Anonim: Różowy różaniec z Pompejów

Nigdy nie myślałam, że będę błogosławić przy każdym odmówionym różańcu tę nieznaną Włoszkę, która w Pompejach, przy ruinach zasypanego miasta, zupełnie niespodziewanie, wręczyła mi i mężowi różowy różaniec i książeczkę po włosku, z instrukcją jak odmawiać nowennę pompejańską. Nie zrozumieliśmy jej wtedy. Ona, na dźwięk naszej rozmowy z dziećmi, krzyknęła tylko „Pappa Polacco” a przy drzwiach, z których wyszła zobaczyliśmy malutki ołtarzyk z Matką Pompejańską i wizerunkiem polskiego papieża. Nie doceniliśmy wtedy tego daru. O cudach nowenny nie słyszeliśmy. Dopiero kilka lat później, po jakimś programie telewizyjnym zrozumiałam, co otrzymaliśmy. Odmówiłam wtedy nowennę pierwszy raz za zadany egzamin syna. Matka spełniła moją prośbę. Syn trafił na pytania, które chciał otrzymać. Niesamowite było to, że w czasie, kiedy zdawał, wiedziałam z czego zdaje. Tak, jakbym tam była. Potem na kilka lat zapomniałam o nowennie. Kiedy czegoś potrzebujemy, to Matka zawsze spełnia naszą prośbę, ale my nie zawsze wywiązujemy się z obietnic. W zeszłym roku w lipcu sytuacja w rodzinie stała się nie do wytrzymania. Dorosły już syn pogubił się na drodze życia, a właście w ogóle nie zamierzał się odnaleźć. Prosiłam o wskazanie mu jego drogi życiowej i wtedy Matka pokazała mi poprzez różne zdarzenia, że moje dziecko jest uzależnione od gier komputerowych i że w tej chwili nie może spełnić mojej prośby. Dokończyłam nowennę, jednocześnie zaczynając drugą w intencji uwolnienia go od uzależnienia. Matka Boża tak pokierowała wydarzeniami, że mężowi i reszcie rodziny otworzyły się oczy (wcześniej nikt mi nie wierzył) i nie mógł on dalej kłamać i oszukiwać wszystkich, że nic mu nie wychodzi. Jemu było tak wygodnie a teraz znalazł się w potrzasku. Działy się straszne rzeczy- łącznie z dewastacją mieszkania, policją wezwaną przez sąsiadów, wydawaniem jakichś przerażających dźwięków po zabraniu komputera. Byłam na dnie rozpaczy, bezslilna, obwiniana przez rodzinę o nieudolność wychowawczą a ja stałam, patrząc mu prosto w oczy, kiedy miał atak furii i wiedziałam, że to nie jest w tej chwili mój syn, tylko zły, który daje znać o sobie. Najbardziej niegatywnie reagował właśnie na mnie. Gdyby nie Matka Boża, nie dałabym rady przez to przejść. Sytuacja się pogarszała i mój mąż, chyba żeby mnie pocieszyć, też zaczął odmawiać nowennę za naszego syna. Znalazł czas, mimo że dużo pracuje. Minęły dwa miesiące i działo się coraz gorzej. Znikąd pomocy, bo pandemia, a syn pełnoletni i na leczenie musiałby sam się zgłosić. Została tylko nowenna nie do odparcia, której trzymałam się kurczowo. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, zachowywałam się jak automat zastygnięty w jakimś skowycie. A Maryja spojrzała na mnie. Dwa razy usłyszałam jej obietnice, że będzie lepiej. To nie były moje myśli. To przyszło jakby spoza mnie. Otrzymałam nie prosząc o nie: łaskę spokoju, łakę wiary, łaskę mówienia prawdy i nieużywania wulgaryzmów. Matka przetrząsnęła moją duszę i oczyściła mnie. Przy kolejnej nowennie prosiłam już o dary Ducha Swiętego dla moich dzieci, każdemu według potrzeb, bo jakoś poczułam, że właśnie o to powinnam prosić. Trzeciego dnia tej nowenny śniłam na jawie- zobaczyłam sylwetkę Jezusa za czystą szybą. Jego dłoń powędrowała ku framudze i palce stały się brudne. Powiedział do mnie tylko jedno słowo: joga. Zrozumiałam! Tego dnia była niedziela i przyjechał ksiądz z Polski i właśnie o tym mówił, jako grzechu przeciwko pierwszemu przykazaniu. Byłam wdzięczna, że w dobie pandemii mogłam skorzystać z sakramentu spowiedzi. A potem stał się cud. Doświadczyłam wylania łaski Ducha Swiętego, mimo że nie prosiłam o nic dla siebie. Tak jakby spłynęła na mnie od głowy w dół taka błogość i poczucie niezmierzonej miłości. Trwałam tak długą chwilę, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę. Zrozumiałam w jednej chwili znaczenie Ducha jako Osoby Boskiej. To nie koniec. Moja córka przyszła dzień później pochwalić się, że już wie, co chce robić po maturze, że właśnie ją olśniło. A syn.. dalej gra, ale nie tyle co przedtem i poszedł do pracy. Zdecydował o tym w tym samym czasie. Ma kontakt z mnóstwem ludzi a mimo to nie zaraził się ani on, ani nikt z nas covidem. Wcześniejsze pomysły, żeby żyć z grania w gry komputerowe zarzucił. Widzę promyk nadziei, bo wraca z pracy zadowolony. Daleko jeszcze do całkowitej normalności, ale powierzyłam siebie i moją rodzinę Maryi w grudniowym oddaniu się jej. Jakoś tak się wszystko układa, że mogę uczestniczyć w pierwszych sobotach miesiąca w parafii i widzę ludzi, którzy też doświadczyli łaski za pośrednictwem Maryi. Chciałabym na koniec podziękować wszystkim, którzry zamieszczają swoje świadectwa. To było i jest nadal dla mnie wielkie wsparcie, kiedy dopadają mnie chwile rozpaczy. Jakże trudno tak po ludzku całkowicie zawierzyć i zdać się na wolę Bożą. Maryjo, nie opuszczaj nas!

W cieniu Krzyża.

Opowieść o św. Ricie z Cascii.

  • Piekne świadectwo matki modlacej sie o swoje dziecko a takze modlitwy ojca. Niech Wam Bog blogoslawi.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!