Robert: Kryzys małżeński

Chciałem podzielić się moim świadectwem, gdzie jest ciężko lecz
Od wielu miesięcy dążę do nawrócenia własnego, gdyż wcześniej moja wiara i kontakt z Bogiem nie była głęboka. Raczej zwyczajowa i wynikająca z tradycji. Walczę też o moje poranione małżeństwo w którym moja żona za wszelką cenę chce mnie zgorszyć, zniechęcić i sprowokować, zaciekle i bez skrupułów dąży do rozwodu, żona nie podejmowała żadnej próby ratowania małżeństwa. Jesteśmy młodym małżeństwem mamy dwoje dzieci 5 letniego syna i 3 letnia córkę. Żona odeszła od wiary, odsuneła wiarę, przed ludźmi wyśmiewa że chodzę do kościoła czy ośmiesza gdy modlę się szczególnie kpi z modlitwy na różańcu, wprost uważa że modlitwy to dla chorych psychicznie. Żona odstawiła wiarę, przysięgę małżeńską, na rzecz innego faceta a co za tym idzie doszło wielu kłótni, kłamstw, poranień między nami i ostatecznie do rozpadu małżeństwa. Od wielu miesięcy modlę się, prosząc o potrzebne łaski dla nas i naszego małżeństwa. W modlitwie, po spowiedzi, po przyjęciu komunii chwilowo odzyskuje wiarę, nawet chwilowo potrafię być szczęśliwy. Ale to szybko mija. Żona z uśmiechem mnie rani, chwali się swoim „przyjacielem” niczego nie docenia z mojej strony, żadnego normalnego podejścia do małżonka i ogólnie do drugiego człowieka. Żona By swoje zamiary, związane z tym facetem i rozwodem usprawiedliwia przez liczne kłamstwa by mnie jak najbardziej w oczach innych oczernić i moją modlitwę podsunęła pod zachowanie nienoralne i psychicznie i inni jej uwierzyli. Nawet kategorycznie się sprzeciwiła gdy zobaczyła jak nauczyłem nasze dzieci się modlić. Powiedziała żebym „nie uczył dzieci Takich rzeczy”. Moja żona nie przyjmuje do świadomości że ktoś w wieku 25-35 lat się modli. Ona wcześniej była wierzącą i praktykującą.
Ja długo starałem się z nią pogodzić, wykazać dobra chęć wzajemnego zrozumienia, przebaczenia i potrzebnym zmian ale nic z tego, jest tak zaślepiona i zatruta nienawiścią że po ludzku jest niemożliwe by jej uświadomić jak bardzo rani nie tylko mnie ale i dzieci i być może samą siebie. Nic nie dało mówienie że kryzysy w małżeństwie się rozwiązuje inaczej niż tylko zdradą i rozwodem. Samą przysięgę małżeńską w słowach też sponiewierała. Modliłem się różnymi modlitwami, prosząc o pomoc i potrzebne łaski.
Odmówiłem 2 Nowenny Pompejanskie, jestem w trakcie odmawiania 3 NP. I tu czuje już że tylko cud może to małżeństwo i nasze relacje jeszcze ocalić. Tu mam problem bo nie mam żadnego wsparcia od nikogo. Tu też moja wiara zaczyna upadać, bo im dłużej się modlę tym więcej poniżenia i cierpienia doznaje głównie od mojej żony. Bardzo zależy mi na naszych dzieciach by i one wychowały się w normalnej rodzinie. Czytam pismo Święte w ten sposób pragnę bliżej poznać Jezusa i wierzę że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, jednak cierpienie i mimo długiego czasu moich modlitw to brak jakiś pozytywnych nawet drobnych znaków, jest coraz gorzej… Czytając zawarte tutaj swiadectwa szczęśliwych osób których Miłosierdzie Boże dosięgnęło, którym nasza Kochana Matka wyprosiła niezwykle łaski często i tutaj szukałem jakiegoś podniesienia na duchu.
Jeśli ktoś to przeczytał proszę chociaż o jedna modlitwę w intencji mojego małżeństwa i mojej rodziny. Bardzo chciałbym jeszcze zamieścić tutaj szczere i szczęśliwe świadectwo. Szczere Bóg Zapłać, za każdą modlitwę w intencji mojej rodziny, Niech Bóg wam Błogosławi

Potrzebujesz przewodnika który pomoże Ci zwalczyć grzechy i słabości ?

  • Robert. Pomodlę się za Wasze małżeństwo. Ty nie ustawiaj w modlitwie. Ja sama walczę o swoje już dwa lata. Odsłuchaj KS. Dominik Chmielewski” I piekło się wściekło”

  • Robert, mimo że jestem facetem to czytając Twoje świadectwo łzy mi płynęły ze wzruszenia. Wiem że to że napiszę żebyś trwał i nie poddawał się, bo im gorzej to znaczy że zły się wścieka a to dowód że modlitwa zaczyna działać pewnie niewiele pomoże. Ja mam podobna sytuację. także wałczę o odzyskanie miłości swojej ukochanej mojego Anioła którego Bóg zesłał mi na mojej drodze. Ale niestety jedyne wiadomości jakie dostaje to, to że nic ode mnie nie chce i że nie muszę się o nic martwić. Bardzo mnie to dobija a każda taka informacja to jak sztylet w serce. Ale trwam, walczę i wierzę, że tak ma być, że to plan Boga na lepsze jutro dla każdego z nas. Z jednej strony jest wiele świadectw gdzie pary wróciły do siebie ale są także takie gdzie jeden z partnerów modli się i czeka kilka lat. Robert masz dzieci i na nie przelej całą swoją miłość. Ja niestety jestem z tym wszystkim całkowicie sam. A jak tylko dzieje się coś co dodaje mi wiary to zaraz dostaję cios który dobija jeszcze bardziej. Ale nie poddaje się cały czas sobie wyobrażam że będziemy razem i że całe życie w szczęściu przed nami. Ja już straciłem nadzieję ze ktokolwiek może mi pomoc. Całkowicie zaufałem Bogu i oddałem tę sprawę w jego decyzje. Pomodlę się w Twojej intencji i także proszę o modlitwę

    Jezu, Ty się tym zajmij….

    • Litości…skończ już z tym swoim żaleniem się. Ja już mam cię dosyć a co dopiero pewnie ta dziewczyna.

      • Kobieto, nie jesteś od oceniania Marcina. Trochę pokory! Posypało mu się życie. Ma prawo modlić o co tylko chce. To jest Jego sprawa. Wszystko jest możliwe. Nie stawiaj samej siebie w kategorii absolutnej słuszności twoich wymysłów. Jeśli chcesz mu pomóc, to pomódl się za Niego. A jeśli nie, to opuść to forum i zajmij się sobą.

    • Marcin, najlepsze, co możesz zrobić, to wziąć na klatę odmowę tej dziewczyny, przeboleć, przepłakać, wylizać rany i otworzyć się na realne życie. Marcin, jeżeli ta dziewczyna nie chce związku z Tobą, a być może i w ogóle żadnego kontaktu, uszanuj to. Nachalność, próba utrzymana kontaktu za wszelką cenę, łudzenie się, że przypadkowy kontakt, przypadkowe spotkanie oznacza coś więcej to fatalni doradcy. Daj sobie spokój, pozwól sobie opłakać tą znajomość i otwórz się na realne życie. Przede wszystkim zaś dojrzej. Niewykluczone, że właśnie teraz jest dla Ciebie czas na to, żebyś dojrzał, żebyś stał się odpowiedzialnym, dojrzałym mężczyzną, który nie pozwala emocjom, by kierowały nim i jego decyzjami.

    • Marcin, byłam tu ostro krytykowana za takie wpisy, ale jeżeli druga osoba nie chce relacji, to nie zmuszą jej do tego ani pompejanki ani żadne modły. Dojrzej, stań się dojrzałym mężczyzną. Wtedy spotkasz kogoś, z kim zbudujesz dobre, piękne małżeństwo.

      • Ja na miejscu tej dziewczyny to zaczęła bym się bać jego. Ja rozumiem czas po rozstaniu, sama przez to przechodziłam zresztą nawet tu na forum. Ale w pewnym momencie człowiek sobie uświadamia, że to nie było to skoro nie wyszło. A nadużywanie Jezu Ty się tym zajmij, więcej szkodzi niż przynosi pożytku. Źle pojmujesz wiarę Marcinie. Widzę to bo sama taka byłam.

        • Ona, Twoj pierwszy wpis jest okropny. Jeśli nie chcesz to nie czytaj komentarzy albo przejdź obojętnie, a nie piszesz ze masz dość człowieka cierpiącego. Czy uważasz ze Jezus by tak powiedział do Ciebie ze ma cię dość jakbyś cierpiała? W drugim komentarzu juz bardziej współczująco napisałaś „Ale w pewnym momencie człowiek sobie uświadamia, że to nie było to skoro nie wyszło. ” sama zauważyłaś ze w pewnym momencie. Może rana jest zbyt świeża, może potrzebuje czasu. Marcin przechodzi teraz trudny czas, ja jestem z Tobą Marcinie. Jezus rozumie Twoje cierpienie, dobrze że się modlisz. Jedynie proszę Cię żebyś uszanowal jej decyzję: jeśli mówi ze nic od Ciebie nie chce to faktycznie nic od ciebie nie chce. Ty podejmujesz decyzję czy chcesz swój czas poświęcać na modlitwy za nią czy odcinasz się całkowicie. Ja ci życzę żeby Cię NMP prowadziła. Uważam że nic nie ma złego w modlitwie za człowieka którego kochamy. Inna sprawa jest taka ze nie można się łudzić ze ktoś do nas wróci skoro mówi ze nie chce… Trzeba uszanować czyjąś wole, tak samo jak Jezus ją szanuje.

          • Oj dajcie spokój…
            Przecież to nie jest mały chłopiec żeby się popłakał od mojego komentarza. Juz pomijając wszystko to trzeba zauwa,yc że kobiety nie lubią mężczyzn którzy się rozckliwiaja. Zarówno kobieta jak i facet są atrakcyjni jak nie są uwieszeni na partnerze.
            Boże co za czasy że nic nie można powiedzieć bo zaraz wszyscy urażeni i delikatnie do granic możliwości…

            • Ja napisałam co myślę i tyle. Lepiej się obchodzić delikatniej z ludźmi niż ostrzej. Ostrym można być wobec swoich słabości i grzechów. A nie wobec czyjegoś cierpienia.

            • A mężczyźni nie lubią kobiet , które im ciągle gitarę zawracają także 1 do 1 bejbe

            • Naprawdę chylę czoła w zaciętości twych osądów na temat innych osób i ich życia jak i wiary. Nie sądziłem, że spotkam akurat tutaj, kogoś tak żałośnie zawziętego i nieprzyjemnego, jak ty kobieto.

          • Dzięki za Twój komentarz. Miałem napisać coś więcej, ale pozostanę tylko przy podziękowaniu. 🙂

            • Marcin, nikt tu źle Ci nie życzy, tylko nie każdy wyraża to w delikatny sposób. Cierpisz, ale tkwiąc w złudzeniu, doszukując się znaków, robiąc sobie nadzieję, będziesz cierpiał jeszcze bardziej. Sam zobaczysz, że po nieodwzajemnieonej miłości jest życie i to szczęśliwe życie, tylko nie upieraj się przy kimś, kto relacji z Tobą nie chce. Jestem pewna, ze pewnego dnia spotkasz kogoś, z kim zbudujesz piękne małżeństwo.

            • dziękuję za wszelkie odpowiedzi. wiem ze nikt nie chce dla mnie źle. Dalsza dyskusja jest tak naprawdę bezcelowa bo nikt w Was nie zna całej historii ze szczegółami i dlatego tak trudno jest coś napisac na podstawie skrawków które znacie.
              tak czy inaczej dziękuję.

              Szczęść Boże, niech Wam wszystkim Bóg błogosławi
              A jeśli ktoś ma ochotę sie za mnie pomodlić to ze szczerego serca Bóg zapłać

            • Ludzie przysięgali sobie przed ołtarzem, mają dzieci i spędzili pół życia razem a mimo to jedno potrafi odejść i modlitwy nie pomogą w powrocie, bo jednak każdy ma wolną wolę. Zejdź na ziemię.

            • Marcin, rób swoje, masz prawo do modlitwy, Bog i tak pokieruje nią tak, żeby była najlepsza z możliwych. A ta „policję damsko męska” co mruczy mantry dojrzej dojrzej, daj sobie spokój, nie módl się o to czy o to po prostu zignoruj. Nikt nie ma prawa ustawiac czyichś sumień. Z Panem Bogiem

            • Jakiś czas temu był tu list chłopaka, który modli się o powrót dziewczyny 10 lat. Dziewczyna od lat jest w związku z kimś innym i mowi wprost,ze juz do Autora listu nie wroci.On też tu usłyszał módl się dalej. Mam nadzieję, że Marcin pójdzie po rozum do głowy. Nie znaczy nie i należy je uszanować przez szacunek i do drugiego człowieka i dla samego siebie.

            • Ależ oczywiście, po co dojrzewać? Po co zrozumieć, że nie zawsze dostajemy to, co chcemy? Po co odpuszczać, nawet gdy dziewczyna wprost mówi NIE! Dziewczyna nie chce? Jakie to ma znaczenie.

            • Po pierwsze prosze się wreszcie opanować, przestać unosić gniewem i używac bezzasadnie capslocka. A ocenę sumienia pozostawić Panu Bogu. Po drugie tak Marcinie „módl się dalej” i nie pozwól rewidowac Twojej relacji z Panem Bogiem osobom do tego nieuprawnionym.

            • Mniszko, ale my nie rozmawiamy o relacji Marcina z Panem Bogiem. My rozmawiamy o tym, że Marcin chce być z kobietą, która jest w związku z innym mężczyzną i nie chce relacji z Marcinem. Mówimy o kobiecie, którą Marcin źle potraktował, a gdy ta związała się z mężczyzną, który chce z nią być, nagle Marcin zobaczył w niej kobietę swojego życia. Owszem, Marcin powinien się modlić, ale nie o Małgosię tylko o swoją dojrzałość.

            • Nie rozmawiasz o tym, co ważne, a skupiasz na tym, co najmniej ważne, dlatego rozmowa owoców nie przyniosła. Od tej najważniejszej relacji bierze się wzór do kolejnych. Proszę zrozum, że nie wolno orzekac, o co ktos ma się modlić, a o co nie. To już bardziej rola spowiednika. Właśnie dlatego „módl się dalej (o wypełnienie woli Bożej), a nie „przestań modlić się o to, a zacznij o to”. To jest zuchwalosc. Proszę pamiętać, że uczynki miłosierdzia co do duszy, którymi z pewnością chciałaś się kierować, piszac, wykluczaja zuchwalosc.

            • Mniszko, nie wiem, czy rzeczywiście jesteś zakonnicą i jaki masz staż w zakonie. Ja jestem świecką kobietą i akurat doświadczenie w dyskutowanym temacie mam. Modliłam się z wielką nadzieją na odwzajemnienie uczuć przez konkretnego człowieka i dopiero po kilku latach dotarło do mnie, że nikogo do relacji nie zmuszę – nawet kilkoma pompejankami. I wiesz co? Dziś bardzo żal mi tych lat. Dlatego radzę – jeżeli czas płynie, a dziewczyna uczuć nie odwzajemnia, jest w innym związku, nie upieraj się! Parcie do relacji, gdy ta druga osoba tej relacji nie chce, gdy jest już w związku z innym człowiekiem generuje ogromne cierpienie. Jasne modlić się trzeba zawsze. Tylko przy tym naprawdę nie ma sensu upierać się przy swoim pomyśle. Czasem trzeba odpuścić, ochłonąć i otworzyć na coś nowego. Czasem trzeba coś przepracować z psychologiem, czy psychoterapeutą. Piszę to jako świecka kobieta, która chce zbudować dobre i trwałe małżeństwo.

            • Mniszko, zarzucasz mi zuchwałość, a nie bierzesz pod uwagę, że jako osoba świecka mam inne doświadczenia niż osoba zakonna. Ja wiem jakie skutki przynosi zafiksowanie się na uczuciu, którego druga osoba nie odwzajemnia i chciałam żeby Marcin tego sobie oszczędził.

            • Mniszko, modląc się za Małgosię Marcin będzie cały czas miał ja w sercu, a w jego sytuacji to nie jest zdrowe. Jasne, niech Marcin poradzi się spowiednika. Ja mogę pisać jako osoba świecka, która osobiście przerobiła upieranie się przy mężczyźnie, który uczucia nie odwzajemniał, a co Marcin z tym zrobi, to już jego sprawa.

            • Myślę, że modlitwa jest jak najbardziej wskazana. Marcin jest w trudnej sytuacji i moim zdaniem również w nie najlepszym stanie emocjonalnym. Potrzebuje modlitwy – również z naszej strony, dobrego słowa ku pokrzepieniu serca, ale również słów mądrych, które naprowadzą go na właściwe tory, które pomogą Mu przejść przez tę sytuację. Pisanie, że nie powinien modlić się w konkretnej intencji, jest niewłaściwe. Zgadzam się z Tobą, Mniszko. Jednakże czasem trzeba napisać słowo od siebie, z troski o drugiego człowieka. Módlmy się w intencji Marcina o wypełnienie woli Bożej, o to, co dla Niego najlepsze i najpiękniejsze, o pokój serca i ulgę w duchowym cierpieniu. Pomódlmy się również w intencji Małgosi o rozeznanie i podjęcie najwłaściwszej decyzji. Prośmy o duchowe światło dla Marcina i Małgosi. Jeśli taka jest wola Boża, aby wrócili do siebie, aby stało się to w najlepszym na to czasie, po uzdrowieniu serc i wspomnień. Jeśli zaś ich ścieżki mają pobiec w dwóch różnych kierunkach, aby to Oboje rozeznali, zgodzili się na ten scenariusz i pogodzili się z tym. Myślę, że ten fragment modlitwy bardziej dotyczy Marcina. Módlmy się o wypełnienie woli Bożej wobec Nich i najlepsze rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Amen. +

            • A co w takiej sytuacji, gdy właśnie jest się w małżeństwie? Jak wtedy postąpić?

    • Marcin, upierając się przy tej dziewczynie sam sobie zadajesz sobie niepotrzebny ból. Wiem, że odrzucona, nieodwzajemniona miłość boli, ale podsycane nieodwzajemnione uczucie boli jeszcze bardziej.

      • Marcinowi chyba wybitnie trudno zrozumieć że ludzie mają wolna wolę i jak mówią nie to znaczy nie. Owszem byliście blisko (chyba) ale może właśnie wtedy ta dziewczyna uświadomiła sobie że nie chce z tobą iść przez życie. A ty ja mam wrażenie teraz napastujesz słownie. Ja tez zostałam odrzucona pół roku temu i jakoś z tym żyje. Też były deklaracje i wielkie słowa ale co z tego jak liczy się tu i teraz. A teraz go nie ma przy mnie i modlitwami też nie zmuszę. Z twoich wypowiedzi wynika że jesteś wybitnie niedojrzałym człowiekiem i ta dziewczyna pewnie to wyczuła.

        • I jeszcze jedno. Uwierz że jak dziewczyna chciałaby z tobą być to by była. Skorzystała by z wszystkich możliwości do kontaktu. Bo dziewczyny takie są że jak zależy im to nie odpuszczą. A jak tego nie robi to znaczy że nie chce. Ale dalej wypatruj tych swoich znaków z nieba to „dobrze na tym wyjdziesz”

          • Kilka lat temu miałam podobną sytuację. Chłopak mnie skrzywdził, ośmieszył mnie, upokorzył publicznie. Po takim czymś nie jestem mu w stanie dać drugiej szansy, bo przeginał i przez jego zachowanie wypłakałam tyle łez, że szok. Marcin, zawaliles, odebrałeś dziewczynie poczucie bezpieczeństwa, zadrwiłeś z niej. Nie dziw, że nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Po takim czymś zdziwiła bym się, gdyby dała Ci szansę. Daj tej dziewczynie spokój. No chyba, że wytatułowales sobie jej twarz na ręce albo kupiłeś pierścionek zaręczynowy i fajnie byłoby, gdyby Ci się za to zwróciło, gdyby ta Małgosia do Ciebie wróciła. No to wybacz, ale Bóg taki głupi nie jest, by pomóc komuś bo ktoś ma jakieś roszczenia, bo wcześniej dziewczyna była be, a teraz jest fajna. Jestem w stanie postawić się w sytuacji tej Małgosi i napiszę Co tyle: nie umiałeś się zachować jak mężczyzna, tylko jak dupek. A Małgosi życzę, by znalazła kogoś mądrzejszego od Ciebie. Ta dziewczyna została przez Ciebie skrzywdzona i nie łudz się, że wróci. Żadna dziewczyna nie wróci drugi raz, by znowu dostać takiego łomotu, jaki ty spuściłeś Gosi.

            • Widać Kasia ze masz wielka ranę w sercu która Cię boli i niejako wyżywasz się na Marcinie za tamtego chłopaka który Cię skrzywdził. Jesteście dziewczyny strasznie oceniające a swoje opinie piszecie w bolesny, wręcz chamski sposób. Co innego komuś coś radzić w słowach pełnych miłości do drugiego człowieka (nawet jeśli mamy powiedzieć coś czego on nie chce słyszeć) a co innego do kogoś pisać w tak ordynarny i NIECHRZESCIJANSKI sposób, że zachował się jak dupek i ze życzysz tej Małgosi żeby znalazła kogoś mądrzejszego od niego? A ty przepraszam jesteś nieomylna i wszechwiedzaca ze tak oceniasz, jak kto się zachował? Byłaś z nimi w związku , widziałaś wszystko, wiesz wszystko jak Pan Bóg? Sama jestem dziewczyną skrzywdzona przez przynajmniej dwóch facetów ale staram się rozumieć ze każda sytuacja jest inna i nie przerzucać swoich żalow. Prawda jest taka Marcin ze masz prawo się modlić za Małgosie jeśli chcesz. Nikomu nic do tego. Na tym forum możemy Ci jedynie radzić, a co Ty z tym zrobisz to Twój wybór. To Twoje życie i twój wybór. Dziewczyny jasne ze można doradzić komuś żeby czegoś nie robił, ale raczej doradzać z miłości, a nie w taki bezczelnie oceniający ordynarny sposób. Ja sobie myślę że Jezus dla wszystkich był pełen miłości i miłosierdzia i zawsze okazywał zrozumienie i szacunek i to zmieniało serca, Jego wielka miłosc i dobroć, a nie twarde chamskie słowa, bo to nikomu nie pomaga.

            • Wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść. Jasne, że Marcin może modlić się w jakiej intencji chce i to jego sprawa, co zrobi z naszymi odpowiedziami. Tylko, że modląc się za Małgosię będzie stale miał ją w sercu, a to w jego sytuacji nie jest ani dobre ani zdrowe. Zgodzę się, że komentarze warto pisać grzecznie. Jest faktem, ze Marcin potraktował Małgosię bardzo źle, niemęsko. Odrzucił ją, a gdy dziewczyna weszła w relację, w której została przyjęta, nagle Marcin zobaczył w niej kobietę swojego życia. Tylko, że Małgosia jest już w związku z innym mężczyzną. Takie sytuacje bardzo bolą i bywa, że zraniona kobieta nie chce już mieć do czynienia z mężczyzną, który tak ją potraktował. To trzeba uszanować i wyciągnąć wnioski. Myślę, że Marcin musi nauczyć się szacunku do kobiet. Będzie jeszcze szczęśliwy, ale musi dojrzeć i szanować kobiety. A wtedy będzie gotowy do zdrowego związku.

            • Jeszcze chciałam coś napisać o wybaczaniu. Wybaczyć nie zawsze potrafimy od razu. Nie zawsze jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie wolą swoją mówić że mimo całego bólu który mamy WOLĄ SWOJĄ wybaczamy, bo wola to jest decyzja. I codziennie to trzeba powtarzać i prosić Matkę Najswietsza o pomoc. To spłynie do serca i nas uzdrowi i nasze serce będzie wolne. Pan Jezus bardzo cierpiał na krzyżu ale wolą swoją wybaczyl oprawcom. W ogóle wszystko wszystkim wybaczal. Modlił się za swoich oprawców i tych którzy byli przeciwko Niemu. Zawsze wszystkim okazywał dobroć.

            • Nie wyzywam się, tylko czemu Marcin na początku tej znajomości nie zachował się jak prawdziwy mężczyzna, tylko zlekceważył Małgosię? Miał szansę, by wtedy ułożyć sobie życie z nią. Teraz dziewczyna ma innego chłopaka i na jej miejscu czułabym się zagrożona ze strony Marcina, że jest jej stalkerem, zakłóca jej spokój. Nie jest nim zainteresowana i koniec. Tak, życzę Małgosi mądrego chłopaka. Bo moim zdaniem prawdziwy mężczyzna to taki, który jest na tyle poważny, że szanuje swoją kobietę od początku, kocha ją, nie bawi się jej uczuciami etc. A mądry mężczyzna na pewno nie zachowałby się jak Marcin. Pisze na podstawie własnych doświadczeń. Może i Małgosia wybaczyłaby mu ten jego wyskok, gdyby od razu przeprosił, sam twierdzi, że nabroił, więc ma za co przepraszać. A tak, nagle doznał olśnienia? Nie sądzę, żeby Małgosia dała mu szansę. Ale niech próbuje. Tylko może potem boleć, ale chyba nie Małgosię. Trzymam kciuki za chłopaka Gosi, żeby choć on był tym mężczyzną przez duże M, bo ja nie wyobrażam sobie być w związku z chłopczykiem, który nie dorósł do roli przyszłej głowy rodziny, męża i ojca.

    • Witaj Marcinie.
      Nie wiemy nic o sobie poza tym, co napiszemy na forum internetowym. Nie wiem, ile masz lat, czym na co dzień się zajmujesz, gdzie mieszkasz, gdzie studiujesz. Nie znam również całej historii o Tobie i Małgosi, wszystkich szczegółów i wątków pobocznych. Nie znam Twojego serca i Twojej duszy, ani także serca i duszy Małgosi…
      Jestem terapeutką i z racji swojego zawodu potrafię „czytać między wierszami”. Pragnę napisać również słowa od siebie i jeśli czymkolwiek Ciebie dotknę, urażę lub zranię, przepraszam Cię.
      Marcinie,
      przede wszystkim powinieneś wziąć pod uwagę to, że pisząc komentarze pod świadectwami „pozwalasz” innym nie tylko na podnoszenie Ciebie na duchu, lecz także na krytykowanie – nieraz naprawdę w bolesny i niegrzeczny sposób. Myślę jednak, że zdecydowana większość osób nie ma złych intencji wobec Ciebie, lecz wyraża swoje zdanie w taki sposób, w jaki umie, i w jaki wydaje się im najbardziej odpowiedni. Jedna osoba napisze bardzo kulturalny, grzeczny komentarz „z klasą”, inna wyleje na Ciebie wiadro pomyj, a jeszcze inna potrząśnie Tobą. Jeśli po przeczytanych słowach od internautów jest Ci bardzo przykro – nie udzielaj się na forum. Nie umieszczaj komentarzy pod świadectwami, tylko np:zapisuj swoje myśli w pamiętniku. Jeśli pisanie pomaga Ci uporządkować emocje – pisz, oczywiście, ale w pamiętniku, nie na forum. Nawet na forum poświęconym Nowennie Pompejańskiej…
      Co do modlitwy to OCZYWIŚCIE masz prawo modlić się w takiej intencji, jaką podpowiada Tobie serce. Modlitwa jest tak indywidualną i tak intymną sprawą pomiędzy człowiekiem a Panem Bogiem, że NIKT nie ma prawa mówić Tobie, czy Twoja modlitwa ma sens, czy nie, czy spełni się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami, czy będzie skuteczna, a jeśli nie, to dlaczego itp. Módl się tak, jak podpowiada Tobie serce, rozmawiaj z Panem Bogiem, słuchaj go i obserwuj, co się dzieje dookoła Ciebie. Ze swojej strony życzę Tobie wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze, tego, co Boże, co jest zgodne z wolą Pana Boga. Bóg nigdy nie chce źle dla człowieka. Ale w nieprawdopodobny sposób szanuje wolną wolę, którą mu podarował… Wrócę za chwilę do tego wątku…
      Jeśli chodzi o Twoją Osobę, to odnoszę wrażenie, że jesteś uzależniony od Małgosi, a raczej od Twojego wyobrażenia na temat Jej Osoby oraz Waszej wspólnej przyszłości. Nie wiem, co było między Wami, co Was do siebie przybliżyło, a co oddaliło. Ale z tego, co napisałeś, wynika, że Małgosia już podjęła decyzję. Być może modliła się o dobrego męża i spotykając na swojej drodze obecnego chłopaka, ujrzała w Nim mężczyznę, na którego czekała przez całe życie. Być może jest z nim bardzo szczęśliwa, są dla siebie nawzajem przyjaciółmi, być może planują wspólną przyszłość i już podjęli kroki do realizacji wspólnych marzeń o pięknym małżeństwie i szczęśliwej rodzinie. Czy bierzesz taki wariant pod uwagę? Z tego, co widzę (nie tylko pod tym świadectwem, ponieważ Twój nick regularnie pojawia się pod świadectwami od kilku tygodni), podchodzisz do modlitwy jak do walki o kobietę, którą darzysz uczuciem. Ale czas płynie, Małgosia idzie już inną drogą, a Ty tkwisz w miejscu, w martwym punkcie. Masz zranione, zbolale serce, ale takim postępowaniem tylko pogarszasz sprawę, ponieważ „posypujesz solą ból”, rozdrapujesz rany, które nie mają szansy przestać krwawić, nie mówiąc o zagojeniu się. Karmisz się wyobrażeniami o Małgosi i Waszej przyszłości, być może jest w tym także i pożądanie, pociąg fizyczny do tej kobiety. Ze świata rzeczywistego uciekasz w świat iluzji. Zatrzymaj się!
      Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak bardzo upierasz się przy tym, aby być z Małgosią. Czy jest to spowodowane lękiem przed samotnością, urażoną męską dumą, że zostałeś odrzucony, nieumiejętnością przegrywania, czy też uzależnieniem emocjonalnym od tej kobiety? A może istnieje również inny powód? Wsłuchaj się w głąb swojego serca i zadaj sobie pytanie, czy NAPRAWDĘ chcesz „wyżebrać” powrót tej kobiety? Czy nie sądzisz, że takim postępowaniem zupełnie straciłbyś szacunek w jej oczach? Czy byłbyś z Nią szczęśliwy, wiedząc, jak bardzo wcześniej cierpiałeś, jak bardzo się bałeś, że Twoja modlitwa nigdy się nie spełni? Czy nie odczuwałbyś ciągłego strachu przed tym, że Małgosia jednak od Ciebie odejdzie? Czy pragniesz takiej przyszłości? Oczywiście, że nie! Nikt tego nie ma chce, ale niestety są osoby, które godzą się na taki wariant „szczęścia”, które tak naprawdę jest permanentnym cierpieniem i bólem serca.
      Marcinie, zasługujesz na szczęście, na piękną miłość, na wartościową osobę, która będzie „kobietą Twojego życia”. Ale zanim taką osobę poznasz, musisz zamknąć rozdział pt: „Małgosia”. Zamknąć go w sposób fizyczny, emocjonalny i duchowy. Nie kontaktować się z Nią w żaden sposób z możliwych, unikać wspólnych spotkań, nie pisać SMS ów, nie dzwonić, nie śledzić Jej na portalach społecznościowych, a podczas modlitwy włączyć Małgosię do grona osób, za które codziennie się modlisz, ale przy których nie zatrzymujesz się na długie godziny rozważań. Możesz złożyć dobrowolną ofiarę na mszę świętą wieczystą w intencji Małgosi – to bardzo piękny dar i uwierz mi, że w Twoim przypadku wystarczający.
      Nie wiem, czy mieliście z Małgosią rozmowę na temat Waszej relacji i/lub Waszego kontaktu. Jeśli była lub będzie taka rozmowa między Wami, i jeśli padła lub padnie jasna deklaracja że strony Małgosi, że nie widzi możliwości Waszego powrotu do siebie, uszanuj to. Nawet jeśli podczas tego spotkania serce pękło lub będzie pękać na pół, nawet jeśli po tej rozmowie Twoje serce zatopi się w otchłani smutku, a jego wnętrze wypełni niewyobrażalny smutek, żal, złość, gniew, gorycz, rozczarowanie – zgódź się na to i otwórz się na to cierpienie, które pomoże Ci uporządkować myśli i uporać się z uczuciem, które w tym momencie niszczy Cię od środka i zniewala. Podziękuj Małgosi za wspólnie spędzony czas, życz wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze, zachowaj dobrą pamięć i odejdź, zachowując godność. Myślę, że Małgosia wówczas doceni Twoją Osobę, Twoją postawę i będzie miała do Ciebie szacunek. Nie wiem, co czuje Małgosia, jednakże istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że w tym momencie może czuć się bardzo niekomfortowo, wiedząc, że za wszelką cenę próbujesz ją odzyskać, że nie liczysz się z jej decyzją o zakończeniu Waszej relacji, że nie przyjmujesz jej odmowy i nie przyjmujesz do wiadomości, że wybrała innego mężczyznę i próbuje z nim ułożyć życie, a przynajmniej w tym momencie. Możliwe, że Małgosia boi się kontaktu z Tobą, ponieważ nie wie, do czego się posuniesz w przyszłości albo do jakiego stanu emocjonalnego siebie doprowadzisz. Być może bierze pod uwagę fakt, że spotykając się z Tobą już na stopie koleżeńskiej, karmiłaby Twoje ziarenko nadziei na Wasz powrót do siebie i relację damsko – męską – już „na Amen”. Postaw się również w jej sytuacji. Bardzo możliwe, że dziewczyna pragnie być bardzo uczciwa wobec swojego obecnego chłopaka i dlatego zdecydowała się postawić sprawę jasno: że jest z nim, nie zamierza tego zmieniać, a Wasza znajomość jest rozdziałem zamkniętym. Dlatego również unika z Tobą kontaktu, omija Ciebie w możliwy sposób.
      Pomyśl, co uczyniłbyś na miejscu Małgosi, gdyby sytuacja była odwrotna? Gdyby to Małgosia modliła się o Twój powrót, a Ty byłbyś już szczęśliwy z inną dziewczyną, z którą planowałbyś resztę życia? Czy widząc determinację i upór Twojej poprzedniej dziewczyny myślałbyś o niej, że jest to wyraz jej ogromnej miłości do Ciebie, czy serce by Ci się krajało, bo widziałbyś cierpiącą i zniewoloną uczuciem istotę, która potrzebuje modlitwy, wsparcia przyjaciół, spowiednika, a niewykluczone, że również psychologa? Czy nie zdecydowałbyś się na zmianę telefonu i adresu e-mailowego, a także czy nie usunąłbyś kont na portalach społecznościowych? Myślę, że czułbyś na sercu ogromny ciężar, ale zdecydowałbyś się w końcu na drastyczne cięcie, byleby się od Niej uwolnić…
      Jeśli nie miała miejsca taka rozmowa między Wami, poproś o nią Małgosię, zaznaczając, że jeśli nie życzy sobie już kontaktu z Tobą, że będzie to Wasza ostatnia rozmowa. Zaproś ją w neutralne miejsce, np: do ogródka kawiarni blisko zieleni, ładnie się ubierz, zadbaj o siebie, przygotuj ładny, ale skromny bukiet kwiatów, który wręczysz Małgosi jako dżentelmen, jako podziękowanie za wspólny czas. Wcześniej zapisz sobie myśli na kartce i uporządkuj je – co chcesz Małgosi powiedzieć, co wyjaśnić, wytłumaczyć, a także co czujesz, jaki jest Twoje spojrzenie na całą sytuację i czego oczekujesz. Ale wysłuchaj również tego, co Małgosia ma Tobie do powiedzenia, jakie jest jej spojrzenie na Waszą relację, czy widzi możliwość kontynuowania znajomości, a jeśli tak to w jakiej formie. Jeśli zaś usłyszysz od Niej, że jest szczęśliwa z obecnym chłopakiem i jest to relacja, która zmierza do małżeństwa, przyjmij to z godnością i odejdź. Zniknij z Jej drogi. Bo im większa miłość do drugiego człowieka, tym bardziej objawia się w uszanowaniu jego wolnej woli, a zwłaszcza, jeśli jest on szczęśliwy, nie czyni rzeczy niemoralnych ani takich, które go od Pana Boga oddalają. Jeśli Małgosia jest szczęśliwa i wraz z tym mężczyzną idzie Bożą drogą, potraktuj to jako odpowiedź na Twoją modlitwę,jako znak od Boga. Bo dotychczas interpretowaleś jako znaki to, co Tobie pasowało – co było zgodne z Twoimi uczuciami i pragnieniami. Tymczasem Pan Bóg może dać Tobie zupełnie inny znak, niezgodny z Twoimi oczekiwaniami. Ale co do tych wszystkich „znaków” – trzeba być naprawdę bardzo ostrożnym, ponieważ Pan Bóg podarował człowiekowi oprócz łaski wiary również rozum i wolną wolę, i według nich powinniśmy żyć i interpretować rzeczywistość.
      Jeśli Małgosia odmówi spotkania, napisz do Niej list – szczery, od serca, ale przy tym bardzo ważąc słowa, zachowując klasę i kulturę. Przepisz go ręcznie albo na komputerze i podaruj kopertę osobiście, albo wyślij pocztą. Jeśli dostaniesz odpowiedź, postępuj zgodnie z treścią w niej zawartą. Ale brak odpowiedzi również będzie odpowiedzią na Twój list – będzie to oznaczało „zamykamy nasz wspólny rozdział”.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że moje słowa są bardzo bolesne, ale uwierz mi, Marcinie, że inaczej nie uwolnisz się od Małgosi i nie zrobisz ani pół kroku do przodu… Twoje cierpienie będzie jeszcze większe, gdy dowiesz się o ślubie Małgosi, o dziecku, które przyjdzie na świat, o jej szczęśliwym życiu małżeńskim i rodzinnym. Zablokujesz swoje serce na szczęście z inną osobą, która mogłaby być „miłością Twojego życia”. Powiem więcej! Bardzo prawdopodobne jest to, że idealizujesz w tym momencie Małgosię i nie widzisz Jej wad, a każdy z nas je posiada. Więc teraz „odczaruję” Twoje spojrzenie na Nią. Pomyśl, gdyby Małgosia była tak cudowną osobą dla Ciebie, no po prostu stworzoną do bycia Twoją żoną, to wróciłaby do Ciebie, uległaby Tobie i Twoim prośbom. Nie zależy Jej na Tobie – może straciła do Ciebie zaufanie, może ma już inne marzenia, ale może po prostu nie widzi, jaką osobą jesteś. A jesteś wartościowym i wrażliwym człowiekiem. Świadczy o tym chociażby Twoja wytrwała modlitwa.
      Być może obecnie potrzebujesz tej samotności, ponieważ ona całkowicie oczyści Twoje serce, duszę, umysł, wspomnienia, wyobraźnię… Dopiero wtedy będziesz mógł otworzyć serce na miłość. I zazwyczaj tak jest, że ta druga osoba jest tą, na którą czekaliśmy. Uczucie do Małgosi zupełnie wówczas zblednie. Może nawet powiesz sobie w duchu, że Małgosia już nic a nic Ciebie nie obchodzi, że jest Tobie obojętna. Oczywiście – życzysz Jej wszelkiego dobra, ale akceptujesz to, że jest możliwie daleko od Ciebie, że to Ty dokonałeś wyboru odejścia w zupełnie inną stronę, że to Ty zamknąłeś rozdział Waszej znajomości. Kamień spadnie z Twojego serca – najprawdopodobniej tak właśnie będzie.
      Nie wiemy, co Nas czeka, czy Wasze ścieżki pobiegną w dwóch różnych kierunkach, czy jednak wrócicie do siebie. Nie wiemy, jaka jest wola Boża, która nie musi oczywiście wykluczać wolnej woli człowieka. Mogą się uzupełniać te wolę w bardzo piękny sposób. Wiem jedno Marcinie: musisz w tym momencie zawalczyć o siebie! Odciąć się od tego, co Cię niszczy i zniewala. Polecam Tobie stałego spowiednika, ale również spotkania z psychologiem, najlepiej terapeutą, o czym już wspominała inna Pani. To pomoże przejść Ci przez cierpienie, szybciej i skuteczniej zregenerujesz serce, duszę i pamięć. Bóg Cię kocha w nieprawdopodobny sposób i pragnie obdarować Cię tym, co najlepsze. Nie wiemy, czy „tym najlepszym” jest Małgosia, czy inna kobieta. Ale zacznij od walki o siebie – również o równowagę emocjonalną.
      Marcinie, pomodlę się za Ciebie. Jesteś wartościowym i wrażliwym człowiekiem, i zasługujesz na to, co najlepsze i najpiękniejsze. Jesteś umiłowanym dzieckiem Pana Boga, posiadasz godność – wartość wrodzoną i niezbywalną. Nie pozwól na to, abyś uniżał się przed jakąkolwiek osobą i żebrał o uczucie, nawet jeśli obiekt Twoich uczuć jest w Twojej ocenie bardzo wartościową kobietą. Być może okaże się – gdy przepracujesz to uczucie i gdy minie conajmniej kilka miesięcy, że spojrzysz na Małgosię i na Waszą relację zupełnie inaczej…
      Przepraszam Cię z serca, jeśli moje słowa sprawiły Tobie ból. Pisałam ten list z troski o Ciebie, ponieważ szkoda mi Cię, chłopaku. Zapewne inaczej byśmy porozmawiali „na żywo” i inny mógłby być mój ogląd tej sytuacji. Ale myślę, że moja intuicja i doświadczenie zawodowe mnie nie myli…
      Marcinie, pozdrawiam Cię i obiecuję również modlitwę w Twojej intencji, aby wszystko się wyjaśniło i ułożyło najlepiej dla Ciebie. Z Panem Bogiem.
      M.

      • Cudowny komentarz. Uporzadkowala Pani wszystkie nasze nieuczesane wypowiedzi. Ja osobiście odniosłam go również do siebie i bardzo pomógł. Myślę że tego było trzeba Marcinowi, mnie u wielu innym osobom madlacym się o powrót jinkreej osoby czy poprostu o dobrego męża/żonę. Dziękuję.

        • Dziękuję bardzo za dobre słowo i cieszę się, że mogłam również Pani pomóc. 🙂 Pomodlę się również w Pani intencji. 🙂 + Z Panem Bogiem. +:)

          • Muzo, dziękujemy za wyczucie, takt, troskę, delikatność. Bardzo wyważony komentarz, pełen szacunku i pełen dobrych rad :).

            • Dziękuję bardzo. 🙂 Staram się pisać od serca, ale jednocześnie z ogromną ilością pokory w tym sercu, ponieważ jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić w ocenie. Jednakże starałam się napisać neutralnie, uniwersalnie, z szacunkiem do drugiego człowieka – człowieka bardzo cierpiącego… Serce to sanktuarium Boga i nie wolno tej sfery naruszać ani niszczyć. Dziękuję raz jeszcze za dobre słowo i proszę o modlitwę, a ja także pomodlę się za Ciebie. +:)

            • Muzo i ja dziękuję. Myślę, że wszyscy życzymy Marcinowi dobrze, tylko nie potrafimy tego dobrze ubrać w słowa. Dziękuję Muzo, a Tobie Marcinie życzę dobrych ludzi, którzy pomogą Ci przejść przez bardzo trudny czas. To, co napisałaś może odnieść do siebie każda osoba modląca się o męża/żonę. Przepraszam Marcinie, jeżeli byłam niedelikatna i za ostra. Jestem pewna, że czeka Cię wiele dobra w życiu i życzę Ci, byś przeżył ten trudny, bolesny czas i bogatszy o takie doświadcenia był dobrym, szczęśliwym człowiekiem.

            • Dziękuję bardzo. +:) Pozdrawiam serdecznie i pomodlę się również w Twojej intencji. +:)

      • Muzo, podzielam opinię „Ona”. Umieściłaś bardzo wartościowy komentarz. Ja również skorzystam z Twoich „rad”. Z Panem Bogiem!!!

        • Dziękuję za dobre słowo również, pomodlę się również w Twojej intencji Ewo. +:) Proszę o modlitwę również w mojej intencji, gdyż jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić. Jednakże starałam się napisać od serca, z pokorą, czerpiąc z doświadczenia życiowego oraz zawodowego. Pomódlmy się za siebie nawzajem. Z Panem Bogiem Ewo. +:)

  • Witam Pana pisze aby dać Panu nadzieję. Proszę w swoim otoczeniu poszukać wspólnoty Sychar bądź Syrach to jest wspólnota rozpadających bądź już rozpadniętych małżeństw. Proszę poszukać w necie bo dokładnie nie pamiętam nazwy. Proszę się modlić o błogosławieństwo dla żony. A potem o przemianę jej serca i dopiero o uwolnienie od złego ducha. Mój spowiednik kiedyś tak mi poradził w kwestii z bliska mi osoba. Bo wtedy Boza moc i światło może wlać się w serce. Bóg jest sprawiedliwy ale również miłosierny. Czasami taka osoba musi osiągnąć dno duchowe. Bóg wychowuje również przez zdarzenia. Pozdrawiam serdecznie i zycze siły i wytrwałości. Hanna

  • Robercie jesteś w bardzo trudnej sytuacji. Myślę że powinieneś na razie po prostu to zostawić. Nie nakrecaj się szukając pomocy u wszystkich swietych itd. Odpocznij. Przyjmij sytuację taka jaką ona jest. Wszystko potrzebuje czasu. Pisze to z własnego doświadczenia. Odeszła- trudno, jej strata. Jeszcze zobaczy co straciła. Dopóki będzie widziała, że jesteś słaby, dalej będzie cie gryzła. Postaraj się wrócić do spokoju ducha. Mi pomogło spotkanie z innym mężczyzna. Nie Zdradziłam męża, ale poczułam się kobietą wartościowa bo moja wartość….nie istniała. Z tym mężczyzna jestesmy przyjaciółmi. Wyjedź gdzieś, przestań rozpamiętywać. Żyjesz i dasz rade. Ja dałam. Trzymaj się i codziennie odmawiaj różaniec.

  • Pomodlilam się w Waszej inwencji. Niech Was Pan Bóg błogosławi, a Maryja ma w Swojej opiece.

  • Zamów 9 kolejnych Mszy Św w intencji małżeństwa. Msza jest mocniejsza niż kilkadziesiąt różańcow(jak nie posmarujesz to nie pojedziesz/pańskie oko konia tuczy.) Ja już za swoje małżeństwo od Stycznia2020 modlę sie non stop Pompejanka i nic a m-c temu zamówiłam 9 mszy (Nowenna) i od kopa sytuacja się poprawiła. Mówisz że kiedyś twoja żona była wierzaca a teraz ja zły przejął żeby zniszczyć małżeństwo. „Ona” jest Toxic Britney, gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Alleluja i do przodu!!

  • Z książki ks.Amortha Gdy mamy do czynienia z „zagrożoną” osobą, na przykład małżonkami ,którzy chcą się rozejść lub mają inne osobiste,poważne problemy ,bądź z młodym człowiekiem ,który ma problem alkoholowy lub jest uzależniony od narkotyków, recytujemy nowennę do Najdroższej Krwi Jezusa , w pierwszej nowennie /przez dziewięć dni/ prosząc o łaskę ocalenia dla tej osoby. Np Udziel mi łaski zbawienia dla /imię osoby/, aby mogła/mógł zostać ocalony na końcu swej ziemskiej wędrówki i przyjść do Niebieskiego Jeruzalem ,aby składać Ci dzięki , aby razem z Tobą głosić chwałę i dziękować Jezusowi. Zlituj się nad nią/nim , wyrwij ją/go z rąk demona . Wystarczy odmawiać nowennę przez dziewięć dni.Możemy być spokojni i pewni ,że otrzymamy łaskę . W wypadku innych problemów pokonanie trudności może zająć niekiedy wiele miesięcy, dlatego należy odmawiać nowennę przez długi czas .Bóg chce nas ukształtować poprzez wiarę i poświęcenie .Wiara w niego będzie nagrodzona. Po otrzymaniu łaski zbawienia, można – w intencji tej samej osoby -odmówić nowennę z prośbą o nawrócenie /lub o uwolnienie od uzależnienia od narkotyków bądź o uwolnienie od ducha nienawiści lub o uwolnienie od wszystkiego , co dręczy , a czego pochodzenia nie znamy/ Dobroczynny skutek może przyjść po miesiącach lub latach.Możemy być pewni ,że prędzej czy później nadejdzie Np Udziel mi łaski , aby /imię osoby/ został uwolniony od złych uroków i od zastępów diabelskich , które trzymają go w niewoli.Niech będzie uwolniony od wszelkiego przekleństwa ,zaklęcia i klątwy .Niech będzie mógł wrócić do wiary w Jezusa.Niech będzie mógł wzrastać w wierności Bogu i na końcu swej ziemskiej wędrówki przyjść do Ciebie i podziękować Ci w Niebieskim Jeruzalem.Miej dla niego litość ,Święta Matko .Dziękuję Ci, bądź błogosławiona.

  • Robercie często piszesz że zostałeś sam, by ratować swoje małżeństwo, a tak nie jest. W cierpieniu zawsze jest z nami Jezus i Maryja. Polecam Ci gorąco rozważać drogę krzyżowa, a szczególnie rozważania drogi krzyżowej z Ojcem Dolindo, można na necie kupić, jest niedroga.te rozwazania są niesamowite, bardzo zmieniają serce nas samych, odzierają z pychy i zatwardziałości.

    • Witam Justynko chciałam się podzielić z tobą moja wielką radością bo 1 czerwca mój mąż wrócił do domu po dziesięciu miesięcach mieszkania z kochanką moja nowenna została wysłuchana dokładnie tak jaka była przedostatnia intencja aby kochanka mojego męża odeszła z jego domu myśli i sercach Mateczka nasza wyprosiła ten cud jest wspaniałe chociaż nie ma dnia żeby nie wracały wspomnienia wyobraźnią co było między nimi jak ja przytulał kochał ale modlitwa pomaga mi w tych trudnych chwilach i mam nadzieję że z czasem zapomnę żeby nie zniszczyć tej szansy otrzymanej przez ręce Mateczki od Boga.Dziekuje za wsparcie modlitewne niech Bóg ma Ciebie w opiece i obdarza łaskami o które prosisz.

      • Wow, bardzo się cieszę pani szczęściem. To wspaniała wiadomość i ogromna radość. Bóg wysłuchał modlitw i uczynił cud. Cieszę się że i moje modlitwy choć w minimalny sposób pomogły:-) proszę nie poprzestawać na modlitwie bo zły może jeszcze kusić pani męża, ale też i panią. Proszę modlić się by pani całkowicie, z serca i mysli przebaczyła mężowi i nie żywiła urazy. Wierzę że Matka Boża i w tej sprawie ukoi pani ból. Będę się teraz za panią modlić. Z Panem Bogiem

        • Dziękuję bardzo za modlitwę chyba jest mi tak samo potrzebne wsparcie modlitewne teraz jak i przed powrotem męża bo zły cały czas mąci mi w głowie chce wierzyć w to że Mateczka nie po to wyprosiła mi ten cud żeby mi to znowu zabrać gdy modliłam się o powrót męża to wiedziałam że w chwilach gdy dochodziło między nami do kłótni czy gdy mówił bardzo przykre słowa żeby mnie zranić nie przejmowałam się tym bo wiedziałam że to nie walka męża że mną tylko mojej modlitwy że złym i może jeszcze do teraz nie chce odpuścić i gdy przychodzi słabszy dzień to mąci mi w głowie że jaką mam pewność że znowu tego nie zrobi czy jak mówi kocham cię nie myśli o byłej kochance w takich chwilach powierzam się Mateczce i proszę o wsparcie a dowodem na obecność złego w życiu męża bądź jego kochanki mam taki dowód w grudniu przed świętami po kłótni i w złości zdjąć obrączkę i zostawił ją na komodzie ja jej nie chowałam tylko tam czekała na niego i gdy wrócił powiedział że jak będzie gotowy to ja założy i gdy po tygodniu była to niedziela wróciłam do domu z kościoła zastałam męża dosyć przerażonego i powiedział mi co się stało gdy byłam na mszy mąż chciał założyć obrączkę na palec ale gdy chwycił ją do ręki ona go opatrzyła wypuścił ja z ręki ona zsunęła się i opatrzyła mu kawałek palca środkowego i serdecznego tak pomiędzy tymi palcami tylko w lewej ręce zostawiając co widziałam na własne oczy dwa pęcherze z wodą jak po oparzeniu mówił że to może znak że nie jest godzien zeby być że mną ale nie poddałam się tylko mu tłumaczyłam że to zły mąci po trzech dniach od tego zdarzenia w środę gdy przyszłam z kościoła po nowennie do Matki Boskiej na którą chodzę co tydzień poprosił mnie zebym to ja założyła mu obrączkę bo chce ją nosić i nigdy już nie zdejmie jej z palca trochę ze strachem ale już nic złego się nie wydarzyło i założyłam ja wypowiadając słowa przyjmij te obrączkę na znak mojej miłości….. płakał jak dziecko a obrączka już nie opatrzyła co o tym myslec

          • To co pani opisuje świadczy tylko o tym że zły nie daje za wygraną. Pani mąż może potrzebować modlitw o uwolnienie, bo aż trudno uwierzyć że nie mógł założyć obrączki… Proszę poszukać księdza który zrozumie ta dziwna sytuacje. I pomoże. Ale musi pani teraz przede wszystkim walczyć o siebie, oczywiście nie zapominając o mężu, ale to w pani głowie i sercu bardzo dużo się dzieje- ta niepewność czy mąż znów nie postąpi tak jak wcześniej, a także całkowite przebaczenie zadanych ran przez pani meza. Ten lęk który pani przeżywa to przede wszystkim podszepty złego by pani się poddała. Widać że pani mąż zrozumiał swój błąd i cierpienie jakie pani zadał. Proszę może pomyśleć o jakiś rekolekcjach dla małżeństw które by umocniły na nowo państwa małżeństwo bądź odnowić przysięgę małżeńską, i może dobrym kierunkiem byłoby by panstwo jako małżeństwo poszukali dobrego spowiednika, kierownika duchowego który pomoże wyjść z tego zwycięsko. Zapewniam jeszcze raz o modlitwie. Polecam też by pani odsłuchał konferencje ks. Glasa o duchu Josabel. Z Panem Bogiem

            • Rzeczywiście widać że zrozumiał że wyrządził mi straszną krzywdę każdy dzień powtarza dziesiatki razy że mnie kocha i bardzo by tego chciał żebym mu kiedyś wybaczyła to co zrobił i że nie potrafi poradzić sobie z wyrzutami sumienia ja tylko modlę się o jego nawrócenie bo na razie nie potrafi wejść do kościoła ale obiecał że jak będzie gotowy to zemną pójdzie a narazie prosi żebym to ja modliła się za niego przepraszam że zawracam pani głowę ale potrzebuje się zwierzyć komuś kto trochę jest wtajemniczony w moją sytuacje Bóg zapłać za modlitwę i dobre słowo za jakiś czas znowu się odezwę mam nadzieję że napiszę że rana w sercu się zagoiła a i problemy finansowe z którymi przyszedł mąż też udało się pokonac

            • Proszę nie przepraszać, cieszę się że Pan Bóg i Matka Boża działają w pani życiu. To jest niesamowite co pani opisuje.. trudne do przejścia ale jak pani sie nie podda to z Bogiem osiągnie pani zwycięstwo. Jeśli mogę jeszcze coś doradzić to proszę modlić się by Bóg pomógł, by pani mąż wybaczył przede wszystkim sam sobie to co zrobił. Jeśli będzie pani miała trudniejszy dzień proszę odsłuchać pieśni religijne: Nikt cię nie kocha tak jak ja oraz Maryjo chce zamieszkać z Tobą. Napewno dodadzą pani sił w walce o siebie i męża. Będę czekała na wieści od pani. Błogosławionego wieczoru

  • Pomimo wszystko uważam abyś nie przestawal się modlić bo to ważne. Faktem jest że po rozwodzie dużo się traci nie tylko malzenstwo ale relacje z dziećmi nie są takie same.Bo co tu mówić facet na prawdę traci wszystko. Walcz na ile to możliwe ale jeśli będzie inna droga to bądź w jedności z Bogiem i nie ustawa w modlitwie to daje dużo sił. Wiem jak to jest bo sam jestem po rozwodzie A wiara wzmacnia.Pomodle się za Was.

  • Żeczywiscie bardzo cierpisz. Postaraj sie wykorzystac to cierpienie ktore podobno jest błogosławienstwem. Połacz go z Meką Jezusa i ofiaruj za swoja żone. Im wiecej przyjmiemy cierpien tym wiecej daj nam ono błogoslawienstw. Jezeli to cierpienie ofiarujesz za cos to zobaczysz jego sens i przyniesie owoce. Nie marnuj tego.

  • Robercie nie poddawaj sie nie mozesz przestac walczyc o dzieci. One najbardziej cierpia.
    Nie ustawaj w modlitwie . Powoli wszystko sie odmieni musisz miec nadzieje…..
    Pomodle sie za ciebie…

  • Poczytaj prosze o osobowosci narcystycznej, pasuje do opisu Twojej zony. To zaburzenie osobowosci i ciezki przypadek, ktory moze Cie zniszczyc. A Tobie oprocz modlitwy zalecam tez terapie, bo prawdopodobnie jestes czlowiekiem z duza empatia i sklonnoscia do poswiecania sie dla innych kosztem siebie, a to nie jest zdrowe, Bogu nie o to chodzi. Z Bogiem

  • Ufaj – mimo ze tak ciezko Ufaj! Ufaj ufaj ufaj! Nie poddawaj sie w modlitwie – rozmawiaj z Matka nasza kochana, z Panem Jezusem. Powiedz im dokladnie jak sie czujesz, wykrzycz im ten ból i wpadnij w ich ramiona. Poproś by Cie prowadzili, poddaj sie całkowicie ich woli, nie mysl o swojej intencji ani o tym jak chcesz by sie cala sprawa potoczyła. Wtul sie w ich ramiona i kazdego dnia ufaj, proś i dziękuj. Ufaj! Modle sie za ciebie

  • Może potrzeba trochę więcej czasu na nawrócenie,czasem i lat…proszę być dobrej myśli, i nastawić się,ze może to przyjdzie dopiero po wielu latach.

  • Robercie, to co jeszcze że swojej strony możesz zrobić to zamówić 30 mszy za „przyjaciela” żony o jego nawrócenie. Podobno w przypadku pewnej kobiety po 10 latach wrócił do niej mąż jeszcze w trakcie trwania mszy.. pozdrowienia z Medugorie powodzenia

  • Robert,ja od 3 lat walczę o uratowanie mojego małżeństwa.Polecam Ci książkę pt ” Z więzienia do wdzięczności” Merlin Carothers.Wierz,ufaj i działaj.

  • Czytam i czuje się jakbym czytała własne słowa. Jestem w identycznej sytuacji tylko sprawa odwrócona, bo ja jako kobieta walczyłam z różańcem o małżeństwo, w którym zło nabierało na sile z każdym kolejnym miesiącem. Mimo kilku NP nie udało mi się wygrać i ocalic mojej rodziny. Jestem w trakcie rozwodu. Jednak mam w sobie siłę, której w normalnych okolicznościach na pewno bym nie miała. Jestem pewna, że to dzięki modlitwie. Nie poddawaj się. Może Bóg ma inny plan, chociaż trudno to zrozumieć…

  • Robert, jestem w podobnej sytuacji tylko że mąż zabral mi dzieci i chce mnoe zniszczyć. Boję się, strasznie. Dzieci w wieku 3 i 5 lat. 10 letnia córka ze mną jest. Po rozmowie telefonicznej z mężem w której mówi że zostawilam jego i dzieci ,jak te dzieci wsadzil do auta i odjechał. Siedzę i rycze

  • Uważam, że Robert użala się nad sobą. Mając tak małe dzieci i fakt, że żona znalazła sobie innego, świadczy o bardzo złych relacjach między Wami. Robercie musiałeś coś poważnego przeskrobać, skoro żona przy tak malutkich dzieciach zaczęła szukać pocieszenia.
    Moim zdaniem nic nie wskórasz modlitwą. Odpuść sobie. Skup uwagę na czym innym. Miałeś swoją szansę, zaprzepaściłeś ją. Ta sytuacja zmusi Cię do wydoroślenia.

    • Marzena kim ty jesteś?? Wierzysz w Boga?
      Piszesz: „Moim zdaniem nic nie wskórasz modlitwą. Odpuść sobie. Skup uwagę na czym innym.” Takie myślenie to pokusa szatańska. Tym mocniej trzeba się modlić!

    • Witam Panią, Pani Marzeno. Witam także innych Uczestników niniejszej dyskusji.
      Według mnie Pani słowa są zbyt ostre w stosunku do Roberta, a także nie muszą odnosić się do rzeczywistości. Przede wszystkim powinniśmy – jako czytelnicy świadectwa i czynni uczestnicy dyskusji – wspierać w tym momencie Roberta, zarówno modlitwą, jak i dobrym słowem, które Go umocni, podniesie na duchu. Tymczasem mam wrażenie, że przyjęła Pani postawę „adwokata żony” i „prokuratora” w stosunku do Roberta. Pani komentarz jest mocno stronniczy – być może powodem tego są Pani zranienia, które nosi Pani w sercu,ale o tym wie tylko Pani oraz Bóg.
      Robert modląc się w intencji ratowania małżeństwa i nawrócenia żony wybrał rozwiązanie najwłaściwsze z możliwych! Modlitwa różańcowa ma ogromną moc, daje wszelkie potrzebne łaski i siłę w tak trudnej sytuacji, jaką jest separacja czy też schyłek małżeństwa. Nikt z nas nie ma prawa orzekać, że modlitwy Roberta nie przyniosą żadnego efektu, że są one stratą czasu, który można byłoby przeznaczyć na coś zupełnie innego. Modląc się Robert wypełnia przysięgę małżeńską: „ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”. Właśnie na tym polega wypełnianie powołania małżeńskiego – gdy druga osoba mnie rani, zdradza, opuszcza, to nie odpłacam tym samym! Robię wszystko, co w mojej mocy, aby ocalić małżeństwo, które jest sakramentem. Właśnie w tym miejscu możemy dostrzec różnicę pomiędzy związkiem przedmałżeńskim, a małżeństwem sakramentalnym. W przypadku tego pierwszego – walczymy do pewnego momentu, dajemy wolność drugiej osobie, gdy decyduje się odejść, choć serce wówczas pęka na tysiące kawałków. Ale w przypadku małżeństwa walczymy o nie ile tylko mamy sił – w każdy możliwy sposób, który nie krzywdzi drugiego człowieka, który jest zgodny z wiarą, który nie jest nieetyczny.
      Pani Marzeno, to nie jest tak, że skoro żona Roberta – mając malutkie dzieci (5 i 3 latka) decyduje się na „pocieszenie” w ramionach innego mężczyzny, to oznacza, że Robert na pewno coś przeskrobał,że wina leży po Jego stronie. Każdy kryzys małżeński jest pewnego rodzaju „składową” win – żony, męża, osób trzecich – często osób z najbliższych rodzin lub kochanek/kochanków. Nie wiem, jak było w Twoim małżeństwie, Robercie. Przypuszczam, że w Waszą codzienność wkradła się monotonia – szedłeś do pracy, żona zajmowała się dziećmi i prowadzeniem domu, czuła się tym już zmęczona i znudzona. W pewnym momencie pojawił się „przyjaciel”, czyli wilk w owczej skórze, który dowartościował „żonę – matkę – Polkę”, i przy którym przypomniały się Jej czasy beztroskich randek. A jeśli do tego osłabły praktyki religijne, a wiara została zepchnięta na baaardzoo odległy plan, to mamy klasyczny schemat zdrady. Robercie, nie znam przyszłości, nie jestem wyrocznią w Delfach, i nawet nie próbuję odczytywać planów Bożych. Jednakże mogę Tobie powiedzieć – na podstawie mojego doświadczenia jako terapeuty – ten romans skończy się. Nie wiem, kiedy – ale się skończy. Bo jest on z góry skazany na niepowodzenie. A wiesz, dlaczego? Po pierwsze dlatego, że Twoja żona idealizuje „nowego przyjaciela” i codzienność z nim. Na dzień dzisiejszy wszystko jest dla niej nowe, inne, bardziej beztroskie, czuje się atrakcyjną kobietą w oczach tego idealnego mężczyzny, ale gdyby przyszło jej powielić schemat Waszego wspólnego życia, z udziałem konkubenta zamiast Ciebie, to szybko ten pan by się jej odpodobał… Bo zauważyłaby, że jednak wady ma (ups, niespodzianka…), może nawet gorsze, niż Twoje, wszystko by im spowszedniało, poziom ich wzajemnej atrakcyjności zacząłby spadać w dół, z dnia na dzień. Po drugie – Twoja żona jest atrakcyjna dla konkubenta, dopóki… jest Twoją żoną, czyli dopóki nie jest w 100% dostępna. Dopóki ma on świadomość, że walczy o nią z Tobą. I chce wygrać tę walkę. A gdyby zwyciężył w tym pojedynku, odłożyłby swoją „nagrodę” w kąt. Po trzecie – na pewno relacja Twojej żony z konkubentem wpłynęłaby w sposób negatywny na Wasze dzieci. Trudno mi uwierzyć w to, że nie byłoby nieporozumień między nimi o dzieci lub z udziałem dzieci. A to również niszczy relację – zwłaszcza taką, która jest oparta na lichych fundamentach… I najważniejsze! – to, co uderza w rzecz świętą – w małżeństwo sakramentalne (lub inną Bożą relację) – jest skazane bardzo często na niepowodzenie i w końcu przyniesie gorzkie owoce… Jeśli nie na ziemi, to po śmierci, gdy przyjdzie nam wówczas stanąć przed Bogiem i zdać relację z całego życia…
      Robercie, nie ustawaj w modlitwie, choćby działo się z dnia na dzień coraz gorzej. Modlitwa przyniesie Twojemu sercu ukojenie, a Tobie da siłę do mierzenia się z przeciwnościami, z ogromnymi przykrościami, które zapewne będą się pojawiały. Uczęszczaj na mszę świętą, przyjmuj komunię w intencji Waszego małżeństwa i Waszej rodziny. Bardzo dobry pomysł podała Pani powyżej, abyś poszukał w swojej miejscowości lub w okolicy wspólnoty dla trudnych małżeństw „Sychar”. Polecam również zainteresować się „Ruchem Wiernych Serc”. Informacje na ich temat znajdziesz na pewno w internecie.
      Ważne jest Twoje zdrowie – bo jesteś jednością psycho – fizyczno – duchową. Staraj się zdrowo odżywiać, spaceruj, ćwicz – nie musi być to drogi trening na siłowni. Wystarczą trampki, dresy i świeże powietrze. Będziesz wówczas miał więcej siły i lepszy sen, który bardzo regeneruje układ nerwowy. Nie wiem, w jakiej jesteś kondycji emocjonalnej, ale dobrze by było, abyś poradził się psychologa lub psychiatry – jak oceniają Twój stan, czy potrzebujesz leków uspakajających, przeciwdepresyjnych i/lub spotkań z terapeutą. Chociaż coraz trudniej dostać się na NFZ, to jest to możliwe. Czasem przy parafiach działają ośrodki pomocy, w których są również konsultacje z psychologiem i/lub psychiatrą. Możesz też znaleźć takie osoby, sugerując się radami, zawartymi na stronie internetowej Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich.
      Dobrze byłoby, abyś poradził się radcy prawnego, jak postąpić w kwestii opieki nad dziećmi. Ich dobro jest w tym momencie tak bardzo ważne, że trzeba to mądrze, ostrożnie i etycznie! rozegrać. Dzieci zawsze odczuwają, że w związku rodziców jest coś nie tak. Postaraj się spędzać z nimi jak najwięcej czasu, rozmawiaj z nimi, zabieraj na spacery, bawcie się, czytajcie razem książki. Wiem, że to bardzo trudne, ale postaraj się zminimalizować im stres związany z kryzysem w Waszym małżeństwie. Nie wiem, na ile możesz liczyć na pomoc ze strony rodziny Twojej żony, ale może dałoby radę ich również zaangażować w ratowanie Waszego małżeństwa? Nie chodzi o zmasowany atak na Twoją żonę, ale o dialog, mediację. Bardzo polecam terapię małżeńską. Oczywiście – nic na siłę, ale może dałoby radę namówić żonę, a przynajmniej jej to zaproponować?
      Robercie, jest już późno i nie mam już możliwości pisania. Będę pamiętała o Tobie, o Twojej sprawie. Jeśli przeczytasz mój komentarz i zechcesz podzielić się spostrzeżeniami lub swoimi przeżyciami, napisz pod spodem. Bóg jest z Tobą, wie wszystko i docenia Twój trud walki o małżeństwo. Walcz, ile masz siły. Ale nie ponad siły! Dbaj o siebie, ponieważ masz dla kogo żyć! Pan Bóg będzie Ciebie prowadził, cokolwiek będzie się działo. Modlitwa, Twoja waleczna postawa, ma sens! I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.
      Robercie, módl się również o łaskę przebaczenia Twojej żonie i jej konkubentowi, a także o łaskę nawrócenia i opamiętania dla nich… Wiem, że to trudne, nawet bardzo… Ale przebaczenie przyniesie Twojemu sercu ogromną ulgę.
      Zaufaj Panu, a On będzie działał…
      Z Panem Bogiem Robercie. +
      M.

    • Marzena, masz duży problem se Sobą. Znajdź Sobie jakieś hobby, może modelarstwo 🙂

  • Cześć, pomodlę się za Ciebie. Mam podobne doświadczenie, aczkolwiek u mnie dotyczyło to zniszczenia narzeczeństwa ze strony kobiety, którą szczerze pokochałem z tą różnicą, że to ona jest bardzo mocno wierzącą katoliczką. Przewrotne – nieprawdaż?

    Życzę Ci dużo wytrwałości Robercie, aczkolwiek przyjmij pewną męską granicę. Nie można nikogo prosić o nic w nieskończoność i okazywać ustawicznie swego serca na dłoni, gdy ta druga osoba, ciągle na to pluje i nie potrafi tego ani uszanować ani docenić. Niestety, ale są tacy ludzie, którzy nie są warci miłości innych… Wiem, że nie to chciałbyś usłyszeć, ale to niestety prawda, którą dane mi było samemu poznać.

  • Witaj.Od ponad 2 lat trwa moja sprawa rozwodowa,problemy były już wcześniej w moim świadectwie.Odmowilem kilkanaście Nowenn Pompejańskich w różnych intencjach.Robert ,Pan Bóg teraz Ciebie buduje ,daje Tobie nowa tożsamość.Matka Boża wyprasza laski.Trwaj i ufaj.Oddaj Panu Bogu cała tą sytuację,powiedz Panie Boże poddaje się ,rób co chcesz i jednocześnie dziękuj i wielb Pana Boga za to złe co Cię spotyka.Wiem,co pisze.Nie proś żony o nic ,rób swoje,ucz dzieci pacierza,zmieniaj swoja tożsamość,ufaj Panu Bogu.Wiem co pisze.Powodzenia.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości