Iwona: Spokój wewnątrzny

Ostatnio pisałam, że po odmówieniu kolejnej nowenny, po stwierdzeniu u mojego Taty nowotworu płuc okazało się, że nie jest złośliwy. Profilaktycznie podano tacie chemię. W październiku był już po trzeciej chemii i czuł się dobrze. Niestety w listopadzie trafił do szpitala i okazało się, że jest zarażony koronawirusem. Został przewieziony do szpitala prawie 100 km od domu. Oczywiście nie było żadnych odwiedzin. Wtedy rozpoczęłam kolejną nowennę. Przez tydzień mieliśmy z tatą kontakt telefoniczny, ale każde słowo było dla niego ogromnym wysiłkiem. Martwił się o nas, żebyśmy tylko my byli zdrowi. Potem jednak trafił na oddział intensywnej terapii. Był taki dzień, że Pani daoktor powiedziała, że jest lepiej, saturacja się poprawia ale nie może nam dać nadziei bo po chemii jest bardzo wyczerpany. Kiedy w sobotę odmówiłam pompejańską, zadzwoniłam do lekarza. Pani doktor powiedziała, że tata jest spokojny ale stan jest poważny. Potem odmówiłam jeszcze Koronkę. A ok. godz. 16 otrzymałam telefon, że tata zmarł. Przyjęłam to o dziwo bardzo spokojnie. Dane Mu było odejść w Godzinie Miłosierdzia. Wierzę, że Matka Boża miała w tym Swój udział. A tata już nie cierpi i jest szczęśliwy.

Książka bł. Bartola Longo opisująca historię powstania sanktuarium w Pompejach

a także liczne objawienia

i cuda Matki Bożej

Pompejańskiej!

>

Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości