Kasia: Odzyskałam siebie i radość życia

Nowennę Pompejańską zaczęłam odmawiać rok temu i do teraz odczuwam jej  „skutki”. Modliłam się o to, aby Bóg postawił odpowiedniego człowieka na mojej drodze. W tamtym czasie nie działo się dobrze w moim życiu, zmuszałam się do wielu rzeczy, nie żyłam tak, jak chciałam. Pragnęłam jednak, żeby ktoś dał mi to wszystko, czego mi brakowało, a ponieważ to marzenie się nie spełniało, pogrążałam się w depresji. Do poprzednich mężczyzn, z którymi się spotykałam, nigdy nic nie czułam, nie wiedziałam, jak to jest – czuć do kogoś coś wyjątkowego, ale uwierzyłam temu pragnieniu w sercu, że mam się modlić o to, prosząc Maryję o wstawiennictwo. W ostatni dzień odmawiania Nowenny poznałam kogoś, przez kogo moje życie całkowicie się zmieniło. Dużo rozmawialiśmy, mieliśmy bardzo podobne charaktery. Miał w sobie wszystko, czego mi brakowało. Przy nim stałam się bardziej otwarta i lepiej poznałam siebie. W tamtym momencie nie wiedziałam, że mogę się spotykać z ludźmi, których naprawdę lubię i że gdy mam swoje towarzystwo, jestem zupełnie inną osobą. Pokazały mi się wszystkie emocjonalne potrzeby, które miałam wewnątrz, a które zagłuszałam, co czyniło mnie nieszczęśliwą. Ujawniły się moje tęsknoty, o których nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieją. Czasami jest tak, że zamiast samemu kreować rzeczywistość i pracować nad sobą, zrzucamy to na Boga. Byłam też w szoku, ponieważ po raz pierwszy poczułam coś wyjątkowego do kogoś (otworzyłam się na PRAWDĘ o samej sobie). Potem nasze drogi się rozeszły. Po tych wydarzeniach poszłam na terapię, po której moja depresja powoli zaczęła znikać. Gdyby nie te sytuacje, nigdy bym się nie zdecydowała na terapię i nigdy nie poznałabym, kim jestem i jaka jestem naprawdę, bo zawsze zwykłam udawać kogoś innego. Zrozumiałam, że nie muszę nic robić na siłę, że życie to nie tylko ciągły stres i walka o to, aby coś osiągnąć. Zrozumiałam, że mogę być szczęśliwa, że moja droga, mimo że jest inna od tych, jakie widzę wokół, nie jest złą drogą i że wszystko ze mną w porządku. Maryja dała mi otwarcie na pełne relacje z drugim człowiekiem, na relację z samą sobą i odkrycie tego, za czym zawsze tęskniłam – za życiem w prawdzie w relacjach, dobroci, pokoju. Do tego trochę szaleństwa, realizowanie swoich marzeń i przede wszystkim – przestałam gonić za czymś, co nie istnieje. Najpiękniejsze, co mogłam dostać, to spełnienie moich najgłębszych tęsknot i poznanie, czym one w ogóle są. Kiedyś żyłam, nie wiedząc, po co mi to życie, jeśli mnie nie fascynuje i nie ma w nim nic, co miałoby dla mnie wartość. Nowenna mi otworzyła oczy na miłość, piękno, pokazała, co jest dla mnie ważne. Nie zawsze to, co dla mnie ważne, musi być ważne dla innych. Jestem Maryi ogromnie wdzięczna. Zachęcam do odmawiania Nowenny. Jak już dużo osób mówiło – czasem nie daje tego, o co prosimy, daje o wiele więcej.

  • Wow, piękne świadectwo dużo szczęścia życzę i serdecznie pozdrawiam. Z Panem Bogiem

  • Bardzo wartościowe świadectwo. Powiedziałabym, że wręcz podstawowe. Podstawowe, bo człowiek najpierw musi poznać samego siebie i prawdę i samym sobie. Jeśli pochodzi się z domu dysfunkcyjnego, nie jest to takie oczywiste i może to być tym bardziej trudne. Ale widać Mama nie zostawia swoich dzieci i prowadzi tak jak jak jest to konieczne. A słowa „Zrozumiałam, że mogę być szczęśliwa, że moja droga, mimo że jest inna od tych, jakie widzę wokół, nie jest złą drogą i że wszystko ze mną w porządku.” to tak jakbym o sobie czytała. Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę Ci wielu łask i Błogosławieństwa Bożego dla Ciebie.

    • Miło czytać takie świadectwa. Ja nie mam tego szczęścia. Zawsze byłam osobą, która wierzyła. Z czasem moje życie stawało się dla mnie coraz większym horrorem. 4,5 roku temu zostawił mnie chłopak, z którym wreszcie pierwszy raz w życiu coś poczułam. Wpadłam wtedy na Nowennę i tak od tej pory modlę się nowenna. Wymyśliłam mojego obecnego chłopaka. Ale gdy już kilka razy modliłam się o oświadczyny, to nie zostałam wysłuchała. Już za chwilę będzie 4 lata odkąd pierwszy raz poszliśmy na randkę, a on ani razu nie wspomniał o wspólnym życiu. Jestem już słusznego wieku i w sumie ostatni dzwonek na dzieci. Jednak z nim nie ma żadnej rozmowy. W pracy też problemy, szef zwiększył mi zakres czynności, wszystkim daje podwyżki, tylko nie mi. Jak żyć? Codziennie płacze od około roku czasu. Naprawdę byłabym szczęśliwa, gdybym dowiedziała się, że został mi tylko miesiąc życia. Bo nie widzę dalszego sensu tego zmęczenia się. Modlitwa nie pomaga.

      • Marż, przestań głupoty opowiadać, żyjesz tu w jakimś celu, może, aby kogoś uratować, że szef nie daję podwyżki to może poszukaj innej pracy, wyjdź do ludzi, postaw się w sytuacji osób, którym został tylko miesiąc, tydzień życia, idź do hospicjum, wtedy zmienisz zdanie, gwarantuje Ci to
        Cmentarze pełne, może idź i pomóż komuś przeżyć te ostatnie dni życia tu i dopiero zobaczysz, jak duże masz szczescie
        Zrób coś dla kogoś

        • Gosia, nie opowiadaj głupot komuś kto sam potrzebuje pomocy. Kobieta, która sama potrzebuje pomocy, nie powinna pomagać innym, tylko zająć się sobą. Najlepiej Marz idź do psychologa, na terapię. On może pomoże rozwiązać Ci problem dlaczego związałaś się akurat z takim mężczyzną, który nie chce się ożenić. Dlaczego wcześniej nie zauważyłaś tego problemu? Chyba już dawno temu powinnaś była się dowiedzieć czy chce się z tobą ożenić i kiedy? Najlepiej spytaj go wtedy gdy będzie wyznawał ci miłość po raz kolejny. Powiedz” Jeśli tak mnie kochasz to kiedy będzie nasz ślub”:) A może zacznij się lekko dystansować do tego związku. Znajdź sobie jakieś dodatkowe zajęcia: jakiś sport, kurs. Miejsce gdzie można poznawać nowych ludzi. Jak poczujesz się lepiej to może przestaniesz tak kurczowo trzymać się jednej osoby.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!