MFK: W kłopotach córki

Niech będzie uwielbiony Bóg w Trójcy Świętej Jedyny: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Niech będzie pochwalona Najświętsza Maryja Panna, nasza Matka Miłosierna.

Obiecałam podczas odmawiania nowenny, że będę świadczyć o dobroci i miłosierdziu naszej Matki niebiańskiej. Stało się, że mam o czym świadczyć, więc piszę.

Swego czasu moja córka przeżywała problemy natury psychicznej. Dziewczyna piękna, mądra, lubiana, otoczona szerokim gronem znajomych, ale wśród wielu kolegów żadnego kandydata na związek sercowy. Po skończeniu studiów wyjechała do innej miejscowości, zamieszkała sama, a w jej życiu rozpoczęła się proza życia: monotonia codziennego wstawania do pracy, po pracy zakupy, gotowanie obiadu dla siebie samej, posprzątanie, a po tym wszystkim był już wieczór, pozostawały może dwie godziny dla własnych spraw, a potem do łóżka, bo następnego dnia trzeba wstać rano, żeby przeżyć ten sam kierat. Dla dziewczyny, która dopiero co wiodła barwne, wesołe życie studenckie zaczął się ciężki czas, który groził depresją. Serce matki nie wytrzymało, gdy w słuchawce odzywał się głos łamiący się płaczem. Chwyciłam za różaniec, żeby poświęcić nowennę pompejańską w intencji męża dla mojej samotnej córki. Było to jakoś na wiosnę 2017 roku. Absztyfikant pojawił się ok. cztery miesiące po zakończonej przeze mnie nowennie. Zaręczyny odbyły się w Walentynki 2019, a ślub w Boże Ciało 2020. Dziś moja córka na powrót jest szczęśliwą, uśmiechniętą dziewczyną. Pragnę podziękować z całego serca Matce Najświętszej za łaskę, którą nam okazała.

Inną nowennę odmówiłam w intencji kogoś z dalszej rodziny. To kobieta, która dwadzieścia lat temu była w podobnej sytuacji jak moja córka: pokończyła szkoły i szukała sposobu na swoje życie. Niestety, za nią nikt się nie modlił :-((( imała się więc różnych zajęć, aż trafiła jej się okazja wyjazdu do Niemiec. Tam trafiła na rozwodnika, związanego sakramentalnie z inną kobietą. Z nim ułożyła sobie życie. Boli mnie to. Wspominam ją zawsze w moich modlitwach, ale gdy przyszła mi do głowy myśl, by i za nią odmówić „pompejankę”, jakoś nie poczułam w sercu zachęty do tego przedsięwzięcia. W końcu ona ma własną matkę, która powinna się za nią modlić, a nowenna pompejańska to nie jest jakieś bardziej zaawansowane „czary-mary”, które wystarczy nad kimś odprawić i sprawa załatwiona. Mimo wszystko sprzeciwiłam się temu światłu płynącemu z góry. Odmówiłam nowennę w intencji zerwania tego grzesznego związku. Po mniej więcej pół roku od jej zakończenia dowiedziałam się, że… para ta, sama będąc bezdzietną, przyjęła na wychowanie dziecko odrzucone przez własnych niedojrzałych, nieodpowiedzialnych rodziców… Mimo wszystko wierzę, że Matka Boża wykorzysta moje modlitwy ku jakiemuś dobru.

I jeszcze jedną nowennę odprawiłam jako odzew na apel księdza Dominika Chmielewskiego:

ale w tej kwestii nie mam do złożenia żadnego świadectwa, oprócz wiary, że połączone modlitwy polskich patriotów ubłagają Królową Korony Polskiej, aby roztoczyła nad naszym krajem (a zwłaszcza nad niewinnością naszych dzieci!) swój ochronny płaszcz.

Dziękuję za uwagę.

Chwała Jezusowi! Chwała Jego przeczystej Matce!!!

"Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym"

- papież Franciszek, 17 marca 2013 r.

  • Ja zmówiłam już 3 w tej intencji dobrego meza i codziennie modlę się do św Józefa. Od nowenny minie w tym roku 4 lata A ciągle sama. Nie wiem… czasami to już nie mam siły by prosic o to.

    • Ja juz nie bede sie modlic w tej intencji. Powiedzialam Bogu, ze modle sie i czekam do konca sierpnia 2020 a pozniej godze sie z jego wola czyli z byciem samemu. Wole pogodzic sie i zajac sie wlasnym choc smotnym zyciem i wycisnac z niego jak najwiecej niz zyc ciagla nadzieja. Ile razy mezczyzni mnie zawiedli Bog sam jeden wie. Rozumiem wszystkie samotne kobiety a zwlaszcza te, ktore zblizaja sie do 40. Myslami i w modlitwie jestem z Wami.

      • Nie każdemu z nas jest dane mieć żonę/męża. Ja mam 31 lat i też nie spotkałem na swojej drodze dziewczyny. Nie ma się co smucić. Napewno wyprosimy sobie inne łaski bardziej nam potrzebne do szczęśliwego życia.

        • Samotność jest najgorsza. Wiesz AnnaM chyba zrobię tak samo jak ty. Powiem Bogu że też daje mu czas do końca roku 2020 jeżeli nic się nie zmieni to koniec moich modlitw w tej intencji. Trudno też godze się z jego wolą. I przestanę reagować na mężczyzn na ich osobę słowa czyny i w ogóle. Będę wszystkich mezczyn mieć w 4 literach. Koniec

          • Po co się poddajecie takiemu zgorzknieniu? Czy nie lepiej rozwijać swoje pasje, wykorzystywać czas na maksa? Może wolontariat, może pomoc innym? A wy się poddajecie zgorzknieniu, uważając ze inni maja lepiej, bo co, bo „dostali meza, żonę” od Pana Boga? Nie wiecie że to też jest krzyż? Można się poddawać zgorzknieniu jako osoba samotna a można też jako żona/mąż i narzekać na Boga ze dlaczego postawił nam taką a nie inna osobę, przecież droga małżeństwa jest bardzo trudna i mylą się Ci który uważają że jest usłana różami! Wasi mężowie w przyszłości będą mieli bardzo trudne zadanie, bo wygląda na to ze będziecie od nich oczekiwać uczynienia Was szczęśliwymi, wypełnienia waszych braków i wypełnienia Waszej pustki! A nie wiecie że nie można tego oczekiwać od drugiego człowieka? Drugi człowiek to tylko człowiek, istota stworzona będąca dopiero w rozwoju do świętości. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, mężatką z kilkuletnim stażem. Ktoś zapytał czy małżeństwo ją uszczęśliwilo. Powiedziała ze spuszczonym wzrokiem, wymijajaco ze według niej człowiek sam powinien być szczęśliwy. Zrozumiałam wtedy ze nie można oczekiwać od drugiej osoby ze wypełni nasza pustkę, bo ona po prostu tego nie może uczynić. Dlatego szczęścia szukajcie w Bogu i jego naukach i szukania Go a wtedy się nie zawiedziecie, w najwyższym dobru i cnotach. Mąż czy zona może Wam w tym pomóc, owszem, ale nie oczekujecie ze uczynią Was szczęśliwymi! Szczęście złudne to zakochanie, a potem to jest ciężka praca nad sobą i związkiem, mnóstwo problemów, a po co chcecie jeszcze swoje oczekiwania względem drugiej osoby tutaj dokładać? Wydaje mi się ze dobre małżeństwa to te które są dojrzale i rozumieją ze ta druga osoba jest wolna i przez miłość daje nam swoją wolność! Ale zawsze w wolności! Nie można tego oczekiwać od nikogo, bo to dar. Wiec zajmijcie się szukaniem Boga, rozwojem razem z Nim, odrzućcie zgorzknienie, zajmijcie się mniej myśleniem a więcej robieniem! Jest tyle rzeczy które można robić! A może rozwinięcie w sobie jakieś pokłady cech o które się nie podejrzewaliscie? I przy okazji poznacie kogoś kto, na przykład będzie na tym samym wolontariacie co Wy i to Was do siebie zbliży i znajdziecie męża/żonę? Jak ktoś ma pasje i kocha życie i nie poddaje się zgorzknieniu wtedy według mnie ma większą szansę na poznanie kogoś, bo ludzie lgna do takich osób, z pasją, pomocnych, dobrych, uczynnych. A jeśli już robicie wiele, to poprostu odrzućcie zgorzknienie i zaufajcie Bogu. Brak zaufania i takie naskakiwanie na Pana Boga ze ma podążać za waszymi pomysłami to wydaje mi się ze to jest pycha a, jak siostra Faustyna pisała ze łaski odwracają się od dusz pysznych. A pan Bóg się lubuje w duszach pokornych i na nie zsyla morze łask. Dobrze jest być szczerym na modlitwie ale potem trzeba się przywołać do porządku, uznać swoją małość i uwierzyć że pan Bóg ma plan NAJLEPSZY plan, jeśli tylko mu pozwolimy działać.

            • Kto tu mowi o byciu uszczesliwionym przez druga osobe. Chyba nie doczytalas mojego posta. W zyciu bylam szczesliwa ale bedac sama. Otrzymalam duzo od Boga, nie da sie zaprzeczyc ale tez duzo sama dzialalam. Nigdy nie narzekalam. Dzialalam i dzialam. Duzo podrozuje, realizuje moje marzenia, ucze sie, pomagam finasowo ale niech nikt nigdy mi nie mowi, ze nie ma sie momentow w zyciu kiedy pragnie sie bliskosci kogos, komu zalezy na Tobie: takiej jaka jestes. Tak po prostu. Czy to zgorzknienie, nie uwazam tak, to pragnienie kochac i byc kochanym.

            • Piękne słowa „pragnienie kochać i być kochanym” to chyba jest najważniejsze i ta pustka taka samotność wszechogarniającą ale cóż nie każdy z nas może mieć drugą połówkę. Myślę że każdy z nas im starszy tym ma mniej nadziei a przez to jest bardziej otwarty i lepszy dla bliźniego, zgorzkniali to są ci którzy przeżywają prawdziwe nieszczęścia i dużo cierpią. Myślę że my jesteśmy szczęśliwi tylko nam brakuje tej drugiej osoby tego ciepła, bliskości i miłości. To pragnienie bycia kochanym bardziej otwiera nasze serca i jesteśmy lepsi.

            • AnnaM, jeśli Cię urazilam to przepraszam. Napisałam ze jeśli czynicie dużo w życiu to poprostu zaufajcie Bogu. A o tym zgorzknieniu napisałam po przeczytaniu posta Netii która – jak mi się wydawalo- obraża się na Pana Boga, bo pisała: ”  I przestanę reagować na mężczyzn na ich osobę słowa czyny i w ogóle. Będę wszystkich mezczyn mieć w 4 literach. Koniec ”. Tak to odebrałam ze jest to jak tupanie nogą, dlatego napisałam tego posta który – tak mi się wydaje zawiera w sobie jakąś mądrość (to co napisałam odnoszę tez do siebie, też jestem tzw. Stara panną :)). Nie jestem nieomylna wiec nie musicie nic przyjmować z moich słów ale jak każdy na tym forum na szczęście miałam prawo się wypowiedzieć. Życzę Wam wszystkiego dobrego i mimo wszystko życzę żebyście tą bliskość, ktorej pragniecie znalazły w Panu, któremu zależy na was: takimi jakimi jesteście.

            • Kocham, masz wiele racji. Facet, narzeczony, mąż nie będzie naszym terapeutą i nie zaspokoi braków z całego życia. Nie może też być całym naszym życiem, bo się chłopina wystraszy i ucieknie. A tak na poważnie – wg wszelakich norm jestem już starą panną. Boli i to bardzo, ale trzeba żyć tym, co tu i teraz, najpełniej jak się da. Co będzie dalej – to się okaże.

            • Mnie na przykład boli ze moja rodzina cały czas gada ze powinnam szukać sobie faceta, bo lata lecą itd. Faktycznie większość moich koleżanek ma już mężów, dzieci – niektóre juz nawet i po 3. Ale ja nic nie poradzę na to ze tak życie mi się ułożyło – co więcej myślę że nie chciałabym w małżeństwo wchodzić z tymi problemami które mam. No właśnie. Kiedyś mi na modlitwie powiedzieli ze Pan Bóg rozwiąże mój problem który sobie roboczo nazwałam problemem A – problemem kluczowym mojego życia – problem mam od jakichś 17 lat 🙂 i czekam. Z tego problemu w sumie zrodziły się kolejne… Co mam zrobić? wiem ze jedno Jego słowo i problem się rozwiąże. Pisząc to w sumie płacze bo myślę że gdyby nie to, moje życie byłoby produktywne i po ludzku i po Bożemu lepsze… No ale cóż. A wracając do tematu staram się zachować w tym wszystkim rozsądek – każdy ma inną drogę, jedyna niepowtarzalna, i każda droga ma swoje ciernie i róże, a nad wszystkim i tak czuwa Bóg i to jest moja JEDYNA nadzieja 🙂

            • Dokładnie. Mimo bólu, mimo, że jest ciężko, trzeba we wszystkim zachowywać zdrowy rozsądek. Ja mam świadomość, że właśnie mijają ostatnie lata mojej płodności i za kilka lat będzie za późno abym została mamą, ale co mam zrobić? Z desperacji zdecydować się na dziecko z przypadkowym człowiekiem? Tak powstają wielkie życiowe tragedie. Świadomość, że nikt mnie nie wybrał, nie pokochał, bardzo boli, ale mimo całego bólu i niespełnienia, chcę zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek i żyć tym, co jest.

            • Dziewczyny pociesze Was: moja wychowawczyni z czasów przedszkolnych była panna. Pod jej opiekę trafiły niepełnoletnie siostrzenice, którym zmarła mama na raka. Ta przedszkolanka w międzyczasie była w krotkim związku, ale przez znakomitą część swojego życia była wolna. Dopiero po 70 urodzinach wyszła za mąż, wzięła ślub konkordatowy i razem z mężem żyją teraz razem, a jest to jej pierwszy mąż. Więc nic nie jest powiedziane, że wy to stare panny do śmierci. Głowa do góry, będzie dobrze! I nie piszcie, że nikt Was nie chce, że jesteście stare panny. Ja w wieku 25 lat czytając Wasze wpisy nabieram lęku, że też mnie to czeka, ale historia z Panią z przedszkola daje mi nadzieję. Czego i Wam drogie panie życzę :*

            • Dzięki Kasiu, historia z przedszkolanką rzeczywiście niesamowita i jest w niej cos urzekającego. Przepraszam, jeżeli Cię straszę. Życzę żeby wszystko Ci się poukładało.

            • Dla Ciebie Aniu i pozostałych dziewczyn też Wszystkiego dobrego. Będzie dobrze i kiedyś same będziecie się śmiać z tego Waszego „staropanieństwa”. Uszy do góry i nie dołujcie się. Trzymam za was kciuki!!! :*

            • Ja po 70tce to nie chcę wychodzić za mąż, bo i po co, kilka lat przed śmiercią.

            • Agnieszko, teraz to mnie autentycznie wkurzyłaś. Moja ciocia umarła na raka w wieku 44 lat, a kuzynka zginęła w wypadku samochodowym mając 6 lat. Więc twoje wywody powodują u mnie irytację, bo skąd wiesz, ile pożyjesz?

            • Nie wiem ile pożyje, ale chyba złotych godow nie będę obchodzic wychodząc za mąż po 70tce.
              Widzisz, Ty się tym wkurzasz, ja czym innym.
              Każdy ma swoje granice.

            • Jest prawdą, że wychodząc za mąż po 70-tce nie będziemy obchodzić złotych godów, ale wychodząc za mąż przed trzydziestką też takiej gwarancji nie mamy. Fakt – mamy taką szansę, ale po drodze mogą przyjść wypadki, choroby i w konsekwencji śmierć jednego z małżonków. Agnieszka, myślę, że Cię rozumiem. Ja też jestem sama, choć tego nie chcę. Nie wiem jak dalej potoczy się moje życie, ale chcę żyć i chcę być otwarta na przyszłość.

            • Witaj! Tak przeczytałem i myślę kurcze jaki ten świat, ja straciłem Żonę w maju tamtego roku, miała 41 lat, Twoja ciocia w podobnych latach, dzieci nie mieliśmy, tak się poskładało, Nowennę odmawiałem i wiele innych modlitw, ale inna chyba wola była. Pewnie są tu jeszcze osoby które pamiętają moją historię.
              W każdym razie teraz się ciężko pozbierać i mimo że miałem żonę to jestem teraz sam, ale co zrobić trzeba żyć jakoś.
              Pozdrawiam i życzę wszystkim wszystkiego dobrego!

            • A ja Agnieszko sie z Toba zgodze. Po co komus maz po 70. Wtedy to lepiej byc przyjaciolmi i juz nie komplikowac sobie ostatnich miesiecy czy lat zycia. Dziekuje za szczery post.

            • Nie jestem zla na Ciebie. Masz prawo do swojej opini jednak odnosze wrazenie, ze my mowimy o dwoch roznych rzeczach. Trzeba sie zgodzic z wola Boga jakakolwiek by ona dla nas nie byla ale najpierw trzeba ja rozpoznac i to juz jest trudniejsze zadanie. Trzeba dzialac w zyciu i robic to co zawsze sie chcialo zrobic bo zycie jest tak nieprzewidywalne, ze nie wiadomo co przyniesie kolejny rok.
              Teraz jestem na tym etapie. Spelniam moje marzenia. Jestem jedna z tych kobiet, ktore nigdy nie uwazaly,ze posiadanie meza bedzie spelnieniem ich marzen, rozwiaze moje problemy. Wrecz przeciwnie wiedzialam,ze trzeba liczyc samemu na siebie bo dzis jestes w parze a jutro ta osoba moze pojsc sobie szukac szczescia gdzis indziej, dlatego wiem,ze z drugiem czlowiekiem nic nie jest pewne. Samotnosc czasami dokucza ale nauczylam sie z nia zyc.
              Bliskosc Boga pomaga nie zaprzeczam ale Bog nie zastapi mi przytulenia, uscisku dloni i pocalunku w czolo.
              Zycze dobrej niedzieli I ogolnie wszystkiego dobrego.

            • AnnaM, myślę, że to, że jesteś jedną z tych kobiet, które nigdy nie opierały swojego szczęścia i spełnienia na mężczyźnie oraz nie uważaly, że małżeństwo będzie remedium na osobiste problemy i poczucie pustki, to jest już ogromną łaską. Z reguły kobiety dochodzą do tego latami, często w wielkich cierpieniach i często poprzez różne tragedie. Moja siostra na przykład jest taka jak Ty. Ja z kolei musiałam bardzo dużo wycierpiec żeby dojść do takich wniosków które opisałam w postach wyżej. Także ja osobiście Bogu w tym momencie bardzo dziękuję ze jesteś tak silna i nigdy nie uzależnilas swojego szczęścia od innej osoby. Życzę Ci żeby się spełniły Twoje marzenia 🙂

            • Tomek przepraszam ,że to piszę ale ciesz się ze z Izą nie wyszło ,bo między Tobą a Neti aż iskrzy i to od samego początku.

            • A po tym moja droga ze zawsze „pojawia się tam gdzie ty”.Tak czy innaczej czuje ze jesteście dla siebie a jak będzie czas pokaze.Ja wam życzę dużo miłości!

            • Ja nigdy nikogo nie odrzuciłem wręcz przeciwnie. Jestem sam. A Miska masz rację że Anetka pojawia się zawsze tam gdzie ja też to zauważyłem. A Iza już dawno powiedziała że za daleko od siebie mieszkamy.

            • Tomek ,Anetka(Netia)życzę wam jak najlepiej żeby wam się udało.

            • Miska
              Jesteś kochana że tak piszesz. Życzę Ci żebyś poznała takiego o jakim marzysz od dawna 🙂 co do Tomka to on wolał Ize niz mnie. Sam ja publicznie zachwalal tylko to że mieszka daleko nie wyszło im. Gdyby mieszkała bliżej na pewno by razem byli. Co do Tomka to wybacz Tomek ale to Ty pojawiasz się pierwszy tam gdzie ja skomentuje jakieś świadectwo to Ty od razu też. Jeżeli inni forumowicze to zauważyli to wybacz

            • „kto się czubi ten się lubi „
              Moze warto dać Tomkowi szanse o ile chce ja wykorzystać ,nie chce się wtrącać i oczywiście zrobicie jak chcecie …Ja spotkałam mojego obecnego męża 17 lat temu z mojej strony to była miłość od pierwszego wejrzenia a on dał mi od razu do zrozumienia ze nie jest zainteresowany co więcej myślałam ze podoba mu się moja kuzynka.Ale chciałam by był moim kumplem bo był i jest fajnym człowiekiem.To ja pierwsza zaproponowałam spotkanie takie luźne nie zobowiązujące na tzw.potancowce.Po 3 tygodnia już świata poza mną nie widział i mówił ze od razu mu się spodobałem tylko bal się ze ja go nie chce udał nie zainteresowanego….Może wiec warto zaryzykować żeby później nie żałować …a jak nie wyjdzie to zawsze zostaje przyjaźń.
              Jestecie fajnymi ludźmi wiec tak czy innaczej życzę najlepszego razem czy osobno

            • Miska jesteś bardzo mądryn doświadczonym człowiekiem. Miło czytać twoje rzeczowe komentarze. Widać że znasz życie. A Izie życzę jak najlepiej i oby Piotrek był tym jedynym i byli razem bardzo szczęśliwi bo bardzo zasługuje na to. Od niektórych z nas to dobro aż emanuje Miska jesteś takim właśnie człowiekiem. Życzę tobie oraz twoim bliskim wszystkiego najlepszego.

            • Tomuś chlopie skąd wiesz ze Natia ma kogoś ?Ona twierdzi ze jest sama ,A według Niej Ty tez masz kogoś.Obserwuje was od początku i jest między wami coś unikatowego coś pięknego czego nie widać na pierwszy rzut oka..wasze zaloty,troska przeplatana z lekka nutka zazdrości ….porozmawiajcie to nikomu nie zaszkodzi ,nic na siłe jeśli wam nie wyjdzie to nie przynajmniej za 10 lat (może już wtedy razem)będziecie żałować ze nie wykorzystaliście szansy.Czas leci nie błagalnie trzeba korzystać.
              Pan Bóg chce żebyśmy byli szczęśliwi i dawali szczęściem innym.
              Zycze Ci wszystkiego najlepszego dużo miłości i odwagi.
              Z Panem Bogiem

            • Tomus najmocniej przepraszam ty pisałeś o Izie a ja myślami o Neti ,wybacz ta pomyłkę proszę.Ale i tak wszystkiego najlepszego życzę

            • Myślę że Anetka jest bardzo dobrym człowiekiem tylko ma ciężkie doświadczenia z facetami i dlatego jest taka ostrożna. Dziękuję Miska. Mam nadzieję że spotkam się z Anetką.

            • Miska
              Żyje taka nadzieją że może kiedyś podzielę się z wami na świadectwem jak to Maryja i inni święci pomogli ni znaleźć meza który jest wspaniałym człowiekiem. Takim o jakim marzyłam i marzę od bardzo dawna. Małżeństwo to jest coś pięknego. To jest sakrament, świętość którą powinna być nirzalniepodwana. Co Bóg zlaczyl czlowiek niech nie rozdziela. To jest sakrament jak chrzest przysięga przed Bogiem. Kims największym najważniejszym wrzechmocnym. Na pewno też macie problemy większe mniejsze. Ale zawsze pamiętajcie o wspólnej modlitwie. Ty się modl za swojego meza A on za Ciebie. Kazda sprawę powierzajcie Bogu, Maryi A ona wam pomoże. Nigdy nie opuszcza swoich dzieci. Gdy powierzycie jej swoje malzensrwo gwarantuje wam że nie zginiecie. Ale razem przetrwacie wszystkie chwilę i te złe i dobre. Pozdrawiam Cię Miska 🙂 i dzięki za słowa wsparcia. Ave Maria

            • Anetko od kiedy marzysz tym mężu? Małżeństwa nie powinno nic rozdzielać wręcz przeciwnie z upływem lat powinno być trwalsze.

            • Forumowicze widzą jaka jest Anetka szkoda. A Iza jest bardzo dobrym i ciepłym człowiekiem i cały czas mam z nią kontakt. Miska a dla ciebie spełnienia tej intencji w której się modlisz. Dziękuję za dobre życzenia.

  • Absztyfikant…..??!! Ludzie uwazajmy jakich slow uzywamy. Jesli ktos uwaza ze malzenstwa rozwiaze mu wszystkie Problemy….to jest w wielkim bledzie. Nie mozna oczekiwac ze malzonek „zalatwi” za nas wszystko. To droga dla kazdego z osobna Jak rozwijac sie i dobrze sluchac wlasnego wnetrza..TA druga osoba tez jest czlowiekiem i nie moze Nam dac wszystkiego..szczegolnie emocjonalnie i duchowo.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!