Maksymilian: Z Jezusem przez cierpienie

Chciałbym podzielić się tym, jak za pośrednictwem Najświętszej Panienki zbliżyłem się do Pana Jezusa, przechodząc przez najcięższą sytuację w życiu. Otóż kiedy mając 16 lat moja mama zachorowała na nowotwór złośliwy moje życia zmieniło się dość znacząco.
Otóż z mamą miałem najlepszy kontakt, zawsze się jej ze wszystkiego zwierzałem, spędzałem z nią najwięcej czasu i kiedy nagle zaczęła spędzać długie dni w szpitalu tego wszystkiego zaczęło mi braknąć. Jak to jest z porywczymi szesnastolatkami,dowiedziawszy się o podejrzeniu choroby u mamy, zrobiłem coś szalonego. Całkiem na serio przyrzekłem Panu Bogu, że choćby mama była zdrowa lub nie to pójdę na pielgrzymkę do Częstochowy. Dzięki tej przysiędze, którą dane mi było dotrzymać po 6 miesiącach, latem poszedłem na pielgrzymkę. W tym czasie bardzo zbliżyłem się do Boga i zacząłem z Nim coraz częściej rozmawiać. Jedną z tych form rozmowy był właśnie różaniec i nowenna pompejańska. Początkowo podchodziłęm do różańca dość sceptycznie, uważając powiedzenie go w całości za czyn niemalże heroiczny. Jednakże bardzo szybko przyzwyczaiłem się do tej przepięknej modlitwy. Była ona i jest dla mnie bardzo dobrym narzędziem, by rozważać życie Pana Jezusa i trwać przy Jego Matce. Po pielgrzymce stan mojej mamy się pogarszał, a ja podjąłem drugą nowennę, tym razem w intencji mamy, aby, jeśli Pan Bóg tego chce, wyzdrowiała. Pamiętam, kiedy o 2 w nocy trzeba było wstawać do mamy, która krzyczała, raz z bólu, raz dlatego, że regularnie podawana morfina rzucała cień na jej psychikę. Pamiętam jak wtedy starałem się być silny i okazać swoją miłość jak potrafiłem. Przecież Pan Jezus wzywa nas do miłości. Siedziałem obok niej i rozważałem tajemnice bolesne, kiedy płakała, kiedy spała. Widziałem w niej Pana Jezusa, który przecież też tak cierpiał. W końcu mama trafiła do hospicjum. Pewnego dnia miała bardzo silny krwotok i lekarze mówili, że lada chwila może umrzeć. Pamiętam, że czułem się wtedy trochę zawiedziony i myślałem, że mam pełne prawo obrazić się na Boga, jednakże postanowiłem w sercu mu zaufać, bo przecież wiedziałem, że On z nami jest i nas cały czas kocha. Pamiętałem o Jego miłości też kiedy żegnałem się z odchodzącą mamą i kiedy umarła w pierwszą niedzielę adwentu. To aż dziwne, ale miałem i mam przeczucie graniczące z pewnością, że mojej mamie nic złego się nie stało. To może wydawać się dziwne, ale kiedy wszyscy wokół płakali, ja wiedziałem, że jest dobrze, że mama przyjęła sakramenty, że nie cierpiała na próżno, że teraz jest z Tym, który ją do Siebie wezwał. Myślę, że to wielka łaska, że mogłęm przeżyć tak wielką tragedię z różańcem w dłoni, że Pan Jezus, chociaż nie dał mamie zdrowia to dał jej Siebie w życiu wiecznym. Ja jestem przekonany, że Maryja i Pan Jezus prowadzili mnie za rękę przez cały ten czas i prowadzą nadal. Jestem szczęśliwy, że mogę to zauważyć i żyć z Nimi w przyjaźni aż po dzień dzisiejszy

Hematytowa

dziesiątka

różańca - brelok

  • Jesteś wspaniałym człowiekiem ,cudownym kochającym synem ,mama napewno jest z ciebie dumna,napewno cały czas jest przy Tobie i zawsze będzie.Wszystkiego najlepszego Maksymilianie!

  • Maksymilianie , twoje świadectwo jest najpiękniejsze z tych wszystkich,ktòre do tej pory przeczytałam. Świadectwo żywej wiary i pięknej miłości. Niech Bóg Cię strzeże i prowadzi ,abyś po tym ziemskim życiu spotkał się z mamą w niebie.

  • Maksymilianie, wielu chciałoby mieć tak żywą i głęboką wiarę, nadzieję i ufność. Ja też…
    Jedno z najpiękniejszych świadectw. Niech Jezus i Maryja mają Cię zawsze w opiece.

  • Maksymilianie! Podziwiam Twoją postawę. Twoją wiarę. Miłość do Boga. Twoja Mama ma wspaniałego syna. Na pewno ZAWSZE będzie przy Tobie. Życzę szczęśliwego życia, pełnego miłości i spokoju w sercu. Poradziłeś sobie w takim wielkim cierpieniu….trudnym do zrozumienia. Zaufaleś Bogu. Niech Matka Boża opiekuje się Tobą , chroni od złego przez całe życie !

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!