Anna: miłość i harmonia

Zgodnie z obietnicą jaką złożyłam Matce Boskiej odmawiając Nowennę Pompejańską chcę a nawet pragnę podziękować Matce Boskiej za wysłuchanie moich modlitw , jak również podzielić się z czytelnikami. Odmawiałam 2 Nowenny Pompejańskie 1 Nowennę odmawiałam wcześniej w intencji aby w naszej rodzinie zapanowała miłość harmonia szczęście

Przeczytaj całośćAnna: miłość i harmonia

Magda: Cuda

Szczesc Boże . Nowenne pompejanska odmówiłam już dwa razy i napewno na tym nie poprzestane..Pierwszy raz odmawiając nowenne prosilam Matkę Bożą żeby mój chłopak znalazł dobrze płatną prace ponieważ jest bardzo zadłużony . Ja natomiast pochodze z zamożnej rodzini,moi rodzice byli i są nadal przeciwni mojemu związku z chłopakiem,którego ukochalam ponieważ jest biedny.

Przeczytaj całośćMagda: Cuda

Mirosława: Matko nasza dziękuję

Szczęść Boże. Jak wiele osób równiez i ja o Nowennie dowiedziałam się z internetu. Zanim zaczelam ją odmawiać bałam się czy dam radę odmawiać trzy różańce. W tej chwili nie wyobrażam sobie dnia bez różańca. Jestem w trakcie odmawiania czwartej Nowenny. Pierwszą Nowennę i tę którą teraz odmawiam jest w intencji mojego syna.

Przeczytaj całośćMirosława: Matko nasza dziękuję

Anna: Podziękowanie za Jednosć w Rodzinie

O Nowennie Pompejańskiej dowiedziałam się ponad rok temu. Wówczas nadszedł bardzo ciężki okres dla mojej rodziny. Wystąpiły nieporozumienia z moją córką, która wyprowadziła się z domu i zamieszkała wspólnie z chłopcem. Nie tak ją uczyliśmy. Ja bardzo to przeżyłam. Ale nie traciłam nadziei, że Maryja uprosi swego Syna dla niej nawrócenie.

Przeczytaj całośćAnna: Podziękowanie za Jednosć w Rodzinie

Dorota: Ogromna pomoc od Matki Bożej

Na początku swojego świadectwa chciałabym bardzo podziękować autorom tej strony i wszystkim użytkownikom, którzy zostawiają na niej swoje świadectwa – dzięki temu poznałam tę wspaniałą modlitwę, a Wasze świadectwa pomogły mi uwierzyć w sens i niezwykłą skuteczność nowenny, a potem w niej wytrwać. Trafiłam na tę stronę szukając modlitwy w sprawach po ludzku beznadziejnych.

Przeczytaj całośćDorota: Ogromna pomoc od Matki Bożej

Mariusz: widzimy tylko to co jest przed zakrętem….

To będzie historia podobna do wielu już opublikowanych na łamach niniejszego serwisu. Dla jednych podobna dla innych inna. W każdym razie kolejna dająca świadectwo…
Jakiś czas temu zostałem bez pracy. Zaczyna się banalnie, wiem. Zbytnio się tym nie przejąłem.
W końcu miałem bogate doświadczenie zawodowe i pomyślałem, że to tylko kwestia czasu kiedy znajdę nową pracę. Obawiałem się tylko o swój wiek – 40 na karku mogła stwarzać pewne problemy.
Nawet mi trochę ulżyło ponieważ firma w której pracowałem od dłuższego czasu chyliła się
ku upadkowi i atmosfera była podła. Między czasie urodziło się mi drugie dziecko. Miałem trochę czasu aby odpocząć, zająć się nim, poszukać nowej pracy na spokojnie. Czas upływał, wysyłałem CV… ale nie miałem specjalnej możliwości aby przebierać w ofertach. Po prostu ich nie otrzymywałem.
Po pół roku w końcu coś znalazłem. Zgodziłem się na zarobki dwukrotnie mniejsze niż ostatnie jakie otrzymywałem w poprzedniej firmie ale nie przejąłem się tym. Do pracy było niedaleko a przyszłość była świetlana. Tak w każdym razie się mi wtedy wydawało. Moja historia z nowym pracodawcą trwała pół roku. Rozstaliśmy się nie widząc perspektyw na dalszą współpracę.
Poszukiwanie zajęcia zaczęło się od nowa. Żona musiała wrócić do pracy a ja zostałem sam
z malutkim dzieckiem. Dla niewtajemniczonych powiem tylko, że będąc przy małym dziecku wbrew pozorom nie ma za wiele czasu aby na spokojnie pomyśleć, przeanalizować, skupić się na różnych sprawach.
Czas leciał, zaoszczędzone środki kończyły się … a ja robiłem się coraz bardziej nerwowy i zacząłem walczyć z dzieckiem (faceci powinni wiedzieć o czym piszę) zamiast się nim opiekować,
które było coraz bardziej ruchliwe i angażujące.
To trwało kolejny rok. Starałem się wierzyć, modlić…wszystko bez skutku. W pewnym momencie trafiłem na serwis http://pompejanska.rosemaria.pl i zacząłem sobie czytać różne świadectwa ludzi. Pomyślałem sobie – cały różaniec… przez tyle dni… konsekwentnie? To jakaś niewykonalna masakra.
Zawsze miałem problem z odmówieniem jednej części (jak już musiałem) a co dopiero 3 lub 4. Zresztą nigdy nie lubiłem tej modlitwy. Nie widziałem sensu w klepaniu tyle razy tego samego. Dodatkowo przypomniałem sobie, że kiedyś będąc blisko ludzi z Kościoła Zielonoświątkowego zmarginalizowałem postać Matki Bożej. Pomyślałem sobie… przyszła koza do woza. Byłem już w naprawdę kiepskim stanie psychicznym. Nie miałem już ani siły ani pomysłów co z tą sytuacją zrobić.
Nie pamiętam dokładnie ale w dniu w którym postanowiłem podjąć to szaleńcze wyzwanie
(bo ostatecznie się zdecydowałem) do przedszkola do którego codziennie odprowadzałem córkę przyszła nowa dziewczynka. Przyprowadziła ją mama która była bardzo otwarta i jak się potem okazało stała się kluczową postacią tej opowieści. Ciekawy zbieg okoliczności…
Zacząłem swoją przygodę z nowenną. Na początku nie było łatwo. Starałem się modlić…poprawka klepać zdrowaśki w różnych sytuacjach z mniejszą lub większą wiarą w tym wiarą w powodzenie misji. Na spacerze z synem, w drodze z i do różnych miejsc. Wszędzie gdzie się dało. To było dalekie od ideału. Co ciekawe – wciągało mnie to coraz bardziej i okazało się ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, że jest to wykonalne.
Dziewczynki się polubiły a ja dość często spotykałem się w przedszkolu ze wspomnianą mamą… która cały czas do mnie zagadywała. Nie podobało się mi to z początku ale kolejne spotkania zmieniły moje nastawienie.
Z biegiem czasu za pośrednictwem dziewczynek z „Mamą” spotykaliśmy się coraz częściej.
Nasza znajomość przeniosła się na grunt naszych rodzin, które ostatecznie się zaprzyjaźniły.
Podczas jednej z rozmów zeszliśmy na temat mojej sytuacji. Nic ciekawego się nie wydarzyło. „Mama” wspomniała, że od czasu do czasu są jakieś przyjęcia do firmy w której pracuje i jak się coś pojawi da mi znać.
Czas nadal upływał … i nic się nie zmieniało. Ja nadal konsekwentnie (bo konsekwencja była jednym
z warunków powodzenia misji ) odprawiałem swoją krucjatę. Z moim stanem psychicznym było coraz gorzej zamiast być coraz lepiej.
Między czasie pojawił się temat pracy i wydawało się mi, że to jest dokładnie to o co się modliłem tym bardziej, że decyzja w sprawie mojego zatrudnienia przypadała dokładnie na dzień zakończenia nowenny. Krucjata się skończyła a mnie nie zatrudnili… mimo wykorzystanych nazwijmy
to znajomości.
Poczułem potężnego kaca moralnego. Poczułem się oszukany ale z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że …nasze drogi nie są Jego drogami a Jego naszymi. Obiecałem sobie też, że jeżeli nowenna niczego nie zmieni to się nie obrażę. Będzie mi przykro i źle ale się nie obrażę. To byłoby głupie. Tylko szaleniec gdy się skaleczy złorzeczy swemu Bogu.
Czas jak rzeka…płynął… do momentu aż dobrze już Wam znana „Mama” zadzwoniła abym podesłał swoje CV. Podesłałem. Zostałem zaproszony na rozmowę. Poszedłem. Sprawa dość długo się ciągnęła ale zakończyła się pełnym sukcesem. Po kilku rozmowach, testach, egzaminach pracuję w firmie Mamy . Nie jest to praca moich marzeń. Nie jest tak dobrze płatna jak poprzednia… ale jest.
Nie wiem nawet czy sobie poradzę na dłuższą metę. Lekko nie jest. Nie wiem co będzie dalej.
Czas pokaże. W każdym razie odzyskałem jako taki spokój, przynajmniej na jakiś czas.
Jaki z tego wniosek?
Ci którzy nie wierzą – uznają, że to szczęśliwy zbieg okoliczności. Jeżeli tak – niech im będzie… chociaż to bardzo ciekawy zbieg okoliczności. Ci którzy wierzą – nie będą zdziwieni. W końcu Matka Boża obiecała i słowa dotrzymała. Nie ma w tym nic niezwykłego. Ja byłem sceptykiem, zaryzykowałem, zaufałem wbrew zdrowemu rozsądkowi i jak widać tak po ludzku rzecz ujmując „opłaciło się” .
Z perspektywy czasu muszę przyznać, że wiele się w moim życiu zmieniło. Częściej się modlę,
sprawy z którymi sobie nie radzę polecam instancji, która sobie z nimi na 100% poradzi, nie wiem jak ale sobie poradzi… nawet różaniec (a raczej jego część) odmawiam z własnej i nie przymuszonej woli.
Nie dlatego, że muszę. W dziwny sposób chcę, tak po prostu.
Ten epizod w moim życiu musiał się po prostu wydarzyć z jakiegoś powodu. Wiele spraw przewalutowałem. Teraz wiem, że miał głęboki sens. Zatrzymałem się… aby zrozumieć co naprawdę w życiu jest ważne i przede wszystkim kto. Szkoda tylko, że rok spędzony z dzieckiem zmarnowałem
a był to dar, którego wtedy nie widziałem i nie doceniałem . Nie wiem kiedy sobie to wybaczę…

Co mogę powiedzieć tym którzy nie wierzą, albo tym którzy przeczytali świadectwa z których jasno wynika, że się nie udało?
Zrób to co ja. Zaufaj. Zaufaj wbrew zdrowemu rozsądkowi. Spróbuj. CO MASZ DO STRACENIA?
Módl się jak umiesz a jak nie umiesz to klep. Matka Boża to nie Urząd Skarbowy, nie będzie rozliczać Cię z formy ale z wiary i konsekwencji. Nawet jeżeli będziesz się modlił lub modliła sądząc, że robisz to bez wiary to sama konsekwencja będzie dla niej wystarczającą wiarą.
A jeżeli nie, to… morduj się człowieku dalej ze swoimi problemami jeżeli Ci to sprawia przyjemność
i licz jak umiesz liczyć tylko na siebie i innych ludzi. Zrób jak uważasz ale mam nadzieję, że postąpisz jednak słusznie i dasz Jej szansę  chociaż jedną.
I już na zakończenie. Nie proś o konkrety, np. o konkretną pracę. Proś o pracę. To nie to samo. Zostaw Jej duży margines do działania. Możesz się pozytywnie zdziwić. Nie oczekuj efektów od ręki
i w taki sposób w jaki sobie to wyobraziłeś. Jeżeli się nic nie wydarzy, to nie myśl, że nie zostałeś wysłuchany. Być może jest jakiś powód o którym nie wiesz. Zostaniesz wysłuchany na pewno,
w swoim czasie. Po ludzku widzimy tylko to co jest przed zakrętem….

Katarzyna: Niewyjaśnione zostało wyjaśnione

Nowennę Pompejańską zaczęłam odmawiać po raz pierwszy w tym roku. Dużo pozytywnych przesłań przeczytałam odnośnie jej oraz niesamowite świadectwa. Uwierzyłam głęboko w nią. Wiem, że tylko dzięki niej i zaufaniu wytrwałam do końca. Jednak podając na początku intencję zawierzyłam Bogu i Matce Najświętszej- jeśli nie spełni się to o co proszę to tak ma być. Moja intencja dotyczyła wyjaśnienia bardzo zagadkowej sprawy z pewnym chłopakiem, którego poznałam przez internet.

Przeczytaj całośćKatarzyna: Niewyjaśnione zostało wyjaśnione