Vivi: Cuda

To co teraz pisze niektórym wyda się może mało odpowiedzialne na tym etapie na jakim to jest ale mam w tej chwili olbrzymie zaufanie do Boga, a wstyd się przyznać…. Do niedawna tak nie było i nie zasłużyłam na te cuda które mnie spotkały. najbliżej mi chyba do nie wiernego Tomasza, choć wypadami i przy nim blado…Jakiś czas temu bardzo posypało mi się życie, po nieudanym małżeństwie (stwierdzono jego nieważność) przy kolejnej próbie składania z kawałków życia rozstałam się z chłopakiem który 5 lat zwodził mnie. I znów chciałam odbudować życie, znów poznałam kogoś ale i tutaj chłopak okazał się bardzo niedojrzały. Jako że dobiłam do 30tki myślałam że nie mam szansy, tym bardziej że jak wspomniałam jestem po stwierdzeniu nieważności pierwszego małżeństwa i mam już dzieci a większość wierzących mezczyzn nie chce takiej kobiety „po przejściach”.  Miałam duży żal do Boga za wszystko co mnie spotkało, za to że nigdy sama nie miałam ojca, za to że moje związki też były zawsze tak toksyczne, niektóre wręcz przemocowe, że moja przyjaciółka poważnie zachorowała, straciłam pracę, dziecko okazało się niepełnosprawne itp. Pewnie bym dalej wykrzykiwała żale do Boga gdyby nie jeden przypadkowo poznany chłopak z którym się zaprzyjaźniłam, też szukał dziewczyny ale zdecydowanie okazało się że nie pasujemy do siebie – ale połączyła nas przyjaźń. To on jest wielkim fanem „Pompejanki”, wręcz nakazał mi ją odmówić..  na początku nie chciałam, ot, modlitwa jak każda inna… ale przekonał mnie. Choć zaczęłam od jednej intencji i jeszcze nie skończyłam całości ani raz, to cuda wysypały się prosto z Niebios. Najpierw przyjaciółce ZNIKNĄŁ guz (to jeszcze trochę kwestia modlitwy sprzed zaczęcia różańca). Dziecko zaczęło zdrowieć (też modlitwa kilku osób). W kilka dni poznałam miłość swojego życia, też człowieka wierzacego, chyba nawet bardziej niż ja wtedy. Znamy się teraz raptem kilka miesięcy ale czuję jakbym go lata znała. Po stracie pracy napisałam tylko jedno CV ale tam gdzie praca byłaby moim marzeniem. Oddzwonili w godzinę. Co prawda jeszcze tej pracy nie dostałam ale samo to że zainteresowali się mną tak szybko już zakrawa na cud. Jako realistką wiem że ten „przypadkowy” człowiek z którym raz się umówiłam to ktoś kogo też sam Bóg mi na drodze postawił gdy chciałam uciec z właściwej drogi – i nie mam złudzeń – to modlitwy tego człowieka zostały zakończone i wysłuchane, modlitwy za mnie. Teraz ja chce dokończyć modlitwy w swoich intencjach i modlić się za niego, przede wszystkim o dobrą żonę bo teraz to on nieco wątpi (o co jeśli mogę i Ciebie proszę, Czytelniku tego postu). Nie mniej cuda dokonały się w sposób tak wspaniały i wręcz pokazowy że nie uwierzyła bym gdybym sama tego nie ujrzała. Wstyd mi za zwątpienie, Wstyd mi za siebie bo wiem że nie zasłużyłam na łaski jakie mi zostały udzielone.

Hematytowa

dziesiątka

różańca - brelok

  • Siostro!
    Według mnie nikt z nas nie zasługuje na otrzymane łaski jednakże miłość Boga jest tak wielka że on zawsze chce nas nimi obdarowywać, ma On niewyczerpane strumienie łaski my tylko musimy chcieć je przyjąć z miłości i wiarą. Także zamiast się dołować lepiej jest wielbić Boga za jego wielkie miłosierdzie!
    PS dziękuję za Twoje świadectwo 🙂

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!