Ula: praca

Nowennę zaczęłam odmawiać w intencji znalezienia pracy, już w siódmym dniu odmawiania dostałam pracę. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo wiem że to za sprawą Maryi, a nie sądziłam że tak szybko dostanę pracę. Wcześniej nigdzie nie pracowałam ponad rok i nic się nie zanosiło na zmianę. Także uważałam ,że jeśli dostanę pracę to będzie to tylko za przyczyną Maryi. Nie sądziłam jednak, że tak szybko Matka mnie wysłucha i już w siódmym dniu dostanę pracę.

Dziękuję Ci Matko za wysłuchanie mojej intencji. Wierzę, że dostanę kiedyś pracę w swoim zawodzie, że Maryja tak mnie poprowadzi. Teraz pracuję nie w swoim zawodzie ale i tak jestem wdzięczna Maryi że mam tę pracę bo wiem jak ciężko jest teraz na rynku. Zachęcam wszystkich do odmawiania NP , bo na pewno Maryja da Wam potrzebne łaski nawet takie jakich nie spodziewaliście się dostać. Ja dziś kończę swoją pierwszą w życiu Nowennę (szkoda że tak późno się o niej dowiedziałam)i zamierzam zacząć drugą. Modlitwa ta daje mi wiele łask, mimo że czasem naprawdę ciężko mi się do niej zabrać. Szczególnie teraz w ostatnim tygodniu Nowenny trudno mi było zacząć się modlić (pewnie szatan chciał żebym jej nie dokończyła i miałam takiego lenia).Dziękuję Ci Matko za wszystkie otrzymane łaski, bo oprócz znalezienia pracy dostałam też wiele innych łask. Modlitwa nigdy nie idzie w próżnie, zawsze Bóg nas wysłuchuje, być może w inny sposób niż tego oczekujemy ale ZAWSZE wysłuchuje.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

20 myśli na temat „Ula: praca

  1. Nowennę już odmawiam którys raz z kolei,kilka próśb mi się sprawdziło,teraz kolejny raz modle się o prace stałą,lepszą,bo w tej co pracuję już ledwo wytrzymuje,nie wiem czemu nie dostaje tej łaski od MAteczki. Może źle się modle nie wiem,mam duzo chwil zwątpienia,czasami wydaje mi się że Mateczka mnie wysłucha a czasami że nie,oprócz tego mam nerwicwe i depresje. Nie moge znaleść miłości.Proszę o modlitwe za mnie,czy ktoś z Was cos podobnego,proszę o pomoc

    • Agnieszko, już się pomodliłam za Ciebie. Bardzo Ci współczuję bo atmosfera w pracy to ważna rzecz. Niestety jej brak może się fatalnie odbijać na całym życiu człowieka. Wiem coś o tym bo mnie też ludzie z pracy zrujnowali zdrowie i życie-chociaż myślałam, że jest dobrze a ja jestem lubiana. Ale rzeczywistość okazała się dla mnie drastyczna. Trzymaj się, ufaj Bogu i Maryi, bo tylko Miłosierdzie Boże ze zła może wyprowadzić wielkie dobro. Życzę Ci siły do życia i walki o Siebie i swoje życie.

    • A ja w ostatnim dniu nowenny dostałam wypowiedzenie.Modliłam się w sumie trzy lata o utrzymanie pracy,do tego przez dwa lata równolegle z nowenną odmawiałam Tajemnicę Szczęścia jednak Pan ofiary nie przyjął.

      • Czy ta praca satysfakcjonowała Cię pod każdym względem ? Podejrzewam, że plan Boży po tak długim okresie modlitw dopiero się wypełni. Uważasz, że nie podołasz nowemu wyzwaniu ? – bo może Pan Bóg szykuje Ci inne miejsce w innej pracy. Pamiętasz wcześniejsze wpisy innych osób, które nawet przez Urząd Pracy dostawały ciekawe oferty. A może Ciebie stać na jakąś inną działalność, która da Ci więcej satysfakcji i otworzy większe możliwości, może np. Bóg chce żebyś miała kontakt z większą rzeszą przewijających się w pracy ludzi, którym coś byś mogła szepnąć o Bogu, żeby Go mogli poznać, albo w Niego uwierzyć, jeśli Go nie znają. Jeszcze przed Tobą dużo ustaleń z Bogiem co do Twojej przyszłości i planów Bożych względem Ciebie. Nieważne, jak będziesz z Nim rozmawiać, czy przez Maryję, czy bezpośrednio, ale na pewno nie wiesz jeszcze wszystkiego i musisz się wsłuchiwać w głos Boży, skoro Jego plany są inne dla Ciebie, niż sama sobie tego życzyłaś.

        • No właśnie dobre pytanie – zadaję je sobie nieustannie za świętym Franciszkiem – Co chcesz Panie abym czynił? I w głowie mam mętlik.Żyję,mam dzieci na utrzymaniu czy wolą Boga jest żebyśmy pomarli z głodu albo stracili dach nad głową? Czy mamy się tułać po świecie w poszukiwaniu pracy żeby zarobić na kawałek chleba. Nie wiem. Praca była moją radością, zgodna z wykształceniem , umiejętnościami,dawała skromne, ale pewne utrzymanie,dawała mi satysfakcję,mogłam pomagać innym.Zobyłam tę pracę z ogromnym trudem – wcześniej byłam 8 lat bezrobotna. Był to czas piekła – depresja,nędza duchowa i fizyczna, nie życzę nikomu takiego doświadczenia.Wiem ,że Wola Boża jest niepodważalna, ale mam ochotę za św. Eliaszem położyć się pod drzewem i czekać na śmierć.

        • Dzięki Joasiu za link do strony kazdystudent.pl Przeczytałam kilka ciekawych rzeczy. Co do mnie nie porzucam modlitwy,choć psychicznie jestem zmaltretowana i udręczona.Ale będę trwać w swej intencji.Po ludzku zrobiłam już wszystko co mogłam, została tylko modlitwa,wiara i nadzieja.Co do rodziny zastępczej to oczywiście godne pochwały przedsięwzięcie ,ale takiego zadania muszą podejmować się ludzie o szczególnych predyspozycjach.To przecież nie jest praca od 7.00 do 15. tylko do końca życia.Dziecko w takiej rodzinie wychowuje się do 18 roku życia,potem odchodzi, robiąc miejsce następnym. Przez te wszystkie lata zawiązują się więzi,uczucia, przywiązanie. Po „odchowaniu” takiego dziecka i wypuszczeniu go w świat zamartwiałabym sie o jego przyszłość,czy ma godziwe warunki do życia,czy ma z czego żyć.Nie byłabym w stanie zabezpieczyć wszystkim dzieciom przyszłości,a uwazałabym to za swój obowiązek.Podziwiam oczywiście wszystkich, którzy takiej misji się podejmują.Pozdrawiam wszystkich!

      • Dokładnie znam to uczucie gdy człowiek dostaje wypowiedzenie i nie wie co ma ze sobą począć. Już ponad dwa lat jestem bez pracy a wcześniej zajmowałem kierownicze stanowiska. Myślałem że gorsze nieszczęście mnie spotkać nie może. Tylko że czasem nie wiemy jak nam się poprzestawiają priorytety, dziś moim zmartwieniem nie jest brak pracy (choć staczamy się z poziomu biedy do poziomu nędzy) ale to czy moja żona będzie uzdrowiona i czy mi sił starczy żeby się nią dobrze opiekować. Co by było gdybym był w pracy gdy żona dostała udaru po powrocie do domu? Co by się z nią stało gdyby leżała kilka godzin bez pomocy? Gdyby nasz naród nie był tak ciemny i nie wybrał aferzystów do władzy to mógłbym być zatrudniony jako opiekun własnej żony ale od stycznia tego roku zmieniono (oczywiście dla naszego dobra) przepis który ogranicza tę możliwość tylko do osób które same zrezygnują z pracy w celu opieki nad chorym członkiem rodziny. Te osoby które wcześniej utraciły pracę lub zostały zwolnione z innego powodu nie mogą dostać tych ok. pięćset zł wynagrodzenia za swoją pracę przez 20 godzin na dobę. Wczoraj byłem w Sanktuarium Św.Ojca Pio i nie złożyłem intencji o pracę bo jak bym się żoną opiekował gdybym ją dostał. Ufam Miłosierdziu Bożemu że będę pracę dostanę gdy już żona będzie zdrowa.

        • Przyszła mi myśl do głowy, że może rodzina zastępcza byłaby właściwą odpowiedzią – masz doświadczenie w wychowywaniu dzieci, więc mogłabyś pokochać jeszcze jakieś, ale nie wiem tego jakie są stawiane warunki i jak i gdzie się to załatwia. Możesz jednak spróbować to sprawdzić. Na dziś pozdrawiam – z Panem Bogiem.

  2. Dzięki Joasiu za dobre słowo. Pomysł z rodziną zastępczą… Ktoś podejmując się takiego zadania musi to czynić w pełnej wolności, nie mogę działać pod presją tego,że straciłam pracę i chwytam się przypadkowych działań. Poza tym to wielka odpowiedzialność i misja, nie mogę przecież zarabiać na pokrzywdzonych przez los dzieciach. Ale dziękuję Joasiu. Dziękuję za wsparcie.

    • Nie myśl w ten sposób, bo mam na uwadze pewną konkretną kobietę, która była zmuszona finansowo ( kłopoty w pracy – uczulenie na chemikalia), ale za zgodą i z pomocą męża i dzieci się na to zdecydowała. Jest w niej tyle pozytywnej energii, a na pewno nie jest to zadanie łatwe, bo przyjęte przez nią dzieci były zaniedbane, ale misja którą wypełnia napędza ją i umożliwia zapewnienie godnego życia jej rodzinie, jak również dzieciom zaniedbanym przez własnych rodziców, bo niezaradnych, czy uwikłanych w jakieś nałogi. Niech nie wydaje się komuś – i Ty także nie bój się opinii ludzi, że Cię posądzą o łatwą kasę, że to będzie łatwe zadanie, ale zawsze lepiej, gdy nie ma się nic, skorzystać z jakiegoś możliwego do zrealizowania pomysłu, niż tylko siedzieć i narzekać i sięgnąć dna ubóstwa i może jeszcze mieć przetensje do Pana Boga ( pamiętasz wypowiedzi Pawła , a szczególnie Marka na temat braku pracy, pomimo, że też się modlili). Jest to zadanie – wyzwanie, które musisz najpierw skonsultować z Bogiem – wsłuchać się, czy tego chce dla Ciebie, czy dasz radę, czy wystarczy Ci sił, miłości, mądrości, cierpliwości, przegadać to z rodziną, czy będą w stanie to zaakceptować, a nawet więcej – pomóc Ci, no i już masz co robić. Proste ? Tak się tylko wydaje. Nie mniej jednak może to być lepsze od bezczynności, frustracji, głodowania, żebrania, gdy skończą się oszczędności i już nie będzie co wysprzedać z domu.
      Życzę Ci jak najlepiej, nie wiem, czy ta odwaga której próbuję Ci dodać jest dla Ciebie wystarczająco przekonywująca, w zasadzie nawet na chwilę obecną nie wiem, czy ja sama sprostałabym takiemu wyzwaniu, no ale póki co ja mam jeszcze pracę i mój mąż, i staramy się jeszcze działać po pracy, choć czasem zamiast dochodów – są straty – niestety uwarunkowane pogodą. Nie chciałabym żeby kiedyś los mnie doświadczył w jakiś okrutny sposób, ale niezbadane są wyroki Boskie. Na razie pracuję, dużo się modlę, pragnę wymodlić zdrowie dla mojej mamy, babci, teścia po operacji. Proszę także o zdrowie dla męża, teściowej, szwagierki ,dzieci i ich bliskich, chrześniaków,kapłanów, matek oczekujących nawet swych niechcianych dzieci, polityków, grzeszników i każdego z nas, żebyśmy mieli godne życie w sferze finansowej również i to na poziomie nie wykraczającym ponad przyzwoitość, bez pazerności kogokolwiek, szczególnie tych co są na wysokich stanowiskach – żeby nie robili nadużyć, a zadbali o zwykłych ludzi. Żeby każdy miał pracę lub inny sposób na życie, ale żeby nasze zachowania były uczciwe i żeby każdemu chciało się chcieć wypełniać wolę Bożą i by potrafił żyć na Bożą chwałę.
      Z Panem Bogiem.

      • Joasiu, dzięki za odpowiedź.Jak to latwo powiedzieć wsłuchaj się w to co mówi Bóg. Właśnie tak się wsłuchuję od 10 lat. Moja praca, którą właśnie straciłam była jakby skrojona na moja miarę – zresztą nie chcę o tym pisać, bo czuję tylko ból z tego powodu.Modliłam się nieustannie, jedna nowenna za drugą, pierwsze piątki, godzina miłosierdzia, nowenny do świętego Józefa,ś.Rity,siostry Faustyny,jedną nowennę kończyłam zaczynałam drugą,modliłam się po nocach, zasypiałam z różańcem w ręku, jechałam do pracy- odmawiałam różaniec,w wolnych chwilach w pracy dyskretnie również się modliłam.A teraz czuję ,ciemność w duszy, po prostu czarną rozpacz, może nawet utrata tej pracay nie boli tak bardzo jak ta zawiedziona nadzieja, utracone złudzenia. No po prostu nie dowierzam,że tak się to skończyło.Czytam fragm.Ewagelii „proście, a otrzymacie….” itd., i czuję się jak Hiob,który krzyczał Po co się daje życie strapionym,/istnienie złamanym na duchu, /co śmierci czekają na próżno/szukają jej bardziej niż skarbu w roli/cieszą się/skaczą z radości/weselą się ,że doszli do grobu.Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona,nie wyszedłem z wwnętrzności,by skonać?/Teraz bym spał,wypoczywał,odetchnąłbymw śnie pogrążony.Bo spotkało mnie to,czegom się lękał,bałem się,a jednak to przyszło.”

        • Jescze dopowiem,że do Boga pretensji zupełnie nie mam.Kim jestem wobec Niego? Nedznym stworzeniem .Mam żal do samej siebie ,że tak bardzo zawierzyłam modlitwie,że nie zachowałam jakiegoś stoickiego umiaru.Czym są moje prośby wobec poważnych problemów w skali całego świata?Banałem ,fanaberią,zachcianką. Na świecie gód,ludzie umierają z nędzy, wojny,śmierć,przemoc,osierocone dzieci.Czy mam w ogóle prawo prosić o coś dla siebie? Czy nie jest to żenujące? Za chwilę już zupełnie pomiesza mi się w głowie.

        • Droga Beato nie załamuj się, nie znam twojej sytuacji życiowej, ale myślę że mój stan wewnętrzny odpowiadał dokładnie temu co Ty opisujesz. Ja też myślałam sobie że wolałabym chorobę śmiertelną i śmierć niż to co zgotowało mi życie. Minęło już 7 miesięcy a w mojej sprawie nic się ani nie wyjaśniło ani nie rozjaśniło. Ale przyszło stało się i trzeba żyć. Poproś innych o modlitwę za Ciebie, zakony kontemplacyjne. W internecie jest coś takiego jak pogotowie duchowe tam są adresy kilku zakonów kontemplacyjnych i wyślij do nich intencję o modlitwy za Ciebie, Twoją rodzinę o dar pracy. Nie poddawaj się to pomaga. Modlitwa wstawiennicza ma wielka moc. Ja kilka miesięcy temu myślałam nawet o samobójstwie, ale dziś już tak nie myślę. Jest źle a może być jeszcze gorzej bo na razie nie mamy problemów finansowych.Jeszcze jestem na płatnym zwolnieniu lekarskim. Ale nawet nie chcę myśleć co będzie gdy się skończy. Dlatego szturmuję niebo, błagam Boga, Maryję wszystkich świętych i chodzę do kościoła daję na msze św. zbiorowe. Mam nadzieję że Bóg mnie podniesie i nie da nam zginąć. W tym tygodniu czytałam o Ojcu Pio ile on musiał przecierpieć, znosił oskarżenia że jest chory psychicznie, że stygmaty sam sobie robi jakimś kwasem, że ma urojenia, że utrzymuje kontakty fizyczne z kobietami nawet wtedy gdy miał już 73 lata. Prócz tego stale atakował go szatan. Może dusze szczególnie wybrane przez Boga muszą tyle wycierpieć. Ja wiem że to trudne, ale może zacznij myśleć w ten sposób że Bóg szczególnie Cię ukochał i pozwala Ci uczestniczyć w Swej Męce. W księdze Hioba jest napisane że na końcu Bóg pobłogosławił Hioba i otrzymał od niego więcej niż stracił. Bądź wierna Bogu, on Cię zna wie czego potrzebujesz na pewno nie da Ci zginąć. Będę modlitewnie przy Tobie, zresztą codziennie polecam Bogu przez stawiennictwo Maryi nas wszystkich odmawiających Nowennę Pompejańską. Mów za św. Michałem Archaniołem „Któż jest jak Bóg”. Bóg jest silniejszy niż ta cała nędza która Cię dotyka i może wkrótce znajdziesz inną pracę i wszystko się wyprostuje. Pozdrawiam 🙂

        • Wejdź na stronę http://www.kazdystudent.pl/- Może tam uda Ci się znaleźć pokrzepienie, relaks, umocnisz się w wierze, że jednak warto się modlić do Jedynego Boga.Oderwiesz się od Swoich problemów, a Bóg Ci i tak będzie pomagać w każdej chwili Twego życia.
          Pozostaję myślami z Tobą.

        • To pomieszanie w głowie to informacja od Boga – On do Ciebie przemawia, ale z rozpaczy za czymś co utraciłaś, co myślisz błędnie, że było dla Ciebie przeznaczone, najlepsze, bo sprawdzone do tej pory i tak było dobrze – miałaś co miesiąc nowe pieniądze, miałaś czas, żeby się modlić w każdej chwili życia, bo większość spraw się cyklicznie powtarzała – tęsknisz za tym, bo teraz nie masz już czasu się tak intensywnie modlić o wiele ważnych spraw, bo teraz umysł jest rozproszony, zmącony, przyćmiony strachem o niewiadomą – a wydaje się, że nie różówą przyszłość.
          Chyba właściwą postawą byłoby teraz, po tych licznych modlitwach poprzestać na Nowennach, jeśli już masz je rozpoczęte, a Wszystkich Św. po prostu poprosić zbiorowo – jednym zdaniem, by przez wzgląd na Twoje wcześniejsze aktywne modlitwy pomogli Ci teraz usłyszeć, czego pragnie od Ciebie Bóg. Bo niewątpliwie ma dla Ciebie coś nowego – nieznanego jeszcze. Nie możesz będąc osobą wierzącą w istnienie Boga, teraz przez swą rozpacz w Niego zwątpić. Postaraj się wyciszyć, skorzystaj z tego, że Twój harmonogram dnia, przez nie chodzenie codziennie do pracy, uległ zmianie i zamień swe życie na ufne czekanie. Z pełnym oddaniem, bez strachu, paniki, tchórzostwa, powiedz Bogu, że swoje życie zawierzasz Jemu, że zgadzasz się na wszystko co Ci ześle, choć nie rozumiesz, dlaczego chciałby, żebyś np. zginęła z głodu Ty, czy Twoje dzieci. Powiedz, że w swej bezsilności – czekasz cierpliwie na podpowiedź, znaki, żeby pomógł Ci je właściwie odczytać i dodał sił i najlepszych rozwiązań do ich realizacji.
          A teraz w ramach relaksu, a jednocześnie umocnienia się w wierze proponuję Ci stronę http:www.kazdystudent.pl

        • „Mężnymi mamy być w obronie świętego Imienia Bożego i praw Kościoła Jego i to nie tylko w ścianach, w okopach domów naszych, ale także publicznie, w obliczu całego świata (…).

          Mężnymi być mamy w pełnieniu obowiązków względem swojej Ojczyzny ziemskiej, pamiętając zawsze, że Ojczyzna ziemska jest tylko drogą do Ojczyzny niebieskiej, i w tej myśli poddając miłość ku niej miłości swej ku Bogu i przykazaniom Jego. (…)

          Mężnymi być mamy (…) w spełnianiu powinności stanu, zawodu, każdego czasu (…).

          Mężnymi być mamy w pełnieniu obowiązków społecznych względem osób nam bliskich, dalszych i najdalszych, w miłowaniu przyjaciół i nieprzyjaciół. (…)

          Mężnymi być mamy w szermierce przeciw sobie
          samym, ku temu, aby we władzach, skłonnościach naszych rozbroić co złe, wyprzeć, co niskie, a umocnić, co szlachetne. (…)

          Mężnymi być mamy w znoszeniu dolegliwości życia”.

          św. abp Józef Bilczewski

        • Beato, mam nadzieję, że nic się nie skończyło a dopiero się zaczyna :-). I to coś znacznie lepszego niż było, choć na razie jeszcze tego nie widzisz. To chyba dobrze, że zawierzyłaś Bogu oraz Maryi w modlitwie i nie zachowałaś, jak piszesz, stoickiego umiaru. Pan Jezus lubi takie zawierzenia – bezgraniczne, czasem wręcz szalone. One nie pozostają bez odpowiedzi. Dla Boga Twoje problemy są takie same jak inne w skali całego świata, nie są mniej ważne. Daj Bogu trochę czasu. Popatrz na to z innej strony. Może te 3 lata wytężonej modlitwy, odmawiania tylu NP i innych modlitw skutkowało tym, że przez te 3 lata miałaś pracę? Może gdyby nie Twoje nieustanne błagania to zatrudnienie straciłabyś już dawno? Może wtedy nie było innej pracy na horyzoncie a teraz jakaś inna się dla Ciebie szykuje więc Pan Bóg dopuścił Twoje zwolnienie? Mam nadzieję, że tak właśnie jest i ten pozorny brak wysłuchania okaże się dla Ciebie błogosławiony.

      • Joasiu, Kasiu, Gosiu! Dziękuję Wam za słowa otuchy,powtórzę za Goethem „gdy na człowieka w wielkim frasunku już ni nadziei ani ratunku, jeden lek swą moc zachowa- lek dobrego słowa”.Wielkie dzięki,możecie liczyć na moją pamięć w modlitwie.Od mojego ostatniego wpisu nieco się zmieniło. Moje wypowiedzenie zostało wstrzymane do września.Prosiłam o pomoc S.Faustynę, Bł. Ks.Popiełuszko, rozpoczęłam kolejną Nowennę Pompejańską. Jednak duchowo i psychicznie jestem zmaltretowana i wykończona. Modlę się już teraz niemal nieustannie, ale lęk i niepokój ciągle mnie nie opuszczają.Stres i trauma tych doświadczeń są ogromne,czuję się jak wrak człowieka.Ale cóż, trzeba ten krzyż nieść dalej.Pozdrawiam wszystkich.

        • Podziwiam Twoją wytrwałość w modlitwie – jednak to przynosi efekt. Do iluż poświęceń jest zdolny nasz organizm. Normalnie to się w głowie nie mieści. Modlimy się dzień i noc, noc i dzień, wykonujemy tysiące czynności, żeby sprostać codziennym wyzwaniom. Bez Boga to wszystko nie miałoby sensu, a tak jest On naszym motorem, napędza nas, a przede wszystkim nadaje sens naszym działaniom, staraniom,no i najważniejsze daje nam wiarę , że temu wszystkiemu podołamy, że zasłużymy na nagrodę dużo modląc się i że w chwilach słabości zawsze Ktoś, Kto może więcej, a nawet wszystko to, co nam się wydaje już nie do udźwignięcia pomóc i jesteśmy w stanie to unieść.
          Nurtuje mnie jeszcze, niekoniecznie w odniesieniu do Ciebie Beatko, bo cieszę się, że masz swoją ulubioną pracę, na której się dobrze znasz i która daje Ci wystarczającą satysfakcję, do września, a miejmy wszyscy nadzieję i wiarę i pomóżmy w tym naszymi modlitwami, że nie tylko do września, ale do emerytury, ale w kontekście innych bezrobotnych osób, ale pod warunkiem, że ich partnerzy będą mieli stałe źródło dochodu, albo w przypadku osób samotnych ze stałym źródłem dochodu lub osób nie mogących mieć swoich własnych dzieci, żeby zainteresowały się tematem rodzin zastępczych. Wydaje mi się, że Pan Bóg życzyłby sobie, żebyśmy wnikliwszym okiem popatrzyli na ten problem i może wśród nas mógłby się ktoś zdecydować na udźwignięcie takiej misji, która byłaby Panu Bogu miła.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!