Krzysztof: przemiana wewnętrzna

Na początku chciałem Wam powiedzieć, że bardzo chętnie zaglądam do świadectw. Tchną one nadzieją i są potwierdzeniem tego jak Bóg i Matka Boża działają w naszym życiu. Jak nas prowadzą.
O sobie powiem tylko tyle, że jestem facetem ledwo po trzydziestce, który zbyt długo chodził w ciemności. Po raz pierwszy Nowennę Pompejańską odmówiłem w zeszłym roku, a dowiedziałem się o niej na jednym ze spotkań wspólnoty modlitewnej. Nieomal natychmiast zacząłem ją odmawiać. Tak się złożyło, że w 2012 roku odmówiłem w sumie 3. Modliłem się o ułożenie swoich spraw zawodowych i osobistych, rozeznanie swojej drogi, a ostatnią intencją była modlitwa o spotkanie tej właściwej osoby. W sumie bardzo prozaiczne sprawy, których nie miałem bądź nie widziałem. Nie wiedzieć czemu. W pierwszym dniu po nowennie spotkałem dziewczynę, której parę lat nie widziałem. Zamieniliśmy ze sobą kilka zdań, wymieniliśmy się nr telefonów. Czekałem na kontakt. Dodam, że wcześniej widywaliśmy się ze sobą, dużo rozmawialiśmy. Lecz na tym się skończyło. Cierpiałem z tego powodu, że nie potrafiłem powiedzieć co czuję, bojąc się zranienia. Między czasie bardzo często o niej myślałem, modliłem się za nią, nie potrafiłem zapomnieć. Od tego naszego spotkania minął już ponad rok, widzieliśmy się raz, rozmawialiśmy ze sobą może 3 razy przez telefon, kilka sms’ów. To wszystko. Cierpiałem z tego powodu, że tak trudno mi się z nią skontaktować. Lecz ta i inne sytuacje uświadamiają mi powoli jakie deficyty miłości mam w sobie, jak ja sam bardzo jestem poraniony. Widzę, że nie jestem w stanie teraz ofiarować siebie żadnej osobie, by to miało przyszłość. I dziękuję Bogu, że moje modlitwy nie są od razu wysłuchiwane.
Dzięki spotkanym Aniołom na swojej drodze od paru miesięcy uczęszczam na terapię. Dopiero teraz zaczynam mieć kontakt ze swoimi uczuciami!! Do tej pory byłem osobą bardzo zamkniętą w sobie, nie potrafiącą mówić o swoich uczuciach, oczekiwaniach, nadużywałem alkoholu, inne zniewolenia. Pomału zaczynają się oczyszczać rany z dzieciństwa, naprawiać relacje w rodzinie, następuje przemiana we mnie. Myślę, że to jest czas pracy nad sobą; długa droga przede mną,  dużo jeszcze bólu, cierpienia. Co prawda, żadna z moich intencji nie jest jeszcze wysłuchana, ale wierzę, że jestem na dobrej drodze i tak jest w tej chwili dla mnie najlepiej.
W tym roku jedną Nowennę Pompejańską  już zmówiłem. Do spółki z jednym z moich Aniołów, w jej intencji.
24 grudnia będziemy kończyć drugą w intencji miłości i silnej wiary w mojej rodzinie. Nie wiem co będzie, bo tu mam trudno szczególnie. Już pierwszego dnia zgubiłem dziesiątkę paciorków na której się modliłem.
Kiedyś trudnością dla mnie było odmówienie dziesiątki różańca, a dziś wręcz przeciwnie.
Królowo Różańca Świętego, Módl się za nami!

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

8 myśli na temat „Krzysztof: przemiana wewnętrzna

  1. wspaniala wiara Krzysztof i zaufanie…szukanie Bozej logiki, wskazowek i praca nad soba, a nie czekanie na gotowe..Bede wlaczac Cie do modlitwy za wszystkich odmawiajacych nowenne

  2. Ciekawe świadectwo i bardzo mi bliskie. Jestem osobą w podobnym położeniu. Rozpoczęłam terapię, podjęłam kolejną nowennę o podjęcie słusznej decyzji. Mam 30 lat i także wielki deficyt miłości. Działam kompulsywnie, gdy mówić o miłości… Gdy miałam 14 lat straciłam w wypadku tatę i może to powoduje, że zamykam się na szczęście, choć blisko mnie dobry człowiek….
    Oby Matka miała nas w swej opiece i wyprostowała to, co pokrzywione…

  3. Myślę, że bardzo dobrze zrobiłeś, że poszedłeś na terapię. To wielki krok do przodu!
    Przychodzi mi na myśl taka ogólna refleksja, że czasem trudno jest zbudować związek, jeśli nie jest się pewnym siebie. Np. dwie osoby, które bardzo chciałaby ze sobą być, ale każda czeka, że to ta druga osoba napisze, zadzwoni i żadne z nich nie robi nic tylko czeka. Kobiety chcą być zdobywane 🙂 Więc drodzy mężczyźni, jeśli podoba Wam się kobieta to zróbcie ten pierwszy krok. A wy dziewczyny nie bądźcie zimne jak lód, czasem wystarczy uśmiech, żeby dodać mężczyźnie odwagi.
    Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe ale konkretne działanie musi podjąć człowiek, Bóg za nas smsa nie napisze ani nie zadzwoni 🙂

    A wracając do Twojego świadectwa Krzysztofie to myślę, że zaczął sie w Twoim życiu bardzo dobry i owocny czas. Pozdrawiam 🙂

  4. Witaj, bardzo bliskie i mnie świadectwo 🙂 Pozdrawiam Ciebie Krzysztof i wszystkich modlących się Nowenną Pompejańską. Dużo sił, zawierzenia Maryi. Trzymam za Ciebie kciuki 🙂 Powodzenia.

  5. Krzysztofie, jakbym czytała o sobie, swoim życiu, wierze, sytuacji. Też się modliłam o ułożenie spraw zawodowych, osobistych, rozeznanie drogi życiowej. Może coś tam się ruszyło, ale nie jest to takie proste. Mam wrażenie, jakbym nie zaczęła jeszcze żyć, a już wiedziała, że czeka mnie nowe życie, stare już odchodzi w przeszłość, nowe…Tylko jakie, czy lepsze oby na pewno od tego, które było dotąd?…Też podjęłam rok temu terapię, ale i tak nadal jest mi z tym ciężko. Trudno mi zaufać Bogu tak po prostu, też jestem poraniona i dopiero podobnie jak Ty niedawno odzyskałam kontakt z własnymi uczuciami. Pokręcone to jest i nie wiadomo, do czego prowadzi. Dlaczego Boga tak długo nie było i tyle lat czekał, czasami sobie tak myślę. Teraz niby przyszedł z łaską swoją, ale wiadomo, jak to będzie, może nigdy nie będzie dobrze. Ja już za bardzo przyzwyczajona jestem do braku nadziei, ażeby teraz tak łatwo uwierzyć…Także z jednej strony podzielam Twoje przemyślenia powyżej, a z drugiej to sama nie wiem, nie jestem pewna Bożej miłości, nie do końca potrafię uwierzyć w to, nie umiem do końca Bogu zaufać, boję się po prostu… Czasami wydaje mi się, że boże miłosierdzie i miłość to tylko takie puste stwierdzenie dla mnie, którego treści ja nie czuję, a tylko uznaje, że jest na poziomie wiedzy czy rozumu, ale nie na poziomie mojego serca.

  6. Sorry za szyk i składnie, ale tak mnie zafrapowało Twoje świadectwo, ponieważ spostrzegłam w nim wiele podobieństw do mojej sytuacji. W kwestiach sercowych tez nie jest to jeszcze czas na coś poważnego, chociaż metryka mówi co innego, ponieważ też skończyłam 30 lat, ale czuję, że to nie jest moment odpowiedni dla mnie, też muszę przejść jeszcze przemianę wewnętrzną. Cóż, jakoś inni mieli więcej szczęścia i nie muszą jej przechodzić. Wszystko im się jakoś układa, a Boga nie potrzebują, a nawet świadomi tego nie są, że Go potrzebują, i jest im dobrze tak, jak jest. Czasami kompletnie tego nie mogę zrozumieć…

A Ty co o tym myślisz? Napisz!