Praca „różańcowa”

Kochani: nie wyrabiamy… 🙁 Szukamy osoby do pracy w naszej redakcji w Poznaniu do pomocy przy pakowaniu, wysyłce i innych zajęciach, których w naszej redakcji nie brakuje, więc jest możliwość wykazania się na wielu „frontach” i rozszerzenia zakresu obowiązków. Znajomość różańca i nowenny pompejańskiej BARDZO mile widziana  W każdym razie musi być to osoba utwierdzona w wierze, katolik. Preferujemy chłopaka, może student zaoczny? Konieczne prawo jazdy kat. B. – dojazd na pocztę, rzadko jakiś inny wyjazd. Jeśli ktoś szuka pracy w naszej skromnej ale sympatycznej redakcji, proszę o wiadomość z cv.

16 myśli na temat „Praca „różańcowa”

    • Niby racja, ale… Jeśli zadzwoni nasza czytelniczka i pozdrowi „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” to co odpowie? 🙂 A jeśli zapyta, jak modlić się nowenną, to czy z serca i przekonaniem będzie mógł jej cokolwiek poradzić? Nie dyskryminujemy za brak wiary, po prostu potrzebujemy człowieka wierzącego. Taka „branża”, taka „specjalizacja”. Czy zatrudnilibyśmy pilota do kopania rowów albo niewykwalifikowanego robotnika do pilotowania samolotu?

  1. Jeśli osoba jest inteligentna to będzie wiedział/a i rozumiał/a czego może się spodziewać, że pracuje w katolickiej firmie, a NP może się nauczyć. Od tego są rozmowy kwalifikacyjne by sprawdzić delikwenta 🙂 Jak tego nie łapie niech idzie kopać rowy jeśli i to by nie było zbyt skomplikowane dla niego/niej.

    • Moja droga 🙂 Nie mam nic przeciw ateistom czy kopaczom rowów. nie zrozum mnie źle – przez pewien czas pracowałem fizycznie, ubabrany w gnoju po czubek głowy i jakoś nie narzekam. Z miłą chęcią zatrudniłbym niewierzącego, żeby mógł pobyć trochę w towarzystwie (osobistym, telefonicznym i wirtualnym) wspaniałych osób różańcowych, których tylu poznałem w ostatnich latach, bo z pewnością byłoby to dla dobra jego duszy. Jednak widząc ogrom prac ewangelizacyjnych, jakie mogą do tego dojść, jestem pewny, że osoba, która nie modli się na różańcu, im nie podoła. Wiary nie da się nauczyć, trzeba ją przeżywać.

      • Dodatkowo jako osoba niewierząca, nie dość że pewnych rzeczy mogłaby nie rozumieć, to jeszcze mogłaby traktować je wręcz pogardliwie. Przykład pierwszy z brzegu, jakie jest nastawienie do słuchaczy Radia Maryja czy telewidzów Telewizji Trwam.

        • A wiesz, przypomniał mi się pozytywny przykład 🙂 Pewna starsza pani zatrudniła młodą dziewczynę z rodziny do pomocy, taką, na której wielu już stawiało krzyżyk (że rozpuszczona, niewierząca, wyśmiewająca się z RM itd.). Po paru miesiącach zmiana: sama Radio Maryja nastawia, godzinki rano podśpiewuje, w południe różaniec odmówi, o ostatniej katechezie dyskutuje… 🙂 Z kim poprzestajesz… :)))

          • No i właśnie mi o to chodziło, że przez taką pracę może się zmienić. Ale Baśka już musi węszyć podstęp, nieszczere intencje ah te baby

  2. Jak zwykle Nic nie wiem dodała swoje 3 grosze, nie byłaby sobą gdyby tego nie zrobiła. Codziennie czyta forum i ,,rzuca kij w mrowisko” żeby rozpętać burzliwą dyskusję. Najlepiej ignorować.

    • Znajomość różańca „mile widziana” ale nieobowiązkowa 😉
      Dodam, że aby złożyć ofertę pracy dla katolika w Urzędzie Pracy, trzeba wskazać na liście wymagań „wykształcenie teologiczne” – żeby nie dyskryminować „wierzących inaczej”
      😉

  3. To jeszcze ja wtrące swoje trzy grosze 🙂 już i tak wystarczy, że w dzisiejszych czasach katolikowi trudno znaleźć pracę, która nie będzie wymagać od niego „tolerancji” dla tych, których tolerować nie może. Mi ten pomysł podoba się, nie jeden z nas marzy o takiej pracy, w której jest wśród swoich i nie jest dyskryminowany z powodu swojej wiary, a wręcz przeciwnie 🙂 Nic nie wiem – może zajmij się tymi firmami, które zwalniają pracowników za noszenie medalika na szyi, albo za prośbę o wolny dzień w dniu święta kościelnego. Tam z kolei będziesz za katolikami? Kasia ma rację – pracodawca ma prawo stawiać takie warunki, jakie chce i tyle. Negowanie ich jest niepotrzebne, a nawet nietaktowne. Pozdrawiam!

  4. ja szukam pracy ale jestem kobietą więc nie spełniam oczekiwań.Prawa jazdy też nie mam chociaż uczęszczałam na kurs,brałam dodatkowe jazdy doszkalające i nic.Przystępowałam do egzaminu 14 razy.Dużo się modliłam i prosiłam żebym w końcu zdała ten egzamin.Wiele Mnie to kosztowało stresu,płaczu,nerwów,że nie wspomnę o pieniążkach.Niestety z powodu ich braku musiałam wszystko przerwać:(

A Ty co o tym myślisz? Napisz!