Beata: świadectwo Mamy

Po czterech latach doświadczenia cudu postanowiłam napisać swoje świadectwo.Urodziłam córeczkę z rzadką chorobą genetyczną,która przynosiła jej bardzo duże cierpienie i bólu,ponieważ choroba ta związana była z brakiem naskórka na ciele a w dodatku była to postać śmiertelna,gdzie długość życia nie przekraczała 6-tego miesiąca życia.Nowennę udało mi się odmówić za drugim razem. W ostatnim dniu nowenny córeczka Ola mającą 9 miesięcy zmarła.Co prawda modliłam się o uzdrowienie, ale widocznie inna była Wola Boża.Początkowo nie wiązałam tych wydarzeń ze sobą, bo byłam załamana. Teraz po długich rozmyśleniach zdałam sobie sprawę że nie moglibyśmy żyć tak dłużej. A teraz chodzę na cmentarz do mojego aniołka,ale wiem że już nie cierpi.Naprawdę zachęcam wszystkich którzy znaleźli się w trudnej sytuacji do odmawianie tej wspaniałej modlitwy, która naprawdę umacnia.Pozdrawiam

Łaska dobrej śmierci

3 lata temu moja teściowa zachorowała na raka. Choroba szybko postępowała, rak przerzucił się na inne narządy. Zajęty był cały organizm, co róż pojawiały się nowe guzy. Rozpoczęłam odmawianie NP w intencji uzdrowienia teściowej. Jej stan jednak ciągle się pogarszał. Teściowa zmarła, ale otrzymała wielkie łaski w dniu śmierci. Konała w szrwało szpitalu, ale w gronie rodziny, w łasce uświęcającej.

Przeczytaj całośćŁaska dobrej śmierci

Beata: świadectwo dobrej śmierci

O nowennie dowiedzialam sie z internetu. Czytajac te wszystkie swiadectwa postanowilam zawierzyc sie Matce Milosiernej z Pompejow. W ostatni dzien mojej pierwszej nowenny dowiedzielismy sie, ze moj kochany (juz w tym momencie bardzo schorowany) tesc jest chory na  nieuleczalnego  raka i lekarze nie moga juz pomoc. Nikt tez nie umial powiedziec ile czasu zostalo.

Przeczytaj całośćBeata: świadectwo dobrej śmierci

Monika: Maryja nas prowadziła

Kiedy mój tato ciężko zachorował na nowotwór zaczęliśmy go polecać  Mateńce Pompejskiej wiem że dzięki naszej modlitwie w sposób  cudowny był prowadzony przez Mateńkę wyciszony pomimo ogromnego cierpienia nowotwór postępował i dawał kolejne przerzuty był już płucach tato w sposób niewyjaśniony dla lekarza przymującego na oddziale intensywnej opieki zostaje tam pokierowany i przyjęty ponieważ jak się dowiadujemy od lekarza prowadzącego iż takich przypadków chorobowych nie przyjmują jednak tato po dwóch dniach odchodzi w ciszy i spokoju odchodzi do Domu Pana mając zapewnioną kompleksową opiekę medyczna a nie zostaje zaintubowany dzięki czemu nie musi umierać po prostu z uduszenia ponieważ płuca są prawie nie wydolne tak jak przystało na chrześcijan ratowaliśmy do końca zapewniając godne warunki w chorobie. Do końca dało się czuć opiekę kochanej Matki teraz Nowenną Pompejską modlę się polecając duszę śp. taty Ludwika prosząc o dar Nieba Bądż uwielbiona Trójco święta za dar tak wspaniałego ojca i męża.

Spoczywaj w Panu

Amen