Anonimowy: Rozstanie z ukochanym

Kilka miesięcy temu rozstałam się z ukochanym. Byliśmy razem bardzo długo, planowaliśmy wspólną przyszłość, więc do teraz jest mi z tym ciężko. On jest człowiekiem wierzącym, ja jakiś czas temu odeszłam z kościoła, ale po rozstaniu skierowałam się w stronę Boga. Po prostu nagle któregoś dnia poczułam, że muszę iść do kościoła, zaczęłam się modlić. Trafiłam w końcu na Nowennę Pompejańską, odmawiałam ją w intencji naszego ponownego zejścia się. W międzyczasie podjęłam kilka innych nowenn do wielu świętych, licząc na ich wsparcie. Pełna nadziei czytałam różne świadectwa ich pomocy, więc każdą modlitwę odmawiałam z wielką nadzieją, że może ja też będę się mogła niebawem podzielić moją historią. Kolejne dni mijały, a w moim życiu nic się nie zmieniało. Podejmowałam kolejne nowenny, modyfikując swoje prośby, zdawałam się na wolę Bożą, prosiłam o to, żeby Bóg zabrał ode mnie tę miłość, jeśli nie chce, żebym wracała do ukochanego, ale uczucie nie znikało. Ja w tym czasie doświadczałam wielu znaków, które odbierałam jako znaki od samego Boga lub może wsparcie świętych. Nie wiem czyje to było dzieło, było to bardzo pozytywne i napędzało mnie do bardzo gorliwych modlitw. Otwierałam się na Boga coraz bardziej i cieszyłam się z faktu bycia dzieckiem Bożym. Myślałam, że skoro nie odzyskałam ukochanego, to odzyskam chociaż Boga, od którego się kiedyś odsunęłam. Myślałam, że tak najwyraźniej miało być, ale pewnego dnia pojawiły się ogromne wątpliwości, zwątpienie w to, co robię. Moja wiara pojawiła się nagle, rozkwitła i nagle zaczęła słabnąć. Nie chcę się poddawać bez walki, nadal się modlę, szukam kontaktu z Bogiem. Niedawno podjęłam kolejną NP, związaną z ukochanym, staram się rozwijać duchowo, ale mam coraz więcej negatywnych myśli w sens tego wszystkiego. Nie wiem czy ja coś źle robię, czy Bóg nie chce słuchać moich próśb (modliłam się też w innych sprawach). Wiem, że nie wszystkie modlitwy zostaną wysłuchane, ale w świadectwach czytałam o tym, że jeśli prośby się nie realizują, to ludzie doświadczają chociaż uczucia spokoju, ulgi. U mnie tego nie ma, czuję się równie pogubiona, jak wcześniej. Chciałabym znowu czuć się kochaną, mieć wsparcie kogoś, kogo się kocha, a tymczasem tkwię pośrodku niczego i nie wiem, co dalej. Są dni, kiedy czuję się pełna wiary w to, że Bóg wysłucha moich próśb, są dni, kiedy godzę się na plan Boży bez ingerencji w niego, a są dni, kiedy odczuwam wielką rozpacz i tęsknotę za tym, czego nie mam w dodatku z poczuciem żalu do siebie, że wierzę w to, że modlitwa może coś zmienić w moim życiu. Zaczynając NP marzyłam o tym, żeby napisać tu coś pięknego, pokrzepiającego, chociaż napisać o tym, że pogodziłam się z samą sobą, ale niestety nie mogę, za co Was bardzo przepraszam. Czuję, że jest gorzej niż było i nie wiem, co dalej robić.

  • Czytając Twoje świadectwo mialam wrażenie jakby ja je napisała. Mam bardzo podobną sytuacje i odczucia. Pamiętajmy o 8 grudnia w godzinie laski może wszystko się zdażyć. Mam nadzieje, że w tej godzinie Matka Boża wyprosi dla nas łaski.

    • Szykuję się na ten moment, ale mieszają się we mnie nadzieja i zwątpienie. Nie wiem czy powinnam robić sobie nadzieję na cokolwiek. 🙁

      • Polecam odmówić akt osobistego oddania się Niepokalanemu Sercu Maryi oraz pomodlić się do Ducha Świętego, Michała Archanioła – pogromca szatana oraz do Gabriela Archanioła – zwiastuna dobrej nowiny

        • Kończę właśnie nowennę do Ducha Świętego, poszukam czegoś do konkretnych Archaniołów – wcześniej modliłam się nowenną do Archaniołów

    • Ja co prawda w innej sprawie sie modle ale tez czuje jakbym to ja ke pisala,odczucia mam takie same

        • Mam jazdy niesamowite.Raz bluznie okropnie,placze wyrzucajac czemu nie mam zadnej pomocy,nastepny dzien przepraszam znowu i tak w kolko.Zmeczona tym jestem,zreszta modlitwa tez juz,ale staram sie dokonczyc.To juz moja 4 nowenna,w intencji dziecka,na razie zadnej pomocy,same nieszczescia,nie wiem czy jeszcze kiedys zdecyduje sie odmawiac,bo to wymagajaca modlitwa,nie ma co ukrywac

          • Iwonko, trzymam zatem za Ciebie kciuki! Wśród moich znajomych to jest tak częsty problem, że domyślam się, jak musisz się czuć w tej sytuacji. Mam wątpliwości co do mocy mojej modlitwy, ale zmobilizuję wszystkie swoje siły w modlitwie za Ciebie!

  • Pozwoliłam sobie na komentarz bo uwazam ze zbyt szybko sie poddajesz – wlasciwie to nie mozemy sie poddawac tylko trwac w modlitwie przede wszystkim podczas uczucia tej pustki, opuszczenia itp. Pomysl juz raz od Boga odeszlas, wrocilas i prosilas o pomoc – byly znaki a moze wlasnie to mialo Cie podtrzymywac na Duchu w tych trudnych chwilach, abys pamietala ze nie jestes sama…i przetrwala ten czas przy modlitwie. Tym razem pokaz ze potrafisz mimo tych trudnosci byc przy Bogu i nie opuszczac Go tym razem. Pamietaj i uwierz mi ze nie zawsze jest tak jakbysmy chcieli – ja jestem juz w trakcie odmawiania 4 nowenny i tez nie spisalam zadnego swiadectwa – ciagle czekam az cos sie zmieni i bede czekac. Mysle ze to czas próby dla nas…i na pewno Bóg to wynagrodzi kiedys. Trwaj i nie poddawaj sie choćby nie wiem co! 🙂

    • Wcześniej odeszłam, bo nie miałam potrzeby Jego obecności w moim życiu, teraz zapragnęłam Go poznać na nowo i… każdego dnia mam wrażenie, że jest coraz gorzej. To, że moje prośby nie są realizowane to jedno, ale mam poczucie, że w ogóle dzieje się coraz gorzej w moim życiu…

      • Nie poddawaj się! Im gorzej się dzieje tym bardziej nie poprzestawaj na modlitwie. To minie zobaczysz i znów będzie pięknie. Wiem że są chwile kiedy człowiek ma już dość ale musisz byc silna bo pamiętaj „Moc w słabości się doskonali” 🙂 Przyjmuj to z pokorą i wiarą i pokaż sama sobie że Bóg to nie koncert życzeń tylko tym razem pragniesz Go na zawsze. Wiem że łatwo jest mówić ale uwierz ja też mam swój krzyż – może niebawem pojawi się moje „świadectwo” bo właśnie zdecydowałam o tym napisać.

        • Chciałabym, żeby to było tak proste… Jestem tak załamana, że nawet pisząc ten komentarz nie przestaję płakać z bezsilności. Chciałabym chociaż w modlitwie wytrwać, ale jak będzie szło tak dalej, to nie wiem, na ile wystarczy mi sił.
          Czekam zatem na Twój wpis, może podniesie mnie choć trochę na duchu.

  • Anonimie polecam Ci stronę: urzekająca.pl, a przynajmniej kawy z urzekająca, które są zawsze w poniedziałki o godz. 8 rano na fanpage urzekająca.pl na Facebook oraz konferencje na YouTube Igi i Konrada Grzybowskich, to młode małżeństwo prowadzi również stronę internetową sternamilosc.pl (Ster na miłość). Z Panem Bogiem

    • Droga Justyno, ale w jaki sposób ma pomóc mi fundacja, która organizuje spotkania dla narzeczonych, małżonków i młodzieży, skoro nie należę do żadnej z tych grup? Dziękuję za chęci, ale niestety to mi nie pomoże. 🙁

      • Oczywiście na „pierwszy rzut oka” możesz uważać że to nie dla Ciebie bo nie należysz do żadnej z tych grup. Ale chyba pragniesz miłości, małżeństwa, rodziny i relacji z Bogiem- przynajmniej tak wychodzi z Twojego świadectwa. A przecież właśnie oni o tym mówią. Na YouTube są filmiki gdzie przekazują wiele mądrości i wskazówek ze swojego życia jak budować związek i relacje z Bogiem. Warto korzystać z doświadczenia i historii innych osób, szczególnie kiedy akurat to małżeństwo całkowicie opiera swoja relacje na Bogu. Mają do tego 2 dzieci chorych na SMA, więc też borykają się z wieloma trudnościami, ale się nie poddają i ufają Bogu. Przykład tego małżeństwa może być dla wielu wskazówką na obecne czasy, jak budować i na Kim opierać swoje życie.

        • Oczywiście, że pragnę miłości, małżeństwa i rodziny, tylko na ten moment nie mam z kim się realizować w tych kwestiach. Jestem już w dość zaawansowanym wieku i zdaję sobie sprawę z tego, że mój czas na zakładanie rodziny mija bezpowrotnie, ze względu na wiek. Słuchanie więc o zakładaniu szczęśliwej rodziny, kiedy mnie to już być może nie spotka raczej jest dla mnie rozdrapywaniem żywej rany 🙁

          • Anonimowa to bardzo cię przepraszam, jeśli mój komentarz cię zranił. Napisalam komentarz opierając się jedynie na tym co napisałaś w świadectwie. życzę ci byś mimo trudności ufała Bogu, który nas najlepiej zna i by Pan Bóg wysłuchał próśb i pragnień twego serca.

            • Justyno, nie, nie – to nie Twoja wina. Chyba mi się po prostu ulało, te wszystkie emocje, te wszystkie lęki… nie chciałam na Ciebie zwalić winy. Po prostu czuję, że coś mi już umknęło i nigdy więcej nie będę mogła ponaprawiać błędów, chociaż dopiero teraz dojrzałam do tego, by to zrobić.

            • Proszę, Pani to co Pani opisuję jest to doskonały przykład, że Pani wiara chodź w indywidualnej ocenie słabnie i jest już prawie na skraju przetrwania, tak proszę wiedzieć, że mimo takiego spojrzenia jest całkiem inaczej. W rzeczywistości Pani zbliża się do Pana Boga bardzo szybko, właśnie przez rzekome doświadczenie Jego braku. On może chcieć przez ten rzekomy brak wsparcia uczuciowego iż jest przy Pani, może pragnie Pani ukazać, żeby mniejszą wagę przywiązywać do uczuć a uwierzyć bez względu na nie, że jest ciągle przy Pani i pragnie być zawsze. Tak naprawdę, wszelkie myśli, które podpowiadają Pani stratę tamtego mężczyzny, bądź ukazujące Pani wiek, że jest już za późno. Tak naprawdę nie pochodzą od Boga, a mają Pani dokuczać, i wprawiać w rozpacz oraz roztargnienie. Panu Bogu najbardziej zależy na Pani szczęściu, ale Ono niekoniecznie równe jest zrozumieniu Pani definicji szczęścia. Pan Bóg dlatego przeprowadza Panią przez tą próbę, aby być może w Pani coś pękło, np. zbyt duża ufność i oparcie się na sobie i swoich pomysłach i możliwościach, możliwe że gdy Pani pozwoli by to pękło, odczuje Pani ulgę i swoją bezradność skupiając się i polegając wtedy tylko i wyłącznie na Bogu nie przez uczucie jego obecności, ale przez wiarę to jest przekonanie i pewność, że jest, ciągle jest i będzie. On natomiast widząc swoje dzieciątko już wtedy tak mu uległe wiedzące, że to On jest jedynie w stanie mnie uszczęśliwić, wiedząc iż tylko On czyli sam Bóg wie co dla dzieciątka swojego czyli dla Pani jest najlepsze, bądź może wtedy właśnie Pani uczuje ulgę, pokrzepienie i to wewnętrze oraz to zewnętrzne w postaci siły do działania nie szalonego ale powolnego i mądrego owianego ufnością i modlitwą, a więc do działania by znaleźć tego jedynego, a bądź może otrzyma Pani odwagę, aby napisać do poprzedniego mężczyzny, a bydź może sam Pan Bóg postawi kogoś na Pani drodze. Proszę tylko nie czekać, że spadnie ten wybrany Pani z nieba. Katolik ma się modlić i działać, a więc modlitwa i konkretny czyn. Jezeli Pani bedzie się tylko modlić i czekac z założonymi rękami nic się nie wydarzy bo blokuje Pani w taki sposób działanie łaski, gdyż łaska buduje na naturze a Ona to jest natura za sprawą łaski pobudza duszę do konkretnego działania. Głowa do góry i ufności On jest przy Pani, dużo dużo bliżej niż to jak Pani moż sobie wogóle wyobrazić, a te obecne stany tak jak mówiłem, nie oddalają, ale pradoksalnie zbliżają Panią do Pana Jezusa poprzez swoją mamę Maryje. Ufności dziecko moje! Ufności! Wszystko przed Tobą.

            • Piękne słowa, będę do nich często wracać, bo nie ukrywam, że dały mi sporo motywacji. Dziękuję!
              Chciałabym jeszcze mieć taką wiedzę i taki spokój, żeby faktycznie oprzeć się tylko na wierze, ale niestety póki co, jak tylko zawierzam, to zaraz potem tchórzę i robię dwa kroki do tyłu…

            • Proszę Pani, to tchórzostwo, o którym Pani piszę w Pani ocenie znów jest no właśnie tchórzostwem, a czy Pani zastanawiała się jak Pan Jezus na to rzekome tchórzostwo patrzy? Proszę, nie myśleć w takich kategoriach, moja wiara jest słaba bo modlitwa nie od serca, bo zawierzam a potem tchórzę itd. Nie wie Pani, jak Pan Jezus patrzy na Panią, na to rzekome tchórzostwo. To są Pani odczucia, które podpowiadają Pani, że aa ciągle uciekam, ciągle odchodzę jestem taka i taka za późno, itd. itd. Nie wiem jak Pan Jezus patrzy na to wszystko, gdyż jestem tak samo człowiekiem jak Pani, ale wiem jedno jego spojrzenie jest całkiem inne od Naszego, jest przepełnione miłością i miłosierdziem. Powiem Pani jak ja to widzę, a więc w mojej ocenie te odejścia i powroty do Pana Boga są niczym innym jak pięknymi kwiatami mówię o powrotach pachnącymi i wychodzącymi z Pani duszy przed tron Baranka. Dziecko Boże nie ma być idealne, bo gdyby tak było to by nie potrzebowało Pana Boga dopiero z jego pomocą i tylko dzięki Niemu może stać się święte nigdy swoją siłą. A Pan Jezus to czego pragnie to by jego dzieci, żyły w pokorze, a więc w prawdzie. A prawda każdego człowieka jest jednakowa, a więc taka, że po grzechu pierworodnym wszyscy, ale to wszyscy jesteśmy upośledzeni duchowo we wszystkich aspektach. Ale czy to upośledzenie ma nas zadręczać – oczywiscie, że nie. Dlatego sam Bóg w postaci Syna Bożego przyszedł na świat i umarł za każdego z Nas z miłości, abyśmy patrząc na Niego czerpali siłę do stania się podobnymi na jego obraz przez wiarę, nadzieje i miłość. Oczywiście nie mamy przyzwalać na swoje słabości, natomiast nigdy się z ich powodu nie zadręczać, ale czerpać z samej miłości to jest z Chrystusa łaski potrzebne do Naszego uświęcenia i jednoczenia się z Nim w miłości, by to On przez naszą modlitwę i dobre pragnienia mógł przemieniać swoje dzieci. A czy to się dzieje przez perfekcjonizm idealność, itd no nie a przez co ? A no przez słabości i prawdę o sobie samym, i gdy człowiek widzi w prawdzie jaki jest, a nie udaje że jest inaczej to woła do Pana Boga z nadzieją, że On go uświęci swoją Krwią. Wtedy to nabiera innego charakteru, człowiek czuwa nad sobą, ale jest spokojny nie zadręcza się widząc swoje słabości, ale żałuje w pokorze czyli w prawdzie o sobie samym za nie, ten żal pobudza do lepszego życia, ale z wiedzą że ja sam nic nie mogę, ale to Bóg wszystko może, gdyż wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. Wtedy serce jest spokojne bo zaczyna ufać, nie sobie, ale Bogu. Tak więc doskonałość, nie polega nad skrupulanntnym ocenianiu swojej pobożnosci, a więc wtedy będzie dobrze jak odmówie swoje modlitwy bo Pan Bóg wtedy będzie zadowolony, a jak nie to zły i mnie nie wysłucha taki obraz Boga podpowiada diabeł. Bóg pragnie miłości, która oparta jest na ufności w jego dobroć i miłosierdzie. Trzeba robić wszystko co w sile człowieka, bo mamy kochać Boga całym sercem i całą duszą, ale to ma sens gdy jest mądrość, roztropność, a najważniejsze pokora czyli prawda o sobie samym o tym że jestem słaby i nędzny dlatego będe się modlić dlatego będę karmić się ciałem i krwią mojego Pana, aby to On mnie uświęcał swoją świętością, gdyż ja sama z siebie nic nie moge, a to że się modle to też jego łaska, bo wszystko jest łaską. Pan Bóg od swoich dzieci wymaga wspomnianej mądrości, a więc Pani jako Katoliczka, musi uporządkować swoje życie, Na pierwszym miejscu Pan Bóg to wiadome, ale nie za cenę nierozumnego rzucenia się w wir tego wszystkiego, ale umiejętne przeżywanie każdego dnia z miłości do niego ( to nie tylko modlitwa), ale przede wszystkim wypełnianie rzetelnie swoich obowiązków, poświęcanie czasu dla najbliższych, rozmowa z innymi ludźmi, regularne życie sakramentami spowiedź, Komunia jak najczęstrza, poświęcenie czasu dla siebie, odpoczynek, sport, zainteresowanie się jakimś tematem, w życiu musi być harmonia i dopiero tak przeżyty dzień ofiarowany rano Panu Bogu przyniesie owoc w Pani życiu wszysto co robicie czy jecie czy pijecie czyńcie to na chwałe Bożą, modlitwą ma być cały dzień to jest i ten czas poświęcony na indywidualną rozmowę, modlitwę z Maryją i z Panem Bogiem, jak i czas kiedy Pani pracuje ofiarując jednym aktem tą pracę Panie Jezu oddaje ją tobie czy zrobienie sobie kawy i spędzenie czasu z bliskimi bądź z samym sobą to wszytko a wiec kazda czynnosc oddana Bogu jednym słowem np Panie Jezu to dla Cieie staje się prawdziwym, życiem Chrześciańskim, które jest harmonią i samą radością. Takie życie jest ciągłą modlitwą i taki życie przynosi radość i prawdziwy owoc. Nie rzucenie się, ale cierpliwe umiejętne codzienne życie z Panem Jezusem i Jego i Naszą ukochaną mamą. Tego Pani życzę. Mądrość Roztropność Cierpliwość i Pokora.

            • Piękne słowa! Chciałabym osiągnąć kiedyś taki spokój wewnętrzny i taką wiedzę, żeby też móc kiedyś wspierać innych w potrzebie! Bardzo dziękuję za to wszystko. Nadal mam gorsze dni, ale w chwilach zwątpienia staram się właśnie pomyśleć o tym, że to może próba Boga albo On myśli, że ja już jestem wystarczająco silna, a On musi pomagać innym…

  • Miło się czyta coś, co po części dotyczy i dotyka także mnie. Jestem facetem. Kocham kobietę z którą nie mogę być. Nie będę się rozwijał bo to długa historia z pięknym świadectwem w tle. Dzięki tej kobiecie wróciłem do Boga, a byłem baaaardzo daleko.
    Mi osobiście pomogło odmawianie Tajemnic Szczęścia św. Brygidy. Odmawia się to rok czasu codziennie na głos.
    Tak polubiłem tą modlitwę, że odmawiam ja już prawie dwa lata , codziennie. Bez żadnego wewnętrznego przymusu. I mimo że może nie wszystko jest tak jakbym chciał, mam taki spokój wewnętrzny, taką harmonię w życiu, iż wiem że to wielkie łaski Boże spływają na mnie.

    • A ja mam właśnie ogromny problem z tą modlitwą! Czuję, że się zmuszam do niej strasznie i zastanawiam się czy Bóg będzie bardzo zły, jak nie dokończę jej… Z jednej strony mam poczucie, że mogłaby komuś pomóc, ale z drugiej strony jakoś strasznie mnie ona męczy… Zaczęłam jakieś 3 miesiące temu – mój błąd, nie doczytałam zasad, dopiero po czasie się zorientowałam, że ona trwa rok! Myślałam, że będzie takim urozmaiceniem dla mnie, ale skoro podjęłam się jej, to głupio mi przerwać… A czuję, że jest dla mnie takim trochę odklepywaniem, nie jest to prosto z serca. 🙁

      • Musze się przyznać,że nie było tak łatwo:) Nudziła mnie, odmawiałem ją na siedząco bo było mi ciężko klęczeć. Rozglądałem się na czym zawiesić wzrok, nie mogłem się skupić. Po 10 miesiącach miałem wielką, ale to bardzo wielka potrzebę wyspowiadania się.
        Nie byłem u spowiedzi ponad 20 lat. Odbyłem spowiedź generalną. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu…
        Na dzień dzisiejszy odmawiam ją na klęcząco w skupieniu, chociaż zdarzają chwile roztargnienia. Do tego codziennie odmawiam różaniec i uczestniczę prawie codziennie w eucharystii. Tak więc, modlitwy nigdy za wiele 🙂 Pozdrawiam serdecznie. Dzisiejszy różaniec polecę w Twojej intencji.

        • Ojej, przepięknie dziękuję! Bardzo mnie wzrusza, kiedy ktoś mówi, że się będzie za mnie modlił! To takie piękne uczucie, kiedy ktoś, kto nawet nie zna Cię, pokazuje że wspiera i pomaga znosić te najgorsze chwile! 🙂
          Ja też mam dość długą przerwę od spowiedzi… Czekam aż dojrzeję do tego momentu, bo chociaż bym chciała już to zrobić, to mam poczucie, że trochę jeszcze muszę w sobie przepracować, że nie żałuję za wszystko, czego żałować powinnam, a wręcz nie zawsze rozumiem, dlaczego miałabym tego żałować… Ale mam nadzieję, że już niebawem ten dzień nastąpi 🙂

          • Nie ma za co dziękować. Pomagając innym, pomagamy sobie. Brzmi to trochę egoistycznie, ale tak to działa.

            Nie chciałbym się wymądrzać i nikogo pouczać, ale uważam że nie ma co zwlekać ze spowiedzią.

            Nigdy do końca nie będziemy świadomi ciężkości swoich grzechów, a co za tym idzie wyznania szczerego żalu. Samo to, że czujesz się niegodna już wiele znaczy!

            Jezus Miłosierny dobrze wie, że jesteśmy „wybrakowani” i jak mówił do św. Faustyny.

            „Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego”

            Najważniejsze jest, że chcemy coś zmienić, mamy potrzebę stawać się lepszymi ( w moim przypadku do innych ludzi) Poza tym, nigdy nie wiemy kiedy Pan nas wezwie do siebie, a na wszelki wypadek trzeba być na takie „zaproszenie” przygotowanym.

            Ja od roku chodzę do spowiedzi raz w miesiącu, spowiadając się praktycznie z tych samych grzechów (przy okazji dziękując Bogu ,że nie ma nowych) i choć nie są to grzechy ciężkie to trochę głupio przed księdzem. Pomaga mi jednak myśl, że spowiadam się przed samym Chrystusem.

            Jakbyś miała ochotę popisać ze mną w węższym gronie, a nie na publicznym forum to zapraszam 🙂

            robert364@wp.pl

  • Nie nałożyłaś zbyt dużo na siebie? W komentarzach przeczytałam, że odmawiasz też inne nowenny. Hmm… powiem Ci, że ja bym była taką ilością zmęczona 🙂
    Czasami lepiej szczerze z Jezusem porozmawiać, pójść na Adorację, poczytać PŚ 🙂 Tylko to też nie może Cię przytłoczyć. Powiem Ci, że też przez rok modliłam się o dobrego męża. Takiego jeszcze nie spotkałam, ale wiem, że obojętnie, czy będę sama, czy z kimś, to On zawsze będzie przy mnie. Nauczył mnie tego, że dla Niego jestem ważna i wartościowa, nawet jak inni będą twierdzić, że zmarnowałam sobie życie 😉
    Nie martw się wszystko prędzej, czy później się ułoży. Nie zastanawiałaś się nad tym, aby poszukać kierownika duchowego? Kogoś z kim mogłabyś szczerze porozmawiać i przedstawić swoje wątpliwości.

    • Miałam taki moment, że poczułam, że chyba trochę za dużo tych nowenn jednocześnie odmawiam, ale z drugiej strony przeważało we mnie poczucie, że muszę nadrobić stracone lata. Modlitwa i poznawanie świętych dawało mi ogromną moc i motywację. Dzisiaj mam wrażenie, że modliłam się już chyba wszystkimi możliwymi nowennami, więc trochę wyluzowałam z ilością. 😉
      Ja niby wiem, że jestem wartościowa, nawet całkiem lubię siebie, nie uważam się za najbrzydszą, najgorszą czy najgłupszą, więc spędzanie czasu samej nie jest czymś złym dla mnie, nie boję się też tego, co inni o mnie będą mówić, ale ja zupełnie szczerze powiem, że ja chyba zostałam stworzona, żeby być z kimś, żeby założyć rodzinę, bez tego wszystkiego mam ogromne poczucie pustki, której nie potrafię wypełnić.
      Co do kierownika duchowego – przez jakiś czas był ktoś, kto mi pomagał, ale przeprowadziłam się i nie potrafię póki co znaleźć kogoś, komu mogłabym zaufać i przy kim czułabym się swobodnie ze swoimi przemyślaniami i kto mógłby mi dobrze tłumaczyć wszystko. Na miejscu jeszcze trochę czasu minie, aż odnajdę taką osobę, a przez internet próbowałam, ale z marnym skutkiem – raczej jestem olewana. 🙁

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości