Anonim: Jak długo jeszcze będziesz traktował mnie jak zero?

„Wiara naprawdę czyni cuda.. ” Co to za Bóg, który do tego aby móc działać potrzebuje mojej wiary? Czy nie wystarczy sam akt skierowania się do Niego? Przecież już to jest wyrazem jakiejs wiary. ALe nie ! On potrzebuje heroicznej wiary, na granicy obłędu,

Do czego Mu to potrzebne? Czy w ten sposób powiększa swoje bóstwo? Po co mi taki Bog? Psychologia mówi mi to samo: „wierz ze otrzymasz! Wtedy twoje działanie jest lepsze i dzięki temu otrzymasz.” A czy człowiek do Boga nie zwraca się właśnie wtedy gdy już nigdzie nie widzi nadziei na poprawę losu? Co to za Bog, który mówi mi, ze trzeba milować nieprzyjaciół bo swoich przyjaciól to również poganie kochają, więc czym się od nich odróżnię jełsi tylko moich przyjaciól będę kochać, a sam obiecuje gruszki na wierzbie, a potem niedotrzymuje? Potem tłumaczy, że taka wola Boża była…

Prawda jest taka, ze Bog o swoich nie dba. Lepiej wychodza ci, którzy w układaniu życia mieli Go i Jeggo przykazania gdzieś.

Chwała Panu! Czekam Boże aż wysłuchasz moich próśb. Pytam jak długo jeszcze? Jak długo jeszcze i Ty będziesz traktował mnie jak zero, któremu się nic nie należy?

11 myśli na temat „Anonim: Jak długo jeszcze będziesz traktował mnie jak zero?

  1. Czasem ja też kłócę się z Bogiem i zastanawiam się dlaczego nie spełnia moich prośb.Jednak wiem że Bóg często musi nas po prostu złamać, powalić na kolana,totalnie pogrążyć by potem móc zbudować wszystko od podstaw,od zera.Wiem że to trudne pojąć,sama walczę z podobnymi myślami jak TY.Ale wtedy modlę się o siłę,pokorę,cierpliwość,i Bóg to zsyła w niesamowity sposób.Pomodlę się za Ciebi!.Trwaj!

  2. Gdyby Pan Bóg się uginał przed każdym ludzkim szantażem – jak wyglądałby ten świat ?Dokąd zabrnąłby człowiek ? Na szczęście ostatnie słowo należy do Pana. On decyduje, On jest Panem, Władcą i ….. Przyjacielem człowieka. Anonimie! Pokory i wiary ! Życzę Ci tego ja, która jeszcze rok temu myślała podobnie gorzko jak Ty. Pozdrawiam!

  3. Bóg „ojcowski i opiekuńczy”

    Bóg objawił się jako prawdziwy Ojciec, jako Istota opiekuńcza, kochająca i troszcząca się o wszystkie swoje stworzenia, zwłaszcza o człowieka. Boża Opatrzność ogarnia wszystkie swoje stworzenia.

    1. Co nazywamy Bożą Opatrznością? Mt 6,26-34

    „Nasz Bóg jest w niebie; czyni wszystko, co zechce” (Ps 115, 3). Bóg objawił się nam jako dobry Ojciec-Stwórca, który nie zapomina o swoich stworzeniach, zwłaszcza o człowieku. On karmi ptaki, przyodziewa lilie na polu (por. Mt 6,26-34), szczególną zaś miłość okazuje człowiekowi. O tej miłości świadczą wszystkie wydarzenia z historii zbawienia, zwłaszcza wcielenie się Syna Bożego oraz Jego śmierć krzyżowa.

    Również przez swoją Opatrzność Bóg okazuje miłość stworzeniom. „Opatrzność Boża oznacza zrządzenia, przez które Bóg z miłością i mądrością prowadzi wszystkie stworzenia do ich ostatecznego celu.” (KKK 321). Swoją wszechmocą i mądrością Bóg prowadzi stworzenia do doskonałości, której nie otrzymały one w pełni w momencie stworzenia (por. KKK 302). Stworzenie nie wyszło bowiem „całkowicie wykończone z rąk Stwórcy. Jest ono stworzone „w drodze” (in statu viae) do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył.” (KKK 302)

    Bóg zachowuje więc swoje stworzenia i rządzi nimi. „Wszystko zaś, co Bóg stworzył, zachowuje swoją Opatrznością i wszystkim rządzi, „sięgając potężnie od krańca do krańca i władając wszystkim z dobrocią” (Mdr 8,1), bo „wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami” (Hbr 4,13), nawet to, co ma stać się w przyszłości z wolnego działania stworzeń” (Sobór Watykański I: DS 3003; KKK 302)

    Włączenie stworzeń w plan Bożej Opatrzności

    2. Dlaczego wszechmocny Bóg posługuje się stworzeniami dla osiągnięcia swoich celów? Rdz 1, 26-28; 1 Kor 3, 9; Kol 1, 24; 4, 11; 1 Tes 3, 2

    Chociaż Bóg jest wszechwiedzący i wszechmocny, powierza swoim stworzeniom wypełnianie różnych funkcji, które sam mógłby spełnić. Nie wynika to ze słabości Boga, lecz z pragnienia uszczęśliwiania swoich stworzeń przez możliwość samodzielnego i twórczego działania. „Bóg daje ludziom możliwość dobrowolnego uczestniczenia w swojej Opatrzności, powierzając im odpowiedzialność za czynienie sobie ziemi „poddaną”, i za panowanie nad nią (Por. Rdz 1, 26-28). Bóg pozwala więc ludziom być rozumnymi i wolnymi przyczynami w celu dopełniania dzieła stworzenia, w doskonałej harmonii dla dobra własnego i dobra innych. Ludzie, często nieświadomi współpracownicy woli Bożej, mogą wejść w sposób dobrowolny w Boży zamysł przez swoje działania, przez swoje modlitwy, a także przez swoje cierpienia (Por. Kol 1, 24). Stają się więc w pełni „pomocnikami Boga” (1 Kor 3, 9; 1 Tes 3, 2) i Jego Królestwa (Por. Kol 4, 11.. KKK 307) (zob. Współdziałanie człowieka z Bogiem opiekującym się światem)

    Cierpienie i zło a Boża Opatrzność

    3. Jak pogodzić istnienie zła z Bożą Opatrznością, miłością i mądrością?

    Istnienie zła – chociaż w przeważającej mierze jego twórcą jest człowiek – wydaje się pozornie przeczyć Bożej dobroci opiece i Opatrzności. Może zrodzić się pytanie: „Dlaczego jednak Bóg nie stworzył świata tak doskonałego, by żadne zło nie mogło w nim istnieć?” (Por. KKK 310)

    Katechizm w następujący sposób odpowiada na ten problem: „W swojej nieskończonej mocy Bóg zawsze mógłby stworzyć coś lepszego (Por. św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, I, 25, 6). W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny stworzyć świat „w drodze” do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych; dopuszcza obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe; obok budowania natury, również zniszczenia. Obok dobra fizycznego istnieje zatem także zło fizyczne tak długo, jak długo stworzenie nie osiągnie swojej doskonałości” (Por. św. Tomasz z Akwinu, Summa contra gentiles, III, 71.. KKK 310)

    Bóg nie dopuścił ani nie dopuści nigdy do pojawienia się takiego zła, z którego nie mógłby i rzeczywiście nie wyprowadzałby większego dobra. Na tę prawdę zwraca uwagę św. Augustyn, pouczając: Bóg wszechmogący… ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła” (Św. Augustyn, Enchiridion de fide, spe et caritate, 11, 3; KKK 311).

    Historia sprzedania Józefa do niewoli przez jego braci stanowi jeden z przykładów wyprowadzania przez Bożą Opatrzność dobra nawet ze złych czynów. Ten bowiem zdradzony i sprzedany przez braci Józef znalazł się w Egipcie i uchronił ich od głodu. „Nie wyście mnie tu posłali – mówi Józef do swoich braci – lecz Bóg… Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić… że przeżył naród wielki” (Rdz 45, 8; 50, 20; KKK 312)

    Innym potwornym złem było zabójstwo Syna Bożego. To zło sprowadziło jednak na ludzkość zbawienie. „Z największego zła moralnego, jakie kiedykolwiek mogło być popełnione, z odrzucenia i zabicia Syna Bożego, spowodowanego przez grzechy wszystkich ludzi, Bóg, w nadmiarze swojej łaski (Por. Rz 5, 20), wyprowadził największe dobro: uwielbienie Chrystusa i nasze Odkupienie. Zło nie staje się jednak mimo to dobrem.” (KKK 312)

    Wszystko, co Bóg dopuszcza, służy dobru człowieka. Poucza o tym św. Paweł słowami: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).” Tę samą prawdę wyraża św. Katarzyna ze Sieny: „Wszystko pochodzi z miłości, wszystko jest skierowane ku zbawieniu człowieka, Bóg czyni wszystko tylko w tym celu” (Św. Katarzyna ze Sieny, Dialogi, IV, 138: KKK 313). Również św. Tomasz More przed swoją męczeńską śmiercią pociesza córkę: „Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociaż mogłoby wydawać się nam najgorsze, jest dla nas najlepsze” (Św. Tomasz More, List do Alice Alington Margaret Roper; por. Liturgia Godzin, III, Godzina czytań z 22 czerwca; KKK 313).

    Chociaż objawienie usiłuje wyjaśnić sens istniejącego zła, a przede wszystkim pouczyć nas, jak zamieniać je na nasze dobro duchowe i jak łączyć je ze zbawczą ofiarą Jezusa Chrystusa dla zbawienia świata, pozostaje ono dla nas wielką tajemnicą. Wyjaśni się ona dopiero w chwili osiągnięcia zbawienia, kiedy poznamy w pełni Boga i Jego sposób kierowania się miłością. „Dopiero u kresu, gdy skończy się nasze poznanie częściowe, gdy zobaczymy Boga „twarzą w twarz” (1 Kor 13, 12), w pełni poznamy drogi, którymi Bóg prowadził swoje stworzenie, nawet przez dramaty zła i grzechu, do odpoczynku ostatecznego Szabatu (Por. Rdz 2, 2), ze względu na który stworzył niebo i ziemię.” (KKK 314)

    Zaufanie Bożej Opatrzności

    4. Dlaczego człowiek powinien zaufać i powierzyć się Bożej Opatrzności? Mt 6, 31-33:Mt 10, 29-31

    Człowiek ma się powierzyć dobremu Ojcu, który przez swoją Opatrzność okazuje mu swoją miłość. Zachęca nas do tego Zbawiciel. „Jezus domaga się dziecięcego zawierzenia Opatrzności Ojca niebieskiego, który troszczy się o najmniejsze potrzeby swoich dzieci: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić?… Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 31-33: por. Mt 10, 29-31; KKK 305)

  4. Wiem, że jesteś tam
    Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam
    Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi
    Każdy chciałby wiedzieć, jak ma dalej żyć

    wiesz zacytowałam ci tą piosenkę bo jest piękna. Pan Bóg wie jak masz dalej żyć tylko pytanie czy ty chcesz to wiedzieć? Zachowujesz się teraz jak male dziecko w sklepie z zabawkami gdzie na siłę chce wymusić tą zabawkę bo jest mu niezbędna a matka wie ze za chwile odrzuci ją w kąt i zajmie się czymś innym. W twoim przypadku jest podobnie tylko to Bóg ojciec wie co tak naprawdę jest ci potrzebne. On nie milczy on nie reaguje po prostu na bunt, rozkapryszenie ale cie kocha tak jak matka kocha dziecko mimo ze kupi mu tej zabawki.
    Pozatym czy aby na pewno ” Lepiej wychodzą ci, którzy w układaniu życia mieli Go i Jego przykazania gdzieś” przypowieść o bogaczu i łazarzu hmmm chyba jednak nie. poza tym bardzo jestem ciekawa co masz na myśli mówiąc że On potrzebuje heroicznej wiary, na granicy obłędu,???? Bo moim zdaniem ty własnie masz taką wiarę, ten list jest własnie taka wiarą, w moim przekonaniu bo ty Wiesz, że On jest tam
    Dla każdego zawsze musi znaleźć czas

    Dziękuje ci za tą wiarę .

    PS: pamiętaj że On ma wielu pomocników ja np modle sie do Św Faustyny Rity i naszego juz niedługo św Jana Pawła II ale ich jest mnóstwo mnóstwo którzy sa blisko niego i zawsze wejda jakoś bez kolejki .
    powodzenia

  5. Jak ja Cię dobrze rozumiem. Czuję tak samo.

    Dodatkowo nie rozumiem Boga, który swoje „ukochane” Stworzenia skazuje na życie na ziemi wśrod cierpień. No na szczęście moje wewnętrzne cierpienia i nieszczęście, to typowe problemy „pierwszego świata”. Dziękuję Bogu, że nie urodziłam się gdzieś w Afryce, lub w miejscu gdzie trwa wojna… ale tam przecież też żyją jego ukochane Stworzenia.. Nie chcę słuchać tłumaczeń o wolnej woli, miłości, odkupieniu itp. Naprawdę znam teorię, wiem jak teologia to wyjaśnia, naczytałam się o tym dużo. Ale to nie zmienia faktu, że jest we mnie bunt przeciwko temu. Mam wolną wolę? No to powiem tak – nie chcę żyć w złym świecie. Chcę żyć w świecie pełnym pokoju i miłości. No ale nie, bo Bóg ma jakiś swój plan. OK – pozostaje mi dalej być Jego zabawką.

    Szkoda gadać. No nic, lecę, bo mi jeszcze 2 części różańca dziś zostały. Może to coś da. Za 2 tygodnie kończę pompejańską – może dam tu jakieś świadectwo.

    • Też się tak kiedyś buntowałam i przez długie lata nie chciałam żyć w tak bezsensownym świecie aż w końcu po latach buntu Bóg dał mi zrozumieć, że to nasza ciekawość grzechu powoduje, że żyjemy w takim świecie. To nie tylko Ewa była ciekawa i sprzeciwiła się Bogu, żeby móc poznać dobro i zło. My tak samo, codziennie poznajemy i codziennie musimy wybierać co jest dobre a co złe. To dopiero po śmierci zobaczymy i poczujemy prawdziwą miłość, zobaczymy Boga, doznamy bezgranicznej i bezwarunkowej miłości, akceptacji. Tutaj na ziemi tak za tym tęsknimy, ale to grzechy ludzi a nie Bóg powodują, że na świecie jest tak źle. Każdy grzech ma swoje konsekwencje.

      • Ten argument przemawiał do mnie… jakieś 10 – 15 lat temu. Ale doszłąm do wniosku, że sama przed sobą udawałam, że to rozumiem. Tak naprawdę kompletnie to do mnie nie trafia. No ale wiadomo „teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno (św. Paweł)

  6. „Co to za Bóg, który do tego aby móc działać potrzebuje mojej wiary? Czy nie wystarczy sam akt skierowania się do Niego?” Bo to jest Bóg MIłości – bez wiary nie masz zbawienia! On che żebyś się zbawił, a nie tylko żebyś miał np. żone, pracę, zdrowie dziecko itd.(tych rzeczy też che ,ale one nie są na piewrszym miejscu) Jeżeli masz wiarę tlyko gdy dotykają Cię nieszczęścia to się nie dziw, że CIę Pan z nich nie wybawia – pomyśl, gdybyś miał syna alkoholika i nie piłby on tylko wtedy gdy boli go brzuch to leczyłbyś go z tego bólu brzucha wiedząc, że gdy tlyko wyzdrowieje zaraz będzie pił? Czy też byś go ‚trzymał’ w tym bólu brzucha i wtedy próbował przemówić mu do rozsądku – i wyleczył go z bólu brzucha dopiero gdyby on zrozumiał i chciał przestać pić 🙂 To takie moje przemyślenia. Pan Bóg jest oczywiście wszechmocny. Chwała Panu!

    • To oczywiście jest bardzo ładne porównanie. Ale co jeśli ten syn się stara, chodzi na terapie, powyrzucał wszystkie butelki, znalazł sobie dobre zajęcia, aby nie myśleć o alko i być z dala od tego. Odciął się od towarzystwa z którym pił itd, itd? Rozumiem, że na wszelki wypadek, dla jego dobra, trzeba mu ten ból brzucha do końca życia fundować, bo przecież nie można mieć pewności, że do tego nie wróci? A miłosierdzie? No jak wytrwa w tym bólu i bez picia to PO ŚMIERCI zasłuży na miłosierdzie. A póki żyje, to trzeba go krótko trzymać. Bo żyjemy tylko po to żeby wykazywać się w cierpieniu prawda? No oczywiście musimy odkrywać radość w tym cierpieniu. I łaskę. Nie chcę cierpieć? Oj, to nieładnie, bo przecież Pan Jezus za mnie cierpiał, to jak ja mogę pragnąć szczęścia tu na ziemi? No przecież szczęscie będzie W NIEBIE!!!
      Oj, tracę siły. Czuję, że trafię do piekła… a tak się pięknie zapowiadało. Taka bylam wierząca, oddana Bogu… tak się starałam, tak walczyłam… Mam nadzieję, że ta pompejańska pomoże. Jeszcze niecałe dwa tygodnie. Jak nie pomoże to na pewno moja wina – za mało wiary, no i ten bunt i te antyświadectwa tutaj. 🙁 Ale ja już nie potrafię tak wierzyć jak kiedyś…

A Ty co o tym myślisz? Napisz!