Marek: Uzdrowienie po pęknięciu tętniaka na mózgu

31 marca 2018 r – Wielka Sobota, o godzinie 6:30 rano budzi mnie krzyk, jęk podobny do wycia psa. Wybiegam z sypialni i znajduję swoją żonę Teresę 43 lata nieprzytomną leżącą na podłodze , która przeraźliwie krzyczy, nie reaguje na moje słowa ani żadne inne bodźce.
Najpierw wzywam karetkę następnie powiadamiam mieszkających w sąsiedztwie moją mamę i siostrę z rodziną. Po chwili zjawia się szwagier i modlimy się wspólnie najpierw koronką do Miłosierdzia Bożego a potem różańcem , aż do przybycia karetki.
Po przewiezieniu do szpitala i wykonaniu badań diagnostycznych okazało się że mojej Tereni pękł tętniak i spowodował bardzo rozległy wylew krwi do mózgu. Lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie wykonali zabieg polegający na zamknięciu pękniętego naczynia i zatamowaniu krwawienia.
W tym czasie ja i moi bliscy, których powiadomiłem pokładamy nadzieję w modlitwie i zawierzeniu Matce Bożej i już tego samego dnia jest sprawowana Msza św. w parafialnym kościele, organizujemy akcję nieustającego różańca, w którą włącza się wielu ludzi i trwa przez 3 doby.
Następnego dnia – czyli Niedziela Wielkanocna gdy po raz pierwszy rozmawiałem z lekarzem o stanie zdrowia mojej żony – dowiedziałem się, że szanse na wyzdrowienie są bardzo znikome, niemal żadne, że już sam fakt że przeżyła jest cudem. Usłyszałem, że Terenia już nigdy nie wróci do pełnego zdrowia, że może się nie wybudzić ze śpiączki a jeśli się wybudzi – może nie chodzić, może nie mówić, może nic nie pamiętać ze swojej przeszłości, że będzie musiała od nowa uczyć się chodzić, czytać, pisać , może nawet nie poznawać ludzi, nawet tych z najbliższej rodziny itp. No i wciąż istniało zagrożenie życia. Miała silny obrzęk mózgu i pozostawała w śpiączce, oddychał za nią respirator i karmiona była sondą i kroplówkami. Lekarz sugerował nawet , że powinienem poszukać jakiegoś hospicjum lub innej formy opieki, gdyż sami sobie nie poradzimy bo będzie wymagała całodobowej opieki. Rysowała się przede mną przyszłość życia z osobą o wysokim stopniu niepełnosprawności intelektualnej i ruchowej. Zadawałem sobie pytanie jak dalej żyć, jak sobie bez niej poradzę, jak sobie będę radził z opieką, czy podołam, czy ja to podźwignę. Myślałem o naszym synu, który za trzy miesiące miał kończyć 18 lat, że w tym czasie Jej już może nie być….. Wracając ze szpitala zajechałem do kościoła i modliłem się w kaplicy wieczystej adoracji przy wystawionym Panu Jezusie. Czułem się bezradny i wiedziałem, że sam nic nie mogę zrobić,…… Ale ja i moi najbliżsi nie traciliśmy nadziei, pomyślałem o obietnicach jakie Matka Boża dała tym którzy poddają się jej opiece a zwłaszcza , że moja żona była odziana szkaplerzem Matki Bożej z Góry Karmel już od ponad 10 lat. Następnego dnia czyli w poniedziałek wielkanocny znów pojechałem do szpitala , rozmawiałem z innym lekarzem, który powiedział że na tym etapie nic więcej zrobić nie mogą, że to co mogli to już zrobili a teraz organizm musi sobie sam z tym radzić. Po powrocie do domu siedziałem w sypialni na łóżku, płakałem i patrzyłem na rzeczy żony , które leżały na nocnej szafce – różaniec który odmawiała codziennie i książeczkę do Nowenny Pompejańskiej i wtedy pomyślałem że z Maryją mogę wszystko i jeśli tylko będzie to zgodne z wolą Bożą to moja Terenia wróci do mnie cała i zdrowa…. I to był pierwszy dzień nowenny. Nie modliłem się o to by przeżyła albo żeby jakoś z tego wyszła…. modliłem się o całkowite wyzdrowienie, przez Maryję do Jezusa…. mówiłem : przywracałeś wzrok niewidomym od urodzenia, uzdrawiałeś paralityków i epileptyków, oczyszczałeś z trądu, wskrzeszałeś umarłych więc czymże jest dla Ciebie uzdrowić z takiej choroby, wystarczy jedno Twoje słowo…… Moi bliscy pytali czy nie wymagam zbyt dużo od Pana Boga, na co odpowiedziałem że Pan Bóg może wszystko i jest to wyrazem mojego zaufania i wiary w to, że mnie wysłucha. Modlitwę Nowenny Pompejańskiej podjęła też siostra mojej żony i jeszcze jedna bliska nam osoba. Ponadto modliliśmy się też nowenną do św. Tereski od Dzieciątka Jezus, która jest patronką mojej żony jak również naszej parafii w Porządziu, sprawowane były msze św. w naszym kościele i wielu innych miejscach w Polsce i za granicą, modliły się grupy modlitewne. Aby poszerzyć grono osób modlących się w Jej intencji opisałem całą historię na Facebooku prosząc wszystkich o modlitwę i przekazywanie tej informacji dalej. Jedna z tych osób przyjechała nawet do szpitala i przywiozła płócienko od Matki Bożej z Gietrzwałdu. Gdy odwiedzałem moją Terenię kładłem na Nią to płócienko zwilżałem jej usta wodą z Gietrzwałdu, innym razem winkiem z Gidla, innym razem wodą egzorcyzmowaną z Porządzia, innym razem kładłem płócienko Matki Bożej z Medjugorie, które dostałem od innej bliskiej osoby . Poprosiłem również naszego księdza proboszcza ks. Stefana Ceberka aby pojechał ze mną do Niej do szpitala, udzielił jej sakramentu chorych, odmówił specjalne modlitwy o uzdrowienie, pobłogosławił Ją relikwiami św. Tereski z Lisieux, które są w naszym Sanktuarium św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Porządziu. Przez długi czas stan zdrowia mojej żony nie poprawiał się…… Ale przyszedł przełom dwa dni po wizycie księdza w szpitalu …. Odłączono Ją od respiratora, zaczęła samodzielnie oddychać oraz przyjmować posiłki…. z każdym dniem nabierała sił i czuła się coraz lepiej. Nie mówiła jeszcze ale poznawała rodzinę … Zanim zakończyłem część błagalną 24.04.2018 r zaczęła stawiać pierwsze kroki. Po kilkunastu dniach zaczęła mówić, chociaż nie zawsze logicznie ale było coraz lepiej, z dnia na dzień jej stan zdrowia znacząco się poprawiał. 13.05.2018 r ( dzień Matki Bożej Fatimskiej) w niedzielę po raz pierwszy od czasu gdy zachorowała uczestniczyła we mszy św. w szpitalnej kaplicy. Trzeba jeszcze dodać, że po pierwszym zabiegu lekarz prowadzący powiedział mi, że jeśli żona przeżyje i poczuje się lepiej, trzeba będzie wykonać jeszcze jeden zabieg aby zabezpieczyć Ją przed kolejnym wylewem, który jej groził, gdyż tętniak który jej pękł składał się z dwóch części. Jedna z nich pękła a druga wciąż stanowiła zagrożenie dla Jej życia. Jednak badanie, które wykonano w celu zaplanowania tego zabiegu wykazało, że już nic nie trzeba robić, bo to co lekarze chcieli robić chirurgicznie dokonało się „SAMO” Przepływająca krew udrożniła żyłę, a zakrzep który miał blokować przepływ krwi unaczynił się tworząc ściankę żylną. W 47 dniu nowenny moja żona została wypisana ze szpitala i wróciła do domu cała i zdrowa. Nie potrzebne było żadne sanatorium ani rehabilitacja. Pan Jezus jest najlepszym lekarzem i nie trzeba po Nim poprawiać. 31.05 czyli niespełna dwa tygodnie później uczestniczyliśmy w procesji Bożego Ciała i Terenia świetnie sobie radziła.
Dzisiaj dziękujemy Matce Bożej, za ocalenie życia i za powrót do zdrowia. Moja żona jest w domu i wykonuje prawie wszystkie czynności które wykonywała przed chorobą, zachowała większość swoich umiejętności . Czyta , pisze, liczy, prowadzi samochód, prowadzi księgowość w małej firmie którą wspólnie prowadzimy, pamięta swoją przeszłość, jest całkowicie samodzielna…. Lekarze zgodnie twierdzą , że jest to wyjątkowy przypadek nie wytłumaczalny medycznie , i że wspaniale w bardzo krótkim – wręcz ekspresowym tempie z tego wyszła, gdyż większość ludzi po tak rozległym wylewie umiera zanim przybędzie pomoc a ci, którzy przeżyją są „roślinkami”, które wegetują lub dochodzą do takiego stanu po latach rehabilitacji.
Co więcej jest lepszym człowiekiem, stała się bardzo wrażliwa na nieszczęścia innych, modli się codziennie w intencjach innych potrzebujących, bardzo poprawiły się jej relacje z moją mamą i traktuje ją jak własną matkę, przewartościowała swój świat.
Również nasze małżeństwo uległo diametralnej zmianie. Kiedyś bardzo często się kłóciliśmy z byle powodu, obwinialiśmy na wzajem. Teraz zwracamy się do siebie z szacunkiem, okazujemy sobie miłość i codziennie nawzajem ją wyznajemy.
Dzisiaj dziękujemy Matce Bożej za ocalenie życia mojej żony oraz jej powrót do zdrowia. Była na granicy życia i śmierci a dzięki Niej powróciła, co więcej została pozbawiona wielu wad a przy „okazji” poprawiły się nasze relacje małżeńskie. Pan Jezus działa różnymi metodami i nie wiem jaki miał plan wobec nas i jak się potoczy dalej nasze życie ale wiem, że wytrwałą modlitwą można osiągnąć to co wydaje się być poza zasięgiem ludzkich możliwości, a Matka Boża nie pozostawia swoich czcicieli bez opieki.

Zapraszamy Cię do wspólnego różańca!

Codziennie o 20.30 modlimy się na żywo w naszych intencjach w internetowym Radiu Różaniec.

Radia można słuchać np. w Windows Media Player lub iTunes lub w innym odtwarzaczu – zobacz tu: Jak słuchać? Albo po prostu otwórz w okienku! Do usłyszenia!

15
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
15 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
16 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
15 Autorzy
autorKaE.K.AnnaJolaMalena Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
MagdalenaK.
Gość
MagdalenaK.

Przepiekne swiadectwo wielkiej wiary. Wiara dziala cuda i pieknie wyrazasz sie o swojej zonie. Jestes dobrym mezem. Chwala Panu.

Mariusz
Gość
Mariusz

Chwała Panu Bogu i Matce Bożej, niech Pan Bóg błogosławi rodzinie i Najswietsza Panienka ma was w swojej opiece. Amen

Maria
Gość
Maria

Piękne świadectwo. Dziękuję.

Marzena
Gość
Marzena

Piękne świadectwo potwierdzające, iż wiara działa cuda a Bóg i Matenka nas nie opuszczają.
Chwała Bogu i Matce Najświetszej, że Was tak dobrze poprowadzili.

Julia
Gość
Julia

Bóg jest wielki 🙂

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Marku jesteś wspaniałym mężem!Tylko pogratulować determinacji i wytrwałości w modlitwie.Życzę twojej Teresce dużo zdrowia i wszelkiego błogosławieństwa Bożego a tobie abyś zawsze był taki dobry dla swojej żony. Chwała Panu i Matce Najświętszej!

Joanna
Gość
Joanna

Bogu Niech będą dzięki za cud,który się wydarzył niech Matka Najświętsza ma Was w swojej opiece.

Ewa
Gość
Ewa

Niesamowite. Takie świadectwa dodają wiary, nie tylko w moc modlitwy Ale i zasięg jej działania. Życzę Wam cudownej wspólnej przyszłości z Maryja

Bożena
Gość
Bożena

Cudne to Twoje świadectwo,bardzo szybka interwencja naszej Mateńki .Ja już prawie 3 lata odmawiam Nowennę Pompejańska jedną za drugą bez dnia przerwy w intencji uzdrowienia mojego męża i tak jak Ty Wierzę i również błagam o uzdrowienie nie poprawę bo wiem że Bóg może wszystko.Chwsla Tobie Panie chwała Maryi naszej ukochanej Mateńki.

Sal
Gość
Sal

Wielka jest Twoja wiara 🙂
I wedle niej Ci się stało.
Szczęść Boże waszemu malzenstwu.

Malena
Gość
Malena

Twoje świadectwo jest jednym z tych,ktore przywracaja wiare w cuda.Chwla Panu!

Jola
Gość
Jola

Przepiękne świadectwo 🙂 Chwała Panu Bogu w Trójcy jedynemu i Matce Bożej !!!

Anna
Gość
Anna

Piękne świadectwo. Ja też modlę się gorąco nowenną pompejańską o uzdrowienie mojej bratowej Jadwigi , która walczy z rakiem. Ufam ,że Matka Boża wyprosi u Jezusa tę łaskę dla niej. Wierzę że Jezuf sprawi że Jadzia wróci do zdrowia. Jezu ufam Tobie.

E.K.
Gość
E.K.

Piękne świadectwo.Bogu niech będą dzięki !!!!

autorKa
Gość
autorKa

Przepiękne świadectwo. Najbardziej wzruszyła mnie wiara i wsparcie rodziny i znajomych. U mnie mimo, iż rodzina niby wierząca, nie byłoby to możliwe… 🙁

Rozdajemy

 pompejańską!

obrazki z nowenną