Dawid: Spotkałem Boga

Świadectwo, które tutaj zamieszczę, jest świadectwem z całego mojego dotychczasowego życia. Jest podsumowaniem wszystkich dwudziestu jeden nowenn pompejańskich oraz wszystkich innych modlitw, które do tej pory odmówiłem. Należy się to Matce Bożej, jak i samemu Bogu. Z góry przepraszam za błędy oraz składnię, ale pisanie świadectwa z całego swojego życia niestety niesie za sobą wiele emocji. Świadectwo będzie długie, ale mam nadzieję udowodnić, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Zabrzmi to może bardzo niewiarygodnie, ale spotkałem go, doświadczyłem i jestem przekonany, że istnieje. Dlatego ja pod przykrywką tylko swojego imienia, postaram Ci się o nim opowiedzieć, drogi nieznajomy bądź nieznajoma.
Muszę krótko opisać swoją historię, aby dało się bardziej zrozumieć, to czego Bóg dokonał w moim życiu. Urodziłem się jako siedmiomiesięczny wcześniak i już na samym początku miałem dużo szczęścia, ponieważ moje życie było zagrożone, jednak wolą Bożą było to , abym na tym świecie został dłużej i chwała mu za to. Moje dzieciństwo w skrócie było ciężkie, a jego skutki odczuwam po dzień dzisiejszy. Dom rodziny nie był idealny, nie był taki, o jakim marzy każde małe dziecko, jednak mimo wszystko bardzo kocham swoich rodziców i jestem wdzięczny, za to co w życiu dla mnie zrobili, każdy przecież popełnia błędy. Wiele złych doświadczeń w szkole z rówieśnikami, nauczycielami, jak i sprawami, w które się angażowałem jako dziecko. W późniejszym okresie rozterki w relacjach. Nie chce, aby to zabrzmiało jak jakieś użalanie się nad sobą, bo tak nie jest, chcę tylko zobrazować drogę, którą wyznaczył mi Bóg. W dorosłe życie wchodziłem jako człowiek, który nie miał żadnych perspektyw na przyszłość. Do tego momentu usłyszałem od wielu ludzi, że się do niczego nie nadaję, że nic ze mnie nie będzie, że nie skończę szkoły, mimo że nie uczyłem się najgorzej, że nie ułożę sobie życia, nie znajdę dziewczyny czy żony, że nie nadaję się do sportu, że jestem biedny ubogi i wiele innych rzeczy, o których nie sposób sobie przypomnieć. Na wiele, rzeczy nie miałem po prostu wpływu. Nie miałem wpływu na to, skąd pochodzę i co mam. Jedyne co mi zostawało to Bóg, w którego zawsze wierzyłem. Chodziłem do kościoła praktycznie zawsze, ale tak prawdziwie spotkałem go dopiero później. W tych trudnych momentach zacząłem się do niego zwracać, aby mi pomógł w nauce, znalezieniu drugiej połówki czy sporcie, aby pomógł mi w tych trudnych doświadczeniach, gdzie zostałem skreślony. On działał, działał z dnia na dzień. Nowennę pompejańską poznałem w 2013 roku, będąc już na studiach, od tamtego momentu zakochałem się w różańcu, każdy problem rozwiązywałem za pomocą nowenny pompejańskiej i różańca, dlatego może nazbierało się ich aż dwadzieścia jeden. Jednak czym człowiek mocniej się modli, tym szatan bardziej działa i w 2015 roku nastał taki kulminacyjny punkt w moim życiu. Pewnego październikowego dnia. Kiedy z ciekawości przyszedłem i zobaczyłem, jak wygląda msza święta z modlitwą o uzdrowienie. Usiadłem w ostatniej ławce w kościele, byłem bardzo przelęknięty, pamiętam jak dziś, że modliłem się Panie Jezu, po co ja tutaj jestem, że już nie daję rady, nie wiem co dalej z moim życiem, czego się nie dotknę, to się psuje. Tamten rok był chyba najgorszym w moim życiu, wiele złego się wydarzyło, na co jako człowiek nie miałem wpływu. Powiedziałem mu, że jeżeli naprawdę jest, to niech mi pomoże. Przystąpiłem jak zwykle do mszy świętej, pomyślałem sobie pod koniec, msza jak msza niczym wielkim się nie różni od normalnej, jedynie wszyscy śpiewają pieśni uwielbienia, których zbyt wiele nie ma na normalnej mszy. Kontynuacją mszy świętej było wystawienie Najświętszego Sakramentu, podczas którego trwaliśmy w uwielbianiu Boga. Jak dziś pamiętam swoje zdziwienie, kiedy ksiądz powiedział, że otrzymał słowa poznania, że Pan Jezus chce działać pośród nas. Ksiądz przekazywał, kogo Pan Jezus dotyka, co leczy, aż w pewnym momencie padły słowa, które zmieniły moje życie na zawsze. Ksiądz powiedział; Pan Jezus przychodzi do ponad dwudziestoletniego mężczyzny, który siedzi w ostatniej ławce, który jest przelęknięty i nie wie co dalej z jego życiem, Pan Jezus mówi, kocham cię, zaufaj, mi ja jestem z Tobą. Moja wiara była coś na zasadzie Tomasza niedowiarka jak nie dotknę, to nie uwierzę. Wiedziałem, że to były słowa mojej modlitwy, które wypowiedziałem przed mszą świętą, jednak rozejrzałem się jeszcze i nigdzie z tyłu nie zobaczyłem młodego mężczyzny w takim wieku. Wiedziałem, że Bóg zadziałał tak, abym nie miał wątpliwości. Zaczęło dziać się wiele rzeczy, wszystko zaczęło się prostować, zaufałem mu bezgranicznie. Modliłem się wieczorami, tak jak jest napisane w piśmie świętym, aby nikt nie widział. Modliłem się za swoich nieprzyjaciół, dzięki Bogu byłem wstanie wybaczać i w każdym człowieku widzieć dobro. W 2017 roku poznałem dziewczynę, która nie okazała się być tą jedyną, ale Bóg w tym wszystkim miał swój plan. Mimo że ta relacja bardzo bolała, zostały zadane mi tak ogromne rany na sercu i duszy, że każdy dzień był nie do zniesienia. Wiele rzeczy wymyślonych na mój temat, wiele kłamstw, oszczerstw. Bóg dzięki temu dała mi do zrozumienia, kogo naprawdę szukam. Mam zapisane większość modlitw z tamtego okresu i w tamtym czasie modliłem się o to, abym poznał wierzącą dziewczynę, z którą będę wstanie, zachować czystość przed ślubem, zawsze to dla mnie było ważne, i oczywiście zbudować związek na Bogu. Modliłem się o to bardzo wiele i w 2018 roku w pewien sobotni wieczór zaczęła się relacja z pewną wspaniałą kobietą. To, czego dokonał Bóg, jest niemożliwe, a pisząc to, uroniłem już kilkanaście łez, ponieważ, dostałem setki razy więcej, niż prosiłem. Jednak jak każda relacja wymaga sporego trudu, aby zbudować coś trwałego i stałego, żeby nie rozpadło się od razu lub po kilku miesiącach. Każde z nas wchodząc w tą relację, miało za sobą jakieś doświadczenia życiowe, jedno mniejsze drugie większe. Postanowiliśmy to wszystko zbudować na przyjaźni a moje niskie poczucie własnej wartości, zranienia z dzieciństwa i z poprzednich relacji pozwoliły zrozumieć, że potrzebuję pomocy specjalisty. Ciężko się do tego przyznać, ale tak było. Jednak osoba, która mi pomagała była darem od Boga i on wiedział co robi. Dostawałem zadania, wytyczne, wyzwania i powoli odnajdowałem w sobie to, czego powinienem się nauczyć już dawno. Dziewczyna, którą poznałem, razem ze mną doszła do wniosku, że również potrzebuje więcej czasu, aby się otworzyć, lepiej komunikować bo mieliśmy z tym bardzo duże problemy, każde z nas potrzebowało więcej czasu. Tak właśnie idealnie dopasował nas Bóg. Codziennie otwieraliśmy się na siebie bardziej, poznawaliśmy się, uczyliśmy się siebie, w pewnym sensie docieraliśmy, trwało to bardzo długo, z tego względu nie podobało się to wielu osobą z naszego otoczenia, które sugerowały, że jestem nie dojrzały, nie zasługuję na nią, że my nie mamy szans, że jestem zły, a czym bardziej się starałem i modliłem tym gorsze informacje, do mnie docierały. W pewnym momencie zaczynałem w to wszystko wierzyć, myślałem, że my nadzwyczajnie do siebie nie pasujemy mimo że oboje czuliśmy zupełnie coś innego. W tym czasie zupełnie przez przypadek trafiłem na kazanie ks. Dominika Chmielewskiego, który powiedział, że szatan chce zniszczyć każdą relacje, która chce zbudować coś na Bogu, wtedy uświadomiłem sobie, że mimo wszystko nie wolno się poddawać. To doprowadziło to tego, że nasza piękna przyjaźń mogła przerodzić się w coś więcej. Czekaliśmy na to bardzo długo. Trzynastego maja 2020 roku w dzień fatimski oddaliśmy naszą relację Matce Bożej, obiecaliśmy sobie, że nikt i nic nie jest w stanie wmówić nam, że nie możemy być razem i jeden albo drugi jest gorszy. Mimo, że otoczenie w pewnym stopniu nie dawało czy nie daje szans, ciągle jesteśmy razem. Matka Boża trzynastego grudnia 2020 roku zaprowadziła nas wspólnie na Jasną Górę, gdzie postanowiłem się oświadczyć przed obrazem Matki Bożej w dodatku w niedzielę radości. Chciałem w ten sposób podziękować Matce Bożej, za to co zrobiła w naszym życiu i jak wiele łask nam wyprosiła. Jednak nawet w ten dzień szatan robił wszystko, abym tego nie zrobił. Ogromny stres, w głowie milion myśli, szczególnie tych, które uświadamiają mi, jak wielu w nas nie wierzy, ale powiedziałem Matce Bożej, że jej zawierzam to, co zraz się wydarzy i niech Bóg nas prowadzi w dalszej drodze. Mamy świadomość tego, że przed nami wiele ciężkich momentów, każdy z nas jest innym człowiekiem, każdy popełnia błędy, ale jestem pewien, że fundament który wypracowaliśmy sobie na naszej przyjaźni, jest tak solidny i tak Boży, że nie jest go wstanie zniszczyć, żadne ludzkie gadanie, czy zasadzki szatana. Szatan będzie uderzał w nasze najsłabsze punkty, ale mamy tego świadomość i sobie poradzimy. Dziś z perspektywy tego wszystkiego rozmyślamy, jak dobrze się stało, że Bóg dał nam tyle czasu, że dzięki temu cegiełka po cegiełce zbudowaliśmy ten fundament. Wiemy, że mogliśmy zrobić wiele rzeczy lepiej, inaczej, mądrzej. Chcemy zbudować Bożą rodzinę, taką swoją, inną, unikalną i niepowtarzalną, mamy szanse na to. Modlimy się o to aby nasze rodziny to pojęły, zaakceptowały i co najważniejsze dały w tym wszystkim błogosławieństwo.
W moim świadectwie padają słowa o sporcie. Sport zajmuje w moim życiu znaczną część. Gram amatorsko w piłkę nożną, ale w tym sporcie również doświadczyłem Boga. Zaczynając swoją przygodę z piłką kilkanaście lat temu, usłyszałem słowa: „Po co przyszedłeś”, „ Nie nadajesz się”, „ Są lepsi od Ciebie”. Jednak sport dał mi w pewnym stopniu ukojenie, pozwalał odreagować złe emocje, które ciągle się we mnie zbierały. Trenowałem ciągle uparcie i na tyle długo, że w końcu dostałem się do dorosłej piłki ( 5 poziom rozgrywkowy w Polsce to amatorzy, ale uważam, że nawet na najniższym poziomie można dawać z siebie wszystko, i robić coś, co sprawia przyjemność ). Wszystko było ładnie pięknie, aż w pewnym momencie trafiłem na trenera, który powiedział, że nie mogę uczęszczać już na treningi, bo są lepsi, a w jego ocenie marnuję tylko czas. Mimo, że to amatorski poziom, był to ogromny cios. Coś, co robiłem tyle lat, w jeden dzień zostaje mi zabrane. Pamięta jak dziś, pojechałem na boisko, żeby potrenować samemu, wchodząc na boisko, znalazłem różaniec. Skąd różaniec na boisku ?. Przecież żaden piłkarz nie biega z różańcem. Uznałem to za ogromny znak. Zacząłem się modlić nowennę aby Bóg pozwolił mi wrócić, mocniejszym i silniejszym, aby udowodnić, że zbyt szybko zostałem skreślony, ale wszystko zgodnie z jego wolą. W trakcie odmawiania nowenny dostałem informację, że w naszym klubie tworzona jest drużyna rezerw i do niej mam uczęszczać na treningi. Tą drużynę prowadził wspaniały człowiek, który znał moją historię i powiedział mi, że czasami trzeba zrobić krok wstecz, aby móc później zrobić dwa w przód. Trenowałem ciężko, moje występy były coraz lepsze, aż nastąpił zwrot wydarzeń i mogłem wrócić tam, gdzie mnie wcześniej nie chciano. Wiedziałem, że to nowenna te wszystkie zbiegi okoliczności, zdarzenia, ludzie to nie przypadek. Na koniec napiszę, jak Matka Boża odpowiedziała mi, że to ona. Pierwszy mecz po powrocie, mecz wyjazdowy jak dziś pamiętam, że do szatni wchodziłem jako ostatni, czekało na mnie jedno miejsce tak jakby było zarezerwowane tylko dla mnie, w momencie kiedy zacząłem odwieszać swoją kurtkę na wieszak, zobaczyłem nad nim przyklejony obrazek Matki Bożej. To, co wtedy czułem, te ciarki to uczucie radości nie z tego, że mogłem robić to co kocham, ale radość, że Matka Boża za mną oręduję. To są moje interpretacje znaków czasu, każdy czytając to co pisze może odbierać to jak przypadek zbieg okoliczności, ale to wszystko układało się w taką całość, że nie można mówić tu o przypadkach. Z perspektywy lat, dziś gram regularnie, nie mam z tym problemów a na dodatek zostałem i kształcę się w kierunku trenera. Chcę przekazywać najmłodszym swoją wiedzę, doświadczenie a to wszystko sprawia mi ogromną radość. Gdybym kilkanaście lat temu uwierzył w to co mówili do mnie inni, że się nie nadaję pewnie nie byłbym w tym miejscu. Bóg przez sport chciał mnie nauczyć wielu rzeczy. Dzięki temu nie popadłem w żadne nałogi, sport nauczył mnie ogromnej pokory, wytrwałości, szacunku oraz jednej ważnej rzeczy, że nie ważne co robisz warto to robić na sto procent i że nigdy nie warto się poddawać, nawet jeżeli inni uważają inaczej. Sport w którym pozwolił mi wytrwać Bóg, nauczył systematyczności, dzięki temu nie mam problemu aby przed pracą uczestniczyć we mszy świętej, pokonując chyba w tym momencie największą grawitację jaka może być rano, czyli grawitację własnego łóżka, w którym jest miło i przyjemnie. W sporcie też nie zawsze było miło i przyjemnie i to właśnie owocuje. Sport pozwolił mi również spotkać wielu wspaniałych ludzi, którzy czasami byli jak dobry brat bądź ojciec. To też było ważne bo ludzi stawia nam Bóg. Wspaniale to teraz wszystko opisywać, jednak w tamtych momentach człowiek, ma chwilę zwątpienia i zawahania. Bóg tak wszystko ułożył, że mogłem znaleźć pracę, która pozwoliła mi to wszystko pogodzić. Dzięki niej mam możliwość uczestniczenia we mszy świętej, popołudniu po pracy mogę pomodlić się koronkę do Bożego miłosierdzia, dzięki tej pracy mogę realizować się jako trener i zawodnik, w dodatku praca po części związana z kierunkiem studiów, który ukończyłem. Zarobki, które otrzymałem są większe niż prosiłem i pozwalają ze spokojem myśleć o założeniu rodziny, której będzie trzeba zapewnić byt. Wiem nic nie trwa wiecznie, ale to wszystko to efekty gorliwej modlitwy. Gdyby ktoś mi powiedział, że Bóg zaprowadzi mnie w takie miejsce nigdy bym w to nie uwierzył, nigdy nawet jako młody chłopak o tym nie marzyłem, bałem się marzyć, śnić, bałem się prosić, ponieważ uwierzyłem w to, że nic od życia mi się już nie należy. Jednak moim Ojcem jest Bóg a on chce aby nam było dobrze, tylko musimy mu zaufać.

Podsumowując, to czego nauczył mnie Pan Bóg i jak go postrzegam przez te wszystkie doświadczenia i zdarzenia mogę powiedzieć, że Bóg ma ogromne znaczenie w moim życiu. Brak słów aby wyrazić jak mocnego Boga mamy. Mocy Boga nie można wyrazić słowami nawet tymi najpiękniejszymi jakie znamy to trzeba czuć. Pan Bóg chce z każdym z nas zbudować osobistą relację, właśnie tak mocną i piękną, że ciężko będzie nam o niej mówić. Ja czuję jego obecność w moim życiu. Jest źródłem mojego szczęścia. Jest dla mnie Bogiem cudów oraz rzeczy niemożliwych. Uwielbiam go za to w jaki sposób działa w życiu każdego człowieka. Kiedy mówię, że czegoś nie można On zawsze udowadnia, że jednak można. Działa z tak wielką mądrością i zawsze tak jak On tego chce. Mając obok siebie takiego Boga nie martwię się o to co będzie jutro bo wiem, że On z wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro. Dzięki jego łasce, każdego dnia chce stawać się lepszym człowiekiem otwartym na potrzeby drugiego człowieka. Nigdy nie możemy czuć się samotni, ponieważ mamy Boga najlepszego, najwierniejszego i najbardziej szczerego. On jest moim przyjacielem. Rozmawiam z nim o wszystkim mówię mu o swoich słabościach, gorszych chwilach ale również o zwycięstwach i chwilach radości. Jest przyjacielem, który często stawia mnie w prawdzie przed sobą i uświadamia jak mam postępować, bo zdarza mi się pogubić i powoli tracić drogę, którą mi wyznaczył. Dzięki sakramentom i jego łasce zawsze wracam. Dziękuję mu za wszystko nawet za cierpienia bo zawsze z perspektywy czasu okazuje się, że jego plan był lepszy i jak zawsze doskonały. On widzi więcej i lepiej, może dlatego, że patrzy z góry. Ciężko pojąć po ludzku jego działanie, które często jest dla nas tak bardzo niezrozumiałe. Mimo wszystko chce mu ufać we wszystkim co się zdarza w życiu bo jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Na koniec dodam jeszcze zdanie, które lubię sobie powtarzać kiedy natrafiam na trudności : „Nie mów Bogu, że masz wielki problem, ale powiedz problemowi, że masz wielkiego Boga”

Mam nadzieję, że to co napisałem pokazało jak Bóg działa w naszym życiu. Moje życie od samego dzieciństwa naznaczone przeciwnościami losu, ciężkimi trudnymi doświadczeniami, których nie sposób tutaj wszystkich opisać. Bóg pokazuje, że często powołuje właśnie takich słabych cierpiących do wielkich rzeczy. Mnie powołał do czegoś wielkiego, stworzenia własnej rodziny, świętej rodziny. Mam na wzór świętego Józefa to wszystko udźwignąć i każdego dnia będę się o to modlił. Zachęcam was drodzy nieznajomi zaufajcie Bogu módlcie się do niego On jest w stanie zmienić wszystko, a szczególnie to co w oczach ludzi jest niemożliwe. Spójrzcie na mnie, w życiu ludzie skreślili mnie setki razy i nadal skreślają, ale nie jest ważne co mówią o was inni ważne co macie w środku, to co widzi Bóg. Ludzie często oceniają czyjeś zachowania, ale nigdy nie przeszli drogi jaką dany człowiek musiał przejść i dlaczego robi tak a nie inaczej. W każdym człowieku należy dostrzegać dobro i to że jest dzieckiem Bożym, jeżeli Bóg nie skreśla człowieka to jak człowiek może skreślić drugiego człowieka. Najlepszym sposobem jest się modlić właśnie za tych, którzy nas skreślają to pomaga. Kochani polecam codzienną eucharystię, Bóg tak mnie doświadczył, że zakochałem się w eucharystii i częstej spowiedzi, bo jestem i będę grzesznikiem, ale każdy jest i każdy będzie. Eucharystia sprawia, że dzień jest inny piękniejszy nawet jak pada deszcz, człowiek zaczyna dostrzegać znaki jakie daje Bóg, przez zdarzenia czy drugiego człowieka. Eucharystia otwiera oczy na drugiego człowieka i chęć niesienia pomocy innym w szczególności tej anonimowej. Szatan będzie zniechęcał, mi robi to każdego dnia, ale wiem że jest to walka duchowa. Często słyszę głosy, że chodzę codziennie do kościoła a nie jestem taki święty na jakiego wyglądam, to zniechęca i może tak faktycznie jest, ale w sercu noszę tego co oddał za mnie swoje życie, Chrystusa mojego Pana i Zbawiciela i zaświadczam swoim świadectwem, że on jest był i będzie, ja go spotkałem oddałem mu swoje życie i zachęcam do tego również Ciebie. Jeżeli czyta to osoba, która twierdzi, że ma wszystko i nie ma się już o co modlić to chcę tylko powiedzieć, że czasami diabeł pozwala ludziom wieść życie wolne od kłopotów, bo nie chce, by zwrócili się do Boga. Nasz grzech jest jak więzienna cela tylko, że miła i przyjemna. Nam wydaje się, że nie ma potrzeby z niej wychodzić. Drzwi są szeroko otwarte aż pewnego dnia czas się skończy, drzwi celi zamkną się z hukiem i nagle będzie za późno. To jest właśnie ta walka duchowa o której wspominałem wcześniej, ale jest sposób na szatana. Diabeł nie umie walczyć w parterze. To nie jest płaszczyzna jego walki. Jest zbyt pyszny żeby zejść do parteru i uniżyć się przed Bogiem. On potrafi świetnie uderzać i świetnie kopać, zadawać nieprawdopodobne ciosy, które bardzo bolą, w najsłabsze punkty . Wiec jeśli chcesz przyjąć walkę na jego zasadach i cios za cios i kontrę za kontrę, to uwierz ze będzie bardzo boleć a on jest świetnym „uderzaczem” i może nie wygrasz w tej walce. Całe życie będziesz się z nim trzaskać, tłuc, bić i będziesz przegrywać. W momencie, w którym zejdziesz do parteru, szatan z Tobą nie zejdzie do parteru, bo on tam po prostu nie umie walczyć. Parter to jest pokora i uniżenie. Im bardziej się uniżasz tym bardziej Bóg będzie cię wywyższał, to jest niesamowita zasada duchowa. Jeżeli to świadectwo dodało Ci chociaż trochę nadziei, proszę pomódl się za mnie, chociaż jedną zdrowaśkę.

  • Dziękuję Dawid, zdrowaśka zmówiona, trwajmy w modlitwie i uniżeniu, pokorze, której tak bardzo brakuje nam dziś.

  • Dziękuję za świadectwo. Bardzo piękne i pouczające. Pomodlilam się w Waszej intencji. Niech Wam Pan Bóg blogoslawi w życiu

  • Piękne świadectwo, aż łzy poleciały mi po policzkach. Niech Bóg Wam błogosławi. Oczywiście Zdrowaś Maryjo odmówione.

  • Kochany Dawidzie.Dziekuje Ci za Twojej slowa,piekne swiadectwo.Jestes wspanialym ,madrym,silnym czlowiekiem a Twoj Charakter a przede wszystkie Twoja mocna wiara sa dla mnie i pewnie dla wielu innych przykladem.Zdrowas Maryjo za Ciebie odmowione,trwaj w modlitwie i ufaj Panu Bogu,podziwiam Cie bardzo i zycze Tobie i Twojej przyjaciolce ,abyscie stworzyli wspaniala rodzine.Niech Pan Bog Wam blogoslawi.

  • Drogi Dawidzie!
    Twoje świadectwo jest kwintesencją chrześcijaństwa i dojrzałości wiary. Porusza do głębi duszę i serce.
    Zdaję sobie sprawę, że wiara to gliniane naczynie, które wymaga ogromnej troski, zwłaszcza w obliczu tak dużych przeciwności, jakim musiałeś i musisz stawiać czoła. To jest ogromna łaską i życzę, byś w niej wytrwał i nigdy jej nie utracił.
    Niech Najświętsza Maryja Panna wyprasza u Boga wszelkie wszelkie dobro dla Twoich najbliższych i dla Ciebie. Wytrwajcie i bądźcie szczęśliwi.
    Pozdrawiam.

  • Jeśli to przeczytasz, to wiedz, że bardzo Ci współczuję, że miałeś takie dzieciństwo, ale jednocześnie bardzo Cię podziwiam, bo jesteś waleczny na miarę tego, co poknywałeś. Masz imię po krolu, wielkim wojowniku i również nim jesteś! Życzę Ci byś walczył dalej i wzrastał w Panu i byś miał w przyszłości kochającą rodzinę. Oby Boża Miłość zaleczyla wszystkie złe wydarzenia. Błogosławieństwa i nigdy nie wątp w to, że Bóg Cię zmienia. Dziękuję za podzielenie się tym wszystkim, ofiaruję za Ciebie modlitwę.

  • Dziękuję za piękne świadectwo. Życzę nieustannej opieki Matki Bożej, Jezusa i św Józefa nad Wami.

  • Jesteś szczęściarzem. Bóg Ciebie kocha.
    Dawaj tą miłość innym którzy jej potrzebują.

  • Dawidzie, Twoje świadectwo jest jak pokarm dla błądzącej duszy, niech służy każdej osobie, która ma chwile zwątpienia w życiu. Bóg wybrał ciebie, aby dać świadectwo tym, którzy jak św. Tomasz, uwierzyli jak zobaczyli. NP to niesamowity oręż w walce z szatanem i wszelkimi ludzkimi słabościami, ja również odmówiłem już ponad 20 NP i nadal trwam w nadziei, ze to o co proszę zostanie osiągnięte, a trwa ta nieustanna nadzieja i wiara już 8-my rok. Jestem z Toba, modle się za Ciebie, aby to co posiadasz w sercu, służyło jako świadectwo innym.

  • Wspaniale swiadectwo Dawidzie, dziekuje za szczerosc. Pan Bog najlepszym przyjacielem, nauczycielem, bratem, ojcem, jest wszedzie, wszystko przenika, ma z kazdym indywidualna relacje a bez jego laski, pociagniecia ku sobie, to nawet bysmy do niego nie poszli, to tez tajemnica.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości