Edyta: Świadectwo miłości

Po przeczytaniu wielu Waszych świadectw postanowiłam podzielić się również i swoim. Już w części błagalnej intencja, w której się modliłam została wysłuchana. Po miesiącu jak zerwał ze mną chłopak wróciliśmy do siebie,to była nieoczkiwana przemiana z jego strony i również jego inicjatywa bez działanie z mojej strony. Jeszcze nigdy tak gorąco się nie modliłam jak podczas tej nowenny. Najświętsza Maryja nie zostawia nikogo w potrzebie, teraz to wiem. Kochani módlcie, naprawdę przeżywajcie tajemnice różańca na ile potraficie, a sami zobaczycie efekty.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

4 myśli na temat „Edyta: Świadectwo miłości

  1. Ja długo nie miałam nikogo . Juz nawet mój młody wiek przestał mnie usprawiedliwiac 🙂 zaczęłąm odmawiać nowennę pompejańską w intencji pracy ,ta intencja nie została jeszcze wysluchana ,ale Maryja zrobiła mi niespodziankę . Sprawiła ,że poznałam chłopaka o dobrym sercu . Wiem ,że to dzięki mojej mateczce . Pamietajmy o wdziecznosci Bogu i Maryii za otrzymane łaski . Za kazdym razem gdy odmawiamy rózaniec Maryja stoi przed tronem Bozym i prosi za nami . Pozdrawiam wszystkich uzytkownikow forum 🙂 Niech Bóg ma was w swojej opiece .

  2. Chcialabym powiedziec co mi sienprzydarzylo…bylam z moim ukochanym Danielkiem 3lata rozstalismy sie nagle…mowil ze cos w nim peklo ze mnie nie kocha…totalnie preez przypadek a wiadomo ze takich przypadkow nie ma natknelam sie na cudowna nowenne pompejanska zaczelam odmawiac…okropnie cierpialam z powodu tego odejscia ale wczoraj gdy tak bardzo 9lakalam nagle poczulam ogromna laske od Matuchny….spokoj. spokoj i wiare ze to wszystko da sie naprawic tylko potrzeba czasu. Nie wiem co mam o tym myslec…cxy jest szamsa…dodam ze to byla naprawde cudowna milosc ale tez taka ktora mase rzeczy wycierpiala…moj ukochany codziennie mi sie sni, powiedzcie co o tym myslicie…kazdy iomentarz jest dla mnie istotny.

    • Droga Magdo…ja też modliłam się o powrót mężczyzny ( i też Daniela 🙂 ) i też wszystko układało się dobrze aż za dobrze…było za pięknie żeby mogło trwać….człowiek dorosły,z którym przegadałam tysiące godzin, z którym śmiałam się z byle czego, który dawał mi poczucie bezpieczeństwa nagle z dnia na dzień odchodzi…i wiesz strasznie przeżyłam to rozstanie…nagle słyszysz , ze nie nadajemy na tej samej fali ….mówi, że nie ma motyli w brzuchu (i to mówi dorosły facet)…mija rok …niestety a moze stety nie mamy ze soba kontaktu…ale ja jestem spokojniejsza dzięki modlitwie…teraz inaczej patrzę na to co sprawiało mi tyle bólu…może tak miało po prostu być…zastanawiałam się często dlaczego Bóg postawił go na mojej drodze, przecież wiedział, ze szukam prawdziwej miłości , człowieka który w końcu mnie nie zrani….a tu masz ci los…czasem zastanawiam się jak mam się modlić bo może nie umiem skoro ciągle jestem sama, ze może Bóg mnie nie słyszy a może nie byłabym dobrą żoną czy matką …dziś chciałam zacząć NP po raz drugi ale zastanawiam się czy mogę w tej samej intencji o miłość….?

      • Kasiu, to ja ta sama Ala co na Twoim wątku 😉 przez co znam Twoją historię. Już na samym początku przypomniała mi moją, ale przykro było mi o tym pisać, bo to jest opowieść „z drugiej strony lustra”. Jednak coś napiszę tu, bo często powtarza się pytanie, po co, dlaczego, skoro tak to wszystko pasowało lub było idealne.tak więc przypominała nie tyle moją historię co pewnego mężczyzny, dla którego to ja byłam kiedyś taką osobą, którą być może sobie wymarzył, nie wiem. W każdym razie dla niego wszystko układało się wtedy jak w pasujących do siebie puzzlach. Młody, przystojny (obiektywnie), z pracą, lubiany, biegały za nim kobiety. Zamieszkał w nowym dla siebie miejscu i … spotkał mnie. Ponieważ szukał żony i był bardzo, bardzo wierzący to wg niego ja byłam osobą postawioną na jego drodze, bo dodatkowo spełniałam wszelkie warunki, jakie mu się podobały. Niestety on nie spełniał żadnych warunków, które mi się mogły podobać 🙁 I tu drogie babki już nie bierzcie do siebie żadnych porównań, bo Wy podchodzicie do swoich spraw z pokorą. Zastanawiam się czy od tamtego czasu (dość dawno) nie rozpoczęły się moje prawdziwe i poważne problemy z wiarą, dopiero teraz po wielu latach próbuję stać się osobą naprawdę wierzącą. Ja wtedy byłam u progu, tzn. na rozdrożu, nie powiem, żebym miała wielką wiarę, ale po spotkaniu tego „wierzącego” człowieka straciłam ją chyba zupełnie. W każdym razie m.in. z tego powodu przestałam chodzić do kościoła, choć tęsknota gdzieś tam była.
        Wiecie, on po prostu uznał, że wszystko co mu się dobrze układa (nawet to, że mnie poznał) to ma od Boga, bo jest wierzący i dobry i mu się należy. ogólnie to było straszne. Jejku, ale cyrk, ja to pierwszy raz mówię obcym osobom. :0 Powiem Wam, że on nie zwracał uwagi na to, co ja czuję, czy on mi się podoba czy nie. To wszystko nie było ważne, on dosłownie parł do ślubu, przedstawiał mnie swoim rodzicom, narzucał się. Oczywiście nie liczyły się moje sprawy zawodowe czy inne. Ponieważ jestem osobą miłą towarzysko i brałam go tylko koleżeńsko, nie umiałam powiedzieć „spadaj” i odmówić jakiegoś wspólnego wypadu do kina czy gdzieś. Rozumiem swój błąd. Myślałam, że to mu się znudzi, bo chyba było widać po mnie brak emocji i zaangażowania, ślepy by zobaczył. Znudziło mu się to, ale na tyle późno, że zdołał mnie wykończyć psychicznie. Ja czułam się tak w potrzasku, traciłam powoli poczucie własnej wartości, bo jego uwielbiali wszyscy znajomi, rodzina itp. a ja byłam w końcu ta zła, nic nie warta. Ja już chciałam się zgodzić na ślub, ale moje poczucie niechęci do niego było tak silne, że co najwyżej w trakcie ceremonii, kiedy pata: Tak, ja powiedziałabym: Nie i wyszłabym z kościoła jak w filmie. dosłownie takie miałam myśli. Na odchodnym powiedział mi wiele brzydkich słów. Cieszyłam się, że go już nie ma, ale chyba do teraz nie odzyskałam pewności siebie w kontaktach z mężczyznami. Kochane, ja dokładnie wiem, że Wy nic swoim mężczyznom nie narzucałyście, tylko wszystko się układało idealnie, a komuś się nagle odwidziało. Wiem, że Wasze sprawy są tylko pozornie podobne, ale może popatrzycie trochę łaskawiej na kogoś „z tej drugiej strony lustra”.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!