Czcicielka: Poddajmy się woli Boga…

Na nowennę pompejańską, trafiłam przypadkowo. Po rozstaniu z chłopakiem usilnie próbowałam znaleźć jakiś magiczny sposób żeby zmienić to co się stało. Chciałam zrobić cokolwiek żeby było jak dawniej, żebyśmy do siebie wrócili. Zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską, na początku myślałam, że to tylko jeden różaniec dziennie, ale na szczęście doczytałam, że są to trzy części. Przy odmawianiu nowenny, modliłam się również do Matki Bożej rozwiązującej węzły oraz do Świętej Rity (nawet w listopadzie udało mi się pojechać na nabożeństwo ku Jej czci).Na początku nowenny wydawało mi się, że skoro tak proszę o łaskę, to zostanie mi udzielona, wrócę do siebie z swoim chłopakiem, ale po każdym dniu wszystko szło bardziej ku złemu. Straciliśmy kontakt, kiedy 20 dnia nowenny już nie miałam siły i odmawiałam nowennę przy spływających łzach na moich policzkach, modliłam się też tego dnia do Świętej Rity. I tego dnia wydarzył się cud, on odezwał się, ale rozmowa nie trwała zbyt długo…byłam rozczarowana, a później kolejne 27 dni kiedy się nie odzywał…a ja nadal miałam nadzieję, że Matka Boża Pompejańska mi pomoże. Różaniec odmawiałam raz w większym skupieniu, raz w mniejszym, to zależało od dnia. W sytuacjach kryzysowych czytałam lub słuchałam świadectw innych osób. Miałam raz moment, kiedy chciałam przerwać nowennę, ale po rozmowie z mamą, stwierdziłam, że dotrwam tak jak postanowiłam. Skończyłam nowennę wczoraj, nic się nie wydarzyło, ale pewnie tak ma być. Chcę ufać, że czeka na mnie ktoś lepszy…a może źle się modliłam…nie wiem. Te 54 dni były czasem kiedy przychodziły chwilę, zwątpienia, radości ale niezależnie od dnia brałam różaniec do ręki i go odmawiałam. To nie był stracony czas, zbliżyłam się do Boga, zaczęłam słuchać różnych kazań, świadectw…staram się w to, że tak już musiało być. Chociaż wiem, że musi upłynąć jeszcze dużo czasu aby to tak po ludzku zaakceptować, są dni kiedy łzy płyną po policzkach ale nie mogę skupiać się na tym co ziemskie, muszę myśleć o tym co będzie po śmierci, a to może moja próba czy zaufam Bogu. Dlatego nawet jeśli nie widzicie efektów nowenny tak jak byście chcieli, to nie poddawajcie się, chwytajcie różaniec i módlcie się, chociaż wiem, że czasem jest ciężko. Mówcie wtedy: Jezu Ufam Tobie i niech Twoja a nie moja wola się stanie!

Obejrzyj

nowy numer 48

"Królowej Różańca

Świętego"

  • Droga czcicielko, miałem w roku 2020 (tak na początku) identyczną sytuację do Twojej, namawiałem nawet partnerkę by również się modliła, na próżno ale ja się nie poddawałem i miałem to samo co Ty, płacz, błaganie Boga, rozmowy z nim by nas uratował, wstawiennictwo kilku świętych, ale na próżno – związek zakończył się w połowie roku. Wiem, że będzie mnie to jeszcze długo bolało i żyje z tym zranieniem, ale to wszystko jeszcze bardziej przybliżyło mnie i pozwoliło poznać Pana Boga i jego misterium, a ważne by jego wola się stała – widocznie taka była. Może kiedyś Twój partner wróci do Ciebie, a moja miłość do mnie? A może po prostu miało tak być.. w każdym razie podpisuje się pod Twoimi słowami ze nie ma czegoś takiego jak zmarnowana nowenna i należy trwać w ufności. Dziękuję bardzo za to świadectwo.
    Piotr

  • Na pewno nie ma czegoś takiego jaki niewysłuchane prośby bo ufam że Pan Bóg czuwa i uważnie słucha swoich dzieci.Wiem, że droga każdego jest inna i że Pan Bóg doświadcza nas na tyle na ile jesteśmy w stanie znieść. Chciałabym jednak dodać, że nie wszystko zawsze jest tak cudowne, że odmówimy nowennę i po kilku miesiącach prośba zostanie wspaniale wysłuchana. Jak najbardziej warto odmawiać NP ale sama odmówiłam wiele nowenn w jednej intencji na przestrzeni jakichś 5 lat i nie zostałam nadal wysłuchana… także to wszystko nie zawsze jest takie proste i szybkie

  • >