! rada: wyjazd do większego miasta tam możesz chodzić na różne zgrupowania
    Brak pracy – rada: wyjazd do większego miasta, podnoszenie swoich kwalifikacji – angielski
    Wiem, że ciężko jest zacząć, ale małymi krokami osiągniesz to o czym marzysz. Wystarczy jeden mały krok każdego dnia. Z czasem zaczniesz robić większe i dzięki temu daleko zajdziesz.
    Na pewno wiąże się to z dużym lękiem, obawą itd. ale zaryzykuj, spróbuj, zobaczysz, że warto!!
    POWODZENIA:)

    • niczego nie bronie, szukałam zrozumienia ale wy nie rozumiecie, doradzacie ale nie rozumiecie

      „Lulu nie dziwię się, że nic się nie zmieniło. Jeżeli liczysz, że zdarzy się taki cud”
      „Jest Ci po prostu DOBRZE z tym użalaniem bo wiesz, ze aby coś zmienić trzeba ogromnej siły wewnętrznej. I na pewno dużo pracy i łez. Jest Ci po prostu DOBRZE i WYGODNIE tłumaczyć swoją sytuację tym, ze jesteś DDD”
      „odnoszę wrażenie, ze pani lulu NIE CHCE NIC ZROBIĆ w celu poprawy swojego życia…coś jak przypowieść o talentach…
      zakopala jeden talent i czeka az gospodarz wróci, żeby go wykopać i okazać, że go ma…”

      • lulu, nie szukaj zrozumienia wsród ludzi, bo nie znajdziesz. I nie dziw sie temu. Szukaj zrozumienia u Boga, a napewno znajdziesz :-). Idź i zapytaj Go czemu Twoje zycie wygląda tak jak wygląda. Nawrzucaj Mu za to ze tak wygląda. Tak szczerze od serca. Tylko pamiętaj, ze na szczerośc z Bogiem stać tylko dusze czyste.

        • Moje życie wygląda tak jak wygląda bo nie było w nim miłości, tam gdzie nie ma miłości wchodzi zło i wszytko niszczy. Co Bóg mógł zrobić? Stworzył człowieka ze zdolnością do kochana, a jak człowiek nie chciał kochać, to co Bóg mógł zrobić? można kogoś zmusić do miłości? Nie można. O nic nie mam pretensji do Boga i niczym nie będę do Niego rzucać. Bóg też przez to cierpi. Bóg też potrafi być szczery, aż do bólu.

          • Odpowiedź jest w przykazaniu miłości. Miłość do Boga uczy nas również miłości do siebie i bliźnich. Rodzice skrzywdzili Cię nie okazując Ci miłości, ale Bóg nakazuje wybaczać. Nie pójdziesz dalej jeśli nie wybaczysz.Poleciłam Ci lulu kiedyś filmik na yt „byłem marionetką diabła” z Dobromirem Makowskim. Chłopak był na dnie i taki los zawdzięczał rodzicom. Jednak dotknięty przez Chrystusa stał się wartościowym człowiekiem (oczywiście nie z dnia na dzień) i dziś pięknie opowiada jak ważne jest to, że rodzice dali nam życie. Prosi wszystkie zranione dzieci o miłość i szacunek dla rodziców.Jego matka alkoholiczka na krańcu życia wyznała mu, że chciała ale nie udało jej się być innym człowiekiem. Zastanów się lulu, czy jest sens obwiniania przez całe życie swoich rodziców. Nie oglądaj się za siebie, a wręcz przeciwnie od Ciebie zależy czy pomożesz sobie a może i rodzicom? Kiedyś wielu osobom zarzucałaś brak empatii, ale czy sama zastanawiałaś się dlaczego Twoi rodzice tacy są? Może oni też zostali bardzo skrzywdzeni. Może mają do Ciebie taki stosunek, bo Ty również zarzucasz im to i owo i nie możesz wybaczyć? Uśmiech na buzi, dobre intencje i czyste serce naprawdę otwierają prawie wszystkie zamki. Nikt nie będzie głaskał kotka, który ciągle drapie. Pomyśl o tym, bo szkoda Ciebie dziewczyno i Twoich rodziców również.

            • ale znowu mnie oceniasz, skąd ty wiesz jaki ja mam stosunek do rodziców? nie wiesz, nie oceniaj, nikomu nie zarzucam braku empatii, niezrozumienie kogoś to nie to samo co brak empatii, nikomu nie „zarzucam” niezrozumienia tylko informuje to jest różnica, ja tu już od dawna pisze że wybaczyłam swoim rodzicom, ile to razy mam to napisać, tak jak pisze że mi już nie zależy na facecie i własnej rodzinie a wy mi proponujecie portale randkowe, czytacie czasem co kto pisze zanim odpiszecie?

            • Lulu teraz pisałam w trybie przypuszczającym, a wnioskuję, że nie wybaczyłaś rodzicom, ponieważ piszesz o wychowaniu bez miłości.

          • lulu, tylko paradoksalnie tej miłości nie powinnaś szukać u ludzi, tylko u Boga. Dopóki jej nie odnajdziesz, miłość innych ludzi tez niewiele pomoże. Nie umiem tego za bardzo wytłumaczyć, to trzeba zrozumieć, mnie to zajęło jakiś czas.

            • E. chyba wiem o czym piszesz.Też przeszłam takie doznanie/olśnienie. Najpierw u mnie była rozpacz, potem niemoc i niewiara w ludzi, zwątpienie w Bożą Łaskę, a potem po NP narodziła się nagła przeogromna radość z tej znalezionej MIŁOŚCI i odkrywanie wszędzie Boga choćby w Męce Chrystusa, wielkie doznane szczęście, ale i cierpienie, że On oddał za mnie życie, że mnie tak ukochał. Wtedy zamiast oceniać innego człowieka zaczynasz mu współczuć i modlić się za niego, dostajesz takiej wewnętrznej siły, która rozpiera twoje serce, chcesz wszystkim pomóc odnaleźć tę drogę. Ale niestety sami do tego musimy dojść. U mnie to uczucie nie jest do końca dojrzałe, ponieważ zdarza się też dość często tak, że ta wielka radość umyka gdzieś i na nowo wyciągam ręce do Boga. Z Bogiem nie boisz się już ludzi, nieznanych sytuacji czy wyzwań.

            • Ja cały czas się modlę, abym umiała tak kochać Pana Jezusa, ale Joanno zgadzam się z Tobą w 100%.

      • Niestety lulu wszystko odbierasz jako atak, a nie chęć niesienia pomocy. Czy wierzysz, że większość z nas przeszła też jakieś piekło? Tu głównie są ludzie okaleczeni i też wielu z nas było w niemocy, jakimś impasie etc. Wiemy, że to prowadzi do jeszcze większej destrukcji. Nikt Cię nie stara się oceniać, ale z drugiej strony masz czas, internet i piszesz, że nie znasz języka obcego, dlatego nie możesz wyjechać za granicę. Ktoś Ci pisze, że cieszy się że pada śnieg a Ty, że trzeba odśnieżać.Wszędzie widzisz zło. A przecież odśnieżanie może być najlepszą terapią na chandrę, może być też zabawą. Piszesz, że nic się u Ciebie nie da zrobić, ale nie piszesz co już zrobiłaś. Przecież nie jesteś jedyna w takiej sytuacji. Nie krytykujemy Cię, ale próbujemy otworzyć Ci oczy. Niestety trzeba też Twojej woli do zmian.

      • Modlitwa na całe życie:”Panie daj mi pogodę ducha,abym godziła się z tym,czego zmienić nie mogę.Odwagę bym zmieniła to co zmienić mogę.I mądrość abym odróżniła jedno od drugiego”.
        Lulu,może westchnij do Pana te słowa.

  2. lulu, tak na prawdę to wydaje się nam, ze tylko my jesteśmy mega wrazliwi i tylko nas wszystko dotyka i tylko my wszystko przeżywamy ze zdwojoną siłą, dużo bardziej niż to jest warte. A tak na prawdę jest duzo ludzi tak samo przewrażliwionych jak my. A moze nawet bardziej. Rozejzyj się a zobaczysz. Droga lulu, nie wiem co przezyłaś, ale wierzę Ci,ze jest Ci ciężko. Wierzę, bo wiem jak mi było ciężko. I często bywa nadal. Ale już inaczej cięzko. Nie poddawaj się. Walcz dalej. Mi pomogło wytłumaczenie sobie, ze ja swoje życie mam po prostu przezyć. Dużo rzeczy, które wydarzą się w moim zyciu będą miały ogromny wpływ na mnie podczas gdy ja na nie żadnego. Po prostu będę musiała przez to przejść. Myślę,ze dużo młodych osób cierpi bo media wmówiły nam, ze trzeba być modnym, pięknym, atrakcyjnym, wygadanym, przy kasie, z dobrą pracą, z przystojnym mężem( tudzież piękną zoną). trzeba mieć na wakacje egzotyczne, byc obytym w świecie… Bo jak nie to jesteś bee. Odstajesz i powinnnas mieć kompleksy. Niestety wszyscy dyrektormai byc nie mogą. Trzeba znaleźć swoje miejsce na świecie. Pogodzić się z tym, ze Bog własnie do takiej rodziny Cie zeslal, w taki a nie inny kraniec Polski czy nawet świata. I tu trzeba nauczyć się żyć. Jasne! Ty mozesz sobie zaplanować zycie. I co z tego? Mozesz starac się na maksa ( o czym piszesz) a i tak nie wyjdzie. Ale to nic. Ważne, ze się starasz lulu. Ze pracujesz nad poprawą. Ze nie poddajesz się. Ze mozesz sama przed sobą powiedzić ze zrobiłaś co mogłaś. Walcz lulu, pracuj nad zmianą swojego losu, a Bog na pewno Ci pomoze :-). Może nawet nie za rok, moze dopiero na 10 lat, ale wtedy zobaczysz, ze On przez cały ten czas był z Tobą :-). Ja Ci to mówię :-).
    I znam to uczucie, gdy się starasz i nie wychodzi! Ba! I sa pretensje do Ciebie o nie wiadomo co. Znam to lulu. I wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać co jest nie tak z nim, ze wszyscy jak leci mają pretensje, obrazają się… Kiedyś ktoś na moje pytanie dlaczego tak jest odpowiedział mi tak:” bo chcieli by być tacy jak ty, a nigdy nie będą, nie mają szans na to, więc przynajmniej wybiciem z równowagi psychicznej chcą ci utrudnić drogę do sukcesu”. Mądre to były słowa.I powiem Ci lulu, ze kiedyśrozmawiając z księdzem o tym powiedzialam. A on mi na to ze dobro wróci do mnie. JA mu na to ze nie prawda :-). A on mi na to, ze zobaczę ze wroci :-). Dzisiaj mogę potwierdzić. Może nie tyle samo dobro do mnie wóciło, co osoby które mając do mnie wszelakie pretensje po czasie szukały ze mną kontaktu. No i sytuacje których nie zrozumiałam a które bolały zostały mi wytłumacznone. Po jakimś czasie, tj po roku, po dwóch, po trzech… Nie od razu. Więc wróciło… Dla mnie to dużo, bo dzięki temu wiem, ze w zaistniałych sytuacjach nie było mojej winy. Więc lulu, spinaj cztery litery i do przodu :-).

  3. DDD Dorosłe Dziecko z Rodziny Dysfunkcyjnej, Dorosłe DZIECKO, ktoś kto ma ponad 30 lat, a myśli jak dziecko i czuje jak dziecko mające ok 3 lat, czy widzieliście kiedyś 3letnie dziecko które wyjeżdża samo do pracy za granicę, albo samo idzie na terapię, albo rejestruje się na portalu randkowym i szuka sobie męża na poważnie, bo ja nie. Jest taki film Kevin sam w Nowym Jorku, podobnie się czuję, szkoda tylko że nie mam karty kredytowej tatusia. Powiecie dorośnij, ale to nie takie proste. A najbardziej dobija mnie to że zajmie mi to ok 30 lat. Jeśli teraz nie zrozumiecie to inaczej już tego nie umiem wytłumaczyć.
    Nie chce już o tym rozmawiać, zmęczyło mnie to. Dobranoc

        • muszę przyznać, że to ważne. znam młodych dobrze sytuowanych ludzi (w sąsiedztwie) i oni myślą, że świat jest taki dla każdego jak dla nich. Przykładowo syn sąsiada ma dwa mieszkania, z jednego czerpie zyski za wynajem, coś sobie tam studiuje. Ma swoje problemiki jak każdy, ale to raczej „zabawa w życie”. Jego ojciec to nawet mi opowiadał, jakiego ma zaradnego syna, że tamten sobie potrafił sam śniadanie zrobić, albo kotleta utłuc, tylko do mamy dzwonił jak się to robi, a reszta to „sama zaradność” dosłownie ten ojciec tak to określił. I jak się tu nie śmiać z takich ludzi. przecież taki synalek to też by poradził Tobie jak inni, a zrób to, tamto, wyjedź i tp. tylko on jakby wyjechał to od razu miałby za co wynająć lub nawet kupić mieszkanie, a nie siedzieć pod mostem.

    • Dobra, Lulu. Mnie też to zmęczyło.
      Ja też nie chcę już o tym rozmawiać.
      A jednak Ty sama ciągle wracasz do tematu, sama się o niego ocierasz.
      A potem ofukujesz wszystkich, którzy na miarę swoich możliwości chcą Ci pomóc… 🙁

      Dlatego nie traktuj tego wpisu jak rozmowy, ani zaproszenia do rozmowy, tylko jak monolog z mojej strony.

      Jestem DDA, po 30-tce. I jak jak powiedziała Nieznajoma, mam swoje zranienia. Duże, naprawdę.
      Ale w takim miejscu zawsze pojawia się kwestia licytacji na cierpienie, więc ten temat tutaj kończę.

      Jestem też człowiekiem czynu, nie gadania. I do ch***ry jak boli, to dążę do zlikwidowania bólu.
      Nie sądzę, abym była jedyna… 🙂
      Uważam, że jeżeli stoję w gó***e, to muszę zdecydować, co zrobić.
      Jeśli mi się bardzo nie podoba, robię wszystko, by z niego wyjść.
      Jeśli decyduję się zostać, to nie drę się wniebogłosy, jak bardzo mi śmierdzi, jak mnie uwiera i jak mi źle…
      No chyba, że wołam o czyjąś pomoc. Wtedy chwytam pomocną dłoń i wyłażę…

      Tak, przyznaję – nie rozumiem takiej postawy, którą prezentujesz.
      Bo czytam Twoje komentarze i widzę strasznie smutną osobę, która cierpi, która zdaje się wołać o pomoc, ale która chce trwać w tym bagnie.
      Skąd te wnioski?
      Lulu, Ty się wyłącznie skarżysz.
      I bardzo starasz się, aby te skargi były usłyszane i zauważone przez innych, ale nie chcesz ich zamienić na coś lepszego.
      Wszystkie pomysły negujesz. Na każdy argument i każdą radę masz kontrargument i uzasadnienie swojej postawy. Na każdą próbę wyrwania Cię z marazmu i na każdy przykład, że komuś się udało, masz odpowiedź, że Twoje doświadczenie jest inne. Jasne, że jest inne – nie jesteś ani mną, ani Natalką, ani Oliwią ani nikim innym.
      Ale mogłoby Ci się udać…
      Jeśli w to nie wierzysz, to jestem ciekawa, co Ciebie motywuje do wizyt na tym portalu?

      Kiedy ktoś ze swoją pomocą „zapędza Cię w kozi róg” pytaniami i radami, uciekasz stąd ze swoim komentarzem „nie chcę na ten temat rozmawiać”.
      I znów jestem ciekawa – ciekawe zatem, czego chcesz?
      Płakać nad sobą? Wierz mi, szczerze mogę z Tobą zapłakać.
      Rozczulić się, jak strasznie niesprawiedliwe jest dla Ciebie życie? Mogę Ci potowarzyszyć, przez niezbędny MOMENT.
      Ale jak długo jesteś gotowa trwać w tym stanie? Kolejne 30 lat?
      Wytrzymasz smród tego g****a, tego bagna, w którym jesteś, przez 3 dekady? Naprawdę?!
      No to powodzenia.

      Więcej w Twoim temacie nie zabiorę głosu (chyba). Pozostanę w modlitwie.
      Tylko pamiętaj Lulu – życie jest zbyt krótkie, aby grzebać się już teraz…
      Trzymam kciuki.

    • lulu ze tak powiem teraz to idziesz po najmniejszej lini oporu! jestem dda i ddd, poszlam na terapie sama, jak tylko ktos mi zasygnalizowal problem, wyjechalam za granice sama. Fakt nie bylo latwo uporac sie z tm wszystkim i „dorosnac” ale to ja jestem odpowiedzialna za wlasne zycie, mialam do wyboru gnic w tym czym gnilam i uzalac sie jaka to ja biedna i do niczego sie nie nadaje, albo sie ogarnac, zrobic jeden jedyny krok. Wyslac pare maili do firm zagranicznych i czekac na odpowiedz.

  4. Znam taką osobę jak Ty lulu.W żadnej pracy nie zagrzała długo miejsca, nikt nie umiał jej zrozumieć, każdego uważała za wroga, skupiona na własnym bólu, aż wreszcie była już u kresu. Zaczęła chodzić na terapię 12 kroków i całkowicie zawierzyła się Bogu i Maryi. Obecnie dzieci i mąż trochę odsunęły się od niej,bo codziennie „biega” do kościoła, ale ta dziewczyna pomału się odradza.Zmiany widać na odległość. Uśmiecha się, przestała skupiać się na sobie, potrafi cieszyć się z tego co ma, naprawdę zrobiła się radosna. Różnica jest kolosalna i ludzie zaczęli inaczej ją traktować. Z obecnej pracy cieszy się i na razie nie chce jej zmieniać. Pozytywniej widzi swoją przyszłość. Zatem nie wmawiaj sobie lulu, że 30 lat będziesz czekać na zmiany. Daj czas Bogu, tylko On to wie.

  5. Lulu. Wiem że jestem młody i się nie znam. Ale pochodzę ze wsi nie wstydzę się tego. Ale znam rodziny w których był i jest nadużywany alkohol. I te rodziny przeważnie mieli gospodarkę. Gdy tą gospodarkę dostali dzieci przeważnie to była ruina. Po paru latach maja bardzo dobrym prosperujece gospodarki. Mając dobre sprzęty i taka w miarę obsadę. I oni się nie podali. A też mieli ciężko tak jak Ty. Wiec i Ty się weź w garść i zrób coś ze sobą wyjdź z domu. Poszukaj pracy. I nie mów że nie wiem o czym mówię. Bo wiem. Mój tata jakoś nie pił mocno dużo alkoholu, ale też i mocno mało. Od 6 roku życia pracuje ciągnikem, i od samego początku miałem odpowiedzialne zadania. Od kond pamiętam pomagam rodzicom. Czasami taty nie było w domu i cala gospodarka była na mojej i mamy głowie. Teraz brat pomaga. Wiec wiem jak to jest od urodzenia pracować. Teraz lecę się bawić. Paa wszystkim. A Ty zobacz że nie tylko Ty miałaś i masz w życiu ciężko. A od tych chłopaków których ojciec pił nigdy nie usłyszałem że się użalali. A ich ojciec nadal pije. A oni mimo to rozwijają się zakładają rodziny. Jak chcesz to możesz mnie krytykować. Ja wiem swoje.

    • Lulu a Ty kogoś przytuliłaś sama z siebie?
      Myślę, że każdy z nas chciałby Cię teraz przytulić. Więc sobie wyobraź, że właśnie to robię. Przytulam Cię lulu!

    • heh Luka ja też zbieram co roku ziemniaki z pola a że trochę go mamy to zbieramy na 4 razy, a nie raz obierałam kaczkę z piór bo mój ojciec ma ich ok 70. Nie ma się czego wstydzić, rodzicom trzeba pomagać. Nie raz jakiś chłopak się śmiał, że idę na pole, ale wtedy ja się z niego śmiałam że on to wyjść jedynie może na balkon. Jak będzie kiedyś program ” mąż dla rolniczki” to się zgłoszę hahaha
      I może zejdźmy już z Lulu, ja też nie lubię jak ktoś mnie poucza i naucza, trzeba samemu dojść do tego, że się chce i pragnie tej zmiany.

      • Hej Oliwia, a wiesz, że to może być sposób na biznes 😉 Ja np. nie jeżdżę na wakacje, bo nie wiem co robić, np. nie znoszę plaży, żadnych wczasów zagranicznych, Egiptów, Turków czy innych tunezji 😉 jak się ktoś pyta, to mówię, że pojechałabym na roboty polowe, jakby gdzieś takie agroturystyki oferowali z kopaniem ziemniaków to wtedy tak. to najlepsze byłoby dla tych z siedzącym trybem pracy 😉

        • to tak jak ja Ala, może wybierzemy się w lato na jakieś prace polowe, przy okazji można się podczas pracy lepiej opalić niż na niejednej egzotycznej plaży 🙂

          • Szkoda ,że moja / męża/ nasza 🙂 plantacja borówek młoda bo już bym zapraszała do zbioru – około lipiec /sierpień 🙂 Słońca nie zagwarantuję , ale śpiew ptaków na pewno – słowiki , skowronki i różne inne (nie bardzo się znam) – bo teren łąkowy 🙂 Ale za rok spokojnie dziewczyny zapraszam . Chyba ,że wcześniej sarenki obgryzą 🙂 i nie będzie co zrywać:)

      • Oliwio słowo sie rzekło, w kolejnej edycji „Rolnik szuka żony” mogą też startować dziewczyny 🙂 Już Ci kibicuję 🙂

  6. Już nie raz pisałem, że narzekając nie oddajemy chwały Bogu (do tego zostaliśmy powołani do chwały i dla chwały Bożej), Bóg do nas wyraźnie mówi: Nie lękajcie się! Nie będę wałkował tego po raz setny.
    Polecam krótki film: https://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s
    Każdy ma wybór w jakim cyrku chce występować, czy osobliwości, czy cyrku motyli. Od ponad roku „występuję” w cyrku motyli i Bóg obdarza mnie radością i pokojem serca. Potrafię wielbić i dziękować Bogu za trudne dzieciństwo z ojcem alkoholikiem, za swoje błędne wybory itp. Wiem, że pomimo grzechu w mojej rodzinie i moich niewierności, Bóg doskonale potrafi wyprowadzić z tego dobro.
    Kluczowe pytanie jest takie, nie czy ja wierzę w Boga (w Boga wierzy także szatan), ale czy ufam Bogu (nawet w niezawinionym cierpieniu które mnie spotkało)?

  7. Adam pięknie napisałeś. Oglądałam cyrk motyli, ale Twoje słowa skłoniły mnie do innej interpretacji, dzięki. Co sprawiło u Ciebie tę zmianę „cyrku”? Na pewno Bóg, ale w jaki sposób się to dokonało, jeżeli oczywiście możesz i chcesz o tym opowiedzieć. Pytam, bo to daje mi siłę i uczy jak patrzeć na swoje życie..

  8. Chyba nie do końca rozumiem pytania, podzielę się swoimi refleksjami.
    Cyrk motyli ma to do siebie, że codziennie trzeba dokonywać wyboru, a resztę oddać Bogu. Dla mnie fundamentem są słowa Jezusa: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Nie chodzi tylko o wiarę, ale o cokolwiek w życiu.
    Ale wg mnie trzeba wyznaczyć sobie jakieś minimum np. w modlitwie (dla mnie są to IV części różańca czyli odmawiam NP, koronka do miłosierdzia, modlitwa spontaniczna, przynajmniej raz w tyg. poza niedzielą eucharystia, codzienna lektura Biblii i książek o tematyce religijnej). Niby dużo, ale Bóg rozciąga mój dzień 🙂
    Ciągle zachwycam się Dawidem, tym czego Bóg dokonał w jego życiu, tym, że potrafił cieszyć się Bogiem. Jak się wczyta w walkę z Goliatem, to pewność Dawida, który gdy stawał do walki „był jeszcze chłopcem” (1Sm 17,33) nie brała się tylko z ufności, ale z jego codziennej pracy gdy był pastuszkiem:
    Odrzekł Dawid Saulowi: «Kiedy sługa twój pasał owce u swojego ojca, a przyszedł lew lub niedźwiedź i porwał owcę ze stada, wtedy biegłem za nim, uderzałem na niego i wyrywałem mu ją z paszczęki, a kiedy on na mnie napadał, chwytałem go za szczękę, biłem i uśmiercałem. Sługa twój kładł trupem lwy i niedźwiedzie … Powiedział jeszcze Dawid: «Pan, który wyrwał mnie z łap lwów i niedźwiedzi, wybawi mnie również z ręki tego Filistyna». (1Sm 17,34-37)
    Na Dawidzie spełniły się słowa Jezusa : „Dobrze, sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię.” (Mt 14,21)
    Bóg nie jest głuchy na nasze wołania, odpowiada na nie i spełnia nasze dobre pragnienia. Nauczyłem się oddawać Jemu oraz Maryi każde pragnienie, nawet te grzeszne, bym nie musiał sam sobie z nimi radzić. Z Maryją to ogólnie dziwna sprawa, bo mogę śmiało powiedzieć, że owoce, które zbieram to Jej zasługa, ale Ona jest jakby w cieniu popycha mnie bym adorował Boga i ukazała mi takiego Boga, jakiego nigdy nie znałem. Oprócz tego, że Bóg jest miłością, to jest Bogiem pokornym, wszechmoc Jego bladnie przy pokorze i uniżeniu. On Stwórca wszystkiego stał się naszym sługą i bezbronny jak dziecko błaga o naszą miłość. Przy moim grzechu pychy, to doświadczenie uczy mnie pokory. („…najbardziej zadziwiającą rzeczą nie będzie odkrycie wszechmocy Boga, ale Jego pokory.” – Moc Krzyża II to przeczytałem wczoraj, jakby na potwierdzenie moich doświadczeń w modlitwie)
    Mogę od razu powiedzieć, że nie jest tak, że jest mi super i odnoszę same sukcesy. Nauczyłem się, że być człowiekiem to znaczy popełniać błędy nawet głupie, niezrozumiałe, pomimo tego, że się modlę i proszę o Ducha Św. Nawet błędy mają w życiu cel, uczą mnie ufności w Bożą Opatrzność, w to, że gdy będzie taka Jego wola wyprowadzi z tego dobro. Planów Boga nie mamy zrozumieć tylko zaufać, niestety to czego nie rozumiemy w swoim życiu najbardziej się boimy. Nie rozumiem planów Boga, z żalem mogę powiedzieć, że odebrane mi zostało dużo szczególnie w kontaktach z niektórymi bliskimi, którzy odwrócili się ode mnie po moim nawróceniu. Na dzień dzisiejszy jestem samotny, ale przeżywałem większą samotność w sercu, gdy byłem daleko od Boga, a miałem „bliskich”. Doświadczenie bólu serca i samotności nauczyło mnie mówić szczerze Bogu „kocham” gdy tak po ludzku i wg tego świata nie miałem za co dziękować i kochać Boga. On wtedy uzdrawiał mnie i dawał mi radość i pokój. Pomimo różnych doświadczeń mam wewnętrzne przekonanie, że największe cuda w moim życiu są dopiero przede mną i będę mógł powiedzieć : „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości” (Ps 126)
    Ostatnio odkryłem zdanie, które dla mnie jest esencją powołania człowieka : „W Chrystusie bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem…” (Ef 1,4) św. Josemaria Escriva swój ruch Opus Dei oparł na wezwaniu do uświęcania wszelkich czynności w swoim życiu i mam zamiar iść tą drogą.
    Ogólnie ostatnio przestałem się martwić co do swojej pracy, czy będę miał klientów, oczywiście pracuję jak wcześniej, ale widzę, że efekty nie zależą ode mnie i ostatnio są zdecydowanie wyższe niż sobie wcześniej zakładałem. Mam nawet przynaglenie w sercu bym modlił się o współpracę z firmą, która od wielu lat odrzucała moją ofertę i już nawet przestałem o nią zabiegać. Mogę powiedzieć, że spełniają się u mnie słowa Jezusa : Zabiegajcie najpierw o królestwo i o jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. (Mt 6,33)
    Panie pójdę gdziekolwiek mnie poślesz; zrobię, cokolwiek mi polecisz; powiem cokolwiek zechcesz, i oddam wszystko to, co uważasz, że powinienem oddać.

  9. Pytałam o to, co się wydarzyło, że zmieniłeś dotychczasowe życie i poszedłeś za Panem Bogiem. Wiem, że to Boża Łaska, ale byłam ciekawa jak to się u Ciebie zaczęło.
    To, co napisałeś pokazuje, że prawdziwie zaufałeś Bogu, to bardzo trudne i często przychodzą chwile zwątpienia, niepewności itd. (mówię z własnego doświadczenia) dlatego w takich momentach szukam słów otuchy, znalazłam je w Twojej wypowiedzi – dzięki!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!