Justyna: Matka, która zawsze na nas czeka

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

3 maja zakończyłam odmawianie Nowenny w intencji powrotu do ukochanej osoby. W tym czasie otrzymałam od Mateńki wiele Łask, którymi pragnę się podzielić. Czas modlitwy wiele mnie nauczył.

Na początku roku Mężczyzna, z którym trzy lata byłam razem podjął Nowennę Pompejańska w intencji naszego umocnienia. Początkowo odmawiałam ją z nim, ale nie wytrwałam, porzuciłam modlitwę zaledwie po dwóch tygodniach. W tym czasie przeżywałam kryzys wiary, zaczęłam pracę, która była wątpliwie moralna. Pod koniec lutego podjęliśmy zgodą i słuszną wtedy decyzję o rozstaniu. Związku nie budowaliśmy w Wolności i w Prawdzie, tylko w oparciu o egoizm, nie w oparciu o trwały Fundament – Boga, którego tak bardzo brakowało wtedy w moim życiu. Po rozstaniu wzięłam udział we mszy świętej o uzdrowienia, rzuciłam pracę, pojechałam na dni skupienia. Pan Bóg pozwolił mi się nawrócić. Po powrocie z dni skupienia spotkaliśmy się, a spotkaniu towarzyszyła radość. Wtedy podjęłam decyzję o rozpoczęciu Nowenny Pompejańskiej w intencji tego, żebyśmy byli razem. W okresie Nowenny Matka Boża przywróciła mi uśmiech, kobiecość, obdarowała delikatnością, jakiej wcześniej nie miałam. Czułam się prowadzona jak za rękę, napotykałam odpowiednie Słowo. Prawie codziennie brałam udział we na mszy świętej, otrzymałam łaskę prawdziwego głodu Eucharystii i częstego sakramentu pokuty i pojednania. Zrozumiałam także, co stało się w naszej relacji, jakie popełniałam błędy. Odmawianiu Nowenny towarzyszyło bardzo wiele trudności, myśli, które miały skłonić do jej porzucenia. Duże wsparcie w najtrudniejszych chwilach otrzymałam od Mężczyzny, z którym byłam. Tłumaczył, że trzeba się skupiać na słowach modlitwy, ignorować myśli. To bardzo pomogło. W czasie Nowenny wiele próbowałam zadziałać na własną rękę, rozmawiać czy przekonywać. Za każdym razem, kiedy podejmowałam tego typu próby, nic one nie przynosiły albo gorzej, raniły tylko tego Mężczyznę i mnie samą. Kiedy wszystko powierzałam Panu Bogu, miały miejsce spotkania, spacery, które dawały nam obojgu pokój serca i przynosiły radość. Nie umiałam jednak czekać, zawierzyć się do końca, upadłam i bardzo poraniłam ukochanego Mężczyznę, zarzucając mu rzeczy fałszywe, uderzając w jego godność. Uwierzyłam wtedy przez moment, że jestem już tak blisko Pana Boga, że jestem poza działaniem złego, ale to wtedy jest ono najbardziej niebezpieczne. I tak upadłam pokazując temu, którego kocham, że w moim życiu żadne zmiany się nie dokonały… Pan Bóg może wiele zdziałać, ale wiem dziś, że to ja sama muszę się jeszcze bardzo zmienić, wiele nad sobą pracować. Nie wróciliśmy do siebie, ale czas Nowenny był okresem, który tchnął we mnie wiele radości, wiary, nadziei, potrzeby modlitwy. Nauczył przede wszystkim, żeby szanować wolną wolę drugiego człowieka i to, że każdy z nas jest osobą, czyli osobno wierzy i osobno podejmuje decyzje. Mateńka była bardzo hojna. Nauczyłam się przyjmować Prawdę, że Pan Bóg we wszystkim działa i wie lepiej. Dziś rozpoczynam kolejną Nowennę w intencji, żebym umiała ufać Bogu, żeby to On prowadził mnie przez życie, a nie własne emocje. Królowo Różańca Świętego módl się za nami! Nowenna jest wspaniałą, choć trudną modlitwą, ale Mateńka zawsze obdarza nas ogromem Łask.

2 myśli na temat „Justyna: Matka, która zawsze na nas czeka

  1. Bardzo dojrzałe świadectwo. Czytając to Justyno miałam wrażenie, że to moja historia. I mnie potrzeba zbliżenia się do Boga. Dzisiaj przeczytałam w Liście św. Jakuba: „Przybliż się do Boga, to i On przybliży się do ciebie”- proste, ale jakie wymowne. I ja bazuję na emocjach, uczuciach, przeczuciach, analizach. Nie wiem, jak budować związek, wracam do przeszłości. Może właśnie Twoje świadectwo pokazało mi, że pora powrócić do Boga, do spotykania Go w Eucharystii…

  2. i ja podejmę próbę… wydaje mi się że w takim stanie bazowania na emecjach i powrotach do przeszłości tkwie od zawsze

A Ty co o tym myślisz? Napisz!