Genia: Nawrócenie i mąż

Chciałabym wam opisać nie tylko spełnienie obietnicy nowenny, ale również moje nawrócenie. Choć wychowałam się w rodzinie wierzących, z rodzicami chodzącymi do kościoła co niedzielę, jako dziecko byłam kompletną ateistką i raczej bawiły mnie opowieści biblijne, a o rodzicach myślałam z politowaniem. Jestem umysłem ścisłym, nie wierzyłam w Boga i nawet nie kwestionowałam Jego „nieistnienia”, choć uwielbiałam filozofię i zadawałam rodzicom dużo pytań w kwestii wiary, które zbywali albo dawali nielogiczne odpowiedzi. Uważałam za to Jezusa, za „równego gościa”, postać historyczną, która mi imponowała mądrością i pewnego rodzaju buntem przeciwko normom, uważałam za dobry biblijny system etyczny – nazywa się to paradoksalnie chrześcijański ateizm. Myślę, że nie znalazłam wtedy odpowiedniej osoby, która by mnie nakierowała, ale Bóg wybrał mnie, bym Go poznała w najmniej oczekiwany sposób. W ogóle moje doświadczenia z religią w szkole to porażka, zakonnice i katecheci nie umieją zachęcić inteligentnych dzieci do nauki i stawiają na humor i wesołość, co wydawało mi się infantylne, a inni uczniowie chodzili tylko po to, by „zaliczyć” i mieć wolny czas. Apologetyka wydaje się im obca. Nie potrafiłam przyjąć takiej samej postawy, bo wszystko, w co się angażuję musi być świadome, więc nie przyjęłam sakramentu bierzmowania z własnego wyboru. Ten okres to był okres mojego największego ateizmu, w którym robiłam bardzo dużo rzeczy Bogu na przekór. Nie dawało mi to jednak szczęścia. Czułam się samotna i bardzo chciałam kogoś poznać, ale również z racji, że jestem skrajnym introwertykiem, a zawieranie nowych znajomości jest trudne, liczyłam, że ktoś „na poziomie” mnie „odnajdzie”. W tym czasie pod wpływem dociekań i rozważań, że jakiś świat duchowy MUSI istnieć, stałam się agnostykiem. Kiedy w liceum związałam się z kimś, kto właśnie się wydawał inteligentny i wrażliwy, wiązałam duże nadzieje, że za niego wyjdę. Nasz związek był bardzo burzliwy, ale czułam, że jestem kochana, dlatego gdy przyszło rozstanie, to bardzo to przeżyłam. Byłam w depresji i myślałam, że już nigdy nie będę miała siły, by starać się o kogoś na nowo. Doszłam potem do siebie i czułam się lepiej, ale wciąż szukałam, a raczej liczyłam, że ktoś mnie zaczepi i zagadnie, ktoś, komu mogłabym zaufać i kto by mnie rozumiał. Po jakimś czasie od rozstania z moim pierwszym chłopakiem, z desperacji, że już wszystkiego próbowałam i nie wyszło, a może i z ciekawości, bo nie przywiązywałam do tego wagi, zaczęłam się modlić codziennie, Ojcze nasz + żebym mogła poznać kogoś takiego jak, – tu imię poety, którego uważałam za najatrakcyjniejszego mężczyznę, który żył na ziemi. Teraz jak sobie o tym myślę, to TAKI WSTYD mnie ogarnia, ale wtedy nie miałam innej perspektywy, nie znałam Boga, nie sądziłam, że się spełni. Ponieważ spotkania w realu są dla mnie trudne, to rozmawiałam z innymi przez internet. I wtedy poznałam GO, ateista, interesuje się tym samym co ja, wrażliwy i inteligentny, pomyślałam – A może jednak Bóg istnieje i wysłuchuje modlitw? Jeszcze nie byłam tego pewna, ale myślałam o nowo poznanej osobie jako o darze z nieba, myślałam o rychłym ślubie i szczegółach z nim związanych. W tej euforii, nie zważając na przykazania, niestety zamieszkaliśmy razem i poznałam, że on potrafi mnie zranić i ma wiele wad. Za to właśnie wtedy nastąpiło moje nawrócenie, im gorliwiej się modliłam, tym bardziej zmieniało się jego zachowanie na lepsze i było między nami lepiej. Tak przez niego, przeciwnika kościoła można by powiedzieć, a nie przez moich przykładnych rodziców ani przykład kulturowy, nawróciłam się. „ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże”. Zabawne, że właśnie z powodu kogoś, kto zupełnie nie uznaje Boga ja stałam się Jego gorliwym wyznawcą. Za to droga była długa, nie rozumiałam wiele rzeczy, czasem nawet na Boga się obraziłam, „no jak to Panie Boże? Tyle się modlę a tu figa?”. Wtedy do mnie dotarło, że Bóg nie jest automatem z życzeniami, włóż żeton-modlitwę i wypadnie życzenie. Bóg jest bardziej, jak mogłabym to ująć w młodzieżowym przykładzie, jak w grze komputerowej, bonus do szczęścia. Bóg daje przez modlitwę i kontemplację najlepszy możliwy rezultat danego zdarzenia losowego, nie chroni przed porażkami ale uczy i wpiera jak je przetrwać. Wtedy, gdy czułam, że jestem najbardziej opuszczona Bóg mi dawał do zrozumienia, że jest przy mnie. Bóg mnie odarł z mojej pychy i wyniosłości, a dał cierpliwość i energię, jakiej nigdy nie miałam, wytrzymałość do miłości. Było mi bardzo źle w sytuacji, że nie wiedziałam w końcu czy to jest TEN, czy nie, a na pewno nie chciałam się wyprowadzać, choć kilka razy się rozstawaliśmy a ja mieszkałam u rodziców. Przyjęłam z myślą o ślubie świadomie i uważnie sakrament bierzmowania i chodziłam na nauki przedmałżeńskie. Wtedy to natrafiłam na nowennę. Chciałam pomodlić się oto, czy mam z nim być „najcięższym działem” do modlitwy, a taką z pewnością jest Nowenna Pompejańska. Byłam dla siebie bardzo surowa i wymagająca, uznawałam, że Bóg mnie wysłuchuje tylko wtedy, kiedy odmawiam je ZAWSZE na kolanach i WSZYSTKIE tajemnice od rana i OD RAZU po przebudzeniu, o 5. Dodatkowo odmawiałam koronkę do miłosierdzia, litanie do Najświętszego Serca oraz do Krwi Pana Jezusa, odmawiałam liturgię godzin, analizowałam różne przekłady Biblii. Zdecydowałam, że ograniczę mięso do niedzieli i nie kupię już słodyczy/deserów z cukrem do końca życia, jeśli Bóg mnie wysłucha. Czasem byłam zła na Pana Boga dlaczego mi to „robi, że „zmusza mnie” do tak ciężkiej pracy. Zrozumiałam dopiero później, że moja postawa wywodzi się z pychy, a Bóg obdarza łaskami nawet kiedy nie staram się aż tak bardzo, ale mam sercu intencję i zaufanie do niego. Teraz, długo po nowennie, wiem, że jestem tylko słabym człowiekiem, nie dam rady każdego dnia na kolanach odmawiać tak długo, i to też jest w porządku, nie chcę rozważać tajemnic po przebudzeniu, bo tysiąc myśli mi głowę zawraca, też jest okej. Mogę odmówić je i kilka godzin po południu na siedząco/klęcząc na łóżku. Są takie dni, że albo różaniec odmawiam leżąc, albo tylko parę Ojcze nasz, jak dzień jest trudny, a ja jestem bardzo zmęczona. Nie chodzi o to, by męczyć się i być przez to zgorzkniałym, ale o to, by rozważyć tajemnice, by się nad nimi naprawdę skupić i zaufać Bogu, czasem to zaufanie jest najcięższe. Nowennę ze wszystkimi dodatkowymi modlitwami i wyrzeczeniami z trudem odmówiłam tylko raz, każdego dnia z rana od 5.00-6.00. Bardzo schudłam w tamtym czasie, przy 180 cm ważyłam 49 kg, bardzo często się kłóciliśmy, pytałam się dosłownie z 500 razy Pana Boga, czy mam z nim być i za niego wyjść i zawsze wtedy on się reflektował, a sprawy między nami układały się pozytywnie. W końcu nawet on, zgodził się przychodzić na nauki przedmałżeńskie, czasem mi przypominał „żebym się pomodliła, jak to dobrze związku robi”. Wzięliśmy ślub po dokładnie 7 latach, zaplanowany był od dwóch, więc nie przewidzieliśmy pandemii. Cud stał się, że właśnie w tym okresie pandemii, między jedną falą a drugą otworzyło się okienko; świadkowie mi nie odmówili, choć spora część gości bała się i nie mogła uczestniczyć. Łzy podchodzą mi do oczu kiedy myślę, że on się odbył DOKŁADNIE tak, jak miałam to przed oczami te siedem lat temu, kiedy się pierwszy raz o niego modliłam. Ten kościół i sala i te stroje, i to, że nawet w tym trudnym okresie nie musiałam rezygnować z wesela, ale wręcz przeciwnie, chociaż skromne nikt nie zachorował i każdy się dobrze bawił. Jedyne czego żałuję, to to, że ślub odbył się tak późno, choć może z drugiej strony, Bóg oczekiwał mojej wewnętrznej przemiany, która trwała tak długo? Jest mi bardzo ciężko, bo mąż ma trudny charakter i to ja przez moją wiarę wnoszę światło do związku i mam więcej obowiązków ale to właśnie rodzina i różaniec jest moją największą pociechą i podporą. Nie jestem w stanie odmówić ponownie nowenny, ale modlę się codziennie różańcem i liturgią godzin. Czasem po różańcu odmawiam koronkę i te dwie litanie, przeżywanie męki Chrystusa w sposób krótszy niż droga krzyżowa i skupiający się na miłosierdziu daje mi największą siłę. Co do wyrzeczeń, to staram się ich przestrzegać, mięso na niedzielę i słodycze z ksylitolem/zdrowym zamiennikiem, nawet dla zdrowia, choć tu poległam już wiele razy! Różaniec odmawiam zawsze w tej samej kolejności, bez względu na dzień, bo to mi przynosi najlepsze rezultaty dla wiary. Zaczynam od tajemnic chwalebnych, bo zmartwychwstanie to największa prawda wiary, potem bolesne, by przygotować się na wzięcie własnego krzyża/pocieszyć się w cierpieniu, jeśli odmawiam na koniec dnia. Potem radosne, by wzbudzić nadzieję/podziękować za łaski w ciągu dnia. Na końcu tajemnice światła, by umocnić swoją wiarę i pamiętać o cudach, dużych i małych, w moim życiu, przez Pana Jezusa. Różaniec jest najlepszą modlitwą, bo obejmuje wszystkie aspekty Biblii i wiary i może stanowić mini rachunek sumienia, zmusza nas do dobrego wysiłku i przypomina każdego dnia o podstawach. Zachęcam wszystkich do wytrwałości w modlitwie, moja intencja została wysłuchana nawet w takim momencie, jak pandemia, i po takim długim czasie, jak te siedem lat.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!